Autor: Lena

Beta: Anja

Rozdział II

Kiedy rankiem jeden ze skrzatów domowych pracujących w posiadłości Malfoyów zaprowadził Pottera na śniadanie, w jadalni czekali już na niego państwo domu. Dracona jeszcze nie było.

- Jak się czujesz, Harry? - spytała od razu Narcyza, wskazując mu miejsce obok siebie.

- Jeszcze trochę bolą mnie żebra, ale dziękuję, lepiej - odpowiedział nieśmiało, siadając na lewo od kobiety.

- Wystraszyłeś nas - przyznał Lucjusz, popijając kawę.

- Przepraszam, nie chciałem nikogo martwić.

Narcyza pokręciła głową.

- Nie przepraszaj, nie masz za co. Zakon powinien się wcześniej zorientować, co ma miejsce w tamtym domu.

- Nigdy wcześniej mnie nie bili. Ach, chciałem państwu podziękować za to, że pozwoliliście mi tu zostać – rzekł Potter.

- Przyjemność po naszej stronie, Harry. Bylibyśmy wdzięczni, gdybyś mówił nam po imieniu - stwierdził Lucjusz.

- Dobrze, panie Malfoy. - Blondyn rzucił mu rozbawione spojrzenie. – Przepraszam, chciałem powiedzieć… dziękuję, Lucjuszu - poprawił się szybko Harry.

- Tak lepiej. Powiedz mi… Za co ci to zrobili? Musiałeś zrobić krzywdę któremuś z nich, przecież nikt nie masakruje swojej rodziny za nic…

Harry spojrzał na niego dziwnie. Może nie w tym świecie, pomyślał z goryczą.

- Nic im nie zrobiłem, to tylko… Wczoraj były urodziny mojej ciotki i z tej okazji wyprawiali uroczystą kolację. Ciotka kazała mi gotować, kiedy oni się przygotowywali i… no… - urwał speszony. Wpatrywał się przez chwilę w pusty talerz stojący przed nim, po czym podniósł głowę. – Spaliłem pieczeń- wyszeptał.

- Proszę? - zdziwił się Lucjusz. – Powiedziałeś, że spaliłeś pieczeń? Dobrze usłyszałem?

- Niestety.

Zarówno Narcyza, jak i Lucjusz patrzyli na niego oniemiali.

Harry wziął tost, posmarował go dżemem i odgryzł kawałek. W momencie, gdy Malfoyowie odzyskali głos, do jadalni wszedł Draco z lekkim uśmiechem na ustach, w jasnych dżinsach i białej koszulce z dekoltem w serek i krótkim rękawem.

- Czemu… - zaczął młody Ślizgon.

- Ale… przecież… nikt nie może karać za coś takiego - wyjąkała Narcyza.

- Nawet Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymiawiać nie karałby za takie rzeczy- dodał Lucjusz.

Harry jedynie wzruszył ramionami, raczej zmartwiony myślą, że jego rodzina mogła zachować się gorzej niż sam Voldemort.

- Dlaczegoodnoszę wrażenie, że ominęło mnie coś ważnego? - wtrącił Draco, w końcu zwracając na siebie uwagę.

- Bo cię ominęło - powiedział po prostu Lucjusz i razem z żoną wrócili do przerwanego posiłku.

Draco tymczasem rzucił Harry'emu spojrzenie pod tytułem „wyśpiewasz mi wszystko później". Harry jedynie westchnął i skinął nieznacznie głową.

Śniadanie minęło głównie w ciszy, jednak po posiłku, kiedy siedzieli nadal przy stole dopijając swoje kawy, Narcyza spytała o ich plany na dzisiejszy dzień. Odpowiedział oczywiście Draco.

- Zabieram Harry'ego na zakupy, by mógł sobie kupić jakieś porządne ubrania i może pochodzimy po mungolskim Londynie…

- Owszem pochodzimy. Mam spotkanie z lekarzem, na którym raczej powinienem się pojawić - stwierdził Harry beznamiętnym tonem.

Draco spojrzał na niego z zainteresowaniem. Skończywszy pić swoje kawy, Draco i Harry poszli do salonu, skąd siecią Fiuu przenieśli się do Dziurawego Kotła.

Pierwszą rzeczą, którą zrobili, było odwiedzenie banku Gringotta. Harry wziąłze swojej skrytki pokaźną sumkę, gdyż stwierdził, że skoro ma kupować sobie nową garderobę, powinny to być dobre ubrania. I powinno być ich dużo.

Potem wymienił część na funty i oznajmił, że mogą już iść. Tak więc Draco zabrał go do najlepszych sklepów z odzieżą, jakie znajdowały się na ulicy Pokątnej.

Już w pierwszym butiku Draco zaczął wybierać przeróżne ubrania, chodząc od półki do półki, od wieszaka do wieszaka. Decydował się przede wszystkim na te w swoim rozmiarze, ale i te o numer mniejsze. Okazało się jednak, iż Potter nie jest do końca taką modową pomyłką jak się wszystkim wydawało. Wręcz przeciwnie. Chłopak miał całkiem dobry gust i prawie w ogóle nie potrzebował pomocy Dracona. A, że Draco to Draco i zakupy zawsze były i będą jego żywiołem, dlatego też ciągał Harry'ego od sklepu do sklepu, kazał mu przymierzać całe tony zwyczajnych ubrań, szat czarodziei, szat wyjściowych, płaszczy, bielizny i butów. Ślizgon chciał zabrać Pottera również do czarodziejskiej wersji salonu optycznego. Przy tym ostatnich Harry się zbuntował, twierdząc, że nowe okulary nie są mu potrzebne. Oczywiście wywiązała się z tego sprzeczka, gdyż zdaniem Dracona, Potter desperacko potrzebował nowej pary. W końcu Harry się zdenerwował, zapłacił za ostatnie ciuchy, jakie miał zamiar kupić tego dnia na Pokątnej i wyszedł ze sklepu, skąd udał się prosto do innego butiku, gdzie nabył nowy kufer. Miał wielkie wątpliwości co to tego, czy zmieści się z tymi wszystkimi rzeczami w swoim starym kufrze. Wrzucił do niego od razu zmniejszone torby z odzieżą, po czym pozwolił młodemu Malfoyowi na zmniejszenie również kufra tak, by zmieścił się w kieszeni spodni pożyczonych od Draco.

W drodze powrotnej do Dziurawego Kotła rzuciła się na nich grupa reporterów z miejscowych gazet. Harry, oczywiście, czym prędzej uciekł, pociągając za sobą zdziwionego Dracona, który zawsze uważał, że Potter uwielbia być w centrum zainteresowania.

- Nareszcie. Chodźmy, zanim przejdą przez przejście i pójdą za nami do mugolskiego Londynu - mruknął Harry, idąc szybkim krokiem ku drzwiom naprzeciwko.

Draco poszedł za nim.

Wychodząc na chodnik przed Dziurawym Kotłem, Harry popatrzył w błękitne niebo, ciesząc się delikatnymi muśnięciami promieni słońca na swej twarzy.

- Dlaczego im uciekłeś? - zdziwił się Draco. Harry spojrzał na niego dziwnym wzrokiem. Malfoyowi wydawało się przez chwilę, że zobaczył smutek w tych oszałamiająco zielonych oczach, nim Potter zdążył odwrócić głowę.

- Nie lubię tego szumu wokół mojej osoby. Ludzie zdają się nie dostrzegać nic poza postacią cholernego Chłopca, Który Przeżył. Dla nich zawszę będę tylko bohaterem, tym, który pokonał Voldemorta - powiedział brunet spokojnym, lekko zawiedzonym tonem. Jednym gestem zatrzymał jedną z taksówek bez pasażerów. – Nigdy nie liczyło się dla nich to, kim naprawdę jest Harry Potter, nikt nie pytał, czy dobrze mi z wujostwem, nikt nie oferował mi pomocy, kiedy jej potrzebowałem. Oczywiście nie licząc Rona i Hermiony. Zawsze był tylko Złoty Chłopiec, a nie Harry, który też się czasami czegoś boi lub czegoś potrzebuje - dodał otwierając drzwi. Wsiadł do taksówki, a Draco zrobił to samo, zastanawiając się nad słowami Pottera.

- Wiesz, w gruncie rzeczy nie różnimy się tak bardzo – mruknął, by kierowca nic nie usłyszał. Harry utkwił w jego twarzy zdziwione spojrzenie. – Obaj wychowywaliśmy się w cieniu sławy. Ty, bo Ten – Którego – Imienia – Nie – Wolno – Wymawiać jakimś cudem nie zdołał cię zabić, przez co stałeś się jedyną nadzieją naszego świata, a ja, bo od zawsze żyłem w cieniu swego ojca. Syn sławnego Śmierciożercy, który najprawdopodobniej też przyjmie Znak i stanie się taki jak ojciec. Nigdy tak naprawdę nie mogłem być sobą. Zawsze próbowałem dorównać oczekiwaniom, jakie mi narzucono. – wyjaśnił.

Po krótkim zastanowieniu Harry naprawdę uznał, że ich sytuacje życiowe były w pewien sposób podobne.

- Masz rację, są rzeczy, które nas łączą – przyznał, zaskakując tym Malfoya. Blondyn nie spodziewał się potwierdzenia swoich słów. Mówił po prostu to, co myślał.

- Oczywiście, że mam rację. A więc… Po co właściwie jedziemy do tego lekarza? – spytał, chcąc odrobinę rozładować sytuację.

- Na operację oczu - odpowiedział tak po prostu Potter.

- Operację oczu?

- Tak. Laserową operację, uściślając. Znajomy rodziców Hermiony prowadzi gabinet okulistyczny i zajmuje się takimi rzeczami. Anna umówiła mnie już przed wakacjami, zanim wyjechali na wycieczkę z Hermioną. - objaśnił.

- Chcesz, żeby pocięli ci oczy laserami? Czymkolwiek one są… - zdenerwował się blondyn.

Harry tylko pokręcił głową z rozbawieniem, nie racząc nawet odpowiedzieć.

Draconowi się to nie spodobało. W końcu był Malfoyem, a Malfoyowie nie lubią być ignorowani przez ludzi. A już na pewno nie tych, których kochają. Tylko, że Potter nie zdawał sobie sprawy z uczuć Dracona.

- Powiesz mi przynajmniej, czy to boli? - spytał Ślizgon, usilnie próbując nadać brzmieniu swojego głosu obojętną nutę.

- Nie wydaje mi się. Przynajmniej Hermiona tak twierdzi - odparł Harry. Poniekąd dla świętego spokoju, ale to też się liczy, prawda?

- Och. No dobrze - mruknął niemrawo Malfoy Junior i odwrócił głowę, wyglądając przez okno.

Obserwował ludzi, chodzących po chodnikach. Spieszących się na lunch lub z niego wracających. Część z nich rozmawiała przez te dziwne urządzenia, telefony (tak to się chyba nazywało). Za każdym razem, kiedy Draco widział te wszystkie mugolskie wynalazki, zastanawiał się do czego one właściwie służą. Oczywiście rozumiał, komunikacja i te sprawy, ale naprawdę nie mógł pojąć, po co im to wszystko. Przecież sowy też były dobre, czyż nie?

Mimo wszystko, niektóre z mugolskich zabawek były interesujące. Na przykład te dziwne, cienkie, składane przedmioty z przyciskami, na których były namalowane litery. Widział raz podczas lunchu z Zabinim, jak jakiś gość odtwarzał na tym czymś muzykę. Intrygujący przedmiot. Obiecał sobie, że kiedyś zapyta Pottera o to urządzenie.

- Draco. Draco, wysiadamy - szarpnięcie za rękę i głos Gryfona wyrwały go z zamyślenia. Tym czasem Ślizgon. bardziej zdawał sobie sprawę z ręki bruneta spoczywającej na jego ramieniu niż z tego, że musi opuścić auto.

Rzucił Harry'emu pytające spojrzenie, na co brunet zareagował zirytowanym westchnięciem.

- Jesteśmy na miejscu – oznajmił, puszczając Malfoya. Kiedy blondyn wysiadł, Harry podał kierowcy banknot dziesięciofuntowy, po czym wskazał towarzyszowi ładne, brązowe drzwi z przymocowaną do nich tabliczką.

- Michel Davidson. Lekarz okulista - przeczytał arystokrata. – Do niego idziemy, tak?

Potter przytaknął, otworzył drzwi i wpuścił Draconaprzodem.

Weszli do jasnego pomieszczenia, które służyło jako poczekalnia i recepcja w jednym. Było niemal puste, nie licząc recepcjonistki siedzącej za biurkiem. Dziewczyna wyglądała na nie więcej niż dziewiętnaście lat. Wpisywała coś do kalendarza, kiedy do niej podeszli.

- Witaj Emmo, mam nadzieję, że się nie spóźniłem - przywitał się gryfon.

- O, Harry! Przestraszyłeś mnie… - mruknęła z lekkim uśmiechem, przykładając dłoń do klatki piersiowej. – Nie ależ skąd. Jesteś punktualnie. Pójdę powiadomić doktora Davidsona, że już jesteś, a ty w tym czasie możesz przemyć oczy – stwierdziła, podając mu chusteczki i buteleczkę jakiegoś przezroczystego płynu.

- Dziękuję. - odparł Potter. Usiadł na jednym z krzeseł, zdjął okulary i nalawszy odrobinę płynu na chusteczkę, zaczął obmywać oczy.

- Gotowy? - spytała Emma wracając za biurko. – Doktor już na ciebie czeka. Możesz od razu wyrzucić okulary. Twój kolega z pewnością pomoże ci dojść do gabinetu. Drzwi na końcu korytarza - poinformowała.

Draco, nie czekając na protesty Pottera, złapał go pod rękę i zaprowadził do gabinetu.

- Zamknij za sobą drzwi chłopcze - polecił pan Davidson, kiedy Malfoy wprowadził Harry'ego do pomieszczenia. – Możesz sobie usiąść tam pod ścianą – dodał, wskazując na wolne krzesło.

Mężczyzna kazał Harry'emu położyć się na rozkładanym siedzeniu, po czym usztywnił głowę chłopaka, patrząc w ekran komputera. Draco przyglądał się wszystkiemu ze swojego miejsca pod ścianą.

Harry grzecznie podziękował i przy pomocy przyjaciela wyszedł z gabinetu. Zapłacił w recepcji i poprosił Dracona, by ten zaprowadził go do toalety. Kiedy już się tam znaleźli, Potter wyjął z kieszeni jakąś karteczkę i podał ją blondynowi.

- Rzuć to zaklęcie - polecił.

- Do czego ci ono? - spytał Draco, przyglądając się inkantacji.

- Oczyści mój wzrok. Hermiona znalazła je dla mnie, bym nie musiał czekać dwudziestu czterech godzin na końcowy efekt. – wyjaśnił gryfon.

Malfoy, skinąwszy głową, wyjął swoją różdżkę i rzucił zaklęcie, które było zapisane na pergaminie.

- Od razu lepiej - mruknął po chwili Potter. Podniósł wzrok na Dracona. Blondyn zauważył, iż oczy Pottera są jeszcze bardziej zielone, niż mogło się wydawać przez okulary. – Od czego ta blizna? - spytał nagle Harry, przykładając palec do czoła Dracona tuż na linii włosów.

Draco zaróżowił się odrobinkę.

- Widzisz ją? Zazwyczaj ludzie jej nie zauważają. – stwierdził, odwracając wzrok.

- Dopiero teraz ją zauważyłem.

- Yhm… Podczas ostatniej bitwy rozciąłem sobie głowę - przyznał. Przed oczyma obu nastolatków przeleciały wspomnienia tego ostatniego starcia. Szczątki martwych ludzi pokrywające błonia… Wstrząsnął nimi dreszcz.

- Aha… Chodźmy może na lunch, co? - zaproponował Złoty Chłopiec, chcąc zmienić temat.

- Tak, to dobry pomysł, chodźmy.

Mimo tego, że pomysł lunchu zainicjował Harry, to właśnie Draco zaciągnął młodego Pottera do swojej ulubionej knajpy w mugolskiej części Londynu.

Ku wielkiemu zaskoczeniu gryfona, nie była to żadna wielce wytworna i elegancka restauracja. Nie. Miejsce, do którego zabrał go Malfoy, okazało się być czymś podobnym do cukierni. Sam lokal był niewielki. Stało tam kilka gablot nie tylko z ciastkami, ale i kanapkami.

W końcu Harry'emu i Draconowi udało się przecisnąć przez tłum ludzi wypełniających całą kafejkę. Po dotarciu do lady zamówili Croissanty z czekoladą i budyniem waniliowym oraz dwie duże kawy. Zapłacili za swoje zamówienie i uważając, by niczego nie wylać, wyszli na zewnątrz, gdzie zajęli jeden z ostatnich wolnych stolików w ogródku przynależącym do kafeterii.

Jedli w ciszy. Jednak żadnemu z nich to nie przeszkadzało, cisza między nimi była komfortowa po tylu latach nieustannych kłótni.

- Szczerze mówiąc myślałem, że zaciągniesz mnie do jakiejś eleganckiej restauracji, ale to… - mruknął Harry spoglądając na szyld kafeterii – to miłe zaskoczenie.

Draco zaśmiał się.

- Mając do wyboru ekskluzywną restaurację i tę kafejkę, zawsze wybiorę to miejsce. Do złudzenia przypomina pewną knajpkę w centrum Rzymu, w której pracował mój pierwszy chłopak - odparł Malfoy. Wyraz jego oczu był nieobecny, jakby odpłynął gdzieś daleko.

- Chłopak? - powtórzył Harry, unosząc brew z lekkim uśmiechem na ustach.

- To właśnie powiedziałem. Nie udawaj, że nie wiesz. Cała szkoła huczy od plotek na temat mojego życia seksualnego – prychnął blondyn.

- Nie wiedziałem - zapewnił gryfon. Draco spojrzał na niego z niedowierzaniem. –Naprawdę. Nie lubię plotek na swój temat, dlatego szanuję prywatność innych i po prostu nie słucham pogłosek - wyjaśnił.

- Czyżby? A wiesz, że po Hogwarcie chodzą również plotki o tym, iż ty jesteś homo?- zaczął Ślizgon, chcąc wybadać grunt. – Nie przeszkadza ci to?

Potter wzruszył ramionami.

- Czemu miałoby mi przeszkadzać? Akurat ta plotka jest prawdziwa - stwierdził, upijając łyk kawy, by ukryć i tak ledwo widoczny rumieniec.

Draco zaniemówił. Otwierał usta, jak gdyby chciał coś powiedzieć, a po chwili z powrotem je zamykał.

- Dobrze się czujesz? - spytał po chwili Harry, który faktycznie zaczął się martwić o stan zdrowia Dracona. Chłopak zacisnął usta w cienką kreskę i pokiwał głową.

- Tak… Co prawda w szkolnych zakładach stawiałem na to, że jesteś gejem, ale nie spodziewałem się, że przyznasz temu stwierdzeniu rację - powiedział w końcu.

- To są takie zakłady? - zdziwił się Potter. Draco potwierdził krótkim skinieniem. – Co jeszcze dzieje się w tym zamku bez mojej wiedzy?- mruknął gryfon, bardziej do siebie niż do swego towarzysza.

- Wiele rzeczy, zapewniam. Więc… Jak to było z tobą? Kiedy i jak się zorientowałeś? - spytał blondyn.

Harry zastanawiał się przez chwilę.

- W sumie… Stało się to w zeszłym miesiącu - przyznał.

„Czyli ja przez cały rok go kochałem, a on nawet nie wiedział, że jest gejem?" - przemknęło przez myśl Draconowi.

– Któregoś wieczoru na początku czerwca szedłem na herbatę do Hagrida i… cóż, wpadłem na Zabiniego. Mokrego Zabiniego. W samych bokserkach – kontynuował Harry, przywołując na wierzch świadomości wspomnienie tamtej sytuacji. – Wtedy zdałem sobie sprawę z tego, w którym kierunku biegną moje preferencje – skończył, ponownie wzruszając ramionami.

- T…Ty i Zabini? - sapnął Malfoy, próbując zwalczyć w sobie nagłą chęć rozszarpania swojego przyjaciela. Jeśli. Ten. Przygłup. Zabini. Choćby. Raz. Dotknął. Mojego. Harry'ego. Pożałuje!, myślał Draco gorączkowo.

- Pogięło cię? W życiu bym go nie dotknął. Po prostu widok jego ciała w negliżu uświadomiło mi kilka rzeczy. - wyjaśnił Harry, przyglądając się uważnie nowemu towarzyszowi. – Przestań robić taką minę, bo jeszcze pomyślę, że jesteś zazdrosny - dodał.

Draco oczywiście nie zmienił wyrazu twarzy.

- A co, jeśli tak jest? - spytał zamiast tego.

- Jeśli tak jest, to ta sytuacja robi się dziwnie krępująca - mruknął gryfon. - Chciałbyś jeszcze gdzieś pójść?

Draco patrzył przez chwilę na Pottera, aż w końcu załapał wyraźną zmianę tematu i postanowił nie drążyć tej mało komfortowej dla Harry'ego kwestii.

- Nie. Możemy wracać do Dziurawego Kotła.

Potter pokiwał głową, zgadzając się.

Wyszli z ogródka przy kafeterii i skierowali się na północ, ku Dziurawemu Kotłowi.

Idąc do Dziurawego Kotła, Draco zmusił Harry'ego, by opowiedział mu to, o czym mówił jego rodzicom podczas śniadania, a na co blondyn się spóźnił. Nie obeszło się oczywiście bez wielkiego zdumienia ze strony młodego Ślizgona i lekkiego przygnębienia u Harry'ego.

Podróż powrotna odbywała się bez problemów do czasu, aż Malfoy i Potter wpadli na pewnego młodego mężczyznę, który okazał się być znajomym gryfona.

Matt był przystojnym siedemnastolatkiem. Jego postura nie różniła się zbytnio od sylwetki Rona. chłopak miał ciemnobrązowe oczy i kręcone włosy do ramion w odcieniu mlecznej czekolady.

Jak się okazało, Matt był chłopakiem Hermiony i Harry poznał go właśnie przez przyjaciółkę. Mimo faktu, że ten mugol chodził z panną wiem-to-wszystko i z pewnością był hetero, Draco nie mógł pozbyć się uczucia zazdrości przepływającego przez jego ciało. Nie podobał mu się również sposób, w jaki Matt spoglądał na Pottera, gdy mówił, że do twarzy mu bez okularów.

Matt jednak nie był głupi ani ślepy. Doskonale zdawał sobie sprawę z morderczych spojrzeń, jakie posyłał mu Draco. W końcu z przebiegłym uśmieszkiem (który ani trochę nie spodobał się blondynowi) pochylił się nad Potterem i odezwał się na pozór cichym głosem (Czemu na pozór? A temu, że Draco wszystko słyszał.):

- Wydaje mi się, że twój chłopak mnie nie lubi, Harry.

Potter - jak to Potter - zaczerwienił się jak wisienka i już miał zamiar zacząć tłumaczyć, że on i Draco nie są parą, kiedy to właśnie blondyn złapał go za nadgarstek i pociągnął w kierunku, w którym zmierzali, nim spotkali „przebrzydłego mugolo-podrywacza", jak określił go Malfoy w myślach.

Harry wykrzyknął jakieś szybkie pożegnanie i niemal pobiegł za Draconem, próbując się z nim zrównać. Ślizgon pozwolił mu na to dopiero za rogiem. Przystanął tam na chwilę, by się uspokoić.

- Co ci odbiło, Draco? - sapnął Harry, oddychając głęboko i próbując unormować swój szalejący puls.

- Nic.

- Nic? Jakie nic? Ciągnąłeś mnie niemal do samego Dziurawego Kotła! - warknął Harry, wskazując dłonią szyld wiszący zaledwie kilka budynków dalej.

- Nie podoba mi się ten gość, okej? Patrzył na ciebie jakby chciał cię na miejscu przelecieć! - odburknął Malfoy, odwracając się i idąc ku barowi.

Harry nic nie odpowiedział, jednak obiecał sobie w duchu przemyśleć to dziwne zachowanie Dracona.

Pięć minut później każdy z nich był w swoim pokoju, pogrążony w myślach i refleksjach.