Rozdział III.

Następnego dnia żadno z państwa Malfoy nie widziało ani swego syna ani Harry'ego do obiadu. Pomijając oczywiście zdjęcie z pierwszej strony Proroka Codziennego, na którym to obaj chłopcy szli w kierunku Dziurawego Kotła trzymając się za ręce.
Pod spodem zamieszczono dosyć długi artykuł opisujący stosunki Harry'ego i Draco a także wcześniejsze relacje rodzin obu nastolatków.

Lucjusz musiał z zadowoleniem stwierdzić, iż historię jego rodu opisano raczej w superlatywach i miał przekonanie, że było tak przez podejrzenie romantycznego związku pomiędzy dziedzicem a Harrym Potterem. Nie żeby to mu w jakiś sposób przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. A dodatkowo artykuł ten podsunął mu pewien pomysł jednak do zrealizowania go potrzebował więcej czasu i obserwacji.

Pan Malfoy od zawsze chciał oczyścić swoje nazwisko jednakowoż błędy młodości i głupota wynikająca z niedoświadczenia życiowego doprowadziły do całkiem innych skutków. Dlatego też, kiedy rok wcześniej przeszedł na stronę światła miał nadzieję, na choć minimalne oczyszczenie swego nazwiska z brudów przeszłości. Tak też się stało. Lucjusz jak i wielu innych zbierał laury po zgładzeniu Voldemorta. A jednak wciąż było mu trochę za mało. Chciałby jego nazwisko pozostało niemal bez skazy na przyszłość. I do tego mógł mu się przydać Draco i Harry. W końcu robi to po części również dla nich, prawda?

Chłopcy pojawili się dopiero na obiedzie, uparcie unikając swojego wzroku. Po posiłku próbowali się wymigać od spędzenia w salonie odrobiny czasu wraz z państwem Malfoy, ale wtedy Narcyza wykazała się zdecydowaniem i kategorycznie zabroniła im wyjścia gdziekolwiek póki nie zjedzą deseru, nie wypiją z nimi kawy i nie opowiedzą trochę o wczorajszym dniu.

-Bardzo ładnie wyglądasz bez tych okularów, Harry- zauważyła pani Malfoy, gdy przenieśli się do salonu. Skrzaty podały lody ze galaretką i świeżymi owocami. Potter wziął swój i podziękował małemu elfowi.

-Dziękuję Narcyzo- dodał rumieniąc się lekko.

-Użyłeś jakiegoś zaklęcia?- spytała.

-Nie mamo. Poszedł do lekarza i ten gość naprawił mu oczy laserem- mruknął Draco nabierając kolejną łyżeczkę lodów.

-Laserem? Jak to się odbywa?- zainteresowała się kobieta. Draco wyjaśnił matce cały proces włączając w to dokładne opisy tego, co działo się z oczami Harry'ego.

-Brzmi boleśnie- stwierdziła spoglądając na bruneta ze zmartwieniem.

-Na szczęście tylko tak brzmi- zapewnił szybko Potter.

Przez kolejne pół godziny Draco zdawał rodzicom relację z wczorajszego dnia, płynnie omijając momenty, które jego zdaniem powinny pozostać między nim a Harrym.

-Ah… jakże to niewinnie brzmi, doprawdy.- odezwał się w końcu Lucjusz. –Skoro tak to

może moglibyście wyjaśnić mi to?- spytał przywołując poranną gazetę. Podał ją Potterowi, który po spłonięciu rumieńcem podał Proroka przyjacielowi. Nawet Draconowi – księciu opanowania (w towarzystwie) – nie udało się powstrzymać koloru wypływającego na policzki.

Narcyza musiała się odwrócić by ukryć swe rozbawienie. Czy chłopcy naprawdę myśleli, że ona i Lucjusz będą chcieli zabronić im tego związku? Niedorzeczność. Doskonale zdawała sobie sprawę z faktu, iż zarówno Harry jak i Draco są bardzo upartymi i zdecydowanymi by stawiać na swoim, młodymi mężczyznami. Nawet dezaprobata rodziców nie powstrzymałaby ich przed dążeniem do szczęścia.
Pani Malfoy uważała również, że nie ma najmniejszej potrzeby by im tego zabraniać. Czarny Pan został pokonany, więc żadnemu z nich nic nie groziło. Oczywiści byli jeszcze wyjątkowo oddani Śmierciożercy, którzy wciąż planowali zemstę na Chłopcu, Który Przeżył jednak Zakon był na ich tropie i kobieta była przekonana, że uda się ich złapać.

-Czy jesteś zły, ojcze?- spytał nagle Draco z lekkim napięciem wyczuwalnym w jego tonie.

-Oczywiście, że nie. Jeśli romantyczne relacje są tym, czego chcecie ja nie będę się sprzeciwiał. Czy powinienem wam gratulować?- zaciekawił się unosząc jedną brew.

-Dziękuję ojcze- odparł junior posyłając ojcu lekki uśmiech.

-Przecież my nie…- zaczął Harry.

-Cicho bądź Potter.- uciął najmłodszy z Malfoyów.

Harry siedział oniemiały wpatrując się w przyjaciela z szeroko otwartymi. Czy to znaczy, że teraz jesteśmy… parą?, zastanawiał się Potter próbując dojść do siebie.

Po uzyskaniu aprobaty rodziców Draco się uspokoił i zmienił temat. Rozmowa toczyła się między Malfoy'ami a Harry biedaczek nie wiedział, co powinien powiedzieć. Jego myśli wciąż krążyły wokół artykułu i krótkiej wymiany zdań miedzy, Draco a Lucjuszem. Draco najwyraźniej chciałby jego rodzice myśleli, że on i Harry ze sobą chodzą.

Obaj jesteśmy homoseksualnie, więc to chyba nie problem, zastanawiał się Potter. Ale co jeśli nam się nie uda i wrócimy do starej rutyny obelg, kłótni i pojedynków?

Harry naprawdę chciał wiedzieć, co powinien zrobić. Utrata przyjaźni Draco mu się nie podobała, szczególnie teraz, kiedy zaczynał go poznawać. Przecież dopiero, co udało im się dojść do porozumienia, ta przyjacielska relacja wiele dla Harryego znaczyła po latach kłótni.

Co robić, co robić, myślał gorączkowo Gryfon.

Draco rozmawiał z rodzicami jeszcze przez kilka minut, po czym wstał i ruszył do drzwi. Harry patrzył za nim ze zmarszczonymi brwiami.
-Idziesz?- spytał Draco trzymając rękę na klamce. Harry spojrzał na państwo Malfoy potem na ich syna i z powrotem na nich.
-Tak, idę.- mrukną. Miedzy jego brwiami pojawiła się głęboka zmarszczka.
Wyszedł z salonu za Malfoyem Juniorem, z dziwną złością narastającą w jego klatce piersiowej. Zaczął szybciej oddychać by móc się uspokoić jednak to nie pomagało. Ta irracjonalna wściekłość nie przechodziła, Harry nie dał jej upustu póki nie odeszli na odległość kilku korytarzy.
-W co ty pogrywasz, Malfoy?- spytał ostrym tonem.
-Co masz na myśli?- odparł Draco jakby nigdy nic, nawet nie patrząc na Pottera. Nie chciał patrzeć w oczy rozzłoszczonemu Harry'emu.
-Co mam na myśli? Ty chyba żartujesz. Chcesz mi powiedzieć, że właśnie nie dałeś swoim rodzicom do zrozumienia, że rzekomo jesteśmy parą?-
-Owszem, zrobiłem to.-
-Ty... Czemu?-
-Bo tak mi pasowało. -
Harry patrzy na niego oniemiały.
-Nie jesteśmy parą Malfoy. Zapamiętają to sobie- warknął brunet i odszedł do swojego pokoju. Gdyby, choć na chwilę się odwrócił dostrzegłby jak bardzo jego słowa zraniły młodego Ślizgona.

Draco stłumił westchnienie próbując przywrócić na twarz swój powszechnie znany chłodny wyraz. Jego próby były raczej marne, dlatego jak najszybciej udał się do biblioteki gdzie schował się w najodleglejszej jej części.

Wziął pierwszą lepszą książkę z półki i usiadł w fotelu między regałami. Otworzył księgę na chybił trafił i zaczął czytać.

„…, jeśli chcesz skłonić swego partnera do…"

Ale czemu tak zareagował?, zastanawiał się przestając czytać, choć jego wzrok wciąż skupiony był na kartce. W salonie nie wydawał się być zły… I chyba mnie lubi, przynajmniej wczoraj tak mi się zdawało. Mówił przecież, że jest homo… Chodzenie ze mną nie jest takie złe żeby tak się zdenerwował…, myślał.

Ślizgon nie miał zielonego pojęcia, co mogło spowodować wybuch bruneta, on przecież nic złego nie zrobił. Po prostu na swój sposób dał mu do zrozumienia, że chciałby by łączyło ich coś głębszego… Potter nie mógł być aż tak głupi by tego nie zrozumieć.

Z zamyślenia wyrwał Draco skrzat ciągnący go za nogawkę.

-Tak?- spytał blondyn marszcząc brwi.

-Smrodek przeprasza, że przeszkadza paniczowi, ale panienka Parkinson przyszła do pana- powiedział skrzat.

-Niech przyjdzie do biblioteki- mruknął dziedzic i wrócił do wpatrywania się w książkę,

Po chwili Draco usłyszał dźwięk zbliżających się kroków a potem między regały wpadła Pansy.

-Hej- mruknął chłopak.

-Witaj. Czy jest jakiś konkretny powód, dla którego siedzisz tu sam i czytasz książkę o magii małżeńskiej?- zagadnęła podpierając dłonie na biodrach i przechylając na bok głowę. Draco zamknął księgę i spojrzał na jej okładkę. „Czary Małżeńskie, – czyli jak poprawić wasz związek", głosił ozdobny napis.

Chłopak odłożył tomiszcze na bok i wskazał przyjaciółce miejsce na fotelu obok. Dziewczyna usiadła wciąż patrząc na niego wyczekująco.

-Potter tu jest. Zostanie na wakacje.- westchnął. Twarz Ślizgoni pojaśniała.

-W, czym więc problem? Od roku ślinisz się na jego widok- powiedziała machając ręką lekceważąco. –W końcu będziesz miał okazję zaciągnąć go do swojego łóżka.-

Draco skrzywił się na uwagę dziewczyny. Ale kiedy on nie chciał po prostu zaciągnąć Harryego do łóżka. Chciałby by Harry go kochałby podjął tę decyzję przez wzgląd na uczucia a nie przez pożądanie.

-Problem jest taki, że on dał mi do zrozumienia, iż nie mam, czego szukać w krainie zwanej Potterolandia.- odparł blondyn.

-Potterolandia? Czyś ty na głowę upadł, Draco? Od kiedy to poddajesz się po pierwszej porażce?- zadrwiła. –Musisz walczyć Draco. Potter to Gryfon, a wiesz, jacy oni są łasi na zaloty. –

-Po, co przyszłaś, Pansy?- spytał zirytowany Malfoy.

-Zaprosić cię na imprezę w weekend za dwa tygodnie.- odparła. –Wyprawiam w tym roku urodziny. Przyjdziesz?-

Draco skinął głową.

-Ok, w takim razie pójdę już. Muszę odwiedzić jeszcze kilka osób-

-Odprowadzę cię.

-Nie trzeba znam drogę do salonu. A… Gzie jest pokój Pottera? Równie dobrze mogę go zaprosić skoro już tu jest- powiedziała wstając.

-Pokój gościnny, zaraz przy schodach-

Pansy skinęła głową i ruszyła do drzwi. Jeszcze sobie porozmawia z Świętym Potterem.

Harry był w swoim pokoju. Po tej małej kłótni, z Draco musiał się gdzieś schować a jedynym miejscem, jakie przychodziło mu do głowy była jego tymczasowa sypialnia. Od razu po wejściu do pomieszczenia chłopak rzucił się na łóżko i ukrył twarz w poduszkach.

Jak mógł coś takiego powiedzieć Draco? Przecież… Przecież blondyn nie był wcale taki zły. W prawdzie Harry wciąż miał przed oczyma sześć lat upokorzeń i zniewag, ale jakoś nie przeszkadzało mu to, kiedy Draco prosił o jego przyjaźń, więc dlaczego teraz…? Potter nie miał pojęcia. Był jednak pewien, iż nie powinien reagować w sposób, w jaki to zrobił.

Z zamyślenia wyrwało go ciche pukanie do drzwi. Harry od razu pomyślał, że to, Draco, więc skoczył na nogi z uczuciem nadziei w klatce piersiowej. Brunet otworzył drzwi i tu spotkało go rozczarowanie gdyż u progu stał nie, kto inny jak Pansy Parkinson we własnej osobie. Nim zdążył się odezwać dziewczyna wepchnęła go powrotem do pokoju i zamknęła za nimi drzwi.

-Siadaj- warknęła jednak chłopak się nie poruszył. –Siadaj do cholery Potter. Musimy porozmawiać.-

Tym razem Harry usiadł.

-O czym?- zapytał. Dziewczyna popatrzyła na niego z politowaniem.

-O Draco, Potter. O Draco.

-Co z nim?- zdziwił się.

-Co z nim? A to, że siedzi jak kretyn w bibliotece ze łzami w oczach i to przez ciebie!- warknęła. Łzami…?, pomyślał brunet szczerze zaskoczony. Pansy musiała zaważyć niedowierzanie w jego oczach, bo usiadła z westchnieniem i ponownie się odezwała.

-On od roku jest w tobie zakochany bałwanie. Doprawdy dziwi mnie, że jeszcze tego nie zauważyłeś.-

Harry patrzył na nią w ciszy powoli przetwarzając informacje.

-Słuchaj Harry…- zaczęła. Oczy chłopaka otworzyły się szerzej na dźwięk jego imienia wypowiedzianego przez Ślizgonkę. –Nie patrz tak na mnie. I słuchaj uważnie, bo nie będę się potarzała. Draco to delikatna osoba, mimo iż pozuje na twardziela i sprawia wrażenie obojętnego na wszystko. Łatwo go zranić. I to właśnie zrobiłeś, zraniłeś go. Nie chcę żeby to się więcej powtórzyło, zrozumiano? Jeśli nie jesteś nim zainteresowany to najlepiej daj mu spokój. Zniknij i nie przysparzaj mu jeszcze więcej cierpienia- powiedziała. Po chwili ciszy wstała i podeszła do drzwi. –Za dwa tygodnie robie urodziny. Jesteś zaproszony- dodała, po czym wyszła.

Harry był… Oszołomiony. Tak, to chyba dobre słowo. Musiał sam przed sobą przyznać, iż nie zauważył nic, co mogłoby mówiło, iż Draco jest w jakikolwiek sposób nim zainteresowany. Co prawda zauważył dziwne zachowanie, Draco podczas pobytu w Londynie, ale nie sądziłby miało to jakieś szczególne znaczenie. A najwyraźniej miało.

Co powinien teraz zrobić? Porozmawiać z Draco? Ale co mu powie?

Nie zastanawiając się nad tym, Harry wyszedł z pokoju i pobiegł do biblioteki. Niestety Draco już tam nie było. Gryfon przywołał skrzata, który budził go rano i zapytał o panicza. Skrzat zniknął na dwie sekundy a potem pojawił się z powrotem.

-Panicz Draco jest w parku, sir.-

Harry rzecznie podziękował, zszedł do holu, wybiegł na schody przed domem a stamtąd poszedł prosto do parku. Znalezienie Draco nie było proste. Park okazał się być ogromy z całą masą alejek, i żywopłotów. W końcu znalazł go na jednej z bocznych żwirowych dróg.

-Uf… Tu jesteś- sapnął doganiając blondyna. Młody Malfoy spojrzał na niego zdziwiony i z odrobiną rezerwy w oczach. –Szukam cię od ponad godziny. Mogę się przyłączyć?- spytał.

Draco wzruszył ramionami.

-Skoro musisz.

Dalej szli we dwójkę, pogrążeni w pełnej napięcia ciszy. Oczywiście trwała ona póki Harry jej nie przerwał.

-Ja… Chciałem z tobą porozmawiać- zaczął. Dziedzic tylko mrukną dając Potterowi znak, iż może kontynuować. –Chodzi o naszą wcześniejszą rozmowę- mówił dalej uważnie obserwując towarzysza. Wydawało mu się, iż ciało Dracona odrobinę się spięło.

-Nie chcę o tym…- odezwał się blondyn.

-Chcę przeprosić.- przerwał mu szybko Harry. –Chcę przeprosić za to, co powiedziałem. Nie powinienem tak zareagować, przykro mi, że się tak stało.-

Malfoy Junior zatrzymał się i popatrzył na taflę jeziora, do którego właśnie doszli. Za jeziorem majaczyły kontury posiadłości. Chłopak nawet nie zauważył, kiedy tak daleko odeszli.

-Przeprosiny przyjęte.- oznajmił odwracając się od wody. Poszedł szybko do ławki i usiadł na niej.

-I jeszcze…- kontynuował brunet podchodząc do przyjaciela. –Jest jeszcze coś, co chciałem ci powiedzieć.- dodał. Serce Draco zaczęło szybciej bić, za co blondyn wymierzył sobie mentalny policzek i stłumił rosnącą nadzieję. Tymczasem Harry już się nad nim pochylał. Delikatni ujął brodę Ślizgona i zmusił go by na niego spojrzał. Ich usta dzieliło zaledwie kilka milimetrów, kiedy Harry ponownie się odezwał. – Nie mam nic przeciwko nam. Jako parze. Jeśli nadal chcesz oczywiście- wyszeptał.

Draco przełknął głośno nie mogąc oderwać oczu od hipnotyzującego spojrzenia bruneta.

-Naprawdę chcesz?- spytał niepewnie. Potter skinął głową uśmiechając się delikatnie. Ich nosy otarły się o siebie przy tym ruchu.

Nie mogąc się już dłużej powstrzymać, Draco rzucił się do przodu przewracając Harryego na plecy oraz samemu lądując na jego biodrach. Pochylił się nad brunetem jedną dłoń przykładając do jego policzka patrzył Harryemu w oczy.

Potter niepewnie uniósł rękę i odgarnął kilka kosmyków blond włosów, które wpadały Draconowi do oczu. Przesunął dłoń na szyję arystokraty, delikatnie przyciągnął twarz Ślizgona do swojej i musnął jego usta swoimi. Draco przysunął się jeszcze bliżej teraz już otwarcie leżąc na klatce piersiowej bruneta i tym razem on delikatnie pocałował Gryfona.

Znowu wymienili pełne emocji spojrzenie i naprawdę zaczęli się całować, tak jak by poprzednie dwa całusy były tylko… testem.

Kiedy ich usta się zetknęły Draco poczuł kilka rzeczy naraz. Herbaciane mydło, które kupowała jego matka, delikatne perfumy - o które z pewnością musi kiedyś zapytać, – ale przede wszystkim ten specyficzny zapach, który zawsze towarzyszył, Harryemu, a którego Draco nie potrafił do końca sprecyzować. Coś jak trawa cytrynowa, imbir i… coś, czego zapachu, Draco nie znał.

Blondyn doskonale czuł pod sobą ciało Harryego. Czuł bijące od niego ciepło i to dziwne uczucie bezpieczeństwo, które zawsze zdawało się przychodzić razem z Potterem.

Delikatnie przejechał czubkiem języka po dolnej wardze Pottera wywołując stłumiony jęk z ust Pottera. Brunet wpuścił go do środka wychodząc mu naprzeciw swoim własnym językiem.

Oderwali się od siebie dopiero, gdy zabrakło im powietrza. Harry pogłaskał zarumieniony policzek Dracona, co go jeszcze bardziej speszyło. Schował twarz w zagłębieniu na szyi Pottera i lekko musnął jego skórę.

-Wezmę to za tak- mruknął Harry przenosząc dłoń na plecy Ślizgona.

-Oh, zamknij się.-