Bardzo dziękuje za komentarze, co do błędów postaram się poprawić je jak najszybciej. Mam nadzieję, że tym razem udało mi się pozbyć przynajmniej tych najbardziej rażących :)

Co do samego pierwszego rozdziału będzie on dwuczęściowy, jednak druga cześć nie pojawi się wcześniej niż pod koniec tego tygodnia. Zapraszam do przeczytania i komentowania.


Rozmowy (część 1)

To było dziwne uczucie, cieszył się, że nie musi spędzać tego czasu w domu wuja i ciotki, ale samotność w Hogwarcie wcale nie była bardzo przyjemna, o ile oczywiście można mówić tu o samotności kiedy wokoło znajduje się aż tylu aurorów. Cierpiał z powodu tego, że nie może spędzić ostatnich dni wakacji w Norze, że nie może spędzić tego czasu z przyjaciółmi, a najbardziej, że nie może spędzić tego czasu z Ginny. Tak to było jeszcze dziwniejsze uczucie niż wszystkie pozostałe, ale nie mógł tego dłużej ukrywać - obudził się pewnego ranka i zdał sobie sprawę, że to jest ta jedyna, ta z którą chciałby spędzić resztę swojego życia, ale czy ona będzie chciała? Pytania zasypywały jego umysł, a jego myśli błądziły nie pozwalając choć na chwilę spokoju.


Ciche kroki na posadzce skrzydła szpitalnego wyrwały go ze stanu otępienia. Spojrzał w lewo aby sprawdzić kto był ich źródłem, a wtedy dostrzegł Severusa Snapea. Było coś dziwnego w jego wyglądzie, był wyczerpany, ale w jego oczach czaiła się niepewnie ulga.

- Dzień dobry profesorze. – Harry postanowił odezwać się pierwszy, choć jego ton głosu zdradzał dużą niepewność własnych słów, a także właściwej reakcji.

- Dzień dobry, panie Potter. – ton Severusa był inny, trochę łagodniejszy, wyczerpany, jednak nadal dość oschły.

Severus zajął miejsce naprzeciw Harrego po czym zaczął patrzeć na niego dość niepewnie. Milcząca cisza trwała przez dłużą chwilę, tym razem to Snape postanowił odezwać się pierwszy:

- Niech mi pan powie, panie Potter, czemu u licha zaryzykował pan własne życie żeby mnie ratować? – jego twarz nie wyglądała tak groźnie jak zazwyczaj choć winę za taki stan rzeczy Harry wolał zrzucić na zmęczenie i wyczerpanie Snapea niż na choćby cień wdzięczności wydobywający się z jego głosu. Po kilku chwilach ciszy odpowiedział:

- Chyba sam zadaje sobie to pytanie, nie dał pan mi przez ostanie lata zbyt wielu powodów do polubienia a wręcz przeciwnie - do szczerej nienawiści – mówiąc te słowa Harry zdawał sobie sprawę z kilu rzeczy, po pierwsze były wakacje wiec Snape nie mógł dać mu szlabanu ani odjąć punktów, po drugie nie miał zamiaru kłamać na temat własnych motywów i wreszcie po trzecie nie będzie miał już z nim zajęć, nie może kontynuować eliksirów z racji zbyt niskiej oceny. Jednak mimo tych wszystkich wewnętrznych zapewnień coś było nie tak, nienawidził Snape, ale zobaczył wielkie cierpienie w jego sercu tamtej pamiętnej nocy, gdy razem z Dumbledorem uwalniał go z rąk Czarnego Pana. Severus siedział skupiony jakby nadal zastanawiając się nad sensem niedawno usłyszanych słów. W normalnej sytuacji oczywiście pokazałby swoją wyższość, ale w głębi serca wiedział, że w tych słowach kryje się sporo prawdy, nienawidził Potter pewnie tak samo a nawet mocniej niż on jego, ale mimo wszystko dbał o jego bezpieczeństwo. Wszystkie myśli krążyły w jego głowie wciąż nie mogąc dać mu odpowiedzi na pytanie co u licha powinien teraz zrobić.

- Profesorze, myślę, że dobry pomysłem będzie jeśli przejdziemy z tym co się stało do codzienności, może kiedyś gdy nie będzie już Czarnego Pana, dojdziemy do porozumienia... – te słowa wyrwały Snapea z zamyślenia, na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech, choć Harry miał nadzieje, że to tylko efekt padania promieni słońca. Severus zaakceptował stanowisko Harrego, wstał, skiną delikatnie głową i powiedział:

- Do widzenia, panie Potter – po tych słowach udał się w stronę wyjścia, a Harry kolejny raz pozostał sam na sam ze swoimi myślami.


Dni do rozpoczęcia roku ciągnęły się niemiłosiernie jednak w końcu nastał upragniony wrzesień a z nim przyjaciele, których tak bardzo mu brakowało. Jednak wrzesień przyniósł też nowe wyzwania, profesor Dumbledore zaproponował mu prywatne lekcje, mające pomóc w przygotowaniu się do nieuchronnej potyczki z Czarnym Panem, poza tym były zwykłe lekcje również coraz bardziej wymagające, a przede wszystkim była Ginny. Samo ten fakt był niezwykły, człowiek, który tyle razy stał twarzą w twarz ze śmiercią nie wiedział jak powinien wyrazić swoje uczucia, prawdę mówiąc nie wiedział czy powinien w ogóle je wyrażać, bał się utraty tego co już osiągną, bał się tego iż Ginny go odrzuci, a jeśli ona tego nie zrobi może zrobić to jej rodzina. Bał się tego, że niebezpieczeństwo, które czyha nad nim spowoduje, że będzie musiał zrezygnować ze swojej miłości.


Powitalna uczta była dla większości dość dużym zaskoczeniem, przy stole nauczycielskim brakowało profesora Snapea, a Slytherin wyraźnie cierpiał z powodu barku Drako. Oczywiście oni nie znali prawdy, jednak brak właśnie tych dwóch postaci rodził wiele plotek. Jeszcze więcej pytań pojawiło się po przemówieniu dyrektora, prawdę mówiąc tego chyba nikt się nie spodziewał.

- Witam was moi drodzy w kolejnym roku, mam zaszczyt przedstawić wam profesora Horacego Slughorna który zgodził się objąć posadę nauczyciela eliksirów. Profesor Snape który jest dziś nieobecny z powodu bardzo ważnych obowiązków będzie w tym roku nauczać obrony przed czarną magią, zajęcia rozpoczną się w drugim tygodniu września, po jego powrocie. – Nim skończył mówić w całej sali dało się słyszeć coraz wyraźniejszy szum, tak objęcie posady nauczyciela przed czarną magią przez bądź co bądź niezbyt lubianego profesora wywołało sporo zamieszania. Po chwili Dumbledore zdołał uspokoić uczniów i zaczął podawać pozostałe komunikaty, jednak Harry nie słuchał już jego słów cały czas zastanawiając się jak będą teraz wyglądać jego stosunki z „nowym" nauczycielem obrony przed czarną magią.


Pierwszy tydzień był dość trudny, oczywiście rozpoczął się do zrelacjonowania ostatnich wydarzeń przez Rona, Hermionę i Harrego sobie nad wzajem. Prawdziwe zdziwienie przyszło jednak na śniadaniu kiedy to Harry dowiedział się o możliwości kontynuowania eliksirów u nowego nauczyciela. Później - pierwsza lekcja eliksirów i zadziwiający podręcznik „Księcia Półkrwi", no i oczywiście buteleczka płynnego szczęścia, która leżała teraz starannie ukryta w jego kufrze. W tym tygodniu pozostawała już tylko jedna sprawa – rozmowa z Ginny, ale nim to nastąpiło Harry potrzebował rady.

- Hermiona czy …. hm … czy możemy gdzieś porozmawiać na osobności, chciałem Cię prosić o radę odnośnie pewnej …. sprawy z którą sam nie mogę sobie poradzić. – Głos Harrego zdradzał wielką niepewności, wciąż nie wiedział czy Hermiona była na pewno odpowiednia osobą, ale musiał z kimś porozmawiać jeszcze rok temu wybrałby do tej rozmowy Syriusza, ale niestety nie miał już takiej możliwości. Hermiona uśmiechnęła się dość niepewnie, wciąż zastanawiając się o co może chodzić, tym bardziej, że Harry wyraźni chciał aby spotkali się w cztery oczy bez udziału Rona.

- Dobrze, może popołudniu pójdziemy na mały spacer?

- Dziękuje, jeśli nie masz nic przeciwko możemy pójść zaraz po eliksirach, Ron ma się wtedy zgłosić do profesor McGonagal... – w jego głosie było coś co sprawiało, że Hermiona czuła się jakby rozmawiała z niepewnym nastolatkiem, a nie z kimś kto tyle razy spoglądał w oczy śmierci. Już miała zamiar odpowiedzieć gdy zobaczyła jak zbliża się do nich Ron, więc odparła tylko:

- Dobrze pomogę Ci z tym zadaniem, ale w takim razie zaraz po eliksirach musimy iść do biblioteki.

Harry spojrzał dość niepewnie w jej stronę, wyglądało na to, że cokolwiek męczy jego umysł spowalniało też jego zdolność logicznego myślenia, wyraźnie uspokoił się jednak kiedy Ron dołączy się do rozmowy.

- Ja nie mogę z wami iść, choć też chętnie skorzystałbym z twojej pomocy Hermiona, czyli widzimy się na kolacji? – spytał z troszkę niezadowolonym tonem.

- Tak. – odpowiedzieli niemal jednocześnie.

Lekcja eliksirów przebiegła tak jak poprzednia, z pomocą Księcia Półkrwi uwarzenie czegokolwiek było niezwykle proste. Jednak mimo wspaniałego wyniku końcowego umysł Harrego wciąż męczył się z pytaniem bardzo odległym od większości eliksirów, no może poza amortencją…

Zajęcia dobiegły końca a Ron pomaszerował dość niepewnym krokiem do profesor McGonagal. Harry wraz z Hermioną wymknęli się niemal niezauważeni przed Hogwart. Hermiona odezwała się pierwsza:

- To o czym chciałeś pogadać Harry? – Harry zaczął po chwili niepewnie mówić, trochę przyciszonym głosem:

- Bo widzisz … ehm … jest taka sprawa, że jest pewna – znów przerwał i poczuł jak jego twarz wyraźnie się rumieni, a po chwili dodał – dziewczyna, czuje, że bardzo mi na niej zależy, ale jest pewien problem i nie wiem co robić, boje się, że nawet jeśli ona mnie zaakceptuje to jej rodzina mnie odrzuci bo będę dla niej zbyt dużym niebezpieczeństwem… - Hermiona słuchała z niedowierzaniem tego co mówił Harry, oto stał przed nią chłopak, który tak wiele w życiu przeszedł, a bał się swojej pierwszej prawdziwej miłości. Najpierw chciała zapytać o kogo chodzi, jednak po chwili postanowiła zaryzykować i odparła:

- Wiesz myślę, że Ron i jego bracia a już na pewno państwo Weasleyowie nie będą stali na Twojej drodze do serca Ginny – Harry kilka razy otworzył i zamkną usta próbując coś odpowiedzieć, jednak nie zdołał tego uczynić. Hermiona zaśmiała się lekko i dodała:

- Harry, widziałam jak na nią patrzysz. Możesz ukrywać to przed Ronem, ale przede mną nie zdołasz. – zamilkła na kilka chwil po czym dodała – jeśli tak bardzo boisz się, że twoje wyznanie jej miłości sprawi, że stracisz najlepszego przyjaciela, może powinieneś dać mu delikatnie znać co planujesz i wyjaśnić, że jesteś w niej zakochany, myślę, że na jego miejscu chciałabym dowiedzieć się tego od ciebie i Ginny, a nie od innych osób. – Harry nadal patrzył na nią z pewnym niedowierzaniem, jednak tym razem przełamał się i odparł:

– Dziękuje … i naprawdę nie wiedziałem, że aż tak to widać. – Odparł już pewniej. Hermiona uśmiechnęła się miło i dodała:

- Powinniśmy już iść, jeszcze Ron zacznie nasz szukać w bibliotece i pomyśli, że zacząłeś mnie podrywać! – Tym razem obydwoje parsknęli śmiechem i ruszyli w stronę wielkiej sali.


- Ron możemy pogadać w cztery oczy. – Po rozmowie z Hermioną, rozmowa z Ronem wydawała się prostsza jednak nadal słychać było w jego głosie niepewność.

- Coś się stało?

- Nie … to znaczy tak … zresztą prościej będzie jak powiem Ci wszystko od początku. – Oddalili się od sali aby znaleźć się po chwili na dziedzińcu. Tym razem Harry zdecydował, że nie będzie czekać na pytania Rona.

- Chciałem ci powiedzieć, że zamierzam poprosić Ginny o to żebyśmy zostali parą. – Powiedział jednym tchem. Ron zatrzymał się w miejscu wyraźnie zaskoczony, a Harry spojrzał w ziemie czekając na cios w twarz. Jednak zamiast niego Ron zapytał jakby bez żadnych emocji:

- Jesteś w niej zakochany? – Harry nie musiał zastanawiać się nad odpowiedzią.

- Tak, jestem i to już od kilku lat. – Jego policzki stały się bardziej czerwone jednak nadal nie poruszył się ani o centymetr czekając na to co zrobi Ron. W jego myślach pojawiały się setki scenariuszy kilka zakładało nawet, że najbliższą noc spędzi w skrzydle szpitalnym, jednak to co zrobił Ron zaskoczyło go zupełnie.

- Harry to naprawdę wspaniała informacja, mam nadzieje, że nie myślałeś, że będę wam stał na drodze?

- Wiesz tak prawdę mówiąc trochę się tego bałem… - Ron roześmiał się, po chwili dołączył do niego Harry, jednak kiedy obydwoje się już uspokoili Ron spoważniał i odparł:

- Ale pamiętaj o jednym, jeśli ją skrzywdzisz nie znajdziesz bezpiecznego miejsca do ukrycia się przede mną, a co ważniejsze już nigdy nie znajdziesz tak wspaniałej czarodziejki. – Harry był trochę zaskoczony jego słowami, pierwszy raz słyszał aby Ron w taki sposób wychwalał swoją siostrę, jednak nie mógł się z nim nie zgodzić i odparł tylko:

- Obiecuje Ci, nigdy jej nie skrzywdzę.


Harry leżał na swoim łóżku i zastanawiał się jak powinien rozegrać jutrzejszy dzień. Po tym wszystkim co przeszedł przez ostatnie lata, a także wcześniej w domu wujostwa, chciał w końcu żyć jak normalny nastolatek i to była właśnie ta chwila. Wreszcie udało mu się zasnąć jednak jego sny nadal wypełniała ta sama osoba – niezwykle piękna czarodziejka o rudych włosach.

Obudził się przed świtem z uśmiechem na ustach, starając się nikogo nie zbudzić wyszedł do łazienki aby dobrze przygotować się na dzisiejszy dzień. Wcześniej podjął decyzję, że spotka się z Ginny w Hogsmeade gdzie wychodziła jak w każdą sobotę i poprosi ja na mały spacer, żeby wyznać jej swoje uczucia. Po woli kończył swoje przygotowania pozostały tylko włosy które jak zawsze nie chciały ułożyć się w żadnym konkretnym kierunku, jednak taka drobnostka zdecydowanie nie mogła mu zepsuć dziś humoru. Wreszcie wrócił do pokoju aby się ubrać, starał się dobrać odpowiednio ładne rzeczy, ale mimo wszystko wyglądające normalnie – cóż nigdy nie miał zbyt dużych umiejętności w takim doborze. Reszta osób z jego pokoju już wstała nie do końca rozumiejąc czemu Harry jest już na nogach mimo iż mamy sobotę, tylko Ron uśmiechną się do niego nieznacznie doskonale wiedząc, że dzisiejszy dzień nie będzie zwyczajny.

Po kilkunastu minutach wyszli razem na śniadanie, nie spotkali Ginny po drodze do wielkiej sali, ani co dziwniejsze na śniadaniu, jednak i tak byli tam dość wcześnie wiec być może jeszcze nie wstała. Wracając z spotkali się z nią w pokoju wspólnym. Po szybkim przywitaniu Ron zapytał:

- Wybierasz się dziś do Hogsmeade?

- Oczywiście, szczerze mówiąc mam nawet dla was małą niespodziankę… - odparła Ginny bardzo tajemniczo.

- Będziemy czekać, my – spojrzał na Harrego – też coś mamy.


Harry nie pamiętał kiedy ostatnio tak bardzo się denerwował. Pamiętał stres przed pierwszym meczem i pierwszym szlabanem, ale to było coś zupełnie innego i musiał przyznać, że nie był w stanie w żaden sposób nad tym zapanować.

Do Hogsmeade wybrali się w trójkę – prawdę mówiąc Hermiona pewnie wolałaby spędzić ten dzień w bibliotece, z racji coraz częstszego baraku czasu na „dodatkowa naukę", ale czułą, że nie chce przegapić tej sytuacji. A już na pewno nie chce przegapić możliwości pogratulowania im jako pierwsza.

Weszli powoli do Trzech Mioteł, miejsca umówionego spotkania, Harry szukał wzrokiem jej wspaniałych włosów – w końcu zauważył, wskazał miejsce swoim towarzyszą i niepewnym krokiem ruszył w tamtą stronę. Kiedy podeszli do stolika drogę przeciął im Dean, przywitał się z nimi, w tym samym momencie Ginny wstała przytuliła się do niego i czule pocałowała.

- Ot moja niespodzianka. – po chwili, patrząc w oczy Deana dodała - Ron, Harry, Hermiona oto mój nowy chłopak Dean.

Harry pamiętał resztę tego co się wydarzyło jak przez mgłę, chyba zdołał powiedzieć „Gratuluje" oraz dodać, że zapomniał o spotkaniu z Dumbledore - choć nie był do końca pewien czy rzeczywiście to zrobił - po czym wyszedł na zewnątrz i puścił się biegiem w sobie tylko znanym kierunku, wydawało mu się, że słyszy za sobą jakby Ron krzyczał jego imię - coś jakby „Harry poczekaj", ale to już nie miało żadnego znaczenia.


/cdn jeśli będą zainteresowani/

Jeszcze tylko taka krótka uwaga na zakończenie tego rozdziału. Jeśli ktoś zastanawia się dlaczego Ron zareagował tak „przyjaźnie" na informację Harrego niedługo znajdzie odpowiedz na to pytanie, choć można też wyciągnąć odpowiednie wnioski patrząc na informację w prologu i na rozmowę Harrego z Hermioną : )