W chwili, kiedy Harry usłyszał pisk pani Weasley, wiedział już, że znaleźli się tam gdzie trzeba.
- Ron! Harry! Jak cudownie, że jesteście! Tak za wami tęskniliśmy! Prawda, Arturze? – piszczała pulchna i rudowłosa pani Weasley, rzucając się na szyję młodym mężczyznom.
- Ależ pani Weasley, udusi nas pani – udało się wyjąkać Harry'emu. Uwolnił się z jej objęć i rozejrzał się dookoła, patrząc, co zmieniło się w Norze podczas jego nieobecności.
Pani Weasley była może troszkę grubsza, niż kiedy ostatnio się z nią widział, i trochę bardziej siwowłosa. Nie przejmowała się jednak tymi postępującymi oznakami starości i nie zamierzała farbować włosów za pomocą magii – uważała, że czarownicy w pewnym wieku nie przystoi wyglądać zbyt ekstrawagancko, szczególnie, że ta czarownica została już babcią.
Tuż za żoną stał Artur Weasley – prawie całkowicie wyłysiały, ze swoim zwykłym, nieśmiałym uśmiechem. Harry zauważył, że chyba ściskał w dłoniach jakąś wtyczkę.
Potem zerknął w kierunku Nory – stała jak zawsze, lekko przechylona, i niezmiernie wysoka (Harry przypomniał sobie, że miał zapytać pana Weasleya, jakie czary utrzymują ją w pionie). Po ogródku, w którym stali, biegało sobie beztrosko parę gnomów i kot Hermiony, Krzywołap. Skoro jest tutaj Krzywołap, to pewnie musi być i...
- Hermiona! – wykrzyknął Ron, ignorując zupełnie rozłożone ramiona swojej matki i pędząc w kierunku sylwetki, która właśnie ukazała się w drzwiach Nory. Najlepsza przyjaciółka Harry'ego i Rona, która 2 lata temu również awansowała na oficjalną dziewczynę Rona, uśmiechała się lekko spod grzywy swoich puszystych włosów.
- Ronaldzie! Ty mnie przecież zaraz przewrócisz! Uspokój się, ludzie patrzą – syknęła do niego, kiedy ten zaczął obcałowywać jej szyję.
- Cześć Hermiono! – krzyknął do niej Harry, szczerząc zęby. Podszedł w ich kierunku i przytulił mocno przyjaciółkę, jednocześnie dość ciekawy, gdzie może znajdować się Ginny.
- A widziałaś może Ginny? – zapytał Harry, wyciągając szyję, żeby sprawdzić, czy jego dziewczyna przypadkiem nie schowała się gdzieś za plecami Hermiony.
Hermiona przewróciła oczami.
- Och, ona jeszcze siedzi w łazience. Kupiła chyba cały zestaw eliksirów upiększających ostatnio jak była w „Magicznych Dowcipach Weasleyów". Tylko nie wiem po co jej to. Przecież ty i tak poza nią świata nie widzisz – prychnęła. – Ron, może byś podszedł i przywitał się z rodzicami? – szepnęła do swojego rudowłosego chłopaka, który właśnie wgapiał się w nią cielęcym wzrokiem.
Ron jakby na chwilę oprzytomniał.
- Aha, no tak, rzeczywiście. Mamo! Tato! Bardzo za wami tęskniłem! Macie może coś do jedzenia?
- Nie do końca o to mi chodziło – szepnęła kątem ust Hermiona do Harry'ego. – Ale on jest niereformowalny.
Państwo Weasley wydawali się jednak dość zadowoleni z takiego przywitania, i szybko zaprosili wszystkich do domu na herbatę. Harry szedł trochę wolniej, rozmawiając po drodze z Hermioną i Ronem.
- Harry... Ginny mówiła mi, że chcesz ją dziś zaprosić na kolację na Grimmauld Place... Ale... – Hermiona zacięła się na chwilę, wyglądając na zakłopotaną – Ginny wcale nie mówiła mamie, że chce dziś wyjść na noc. Pani Weasley jest przekonana, że zostajecie na kolację w Norze. I że ty grzecznie wracasz później do siebie na Grimmauld Place, albo w ostateczności nocujesz w Norze w pokoju Rona.
- Że co? – Harry poczuł się lekko zdenerwowany. – Ale zaplanowaliśmy to z Ginny już dawno... Myślałem, że ona jakoś to załatwi z mamą... Przecież jesteśmy już dorośli, i zaopiekuję się nią... – dodał, czując, jak pali go twarz.
- No chyba mama właśnie obawia się, że się nią za bardzo zaopiekujesz – wtrącił się Ron. – Czego ja też się trochę boję szczerze mówiąc. Wiesz stary, jesteś moim najlepszym kumplem, ale sam rozumiesz – masz traktować Ginny jak damę. Łapiesz, o co mi chodzi? – skończył, marszcząc groźnie brwi, po czym wszedł do kuchni.
Hermiona zatrzymała się jednak przed wejściem do Nory, łapiąc Harry'ego za ramię.
- Nie przejmuj się nim, rozmawiałam z Ginny, i ona jest przekonana, że chce dziś u ciebie zostać na noc. – szepnęła. – Ale wydaje mi się, że ona chce, żebyś sam to załatwił z jej mamą. Wiesz, to chyba będzie bardziej szarmanckie niż porwanie jej na całą noc i udawanie później, że nie masz pojęcia, co się z nią działo. Chyba powinieneś zapytać panią Weasley o pozwolenie, Harry.
Harry poczuł, jak serce przyspiesza mu w piersi. Tego nie przewidział. Jak on w ogóle ma zapytać o coś takiego? Przecież pani Weasley chyba domyśli się, że jego intencje są dość... jednoznaczne... A pan Weasley? Niby lubi Harry'ego, ale jak zareaguje na wieść, że młody mężczyzna chce gościć jego jedyną córkę pod swoim dachem przez całą noc?
Zzieleniał lekko na twarzy, ale dzielnie wkroczył do kuchni Weasleyów. Jakoś mu się uda. I przecież Ginny też tego chce, nikt nie powiedział, że on ją do tego zmusza... Jeśli wyrazi swoją chęć zostania po kolacji na Grimmauld Place, jej rodzice nie powinni mieć zbyt wiele do gadania. Na brodę Merlina, w czarodziejskim świecie są już przecież od dawna dorośli!
- Herbaty, kochaneczku? – zwróciła się do niego pani Weasley, krzątając się po kuchni. – Upiekłam ciasto, specjalnie na wasze przybycie. Częstuj się – powiedziała, wręczając mu talerzyk. – Siadajcie kochani, siadajcie... pewnie jesteście bardzo zmęczeni po tym szkoleniu. Mówiąc szczerze, wcale mi się nie podoba to, co się teraz wyprawia na tych zjazdach aurorów. Przecież oni was zamęczą! – dodała z wyraźną troską w głosie. – Ronuś jest taki chudy...
- Ale za to zaczyna mieć w końcu jakieś mięśnie – zażartowała Hermiona, odsłaniając rękaw koszuli Rona i demonstrując jego muskularne ramię.
Ron napuszył się jak dumny z siebie kogut.
Tymczasem na schodach pojawiła się rudowłosa dziewczyna, ubrana w wyciętą na plecach, szmaragdową suknię. Jej długie włosy opadały lekkimi falami na plecy, a brązowe oczy były podkreślone makijażem.
- Ginny – szepnął Harry, niemal nieświadomie wstając z miejsca i podchodząc do swojej dziewczyny. – Ginny, wyglądasz... bardzo ładnie – zakończył niezdarnie, a siedzący za nim Ron klepnął się w czoło.
- Harry, po co ja ci w ogóle kupiłem „Jak oczarować czarownicę"? Żebyś mówił takie oklepane komplementy? – powiedział, a wszyscy zgromadzeni w kuchni ludzie wybuchli śmiechem.
- Ginny, córeczko, wyglądasz przecudownie – zwróciła się do niej pani Weasley – ale nie rozumiem, po co aż tak się wystroiłaś? Przecież nie zaprosiliśmy dziś nikogo na kolację. To znaczy, miał wpaść George z Angeliną, ale tak się złożyło, że nie mogli. Będzie tylko nasza szóstka.
Ginny rzuciła Harry'emu znaczące spojrzenie. No tak, teraz jego kwestia. Przełknął głośno ślinę, myśląc, że chyba wolałby ścigać kolejnego czarnoksiężnika zamiast wyrzec te słowa.
- Pani Weasley... Panie Weasley – zaczął, zwracając się do nich kolejno – chciałbym zwrócić się do państwa z p... prośbą... o pozwolenie na zabranie waszej córki na kolację.
- Nie widzę problemu – rzucił znad okularów pan Weasley. – O której odstawisz naszą Ginny z powrotem?
Teraz Harry poczuł, jak jego serce zaczyna galopować.
- W tym problem, panie Weasley. Widzi pan... tak się zastanawiałem, czy może mógłbym zaoferować Ginny nocleg... na Grimmauld Place.
Pani Weasley popatrzyła się na niego badawczo.
- Harry, kochaneczku... Ginny ma dopiero dziewiętnaście lat. Ja w jej wieku...
- Mamo, ty w moim wieku brałaś już ślub z tatą! – wtrąciła się Ginny. – Słuchajcie, pozwólcie mi, jestem już dorosła. Przecież wiecie, że Harry jest gentlemanem i że traktuje mnie na poważnie!
- Dokładnie, proszę pani – zwrócił się do pani Weasley Harry, pokrzepiony na duchu wsparciem Ginny. – Stworek przygotuje dla Ginny osobną sypialnię. – dodał, chociaż pani Weasley nie musiała wiedzieć, że po cichu liczył na to, że przyda im się tylko jedna.
- No... skoro tak mówisz... – powiedziała pani Weasley, mimo że wciąż łypała na niego podejrzliwie. – Ale zero alkoholu, Ginny, moja droga. Przecież wiesz, że masz słabą głowę, kochanie. Co ty na to, Arturze?
- Absolutnie masz rację, moja droga – rzekł pan Weasley, który chyba się wyłączył, próbując wyczarować na ścianie gniazdko elektryczne pasujące do trzymanej w ręku wtyczki.
- Dobrze więc, kochani. Możecie iść i bawcie się dobrze. Ty Ronaldzie – powiedziała surowo do swojego syna – chyba zostajesz dziś w domu, prawda?
- Tak, Hermiona też zostaje. Oczywiście też będziemy mieć osobne sypialnie! – dodał szybko, widząc spojrzenie swojej matki.
Harry i Ginny, nie do końca wierząc we własne szczęście, pożegnali się z resztą domowników i po dopiciu paru łyków herbaty i złapaniu kawałka ciasta wyszli z domu. Uśmiechając się i trzymając się za ręce, aportowali się na Grimmauld Place.
Parę godzin później Harry był zdziwiony, jak wszystko dobrze szło. Przy pomocy Stworka i bardzo niewielkim udziale Ginny, która upierała się, że nie chce siedzieć sama w salonie podczas przygotowywania kolacji, udało mu się przyrządzić bardzo dobre mugolskie spaghetti. Kochany Stworek załatwił skądś również butelkę wina skrzatów, i wlał im trochę do wysokich kieliszków, po czym dyskretnie się ulotnił, zostawiając Harry'ego sam na sam z Ginny w salonie domu Syriusza (Harry wciąż tak myślał o budynku, mimo że minęło już tak wiele czasu od śmierci jego ojca chrzestnego).
Jednak dom przy Grimmauld Place nr 12 nie przypominał już w niczym ponurego domostwa, jakim był, kiedy Harry po raz pierwszy się w nim zjawił. Harry stwierdził, że skoro (przynajmniej tymczasowo) będzie to jego dom, to należy udekorować go należycie, pozbawiając swojego złowieszczego charakteru. Przy pomocy Ginny i Hermiony odmalował pokoje na jaśniejsze kolory, kupił kilka dodatkowych zasłon, poduszek i mebli, i dom przestał już wyglądać jak siedziba czarnoksiężnika. W pokoju, w którym siedzieli z Ginny, znajdował się okrągły stolik z dwoma krzesłami, przykryty białym obrusem, przy którym właśnie jedli kolację, wygodna sofa i fotele w czerwonym odcieniu, złote zasłony, w kominku trzaskał ogień – Harry zrobił wszystko, żeby pomieszczenie przypominało mu jak najbardziej pokój wspólny Gryffindoru.
Wyedukowany przy pomocy podręcznika „Jak oczarować czarownicę" Harry zaplanował, żeby na tę kolację stworzyć romantyczny nastrój. Przygotował świecie, wino i muzykę, która sączyła się cicho z adapteru stojącego przy kominku, i z zadowoloną miną prowadził z Ginny przyjemną rozmowę.
- ...no i wtedy Mundungus, który prowadzi z nami zajęcia z kradzieży, rzecz jasna, bo nie ma od niego lepszego speca w tej dziedzinie... no i on opowiada nam, jak kiedyś zwędził z Ministerstwa całe złoto, jakie leży w fontannie przyjaźni... do tej pory nie wiem, jak on to zrobił, że nikt tego nie zauważył! – skończył ze śmiechem Harry.
Ginny również się zaśmiała, a Harry poczuł, jak robi mu się cieplej na sercu. Wszystko układało się tak dobrze... wojna się skończyła, żaden nowy czarnoksiężnik nie pojawiał się jak na razie na horyzoncie, miał cudowną dziewczynę, z którą dziś... być może...
Zaczerwienił się lekko, zadowolony, że Ginny nie może widzieć tego, co on. Tak długo jej nie widział, że jego wyobraźnia teraz szalała, szczególnie, że wyglądała w tej sukience tak pięknie...
A niech tam, raz kozie śmierć... pomyślał Harry, po czym położył Ginny rękę na udzie.
Ginny lekko zmarszczyła brwi. Cholera, robię coś nie tak?, pomyślał spanikowany Harry.
- Harry... czy ty traktujesz mnie poważnie? – zapytała Ginny.
No nie, czemu ona akurat teraz chce rozmawiać, powiedział do siebie w myślach Harry. Przecież to jasne, że ją traktuję poważnie, inaczej bym z nią nie był, czego ona jeszcze oczekuje?
- Tak, Ginny. – powiedział Harry, modląc się w duszy, żeby takie zapewnienie wystarczyło. Na brodę Merlina, nie był przecież typem romantyka. Nie potrafi mówić o swoich uczuciach. Niby kto zresztą miałby go tego nauczyć? Kto miał go nauczyć, jak okazywać miłość, kiedy jego rodzice zginęli, kiedy był jeszcze niemowlęciem?
- Bo wiesz, Harry... kiedy mnie tutaj zaprosiłeś, myślałam, że to będzie szczególna noc... – powiedziała Ginny.
- Bo będzie szczególna. Jeśli tylko zechcesz, Stworek przygotował nam sypialnię – mrugnął do niej Harry.
Ginny jednak nachmurzyła się.
- Nie do końca o to mi chodziło. Wiesz, spodziewałam się może... ja wiem... jakiejś obietnicy, czy coś w tym stylu... jesteśmy już ze sobą dwa lata, to dość długo...
Harry zastanowił się przez chwilę, o co jej mogło chodzić. Ginny wciąż patrzyła na niego znacząco.
W końcu zrozumiał. Ginny oczekiwała, że on się jej oświadczy! Jednocześnie ogarnęły go przerażenie i ulga i z nadmiaru emocji zaczął się śmiać.
- Uważasz, że to zabawne? – zmrużyła oczy Ginny. – Wydaje mi się jednak, że nic do mnie nie czujesz, Harry. Zaprosiłeś mnie tutaj tylko po to, żeby mnie wykorzystać!
Harry zamrugał ze zdziwienia oczami.
- Nie wykorzystać... ale myślałem, że ty też tego się spodziewasz! Inaczej byś nie przyjęła zaproszenia, no nie? I oczywiście, że coś do ciebie czuję! Po prostu uważam, że jesteśmy za młodzi na takie deklaracje... nie ma teraz wojny, nie ma potrzeby, żeby się spieszyć z takimi decyzjami... założenie rodziny to obowiązki! Nie będziemy mogli nigdzie wychodzić, tylko trzeba będzie zajmować się dziećmi... – powiedział przerażony, uświadamiając sobie jednocześnie, że wcale mu się nie spieszy do podcierania pupy jakiemuś rudowłosemu niemowlęciu. Wcale a wcale. Przecież mieli na to jeszcze czas... on nie był gotowy na takie zobowiązanie... jeszcze nie...
- Nie, Harry – powiedziała wyniośle Ginny, wstając – myślałeś, że ze mnie jakaś kobieta w szkarłacie? Że nie będę się szanować? Że pójdę z tobą do łóżka, kiedy ty nawet nie powiedziałeś mi – NIGDY – że mnie kochasz?
- Ale Ginny... ja nie potrafię mówić o...
- A taki z ciebie niby bohater wojenny! – wrzasnęła rozwścieczona Ginny. Harry zamknął z przerażeniem oczy. Co się stało z tak miło zapowiadającym się wieczorem? Gdzie popełnił błąd? Przecież on ją kocha, tylko nie potrafi o tym mówić... a czy to źle, że nie spieszy mu się do bawienia gromadki dzieci? Przecież jeszcze nawet nie zdał egzaminu na aurora, na litość boską! – Bohater, który nie potrafi nawet powiedzieć, co czuje! Przyjeżdżasz tutaj PO MIESIĄCU i oczekujesz, że ci wskoczę od razu do łóżka? Może ty mnie wcale nie kochasz!
- Ale ja nie mogłem przyjechać wcześniej, przecież sama wiesz, że szkolenia...
- DOŚĆ TEGO! – nakręciła się Ginny. – Ty NIEODPOWIEDZIALNY, NIEDOJRZAŁY PSEUDO-BOHATERZE! Nie zjawiaj się w Norze, dopóki sobie tego nie przemyślisz, czy chcesz ze mną być, czy nie! Jestem w takim wieku, że muszę wiedzieć, czy facet, z którym jestem, chce ze mną założyć rodzinę! INACZEJ NASZ ZWIĄZEK TO PO PROSTU STRATA CZASU, ROZUMIESZ? Wiesz, ilu facetów chce się ze mną umówić po meczach Harpii? I ja ich wszystkich olewałam – dla ciebie! A ty chciałeś mnie po prostu PRZELECIEĆ!
- Ginny, to nie tak... – zdążył w końcu wtrącić się Harry, ale było już za późno. Rozwścieczona Ginny odeszła od stolika i pobiegła w kierunku drzwi wejściowych. Harry ruszył za nią.
- ODEJDŹ! – wrzasnęła Ginny. – Czekałam na tę kolację miesiąc... nie tego się po tobie spodziewałam. Miłego wieczoru ze Stworkiem! – dodała ironicznie, po czym wybiegła przed dom i po chwili już jej nie było.
Harry jeszcze kilka razy zamrugał powiekami. Jeszcze nigdy nie czuł się tak zagubiony. Wrócił przygarbiony do salonu. Popatrzył chwilę na butelkę wina skrzatów, którą zostawił Stworek. Tak, na dzisiejszy wieczór to chyba jedyne wyjście...
Kiedy po dwóch godzinach Stworek zszedł do salonu, żeby posprzątać po kolacji, ze zdziwieniem zauważył swojego pana pochrapującego cicho na kanapie. Obok leżała pusta butelka po winie.
- A niby taki mądry, ten mój pan... – pokręcił głową skrzat, po czym pstryknął palcami, i przeniósł za pomocą magii śpiącego Harry'ego do podwójnego łóżka w sypialni należącej kiedyś do Syriusza i położył go na świeżą pościel przygotowaną specjalnie na tę noc.
