Jakoś straciłam wenę na to opowiadanie, czego można było się spodziewać ;) Dlatego kończę już, mimo że i tak nie jestem z tego zadowolona. Mam kilka pomysłów na nowe opowiadania, więc może coś jeszcze się pojawi oprócz tłumaczeń...

Pozdrawiam wszystkich czytających i każdego, komu spodobało się to opowiadanie! :)


Rozdział 10. Jestem furiat, oczekujący cudu

- Czyli nie mogę mu przywalić? – Harry, siedzący razem z Aurelią przy jednym ze stolików, z wściekłą miną przyglądał się Draconowi Malfoyowi, który właśnie – uśmiechając się bezczelnie – ujął za dłoń JEGO Ginny i prowadził ją na parkiet.

- Przecież mówię, że nie... na razie nic takiego nie robią. Chwilę jeszcze poczekamy – zarządziła Aurelia, ale po chwili mina jej zrzedła, bo Draco właśnie pochylił się w tańcu nad Ginny i musnął ustami jej czoło.

Harry zazgrzytał głośno zębami i wstał z miejsca, sięgając do kieszeni po różdżkę, ale Aurelia przeszyła go piorunującym spojrzeniem.

- Zostaw to mnie – oznajmiła, po czym wstała z miejsca i kołysząc zalotnie biodrami podeszła do tańczącej pary.

Harry przyglądał się ze swojego stolika, jak Aurelia zatrzymuje się przy Draco i szepcze mu coś do ucha. Nie miał pojęcia, co mu powiedziała, ale poskutkowało – Draco zaintrygowany powiedział coś cicho do Ginny i poszedł za Aurelią w kierunku wyjścia z komnaty.

I o to Harry'emu chodziło.

Pozbawiona towarzystwa Ślizgona Ginny chwilę pokręciła się sama po parkiecie, zagadując do kilku znajomych osób i biorąc kieliszek szampana od przechodzącego kelnera. Harry tymczasem wziął głęboki oddech i powoli wstał ze swojego miejsca, poprawiając ten przyciasny garnitur (przybyło mu trochę mięśni po aurorskich treningach, nie miał pojęcia, jak dziewczyny mogły o tym zapomnieć). To, co zamierzał teraz zrobić, wymagało przywołania wszystkich umiejętności aktorskich, jakie kiedykolwiek posiadał, a jakoś nigdy nie przejawiał zadziwiającego talentu w tej dziedzinie.

Czuł się, jakby miał nogi z ołowiu, ale nie na darmo był przecież Gryfonem, do cholery. Nonszalanckim krokiem podszedł w stronę Ginny i znalazł się tuż za jej plecami. Widział jej piękne, rude włosy, błyszczące w świetle unoszących się kandelabrów... zobaczył, jak Ginny się powoli odwraca, jakby jakimś szóstym zmysłem wyczuła, że ktoś się za nią znajduje...

I BACH. Kieliszek szampana trzymany przez Ginny trafił dokładnie w jego szary garnitur, co spowodowało, że płyn rozlał się. Harry poczuł na piersi przyjemny chłód.

- Och, przepraszam! – krzyknęła Ginny, uśmiechając się przepraszająco do mężczyzny i chwytając za chusteczkę, żeby osuszyć plamę na jego piersi. Harry aż zadrżał, kiedy poczuł na piersi palce Ginny, te dobrze mu znane, smukłe, elektryzujące dotykiem palce...

- Nic się nie stało, madame – powiedział możliwie opanowanym głosem, uśmiechając się do dziewczyny szeroko, po czym wyjął swoją różdżkę i wypowiedział zaklęcie osuszające. – Już po problemie, możliwe, że to ja znalazłem się po prostu za blisko pani... W ramach przeprosin zapraszam panią na drinka przy barze, pani...?

- Weasley – odpowiedziała Ginny z uśmiechem, podając mu dłoń. – Ginevra Weasley. Co prawda przed chwilą byłam tutaj z kolegą, ale niestety, wypadło mu coś pilnego... Ten zamek należy do jego rodziny, sam pan rozumie, rolą gospodarza jest zadbać o niektóre sprawy.

- Rozumiem – mruknął Harry, i aż się dziwnie poczuł słysząc swój niski, głęboki głos, zupełnie inny od jego prawdziwego. Dziewczyny jednak odwaliły kawał dobrej roboty. – Henry Ford. Mam nadzieję, że uzna pani moje towarzystwo za równie miłe...

Uśmiechnął się do Ginny i podał jej ramię, które ona ochoczo złapała. Harry pomyślał, że czuje się niemalże tak, jakby nigdy się z nią nie kłócił – oto idzie ramię w ramię z najpiękniejszą kobietą w tej sali, a być może nawet w Wielkiej Brytanii, czuje przy sobie jej ciepłe ciało i patrzy w te zachwycające oczy. Zupełnie jakby nic się nie zmieniło...

I tak też czuł się pijąc razem z nią drinka przy barze i zaśmiewając się do rozpuku z anegdot dotyczących meczy quidditcha, o jakich opowiadała. Musiał bardzo pilnować się, żeby nie zdradzić żadnym gestem ani słowem swojej prawdziwej tożsamości, ale oprócz tego czuł się dość swobodnie.

Nawet za swobodnie.

- Ginny – szepnął Harry po którymś drinku z kolei – mam ochotę opuścić tę salę. Teraz. Z tobą. Co ty na to? To duży zamek, jest dużo do obejrzenia... – dodał, zerkając jednocześnie dość wyraźnie na sutki dziewczyny, które wyraźnie przebijały przez satynową sukienkę (od kiedy w ogóle Ginny nie nosi stanika?, zastanowił się Harry).

Ginny spojrzała prosto w jego zielone oczy.

- Chodźmy.

Ignorując delikatne zawroty głowy i swoje rosnące podniecenie, Harry wstał z miejsca i ujął Ginny za talię, prowadząc ją szybkim i zdecydowanym ruchem na korytarz, nie zwracając uwagi na otoczenie, dopóki nie wpadł na kogoś przy samym wyjściu z komnaty balowej.

A w zasadzie na dwie osoby.

Aurelia, która nadal była biuściastą blondynką, szła razem z Draconem Malfoyem na parkiet. Tak naprawdę to szła przyklejona do niego. Draco miał na kołnierzyku koszuli ślady szminki i krzywo zapięte guziki. Blond włosy Aurelii wyglądały, jakby dopiero co przeszło przez nie tornado, a z jednego ramienia zsunęło jej się ramiączko sukienki.

Za to obydwoje mieli na ustach dziwne uśmiechy.

Harry usłyszał zdziwione westchnienie Ginny, ale kiedy szybko się obejrzał, dziewczyna wyglądała na niewzruszoną, więc może mu się po prostu wydawało?

- Witam, Draco – powiedział Harry, który chociaż zdziwiony, postanowił udawać, jakby nic się nie stało. O dziwo, zaczerwieniła się Aurelia.

- Witam, panie...?

- Ford, Henry Ford. Ta urocza dama – wskazał Harry na Ginny – powiedziała mi, że to dzięki pańskiej uprzejmości odbywa się dzisiejsza uroczystość. W rzeczy samej niezwykła posiadłość.

- Dziękuję – uśmiechnął się Draco, co dla Harry'ego było zupełnym szokiem. Draco Malfoy uśmiechający się do niego bez drwiny ani wyższości w oczach? To ciekawe doświadczenie, nie ma co.

- Bardzo się cieszę, że przydała się do tak szczytnego celu. A na razie państwo wybaczą, idę razem z moją towarzyszką zamówić dedykowaną piosenkę u Fatalnych Jędz... rozpiera nas energia, mamy ochotę potańczyć.

Aurelia, chichocząc, zdaniem Harry'ego, niezwykle głupio, zatrzymała się jeszcze na chwilę przy nim i szepnęła mu do ucha:

- Sypialnie na czwartym piętrze, po prawej stronie. Nie radzę jednak wchodzić do tej pierwszej... rozwaliliśmy łóżko – mruknęła poufale i natychmiast podążyła w podskokach za Draconem.

Ginny wyglądała na lekko zbitą z tropu.

- Myślałam, ze jesteście parą – powiedziała.

- Nigdy w życiu – obruszył się Harry. – Zdecydowanie wolę eleganckie rudowłose, niż takie pulchne i pospolite... co mi przypomina – szepnął jej do ucha, gładząc ją jednocześnie po odkrytych plecach – że gdzieś się wybieraliśmy...

Ginny zarumieniła się, ale – ku zdumieniu Harry'ego – równie odważnie chwyciła go za prawy pośladek. Co się działo z tą nieśmiałą Ginny, jaką znał Harry? Z Ginny, która nigdy nie dotykała go poniżej pasa? Czy to możliwe, że po prostu wolała nieznajomego blondyna niż jego, Harry'ego?

Ale nie zdążył się nad tym dłużej zastanowić, ponieważ cała krew z jego mózgu odpłynęła właśnie w inną część ciała, kołatało mu jedynie w głowie zdanie Aurelii dotyczące czwartego piętra, więc tam się skierował razem z Ginny, zatrzymując się co piętro i całując ją po szyi i piersiach na klatce schodowej (dobrze, że na klatce nikogo nie było).

W końcu jakoś dotarli razem na czwarte piętro, i Harry pociągnął Ginny w stronę sypialni (tylko nie pierwsza, pamiętał), i ledwo rejestrując czerwone łóżko, zaczął rozpinać rudowłosej sukienkę.

- Henry... – usłyszał cichutki głos, ale nie przejmował się tym i dalej rozpinał suwak. Jego wysiłki zaowocowały w końcu tym, że sukienka rozpięła się do końca, dzięki czemu mógł ją zsunąć z ramion Ginny.

W blasku świec zobaczył małe, piegowate piersi Ginny, ujął jedną w dłoń i zaczął delikatnie pieścić palcem sterczący sutek...

- Harry... – jęknęła znowu Ginny.

Harry zamarł. Czy Ginny przypadkiem nie wypowiedziała właśnie jego imienia? Jego PRAWDZIWEGO imienia?

Ginny jakby uświadomiła sobie, że powiedziała coś nie tak – Harry poczuł, jak zesztywniała. Po czym odezwała się cichutko – bardzo cicho, Harry naprawdę musiał wytężyć słuch, żeby cokolwiek usłyszeć.

- Nie mogę tego zrobić, Henry.

Część krwi Harry'ego odpłynęła z powrotem do mózgu, dzięki czemu mógł zacząć znowu myśleć.

- Dla... dlaczego?

Ginny przykryła piersi dłońmi i wskazała głową na łóżko. Harry posłusznie usiadł.

- Słuchaj, Henry, jesteś świetnym facetem... z nikim się tak dobrze nie dogadywałam jak z tobą, no może z jednym mężczyzną... – przełknęła głośno ślinę - ...i to właśnie przez tego mężczyznę nie mogę teraz z tobą tego zrobić.

- Chcesz mi o tym opowiedzieć? – zapytał cicho Harry. Przecież dokładnie taki był plan, miał wzbudzić zaufanie Ginny, żeby odpowiedziała mu o kłótni z Harrym. Tylko w ten sposób mógł się zorientować, czy Ginny nadal go kocha, czy nadal może oczekiwać cudu, że jednak będą razem...

Ginny nagle zaczęła płakać, a Harry, przerażony, nie miał zielonego pojęcia, co powinien zrobić. Łzy Ginny zawsze go przerażały, czuł się wtedy zupełnie bezbronny... Nie wiedząc, jak jej pomóc, delikatnie zaczął ją gładzić po ramieniu.

- Miałam nie płakać – szepnęła Ginny, po czym roześmiała się przez łzy. – To dość skomplikowana sprawa, Henry. Byłam z pewnym mężczyzną... zresztą, co ja mówię, jeśli czytasz gazety z pewnością i tak wiesz o kogo chodzi – zerknęła na Harry'ego, który pokiwał głową. – No właśnie, byłam z Harrym i wydawało mi się, że byłam szczęśliwa, mimo tego, że on nigdy nie mówił mi, co do mnie czuje. Po prostu miałam takie poczucie, że jestem kochana... ale niestety to poczucie się rozmyło, kiedy zastałam go w łóżku. Z inną kobietą.

Harry poczuł, jak zaczyna bić mu szybciej serce. Zaczyna się... oczywiście, że Ginny to zabolało, jak mógł być na tyle głupi, żeby w ogóle się łudzić, że Ginny wybaczy mu kiedykolwiek zdradę...

- Poczułam się tak, jakby cały mój świat rozpadł się na kawałki. Harry – mój Harry, któremu tak ufałam, któremu wszyscy ufaliśmy, po tym, jak pokonał Voldemorta... okazał się człowiekiem z krwi i kości, jak my wszyscy... tylko że nie wszyscy mężczyźni są zdradliwymi świniami, a on tak – zasyczała Ginny.

- Nie pomyślałaś może przypadkiem, że zaistniały jakieś okoliczności łagodzące? – zapytał drżącym głosem Harry.

- A jakie mogły zaistnieć? Na litość boską, Henry, kochający facet nie rzuca się w objęcia innej kobiety!

- Wiesz, jacy jesteśmy my, mężczyźni – zaczął Harry, myśląc gorączkowo nad swoimi następnymi słowami – o wiele za często myślimy rozporkiem, a nie mózgiem... i nie da się ukryć, że jesteśmy bardziej podatni niż wy na wizualne bodźce... Może po prostu twojemu facetowi brakowało seksu?

Ginny zarumieniła się, co Harry zauważył nawet w ciemności.

- Możliwe – odszepnęła cicho. – Bałam się pozwolić sobie z nim na więcej... mam takie zasady po prostu, że seks dopiero wtedy, kiedy mężczyzna się zadeklaruje...

Harry prychnął.

- A co w takim razie miało miejsce przed chwilą?

- Po prostu chciałam się na nim odegrać! – zawołała Ginny. – Chciałam, żeby dowiedział się, że mam innego, i żeby zabolało go to tak samo, jak mnie! Na początku to miał być Draco, ale najwidoczniej nie do końca byłam w jego typie...

- Draco? – wrzasnął Harry, zupełnie zapominając, że on jest po prostu Henrym, którego absolutnie nie powinien obchodzić fakt, że jego rudowłosa towarzyszka miała zamiar przespać się z Draconem Malfoyem.

- Tak, z Draco... nie rozumiem, czemu ci to przeszkadza, Henry...

- Po prostu uważam, że źle się za to zabrałaś – powiedział Harry. – Zamiast natychmiast myśleć o zemście, może powinnaś spotkać się z Harrym, porozmawiać z nim, dać mu szansę na wytłumaczenie się?

- Ty chyba nie rozumiesz – prychnęła Ginny. – Pozwól, że powiem ci to jeszcze raz, bardzo wyraźnie. TEN. DUPEK. MNIE. ZDRADZIŁ. A ja mam po prostu z nim porozmawiać? To on powinien tutaj być teraz i błagać mnie, żebym wróciła, do jasnej cholery!

Harry poczuł, jak serce wali mu w piersi. Teraz albo nigdy... teraz, albo nigdy.

- A może tutaj jest?

Ginny przestała się na chwilę odzywać.

- Co masz na myśli... Henry?

- Może jemu zależy na tobie aż tak, że postanowił udawać kogoś innego, żeby ponownie się do ciebie zbliżyć? Może postanowił porozmawiać z tobą na spokojnie? Może chce ci powiedzieć, że to, co zdarzyło się z Cho, było jedną, okropną pomyłką wynikającą z alkoholowego zamroczenia?

Ginny siedziała cicho, bardzo cicho, ale Harry zauważył, jak wstrzymała oddech.

- Ginny – odezwał się Harry, rzucając na siebie zaklęcie, które wycofało wszystkie zmiany w jego wyglądzie – Ginny, spójrz na mnie.

- To ty... – szepnęła Ginny. – Wiedziałam, że...

- Cichutko, kochanie... Tak, to ja. Proszę, wybacz mi... zrobię wszystko, żeby odzyskać twoje zaufanie, ale nie każ mi żyć bez ciebie – Harry przełknął głośno ślinę. – Kocham cię, Ginny...

Ginny znowu cichutko zachlipała.

- Znowu płaczesz, głuptasie? – zapytał żartobliwie Harry. – Będziesz w stanie mi wybaczyć?

- Nie wiem – załkała Ginny. – Wiesz o tym, że już zawsze będę się bała, że zrobisz coś podobnego? Że mnie zdradzisz i opuścisz?

- Chyba nie będziesz się bała, jeśli weźmiemy ślub? – zapytał Harry. – Wiesz przecież, że czarodziejska przysięga małżeństwa zobowiązuje do wierności, więc nawet jeśli bym chciał, nie mógł bym...

- Czy ty mi się przypadkiem oświadczasz? – zapytała zdumiona Ginny. – Harry Jamesie Potterze, jeśli zamierzasz mi się oświadczyć, zrób to do jasnej cholery jak należy!

I Harry zrobił to jak należy. Wyciągnął pieczołowicie ukryty w kieszeniach garnituru pierścień i pochylił się nad Ginny, całując ją delikatnie w usta.

- Ginevro... – pocałunek – Molly... – znowu, tym razem niżej, w szyję – Weasley... szaleję za tobą i nie wyobrażam sobie bez ciebie życia, proszę, czy mi możesz wybaczyć, że byłem takim debilem i przyjąć ode mnie ten pierścionek, który należał do mojej matki... jako obietnicę? Jako przyrzeczenie, że od tej pory tylko i wyłącznie ty się dla mnie liczysz... bo to ciebie kocham. Od dawna kochałem, tylko nie potrafiłem ci tego powiedzieć...

Ginny znowu się rozpłakała i tylko pokiwała głową.

Tego wieczoru nie wracali Harry i Ginny nie wracali już do komnaty balowej, dlatego nie mogli wiedzieć, że Draco Malfoy wywołał furorę, upijając się z Aurelią w trupa i tańcząc krakowiaka na środku parkietu. Nie mógł też wiedzieć, że Aurelia była na tyle pijana, że wyzwała Malfoya na pojedynek, który przy okazji wygrała, ani też że Ron i Hermiona uzbierali razem tyle funduszy, że wystarczyłoby to na założenie przedszkoli w całej Europie, nie tylko w Wielkiej Brytanii.

Znowu wszystko zaczęło się układać.

KONIEC