Rubaszny śmiech rozszedł się po sali i zaraz zakończył się głośnym czknięciem. Zresztą gwar podniesionych męskich głosów był obecny na całej długości ustawionych w podkowę stołów. Od czasu do czasu warknął któryś z myśliwskich psów kręcących się między nogami siedzących. Dźwięczały sztućce, chociaż to sporadycznie, bo większość potraw już zniknęła. Za to częściej słyszane były kielichy, raz za razem napełniane przez czujną służbę. Gdzieś na końcu jednego z ramion, gdzie miejsce znaleźli giermkowie i chłopcy służebni, ktoś zaczął śpiewać mocno przepitym głosem, piosenka była o dziewczynie i rączym jeleniu.
U szczytu stołu nie zwracano na to uwagi. Tutaj mniej lano alkoholu, więcej rozmawiano, niż krzyczano, ale i tutaj nikt się niczym nie krępował. Siedzący na samym środku mroczny trzymał nogi na stole, jedwabną koszulę miał do połowy rozpiętą, przez co było widać, że zaczynającą się na skroni biegnąca przez policzek i szyję blizna, kończy się pod obojczykiem. Rozmawiał z siedzącym obok z przeraźliwie chudym elfem, który siedział swobodnie rozparty na swoim krześle, z kostką jednej nogi opartej na kolanie drugiej. Chudzielec tłumaczył coś rozentuzjazmowany, ten z blizną słuchał uważnie, ani na chwilę nie odrywając spojrzenia szarozielonych oczu z rozmówcy, od czasu do czasu spytał o coś, czy dorzucił jakąś uwagę. Chudzielec czasem przytakiwał, czasem kręcił głową przecząco.
- Lordzie dowódco! - Przebił się przez gwar głos mrocznego stojące przy ramieniu zaraz koło głównego stołu. - Lordzie dowódco!
Elf z blizną uniósł dłoń by uciszyć swojego rozmówce i dopiero wtedy odwrócił wzrok. Skinął głową stojącemu, ten uśmiechnął się szeroko.
- Pozwól ofiarować sobie prezent, w ramach podziękowania za polowanie i ten wspaniały wieczór!
Zawołanie zostało entuzjastycznie przyjęte przez tę część sali, która je usłyszała. Gdy okrzyki radości minęło, lord wykonał przyzwalający gest i wrócił do swojego rozmówcy.
Gdzieś nad hałas i głosy wzleciał wysoki dźwięk dzwoneczków. Najpierw ucichli giermkowi, ktoś wreszcie przestał śpiewać. Trąceni łokciem umilkli żołnierze, jak ci chrząknęli to szlachta również odwróciła swoją uwagę od prowadzonej właśnie kłótni. Cisza narastała i tym bardziej słychać było dzwoneczki. Ciszę dostrzegli siedzący przy głównym stole arystokraci i spojrzeli przed siebie. Lord zdjął nogi ze stołu, pochylił się do przodu i oparł łokcie na kolanach.
Mroczna elfka przystanęła i powoli ugięła kolana w ukłonie. Muślin sukni i długich rękawów rozlał się po podłodze. Długie czarne włosy opadły wraz z pochyloną głową. Tak zastygła w oczekiwaniu. Skądś popłynęła muzyka, to siedzący na drugim końcu sali mroczny grał na harfie. Elfka wyciągnęła ramiona w stronę lorda Sherazai, uniosła głowę, czarne kosmyki spłynęły niczym kurtyna po policzkach, rozchylonych lekko ustach i zamkniętych oczach. Błagała. Grajek szarpnął strunę, a może jakiś niewidzialny sznurek, którym obwiązana była dłoń elfki. Kolejne szybkie nuty, rozdzwoniły się dzwoneczki, a elfka prowadzona nićmi muzyki, obróciła się, by zaraz pognać za kolejnymi dźwiękami, niczym marionetka. Szeleścił muślin, a dzwonki hipnotyzowały.
Śledził każdy ruch drobnych dłoni, był przyciągany przez delikatne ruchy bioder i za wszelką cenę starał się chwycić momenty, gdy czarny całun włosów odsłoni twarz, przecież taką zwyczajną, a jednak coś w niej przyciągało. Może te wciąż przymknięte powieki? Niczym tajemnica w opowieści. Zapomniał się, pierwszy raz w życiu nie zwracał uwagi na otaczający go świat. Była tylko ta tancerka. Jej uśmiech, który na chwilę pojawił się na nieco zbyt wąskich ustach. Jej radość, gdy po raz kolejny obróciła się, porwana muzyką. Był zapach piżma i cytryny, który rozniósł się po sali. Była dziwna opowieść, która płynęła w rytm jej kroków i oddechu.
Zapomniał się.
Gdy odnalazł się na nowo stał na środku sali przed tancerką, z sztychem miecza przytkniętym do szyi. Jego własna broń leżała gdzieś obok. Jak przez mgłę pamiętał wyzwanie rzucone przez elfkę, roztrącane kielichy, gdy przeskakiwał stół. Ale i to straciło jakiekolwiek znaczenie, bo o to elfka powoli otworzyła oczy, jakby sama przed chwilą, co się obudziła.
Jest takie miejsce na horyzoncie, gdzie czysty błękit nieba spotyka się z szarozielonymi falami morza. Jest to miejsce, gdzie czas przestaje istnieć. Nie ma dam, które siedziałyby przed lustrem wyplątując aksamitne wstążki z połyskujących srebrem włosów. Nie ma małej elfki, która śpi wśród rozkopanej pościeli i z nocną koszulką podwiniętą na brzuch. Nie istnieją żadne kamienne dwory, po których snuje się jakiś dziwny, milczący wyrzut sumienia. Nie ma obowiązków, ukłonów i sztucznych uśmiechów. Nie ma lorda. Jest Kilistir.
Tancerka zabrała miecz i odwróciła się. Ukłoniła się szybko siedzącym w zupełnej ciszy mrocznym i wybiegła z sali. Dopiero teraz coś zerwało dziwny czar i wszyscy zaczęli klaskać, ktoś gwizdnął. Ktoś krzyknął o jeszcze. Ale żaden dźwięk dzwoneczków nie wybił się ponad hałas. Żaden muślin nie zaszeleścił. Wróciła biesiada po udanym polowaniu.
Lord Sherazai podniósł swój miecz i skierował się na powrót do swojego miejsca, po drodze uśmiechem i aprobującym skinieniem głowy podziękował mrocznemu, od którego cały ten prezent otrzymał.
Obudził go zgrzyt zawiasów, ale nie otworzył oczu. Poczekał aż dźwięk bosych stóp zatrzyma się przy jego łóżku.
- Jak ci na imię? - zapytał z wciąż zamkniętymi oczami.
Drobna dłoń, która wślizgiwała się już pod kołdrę, cofnęła się trwożnie.
- She'erada - odpowiedziała szeptem siedząca na brzegu łóżka mroczna.
Spojrzał na nią. W panującej w pokoju ciemności widział tylko kontur jej ciała, ale to wystarczyło, żeby obudzić żądzę, z którą toczył boje już od dawna. Od kiedy jego własna małżonka wyraźnie powiedziała, że nie ma jej w ogóle dotykać.
- Dlaczego przyszłaś She'erado? - również zniżył głos do szeptu, dziwnie zachrypniętego.
Nie mógł tego zobaczyć, ale wychwycił w głosie, że elfka się uśmiechnęła.
- Żeby dokończyć opowieść. Chcesz zobaczyć jak się skończy?
Również się uśmiechnął. Uniósł dłoń i pogładził ramię, na którym się opierała. Miała ciepłą skórę, tak różną od gładkiego aksamitu, który zdążył pokochać, w tym krótkim czasie, kiedy mógł go pieścić. Ale nie myślał teraz o tym. Chwycił elfkę za ramię i przyciągnął do siebie. Wyrwała mu się.
- Obiecaj mi coś panie - zażądała stanowczo.
Zaśmiał się.
- Jestem lordem, proś, o co chcesz - rzucił beztrosko.
- Że jak przyjdę do ciebie za jakiś czas, to spełnisz moje życzenie - powiedziała bardzo poważnie.
- Niechaj będzie - nie zmienił tonu. Teraz trudno mu było myśleć racjonalnie.
Objął tancerkę i pociągnął ja na łóżko przygniatając własnym ciałem.
- Obiecujesz?! - spytała zdesperowanym głosem.
- Tak, obiecuję - przyrzekł i zanim elfka zdążyła powiedzieć coś jeszcze zamknął jej usta pocałunkiem.
Był spragniony, więc pospieszny i niestaranny. Chwytał desperacko każdy najmniejszy skrawek rozgrzanego ciała. Przy Ceresie nigdy sobie na to nie pozwolił. Nawet wtedy, gdy po raz pierwszy zostali ze sobą sami. Gdy stanęła przed nim dumna i piękna, z najwspanialszym, bo przeznaczonym tylko dla niego uśmiechem. Powiedziała: "nie kochamy się, ale bądźmy dla siebie dobrzy". Za to ją pokochał i był dobry. Dla niej, dla jego lady, dla Feresy. A teraz była tylko tancerka. Nie zwracał uwagi na jej jęki graniczące z bólem. Wdzierał się i brał wszystko dla siebie. Jak sztorm próbujący falami zagarnąć dla siebie nieboskłon.
Wzlatywał i tonął.
Nie było jej, kiedy się obudził. Był za to milczący wyrzut sumienia.
- Obiecałeś. Nazywa się Shirija.
