- Wachlarz to druga twarz kobiety - tłumaczyła niemalże szeptem Feresa Sherazai z rodu Denery. - Ma pokazać to, czego nie wypada powiedzieć. Ma być wskazówką - kontynuowała nienagannie akcentując i robiąc przydechy wtedy, kiedy było trzeba - oczywiście dla tych, którzy potrafią te wskazówki odczytać. Tymi, którzy nie potrafią nie warto zawracać sobie głowy- uśmiechnęła się lekko, ale uśmiech nie był niczym więcej, jak wygięciem samych ust. Ściągnięte do tyłu ramiona, ani na chwilę się nie rozluźniły. Dłonie, pod którymi leżał wachlarz, złożone na podołku, nie drgnęły nawet. Tylko piersi ściśnięte gorsetem unosiły się w oszczędnym oddechu.
Siedząca obok Rashirea obserwowała uważnie matkę. Próbowała ja naśladować, jednak od razu było widać, że jedynie naśladuje. Brakowało jej tej naturalnej elegancji, z którą chyba każdy członek rodu Denerych, po prostu się rodził. Ta postawa, ton głosu, dokładnie przemyślane gesty, to nie była gra. Oni po prostu tacy byli.
- Nade wszystko zapamiętaj - ciągnęła dalej ani na chwilę nie podnosząc głosu, uniosła za to wachlarz, płynnym niemalże niezauważalnym ruchem, otworzyła go. - Całkowicie otworzony wachlarz jest narzędziem kokietki, bo czyż nie przywodzi na myśl rozwartych kobiecych nóg.
Rashirea zupełnie zaskoczona słowami matki wypuściła spomiędzy palców rąbek wachlarza, przez co sam się otworzył z cichym trzaskiem. Feresa uśmiechnęła się równie powściągliwie, co wcześniej.
- Opanuj się Rashireo. - Wachlarz w jej dłoni, zamknięty niewiadomo kiedy, pokazał zaledwie jedno swoje przegięcie, pochylił się oszczędnie i natychmiast zamknął z powrotem. - Chyba mogę sobie pozwolić na nieco śmielsze słowa, skoro jesteśmy same.
Siedziały w prywatnych komnatach starszej lady Sherazai. Jako jedne z nielicznych znajdowały się od frontu domu, dzięki czemu, przez duże okna wpadało ciepłe popołudniowe słońce. Błyszczało w perłach, które pyszniły się w srebrnym grzebieniu wetknietym w popielate włosy Feresy. Odbijało się drobnych szmaragdach, które spoczywały na dekolcie Rashirei. Obie panie były ubrane w domowe, więc nie nazbyt strojne, suknie. Starsza miała czarny gorset wyszywany brokatem a do tego spódnice z wielu warstw na przemian czarnego i srebrnego muślinu, które na jednym udzie były udrapowane tak, że przez najniższą, a zarazem najgłębszą warstwę było widać zarys zgrabnej nogi. Najwyższa za to była spięta na udzie nie za dużą, ale starannie wykonaną, również z muślinu, różą. Młodsza za to była w zielonych jedwabiach wyszywanych złotą nicią. Suknia odkrywała ramiona, tylko jedno zostało zakryte przez kokardę. Miała głęboko wycięty dekolt. Spódnica układała się na nogach w swobodnych fałdach.
- Otwórz wachlarz - poleciła Feresa, jej wachlarz pochylił się i zaraz otworzył się na jedno przegięcie i zamknął z cichym trzaskiem. - Nie tak - powiedziała na głos elfka, to co juz zdążył pokazać wachlarz. - Wojownikom mówi się, że miecz ma być przedłużeniem ich ramienia, wachlarz jest dla damy tym, czym miecz dla wojownika. Częścią ich samych każdy ruch - tłumaczyła, a wachlarz żył jakby obok. Elfka zupełnie nie zwracała na niego uwagi, ale on podkreślał za nią jakieś słowa, to znowu zaznaczając, że inne nie są aż takie ważne. - Musi być naturalny. Nie chodzi o wyuczenie się na pamięć schematów, bo to nie o nie stanowią o wartości wojownika. Nierzadko zdarza się, że to wojownik słucha ostrza. Tak i dama musi czasami pozwolić, by wachlarz powiedział coś, czego ona nie potrafiłaby, ale żeby tak się stało, nie może być jedynie narzędziem. Narzędzia nie myślą. A teraz jeszcze raz Rashireo. - Wachlarz otworzył się nieco szerzej, pokłonił i w takiej pozycji pozostał. - Kontynuuj. - Zamknął się z trzaskiem. Zaraz otworzył, pochylił się w poziomie i na chwilę skręcił do pionu. - Lepiej.
Z każdą próbą więcej było gestów - lepiej, a i te - źle, były wykonywane bez cienia zniecierpliwienia.
Podczas kolejnego wykładu starszej elfki, Rashirea niedbałym ruchem otworzyła do połowy i zaraz zamknęła wachlarz z trzaskiem.
- Co to było? - spytała matka zaciekawionym tonem, okroszonym odrobiną oburzenia, że jej się przerwało.
- Kończ waść wstydu oszczędź - odpowiedziała Rashirea.
Odpowiedziało jej dotknięcie wachlarzem policzka, co mogło być oznaką niezadowolenia, ale zaraz wachlarz otworzył się zakrywając usta Feresy i tylko ledwie zauważalna iskierka w widocznych oczach, świadczyła o skrywanym uśmiechu. Wachlarz Rashirei również uniósł się do twarzy, rozwarł kokieteryjnie zasłaniając uśmiech.
Obie elfki spojrzały za okno, gdzie słońce powoli chyliło się ku zachodowi. Siedziały tak milcząc. Jedna skrywała swoje myśli przed drugą za pięknymi wachlarzami.
Damy Sherazai.
