Siedziała oparta o miękkie poduszki i czytała książkę. Za oknami dworu dużymi płatkami prószył śnieg, nie przejmując się zbytnio, że zima powinna już dawno minąć. Mroczna elfka nie odrywając spojrzenia od książki, sięgnęła do stojącej na stoliczku miski z winogronami.

Ktoś zapukał nieśmiało.

- Proszę - zawołała i gdy drzwi się otworzyły zamknęła książkę i spojrzała na służącą unosząc pytająco brwi.

- Lady - skłoniła się młoda mroczna elfka spuszczając wzrok. - Lord Sherazai prosi byś niezwłocznie przyszła do jego gabinetu.

- Przekaż mu, że zaraz się zjawię, skoro to tak niecierpiąca zwłoki sprawa.

Służąca ukłoniła się ponownie i pospiesznie opuściła pokój młodej lady. Ta tymczasem niespiesznie wstała i odłożyła książkę na półkę, przez cały czas zastanawiając się, czego chcę od niej jej ojciec, bo nie miał zwyczaju wzywać jej w ten sposób do siebie. Przejrzała się w lustrze i wygładziła nieco włosy oraz strzepnęła niewidzialny pyłek z granatowego gorsetu.

- Nie pozwólmy zatem lordowi czekać - powiedziała do swojego odbicia i wyszła z pokoju.

Już po głosie lorda Kilistira wiedziała, że rozmowa nie będzie przyjemna i zaczęła się również domyślać, co za informacja mogła tak zdenerwować jej ojca. Tylko skąd by wiedział? Niezrażona podniosła dumnie głowę i weszła do komnaty.

- Wzywałeś mnie ojcze - przywitała się stojąc przed biurkiem, za którym siedział lord.

Patrząc na jego splecione mocno dłonie i ciężki oddech, wiedziała już, że jakimś cudem się dowiedział. Kątem oka dostrzegła mokrą plamę na ścianie i resztki wazonu na podłodze. Dowiedział się i nie jest dumny. Zresztą trudno, żeby był.

Kilistir dopiero po dłuższej chwili otworzył oczy i spojrzał na córkę. Większość osób, gdyby napotkało takie spojrzenie, pewnie skuliłoby się błagając o litość, ale Rashirea triumfowała widząc sztorm w tym spojrzeniu.

- Cały czas czekam Rashireo Sherazai - odezwał się lord nie próbując nawet ukrywać wściekłości.

- Nie mam nic, co chciałabym wyjaśniać, więc nie rozumiem... - zaczęła, ale przerwała i odruchowo postąpiła krok do tyłu, gdy ojciec wstał gwałtowanie uderzając pięściami o biurko, aż zachybotał się świecznik.

- Doprawdy?! - wrzasnął trzęsąc się cały. - Nieposłuszeństwo wobec rodu uważasz, za sprawę niewartą wyjaśniania, tak?!

- Widać nieposłuszeństwo jest w tym rodzie dziedziczne - powiedziała spokojnie z lekkim uśmiechem palcem od niechcenie wędrując od skroni, przez policzek i na szyję. Zupełnie tak, jak wiodła blizna szpecąca twarz lorda.

Kilistir w dwóch krokach obszedł biurko i już unosił dłoń.

- Spróbuj tylko mnie uderzyć - szepnęła chłodno Rashirea patrząc w oczy ojca, ten zawahał się na chwilę. - A możesz być pewny, że już nigdy mnie nie zobaczysz.

Przez twarz elfa przemknął cień, a w oczach coś mignęło. Czyżby strach?

- To może to dowiem chociaż łaskawie, od jaśnie pani, komu pani tak chętnie dupy dała? - spytał się niemalże uprzejmym tonem, krzyżując ramiona na piersi.

- Dla waszej lordowskiej wiadomości - odwdzięczyła się tym samym tonem Rashirea. - Wasza córka nie daje dupy byle komu i o rodzie nie zapomina. Teściem już raczej lord nie zostanie, ale za to lorda wnuczek, tudzież wnuczka, będzie mogła liczyć na spadek w postaci rubieży północnych.

Lord uspokoił się odrobinę, odetchnął głębiej.

- Tiller, Velior Tiller, tak? - zapytał siadając na powrót za biurkiem. - Skąd pewność, że uzna to dziecko?

- Ojcze, nawet jeżeli on sam nie widziałby w tym żadnego interesu, to jeszcze pozostaje interes rodu Tillerów, którzy nie odpuszczą takiej okazji, nieprawdaż? Po za tym obiecał mi przed Shilen. W ustach tetrarchy taka przysięga jest dość wiążąca.

Kilistir przetarł twarz dłonią, widać nie takich wieści się spodziewał.

- Swoją drogą - podjęła po chwili Rashirea. - Czy tym donosem Shirija zasłużyła już na twoją miłość i uwagę. Czy tylko będziesz karmił jej naiwne serce oszustwami, żeby nie stracić tak lojalnego szpiega?

Mroczny spiorunował ją.

- Wyjdź, porozmawiamy sobie jeszcze - warknął.

Elfka skłoniła delikatnie głowę i bez słowa opuściła gabinet ojca.

Dopiero jak drzwi za jego córką się zamknęły, lord odetchnął z ulgą. Zamknął oczy i schował twarz w dłoniach. Palce natrafiły na zgrubienie blizny, uśmiechnął się mimowolnie. Rashirea przynajmniej nie wybrała się wbrew zakazowi ojca na niebezpieczne polowanie narażając tym samym ród na wyginięcie.

A może faktycznie wyniknie z tego wszystkiego coś dobrego.