- Wzywałaś, lady? - spytała stara już mroczna elfka wchodząc do komnaty, jej wiek był dla wszystkich zagadką. Szare włosy były ponoć kiedyś czarne. A oczy teraz wodniste i matowe, kiedyś przyciągały spojrzenia wielu młodzieńców.
- Tak naniu, wejdź i zamknij drzwi.
Rashirea siedziała przy biurku z nogą na nodze wyplątując ją tym samym z fałd sukni. Chudziutką z minimalną ilością mięśni pod skórą. Śmiało wycięty dekolt odsłaniała delikatne ramiona o gładkiej skórze bez żadnej skazy. Szyja ozdobiona kolią z obsydianowych pereł, srebrne włosy starannie ufryzowane.
- Nianiu - odezwała się wstając od biurka i podchodząc do starej elfki. - Jak długo już jesteś z nami? - spytała z uśmiechem na ustach.
Stara zaśmiała się chrapliwie.
- Oj lady, pamiętam jeszcze jak twój dziadek - Tirelion uczył się chodzić.
- Chciałabyś zobaczyć pierwsze kroki Nienaite?
- Oj lady to jedyne marzenie starej babci, które mi jeszcze zostało. Jest bardzo do ciebie lady podobna, a ty lady, wybacz śmiałość, byłaś taka urocza, jak byłaś malutka - odsłoniła w uśmiechu żółte zęby.
- Jesteś starą i mądrą elfką nianiu - powiedziała Rashirea i wróciła do biurka. - Nie chciałabyś, żeby Nienaite coś się stało, prawda?
W wodnistych oczach niani błysnęło zrozumienie. Była naprawdę mądrą kobietą.
- Lady, jestem za stara by marzyć o bogactwie, czy sławie. Męża pochowałam, gdy twoja pani matka uczyła się dopiero czytać. Tu jest moje miejsce, nie mam innej rodziny poza Sherazai. Lady, jeżeli mogę coś dla ciebie zrobić...
Lady Sherazai uśmiechnęła się ciepło. Jak mogło jej przez myśl przejść, że niania...
- Przynieś mi strój jakieś służącej, może być za duży i brudny. Byleby mnie w nim nie rozpoznano. Weź wsyp do mleka nieco środku nasennego i napój Nienaite, tak żeby nie obudził jej hałas targowiska. Przygotuj największy kosz na warzywa. Ułóż w nim moją córkę i przykryj jakąś serwetą. Wybierzemy się na zakupu na targowisko obok Świątyni. I zawołaj do mnie Shiriję.
Niania skłoniła tylko głowę i wyszła z komnaty.
Gdy drzwi się otworzyły ponownie, Rashirea właśnie ściągała suknie.
- Pani siostro... - odezwała się młodziutka elfka uderzająco podobna do Rashirei. Gdy zobaczyła, że ta jest nago, spłoniła się i spuściła wzrok. - Wzywałaś mnie.
Lady podeszła do elfki trzymając suknie, srebrne włosy opadały jej swobodnie na ramiona i plecy.
- Pamiętasz Shirija nasze tajemnice jak byłyśmy małe?
Zapytana pokiwała tylko głową nie śmiąc podnieść wzroku i Rashirea po raz kolejny zastanawiała się, jak ta dziewczyna uchowała się taka niewinna i naiwna.
- Teraz ja będę miała tajemnice, o której nikomu nie możesz powiedzieć.
Znowu kiwnięcie głową.
- Jeżeli powiesz - kontynuowała lady. - To ja powiem, że spotykasz się z koniuszym.
Wielki oczy zaraz podniosły się na wysokość twarzy pani siostry.
- Ale skąd ty...? - wydukała Shirija zupełnie zdziwiona.
- Oj spokojnie - położyła uspokajająco dłoń na ramieniu przyrodniej siostry, wiedziała, że już jest jej. Po raz kolejny cieszyła się w duchu, że ojciec przygarnął bękarta. - Nikomu nie powiem, jeżeli ty o niczym nikomu nie powiesz. Nawet swojemu kochankowi. Obiecujesz?
- Obiecuje pani siostro - przytaknęła ochoczo Shirija.
- Dobrze. A teraz ubierz moją suknie i moją biżuterię i kręć się po moich komnatach, tylko nie podchodź za blisko okna. Jesteśmy podobne, ale nie takie same... - chyba się zapędziła, bo oczy siostry zrobiły się wielkie jak spodki.
- Ktoś cię śledzi? - szepnęła z przejęciem. - Ach wiem, to na pewno jakaś zazdrosna żona, której mąż się w tobie zakochał! Ach już wiem to pewnie jego jest Nienaite! Jakie to cudowne!
- Tak, dokładnie tak. A teraz muszę się ostatni raz spotkać z moim ukochanym.
Nie trzeba było dawać młodej tyle romansów do czytania, pomyślała, chociaż z drugiej strony na dobre wyszło.
- Więc potrzebuję twojej pomocy - powiedziała szybko, zanim Shirija nie zacznie gadać i dobudowywać resztę romantycznej historii. - Pomożesz mi, prawda?
Młoda elfka pokiwała głową ochoczo i zaraz wzięła suknię od swojej siostry i zaczęła się ubierać. W tym czasie przyszła niania z jakąś suknią służby, chyba kuchennej sądząc po ilości tłustych plam.
- Znakomicie.
Kiedy jej przyrodnia siostra zamieniała się w lady Sherazai, ona zmieniała się w bezimienną służącą. Niania przyniosła nawet chustę, pod którą służące chowają włosy.
- I zachowuj się naturalnie, poczytaj książkę, prześpij się. Jak będziesz wołać służbę, to zawsze siedź do nich tyłem - poinstruowała stojąc już w drzwiach. Shirija była naprawdę do niej podobna. - Obie wdały się w ojca. Powinno się udać.
Zamknęła za sobą drzwi i wzięła na ramię kosz na warzywa, który był cięższy o ciężar kilkumiesięcznej elfki.
Krążyły po straganie. Ona ze spuszczoną głową, niania głośno targując ceny warzyw i ryb.
- Lady Rashirea kazała złożyć ofiarę za zdrowie jej córeczki - powiedziała Rashirea normalnym tonem, chociaż nieco bardziej nieśmiałym niż zwykle.
- Ach widzisz. Już na starość pamięć nie ta dziecko. Co ja biedna bym bez was młodych zrobiła?
- Zapomniałabym jak mam na imię - skwitowała swoją wypowiedź chrapliwym śmiechem.
Rashirea w tym momencie przypomniała sobie plotkę, że niby niania kiedyś w odjezdnym teatrze jeździła. W tej chwili była w stanie to uwierzyć.
Poszły do straganu, gdzie sprzedawano drobiazgi na ofiarę. Wybrały złote oko wielkości dłoni.
W Świątyni było pusto. Bardzo dobrze. Nie sądziła, żeby po wyjściu z posiadłości ktokolwiek je śledził, ale przezorny zawsze ubezpieczony. Dopiero, gdy znalazły się w bocznej nawie, pozwoliła sobie zdjąć chustkę. Spod kilku marchewek i grzybów wyciągnęła zawiniętą, śpiącą elfkę.
Pogładziła ją czule po główce i ruszyła śmiało w stronę bocznego korytarza.
