Rashireo,

nie wiem, czy mam jakiekolwiek prawo prosić Cię o wybaczenie, ale bez tego co sie wydarzyło w bibliotece, nie miałabyś wystarczająco dużo woli...


Musnęła opuszek palca językiem by przerzucić sklejoną stronę w "Traktatach goddardzkich przez fechtmistrza Rudolfa von Forrung spisane na pożytek młodych kawalerów". Młodym kawalerem może nie była, ale jakiś pożytek z lektury miała zamiar wynieść.

Studiowała właśnie sposób uniku przed pchnięciem na tułów, gdy drzwi otworzyły sie z hukiem i do biblioteki wszedł mroczny elf. Czarne włosy kleiły się do jego spoconej twarzy, koszule miał rozchłestaną. Elfka palcem zaznaczyła sobie miejsce, gdzie skończyła czytać i podniosła wzrok na swojego gospodarza.

- Nie mógłbyś Angnirze... - zaczęła, ale zaraz skończyła widząc wyraz twarzy zbliżającego sie powoli do niej elfa. - Stało się coś?

Nie odpowiedział. Zobaczyła jego oczy, rozszerzone źrenice, tak że tęczówka była ledwie widoczna, a przecież w bibliotece było jasno.

- Co się stało? - powtórzyła pytanie, gdy stanął nad nią. Znów nie uzyskała odpowiedzi, za to wyrwał jej książkę, rzucił gdzieś w bok. Nie zdążyła nawet zaprostestować, bo została złapana za kark, obrócona i pchnięta na stojące obok biurko. Próbowała się wyrywać, ale z drugiej strony wiedziała, że nie ma szans z Agnirem.

- Puszczaj mnie! Co ci odbiło! - krzyczała próbując go uderzyć, ale z piersią przycisnięta do mebla niewiele mogła zrobić. - Puszc... - krzyk zamarł jej w gardle, gdy usłyszała, jak odpina klamrę paska, a zaraz potem podwija jej suknie.

W pierwszej chwili strach ja sparaliżował, ale zaraz zaczęła sie rzucać, próbowała chwycić rękę, którą trzymał ją za kark. Efektem tego wszystkiego było to, że drugim ramieniem unieruchomił jej biodra i mocniej zacisnął dłoń na jej szyji, przez co nie mogła zaczęrpnąć tchu do następnego krzyku. Łzy same pojawiły się w oczach, gdy bez słowa, bez żadnego czułego dotyku, po prostu ją wziął. Nie zwracał uwagi na jej szloch i zduszone jęki, jakie wyrywały jej się z ust przy każdym jego pchnieciu. Jej wnętrze zmieniło się w źródło bólu, ktory z powolnością, wywołaną brakiem powietrza, rozlewał się na resztę ciała. Świat zaczęła zakrywać jakaś dziwna czerwona mgła, z pulsującego bólu zaczęło rodzić się jakieś dziwne drżenie... ale nagle wszystko się skończyło, gdy mroczny chwycił elfkę za ramiona i pchnął gdzieś na podłogę.

- Czekam na sali treningowej - powiedział sucho zapinając pasek, nie patrząc nawet na Rashireę i wyszedł szybkim krokiem z biblioteki.

To co wydarzyło się przed chwilą... Zacisnęła drżące dłonie, na których sie opierała, w pieści. Łzy powoli schły na jej policzkach. To nie mogła byc prawda, a jednak wilgoć na jej udach nie pozwalały tak uważać. Umyć się, przebrać, to jest najwazniejsze, a nad tym... nad tym zastanowi się później... tak, na przykład jutro.

To była najdłuższa kąpiel w jej życiu. Szorowała się tak jakby woda mogła zmyć wspomnienie jego dotyku. Nie zmyła, ale to nic, później weźmie jeszcze jedną kąpiel. Wiazania butów denerwowały, bo nie chciały byc posłuszne jej dłoniom. Wszystkie bluzki okazały sie nagle zbyt niewygodne, zbyt wiele odsłaniały. W końcu zdenerwowana ubrała pierwsza lepszą i wyszła z pokoju trzaskając drzwiami. Do piwnic, gdzie znajdowała się sala treningowa niemalże zbiegła.

- Wejdź! - usłyszała jego głos.

Zawahała się, ale w końcu pchnęła drzwi i weszła do rozświetlonej przez pochodnie i wysypanej piaskiem sali. Stojaki z bronią stały tak jak zwykle. On tez stał na środku sali, tak jak zwykle, z mieczem w jednej i z tarczą w drugiej ręce.

- Bierz! - rozkazał i wskazał mieczem leżący kilka kroków przed elfka oręż.

Rashirea nie spuszczając oczy z mrocznego podniosła tarczę i sięgnęła po miecz. Dopiero teraz zauważyła, że jest ostry. Nigdy nie walczyli ostrą bronią.

- Dla...

- Walcz ze mną! - przerwał jej krzykiem i lekkim tanecznym krokiem ruszył w jej stronę.

- Dlacze... - próbowała ponownie zadać pytanie, ale ten znów przerwał jej rozkazem walki i swoim atakiem, który przyjęła na tarczę robiąc mały krok do tyłu. Mroczny szybko odstąpił od zwarcia, zrobił dwa kroki w bok i znów zaatakował. Sparowała mieczem i przez skręt nadgarstka zmieniła kierunek ciosu. Zrobiła kolejnych kilka kroków do tyłu, by zwiekszyć dystans. Mroczny nie atakował, okrążał ja.

- Walcz ze mną, chyba że chcesz, żebym cię znowu zgwałcił - uśmiechnął się obleśnie.

- A może ci sie spodobało, co? Arystokratyczna dziwko - splunął jej pod nogi.

Musiała przyznać, że broń idealnie leżała w jej dłoni. Zastanawiała się, jakim materiałem jest owinięta rękojeść, bo nie ślizgała się. Idealnie wyważony, z rękojeścią w kształcie róży. Jak się zdążyła przekonać również odpowiednio elastyczny. Wspaniały miecz.

Uniosła tarczę by zasłonić tułów, miecz uniosła nad ramię ostrzem w stronę przeciwnika. Mroczny uśmiechnął się i stanął w pozycji bocznej, swój miecz sprowadził do pozycji głupca. Jego ulubionej. Ruszyli jednocześnie. Kilka szybkim kroków jego cios, jej przyjęcie na tarczę.

- Walcz ze mną! Zabij mnie!

Jej atak na jego nogi, odbił mieczem. Wysoki cios na głowę. Znała tą sztuczkę, gdyby uniosła tarczę, żeby się zasłonić, nie dokończyłby ruchu, dopiero jakby opuściła tarcze. Zrobiła więc tylko szybki skręt tułowia i krok w bok i natychmiast wyprowadziła pchnięcie w niebroniony przez tarczę bok. Oczywiście odbił i teraz to ona była odsłonięta. Znów krok w bok i szybki do przodu, uderzenie tarczą. Cofnął się kilka kroków i zaraz ruszył to zwarcia. Atakował. Pozwalała mu na to, czekając na odpowiedni moment. Cofała się okrążając salę.

- Walcz ze... - nie dokończył, opuścił swoje ostrze.

Puściła miecz, który tkwił w piersi Angnira.

- Wspaniale - szepnął z uśmiechem i upadł na piasek, który z każdą chwilą stawał się coraz bardziej czerwony.

Rashirea patrzyła na gasnące oczy swojego nauczyciela.

- Dlaczego? - spytała cicho, ale nie odpowiedział, tylko strużka krwi spłyneła z kącika jego ust.

Nie usłyszała jej, a zobaczyła dopiero kiedy uklękła w brudnym od krwi piachu. Położyła sobie głowę mrocznego na kolanach i z trokliwym uśmiechem, zaczęła go głaskać po włosach, tak samo czarnych, jak jej własne. Czułym ruchem wytarła strużke krwi z kącika jego ust. Dopiero po chwili mroczna podniosła spojrzenie, tych dziwnych wężowych oczu, na Rashireę.

- Naurloke ja... - zaczęła niepewnie.

Tamta sięgnęła tylko za kaftan i wyjeła kopertę.

- Kazał ci to przekazać, a teraz idź.

- Ja... - chciała coś powiedzieć.

- Wyjdź! - krzyknęła Naurloke.

Rashirea przycisnęła kopertę do piersi i wybiegła z sali, goniona przez krzyk, który zawierał w sobie ten rodzaj rozpaczy, gdzie łzy wydają się być zbyt nieodpowiednie, by ją wyrazić.


... żeby mnie zabić. Moja siostra Sa'ameti, którą już poznałaś, odkryła, że ukrywasz się u mnie. Zażądała, żebym cię zabił i żeby byc pewnym, że zadanie wykonam, podała mi w winie wolno działającą truciznę, na którą tylko ona, mimo usilnch starań Naurloke, miała odtrutkę. Zadania nie miałem zamiaru wykonywać. Pomijając moją do ciebie sympatię, wiedziałem, że jesteś na azylu Świątyni, gdyby stała ci się krzywda. Cóz oboje wiemy, ze długo bym nie pożył. Chciałem zginąć w walce. Dziękuje, że mi w tym pomogłaś.

Pytaj się o Ryltara 'Czarną Wstęgę', to on powierzył cię mojej i mojej siostry opiece. Zajmie się tobą i na pewno będzie lepszym nauczycielem niż ja.

Pan Żelaza - twój oddany przyjaciel.