Tylko na kilka dni wróciła ładna pogoda. Dzisiaj znów padało z ciężkich, ciemnych chmur. Nikomu nie chciało się wychodzić na zewnątrz, nawet służba pochowała się w swoich pawilonach i nie wyściubiała stamtąd nosa.

Ciężkie krople uderzały o szyby okien wybijając requiem. Przynajmniej ona to właśnie słyszała siedząc w fotelu z głową przechyloną na bok, zamglonym wzrokiem, bezmyślnie wpatrywała się w czubki swoich butów. Suknia przekrzywiła się i spadła z jednego ramienia. Srebrne włosy były nieuczesane i te kosmyki, które leżały na jej piersiach, były pozlepiane czerwonym winem. Sięgnęła po kielich, o mały włos go nie przewracając i jednym haustem wypiła całość napoju, który w nim jeszcze pozostał. Nie czuła już jego smaku. Niczego nie czuła. Chciała chwycić stojącą na stoliku butelkę, machnęła dłonią za mocno, palce nie zdążyły się zacisnąć na szyjce. Butelka potoczyła się po blacie i upadła na ziemie... Pusta. Elfka przeniosła wzrok z czubków butów na leżące na ziemi naczynie. W ciemnym szkle zobaczyła swoje odbicie... Jak w lustrze. Podniosła się z fotela, musiała podeprzeć się na stoliku by nie upaść. Kopnęła butelkę, która rozbiła się o ścianę... Tak samo jak lustro.

Chcę ją zobaczyć. Teraz!

Dyszała ciężko zaciskając dłonie. Lewą wciąż miała w bandażach. Nie czuła bólu rozciętej skóry. Czuła tylko gniew.

Po hałasie, jaki narobiła butelka, w pokoju zrobiło się strasznie cicho. Pusto. Zimno

Nie możesz mi odmówić! Jestem jej matką!

Puste oczodoły hełmu patrzyły beznamiętnie. Wielobarwna jaszczurka przyglądała się ciekawsko ze ściany, jak mroczna wybiega... A raczej wytacza się z pokoju.

Nie obchodziło ją, czy ktokolwiek ją zobaczy. Nic się już nie liczyło.

Oddaj mi ją! Oddaj mi moją córkę skurwysynie!

Szła podpierając się dłonią ściany. Kilka razy dłoń jej się ześlizgnęła we wnęki kolejno mijanych drzwi. Potem pojawiły się schody. Jak dobrze, że były tak wąskie, że dało się podeprzeć z obu stron. Szkoda, że na kilka stopni przed końcem opuściła dłonie. Ciężko było się podnieść z podłogi. Chyba coś ją bolało, ale nie była pewna.

Nie zrobisz jej krzywdy draniu!

Krople w żaden sposób nie orzeźwiły. Sprawiły tylko, że stała się mokra. Przynajmniej łzy znikną w tłumie wśród mokrych strug.

Nienawidzę cię! Ciebie i całego tego chorego systemu.

Droga wydawała się nadzwyczaj długa i kręta.

Tak... Siebie tez nienawidzę za to, że godzę się służyć takim jak ty!

Dotarła na końcu do drzewa za pawilonami mieszkalnymi, od którego zazwyczaj rozpoczynała poranne ćwiczenia.

Oddaj mi moją córkę! Ona nie jest twoja! Nigdy nie będzie!

Usiadła na mokrej trawie i oparła się plecami o pień. Świat rozmazywał się w strugach deszczu i w alkoholu.

Zasnęła obejmując się ramionami, jakby przytulała kogoś jeszcze.