- Chyba się starzeję - zaczął nie podnosząc wzroku znad rozciągniętego na stole truchła jakiegoś stworzenia. - Ostatnio zastanawiałem się, w jaki sposób mógłbym opisać swoje życie. Podaj mi zaciski.
Milczał gdy zakładał zaciski gdzieś we wnętrzu stwora.
- Czy mógłbym opisać je przez swoje czyny? - kontynuował. - Ale to zbyt patetyczne. Przez pryzmat intryg w jakich brałem udział? Badań jakie przeprowadziłem? Mmmm wytrzyj mi ręcę - polecił wyjmując dłonie ze środka flaków i zaraz wsadził je tam z powrotem. - I zdałem sobie sprawę, że najlepiej moje życie opisują kobiety, które spotkałem, które coś dla mnie znaczyły. Jednocześnie uświadomiłem sobie, że w moim życiu nie było żadnego ważnego mężczyzny. Ojca nie pamiętam, tak samo braci o ile w ogóle jakichkolwiek, kiedykolwiek miałem.
Wyprostował się na chwilę i skrzywił z bólu. Odrzucił na bok umazany w jakieś mazi skalpel.
- Swojej młodości oczywiści też już nie pamiętam, bo ile można przechowywać jakieś niewiele znaczące wiadomości z czasów, kiedy było się głupim. A to ciekawe - zamruczał ponownie pochylając się na wnętrznościami. - Za to doskonale pamiętam swoją pierwszą hmmmm chyba z perspektywy czasu mogę nazwać to miłością. Jeszcze przed wojną braterską. Są chwile, gdy niemalże żałuję, że odmówiła. Niemalże... - szepnął.
W czarnych jak oczy kruka przez chwilę pojawiła się tęsknota.
Stał w cieniu oparty o drzewo, z ramionami skrzyżowanymi na persi o wpatrywał się bezmyślnie w ziemię. Czekał.
- Chcesz mi powiedzieć, że nie pójdziesz. Prawda? - ni to stwierdził, ni zapytał, nie podnosząc wzroku.
- Och czyżby było ci z tego powodu smutno? - odpowiedziała pytaniem złotowłosa elfka, która stanęła obok.
- Raczej nieco zawiedziony - dopiero teraz podniósł wzrok, uśmiechnął sie półgębkiem i spojrzał na towarzyszkę. - Miałem nadzieję, że znalazłem bratnią duszę, że za wiedzą pójdziesz i na koniec świata.
- Och to urocze doprawdy. Będziesz tęksnił Valheru? - również uśmiechnęła się i przekrzywiła głowę, kolczyki z drogimi kamieniami zadzowniły delikatnie.
- A ty - podszedł do niej. - Będziesz tęskniła? Ravenne Mornarwen Morgond?
- Och chyba mnie już nie kochasz, skoro nie mówisz do mnie tak pieszczotliwie jak zawsze.
Wyciągnął ręce i oparł je o drzewo po obu stronach elfki, blisko jej niemalże białych ramion, jego ciemna skóra wydawała się jeszcze ciemniejsza.
- Powiedz przynajmniej, że była to dla ciebie trudna decyzja.
Popatrzyła mu w oczy, westchnęła z smutnym uśmiechem.
- Była, ale widzisz Valheru. Tu już nie chodzi, o to czego ja chcę. Tu chodzi o honor rodziny. Nie zrozumiesz.
- Prawdopodobnie masz rację. Nie rozumiem, jak coś tak trywialnego, może cię powstrzymać od poszukiwania wiedzy - wzruszył ramionami i zabrał ręcę. - Zatem jest to pożegnianie.
- To ty tak twierdzisz - rzuciła i odwróciła się.
- A później przyszła wojna. Szczerze powiedziawsze niewiele pamiętam z tamtego okresu, poza dużą ilością krwi. Jednak była na swoj sposób wspaniała. Mogliśmy zrzucić te skostniałe struktury poprzedniej ery. Mogłeś wtedy stać się każdym. Ja na ten przykład zostałem tetrarchą Veliorem Tirellem. Eeeeech chyba ten też się do niczego nie nadaje - stwierdził odgarniając na bok wnętrzności. - Ale może... Podaj mi jeszcze raz skalpel. I wiesz co jest najlepsze, spotkaliśmy się po wojnie, ba! Żeby tylko raz. Jakoś teraz honor rodziny jej nie przeszkadzał. Chyba to właśnie w kobietach uwielbiam, jak już myślisz, że wiesz czego się spodziewać, to nagle postanawiają się zmienić. Jestem tym nieskończenie zafascynowany. Ooo podaj mi tamten pojemnik - wyciął coś i wrzucił do podanego pojemnika. - Może jednak coś z tego będzie.
Odszedł od stołu, wytarł dłonie w ręcznik.
- Jednak rodzina chyba miała coś przeciwko jej honorowi, jak się dowiedzieli, że się ze mną widuję to urządzili na nią nagonkę. Była chyba wtedy w ciąży... A może to nie ona. Nie pamiętam. Ale co jest ważne, dobre kilkadziesiąt lat później znowu ją spotkałem. Może nie dosłownie...
- Tetrarcho pewna mroczna chcę się z toba widzieć. Powiedziała, żeby przekazać ci pozdrowienia od Ravenne - służacy stał w otwartych drzwiach i czekał na dalsze instrukcję.
Vellior tymczasem dokończył czytanie jednego z listów i zaraz zabrał się na następny.
- Wprowadź ją - polecił w międzyczasie.
Gdy tylko służący zniknął odłożył przed chwilę wzięty papier i usiadł wygodnie w swoim fotelu. Nalał sobie wina. Nie musiał długo czekać, gdy drzwi otworzyły się powtórnie i służący wprowadził czarnowłosą mroczną elfkę do gabinetu.
- Naurloke, co cię do mnie sprowadza? - zapytał się uprzejmie, gdy zostali już sami.
- Znałeś ją? - zdziwiła się nie mniej uprzejmie mroczna. - Cóż za ciekawy zbieg okoliczności. Niemalże dar losu, nie uważasz Valheru?
Mroczny patrzył uważnie na kapłankę, którą myślał, że zna.
- Usiądź sobie, widzę, że masz mi dość sporo do powiedzienia - wskazał krzesło po drugiej stronie biurka.
- Niewiele się zmieniłeś mój drogi - powiedziała Loke i uśmiechnęła się, mrużąc żołtozielone oczy.
- Niestety nie mogę się odwdzięczyć podobnym komplementem.
- Ooooo nabrałeś ogłady. Urocze - ciągnęła dalej rozbawionym tonem.
On za to pochylił się i oparł brodę na splecionych dłoniach, przyglądał się uważnie mrocznej.
- Jak do tego doszło? - zapytał cicho.
- Zadziałał plan, który myślałam, że nigdy nie zadziała, ale jednak ktoś ciekawski zajrzał tam, gdzie nie powinien i bum oto jestem. Nie pytaj nawet dlaczego akurat w tym ciele. Tak wyszło, ale chyba nie jest tak źle?
- Do charakteru ci z tymi oczami i imieniem.
Roześmiała się.
- Doprawdy, przyznam się bez bicia. Tęskniłam. A ty?
- Potrafiłem znaleźć sobie odpowiednie towarzystwo, żeby jakoś zagłuszyć to rozrywające moją duszę uczucie.
- Lepsze ode mnie? - spytała wstając i podchodząc do tetrarchy
- Wystarczająco zbliżone.
- Ou ranisz mnie - szepnęła z ustami niemalże przy jego ustach. - Myślałam, że jestem jedyna w swoim rodzaju.
Nie odpowiedział, wzruszył ramionami i uśmiechnął się.
Przewrócił kolejną stronę w leżącej na pulpicie książce.
- Gdzie to było - zamruczał do siebie. - Niestety w końcu umarła. Po pewnym czasie zaczęła chorować. Podejrzewaliśmy, że to ciało nie mogło w sobie znieść martwego ducha. Przygotowywała się do tego, że przenieść się do innego ciała. Znalazła nawet jakąś dziewczynę, tylko jak twierdziła musiała ją lepiej przygotować. Niestety nie zdążyłam bo dopadła ją przeszłość ciała, w którym żyła. Szkoda. O jest - przejrzał szybko zawartość strony, na której się zatrzymał.
Wziął pojemniczej z wcześniej wyciętą częścią i wrzucił ją do kotła.
- Ale szczerze powiedziawszy nie zdziwiłbym się, gdyby to nie był jeszcze koniec. Oczywiście nie była to jedyna ważna kobieta w moim życiu. Później była na przykład moja ślepa córka. Muszę przyznać, że byłem z niej niezwykle dumny. Jeszcze była mała lady Sherazai i jej córeczka. Aaach... Dobra starczy na dzisiaj, posprzątaj tutaj - polecił a sam wyszedł z pracowni.
Młodziutka mroczna, dziecko jeszcze, zabrała się za sprzątanie. Lubiła, kiedy tetrarcha był w takim nastroju, aż miło była go posłuchać. Szkoda tylko, że będąc niema, nie mogła zadać mu żadnych pytań.
