Przewróciła się na drugi bok skrzywiła się, boleśnie wręcz, gdy na jej twarzy padły promienie po południowego słońca. Zaraz przewróciła się z powrotem chcąc spać dalej, ale umysł wyrwany ze snu zaczął już, powoli wprawdzie, ale pracować. Zaczął rejestrować uwierającą w uda, zwinięta w kłębek kołdrę i tępy ból głowy. Próbowała ułożyć się tak, żeby jej pościel nie przeszkadzała, ale spowodowało to jedynie, że znów słońce zaświeciło jej w twarz. Chciała ją skopać w bok, ale coś jej przeszkadzało. Odwróciła głowę i bardzo niechętnie otworzyła oczy. Nie miała siły zakląć, uniosła tylko brew, patrząc na twarz jakiegoś młodego mężczyzny, chłopca w sumie, bo ile mógł mieć lat? Siedemnaście? Jedyne pocieszenie to takie, że nie miał zbyt wielu pryszczy. Nie unosząc głowy rozejrzała się po pokoju. Z tej perspektywy zauważyła trzy butelki i jakąś książkę, która otwarta leżała na stercie ubrań. Czy to znaczy, że czytali ją już po tym, jak się rozebrali? Ale dlaczego? Tego nie potrafiła i w sumie nie chciała sobie przypominać. Odetchnęła głębiej i zaraz zrobiła niewyraźną minę. W powietrzu wciąż unosił się zapach alkoholu i seksu, bo oczywiście nie pomyśleli, żeby otworzyć okno, a służba pewnie była zbyt wystraszona, żeby w ogóle wchodzić do pokoju. Westchnęła zrezygnowana. Przetarła dłońmi twarz i chciała przeczesać palcami dłońmi, ale się nie dało, zbyt były posklejane i skołtunione. Westchnęła jeszcze raz i niespiesznie usiadła na brzegu łóżka. Posiedziała chwilę zastanawiając się, czy będzie musiała biec do miski stojącej w rogu pokoju, czy może jednak nie. Pochyliła się do przodu i ukryła twarz w dłoniach. Żołądek postanowił się jednak nie buntować, więc w końcu wstała niepewnie. Dojrzała jeszcze jedną butelkę i stłuczony wazon, dookoła walały się kwiaty, woda już wsiąkła w dywan. Powoli i nie wykonując zbyt wielu gwałtownych ruchów, dosłownie doczłapała się do okien i otworzyła je na oścież, po czym skierowała się w stronę toaletki. Usiadła ciężko na taborecie i spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Znowu nie znalazła siły, żeby zakląć, a przydałoby się, tak siarczyście, zamiast tego sięgnęła po szczotkę i zaczęła doprowadzać swoje włosy do ładu.
Nad poprzednim wieczorem nawet zbytnio nie myślała, bo i po co? Wyglądał dokładnie tak samo jak wiele wcześniejszych. Wizyta w karczmie bohemy, słuchanie jakiś wierszy, piosenek, oglądanie obrazów, czasem jakiś tancerek. Przyjmowanie komplementów. W końcu zaproszenie na jeszcze jedno winko do jej mieszkania. Natchnione alkoholem dyskusje i seks. Wczoraj nie było inaczej, nic nadzwyczajnego, więc pozwalała swojemu umysłowi jeszcze odpocząć i dokładnie rozczesywała włosy.
Kończyła już, gdy od strony łóżka rozległ się przeciągły jęk i jakieś niewyraźne mamrotanie.
- Wstawaj - rzuciła ochrypłym głosem, nie odwracając się od lutra.
Chłopak poruszył się w pościeli.
- Chodź jeszcze do mnie - zawołał zdecydowanie zadowolonym głosem. - Rashi najmil...
- Już ci wczoraj mówiłam, że nie masz się tak do mnie zwracać - przerwała mu gniewnie.
- Ale... ale to było przed ta wspaniałą i upojną nocą - próbował zaprotestować chłopak.
- Jeżeli myślisz - zaczęła Rashirea tonem nauczycielki, odkładając szczotkę i sięgając po słoiczek z maścią - że wspólnie spędzona noc cokolwiek zmienia, to jesteś w błędzie. Jeżeli myślałeś, że zapałam do ciebie jedyną i wielką miłości, albo że zostanę twoją muzą, to przestań się łudzić
- Wczoraj w nocy mówiłaś zupełnie inaczej! - oburzył się.
Elfka zaczęła bardzo starannie nakładać maść na twarz.
- Jeżeli obietnice składane po pijaku bierzesz na poważnie, to tym bardziej jest mi ciebie żal chłopcze. A teraz zbieraj się, skończyłam z tobą...
Młodzieniec wyraźnie czuł się lepiej od Rashirei, bo wstał o wiele pewniej i bardziej energicznie. Podszedł do elfki.
- Ale ja z tobą jeszcze nie!
Chwycił ją za ramię i odwrócił do siebie, otrzymał za to cios w brzuch. Zwinął się w pół. Rashirea nie wstała z taboretu, nogą pchnęła chłopaka na ziemie.
- Nie próbuj ze mną takich sztuczek - syknęła, mrużąc oczy. - Zabieraj swoje rzeczy i wynoś się!
Patrzyła jak zbiera się z podłogi, wciąga spodnie, narzuca koszulę i zabiera książkę. Zmarszczyła brwi, ale nic nie powiedziała, chyba faktycznie miał jakąś przy sobie. Chyba nawet swojego autorstwa.
- Jeszcze tego pożałujesz - warknął na odchodnym i wyszedł z pokoju o mały włos nie wpadając na młodą służącą, która stała niebezpiecznie blisko drzwi.
- Zrób mi herbaty - poprosiła dziewczynę, gdy gość zniknął z pola widzenia. Tamta dygnęła i szybko poleciała na dół.
Rashirea narzuciła na siebie jedwabny szlafrok i zaczęła porządkować pokój w miarę możliwości.
Zastanawiała się, do której karczmy pójść dzisiaj.
