Na specjalne życzenie umieszczam epilog kosztem cennego czasu szykowania się do sesji.

I każdemu, który dotrwał - dziękuję za uwagę, za przeczytanie. Ten tekst to taki malutki kawałek mojego serduszka i jest dla mnie bardzo ważny.

I mam nadzieję, że Wam przypadł do gustu.


EPILOG – CYKL TRZYNASTU LISTÓW


Pięć lat później

Gdy przypominam sobie wcześniejsze wydarzenia, uśmiech pojawia się na mojej twarzy. Bardzo dużo zmieniło się przez ten czas. Bardzo dużo.

Przybywały mi lata, zdecydowałam się na studia i co najważniejsze – zostałam mężatką. W ciągu pięciu lat wolność straciłam najszybciej, chociaż nie lubię mówić o tym, jako o ,,stracie''. Wyszłam za mąż za człowieka, który nauczył mnie rozróżniać kolory życia i dodatkowo dał o wiele więcej, niż myślałam. I śmiałabym pragnąć.

Miłość ma różne smaki i dźwięki, ale trzeba umieć oddzielić to uczucie od pożądania czy namiętności.

Owszem, miłość ma stronę fizyczną, jednak jej duchowy wydźwięk to podstawa udanego związku.

Rozkosz to nie wszystko. Ważne jest wnętrze, charakter i podejście do życia.

Tego nauczyłam się z czasem, bo wtedy, gdy dokonywałam wyboru, nie byłam taka pewna.


LIST PIERWSZY

Doszedł na początku sierpnia 2006r.


W tamtym okresie nazywałam się już Alice Cullen. Cały czas rozpamiętywałam niedawną ceremonię, wylegując się na piaszczystych plażach stanu Georgia. Poznałam uciechy małżeństwa – wszystkie jej możliwe aspekty. I w myślach plątało mi się imię niedawnej przygody, lekko zamglone wciąż rozbrzmiewało echem w, obrażonym na rozum, sercu.

Pewnie wszyscy zastanawiają się, dlaczego wybrałam Carlisle'a, skoro to Jasper był moją prawdziwą miłością?

Otóż nie był.

Z perspektywy czasu tylko utwierdzam się w tym przekonaniu, jednak po sierpniowym liście ogarnęły mnie wątpliwości. Treść nie była długa, była zwykła. Ale wstrząsnęła mną.


Dziękuję, że nie pobiegłaś w moim kierunku, nie goniłaś mnie. Nie wiem, co bym wtedy zrobił.

Dokonałaś właściwego wyboru, Allie.

Pamiętaj, że burza zawsze się kończy…


I tutaj list, właściwie krótka notatka, kończył się. Kilka zdań, nakreślonych w pośpiechu, na kawałku wymiętoszonej gazety. Z pieczątką stanu Oklahoma.

Z ogromnym wahaniem zachowałam go. Miałam niejasne przeczucie, że to jeszcze nie koniec.

Pewnie ponowicie pytanie, dlaczego wybrałam doktora.

Nie można mieć wszystkiego, co by się chciało...

Czyniąc krok w drugą stronę od Jazza, gorzko płakałam. Uważałam bowiem, że rezygnuje z ogromnej, prawdziwej miłości, wielkiej szansy od losu. Tylko nie myślcie, że działałam wbrew sobie.

Targały mną sprzeczne emocje, wahałam się, ale ostatecznie zwyciężył rozum. Posiadał masę argumentów, które zmiażdżyły piski mojego serca.


LIST DRUGI

Doszedł w grudniu 2006r. na święta


Tak naprawdę wcale nie znałam Jazza. Uwiódł mnie jego doskonały miraż lub to, jakim chciałam go widzieć.

Może dlatego, że mieliśmy tak niewiele czasu na wzajemne poznawanie się. Kilka dni, właściwie kilkanaście minut, niepełna godzina. I te chwile sam na sam na stacji czy w Port Angeles. Chwile skupione na emocjach, doznaniach fizycznych, a nie kontemplacji duszy.

To nie było to samo, co z Carlisle'em, gdzie następowało stopniowe rozpoznanie, powolne wtapianie się, aż do całkowitego wsiąknięcia.

Kolejny zwitek był jeszcze krótszy od poprzedniego, zawierał dokończenie urwanego zdania z pierwszego listu.


a po niej wychodzi upragnione słońce. Śnieg się skrzy, nie uważasz?


Notatka wysłana ze stanu Wirginia. Stary, pożółkły papier jakby wyrwany z wiekowej książki.

Zdziwiło mnie drugie zdanie, całkiem poetyckie, zupełnie niepodobne do języka żołnierza.

Zastanowiło mnie ono… Tak, Rose mimochodem opowiedziała mi o jego przeszłości, ale mam wrażenie, że nie wyjawiła wszystkiego. Cóż, do dziś nie mam na nią wpływu.

Święta tamtego roku były wyjątkowo specyficzne i na swój sposób piękne. Specjalnie dla mojego świeżo poślubionego małżonka wyrwałam się z uniwersytetu i wróciłam do Forks. Rose i Bella nie były takie łaskawe, wciągnęło je wielkomiejskie życie, więc Emmett pojechał do nich. Edward stanowczo odmówił wyprawy, zagorzały domator. No i już wtedy nie układało mu się z Isabellą.

Różniły ich pragnienia i charaktery. Bella stanowiła cień Rosalie i mimo swojego własnego dorosłego życia, nie umiała się odseparować od siostry. I dlatego pogrzebała swój związek, który właściwie umarł śmiercią naturalną.

Cudowne święta przy kominku, w kompletnym rozleniwieniu, przy gorącej czekoladzie. Na kanapie, z kocem na kolanach, głowa przy głowie, bark przy barku. Rozsypany popcorn na dywanie…

Świąteczne śniadanie, masa brudnych naczyń. Życzenia Charliego.

I piękny prezent. Nowy pamiętnik.


LIST TRZECI

Doszedł w marcu 2007r.


Akurat wtedy zaczynała się wiosenna sesja i walka o stopnie. Pamiętam ciągłe siedzenie w książkach, dążenie do ideału i niewiele czasu na rozrywki. Nawet rozmowy z Carlisle'em bywały krótkie, zwięzłe. Mój mąż rozumiał, że jestem zajęta, a nie niechętna.

Tak w ogóle, mój stan dziwił wszystkie dziewczyny na uczelni. Nie rozumiały dlaczego odebrałam sobie wolność. A ja tylko kwitowałam to tajemniczym uśmiechem i wzruszeniem ramion. One jeszcze nie odnalazły swojej ostoi. Ja już ją miałam.

Carlisle przesłał mi list, który przyszedł, na adres akademika. Powiedzmy, że się nie zdziwiłam, załóżmy tak.


Śnieg stopniał. Wiosna brutalnie odkrywa brudne tajemnice. Wszystkiego najlepszego, Allie.

Niewielka prostokątna kartka, zapisana pochyłym pismem. Znów z Oklahomy. Treść dziwna, niezrozumiała.

Jakie tajemnice? Śnieg, wiosna? Zignorowałam tamten list, Jasper w moich oczach stawał się szaleńcem.

Urodziny były romantyczne. Kolacja we dwoje, przy świecach, nastrojowo. A wszystko to w akademiku, gdzie za ścianą grała głośna, dyskotekowa muzyka.

Dziewczyny z bractwa zdziwiły się, widząc Carlisle'a. No cóż, był starszy, ale cały czas tak samo zabójczo przystojny. Gdy przywiózł mi różę na powitanie, poczułam, jak rośnie w nich zazdrość.

Pocałował mnie, trochę im na przekór. Widziałam, jak ich szczęki turlają się pod podłodze i z głośnym hukiem staczają się po schodach.

A na dłoni Carlisle'a błyszczała obrączka. On był mój.


LIST CZWARTY

Doszedł w sierpniu 2007r.


Świętowaliśmy rocznicę, ku uciesze ciała i ducha. Nie jechaliśmy nigdzie na wakacje, chyba że ponowny wypad do Oregonu można tak nazwać. Wyjazd w poszukiwaniu śladów przedmałżeńskiego szczęścia, chociaż nasz związek kwitł. Uczyliśmy się siebie nawzajem, poznawaliśmy sekrety i odkrywaliśmy nieznane lądy. Bardzo przyjemne doświadczenia…

Bella wyjechała, podobno uciekła z Jacobem Blackiem. Edward nie przejął się tym, zakochany w swojej muzyce, nutach i pianinie. Pochłonięty pasją tworzenia odciął się od świata, aż w końcu wyszedł ze skorupy. Uleczony – muzykoterapią w pojedynkę. Odnalazł tą jedyną w pełnym złaświecie. Żył z Tanyą gdzieś na drugim końcu Ameryki.

Sierpień wtedy był deszczowy. I w jeden z takich ponurych, wilgotnych dni przyszedł list.


Czy wierzysz, że mógłbym kogoś zabić? Być mordercą?

Pachnie latem, cudowna woń słońca. Kwitniesz, Allie.


Przeczytawszy list, zamarłam. Jasper, coś ty zrobił? Przemknęło mi najpierw przez myśl.

Jasper, kim ty jesteś?

List z Luizjany, data stempla zamazana. Papier zwykły, lekko zgnieciony. Ubrudzony czymś ciemnoczerwonym. Krwią?

Zmroziło mnie, wrzuciłam list do szuflady i wyszłam z pokoju. Chciałam zapomnieć.

I zapomniałam na następny rok.


LIST PIĄTY

Doszedł w grudniu 2008r.


Rosalie urodziła ślicznego chłopczyka. Nazwali go Evan. Emmett szaleje z radości. SYN!

Tak właściwie to pobrali się na święta w 2007 roku. Jeśli nie wspomniała wcześniej.
Ślub mieli huczny, wystawny, głośny. W przeciwieństwie do mojego.

Rose wyglądała jak księżniczka, idealny kwiat w rajskim zimowym ogrodzie. Błyszczała, a Emmett był tylko ozdóbką tego wielkiego dnia.

Na jej ślub przyjechała też Bella. Zmieniła się, stała się bardziej sobą. Towarzyszył jej Jacob.

Edward zniósł to wszystko z kamienną twarzą, Tanya trwała przy nim. Próbowała go uchronić, ale on i tak zaszył się w pracowni. Powstał kolejny utwór, przepełniony goryczą i bólem. Nadal mimo wszystko kochał Bellę.

Ja z Carlisle'em staliśmy gdzieś z boku. Za rękę, z uśmiechem na ustach. Obserwowaliśmy wszystko uważnie, ale nie wtrącaliśmy się. Nie takie było nasze zadanie.

Cała trójka przyjechała do nas na święta. Bardzo inspirujący okres. Carlisle był zachwycony maleńkim Evanem, zachowywał się jak zwariowany. Ja przepadłam, gdy zobaczyłam małego w ogromnych ramionach Emmetta. Wyglądał tak rozbrajająco, że aż się zaśmiałam i może wzruszyłam.

Rose jest szczęśliwa, w pełnym tego słowa znaczeniu. Mimo zadziorności charakteru, kocha dzieci. A najbardziej na świecie uwielbia Evana. Tuż po jej synku uplasował się mąż. Nie odwrotnie.


Pensylwania nie jest tak ładna jak Waszyngton. Jednak jest lepsza niż Oklahoma.


Kolejny list - zagadka. Skrawek gazety, tym razem z Pensylwanii. Dołączył do reszty w szufladzie.


LIST SZÓSTY

Doszedł w styczniu 2009r.


Któregoś razu Rose z Evanem w ramionach zapytała mnie, czy myśleliśmy o dzieciach.

Spojrzałam na nią i zauważyłam, jak macierzyństwo ją złagodziło. Stała się mniej wybuchowa i zapatrzona w swoje odbicie, a pewne nieznośne cechy charakteru po prostu zniknęły. A może je skrzętnie ukryła?

Mały miał na nią zbawienny wpływ i pozytywne cechy, co zauważył także Emmett. Stwierdził, że żona stała się ,,milsza w obyciu''. Cokolwiek by to miało oznaczać.

Wahałam się, odpowiadając na jej pytanie. W sumie zastanawiałam się nad tym, ale Carlisle nigdy nie wspominał o dzieciach.

Rose słysząc tą wiadomość, głośno westchnęła. Powiedziała, że mój mąż nigdy się nie przyzna. I że mam brać sprawę we własne ręce, bo ona wie, że w celibacie nie żyjemy.

Zarumieniłam się, to są tylko nasze intymne sprawy, ale żona Emmetta zasiała w moim umyśle ziarnko. Po reakcji mojego ukochanego na maleńkiego Evana zaczęłam poważnie o tym myśleć. Mieć własnego maluszka…


Nie wierz Quiletom. Nie mają racji. A Oklahoma wcale nie jest przyjazna. Za dużo tu czerwonoskórych. I wiedzą.


Kolejny list, z którego treści niewiele wynika. Zobaczywszy go, miałam ochotę wyrzucić bez czytania.

Coraz bardziej wbrew sobie przeczytałam i wrzuciłam tam, gdzie leżały poprzednie.

Postanowiłam przy następnej okazji wypytać Rosalie o Jaspera. Tymczasem musiałam wrócić na uczelnię i opuścić Carlisle'a. Po ostatniej rozmowie z Rose coś we mnie pękło.


LIST SIÓDMY

Doszedł w marcu 2009r.


Podczas ponurych lutowych wieczorów zaczęłam się zastanawiać, dlaczego zareagowałam na Jaspera. Przecież byłam szczęśliwa z Carlisle'em. Dlaczego w ogóle pojawił się w moim umyśle jako ktoś poważniejszy?

Wiem.

Wtedy byłam przesycona doktorem, jego nadmiar sprawił, że zaczęłam szukać wrażeń w innym miejscu. I przybył Jazz. Obudził we mnie kobietę, rozpalił zmysły i… zostawił samą, nie samotną.

Pokazał mi, w którym kierunku mam podążać. Właściwie zostawił mi wybór. Słodko - gorzki. Każdy był wyrzeczeniem.

Podjęłam decyzję, ale w tamtym czasie byłam bardzo zagubiona, ale odnalazłam siebie.

Odnalazłam swoją duszę w jego ciele, w jego oddechu, pocałunkach, dotyku.

Męczyła mnie przeszłość Jazza, więc któregoś razu zadzwoniłam do Rosalie. I prosto z mostu zapytałam.

Po drugiej stronie zapadła cisza, kilka chwil później Rose zmienionym głosem odpowiedziała, że zadzwoni jak uśpi Evana.

Czekałam.

Zadzwoniła i opowiedziała mi. Po naszej rozmowie słuchawka wypadła mi z dłoni i z głuchym jękiem uderzyła o posadzkę.


Wiem, że wiesz. Ale to nieprawda, Allie. Nie zabiłem Lei, nie ośmieliłbym się. Jednak oni mnie dopadną, oni się ośmielą.

Śpij spokojnie, Moja Słodka.


Coraz bardziej upewniałam się, że Jasper to psychopata lub tylko na takiego się kreuje. Czułam niepokój w sercu. Czułam niepokój w duszy. Jeżeli skrzywdzi moją rodzinę…

Egzaminy sesji wiosennej napisałam dobrze. Carlisle był dumny. Edward wyjechał do Europy w poszukiwaniu inspiracji. Tanyę zostawił w USA. Bella nadal była z Jacobem, daleko od Forks.


LIST ÓSMY

Doszedł w lipcu 2009r.


Zorganizowaliśmy rodzinne wakacje. Przyjechał Emmett z rodziną, Edward i Bella. Oboje bez partnerów, przygaszeni, zmęczeni życiem. Zobaczywszy siebie pojawiły się w ich oczach jakieś maleńkie iskry, które niestety szybko zagasły. Wróciły konwenanse, otarte schematy rozmów, sztywność i sztuczność. Nie umieli przełamać bariery, która wytworzyła się przez ten długi czas.

Nie lubię wtrącać się w czyjeś życie, ale nie mogłam patrzeć na te ich beznadziejne uniki. Cały czas czuli coś do siebie. Wszystko można wyczytać z oczu, jeszcze więcej z czułych spojrzeń ukrywanych pod maską.

Musiałam pomóc Belli tak, jak ona pomogła mi. Kiedyś, podczas szczerej rozmowy, Rose i jej siostra wyznały mi motyw swatania mnie z Carlisle'em. Przyznały się, że było to infantylne i egoistyczne z ich strony. Tym zdaniem udowodniły mi swoją dojrzałość.

Obydwie zmieniły się, wydoroślały i poznały smak życia. Tak jak ja, zupełnie jak ja.


Muszę zwiedzić Europę, chociaż nie mam ochoty. I tak czeka mnie podróż na Stary Kontynent.

Niezapomnianej rocznicy, Allie.


Dołączyłam go do pliku pozostałych listów. Zgubiłam się w tych wszystkich zagadkach, tajemnicach i półsłówkach.

Czułam, że Jasper chce mi coś przekazać, tylko nie może tego powiedzieć wprost… Mogłam tylko czekać na kolejne wskazówki i poskładać wszystkie te puzzle w jedną, sensowną układankę.


LIST DZIEWIĄTY

Doszedł w grudniu 2009r.


Edward zszedł się z Bellą. Po tak długim czasie odnaleźli siebie. Cieszę się z tego, ale zanim nastał happy ending Tanya zemściła się na Isabelli. Włamała się do jej mieszkania, zdemolowała je.

Pocięła rzeczy, poniszczyła sprzęty, wybiła lustro w łazience, ogarnięta szałem nie oszczędziła niczego. Przed jej ucieczką nadszedł Jacob. Związał ją i zawiadomił policję.

Tanya została umieszczona na obserwacjach w szpitalu psychiatrycznym.

Edward, słysząc to, przeraził się. Zabrał Bellę stamtąd i kazał jej wprowadzić się do siebie. Dziewczyna nie protestowała, była rozbita. Zaopiekował się nią i nadeszły jeszcze większe efekty.

Święta spędziliśmy w komplecie. Były cudowne, takie rodzinne, przesycone miłością, zapachem pierników, cynamonu i pełne śniegu, kuligów i pysznych dań. Wypełnione krzykami Evana i tupotem jego małych stópek oraz bajek opowiadanych mu na dobranoc przez Emmetta.

W tych dniach naprawdę zatęskniłam za dzieckiem i podzieliłam się swoim spostrzeżeniem z moim mężem. Spojrzał na mnie, uśmiechnął się i ucałował dłoń. Nadgarstek, zagłębienie łokcia, przedramię, bark, szyję, brodę i usta.

Skończyłam marnie, gdzieś na obrzeżach nieba. Albo piekła.


Znalazłem transport do Europy. Znaczy oni znaleźli mnie. Prawie. Nie mogę już uciekać, Allie.

Przynajmniej zwiedzę Włochy.

Dbaj o siebie, Moja Słodka. I nie wahaj się, podejmując decyzje.


Bez pieczątki, bez znaczka. Tylko z adresem, w szarej kopercie. Poczułam dreszcz na plecach, czyżby Jasper tu był? Poczułam jak żołądek zawiązuje mi się w supeł, gdy dotarła do mnie treść listu.

Jasper ucieka przed mafią. I Quiletami. I jest świadom, że go dopadną…

W tym momencie uświadomiłam sobie, że igrałam z ogniem. Jazz specjalnie zachowywał się tak, a nie inaczej. Chciał mnie ochronić, zwłaszcza przed samym sobą. A raczej przed cieniem przeszłości…

Poczułam ból serca.

Jazz nie był wariatem, był ofiarą swoich własnych czynów. I wiedział, że kiedyś przyjdzie mu za nie zapłacić.

Rozpłakałam się, bezsilna jak kiedyś. Powoli zaczynałam rozumieć całą tę skomplikowaną grę.


LIST DZIESIĄTY

Doszedł w marcu 2010r.


Na początku lutego dowiedziałam się o ciąży. O własnej ciąży oczywiście.

To zapewne zasługa magicznych świąt Bożego Narodzenia i co tu ukrywać, naszych ciał. Cud narodzin dotarł także do nas i szczodrze obdarował.

Już w styczniu czułam, że coś jest nie tak, inaczej niż zwykle. Nie wpadłabym na to, gdyby nie przypadkowe omdlenie na zajęciach. Lekarz z uczelni zbadał mnie i widząc moją obrączkę, uśmiechnął się.

Jest pani w ciąży. Zaniemówiłam z wrażenia, przez kwadrans nie umiałam otrząsnąć się z szoku.

Spakowałam torbę podróżną i wsiadłam w pociąg. Musiałam jak najszybciej dotrzeć do Forks!

Carlisle był w domu, odsypiał dyżur. Wpadłam do środka i jak oszalała pobiegłam do sypialni. Spał jak dziecko, rozrzucony na łóżku. Podeszłam do niego i potrząsnęłam jego ramię. Otworzył oczy i mrugnął z niedowierzaniem.

Alice?

Skinęłam głową i pocałowałam go gwałtownie. Zdziwił się. Chwilę później odsunęłam się od niego i przysiadłam na krawędzi łóżka. Przyłożyłam jego dłoń do mojego brzucha i rozpłakałam się jak bóbr.

Carlisle przytulił mnie i szepnął dziękuję.


Byłem zwiedzić ostatni raz Forks. Pożegnałem się z Waszyngtonem. Jestem gotów na podróż.

Dbaj o siebie, Allie.


Jasper był w Forks, kiedy ja siedziałam na uniwersytecie. Poczułam żal, lekkie rozgoryczenie – przecież mogłam go spotkać… Ale nie spotkałam i może to nawet lepiej.

Westchnęłam i spojrzałam na kalendarz. Cztery miesiące i ukończę studia. Sześć miesięcy i zostanę matką.

Rosalie dowiedziawszy się o moim odmiennym stanie, pierwszy raz w życiu spontanicznie mnie przytuliła.

Powiedziała, że spodoba mi się bycie matką. Przytaknęłam, tak bardzo pragnęłam mieć dzieci.

I wszystko we mnie mówiło, że jestem gotowa. Nadeszła idealna chwila i stało się. Święta to cudowny czas – kolejne spędzimy już w trójkę – ja, Carlisle i nowonarodzone maleństwo.

Pojechaliśmy razem poinformować Charlie'go, wzruszył się. Objął mnie ojcowskim gestem i nieśmiało dodał, że jest ze mnie dumny. Zapytał się, czy będzie mógł traktować nasze dziecko jak własnego wnuka.

Po tych słowach to ja się kolejny raz rozkleiłam. Ostatnimi czasy bywałam bardzo drażliwa i wrażliwa. Co mu mogłam odpowiedzieć?


LIST JEDENASTY

Doszedł w lipcu 2010r.


Skończyłam studia z wyróżnieniem. Spakowałam rzeczy z akademika, który był moim mieszkaniem przez cztery lata i w końcu wróciłam do domu. Carlisle przyjechał po mnie samochodem, bał się puścić mnie samą pociągiem. Poza tym nie mogłam nosić żadnych bagaży w jego opinii.

W ogóle według niego nie mogłam się ruszać, przemęczać, wysilać, nawet spacer po Forks niedługo byłby zakazany. Był stanowczo za opiekuńczy, na co nie omieszkałam poskarżyć się Rosalie.

Skwitowała to pytaniem: ,,Dziwisz się?'' I dodała, że noszę jego dziecko, a on jest lekarzem, więc tym bardziej się przejmuje. Westchnęłam i objęłam brzuch.

Na początku lipca, gdy znów zadomowiłam się w Forks, pojechaliśmy na USG. Carlisle zachowywał się dziwnie, nienaturalnie zdenerwowany. Chyba przeżywał to bardziej niż ja…

Okazało się, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Dziecko rozwija się wspaniale, prawidłowo przybiera na wadze i póki co, nic złego się nie dzieje.

Lekarz zapytał się czy chcemy poznać płeć dziecka, a my spojrzeliśmy na siebie.

Chcemy?

Carlisle skinął głową, ja także potwierdziłam. Pragnęliśmy przygotować odpowiednio pokój, a ta informacja mogła ułatwić nam wiele decyzji.

Doktor przejechał ultrasonografem i uśmiechnął się.

Dziewczynka.


Quileci mnie dopadli, ale udało mi się uciec.

Włochy są piękne. Szkoda, że ich nie poznam.

Gratuluję, Allie. Będziesz dobrą matką.


Pieczątka z Europy.

Schowałam go do szuflady, do pozostałych.

Wiedziałam, że Jazz ma małe szanse na przeżycie. I dlatego bolało mnie serce.

Jednak nie mogłam popaść w depresję, nie wtedy. Zaczynał się nowy etap w moim życiu, a wspomnienia nie mogły mi w nim przeszkodzić.

Jazz był przeszłością.

Maleńka istotka w brzuchu przyszłością.


LIST DWUNASTY


Carlie Cullen przyszła na świat dwunastego sierpnia 2010r. Moja córeczka była ślicznym, zdrowym dzieckiem o brązowawych włoskach.

Carlisle zobaczywszy ją, wzruszył się. Wziął córkę w ramiona i wtedy poczułam, jak mój środek ulega roztopieniu. Wyglądał z nią tak uroczo, że mimo wyczerpania po porodzie, uśmiechnęłam się.

Później było tylko lepiej. Nie myślałam, że zostanie takim troskliwym tatusiem – wstawał do niej w nocy, dzielnie zmieniał pieluszki i zajmował się nią, by mnie odciążyć. Idealny facet.

Carlie rosła w oczach, z dnia na dzień stawała się coraz piękniejsza i coraz bardziej urocza. Doskonała kalka nas obojga – trochę po tacie, trochę po mamie.

Małą zachwyciła się też Bella, od niedawna narzeczona Edwarda. Powoli, powolutku, stawiali kroki w celu odbudowania relacji.

Isabella bawiła się z nią, zupełnie jak dziecko. Czasami do Carlie dosiadał się Emmett i wtedy powstawał istny cyrk. I tylko słychać było narzekania Evana, że ,,tata woli to małe coś!''.

Charlie, zupełnie jak Carlisle, oddał serce małej. Tak, jak to robią dziadkowie, rozpieszczał ją do granic możliwości, aż mój mąż musiał przywołać go do porządku.

Carlie wyzwoliła strumień nowej, pozytywnej energii w całej rodzinie. Tak, jak to wcześniej uczyniło pojawienie się Evana. Wszyscy ją kochali, ale w moim sercu miała specjalne miejsce.

Ona była moja, powstała z mojej krwi, wyszła z mojego ciała i to mnie pierwszą zobaczyła.

No dobrze, była moja i Carlisle'a.

Mijały miesiące, aż niespodziewanie minął prawie rok. Pod koniec lipca Carlie miała jedenaście miesięcy, więc postanowiliśmy wybrać się na wakacje.

Jednak ja nie dotarłam. Dostałam wtedy ostatni, dwunasty list. Jego autorem nie był Jasper.


Szanowna pani Alice Cullen,

Została Pani uwzględniona w testamencie pana Jaspera Hale'a. Prosiłabym o kontakt.

Adwokat

Angela Weber

Houston


LIST TRZYNASTY

List dołączony do Ostatniej Woli.


Pani adwokat tak do końca nie wie, kiedy Jazz zginął. Dostała tylko informację od włoskiej policji, że zidentyfikowano jego ciało. I wystawiono akt zgonu na datę odnalezienia.

Zgodnie z tym odnalazła jego testament i poinformowała spadkobierców. Właściwie jedynym spadkobiercą byłam ja. Nie wiem, czy jakoś mnie to zdziwiło.

Jasper ustanowił go w sierpniu 2006 roku, co by oznaczało, że tuż po moim ślubie z Carlisle'em.

Poczułam dreszcz, gdy pani adwokat wyjęła grubą, szarą kopertę.

- To list dla Pani, zostawiony od zmarłego. – Uśmiechnęła się smutno, a ja drżącymi dłońmi wzięłam go. – Zostawię Panią na jakiś czas samą. Będę obok.

Wzięłam i rozdarłam papier. W środku leżało coś zgniecionego w kolorze do złudzenia przypominającym biały.

Poczułam, jak moje serce wali. Wyjęłam to coś, co okazało się być…

Moim zaginionym welonem ślubnym.

Krew odpłynęła mi z twarzy, na moment straciłam oddech.

Jasper…

Na welonie spisany był ostatni trzynasty list. Zaczęłam go czytać.


Droga Alice,

Moja Ukochana.

Najpierw muszę Cię za wszystko przeprosić. Bez wyjątku.

Przepraszam za moje nastroje, za mój charakter i za to, jak z Tobą pogrywałem. Musisz mnie zrozumieć – nie miałem wyjścia. Ostatnie, co mogłaś zrobić, to się we mnie zakochać. Wszelkimi sposobami próbowałem odwieść Cię od tego, jednocześnie sam przepadając coraz bardziej.

Tak, Allie, kochałem Cię. Kocham i będę kochał.

Nie, nie zabiłem Lei. Zostałem w to wplątany dawno, dawno temu. Leę zabiła mafia, ta, która teraz czyha na mnie.

Czyhała, bo skoro czytasz ten list, znaczy, że już mnie nie ma.

Chciałem Ci oddać całego siebie, ale nie mogłem. Nie śmiałem narazić Ciebie na niebezpieczeństwo, byłaś mi nadto droga. Nigdy wcześniej nie spotkałem kogoś takiego jak Ty.

Mam nadzieję, że dobrze Ci się wiedzie z Carlisle'em, to był trafny wybór. Przekonasz się o tym, jeśli tego już nie jesteś świadoma?

I może już masz swoją upragnioną dziecinkę?

Dobrze, że nie pobiegłaś za mną, bo na pewno złamałbym się, zmienił swoje zdanie. I co za tym idzie – skazał na śmierć. Już wtedy Volturi bacznie mnie obserwowało, lecz Ty żyłaś w nieświadomości tak, jak pragnąłem.

Dziękuję Ci, za te wszystkie piękne chwile, słodkie pocałunki i dotyk. Nawet sobie nie zdajesz sprawy, ile one teraz dla mnie znaczą. One będą mnie trzymać przy życiu i z Twoim imieniem na ustach odejdę z tego świata.

Alice, Ukochana. Dostajesz po mnie wszystko, co zgromadziłem w swoim nędznym życiu. Nie jest tego dużo, więc zrób z tym, co uważasz za stosowne. Mam tylko jedyną prośbę – srebrną obrączkę kazałem przetopić na niewielką łezkę. Podaruj ten wisiorek swojej córce. Wtedy będę żywy także dzięki niej.

Jeżeli jednak stwierdzisz, że nawet na to nie zasługuję, oddaj naszyjnik na cele charytatywne.

Przepraszam, że ukradłem Ci welon. I przepraszam, że go pociąłem. Odcięty fragment trzymam tuż przy sercu...

I będzie tam, aż do śmierci.

Pamiętaj, że Cię kocham. Pamiętaj, że teraz jesteś Carlisle'a, ale w każdym innym pokoleniu będziesz moja.

Obiecuję.

Twój na zawsze, Jasper.


Siedziałam nad listem i płakałam, pod opuszkami palców czułam delikatność koronki. Przypomniał mi się tamten dzień sprzed pięciu laty… Tamta sytuacja, tamte uczucia, tamte myśli…

Co bym postanowiła, wiedząc, że mnie kocha?

Nie wiem.

I nie chcę wiedzieć.

Życie toczy się dalej, a ja mam zamiar iść przed siebie. Ramię w ramię z Carlisle'em i małą Carlie na rękach.

A Jasper?

On znalazł już swoje miejsce w moim świecie. Na zawsze pozostanie w moim sercu, na zawsze mój.

KONIEC