Shit just get real. Czujcie się ostrzeżeni.


Część trzecia

dać dziecku pistolet aka dobre strony szkolnych łazienek

/

Tom był na skraju wybuchu. Czuł się jak chodząca na dwóch nogach bomba zegarowa, od której zgubił się licznik. Był rozwścieczony i rozżalony, ale przede wszystkim przerażony tym, co zrobił i tym, jakie będą tego konsekwencje. Sypianie z własnym uczniem było niedopuszczalne, niemoralne i niesamowicie przyjemne, ale Hiddleston nie powinien myśleć o tym w ten sposób.

Przestępstwa dokonano i teraz trzeba ukryć, zatrzeć i zniszczyć wszelkie dowody. Bez względu na to, jak bolesny będzie to proces.

Tom wyglądał jakby ktoś kazał mu połknąć kij od miotły; sztywny, wyprostowany, z napiętymi mięśniami i zaciśniętymi w pięści dłońmi, szedł przez korytarz szkolny. Tylko siłą woli powstrzymywał się od biegu, od dogonienia Chrisa i wyładowania na nim wszystkich złych emocji. W obecności uczniów i grona pedagogicznego. Tymczasem Chris okazał się niezgorszym aktorem.

Zaraz po wyjściu z klasy Hemsworth przyłączył się do swoich przyjaciół z drużyny futbolowej i zaczął zachowywać się tak, jakby zupełnie nic się nie stało. Tom nie wiedział dlaczego, ale samo patrzenie na śmiejącego się Chrisa wywoływało w nim złość. Jak mógł czuć się swobodnie w takiej chwili? Czy te wszystkie problemy, jakie na nich spadną nic dla niego nie znaczyły? Hiddleston dziękował bogom, kiedy wreszcie Chris odłączył się od reszty chłopaków i wszedł do męskiej toalety.

Szkolny kibel nie był, co prawda wymarzonym miejscem na poważną rozmowę dwóch kochanków, ale za to jako tło dla rozwścieczonych wrzasków i niemalże-rękoczynów nadawał się idealnie. Tom podążył za swoim Thorem ledwo potrafiąc się opanować. Kiedy tylko drzwi do łazienki zamknęły się za nim Hiddleston odnalazł wzrokiem swój cel.

Chris był jak mysz zapędzona do kąta przez kota. Opierał się o środkową umywalkę, a kiedy tylko zauważył swojego kochanka, odwrócił się twarzą do niego i cofnął o kilka kroków. Tom wyglądał jak uosobienie furii w garniturze i Chris podświadomie czuł, że bitwy, która za chwilę się rozpocznie, nie wygra.

– Ty… – Zaczął, syczącym, pełnym napięcia i emocji głosem Tom. Zbliżył się do Chrisa tylko o kilka kroków. – Ty! Jak mogłeś mnie tak…

Hiddleston zaciął się w połowie. Co chciał powiedzieć? Że niby to Chris wykorzystał jego? Nikt nie uwierzy w takie zeznanie, w końcu to Tom był starszy. I był nauczycielem. Na bogów, na pewno oskarżą go o pedofilię. Łazienka nagle wydała mu się o wiele za mała a białe kafelki zaczęły niebezpiecznie przypominać te w zakładach psychiatrycznych.

– Koniec. To jest definitywny koniec, Hemsworth. Nie będzie żadnego spotkania w Wesołym Knucie ani nigdzie indziej. – Tom trząsł się od tłumionego gniewu bardziej niż chciał to przyznać. Nie szukał kontaktu wzrokowego z Chrisem, właściwie nawet na niego nie patrzył.

– Dlaczego? – Chris wyglądał i brzmiał jak zbity szczeniak. – Przecież w niedzielę…

Tom miał ochotę wyć do księżyca. Czy naprawdę w sobotni wieczór Chris był aż tak głupi a on po prostu tego nie zauważył? (To na pewno przez alkohol.)

– Jak to, „dlaczego"!? – Bomba w końcu wybuchła. – Bo jestem nauczycielem a ty uczniem, idioto! To się nie może udać! To nie miało prawa się wydarzyć i najlepiej będzie, jeśli oboje o tym zapomnimy, natychmiast!

– Nie chcę o tym zapominać! – Chris nieświadomie podniósł głos, ale szybko zorientował się w swoim błędzie.

– Musisz! Nie obchodzi mnie jak to zrobisz, masz zapomnieć! Poprzedni weekend nie istniał, nigdy go nie było! Nie znasz mnie, ani ja nie znam ciebie i wcale się nie uprawialiśmy dzikiego seksu – ciągnął dalej Tom, krzycząc coraz głośniej, aż w końcu zapowietrzył się i zamilkł.

Cisza, która zapanowała w łazience wwiercała się w uszy. Chris mógł niemalże gołym okiem dostrzec przepaść, która nagle utworzyła się między nim a Tomem.

– Kiedy ja cię kocham – powiedział pełnym żałości głosem Hemsworth.

– Nie bądź głupi – warknął w odpowiedzi Tom. – To wszystko będzie i tak moją winą. Jestem nauczycielem i nigdy nie powinienem był zapraszać cię do mojego domu. Zauroczyłeś się i wmawiasz sobie, że kochasz swojego anglistę. Ale to jest koniec, Hemsworth. Koniec. Pójdziesz napić się z przyjaciółmi, wyrwiesz jakąś dziewczynę w twoim wieku i zapomnisz.

Tom spojrzał w lustro, byle tylko nie patrzeć w tym momencie na Chrisa. Zobaczył więc siebie, bladego, z trzęsącym się podbródkiem i zaczerwienionymi, szklącymi się oczami. Ten widok na moment odebrał mu mowę. Czy to była wściekłość, czy rozpacz?

– To nie jest twoja wina! To ja do ciebie zagadałem i przeze mnie się upiliśmy i… – Chris zaczął żywo gestykulować. W tej chwili zrobiłby wszystko, żeby znów pocałować Toma i znów móc rozkoszować się jego delikatnym ciałem.

– Skończ z tym! – Krzyknął Tom. Gniew na nowo zaczął rodzić się w jego piersi i nic nie mogło już tego powstrzymać. – Jesteś tylko głupim szczylem, gówniarzem, który nie ma bladego pojęcia o życiu. To ja owinąłem sobie ciebie dookoła palca tylko dlatego, że się nudziłem. Chciałem cię mieć i miałem. Teraz to już przeszłość.

Chris spoglądał na Toma niedowierzającym wzrokiem i Hiddleston musiał zebrać się w sobie, by zrobić to, co należało. Nawet, jeśli potem do końca życia będzie czuł się jak ktoś, kto kopał szczeniaczki.

– To był jednonocny wyskok Hemsworth – kontynuował Tom, tak samo wściekłym głosem. – Niczego do ciebie nie czuję, nie pamiętam nawet jak masz na imię. A co najważniejsze, nie zamierzam przez kogoś takiego jak ty tracić swojej ciepłej posadki. Rozumiemy się?

Chris wyglądał tak, jakby właśnie dostał czymś ciężkim w brzuch i Tom nagle poczuł się jeszcze bardziej winny. Mimo tego postanowił dalej grać. Byłoby źle, gdyby w kolejnym wydaniu gazety miejskiej na główniej stronie pojawił się nagłówek: „Nauczyciel z Luizjany pedofilem!"

Hiddleston odetchnął głęboko, podszedł do Chrisa i spojrzał mu prosto w oczy i tylko bogowie wiedzą, jak dużo samokontroli kosztowało go utrzymanie tego pozornego spokoju.

– Rozumiemy się? – Powtórzył, oczekując twierdzącej odpowiedzi. – Od tego momentu jestem tylko nauczycielem angielskiego a ty tylko uczniem. Nic nas nigdy nie łączyło, nie łączy i nie będzie łączyć.

– Tak. – Chris nie zdawał sobie sprawy jak zaciśnięte jest jego gardło. Za to był boleśnie świadom tego, że jego marzenia razem z sercem i uczuciami zostały spłukane w szkolnym kiblu i płyną właśnie rurociągami.

Tom wypuścił powietrze z płuc i pozwolił ramionom opaść. Nerwy nadal utrzymywały jego organizm w bardzo nieprzyjemnym stanie, ale w tej chwili nie mógł nic z tym zrobić. Prawdopodobnie nie będzie w stanie zrelaksować się do końca tego miesiąca, ale przynajmniej kwestię z Chrisem miał już wyjaśnioną. Zapomną o sobie i wszystko będzie w porządku.

– W takim razie – zaczął beznamiętnie Hiddleston. – Do widzenia.

– Zaczekaj. – Tom zatrzymał się w połowie drogi do drzwi i odwrócił się, zaniepokojony. – Jeśli nikt się o nas nie dowie, jeśli będziemy się widywać w sekrecie…

– Nie! Nie, nie, nie. – Tom pokręcił głową i zmarszczył brwi. – Jesteś zbyt beznadziejny w łóżku, żeby ryzykować tak dużo.

Chris skrzywił się i Tom po raz pierwszy zobaczył w jego oczach rozdrażnienie. Przez moment wydawało mu się, że to nie światło łazienkowej żarówki odbija się w jego spojrzeniu, tylko prawdziwa, gwałtowna burza, pełna piorunów. Wrażenie minęło tak nagle, jak się pojawiło i Tom uświadomił sobie, że zbyt długo patrzył na Chrisa.

– Jesteś paskudnym kłamcą, Tom – zaczął Hemsworth, również dając się ponieść emocjom. – Rozumiem, że jesteś przerażony tym wszystkim, ale hej! Dogadywaliśmy się świetnie w ten weekend i nawet mamy wspólne hobby i w ogóle! Dlaczego chcesz nas tak od razu skreślać, co?

– Ponieważ tego oczekuje społeczeństwo! – Tom nie wiedział skąd taki argument przyszedł mu na myśl ani tym bardziej, dlaczego go wykrzyczał. Miał przecież grać poważnego.

– Zawsze robisz to, czego oczekuje społeczeństwo? – Chris spojrzał na niego uważnie a potem zrozumiał. – Czyli, że nikt nie wie, że jesteś gejem, tak?

Tom poczuł jak blednie jeszcze bardziej. Nie chciał dyskutować na ten temat, nie chciał, żeby ten temat w ogóle się pojawił.

– I lepiej, żeby nikt się nie dowiedział – uciął ostro Tom.

– Jesteś tchórzem – w głosie Chrisa pojawiło się niedowierzanie i nutka rozbawienia a przynajmniej tak odebrał to Hiddleston i to rozwścieczyło go jeszcze bardziej.

– Przynajmniej dobrze prosperującym tchórzem – sarknął Tom w odpowiedzi, mrużąc oczy jak prawdziwy drapieżnik. Przez moment Chris miał wrażenie, że zaraz oboje rzucą się sobie do gardeł. Gniew, wściekłość i niechęć, jaka skumulowała się pomiędzy nimi była silniejsza nawet od namiętności sobotniego wieczoru. Hemsworth był tym wszystkim przerażony, ale wiedział, że w pełni odczuje to wszystko dopiero, kiedy wróci do domu.

Chris prychnął, chociaż właściwie mógłby po prostu pozwolić swojemu angliście wyjść, ale poddawanie się nie leżało w jego naturze. Tak samo Tom nie zamierzał oddawać nikomu ostatniego zdania w tej kwestii.

– Masz coś jeszcze do dodania, Hemsworth? Czy może powinienem zawiadomić policję o tym, że w Wesołym Knucie sprzedają alkohol nieletnim? – Hiddleston wiedział, że to cios poniżej pasa, ale nikt nigdy nie mówił, że musi grać fair, prawda?

Tom z uśmiechem spoglądał w gniewne oczy Chrisa. Nie musiał się wysilać, żeby dla Hemswortha wyglądać na podstępnego, kłamliwego człowieka, który wykorzystuje innych dla własnych potrzeb a potem porzuca bez oglądania się za siebie. Chris długo na niego spoglądał a Tom mówił i mówił, sarkastycznie, bezdusznie i okrutnie. Zamilkł dopiero wtedy, kiedy uznał, że Hemsworth dostatecznie uwierzył w jego wersję przypadków.

Wersję, która zakładała, że to Chris został w podstępny sposób uwiedziony, wykorzystany a teraz, właśnie w tej chwili, musi pogodzić się z byciem porzuconym.

– Trzymaj gębę na kłódkę, Hemsworth i więcej nie wchodźmy sobie w drogę – dodał na końcu Tom, uśmiechając się oślizgle. Ręce przestały mu się trząść już jakąś chwilę temu i teraz wyglądał jak uosobienie niechcianych, nielubianych cech.

– Niech ci będzie, Tom – szepnął Chris cały czas bijąc się z myślami. Słowa Hiddlestona wyrywały w jego uczuciach ogromne dziury, które promieniowały tępym bólem rozchodzącym się powoli po całej jego klatce piersiowej. Chris czuł jak zaczyna boleć go gardło i miał wrażenie, że jeszcze chwila a będzie miał również problemy z oddychaniem. Chciał się jak najszybciej wydostać ze szkolnej łazienki, pobiec do domu i… Chris sam nie wiedział, co zrobi. Płakanie w poduszkę i jedzenie lodów było zbyt babskie i zostawiłoby dodatkową rysę na jego męskiej dumie.

– Panie profesorze – poprawił bezlitośnie Tom, po czym już ostatecznie odwrócił się w stronę drzwi i wyszedł na korytarz.

Chris ze świstem wypuścił powietrze. Musiał podtrzymać się umywalki, żeby ustać na nogach. To było… Gorsze niż wizyta w szpitalu po jego pierwszym meczu futbolowym. Wtedy bolało go tylko złamane żebro i wybity bark, w tej chwili czuł jak wszystko, co składa się na jego jestestwo promieniuje kłującym, nieprzyjemnym uczuciem.

– Szlag! – Warknął przez zaciśnięte zęby. Jeszcze przez chwilę próbował stłumić swoje emocje. Poddał się jednak i zaklął jeszcze raz, dużo głośniej, a potem wybiegł z toalety, trzaskając drzwiami tak mocno, że niemal wypadły z zawiasów.

W szkolnej łazience na nowo zapanowała niczym niezmącona cisza. Dopiero po jakiejś minucie z jednej z kabin dobiegł głos spuszczanej wody i w następnej chwili wyszedł z niej Mark. Bardzo blady i zdezorientowany.

/

Mark nie miał pojęcia, co powinien o tym wszystkim myśleć. Dlatego też wyjście z łazienki zajęło mu kolejne piętnaście minut. Wiedział, że powinien już wracać do domu, bo przecież ktoś musi ugotować obiad i posprzątać po ojcu. Mimo tego, nadal tkwił w szkolnym kiblu i myślał.

Jakim cudem coś takiego mogło się zdarzyć w South End?

Mark pamiętał ze swoich poprzednich szkół, że owszem, tak, takie rzeczy czasami po prostu się działy. Ale tutaj? W tej spokojnej, małej mieścinie? Ruffalo skrzywił się; nigdy nie lubił angielskiego, a teraz nowy nauczyciel przynosi ze sobą nowe kłopoty. I Mark naprawdę nie chciał być w to wszystko wplątany.

Postanowił, że na razie nikomu niczego nie powie. Że będzie udawał, jakby nigdy nie był świadkiem kłótni dwóch kochanków.

Dopiero, kiedy wychodził ze szkoły w do jego głowy wpadła szalona myśl. A co, jeśli będzie w stanie szantażować Chrisa Hemswortha? Swojego największego wroga. Chłopaka, osiłka, którego banda uprzykrzała mu życie odkąd tylko sprowadził się do South End.

Mark poczuł jak los uśmiecha się do niego życzliwie, podając mu naładowany śmiercionośnymi kulami pistolet. Może jednak ten rok nie będzie taki okropny jak zdawało mu się jeszcze kilka godzin temu?

/

– Co tak długo? – Zapytał Evans, kiedy tylko Chris wyszedł z budynku szkoły. – Smulders cię na czymś przyłapała?

Czekali na niego. On i Jeremy, równie zmartwieni, co zaciekawieni. Po raz pierwszy odkąd się znali, a to bardzo, bardzo długi czas, Chris w pierwszy dzień szkoły został w budynku dłużej niż przewidywały to jego uczniowskie obowiązki.

– Nie – mruknął Renner, nie dając Thorowi nawet cienia szansy na wyjaśnienia. – To nie to. To jakiś sercowy problem, widać jak na dłoni.

Hemsworth spojrzał na Jeremy'ego nieprzyjemnym wzrokiem i po chwili wpatrywania się w niego, prychnął z pogardą i zdenerwowaniem. Wiedział, że nie może im powiedzieć. Kochał Toma i nie chciał wpakować go przypadkiem w kłopoty. To na pewno nie pomogłoby w odbudowywaniu ich wzajemnych relacji.

– Ej – żachnął się Jeremy. – Nie na darmo nazywam się Hawkeye, nie?

– Niech ci będzie. To problem sercowy, ale nie powiem ci, kogo dotyczy – powiedział ostro Chris. Gniew powoli w nim dogorywał, ale jego dłonie nadal były nerwowo zaciśnięte. Miał ochotę komuś przywalić i nie mógł tej myśli wypędzić z głowy. Tak samo jak tysiąca innych, dotyczących Toma.

Jeremy zmarszczył brwi i już, już chciał drążyć temat, kiedy przerwał mu Kapitan Junior.

– Jestem pewien, że znajdziesz jakiś sposób, żeby nam o tym powiedzieć tak, by niczego ważnego nie zdradzić – zaczął i uśmiechnął się przyjaźnie chcąc jakoś rozluźnić atmosferę. – Ale najpierw panowie, trzeba napełnić brzuchy.

– Do Jack'a? – Zasugerował Jeremy. Na tą chwilę musiał odłożyć swoją ciekawość na bok. Był pewien, że kiedy usłyszy cały problem będzie mógł łatwo domyślić się, o jaką dziewczynę chodzi Thorowi.

/

– Więc? Kto sprawił, że się tak chmurzysz? – Evans spojrzał na swojego imiennika z wyczekiwaniem, ale Chris wpakował sobie do ust prawie połowę hamburgera.

Jeremy parsknął cichym śmiechem i pokręcił głową. Spodziewał się, że właśnie tak będzie. Siedzieli w barze szybkiej obsługi, w jednym z bardziej oddalonych stolików i kończyli właśnie zapełniać żołądki niezdrowym żarciem. Chris i Chris byli naprzeciwko niego, oboje w pewnym stopniu zawstydzeni. Thor dlatego, że właśnie miał mówić o tym, jak dostał kosza. Kapitan dlatego, że nigdy jeszcze nie był w żadnym związku i pomimo swojej nieposkromionej ciekawości nadal niezmiernie go to krępowało. Co oczywiście Renner wykorzystywał dla własnej rozrywki.

– Daruj sobie, Kapitanie Juniorku. Właśnie zjada trzeciego hamburgera. Nie sądzę, żeby odważył się opowiedzieć nam, co się stało – zaczął Jeremy, uśmiechając się przy tym z rozbawieniem.

– To jest cios poniżej pasa – burknął z pełnymi ustami Hemsworth. Kiedy przełknął, odetchnął głęboko i spojrzał uważnie na Rennera.

– Jest taka osoba – zaczął wreszcie, nieco nieskładnie i nieśmiało. – Spotkaliśmy się w Wesołym Knucie… I cholera, Hawk, dałbym sobie rękę uciąć, że ta miłość jest odwzajemniana! Jesteśmy jak bliźniacze dusze. Z nikim jeszcze nie dogadywałem się tak dobrze i w ogóle.

– Stary, wpadłeś po uszy – wciął się Jeremy, ale zaraz potem został skarcony ostrym spojrzeniem Hemswortha.

– Poszliśmy do nie- do niej.

– Do jej domu?! – Tym razem przerwał Steve. Jego uszy były już całe czerwone i Jeremy nie umiał powstrzymać śmiechu.

– Zaliczyłeś ją? – Zapytał, posyłając oczko Thorowi.

– Zaliczyłem. – Chris uśmiechnął się bardzo szeroko, z satysfakcją i ego, które właśnie osiągało niesamowite rozmiary. Renner zagwizdał z podziwem i udał, że ściąga kapelusz w uznaniu dla swojego przyjaciela.

– Jak było? – Dociekał dalej Hawkeye, głównie po to, by jeszcze bardziej zawstydzić Kapitana Juniora. I dlatego, że takich ciekawostek zawsze słuchało się z zapałem.

– Było… – Chris zaciął się, a jego policzki zaczerwieniły się tak mocno, jak te Steve'a. – Było niesamowicie.

– Oh – bąknął Evans i kiedy spojrzenia kumpli powędrowały w jego stronę zmieszał się jeszcze bardziej. – Znaczy… No. B-bo. Ugh! Jesteście okropni, wiecie?

– Też cię kochamy – odpowiedział ze śmiechem Renner. Czuł, że jeśli dalej będą wypytywać o szczegóły niesamowitej nocy z lubą Thora, nigdy nie dowiedzą się, w czym tak naprawdę leży problem.

– Przejdźmy do rzeczy – naprostował Hawkeye. – W czym jest problem? Skoro się kochacie i dogadujecie to, co? Jej ojciec cię nie lubi?

Chris zmarniał, pokręcił głową niemal do złudzenia przypominając zbitego psa. Jeremy westchnął ciężko.

– To nie tak, nie poznałem jeszcze jej ojca – burknął Hemsworth. – Dzisiaj okazało się, że jednak nie możemy się umawiać, bo… społeczeństwo oczekuje czegoś innego. Była niezła awantura.

Chris uśmiechnął się nerwowo, z sapnięciem, a zaraz potem przeczesał włosy. Czuł się tak okropnie paskudnie jak jeszcze nigdy w swoim życiu. Czuł, jakby cały ten ból umiejscowił się w jego klatce piersiowej i już nigdy nie miał zniknąć.

– Dramatyzujesz – zbagatelizował Jeremy. Kumple spojrzeli na niego zaskoczeni.

– Jak możesz tak mówić? – Syknął cicho Evans.

– Laski tak mają – ciągnął niczym niezrażony Renner. – Próbuję poprosić o chodzenie Nataszę, a ona co chwile zmienia zdanie. Raz się ze mną umawia, następnego dnia dostaję po pysku, bo zapomniałem, że ona przecież nie lubi zielonego koloru, a zaraz potem znów jej przechodzi i idziemy razem do kina.

Hemsworth nie czuł się tym ani odrobinę pocieszony, natomiast Steve był w tej chwili jak gąbka, chłonął wszelkie nowe informacje o dziewczynach.

– Powiem ci, co powinieneś zrobić. – Hawkeye uśmiechnął się niczym zawodowa swatka. – Powinieneś dowiedzieć się, czego ona chce i jej to dać.

– Niby jak mam się tego dowiedzieć? – Mimo swoich wątpliwości, Chris nadstawił uszu. Każda szansa na odzyskanie Toma była warta wykorzystania.

– Nie wiem no… Przecież ona na pewno ma jakieś swoje przyjaciółki, nie? Laski zawsze chodzą stadami, musisz tylko znaleźć jej stado. Potem wypatrzysz tą najsłabszą…

– Jak wypatrzyć tą najsłabszą? – Tym razem pytanie zadał Kapitan i Jeremy nie mógł nie wywrócić oczami.

– Najsłabsza to ta, która ciągle na ciebie patrzy i wygląda, jakby miała kisiel w gaciach na sam twój widok. Jak do takiej podejdziesz, to powie ci wszystko, czego chcesz.

Evans w pierwszej chwili nie zrozumiał o co chodzi, ale kiedy słowa Hawkeye w pełni do niego dotarły, z wrażenia i zawstydzenia niemal spadł ze swojego miejsca. Niewinność Steve'a w pewien sposób poprawiła Hemsworthowi humor, bo już po chwili śmiał się razem z Rennerem.

– Okej. Więc mówisz, że najpierw mam wybadać teren, tak? – Upewnił się Chris.

– Dokładnie. A kiedy już się dowiesz, czego dokładnie chce ta twoja bratnia dusza, wtedy jej to dasz. I gwarantuje ci, nie zapomnisz kolejnej nocy.

/

Zabudowania powoli się przerzedzały. Im dłużej Tom szedł przed siebie tym mniejsze miał pojęcie o tym, gdzie w ogóle idzie. Wybiegł ze szkoły i nie patrzył, czy skręca w dobrą drogę czy złą. Był zbyt nabuzowany emocjami by pamiętać, czy powinien na skrzyżowaniu iść prosto, czy w lewo.

Właśnie, dlatego od godziny chodził po South End. Kto by się spodziewał, że to miasto będzie takie duże? Tom zagubił się kompletnie w malutkich uliczkach, a kiedy wreszcie dotarł do większej drogi, zaczęły pojawiać się pola, a potem, na horyzoncie, również las.

Hiddleston był bliski płaczu, kiedy asfaltowa droga zmieniła się w polną. Przeszedł dobre pięć kilometrów i nie miał bladego pojęcia czy da radę wrócić do domu o własnych siłach. Nie miał też do kogo zadzwonić. Nie miał numeru do Clarka, a proszenie o pomoc w takiej sytuacji samego Dyrektora nie wchodziło w grę. Tom nie chciał widzieć Jacksona bez wyraźnej potrzeby. Sam fakt, że właśnie został wplątany – przez własną głupotę – w związek z uczniem tej szkoły sprawiał, że Hiddleston miał ochotę unikać każdego jej pracownika niczym ognia.

Bo co, jeśli się dowiedzą?

Tom poczuł wibracje w kieszeni i sięgnął po komórkę.

„Jak poszło w szkole? Mam nadzieję, że nie zaspałeś słonko :D"

Mimowolnie Tom uśmiechnął się na wiadomość od Sygin. Poczuł nagle jak bardzo chciałby znaleźć się z powrotem w Luizjanie. Z powrotem w swoim małym domu niedaleko centrum, gdzie nikt nie zwracał na niego uwagi i gdzie w spokoju mógł umawiać się, z kim chciał, bo przecież dzieciakom sprawdzano dowody osobiste przy wejściu do baru.

Chciał jej odpisać, że jest okropnie. Że jego wspaniały Thor okazał się wielką porażką i rozczarowaniem i zapewne odbije się czkawką na jego karierze nauczycielskiej. Skasował całą tą wiadomość, zanim jeszcze skończył ją pisać. Wyłączył telefon i odetchnął głęboko.

Musiał pozbierać się do kupy, inaczej nigdy nie uda mu się osiągnąć swojego celu. Nie przyjechał przecież do South End żeby romansować.

W momencie, w którym Tom zaczął iść z powrotem, w stronę domniemanego centrum miasteczka, usłyszał warkot silnika. Obejrzał się za siebie. Z lasu wyjechał solidny, ciemnozielony Jeep i w minutę czy dwie potem, zatrzymał się tuż przy nim.

– Mogę w czymś pomóc? – Donośny, basowy głos na moment wybił Toma z rytmu. A potem z samochodowego okna wychyliła się głowa ciemnoskórego mężczyzny.

Hiddleston od razu go poznał. Nie było mowy o żadnej pomyłce. Właśnie uratował go Heimdall.

– Właściwie, to tak. Będę zobowiązany.

CDN.

Jak zawsze, dziękuję i ładnie proszę o komentarze.