- Więc elfie, teraz powiesz mi wszystko co chcę wiedzieć. Jasne? - Isabella usiadła na wprost blondyna, bawiąc się bezceremonialnie sztyletem.
- A czy m
ogę się na Ciebie bezczelnie gapić? - Couslandówna spiorunowała blondyna wzrokiem - Nie? Szkoda.
- Nie igraj ze mną, ostrouchy, gdyby to tylko ode mnie zależało, już dawno skończył byś jako kolacja dla Rufusa.
Rufus był wiernym psem Strażniczki, czystej krwi mabari. Mabari były psami zazwyczaj szkolonymi do walki na polu bitwy. Różniły się gabarytami i wyglądem od zwykłych domowych psów. Mabari były potężne co wzbudzało w niektórych strach; ogromne szczęki potrafiły zmiażdżyć rękę nawet dorosłemu mężczyźnie.
Rufus był dobrze zbudowanym, zadbanym psem, wykonywał każde polecenie Isabelli bez odrobiny sprzeciwu; miał dość niespotykaną barwę umaszczenia, podczas gdy inni przedstawiciele jego rasy mienili się odcieniami brązu on był czarny jak węgiel.
- Wolałbym skończyć nagi, przykuty do drzewa niż w paszczy Twojego jakże cudownego pupilka, niech zgadnę pewnie jest maskotką całej drużyny? - elf posłał nienawistne spojrzenie psu siedzącemu nieopodal nich, ten tylko wyszczerzył zęby wydając z siebie gardłowe warczenie.
- Ta propozycja też jest kusząca - Zevran dostrzegł lekki rumieniec pokrywający twarz swojej oprawczyni.
- Więc - spojrzał uważnie na Strażniczkę - co byś chciała wiedzieć?
Elf zlustrował Isabelle czekając na odpowiedz. Dopiero teraz do niego dotarło, co tak naprawdę powstrzymało go wtedy od wystrzelenia tej strzały.
- Wszystko.
- Nazywam się Zevran Arainai, dla przyjaciół Zev, należę do Antivańskich Kruków, moim zadaniem było zlikwidowanie ostatnich Szarych Strażników. Jak widać zawiodłem.
- Bardzo się z tego cieszę, że Ci się nie udało.
- Nie wątpię, lecz dla mnie jest to bardzo i to bardzo niekorzystne.
- Kto Ci zlecił nasze zabójstwo? - spytała Isabella.
- Pewien jegomość ze stolicy, Loghain.
- Jesteś mu lojalny?
- Lojalność to pojęcie względne, nie jestem mu lojalny, byłem zobowiązany do wypełnienia zadania.
- Kiedy miałeś się z nim spotkać?
- Nie miałem, po prostu, po wykonania zadania miałem powrócić do Antivy. Jeśli zawiodłem, oznacza to, że jestem martwy, bynajmniej Kruki tak działają.
- To wszystko? Przez siedem dni byłeś torturowany i nie pisnąłeś ani słowa, tak jakbyś posiadał informacje, które były by w stanie zrujnować państwo, a teraz gdy wracam dowiaduję się..no właśnie, czego? Niczego. Bo to, że Loghain chce się nas pozbyć nie jest żadną nowością. - Strażniczka wstała po czym zwróciła się do qunari - Sten, zabij go.
- Hej! Poczekaj! - w głosie elfa słychać było panikę, gdy widział jak potężny qunari zaczął zmierzać w jego stronę dzierżąc potężny miecz dwuręczny - Może się jakoś dogadamy?!
Isabella przystanęła zwracając się ku blondynowi.
- Dogadamy? Niby w jaki sposób?
Podniesione głosy elfa i Strażniczki wzbudziły zainteresowanie wśród reszty obozowiczów.
- Chodzi o to, że zawiodłem. Jeśli ty mnie nie zabijesz, zrobią to Kruki, tak to już działa niestety. Problem w tym, że ja lubię żyć, wiec pozwól, że zaoferuje Ci moje usługi. Masz chwalebny cel, a ludzi do pomocy mało, jestem doskonałym zabójca, dobrze wyszkolonym, skłamał bym nie mówiąc, że najlepszym w swoim fachu. Mogę się przydać. - blondyn patrzył z nadzieją w oczach na Isabellę.
- A co jeśli uciekniesz? Lub będziesz próbował dokończyć zlecenie? - zapytała czarnowłosa, zakładając ręce na piersi.
- Próbowaniem po raz drugi było by głupstwem biorąc pod uwagę fakt, iż zawiodłem za pierwszym razem, a uciekać nie mam zamiaru, jak już mówiłem jeśli ty mnie nie zabijesz, zrobią to Kruki. Więc jak będzie Strażniczko? - spojrzał na nią wyczekująco swoimi piwnymi oczami. Isabella westchnęła przeciągle po czym podeszła do skrytobójcy i podała mu rękę, ten chwyciwszy ja powstał i powiedział wyniośle:
- A więc niniejszym, składam Ci przysięgę wierności i lojalności, ważna do czasu, aż zdecydujesz się mnie z niej zwolnić. Jestem Twój, to Ci przysięgam.- powiedziawszy to skłonił się nisko.
- To dobry plan - odezwała się Morrigan - ale na Twoim miejscu, moja droga, od tej pory zwracała bym większą uwagę na jadło i napoje.
- Zawsze warto tak robić- odparł Zevran, odsłaniając w uśmiechu rząd równych, białych zębów.
- Nie możesz!- ku nim, zmierzał zdenerwowany Alistair - To czyste szaleństwo, czy naprawdę jesteśmy tak zdesperowani, by przyjmować w szeregi osobę, która próbowała nas zabić?
Isabella podeszła do zarekwirowanego ekwipunku elfa nie zwracając uwagi na sprzeciwy młodzieńca.
- Isabello, to jest..- Alistair spojrzał na Zevrana- elf..
- Twoja spostrzegawczość Alistairze jak zwykle nas zadziwia - powiedziała Morrigan oddalając się w stronę swojego namiotu.
- Bardzo śmieszne wiedźmo - posłał jej mordercze spojrzenie po czym podbiegł do Strażniczki, która dalej była zajęta przekopywaniem rzeczy elfa. - Posłuchaj, to jest elf, szumowina, skrytobójca i...i...i...- znowu spojrzał na blondyna- i ma tatuaż!
- Naprawę Alistairze, nie masz innych argumentów? - spytała wyprostowując się, w dłoni trzymała lniana koszulę elfa.- Jesteśmy w trudnej sytuacji, sam doskonale o tym wiesz. Moja decyzja jest nieodwołalna, a poza tym, rozejrzyj się- wskazała na obozowisko- Nas jest pięcioro na jego jednego, poza tym Rufus też będzie mieć na niego oko, więc przestań panikować. -ostatnie zdanie powiedziała już podniesionym głosem. Alistair mimo, że był doskonałym wojownikiem, potrafił być niezmiernie irytujący.
- Ubierz się. - rzuciła elfowi odzienie- Ostrzegam, żadnych numerów. A ty-zwróciła się do Alistaira- zacznij mi może w końcu ufać.
- Tobie ufam, nie ufam jemu- wskazał na Zevrana który aktualnie zapinał koszulę.
- Wydaje mi się, że będzie to całkiem niezła przygoda, może być zabawnie.- powiedział Zevran, po czym usadowił się wygodnie pod pobliskim dębem i otworzył swój dziennik.
~Sectumsempra91
