" Nigdy nie sadziłem, ze od wykonania zadania powstrzyma mnie czyjaś uroda. Przecież zabijałem już różnych ludzi. Mężczyzn, kobiety, dzieci. Szlachciców, książęta, magów. Kapłanki, pokojówki a nawet zwykłe kurwy. Więc czym ona tak bardzo różni się od nich, moich dotychczasowych ofiar?
To był plan idealny, zasadzka perfekcyjna, bez możliwości ucieczki. Mucha nie przeleciała by niezauważona.
Sam osobiście wybrałem lokacje kiedy moi zwiadowcy donieśli mi w jakim kierunku przemieszczają się Strażnicy. Zmierzali w kierunku Kręgu Maginów nieopodal jeziora Calenhad.
Postanowiłem się zaczaić na nich w przełęczy parę mil od ich miejsca docelowego. Parometrowe wzniesienia po obu stronach drogi były odpowiednie by rozstawić łuczników oraz liczne pułapki, więc czemu zawiodłem? Czym dałem się zwieść? Uroda to nie wszystko. Fakt była piękna, wręcz zjawiskowa, a jej oczy koloru przejrzystego nieba nadawały jej twarzy niepowtarzalny wyraz.
Pamiętam jej wzrok, kiedy zdała sobie sprawę, ze wpadła w zasadzkę. Była opanowana ale w jej oczach czaił się strach, wyglądała tak jakby już kiedyś coś podobnego przeżyła, miała ból wypisany na twarzy, nie znałem wtedy jej historii, nie sądziłem, że w ogóle będzie dane mi ją poznać.
Wszystko zadawało się być idealne, jednak nie sądziłem, że ma w swoich szeregach tak potężna czarownice, od razu poznałem, że to apostaka, żaden mag kręgu nie zna takich zaklęć.
Morrigan sprawnie pozbyła się moich łuczników; ruda dziewczyna szybko rozbroiła pułapki; pies zagryzł wojowników, zostałem sam. Wymierzyłem z łuku prosto w serce Strażniczki, wtedy ona spojrzała mi w oczy, gdyby wzrok mógł zabijać od razu padłbym martwy. Ostatnie co pamiętam to przeraźliwe zimno ogarniające moje ciało. Straciłem przytomność, jakież było moje zdziwienie kiedy się zbudziłem i dotarł do mnie fakt, że nadal żyję. Jednak gdy tylko chciałem się poruszyć poczułem, że ciało mam skrępowane linami, że jedyne odzienie jakie na sobie posiadałem to spodnie. Zacząłem się szarpać, na próżno, nagle jakby spod ziemi wyłonił się potężny mabari tocząc ślinę z pyska. Poddałem się. Kiedy oczy przyzwyczaiły się do ciemności spostrzegłem, że znajdowałem się w jakim obozowisku. Dostrzegłem ich, dwoje strażników, moje niedoszłe ofiary. Nieopodal nich spostrzegłem swój ekwipunek. Zasnąłem.
Obudził mnie przeszywający ból w okolicach klatki piersiowej, ocknąłem się, byłem kopany. Wyplułem krew zalegająca mi w ustach. Spojrzałem w górę szukając twarzy mojego oprawcy, jakież było moje zdziwienie gdy zorientowałem się, że pastwi się nade mną nie kto inny a Szara Stażniczka.
Krzyczała jakieś pytania, nie słuchałem, ból odbierał świadomość.
Miałem wrażenie, że każda kość w moim ciele jest łamana po kolei. Krztusiłem się własna krwią.
Kiedy traciłem przytomność przysyłała do mnie wiedźmę by opatrzyła rany.
Scenariusz się powtarzał, jednak z dnia na dzień tortury stawały się coraz bardziej wyrafinowane, sam już nie wiedziałem czy chce mnie wykończyć, czy po prostu lubi się nad kimś pastwić.
Chciałem jej powiedzieć wszystko co wiem, byłe by męki się już skończyły. Chciałem jej powiedzieć ale nie mogłem, usta zaschnięte krwią, z popękanych policzków sączyła się ropa, bolało, tak potwornie bolało, lecz moje masochistyczne serce czekało, czekało na chwile, w której ta kobieta znowu przyjdzie by zdzielić mnie po twarzy, moje oczy wyczekiwały kolejnych plam krwi na nieskazitelnie pięknym licu, moje oczy czekały by znów ujrzeć szaleństwo wypisane w jej oczach, ból był okropny ale świadomość patrzenia na amok w jakim była sprawiając mi go dawał mi popieprzoną satysfakcję.
Pewnego dnia, straciłem rachubę którego słyszałem kłótnię, Strażniczka kłóciła się o coś z tą rudą..."
Zevran gwałtownie zamknął zeszyt widząc zbliżającą się w jego stronę Isabelle, nie wyglądała dzisiaj jak wojowniczka, wyglądała jak normalna kobieta. Elf zaczął się zastanawiać ile może mieć lat, wyglądała na młodą, zbyt młodą by uczestniczyć w wojnie. Blondyn dopiero po chwili spostrzegł, że dziewczyna trzyma w ręku jakiś worek.
- Co Cię do mnie sprowadza o tak wczesnej porze?- elf miał racje, ledwo zaczęło świtać.
Couslandówna rzuciła worek w stronę ostrouchego.
- Proszę.
-Co to?- spytał zdziwiony otwierając tobołek.
- Twoje rzeczy, plus parę nowych na zmianę oraz namiot. Skoro złożyłeś mi przysięgę to już nie jesteś więźniem lecz jednym z nas, nie pozwolę by ktoś z moich towarzyszy spał na ziemi.
Elf tylko uśmiechnął się zawadiacko:
- Twój pies jakoś śpi na ziemi i nie masz z tym problemu.
- Czy mi się wydaje czy właśnie porównałeś się do psa? - spytała unosząc brew.
- Czy mi się wydaje czy przez ostatnie dni traktowałaś mnie gorzej niż psa? - Zevran odparł pytaniem na pytanie. Wyraz twarzy Strażniczki nagle się zmienił, spochmurniała. Odwróciła się do niego plecami i poszła w druga stronę.
- Cholera- zaklną pod nosem, po czym pobiegł za nią- Isabello czekaj, Isabella!
Zaciekawione oczy uważnie obserwowały tą scenę.
- Stawiam suwerena, że ją wychędoży jak ja kiedyś stara Brandę, hłe hłe hłe- zaśmiał się rubasznie krasnolud dając kuksańca Alistairowi siedzącemu obok.
- Oghrenie jesteś obrzydliwy- jęknęła Leliana.
- Kto wie, może ten śmierdzący krasnolud ma rację, chociaż jak dla mnie, puszczenie się z elfem jest nie mniej obrzydliwe.
- Nie dość, że jesteś wredna suką to jeszcze dyskryminujesz mniejszości narodowe, Morrigan.- powiedział niby od niechcenia Alistair, ale jak zawsze nie umiał się oprzeć by się z wiedźma nie posprzeczać
- Hej, młotku jakie niby mniejszości co? To, że sięgam Ci zaledwie do torsu nie znaczy, że jestem mały- Powiedział Oghren wstając z miejsca- w moim rodzie byłem najwyższym krasnoludem- wypiął dumnie pierś.
- I do tego najgłupszym jak widać - odparła Morrigan- Alistair miał na myśli elfy, nie krasnoludy.
- Ło..chyba, że tak- podrapał się po brodzie- co nie zmienia faktu, że i tak stawiam suwerena, że prędzej czy później nasz jakże piękny elfi wypierdek dużo bliżej pozna nasza Strażniczkę.
- Uwierz lub nie ale przyjmuję zakład- uśmiechnęła się Morrigan.
Tymczasem nieopodal w lesie Zevran gonił za Isabella.
- Isabella zaczekaj! Nie to miałem na myśli, tak mi się wymsknęło.
Czarnowłosa przystanęła.
- Nie jestem z tego dumna..z tego co Ci robiłam...ale-obróciła się do niego- po prostu miałam z tego jakąś..
- Chorą satysfakcje? - dokończył elf.
Stali tak na przeciw siebie w odległości dwóch metrów.
- Wiem, jestem nienormalna, że takie pastwienie się nad kimś może..
- Sprawiać przyjemność? - znów przerwał jej w pól zdania
- Tak. A teraz zostaw mnie w spokoju. - obróciła się na pięcie i ruszyła przed siebie. Zevran mimowolnie lustrował wzrokiem jej ciało. Uśmiechnął się i krzyknął:
- Jesteśmy tacy sami, Strażniczko! Tylko jeszcze nie zdajesz sobie z tego sprawy!
- Tu jesteś.- zza drzew wyłonił się qunari- Strażniczka kazała mi Cię mieć na oku. Wracaj do obozu, nie każ mi Cię zmuszać elfie.
Zevran minął bez słowa olbrzyma zastanawiając się w jaki sposób zagrać swoimi kartami, najpierwej jednak, musi zdobyć ich zaufanie, a później rozda je po swojemu.
~Sectumsempra91
