Ognisko żarzyło się pomarańczowym blaskiem, roztaczając wokół aurę spokoju i bezpieczeństwa. Jednak poza granicami tego na pozór bezpiecznego obozowiska szalała Plaga, a Ferelden, przez niezadowoloną szlachtę z poczynań Loghaina był zagrożony widmem wojny domowej.

Minęło już parę godzin, odkąd Strażniczka wybiegła do lasu po ostrej wymianie zdań z niedoszłym jej katem. Elfa do obozu sprowadził Sten, zawsze posłuszny Isabelli. Morrigan, Oghren, Leliana oraz Alistair mogli jedynie bezradnie czekać, aż ich przywódczyni zdecyduje się na powrót. Czas mijał a grupka towarzyszy zaczęła się rozchodzić do swoich namiotów.

- Obejmę wartę - rzekł rycerz grzebiąc patykiem w drwach - Wy idźcie się położyć, żadnych sprzeciwów Leliano - Alistair posłał rudowłosej uspakajający uśmiech - Nie martw się. Wróci. Zawsze wraca.

- Wiem o tym - dziewczyna spoglądała w stronę drzew, za którymi zniknęła ich towarzyszka - Po prostu czuję niepokój na myśl o tym, że jest tam sama w tym ciemnym lesie. Na dodatek bez żadnego ekwipunku- powiedziawszy to zaczęła ściągać swoje karwasze.

- Miała sztylet, przymocowany do pasa.

Przyjaciele spojrzeli w stronę skąd dobiegł głos. Ku nim dumnie kroczył Zevran. Usiadł po drugiej stronie

ogniska, naprzeciw Alistaira po czym bez zbędnych ceregieli sięgnął po kawał chleba.

- Musisz być głodny i spragniony?

- Leliano, na Stwórcę*! Czy ty zawsze musisz taka być? - zbulwersował się młodzieniec o bursztynowych oczach - On chciał nas zabić..

- Ale jest wyjątkowy, to Stwórca pchnął go ku nam, wskazał mu drogę do nas, do możliwości odkupienia swych występków broniąc świata przed Plagą. Nie widzisz tego Alistairze?

- Dziękuje piękna Pani, w końcu ktoś mnie docenił, jak byś chciała się przekonać w jaki sposób Stwórca mnie obdarował nie krępuj się, mój namiot jest zaraz pod lasem - elf puścił zawadiacko oko ku dziewczynie.

- I do tego stara się Ciebie uwieść.

- Niestety jego próby odbiją się echem. Wypatrujcie jej powrotu, już od wielu dni siedzimy w miejscu, a mamy jeszcze tak wiele rzeczy do wykonania. Dobranoc wam, niech Stwórca nad wami czuwa.

Mężczyźni odprowadzili rudowłosą wzrokiem do namiotu.

- Nie wiem co kombinujesz, jaki niecny plan zagościł w Twojej szpetnej elfickiej głowie, ale wiedz, że nie tylko Sten ma Cię na oku.

- Więc widzę, że mam w tym obozie niezłe powodzenie.-odparł elf bez ceregieli.

- Świetnie, nie dość, że mamy krasnoluda erotomana-alkoholika na składzie, to brakowało nam jeszcze niewyżytego elfa. Genialnie. - Alistair wzniósł oczy ku niebu jakby się zastanawiał za co go tak, Stwórca pokarał. Zevran tymczasem miał minę jakby się świetnie bawił.

- Jeszcze nas sobie nie przedstawiono - powiedział blondyn bez ceregieli - Nazywam się Zevran, dla przyjaciół Zev. - wyciągnął dłoń ku rycerzowi.

Alistair wyglądał na zbitego z tropu, jednak podał mu swoją rękę.

- Alistair, Szary Strażnik oraz niedoszły templariusz.

Zevran odwzajemnił uścisk. Siedzieli chwile w ciszy, każdy z nich zatracony we własnym umyśle. Noc była spokojna, spokój ten jedynie był przerywany miarowymi oddechami dochodzącymi z namiotów.

Jedynie Oghren zasnął w połowie drogi do swojego, przytulony do butelki.

- Alistairze, powiedz mi, długo znasz Strażniczkę?

- Isabelle? - elf pokiwał kłową - Niech pomyślę, nie długo zastanie nas zima, więc około pół roku. Poznałem ją gdy przybyła z Duncanem, ówczesnym kapitanem Szarej Straży do Ostagaru, w przeddzień bitwy z pomiotami. Duncan werbując ją ocalił jej życie.

Zevran zaczął słuchać rycerza uważniej.

- Zazwyczaj rekruci przybywają z tobołkami wypełnionymi jakimiś rzeczami osobistymi, ona była tylko odziana w lekka płytową zbroję, uzbrojona w dwa zakrwawione sztylety a u jej boku szedł mabari. Wyglądała koszmarnie, ale w jakiś sposób zjawiskowo, w jej oczach nie było nic, poza bólem i rządzą krwi. Oprócz niej było jeszcze dwóch innych rekrutów, ale tylko ona przeżyła Rytuał Dołączenia.

- Co to takiego? - spytał zainteresowany elf. Już nie siedział przy ognisku lecz przybliżywszy się do swojego rozmówcy, ułożył się w pozycji pół leżącej.

- Tego nie mogę Ci zdradzić. Po dołączeniu, rozpoczęła się bitwa, Duncan wysłał nas na wieżę Ishal, naszym zadaniem był rozpalanie na jej szczycie ogniska dającego sygnał oddziałom Loghaina do ataku.

Zamiast zaatakować, wycofał swych ludzi skazując tym samym naszego króla, królewską armię, cały zakon na śmierć. Isabellę i mnie uratowała matka Morrigan, jako dowodu wdzięczności zażądała byśmy wzięli ją ze sobą. Isabella była strasznie cicha, zamknięta w sobie. Większość czasu spędzała ze swoim psem. Otworzyła się przede mną pewnej nocy. Okazało się, że jest córką samego Bryce'a Couslanda, Teyrna Wysokoża. Kiedy zapytałem ją w jaki sposób trafiła na Duncana powiedziała tylko tyle, że noc po wymarszu wojsk jej ojca pod dowództwem jej brata Fergusa, zamek został zaatakowany przez rzekomo spóźnione oddziały arla Howe'a.

- Howe? - spytał zdziwiony elf- taki brzydki siwy jegomość z orlim nosem?

- Tak, znasz go?

- Czy znam? To on mnie zaprowadził przed oblicze Loghania w dniu kiedy zlecono mi wasze zabicie.

- To lepiej nie mów tego naszej kochanej Strażniczce. Nie wiadomo jakby zareagowała. Mówiąc w skrócie, zamek został zaatakowany pod osłona nocy, ludzie byli bezbronni, żołnierze Howe'a mordowali każdego, nawet kobiety i dzieci. Isabella walczyła w obronie zamku razem ze swoja matką u boku. Jej ojciec był ciężko ranny kiedy go odnalazły, pomógł mu Duncan, jednak Teyrn stracił tyle krwi, że nie było już ratunku. Couslandowie poprosili Duncana by wyprowadził ich córkę z zamku, by odnalazła brata i mu o wszystkim opowiedziała, jednak prawdopodobnie jej brat poległ pod Ostagarem. Jest ostatnia z rodu. Chce powstrzymać Plagę, jednak bardziej zależy jej na głowie Howe'a, którą własnoręcznie by ucięła. Tylko proszę, miej chociaż tyle honoru i zachowaj co Ci powiedziałem dla siebie. Kiedy będzie chciała sama Ci o tym opowie.

- Przysięgam na mój miecz, że słowem nie pisnę. Teraz już rozumiem jej zbulwersowanie...

- Właściwie co jej powiedziałeś, że wybiegła z obozu? - Alistair uważnie obserwował swojego rozmówcę, intrygował go pod każdym względem, jego sposób bycia, pełen ironii głos, tatuaż na twarzy, to wszystko układało się w tak idealną całość jaką był Zevran.

- Nic szczególnego, po prostu powiedziałem jej, że traktowała mnie gorzej niż psa...

Elf stwierdził, że bezpieczniej będzie resztę zachować dla siebie, bo skoro Alistair po chwili spędzonej razem opowiedział mu całą historie Strażniczki, wolał nie ryzykować utraty poważania w jej oczach.

Ich rozmowę przerwało ujadanie psa. Szczekał przeraźliwie głośno.

- Rufus! Spokój! Pobudzisz wszystkich! - Alistair starał się, uspokoić zwierzę, jednak bezskutecznie, mabari słuchały rozkazów tylko i wyłącznie swoich właścicieli. Zevran zerwał się z miejsca i ruszył w stronę psa, ukucnął przed nim i pogłaskał po łbie.

- Rufus, spokój. Jeśli się nie zamkniesz mogą Cię usłyszeć pomioty, Ty przebrzydły zapchlony...

- Sam jestes zapchlony!- Zevran usłyszał za swoimi plecami znajomy głos.

- W końcu postanowiłaś do nas dołączyć? Jak miło, już zaczynałem się martwić, że będę skazany na towarzystwo jakże urodziwego rycerza, niemniej jednak w niektórych sprawach wolę kobiecą rękę.

- Jak zawsze w dobrym nastroju...- Isabella pokręciła głową- Zev, Alistairze obudźcie wszystkich, niecały kilometr na północ pomioty maja swój obóz, kierują się w stronę Redcliffe, nie ma ich wiele ale mogą wyrządzić niezłe szkody a na to pozwolić sobie nie możemy.

- Zrozumiano! - Alistair od razu ruszył w kierunku najbardziej oddalonego namiotu, nie mógł przepuścić takiej okazji, bo w końcu co bardziej zdenerwuje wiedźmę jak nie fakt, że zbudził ją Alistair?

Zevran juz miał się oddalić w stronę Oghrena jednak, został powstrzymany. Gdy się obrócił spostrzegł dłoń Strażniczki zaciśniętą na jego przedramieniu. Zdezorientowany uniósł brwi.

- Nie daj się zabić- ton jej głosu nie wskazywał na rozkaz, to była prośba.

- Słucham? - spytał elf niebezpiecznie zbliżając się do jej twarzy, ta tylko wyszeptała mu do ucha.

- Nie waż mi się zginąć.

Isabella zwolniła uścisk i ruszyła w kierunku już rozbudzonych towarzyszy.