W obozie panowało poruszenie, każdy każdego przekrzykiwał starając się zrozumieć dlaczego w środku nocy zostali wyciągnięci z łóżek. Szczególnie Oghren nie był tym faktem zadowolony, cały czas tłumaczył się jakimiś snami o Brandzie i milionami gatunków wina oraz piwa.

- Wszyscy są uzbrojeni?- spytała Strażniczka stając pomiędzy towarzyszami, przyglądała się każdemu sprawdzając stan uzbrojenia oraz ekwipunku, szczególnie przyjrzała się elfowi, lustrując go z góry na dół.

Oczy Zevrana i Isabelli spotkały się, blondyn posłał jej pokrzepiający uśmiech.

- Uzbrojeni oraz gotowi do walki, kadan. - Sten trzasnął ogromnym mieczem w swą pierś.

- Jasne, jasne, tylko ktoś mi może w końcu powie co się dzieje? - pytał dookoła krasnolud wspierając sie na swoim toporze.

- Gdybyś tak nie kłapał dziobem, Strażniczka już dawno wyjaśniła bym nam sytuację.

- Chociaż raz muszę się z Tobą zgodzić, Morrigan.

- Widzę Alistairze, że nie jesteś z tego powodu zadowolony- odparła wiedźma.

Isabella patrzała to na jednego to na drugiego, z przekomarzań rycerza i wiedzmy znowu uwikłała się kłótnia. - Zamknijcie się wreszcie oboje! - Morrigan stała z otwartymi ustami, Alistair spuścił głowę. - Do jasnej cholery ileż można?! Jesteśmy w trakcie wojny to raz, dwa nie wydałam rozkazu pobudki dla własnego widzimisię.- Isabella okrążyła powolnym krokiem towarzyszy.- Kiedy wy sobie smacznie śpicie to ja i Alistair czuwamy na zmianę by wam nic nie groziło, bo tylko my jesteśmy w stanie wyczuć te pieprzone bestie, tylko nam one nie dają spać po nocach, bo za każdym razem kiedy zamkniemy oczy je słyszymy, to nam arcydemon się objawia we śnie nie wam. - zgromiła Morrigan wzrokiem - Więc jeżeli skończyliście już tą dziecinadę, może byście w końcu mnie posłuchali, co mam wam do powiedzenia? - przyjaciele tylko pokiwali głowami na znak ze zgadzają się ze Strażniczką.

- Jak wam wiadomo stacjonujemy nieopodal jeziora Calenhad, z północnej strony pnie się wieża magów, do której udamy się już pojutrze, nas na chwilę obecną, interesuje szlak handlowy biegnący prosto na zachód do Redcliffe. Na północ kilometr od naszego obozowiska stacjonują pomioty. Po kierunku w jakim przyszli wydaje mi się, że chcą zaatakować ziemie alra Emonna.

- Isabello jak wielu ich się tam znajduje? - spytała Leliana z trwogą w głosie.

- Około czterdziestu, nie zauważyłam żadnego alfy jednak jest dwóch emisariuszy, musimy tez przyjąć do wiadomości, że mogły do nich dojść jakieś nowe oddziały.

- To na co czekamy?! - zawołał wesoło krasnolud - Skopmy im te obślizgłe tyłki!

- Wyruszamy za pięć minut.

- Cholera, widzisz to? - spytał Alistair szeptem.

- Tak widzę, wrzeszczoty. Musimy ułożyć jakąś taktykę. Pojedynczo będziemy bezsilni- odpowiedziała Isabella. Dwójka Strażników już od jakiegoś czasu leżała na wzniesieniu, parę metrów od obozu wroga. Zdążyli się zorientować, że pomioty zebrały już swoje siły i są gotowi do wymarszu zaraz o świcie.

- Zostań na pozycji. - poleciła rycerzowi po czym sama osunęła się ze skarpy między swoich towarzyszy.

- I jak sytuacja? - spytał Zevran.

- Nie za dobrze, nie oszukujmy się czeka nas tu niezła walka, jesteśmy na tyle dobrej pozycji, że zaatakujemy z zaskoczenia. A teraz mnie posłuchajcie- uklęknęła na ziemi i zaczęła palcem szkicować manewry. - Tu jest skarpa na której obecnie znajduje się Alistair, Morrigan będziecie musieli działać razem, tylko on jest w stanie Cię osłaniać, więc teraz się skup.- powiedziawszy to nakreśliła okrąg.- W tym obszarze znajdują się wrzeszczoty - spojrzała na wiedźmę - Spal ich, do cna. Leliana natomiast - gdy tylko ruda usłyszała swoje imię pochyliła się nad Strażniczką - Twoim zadaniem będzie wyeliminowanie emisariuszy, znajdują się dokładnie tu.

Leliana spojrzała przerażona na mapkę naszkicowaną przez ich przywódczynię.

- Będę musiała się przedrzeć nim Morrigan wypuści kulę ognia zgadza się?

- Tak, a Oghren będzie Cię osłaniał, co jak co Oghrenie, ale jako taran spisujesz się wyśmienicie - Isabella posłała pokrzepiający uśmiech krasnoludowi.- Ty Stenie będziesz musiał zająć się hurlokami w przełęczy, mam nadzieję, że sobie poradzisz sam bez wsparcia?

- Oczywiście, kadan.

- A ty?- spytała Morrigan.

- Ja razem z Zevranem, postaramy się uwinąć z każdym kto stanie nam na drodze, obydwoje jesteśmy łotrzykami walczącymi w zwarciu, nie powinien nikt nam sprawić problemu. Morrigan, idź już do Alistaira, przekaż mu wytyczne. Leliana, Oghren zajmijcie pozycje. Sten - ten tylko kiwnął głową po czym wymachując mieczem oddalił się w swoją stronę. Zostaliśmy sami - westchnęła czarnowłosa spoglądając na towarzysza broni.

- Na to wygląda, atakujemy po Morrigan?

- Tak, chodźmy już.

Wspięli się na skarpę parę metrów od Morrigan i Alistaira, czekali. W dłoniach wiedźmy zalśniło pomarańczowym światłem, ze skupieniem na twarzy rzuciła ogromną kulę ognia w niczego nie podejrzewających wrogów. Z pośród płomieni było widać przedzierającą się Lelianę nie skąpiącą strzał na otaczających ją pomiotów, Oghren wpadł w swój charakterystyczny szał bojowy. Osłaniał łuczniczkę nie pozwalając się zbliżyć do niej na krok. Wszędzie padały trupy a z ran sączyła się krew, ze skarpy wprost w sam środek walki zesunęli się Isabella i Zevran. Spojrzeli ponad głowy, Morrigan widać była w swoim żywiole, rzucała zaklęciami we wszystkie strony doszczętnie eliminując wrogów, Alistair stał dumnie osłaniając ją tarcza, raz po raz dziurawiąc na wylot wrogów chcących wyeliminować czarownicę.

Pod nogi dwojga łotrzyków właśnie stoczył się łeb jednego z pomiotów atakujących towarzyszy powyżej.

- Osłaniaj mnie! - krzyknęła Strażniczka do elfa po czym sama rzuciła się w wir walki, walczyli jak zgrany duet plecy w plecy, jeden drugiego krył własnym ciałem starając się chronić życie towarzysza.

- Isabella schyl się!- zawołał blondyn wyrzucając mały nóż, który przeleciał przy uchu Strażniczki ucinając jej kosmyk kruczoczarnych włosów, dziewczyna obejrzała się za siebie, u jej nóg leżał pomiot, którego targały konwulsje, z lewego oczodołu wystawał nóż.

Leliana zdążyła się już przedrzeć razem z Oghrenem do emisariuszów. Krasnolud ciął toporem we wszystkie strony, cały był już uwalany z posoki. Pod jego stopy padały kolejne pomioty, w całości bądź też rozczłonkowane.

- Dziewucho jak mnie oczy nie mylą to te dwa emisariusze kombinują coś bardzo niedobrego.

Rudowłosa spojrzała w stronę swych ofiar, krasnolud miał racje, znała ten układ rak.

- Przekleństwo śmiertelności - wyszeptała przerażona, znała doskonale to zaklęcie, Morrigan często je używała, Leliana zawsze się zastanawiała jak można pałać się w tak plugawych zaklęciach. Przekleństwo Śmiertelności to klątwa niechybnej śmierci. Przeklęty wróg nie może się leczyć, otrzymuje ciągłe obrażenia, nawet czary lecznicze nie działają w jego stronę. Dziewczyna zamarła, nie wiedziała co począć.

- Oghrenie wybaczysz mi to przyjacielu - zdezorientowany krasnolud nie rozumiał o co jej chodzi, patrzył tylko bezradnie jak się od niego oddala.

- Zostawiła mnie? - wyszeptał przerażony sam do siebie - Nawet jeśli to nie zginę jak jakiś kundel! Chodźcie tu łajzy, rozłupie te wasze łby! - krasnolud ruszył do ataku, jednak nim zdążył zrobić zamach w ustach poczuł grudki ziemi, nim się zorientował co się stało, dostrzegał nad sobą Leliane, która widocznie nie chciała go zostawić, a jedynie użyczyć jako wyskoczni. Wszystko działo się w ułamku sekund, emisariusze wydali z siebie tylko gardłowy gulgot gdy ich tchawice przeszyły strzały.

- Mam nadzieję, że mi wybaczysz te niecne posunięcie - powiedziała dziewczyna podając rękę przyjacielowi - Wybacz, że wykorzystałam twój niski wzrost by wyskoczyć w powietrze.

- Żartujesz! Gdyby nie ty, obydwoje żarlibyśmy teraz gruz.

Walka dobiegała końca, pomimo licznej przewagi wroga szala zwycięstwa przechyliła się ku Strażniczce.

Zevran i Isabella walczyli jeszcze z otaczającymi ich pomiotami, oboje cali byli uwalani we krwi, już nawet nie wiedzieli czyjej.

Nagle niebo przeciął świst spadającego przedmiotu. Na polu walki rozległ się huk. Isabella zerwała się w tamtą stronę, to co zobaczyła wprawiło ja w osłupienie.

- Sten! - uklękła przy przyjacielu - Sten słyszysz mnie? - w jej głosie słychać był panikę, nagle na jej twarz spadły krople krwi, spojrzała nad siebie, w tym momencie gdyby nie Zevran była by martwa. Nad nią przeszyty mieczem, bezwiednie zwisnął pomiot. Zevran za pomocą nogi pozbył się truchła.

- Uważaj na to co się dzieje wokół Strażniczko- upomniał ją

- Ogr...kadan...ja nie wiedziałem...nie dałem rady -Isabella czuła wszystkie połamane kości towarzysza.

-Nie trać przytomności!-rozejrzała się wokół, otaczała ją śmierć.- Morrigan! Morrigan! -wołała w stronę skarp, mając nadzieję, że wiedźma pomimo hałasu usłyszy jej nawoływania.

Ziemia się zatrząsała, wokoło latały odłamki skalne. Isabella wstała starając się dostrzec cokolwiek w kłębach kurzu unoszących się teraz nad polem walki. Ziemia drgała raz po raz, jakby stąpał po niej ktoś olbrzymich rozmiarów. W końcu to dostrzegła, ku nim zmierzał ogromny ogr, łamiąc i niszcząc wszystko na swojej drodze, nie zważał nawet na to, ze pozbawia życia swoich pobratymców, pomiotów.

- Zevranie w nogi!- zawołała- Celuj w nogi! Nie daj mu dojść do Stena bo go stratuje!

- Już biegnę!

Elf rzucił się ku rogatej bestii, zwinnym ruchem prześlizgnął się między nogami olbrzyma zadając dwa ciosy. Polała się krew, a ogr zatoczył się przed siebie. Isabella czekała na ten moment, doskonale wiedziała co ma robić, już nie raz miała do czynienia z tymi bestiami. Odbiła się potworowi od ogromnego kolana po czym z dokładną precyzją wbiła mu swój sztylet prosto w czaszkę. Ogr zawył przeraźliwie, jego skowyt odbił się echem po pobliskich terenach po czym wydał z siebie ostatnie tchnienie i runął na ziemie wprost u stóp Isabelli.

Strażniczka rozejrzała się dookoła, ku niej zmierzali jej towarzysze, jedynie Sten ciężko oddychając leżał na ziemi zroszonej krwią pomiotów.

-Szybko, musimy go przetransportować do obozu- powiedziła Morrigan.

- Róbcie wszystko co w waszej mocy- odparła Strażniczka pomagając Alistairowi podnieść Qunari.