Księżyc raz po raz skrywał swe blade oblicze za chmurami, tak jakby był zawstydzony widokiem pary znajdującej się w zielonej gęstwinie pod nim. W oddali było słychać od czasu do czasu zawodzenie wilków, które śpiewały swe smutne pieśni wprost do białej kuli jaśniejącej nad nimi.

Drewno przyjemnie strzelało w ognisku, wtórując odgłosowi przyśpieszonych i nierównomiernych oddechów dwóch osób leżących nieopodal. W ogarniającej ich ciemności, gdy jedynym źródłem światła było przygasające ognisko zdawali się być para węży. Ich dłonie przemykały po na wpół nagich ciałach, badając każdy centymetr rozpalonej skóry.

Czarnowłosa dziewczyna łapczywie oddawała pocałunki i pieszczoty elfa, w niemym geście błagając go o jeszcze. Zevran zaczynał się całkowicie zatracać w tym szalonym tańcu zmysłów.

Wpił się w jej usta, językiem rozchylił wargi starając się jeszcze bardziej pogłębić pocałunek. Prawa ręka boleśnie zacisnęła się na bladej piersi dziewczyny leżącej pod nim. Bał się, że sprawi jej tym ból, jednak tracił nad sobą kontrole. Ku jego zdziwieniu Isabella tylko napięła swoje ciało, jak zadowolona kotka domagająca się czułości.

Niebieskooka wplotła swoje dłonie w kaskadę złocistych włosów opadających jej na policzki, szarpnęła twarz kochanka ku sobie.

Ognisko traciło swoją wolę życia, przygasając coraz bardziej, zaś ryby piekące się nad nim zaczęły cuchnąć spalenizną. Skrytobójca wraz ze Strażniczką zatraceni w przyjemności nie zwrócili na to najmniejszej uwagi.

Mężczyzna składał pocałunki na szyi kobiety, zmierzając coraz niżej drażnił koniuszkiem języka gorącą skórę Isabelli. Szara Strażniczka doskonale zdawała sobie sprawę, że ta noc może znacznie skomplikować relacje miedzy nimi. Jednakże w głowie huczały jej słowa Morrigan, bliższe kontakty z blondynem zdawały się jej w tamtej chwili dużo lepszym rozwiązaniem niżeli pilnowanie go całą dobę. Jej ciałem wstrząsnął dreszcz przeszywający ją od czubka głowy po koniuszki palcy u stop, doszczętnie dekoncentrując ją, sprawił, że myśli błądzące jej po głowie odeszły na obecną chwile w zapomnienie.

Niebo doszczętnie przykryły chmury. Rozległ się pojedynczy grzmot. Po nim kolejny i następny. Pierwsze krople deszczu spadły na ziemię. Z pozoru lekki deszczyk przerodził się w ulewę. Zbudzony ilością wody spadającej z nieba, Rufus czmychnął czym prędzej do namiotu starając się schronić przed lodowatym deszczem. Dwójce kochanków woda ściekająca po nagich ciałach nie sprawiała problemu. Odgłosy burzy mieszały się z cichymi jękami Isabelli oraz przyspieszonym oddechem Zevrana.

Skóra blondyna błyszczała w łunie światła księżycowego, kręgosłup wyginający się co rusz w przód i w tył z daleka wyglądał jak wzburzone morze. W chwili gdy deszcz ustał, elf opadł na piersi swojej partnerki łapiąc oddech. Wtulony w mokre czarne włosy przymknął oczy starając się uspokoić swoje rozszalałe serce. Isabella leżała z zamkniętymi oczami, ramionami obejmując rozpalonego elfa. Chwila uniesieni się skończyła, niebieskooka czuła jak rozkosz powoli opuszcza jej zmarznięte ciało.

- Ciekawe uczucie - wymruczał Zevran w szyje kochanki, przerywając tym samym cisze.

- Jakie?

- Czuć twoje bijące serce tak blisko mojego. Można mieć złudzenie, że to dwa serca kołocą w jednej piersi- Isabella zaśmiała się. Elf miał rację, sama to czuła. Specyficzne a zarazem piękne złudzenie jedności. Dziewczyna zganiła się w duchu. Nie ma co myśleć o jakiejkolwiek jedności między nimi. W tym akcie nie było ani krzty uczuć. Jedyne co pchnęło ją w ramiona swojego niedoszłego kata, było pożądanie oraz żądza, która tliła się w niej już od wielu miesięcy.

- Cały czas mnie zaskakujesz – dziewczyna uniosła się na łokciach, starając się spojrzeć blondynowi w oczy. Ich spojrzenia spotkały się. Trudno było określić na podstawie spojrzenia co aktualnie Zevranowi w duszy grało. Był jedną wielką niewiadomą. Do tej pory poznała go na tyle, by wiedzieć że jest koneserem jakichkolwiek uciech cielesnych i piękna.

- Taka moja rola – złotowłosy podniósł się siadając plecami do rozmówczyni – Czyż nie mam ci zapewnić rozrywki? – spytał zerkając ukradkiem na jej nagie piersi. Isabella zauważywszy to szarpnęła koszule leżącą zaraz obok niej. – Okrywasz się pomimo tego , że chwilę temu się kochaliśmy. Też potrafisz zaskoczyć.

- Taka moja rola – zarzuciwszy mokrą koszulę udała się do swojego namiotu.

~Punky