Morrigan wstała skoro świt. Rozejrzała się po obozowisku. Główne palenisko tliło się nieznacznie, tuż obok spał krasnolud. Kobieta przeciągnęła się, zerknęła w stronę qunari. Sten nadal był pogrążony w śpiączce, w takich chwilach jak ta, wiedźma czuła się bezużyteczna. Tu nie pomoże jej splugawiona magia, tu potrzebny był uzdrowiciel pokroju jej matki, Flemeth.

Niebo mieniło się odcieniami różu oraz fioletu. Z pobliskich drzew słychać było już budzące się ptactwo, dźwięcznym głosem oznajmiające, że nastał nowy dzień. Czarnowłosa kobieta, ujęła w swe dłonie ręcznik oraz sandałki. Przemknęła miedzy namiotami na palcach starając się nie zbudzić śpiących jeszcze mężczyzn. Spostrzegła, że Alistair zasnął na kocu obok namiotu, w rękach trzymał ukończoną figurkę, którą zaczął rzeźbić poprzedniego dnia. Zaintrygowana i zaciekawiona pochyliła się nad rycerzem, delikatnie starając się oswobodzić kawałek drewna z rąk blondyna. Gdy uścisk zelżał, podniosła zdobycz w stronę światła, by się lepiej jej przyjrzeć. Jakież było jej zdziwienie kiedy rozpoznała w wyrytym drewnie elfa. Uśmiechnęła się pod nosem i odrzuciła miniaturowego Zevrana obok śpiącego Alistaira.

No proszę, nasz mały templariusz lubi chłopców"

Morrigan zasłoniła usta dłonią starając się stłumić narastającą w niej wesołość. Wyminęła młodzieńca i udała się do lasu. Paręnaście metrów od ich obozowiska było małe zalewisko wodne. O tej porze roku woda w stawie musiała być lodowata, no ale od czego ma się magię.

Morrigan przemierzała las przystając co rusz, zbierając zioła, które jeszcze nie zdążyły przemarznąć. Nie wiadomo bowiem ,kiedy natrafi na kolejne. Noce były bowiem coraz chłodniejsze. Nim się obejrzą nastanie zima.

Kiedy dotarła do rozlewiska, niebo zmieniło barwę z różowej na pomarańcz. Zapowiadał się ładny dzień. Po wczorajszej burzy była to miła niespodzianka.

Kobieta ukucnęła nad brzegiem. Zobaczyła odbicie swojej twarzy w tafli wody. Nikt nigdy nie zaprzeczał, że była piękną kobietą. Jej egzotyczne rysy twarzy oraz ogromny temperament i trudny charakter dawały mieszankę wybuchową. Od jakiegoś czasu złotookiej zaczęła doskwierać samotność. Kiedy żyła w głuszy, nie brakowało jej mężczyzn, bowiem dzicy zawsze byli w niej obecni, wystarczyło dobrze poszukać. A teraz? Odkąd wyruszyła ze Strażnikami na samobójczą misję ratowania świata przed Plagą, nie miała nikogo. Alistair pomimo, iż był bardzo urodziwym młodzieńcem nie spełniał jej wymagań jako partner. No i jeszcze to odkrycie dzisiejszego poranka. Na samo wspomnienie wiedźma znowu zachichotała.

Zaczęła zrzucać swoje szaty. Sznur trzymający jej spódnicę puścił za jednym pociągnięciem. Kawałki materiałów opadły bezwiednie na zmarzniętą glebę. Zanurzyła stopę w lodowatej wodzie. Na przejrzystej dotąd tafli pokazały się pojedyncze kręgi i fale. Roznieciła w swych dłoniach ogień, jej oczy zajarzyły się złowrogim blaskiem. Zanurzyła rozpalone ręce w wodzie. Powoli jej ciało ogarniało przyjemne ciepło.

Ciekawe kiedy Sten się zbudzi" zastanawiała się. Olbrzym ją fascynował, nigdy wcześniej nie widziała żadnego przedstawiciela tej rasy. Słyszała o nich różne plotki, większość z nich dotyczyła męskiej części tego tajemniczego ludu. Gdyby tylko Sten nie był taki niedostępny. Kto wie, może gdy dowie się ile czasu Morrogan się nim opiekowała zmieni do niej nastawienie? „ Kto wie" uśmiechnęła się pod nosem.

- Dzień dobry – powitał elf Strażniczkę. Isabella stała przed namiotem przecierając oczy. Włosy miała w nieładzie i sińce pod oczami. Wyglądała jak mała dziewczynka, która przepłakała cała noc.

- Ty już na nogach? – ziewnęła szeroko.

- Wstałem o świcie, rozpaliłem ognisko, zrobiłem śniadanie i nakarmiłem twojego potwora.- mabari zajadający obok tusze kurczęcia warknął złowrogo – Tak, wiem śmierdzielu, że rozumiesz wszystko co się do ciebie mówi. – pokręcił głową, spojrzał na kobietę. W wyciągniętej ku niej ręce trzymał miskę z owsianką – Smacznego – uśmiechnął się starając tym samym zachęcić dziewczynę do jedzenie.

- Dziękuję – wzięła naczynie od blondyna po czym usadowiła się blisko ognia – Mmm, dobre – zwróciła się do mężczyzny oblizując łyżkę.

- Starałem się. Posil się i załóż zbroję, ja w tym czasie złoże twój namiot i spakuję resztę rzeczy.

Dziewczyna dopiero teraz zwróciła uwagę na to, iż po drugim namiocie nie ma śladu. Ruszt, garnek oraz wszystko inne zostało już uprzątnięte. Nie sądziła, że Zevran jest taki pracowity i sumienny.

- Co do wczorajszej nocy – zaczęła nie pewnie – Przestań – Zevran zwrócił się w jej stronę patrząc prosto w oczy- Zapomnijmy o tym, dobrze? Było miło, ale nie powinno do tego dojść. – Isabella uniosła brwi, nie była pewna czy dobrze słyszy.

- Jesteś pewny? Ja chciałam tylko spytać czy..

- Nie musisz – uciął blondyn – Niech zostanie jak jest – uśmiechnął się do niej. Cousladówna widziała, że był to sztuczny i wymuszony uśmiech. Była pewna, że to ona będzie musiała wyperswadować elfowi z głowy dalsze schadzki a tu proszę, takie zaskoczenie.

- Jak chcesz – wstała i podała mu miseczkę – Dziękuję, naprawdę mi smakowało – poklepała go po ramieniu – Idę się przebrać, jak tylko wrócę możemy wyruszać.

Morrigan właśnie wróciła do obozu, mokry ręcznik miała zarzucony przez ramie a mokre i rozpuszczone włosy luźno opadały na plecy.

- Morrigan! Sten! – Ohgren pobiegł do wiedzmy - Obudził się w końcu bydlak. Wypierdek se z nim rady nie daje, szybko – złapał ją za ramię i zaczął prowadzić ku olbrzymowi szamocącemu się na noszach i bezradnemu Alistairowi próbującemu bezskutecznie unieruchomić towarzysza.

- Co się stało? – Morrigan wyminęła Alistaira, starając się znaleźć fiolkę z naparem uspokajającym.

- Nie wiem, stałem sobie grzecznie obok z zamiarem podania mu wody, ten nagle zacisnął rękę na mojej szyi. Gdyby nie Oghren pewnie by mi nasz przyjaciel kark skręcił – lamentował blondyn.

Morrigan podeszła do Stena i złapała go za brodę starając się podać mu eliksir. – Jest w szoku – stwierdziła. Gdy qunari przełknął płyn, zaczął się rozluźniać.

- Sten, już dobrze. Jesteśmy w obozie – czarownica głaskała delikatnie czoło olbrzyma – śpij, gdy się zbudzisz wszystko ci opowiemy – jak na zawołanie ten zamknął oczy i pogrążył się w głębokim śnie.

- Jesteś niesamowita- powiedział Alistair dysząc i ocierając czoło z potu.

- Phi – fuknął Oghren ze splecionymi rękoma na piersi – Niesamowita? Też mi coś, to tylko cholerna wiedźma.

-Zaraz ta cholerna wiedźma rzuci na ciebie urok – Oczy Morrigan zajarzyły się niebezpiecznie

- Dobra, dobra – Krasnolud machał nerwowo rękoma – Żartowałem, jo? Paczcie ino – wskazał na skraj lasu – Leliana wróciła.

~Punky