„ Szczerze mówiąc obawiałem się tej podróży. Bałem się być z Isabella sam na sam. Jakaś część mnie nie chciała być blisko niej, ta część wołała by ujrzeć jej martwe ciało z ogromną dziurą w miejscu serca. Ta część mnie wołała by słuchać jak krzyczy i błaga o śmierć. Ta część mnie chciała by patrzeć na jej powolną agonię, na to jak się wykrwawia, jak łapie ostatni oddech.

Z drugiej strony chciałem ją chronić. Chciałem, chcę być przy niej. Służyć pomocną dłonią. Zabawić ją żartem. Być jej przyjacielem oraz kochankiem. Chcę ją pieprzyć do utraty tchu. Chcę by się wiła pode mną jak żmija w zmysłowym tańcu. Ta część mnie, chciała by codziennie móc bezwstydnie patrzeć na jej nagie piersi.

Cholerny Loghain. Cholerny Howe. Cholerne Kruki. Cholerne zlecenie.

To wszystko jest popieprzone. Świat stanął na głowie. Skrytobójca nie ma wewnętrznej siły do wykonania zlecenia z powodu ślicznej buźki ofiary.

A powinienem? Jaki ja mam w tym cel? Co z tego będę mieć? Satysfakcję? Może. Wyrzuty sumienia? Nie jestem pewien. Niczego już nie jestem pewien.

Czyż nie lepiej jest po prostu stać obok niej i podziwiać jej urodę? Czyż nie lepiej po prostu zasmakować je ust, ciała?

Dzień wymarszu. Alistair, Morrigan, oby dwoje tacy troskliwi, martwiący się o swoja Strażniczkę. A mimo to zezwalający na to by ruszyła stwórca wie gdzie ze swoim niedoszłym mordercą. Żadne z nich nie spojrzało w moja stronę, tylko ona rzucała ukradkowe spojrzenia. Martwiła się? Nie wiem. Wtedy ta wyprawa wydawała mi się absurdalna. Ciągle miałem w pamięci obraz walki z pomiotami. Te ich obrzydliwe gęby. Żółte ohydne ślepia wpatrujące się w ciebie jak w żywe mięso. Pamiętam ich smród. Zapach zgnilizny oraz rozkładu moralnego.

Co by było gdyby nasza dwójka została zaatakowana w trakcie podróży? Dalibyśmy radę? Wątpię. Nasze ciała by zgniły, a nasze kości straszyły by tylko kolejnych wędrowców. Może i jestem pesymistą. Może i jestem masochistą. Zawsze wolałem założyć najgorsze, niżeli później żałować, że nie postąpiło się inaczej.

Głowa mi pęka. Za dużo wypiłem, a jednocześnie za mało. Kiedy czarodziejka zniknęła nam z oczu zaczęliśmy się dobrze bawić. Piliśmy, śmialiśmy się, tańczyliśmy. Zupełnie jakby świat nie zmierzał ku końcowi. Zupełnie jakby za murami tawerny nie szalała Plaga.

Isabella pewnie już śpi. Jej nieskazitelne ciało znajduje się za drzwiami naprzeciwko. Oczami wyobraźni widzę jak jej piersi falują od równomiernego oddechu. Jak pod powiekami drżą jej oczy pod wpływem kolejnego koszmaru.

Obiecaliśmy sobie, że tamta sytuacja, która miała miejsca w lesie nie może się powtórzyć. Ale niech skonam, tak cholernie jej pragnę. Nigdy nie miałem takiej kobiety. Najlepsze kurwy z Antivy nie mogą się z nią równać.

Gdy przypomnę tylko sobie tamtą noc. Blask księżyca, krople deszczu oraz czyste pożądanie. Wtedy nic innego się nie liczyło. Żyliśmy chwilą. Naszymi zmysłami zawładnęła rozkosz. Noc się skończyła, a jej obraz na zawsze wyrył się w naszej świadomości. Oboje staramy się jak tylko się da. Udajemy, że to nie miało miejsca. Jak banda cholernych dzieciaków. Powonieniem się wziąć w garść i przestać myśleć fiutem.

Jutro wracamy do reszty grupy. Ciekawe jak tamci zareagują na obecność Wynne. Wątpię by Morrigan była zachwycona. A Alistair? Ciekawy mężczyzna, jednocześnie bardzo tajemniczy i ciężki do rozgryzienia. Oghren ma wszystko w dupie. Jest oddanym Strażniczce krasnoludem. Mam nadzieję, że mój plan wkupienia się mu w łaski zadziała.

Już późno. Czas iść spać. Nazajutrz czeka nas długa droga."

- Zevran wstawaj. Musimy ruszać – Isabella potrząsała ramieniem elfa starając się go zbudzić. Dzisiaj wyjątkowo wyglądała jak siedem nieszczęść. Oczy czerwone od popękanych naczynek, okalane pięknym, intensywnym, fioletowym sińcem. Była bardzo blada. Przy każdym gwałtowniejszym ruchu łapała się za skronie starając się w ten sposób zmniejszyć pulsujący ból głowy – Zev, wstawaj – dziewczyna ostrożnie nachyliła się nad antivańczykiem –Musimy już iść – wyszeptała mu do ucha, jego włosy przyjemnie łaskotały jej nos. Nagle poczuła ostre szarpnięcie za włosy. Jej głowa gwałtownie wychyliła się do tyłu obnażając białą skórę szyi. Poczuła chłód stali naciskającej na jej gardło - Zev. To ja, Isabella – powiedziała ostrożnie starając się zminimalizować nacisk krtani na ostrze. Uścisk zelżał, czarne włosy swobodnie opadły jej na ramiona.

- Wybacz – Elf spojrzał na dziewczynę pełnym żalu wzrokiem – Stare przyzwyczajenia – odłożył sztylet, po czym pośpiesznie wstał. Dziewczyna przyglądała się przyjacielowi. Wydawała się być w paskudnym humorze. Brwi miał mocno ściągnięte do siebie, przy czym jego czoło brzydko się marszczyło. Zawsze pogodny wyraz twarzy znikł. Teraz jego usta były wykrzywione w grymasie niezadowolenia.

- Wszystko w porządku? – Isabella podeszła do elfa kładąc mu rękę na ramieniu.

-Zostaw mnie – strącił dłoń dziewczyny – Dam sobie radę, możecie na mnie zaczekać na dole – powiedział suchym głosem nie racząc czarnowłosej spojrzeniem. Zszokowana szlachcianka tylko pokiwała głową i opuściła pokój skrytobójcy.

- Gdzie Zevran? – spytała starsza kobieta siedząca przy jednym ze stolików. Czerwona szata sięgała jej do kostek. Złote mankiety rękawów miała mocno zaciągnięte na zziębnięte palce.

- Już się szykuje – odpowiedziała czarnowłosa bez najmniejszej emocji w głosie. Stara czarodziejka przyglądała się z ciekawością dziewczynie. Wyczuwała, że młodzi musieli się posprzeczać. Poprzedniego dnia zdawali się być udaną parą. Widziała jak na siebie patrzyli. Dlatego też postanowiła udać się wcześniej do swojego pokoju, by dać im chwilę prywatności. Może i miała swoje lata ale tylko ślepiec nie zauważył by, że tych dwoje ma się ku sobie. Młoda Couslandówna siedziała ze wzrokiem wbitym w drewniana podłogę. Rufus skamlał domagając się pieszczot. Nosem tarmosił bladą dłoń starając się skłonić Isabelle do jakiejkolwiek pieszczoty – Spokój Rufus – odwarknęła na psa. Ten z podkulonym ogonem posłusznie położył się u stup kobiety. Chwilę grobowej ciszy przerwały miarowe kroki odbijające się echem po pustej tawernie. Zevran z poważnym wyrazem twarzy spojrzał na dwie kobiety. Bez słowa skinął głową w stronę Wynne wymawiając nieme „dzień dobry". Czarodziejka odpowiedziała tym samym gestem.

- Gotowy? – Isabella spojrzała chłodno na mężczyznę.

- Możemy ruszać.

~Punky