- Mogli by już wrócić, prawda? – spytał Alistair podając wiedźmie glinianą miseczkę. Morrigan pokiwała głową. Wzięła naczynie od mężczyzny i nachyliła się nad śpiącym qunari, lekko rozchyliła jego usta i wlała do nich zawartość miski. Spojrzała kątem oka na stojącego obok rycerza.
- Nie gotujesz dzisiaj? – spytała unosząc brew. Odkąd Isabella wyruszyła z Zevranem, Alistair stał się milszy dla niej. Spędzali ze sobą większość czasu.
Blondyn obrócił się za siebie zerkając ku płomieniom ogniska. Siedziała tam rudowłosa dziewczyna z krasnoludem. Oghren podawał poszczególne rzeczy, o które poprosiła go Leliana. Krasnolud kiedy nie był pijany stawał się często pomocny, niestety tylko dla kobiet. Blondyn uśmiechnął się i zwrócił się do czarodziejki stojącej przed nim.
- Jak widzisz, dzisiaj kolej Leliany. Nie mam czym się zająć, dlatego staram się pomóc tobie.
- Dziękuję – czarnowłosa uśmiechnęła się delikatnie –Na dzisiaj skończyłam. Teraz wystarczy podawać mu napary uśmierzające ból. Jego kości nadal są w złym stanie – wyminęła rycerza kładąc mu delikatnie dłoń na ramieniu. Alistair spojrzał za kobietą. Musiał przyznać, że takie relacje są dużo przyjemniejsze niżeli ciągłe kłótnie. Morrigan pochyliła się nad swoimi rzeczami, z pośród nich wyjęła mały koszyczek wiklinowy.
- Chcesz iść ze mną? Chciała bym poszukać w lesie roślin, które mogą się przydać zimą.
- Dobrze, tylko powiem Lelianie i Oghrenowi, by mieli na uwadze Stena.
Alistair podbiegł truchtem do swoich towarzyszy. Wyminął ich lekko kierując kroki do swojego namiotu. Dobył miecza. Kiedy zakładał pas zwrócił się do dwójki siedzącej przy ognisku.
- Idę z Morrigan do lasu, potrzebuje jakichś rośliny. Uważajcie na Stena.
- Nie przejmuj się, Alistairze. Ja i Oghren będziemy mieć wszystko pod kontrolą- Leliana uśmiechnęła się do przyjaciela.
- No. Także wiesz. My się wszystkim zajmiemy – Oghren przytaknął słowom kobiety siedzącej przy jego ramieniu.
- Właściwie co wy robicie? – spytał blondyn. Miedzianobrody uniósł swą rękę do góry. W dłoni trzymał parę wiewiórek. Teraz też dopiero zauważył, że u stóp dziewczyny znajduje się garnek z ciepła wodą, a w nim jeszcze nie oskubane ptactwo.
- Wróćcie przed zmrokiem. Robimy z Oghrenem gulasz.
- W mojej torbie masz różne przyprawy. Oghren ci powie jak ich używać. Kupiłem je u jednego krasnoluda jak byliśmy w Orzamarze, to też ciekawa historia, ciebie Leliano z nami…
- ALISTAIR! –Morrigan stała na skraju obozowiska z rękoma założonymi na piersi, miała zmarszczony nos ze zdenerwowania. Blondyn spojrzał na śmiejących się przyjaciół.
- Lepiej już idź – ponagliła rycerza ruda.
- Za nie długo wrócimy – rzucił blondyn przez ramię biegnąc w stronę zirytowanej przyjaciółki.
Spacerowali po lesie ostrożnie stąpając między wysoką trawą. Morrign z wyrazem skupienia obserwowała każdą roślinę po kolei. Przy niektórych przystawała na chwilę. Brała delikatnie między palce listki. Badała ich strukturę, po czym z grymasem na twarzy puszczała i wędrowała szukać dalej. Mężczyzna podążający za nią obserwował ją z nie lada podziwem, bowiem dla niego te wszystkie rośliny wyglądały tak samo. Jedynie poszczególne kwiaty, którym nie opadły jeszcze płatki różniły się kolorem. On sam wiedział tylko jak wygląda elfi korzeń oraz trupi korzeń. Nawet nie potrafił rozróżniać grzybów głębinowych od tych trujących. Blondyn uśmiechnął się do siebie w duchu.
- Skąd znasz tyle roślin? – spytał kobiety nawet nie kryjąc podziwu. Postać kucającą w gęstwinie okryta fioletową tuniką odwróciła się do mężczyzny ze śmiechem.
- Żartujesz sobie prawda?
- Pytam poważnie – uśmiechnął się siadając na miękkim mchu, którym był pokryty sporych rozmiarów kamień.
- Matka mnie tego wszystkiego nauczyła, a skąd ona to wiedziała zbytnio mnie nie obchodziło i nigdy o to nie pytałam – czarnowłosa stanęła naprzeciw młodzieńca chowając kępkę trawy do koszyka. Morrigan obserwowała siedzącego blondyna, pamiętała kiedy dwa dni temu znalazła w jego dłoniach figurkę. Idealną miniaturową kopię elfa skrytobójcy, który usiłował pozbawić ich życia. Była zdziwiona, jednocześnie nie chciała się w to mieszać, chodź z drugiej strony to mógł być przypadek. Może rzeźbił kogoś innego i nagle wyszedł mu Zevran?
- Alistairze, mogę cię o coś zapytać? – twarz Strażnika zwróciła się w stronę kobiety – Pamiętasz jak rzeźbiłeś w kawałku drewna, kiedy Isabella i Zevran ruszyli do Kręgu?
- Pamiętam – powiedział bez emocji Alistair patrząc ciągle na przyjaciółkę. Morrigan postawiła kosz na ściółce i przysiadła się obok chłopaka.
- Ja ją widziałam, Alistairze. Zastanawiam się kogo przypomina, kogo miałeś na myśli rzeźbiąc ją.
Blondyn uśmiechnął się lekko pod nosem drapiąc się po policzku.
- Wydaje mi się, że doskonale wiesz kogo ta figurka przedstawia – zszokowana czarodziejka patrzyła z otwartymi ustami na przyjaciela – To nie tak jak myślisz – Alistair machał pospiesznie rękoma widząc wyraz twarzy Morrigan .
- To jak? Osobiście cię w tym momencie nie rozumiem – wiedźma nie kryła rozbawienia. Alistair wstał chowając twarz w dłoniach.
- Dobrze wiesz, że wychowywałem się w zakonie. Tam nie było kobiet prócz starych kapłanek, które bardziej nam matkowały niżeli..
- Pomińmy ten etap – złotooka ponagliła przyjaciela gestem ręki.
- Widziałem na własne oczy jak dwoje mężczyzn, wiesz… Nie przeszkadzało mi to. Wręcz przeciwnie uznałem to za całkiem normalne. Po zakonie: Szara Straż, tam też było niewiele kobiet. A ta garstka z nich nawet kobiet nie przypominała – zaśmiał się głośno. Czarnowłosa kobieta podparła głowę na rękach. Pierwszy raz Alistair się zaczął jej zwierzać. Miłe uczucie. Dopóki nie spotkała na swej drodze dwójki Strażników nie wiedziała czym są ludzkie uczucia i rozterki. Z każdym dniem uczyła się od nich czegoś nowego. Patrzyła na śmiejącego się rycerza, sama też już nie kryła uśmiechu na ustach.
- Później poznałem Isabelle, ciebie oraz Leliane. Nagle otaczały mnie trzy piękne kobiety. A ja prócz braterskiej troski nie czuję do was nic. Nawet krzty pożądania. Może się to kiedyś zmieni, może któraś z was o piękne niewiasty wyrwie mi serce z piersi, ale jak na razie zafascynowała mnie całkiem inna osoba. Dziwne, że w ogóle ci to mówię.
- Jesteśmy tylko ludźmi Alistairze. Każdy z nas jest inny. Nie zapominaj też, że inny nie zawsze znaczy gorszy – Morrigan wstała i wzięła swój kosz do ręki.
- Nawet z Isabella o tym nie rozmawiałem.
- Ja rozmawiam tylko z tobą – uśmiechnęła się.
- Wydawało mi się, że ty i Isabella jesteście blisko?
- Bo jesteśmy, lubimy się, ale nie wiemy o sobie za dużo. Zazwyczaj przychodzimy do siebie kiedy potrzebujemy rady lub pomocy. Powinnyśmy już wracać. Zaczyna się ściemniać.
Spojrzeli na siebie jak para przyjaciół. Wiedzieli, że od teraz ich relacje będą wyglądały inaczej. Narodziła się między nimi niewidzialna nic porozumienia. Jednak Alistair nie wiedział, że na drugim końcu lasu pewna para leżąc w namiocie nie żałowała sobie czułości. Bowiem zdawali sobie sprawę , że wśród reszty grypy ich relacje się ochłodzą, ale niewidzialna nić potrafi być bardzo mocna i ciężka do przerwania.
~Punky
