Pogoda dopisywała już od rana. Zaraz o świcie trójka podróżnych zebrała swoje bagaże i ruszyli w głąb lasu ku swoim towarzyszom. Isabella miała doskonały nastrój. Miała wrażenie, że teraz wszystko zacznie się układać należycie, Wynne uleczy Stena i będą mogli ruszyć dalej w podróż.
Zevran całą drogę gwizdał wesołe melodyjki pod nosem. Miał dobry humor, pomimo wyczerpującego towarzystwa jakim była Strażniczka czuł się wypoczęty i zaspokojony. Czarodziejka zaś nie odzywała się słowem. Starała się stwarzać pozory normalności oraz niewiedzy. Jednakże ciężko było ukryć rumieniec, który okalał jej starą twarz na samo wspomnienie odgłosów dochodzących z namiotu Isabelli. Doskonale jeszcze pamiętała niewinną minę elfa, kiedy tuż przed pójściem spać ułożył się wygodnie pod drzewem okrywając jednym z kocem jak gdyby nic.
„ Ah Ci młodzi" pomyślała czarodziejka z uśmiechem na twarzy.
Wkroczyli do obozu w dobrych nastrojach. Już z niewielkiej odległości słyszeli Oghrena droczącego się z Alistairem, nie chcąc przerywać zażartej dyskusji między dwojgiem mężczyzn, trójosobowa grupa przystanęła w cieniu drzew.
- Chłopie patrz ile pięknych gołąbeczek cię otacza, rusz, że wodze fantazji, użyj finezji i wyrwij którąś- krasnolud uśmiechnął się do dwa razy wyższego młodzieńca.
- Czy ty nie rozumiesz, że jestem dżentelmenem?
- Jo, znaczy się pedałem? – śmiał się w najlepsze miedzianobrody. Alistair oblał się lekkim rumieńcem odwracając twzrok od jakże uroczego rozmówcy. Zauważył znajomą twarz kryjącą się w gęstwinie.
-Isabella! – nie mając wyboru Strażniczka uchyliła gałęzi wychodząc z cienia, za nią podążyli Zevran z Wynne. Olbrzymi mabari, który spostrzegł znajomego rycerza rzucił się biegiem z zamiarem obskoczenia człowieka.
-Rufus! Nie! Stój! – blondyn machał rękoma przed sobą starając się zablokować szarżującego na niego psa z wyrazem zadowolenia na pysku. Nim zdołał jakkolwiek zareagować leżał na ziemi przygwożdżony ogromną masą czarnego futra.
- Witaj Alistairze – Isabella wyminęła szamocącego się na ziemi przyjaciela uśmiechając się, pomachała rudej dziewczynie siedzącej obok namiotu, Leliana uśmiechnęła się z ulgą w oczach. Zawsze się zamartwiała gdy któryś z towarzyszy odcinał się od grupy wyruszając na misję. Oghren wyszczerzył zęby w powitalnym geście podbiegając do czarnowłosej.
- Szybko ście to załatwili. Mam nadzieję żeście wyciągli co przydatnego z tej wyprawy, bo ze Stenem raz lepiej raz gorzej.
- Nie martw się Oghrenie- poczochrała włosy na głowie przyjacielowi – Wynne, chodź za mną – zawołała do czarodziejki stojącej w niewielkiej odległości od Alistaira leżącego na ziemi.
- Co to za babsztyl?- spytał krasnolud obracając się na pięcie.
- Ten babsztyl Oghrenie, to uzdrowicielka z Kręgu, będzie nam towarzyszyć.
- Witaj – Wynne podeszła do krasnoluda wyciągając rękę na przywitanie, miedzianobrody pochwycił szczupłą dłoń kobiety i potrząsnął nią dwa razy zachwycony – Witam, wtam. Dobrze bydzie mieć takiego talenta w grupie.
- Chodzmy do Stena – Isabella ponagliła dwójkę stojącą przy niej.
- Złaź ze mnie ty cholerny kundlu – Alistair szamotał się na ziemi, zadowolony Rufus nie miał najmniejszej ochoty schodzić z młodzieńca. Dalej w euforii wylizywał twarz blondynowi. Zevran patrzył na tą scenę z rozbawieniem. Rzucił swoje rzeczy w miejscu gdzie zwykł spać, po czym podszedł nieśpiesznie do szamocącej się dwójki.
- Może ci pomóc? – spytał rozbawiony.
- Jakbyś nie zauważył to daję sobie świetnie radę. Rufus siad! – Alistair bardzo szybko przekonał się, że źle dobrał komendę do sytuacji. Całym ciężarem ciała mabari usiadł mu na torsie przygniatając jeszcze bardziej do ziemi. Blondyn wyglądał już jak siedem nieszczęść. Potargana koszula, ubrudzona błotem i ziemią, spodnie były w nie lepszym stanie, z jego złocistych włosów wystawały zaschnięte liście. Zevran zaśmiał się donośnie.
- No widzę, że nic tu po mnie. Nawet się ciebie słucha jak na porządnego psa przystało.
- Zevran czekaj.- wykrztusił resztkom tchu Strażnik. – Mógłbyś…?
- Mógłbym co? – elf nachylił się niebezpiecznie na twarzą niedoszłego templariusza. Alistair zamrugał parę razy oczami. Odchrząknął. – No wiesz, ściągnąć to coś ze mnie?
Elf wyprostował się uśmiechając się łobuzersko.
- Rufus, noga. – Jak za dotknięciem różdżki pies zszedł z torsu młodzieńca grzecznie siadając przy nodze ostrouchego. Zdumiony rycerz uniósł się na łokciach.
- Jak tyś to zrobił? Ten pies zna mnie najdłużej z was wszystkich, a usłucha się wtedy, kiedy dla niego jest to korzystne.
Zevran poklepał mabari po łbie dając mu tym samym znak, by zajął się sobą. Złote oczy zwróciły się ku twarzy wciąż leżącego mężczyzny. Skrytobójca wzruszył ramionami.
- Może wystarczy być stanowczym? – nachylił się lekko wyciągając pomocną dłoń. W momencie kiedy Antivańczyk poczuł uścisk ręki Alistaira szarpnął z całej siły. Pech chciał, że młody Strażnik nie złapał równowagi, tym samym wpadając prosto na elfa. Leżeli przez chwilę na ziemi.
- Em, mógłbyś? – Zevran spytał sugestywnie leżącego na nim rycerza.
- O tak, oczywiście- Alistair wstał pośpiesznie, pomagając wstać blondynowi. Zevran otrzepał się delikatnie z kurzu, po czym pojrzał kokieteryjnie na rycerza. Templariusz dostrzegł wzrok elfa.
- Na co się tak patrzysz? – spytał rozkładając ramiona.
- Nie ma mnie parę dni, a ty już usiłujesz gwałtu na mej osobie – zacmokał elf- Nie ładnie mości rycerzu – zaśmiał się. Mijając zszokowanego Alistaira klepnął go lekko w ramię. Nie obracając się za siebie skierował swe kroki do grupki stoczonej wokół Stena.
Morrigan stała na uboczu przyglądając się nowej. Nie ufała obcym, a szczególnie magom z Kręgu. Złotooka czarodziejka od razu spostrzegła jakim wzrokiem spojrzała na nią stara magini. Był to wzrok wyrażający obrzydzenie. Większość magów pochodzących z Kręgu tak reagowało na apostatów, tak jakby wolność była czymś, czego trzeba się brzydzić. Prychnęła oddalając się od tego całego zamieszania. Minęła Zevrana, kiwnęła mu pośpiesznie głową na przywitanie.
- Hej piękna, już uciekasz?
- Nie mam zamiaru brać udziału w tej szopce.
Elf tylko wzruszył ramionami i poszedł w stronę towarzyszy. Czarodziejka ze skupieniem przesuwała swoje szczupłe dłonie nad nieruchomym ciałem olbrzyma. Oghren wraz z Lelianą oraz Strażniczką patrzyli na to wszystko w głębokim skupieniu, nie mając nawet odwagi odezwać się słowem. Zevran podszedł powoli przystając obok.
- I co z nim?- spytał jako jedyny ze zgromadzonych.
- Wszystko w porządku, brak obrażeń wewnętrznych – uśmiechnęła się magini – Ty tylko złamania i pogruchotane kości. Uporam się z tym w ciągu jednej nocy.
Stojący po jej lewej stronie przyjaciele wypuścili ze świstem powietrze z płuc odczuwając nagła ulgę.
~Punky
