Miecze przecinały przegniłe ciała. Strzały przeszywały na wylot rozkładające się czaszki. Z trwogą w oczach, stawiali czoła istotom powołanym do życia za pomocą magii, której nie znali. Zevan osłaniał krasnoluda, który swoim torpem rozpłatał głowy nieumarłych wrogów.
Isabella starając się zachować zimną krew, dzielnie odpierała ataki skalanych istot. Lochy, w których się znajdywali zdawały się być ich pułapką. Żadne ostrze nie mogło się równać tym przedziwnym kreatorom. Jedynym sposobem na pokonanie tych maszkar, było rozłupanie ich głów.
Morrigan za sprawą swoich mocy, potrafiła zagładzić te istoty za jednym ruchem dłoni. Nieumarli lękali się ognia wiedźmy. Uciekały w popłochu, zostawiając za sobą tylko szlak złożony z poległych żołnierzy Redcliffe.
Kiedy walka dobiegła końca, a część nieumarłych uciekła z podziemi, z oczu całej drużyny można było wyczytać przerażenie. Nigdy bowiem nie widzieli takich istot. Nie straszne były im pomioty oraz demony. Nie straszne były im plugawce, ale z czymś takim mieli po raz pierwszy do czynienia. Alistair stał oniemiały starając się złapać dech, Leliana cichaczem wznosiła swe modły do Stwórcy, zaś Ohgren przeklinał swych przodków. Tylko Zevran stał jak gdyby nic. Kiedy chował miecze jego spojrzenie pochwyciło wzrok Isabelli. Dziewczyna wiedziała, że tak naprawdę w głębi duszy, elfa zżerało przerażenie. Wyraz jego twarzy był tylko dobrze wyszkoloną gra aktorską.
- Halo?- zdało się słyszeć w pustym na pozór tunelu. Mag, więziony w celi, przylegał całym swoim calem do murów swego więzienia. Kiedy usłyszał odgłosy walki dochodzące spoza celi od razu zamknął oczy. Nie mógł on już znieść widoku krwi. – Jest tu ktoś żywy?
Cała drużyna spojrzał po sobie.
- Kto mówi? – odezwała się szlachcianka ociekająca cuchnącą krwią truposzy.
- Jowan. Jestem Jowan, Mag Kręgu. Bynajmniej kiedyś nim byłem.
Zaintrygowana Strażniczka podeszła do krat. Powoli zajrzała przez pręty chcąc ujrzeć twarz mężczyzny. Ku jej zdumieniu, jej oczom ukazał się najbardziej żałosny obraz jaki kiedykolwiek miała przed oczyma. W ciasnej, brudnej celi stał młody mężczyzna o ciemnych włosach. Z jego brązowych oczu bił strach. Trząsł się na całym ciele. Jego szaty były też w nie najlepszym stanie. Od razu poznała w nim maga. Pamiętała z wizyty w Kręgu jakie czarodzieje nosili tuniki.
- Więc nazywasz się Jowan? – spytała bez krzty współczucia w głosie. Młodzieniec słysząc swoje imię szybko pokiwał głową.
- Czemu mag jest zamknięty w celi? – spytał zainteresowany elf – Trochę nie spotykana sytuacja. Coraz mniej mi się to podoba Isabello. Ten zamek skrywa pewnie jeszcze więcej tajemnic, niż nam się wydaje.
- Na dodatek mrocznych tajemnic- zawtórowała mu Morrigan podchodząc z ociąganiem do drzwi celi – Zdradź nam swój sekret – rzekła do wystraszonego maga. Reszta drużyny stała na uboczu przyglądając się całej sytuacji. Jowan pospiesznie przyjrzał się przybyszom, po czym podbiegł do krat chwytając się ich z całej siły, aż pobielały mu kłykcie.
- Błagam, zabierzcie mnie stąd! Tu się roi od tych kreatur. Przychodzą tu, zjadają ich – jego ciemne oczy spojrzały wprost w czarne źrenice Isabelli. Cousladówna zobaczyła w nim tylko obłąkanego człowieka, który widział wiele okropnych rzeczy w zbyt krótkim czasie.
- Kto cię tu uwięził? – spytał Zevran. Wzrok maga momentalnie zwrócił się ku niemu.
- Arlesa. Tak. Ona mnie tu wsadziła. Otrułem jej męża. Kazano mi.
- Że co?! – zdenerwowany Alistair odepchnął Stena stojącego mu na drodze. Wściekły podszedł do krat, wyciągnął swoje ramie i złapał mężczyznę za połacie szat – Co powiedziałeś?!
- Kazano mi – czarodziej skulił się w sobie – Loghain mi kazał. Jestem magiem krwi, uciekłem z Kręgu, on mnie znalazł. Powiedział, że jak zrobię to, czego on chce to puści mnie wolno. Ale on mnie zostawił!- odepchnął rycerza z impetem. Towarzysze spojrzeli po sobie. Na twarzy Leliany zaczęło malować się współczucie.
- Nie możemy go tu tak zostawić – powiedziała rudowłosa.
- Może być niebezpieczny. Poza tym, widać że poskradał zmysły – Sten stał wyprostowany z kamienną twarzą. Leliana przez chwilę przyglądała się olbrzymowi, zastanawiała się jakich może użyć argumentów. Jednak nic sensownego nie przychodziło jej do głowy. Kiwnęła tylko głową nic już nie mówiąc.
- Alistairze, posuń się – rozkazała Isabella, rycerz posłusznie wykonał rozkaz młodszej Strażniczki. Czarnowłosa kobieta przysunęła swoja twarz do zimnych krat – Jowanie, te stworzenia, to twoja sprawka? – dygocący na całym ciele mężczyzna odwrócił twarz ku swej rozmówczyni. Czuł, że ta kobieta jest nieobliczalna. Może i miała piękną twarz, ale w sercu skrywała mrok. Bał się jej.
- Nie, moja pani – zniżył ton głosu – To Connor. Syn arla – zszokowana odpowiedzią maga spojrzała na Alistaira. Ten pocierał czoło starając sobie to jakoś poukładać w głowie.
- Jak to możliwe? – Zevran wydawał się zachować zimną krew, jednak wiadomość o tym, że za tym wszystkim stoi dziecko wywarła na nim ogromne wrażenie – Jak dziecko mogło spowodować tyle szkód?
- Connor jest magiem. Arlesa zatrudniła mnie jako jego nauczyciela. Jednak gdy otrułem jej męża, Connor stracił kontrolę. Demon go opętał – ostatnie zdanie Jowan wypowiedział niemalże szeptem.
- To by wiele wyjaśniało – odezwał się nagle Alistair.
- Co masz na myśli? – Isabella zdawała się nie mieć pojęcia o czym mówi jej przyjaciel.
- Znam rodzinę arla bardzo dobrze, wychował mnie. Pamiętasz, mówiłem ci o tym? – Isabella pokiwała głową – Pani Isolda i Eamon bardzo długo starali się o dziecko. Zapewne kiedy ich syn przyszedł na świat, byli bardzo szczęśliwi. Nagle arlesa zauważa u Connora podatność na magię, myślisz, że oddała by swojego jedynego potomka do Kręgu?
- Ten młotek dobrze kombinuje- odezwał się nagle Oghren – Babie musiało się we łbie poprzewracać, kiedy jej synalek zaczął tyłkiem puszczać fajerwerki zamiast bąków.
- Po prostu świetnie – Morrigan miała skwaszoną minę – W celi mamy przestępcę, który na domiar złego jest magiem krwii oraz apostatą, a na wyższych poziomach zamku szaleje banda ożywieńców pod komendą nieletniego plugawca. Idealny wieczór – prychnęła.
- Morrigan, nie tylko tobie się to nie podoba. Każdy z nas jest już wykończony, a nie wiadomo tak naprawdę co zastaniemy wyżej – Alistair wydawał się już być wytrącony z równowagi. Wiedźma tylko założyła ręce na klatce piersiowej nie odzywając się więcej.
Isabella z całej siły kopnęła kłódkę, która pod wpływem uderzenia rozleciała się na kawałeczki. Drzwi więzienia Jowana stały otworem. Młoda szlachcianka wkroczyła do celi wyciągając swoje ostrze z pochwy. Mag tylko patrzył na nią z uśmiechem na ustach. Wiedział co ma nastąpić. Był gotów. Isabella szybkim ruchem ręki wykonała bezbłędny zamach. Trysnęła krew. Po podłodze potoczyła się głowa. Z otwartych ciemnych oczu nie biły już żadne emocje.
~Punky
