Jestem bardzo mile zaskoczona, że ff w większym stopniu przypadł do gustu:)
Rozamunda, jeszcze raz dziękuję za zwrócenie uwagi na błędy i mam nadzieję, że w II rozdziale wyłapałam większość. Chociaż nadzieja matką głupich:)
Filigranka, nawet nie wiesz, jak się przeraziłam na powiadomienie, że akurat Ty skomentowałaś tego ff. Często czytam Twoje komentarze do innych opowiadań i cóż, mówisz, co myślisz bez owijania w bawełnę:) Dlatego ULGA, że się podobało:D
Saphira849, moja reakcja na wzmiankę o medalu jest nie do opisania. Mówiąc w skrócie - wyszczerz poziom hard:D
Nika2107, Nowa Hermiona swoimi absurdalnymi tekstami faktycznie wywołuje ogromny efekt, a przynajmniej w mojej wyobraźni;D Cieszę się, że rozdział przypadł do gustu;)
AliceSz, podejrzewam, że Stara Hermiona zaszlachtowałaby się, słysząc i widząc nową siebie;D Cieszę się, że Hermiona po "wypadku" się podoba:)
Meerevel, jest mi niezmiernie miło, że nieprzerwanie komentujesz moje wypociny:) Osobiście jako wielka fanka Draco po prostu wciskam go gdzie tylko się da, choćby i z Hermioną;) Nowa Hermiona nie pamięta Draco-wrednej-mendy, więc nic nie psuje jej wizji chłopaka idealnego plus dochodzi tu jeszcze kwestia gustu, który w tym przypadku ode mnie zapożyczyła;p
Lucrecia LeVrai, cóż mogę rzec? Cieszę się, że moje poczucie humoru jednak kogoś jeszcze bawi:)
xredds, gdzieś w moim spaczonym umyśle pojawiła się myśl, że może zrobić z tego ff coś dłuższego, ale w końcu postanowiłam trzymać się pierwotnej koncepcji:) I chyba Cię zasmucę, mówiąc, że rozdział II będzie ciut krótszy od poprzedniego...;p
deframbuesa, ufff kamień z serca, że trochę autentyzmu w tym jednak jest:) Bałam się, że zrobiłam z Rona postać mało inteligentną nawet jak na Rona:)
LadyB96, szkoda, że Stara Hermiona ubiłaby mnie podręcznikiem za zrobienie z niej takiej ekhm :D
A także dziękuję wszystkim, którzy poświęcili się i przeczytali pierwszy rozdział:3
Hermiona po raz dwudziesty szósty odtańczyła taniec szczęścia. Nikt nie zwrócił na to specjalnej uwagi. Owszem, kiedy zaczęła odprawiać jakiś dziwny rytualny taniec, wszyscy gapili się na nią jak na nienormalną, ale to przy pierwszych może pięciu razach. Przy dwudziestej szóstej próbie nie robiło to wrażenia. Tylko Ginny patrzyła na koleżankę lekko zmartwiona. Ron do niedawna też tak patrzył, ale nie na Hermionę. Raczej w myślach na całe swoje życie, które nagle przestało mieć sens. Wszystko szło nie tak i wszystko stawało na głowie. Wszystko było bez sensu.
- Ginny! Musimy znaleźć mi jakąś ładną sukienkę! – Hermiona nawet nie próbowała powstrzymywać szerokiego uśmiechu i podekscytowania, które ujawniało się za każdym razem, kiedy tylko otwierała usta. Chociaż wystarczyło spojrzeć na jej wygibasy, by je dostrzec.
- Hermiono, myślisz, że on mówił poważnie? – zapytała Ginny ostrożnie.
- Przecież tam byłaś! Gdyby nie mówił poważnie, nie robilibyście z tego takiej afery, nie?
- Ale, Hermiono, to jest MALFOY!
- I co z tego? – wypaliła Hermiona. Jej uśmiech zgasł, a oczy wyrażały wyzwanie. Ginny westchnęła i machnęła ręką. Tego dnia nie miała siły, zbyt wiele się wydarzyło. W dodatku Neville odmówił jej, gdy go zaprosiła na felerny bal. Cholera, był już zajęty! Jeszcze zostawał Harry, ale ponoć zamierzał umówić się z Cho.
- Ej, Dean, idziesz ze mną na bal? – niemal krzyknęła do chłopaka wchodzącego do Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Dean spojrzał na nią zaskoczony, jednak po chwili się wyszczerzył.
- Jasne.
Ginny uśmiechnęła się do siebie.
- Widzisz? – zaczęła Hermiona. – Teraz obie mamy fajnych partnerów – zakończyła ze śmiechem.
Rudowłosa westchnęła i pokręciła głową. Nie ma szans, żeby odwiodła Nową Hermionę od planu Zniewolenia Malfoya.
No trudno, wygląda na to, że muszę chociaż sprawić, że będzie najlepiej wyglądającą czarownicą w Hogwarcie.
Hermiona weszła do Wielkiej Sali pewnym krokiem, obdarzając wszystkich zgromadzonych serdecznym uśmiechem. Co niektórzy nawet odpowiadali jej tym samym. Ha, była nawet grupka chłopców, którzy z aprobatą się za nią oglądali!
Tak, zmiana fryzury i podkreślenie urody makijażem były strzałem w dziesiątkę. Natrudziła się przy tym niemało, ale dało to oszałamiające efekty. Co, że spędziła jakieś cztery godziny w bibliotece, poszukując zaklęć, które poskromiłyby busz zdobiący jej głowę, a potem kolejne dwie przed lustrem. Warto było. Warto było dla tych lubieżnych spojrzeń chłopców i zazdrosnych wyrazów twarzy dziewcząt. Warto było dla niego.
Wzrok Hermiony powędrował natychmiast do jasnej czupryny przy ślizgońskim stole. Od razu na jej policzki wpłynęły czerwone rumieńce. Patrzył na nią! Draco Malfoy patrzył na nią tymi pięknymi, przenikliwymi szaroniebieskimi oczami, a wyraz twarzy miał co najmniej aprobujący dla tego, co widział.
Hermiona, próbując powstrzymać się od odtańczenia po raz enty tańca szczęścia, w końcu dotarła na swoje miejsce przy stole Gryffindoru. Siadając pomiędzy Harrym – okazało się, że jednak chłopak nie nazywa się Barry, ale co tam, była przecież blisko! – a Ginny, minę miała wręcz rozanieloną.
- Ach – westchnęła, sięgając po grzankę. Nikt nie skomentował tego odgłosu. Nowa Hermiona rozwiała wszelkie nadzieje w chwili, kiedy odtańcowywała taniec szczęścia po raz dziewiąty. Już nikt się nie łudził, że to zauroczenie Malfoyem – jeśli tak można określić obsesję dziewczyny – to zwykły żart. To nie był żart, to nie było śmieszne. Dla Gryfonów to była tragedia! Żeby ktoś z szanującego się Domu Godryka Gryffindora obdarzył najprawdziwszą ślizgońską szuję uczuciem pozytywnym…! Toż to tragedia nad tragediami! Kto to widział?!
Ale Hermiona nie chciała nikogo słuchać, wiedziała swoje. Wiedziała, że Draco Malfoy jest ciachem nad ciachami i że kiedyś staną wspólnie na ślubnym kobiercu. I według niej, poza mało arystokratycznym imieniem „Hermiona", nie było żadnych przeciwwskazań, aby w przyszłości została panią Malfoy.
- Ach – westchnęła ponownie dziewczyna i tym razem nie wzbudzając specjalnego zamieszania. Grupka przyjaciół tegoż ranka siedziała nadzwyczaj cicho. Wszyscy zresztą byli przekonani, że tak pozostanie do końca posiłku, ale cóż – mylili się. Ciszę bowiem przerwała malutka papierowa sowa, która, lądując na talerzu Hermiony, spowodowała pewne poruszenie.
- Od kogo? – od razu zapytała Ginny.
- To liścik? – włączył się Harry.
Hermiona, czując, jak ktoś wzrokiem wierci dziurę w jej plecach, wzięła sówkę do rąk i delikatnie pociągnęła za papierowe skrzydełko.
Odchrząknęła, dając do zrozumienia Ginny, by ta nie zaglądała jej przez ramię. Rudowłosa dziewczyna z naburmuszoną miną zajęła się swoim śniadaniem, co jakiś czas jednak spoglądając na koleżankę.
Pierwszą rzeczą, jaką ujrzała Hermiona, gdy kartka się rozprostowała były schludne pochyłe literki zapisane czarnym atramentem.
Jak najprędzej masz mnie powiadomić o kolorze sukienki, Granger. Muszę dobrać krawat.
D.M.
Hermiona kilkukrotnie przejechała wzrokiem po wiadomości, czując jak czerwienieje jej twarz, a kąciki ust bezwiednie unoszą się w uśmiechu.
- Od kogo? – zapytała Ginny, siląc się na bezinteresowny ton.
Hermiona nie odpowiedziała. Zamiast tego obróciła się w stronę, z której ktoś od paru minut miażdżył ją spojrzeniem. To, co ujrzała zaparło jej dech w piersiach. Te piękne oczy wpatrujące się w nią tak intensywnie!
Wykorzystała ostatek sił i zdrowego rozsądku, by przywrócić normalny rytm oddechów. Kiedy już to zrobiła, uśmiechnęła się lekko i pomachała Malfoyowi drżącą ręką.
Draco zmrużył oczy i natychmiast odwrócił wzrok.
Hermiona zamarła z uniesioną ręką i uśmiechem na ustach. I tak będziesz mój – zdecydowała, cmokając z niezadowolenia.
Obróciła się, słysząc czyjeś głośne westchnięcie. Znowu Ginny. Hermionę zastanawiała, czy jej koleżanka zawsze miała w zwyczaju tyle wzdychać.
- To się robi coraz mniej zabawne, Hermiono. Już piszecie liściki do siebie!
- Kto pozwolił ci przeczytać? – warknęła niemal tamta, cisnąc piorunami z oczu.
- Hermiono, czy ta sowa była od Malfoya? – zapytał Ron, nie podnosząc na nią wzroku.
Dziewczyna uśmiechnęła się mimowolnie.
- Tak.
- Jeśli chcemy uwarzyć siedemset pięćdziesiąt mililitrów eliksiru, ile szałwii…
Hermiona ziewnęła. Ile jeszczeeee?! Rozejrzała się po klasie i uśmiechnęła, gdy jej spojrzenie zatrzymało się dłużej w jednym miejscu.
Przeciągnęła się i wyjęła z torby kawałek pergaminu.
Po minucie obserwowała, jak zgrabna sówka przemierza klasę.
- Panno Granger, proszę się obudzić. Minus pięć punktów za brak uwagi – zawyrokował Snape.
Hermiona przewróciła oczami. Wystarczyła jedna lekcja z Mistrzem Eliksirów, żeby go znielubiła. Doprawdy, jak można być takim złośliwcem? Jeszcze odejmuje punkty bez powodu…
Przetarła oczy dłońmi i właśnie miała zacząć słuchać Nietoperka, ale jej uwagę zaprzątnął papierowy łabędź szybujący ku niej. Uśmiechnęła się; łabędź był dużo ładniejszy od jej sówki.
Granatowy? Tak krukońsko? No niech będzie, Granger. Tylko wyglądaj jak człowiek.
D.M.
Hermiona, przygryzając wargę, by się nie roześmiać, szybko złapała za pióro i nabazgrała kilka słów na czystym kawałku pergaminu. Po chwili przez salę przeleciał papierowy znicz.
Dziewczyna z lubością obserwowała, jak twarz Ślizgona wykrzywia się w zaskoczeniu. Nie musiała długo czekać na odpowiedź.
Nie wierzę, że spytałaś się mnie, czy możesz założyć obcasy, Granger. Ale skoro moje zdanie jest tak ważne – a jest bezapelacyjnie – wolałbym, żebyś darowała je sobie. Chyba nie chcesz wyglądać przy mnie jak Hagrid?
D.M.
Drogi Draco, cieszę się, że podzieliłeś się swoją opinią. Skoro sobie tego życzysz, założę zwykłe baleriny. Już nie mogę się doczekać balu.
Pozdrawiam, H.G.
Przypominam, Granger, że nie idziesz na bal z osobą zwykłą, dlatego nie mów mi nic o zwykłych butach. Nie pozwolę, żebyś umniejszała mojej osobie. Powiedz tylko, jaki masz rozmiar.
D.M.
Drogi Draco, naprawdę jest mi niezwykle miło, że tak o mnie dbasz. Noszę 5.
Pozdrawiam, H.G.
Nie dbam, Granger. Ja dbam tylko o siebie.
D.M.
Snape jednym szybkim ruchem przechwycił liścik w postaci węża pełznącego po posadce.
- Uroczo, doprawdy – skomentował kąśliwie.
Hermiona jednak nie przejęła się zbytnio ani Snapem, ani szlabanem, który wlepił jej chwilę później. Miała zbyt dobry humor, żeby przejmować się czymkolwiek.
W końcu nadszedł upragniony przez Hermionę dzień. Nie, nie dzień balu – chociaż i do niego niewiele zostało – a dziewiętnasty listopada, czyli dzień, w którym wszyscy uczniowie mieli rozpocząć próby.
Oczywiście, większość podopiecznych Hogwartu była oburzona. Po co im jakieś próby?! Jednak Dumbledore uparł się, aby bal otworzyć oficjalnym tańcem. Dyskusje na temat owego tańca trwały w nieskończoność. Nikt nie chciał pozwolić, aby to sam dyrektor ułożył choreografię – uczniom zresztą też nie uśmiechało się pląsać idiotycznie i to przy jakiejś Britney Spears.
Dumbledorowi ponoć jak nigdy puściły nerwy na krytykę jego gustu muzycznego i „rzucił to w cholerę", pozostawiając wybór tańca i muzyki reszcie grona pedagogicznego. Zagiął ich wtedy niesłychanie; żaden z nauczycieli z początku nie miał pomysłu. Tym bardziej ciężko sobie wyobrazić, że Mistrz Eliksirów nagle wyskoczył z propozycją tanga argentyńskiego. Kto by pomyślał, że Severus Snape lubuje się w takich klimatach?
Wszyscy byli zbyt oszołomieni, by jakkolwiek zaprotestować, toteż Mistrz Eliksirów opuścił zacne grono z zadowolonym uśmieszkiem na ustach. Szczęście z twarzy profesora jednak zniknęło niedługo potem, bowiem McGonagall przekonała resztę nauczycieli do walca. „Walc albo pląsy profesora Snape'a, wybierajcie."
Także dnia dziewiętnastego listopada w Wielkiej Sali – przekształconej na potrzeby próby – zebrali się uczniowie, w większości zadowoleni nauczyciele oraz profesor Snape i Dumbledore. Ten pierwszy z pogardliwie zaciśniętymi w wąską linię ustami, drugi z miną zbitego psa.
Pod czujnym okiem grona pedagogicznego, uczniowie ustawili się w parach oraz zostali odpowiednio dobrani w wypadku nieposiadania partnera. Takim sposobem bez osoby towarzyszącej pozostał jedynie Neville Longbottom. Niestety, dziewcząt było o jedną mniej niż chłopców i wyglądało na to, że Neville sobie nie potańczy. Nie okazywał jednak smutku czy rozczarowania, wręcz przeciwnie – szczerzył się do wszystkich niepokojąco.
Kiedy Hermiona stanęła obok Draco, niemal serce wyskoczyło jej z piersi. Był tak blisko!
- Będą tutaj cały czas? – mruknęła do siebie - kiedy już uspokoiła oddech oczywiście - zerkając niepewnie na nauczycieli kręcących się w pobliżu.
Usłyszała pogardliwe prychnięcie i obróciła się, by spojrzeć z zaskoczeniem na jasnowłosego Ślizgona.
- Jesteś niemądra, Granger. Myślisz, że nie mają lepszych rzeczy do roboty?
Jak na potwierdzenie słów Draco, większość nauczycieli powoli zaczęła ulatniać się, aż w końcu została tylko McGonagall.
- Mam nadzieję, że coś wam pozostało w głowach – powiedziała cicho. – Panie Weasley, proszę do mnie.
Ron zrobił przerażoną minę i nie ruszył się z miejsca. McGonagall westchnęła.
- No dobrze, w tym roku panu odpuszczę. Panie Longbottom! – zawołała.
Trochę niepewnie, aczkolwiek i tak odważniej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać, stanął przy niej Neville. Chłopak, pamiętając śmiechy, które posypały się w zeszłym roku, kiedy to Ron zmuszony został do tańca z McGonagall, nie miał zamiaru popełnić żadnego błędu i dać reszcie powodu do drwin. Dlatego też natychmiast objął McGonagall w talii, ujął dłoń kobiety i prawidłowo utworzył tak zwaną ramę.
Nauczycielka Transmutacji była pod wrażeniem. Uprzedzając uczniów, że taniec pokazowy powtórzą co najwyżej dwa razy, ruszyła w tan.
Z Nevillem wirowali po sali bez podkładu muzycznego, ale efekt był porażający.
- Nie wiedziałam, ze Longbottom tak dobrze tańczy – rozległ się gdzieś szept.
- Oczywiście, że tak! W końcu mój były partner! – krzyknęła Ginny zadowolona i dumna z kolegi.
Neville tymczasem przystanął, wypuścił z objęć McGonagall i pokłonił się jej elegancko.
- Teraz wasza kolej – powiedziała nauczycielka, starając się ukryć uśmiech i pozbyć siłą woli rumieńców, które bezwiednie wykwitły na jej policzkach.
Hermiona odwróciła się przodem do Draco i spróbowała się uśmiechnąć. Zamiast tego ostatniego, otworzyła szerzej oczy. Czy kiedykolwiek przestanie się tak zachwycać jego urodą?!
- Eee… My też, Granger – odezwał się Draco mało elokwentnie.
Hermiona skinęła głową, przybliżyła się do chłopaka i położyła mu dłoń na ramieniu. Drugą ujęła jego własną, ignorując dreszcz, jaki przeszedł ją, gdy rozpalona skóra spotkała się z chłodną.
Minęła chwila zanim Draco zadziwiająco delikatnie objął ją w talii.
- Uważaj Granger, te buty kosztowały majątek – warknął, kiedy już przy pierwszym kroku Hermiona nadepnęła mu na stopę.
- Przepraszam – wydukała i odetchnęła głębiej. Musiała się uspokoić. To jego obecność tak na nią działała; przecież doskonale znała kroki!
Z kąta sali Hermionę obserwował Ron i przeklinał życie pod nosem. Gdyby jego przyjaciółka nie oberwała tłuczkiem, nie straciłaby pamięci. A wtedy nadal nienawidziłaby Malfoya i nie tańcowałaby z nim na środku sali! Ha! Byłaby teraz tutaj, w ramionach Rona! Ona a nie – przeklęty pech! – Padma! Jednak Hermiona oberwała tłuczkiem, straciła pamięć i zakochała się w Malfoyu, a Ron jak ten ostatni idiota zamiast ćwiczyć kroki gapił się na nią z utęsknieniem i złością. Zresztą nie on jeden nie mógł oderwać wzroku od tej pary na środku sali. Prawie połowa uczniów co rusz zerkała w tamtą stronę. W końcu Hermiona Granger z Draco Malfoyem? To zdecydowanie coś niecodziennego.
Ron przez pierwszych kilka minut był całkiem zadowolony – a przynajmniej nie aż tak zeźlony. Wydawało się, że Malfoyowi i Hermionie nie idzie najlepiej; co chwila się zatrzymywali i Ślizgon krzywił się niezmiernie. Tak było z początku.
Niewiele czasu minęło, kiedy Hermiona dostosowała się do Malfoya i nie dość, że przestali się zatrzymywać, to jeszcze zaczęli tańczyć tak dobrze, że większość par zaprzestało ćwiczeń, by móc ich podziwiać.
Wirowali na parkiecie, w tle grała cicho muzyka. Włosy Hermiony falowały z każdym obrotem, oczu nie spuszczała z twarzy swego partnera. Ten nie pozostawał jej dłużny.
Kiedy skończyli, zostali nagrodzeni gromkimi brawami.
- No już, spokój! – rozkazała McGonagall, żeby opanować rozjuszony tłum. – Bardzo ładnie panno Granger, panie Malfoy. No już! – Klasnęła. – Wracać do ćwiczeń.
Hermiona, cała czerwona na twarzy, wyciągnęła rękę do Draco. Chłopak z krzywym uśmiechem na ustach ujął jej dłoń i po chwili ponownie oddali się tańcu. Tym razem jednak mniej efektownie – oboje zdążyli się już zmęczyć – aczkolwiek równie płynnie.
- Twój rudy kochaś cały czas się gapi, Granger.
Hermiona rozejrzała się, nie przerywając walca. Nie odnalazła jednak Rona w tłumie.
- To nie jest mój kochaś – mruknęła jedynie.
- Jest zazdrosny, Granger. – Malfoy wydawał się być rozbawiony.
- Cieszy cię to?
- Niezmiernie. Doprowadzanie Weasleya do szału stało się moim hobby.
Hermiona przyjrzała się jeszcze dokładniej twarzy Draco. Wcześniej zdążyła zapamiętać już każdą rysę jego arystokratycznej twarzy, tym razem jednak doszukiwała się czego innego. I faktycznie, znalazła to. Rozbawienie. Najwidoczniej mówił szczerze o Ronie.
- A wiesz, co jeszcze bardziej by go wkurzyło? – Hermiona, mówiąc to aż spuściła wzrok. Było jej gorąco.
Draco uniósł jedną brew pytająco.
- Emm… Gdybyś mnie teraz pocałował.
Draco roześmiał się głośno. Miał bardzo przyjemny śmiech.
- Słyszałem, że uderzyłaś się w głowę, Granger. Bardzo mocno, jak widać.
- To tłuczek mnie uderzył – mruknęła pod nosem, powodując kolejną salwę śmiechu.
- Kiedyś nigdy nie powiedziałabyś, żebym cię pocałować, Granger.
- A ty nigdy byś mnie nie zaprosił na bal – odgryzła się.
Zaskoczenie przemknęło przez twarz Ślizgona, po czym wykrzywił usta w tym swoim zwyczajowym uśmieszku.
- Dla takiej miny Weasleya zrobię wiele. – Wskazał jedną ręką gdzieś w przestrzeń.
Hermiona powiodła wzrokiem we wskazanym kierunku. Ron tańczył tam z jakąś dziewczyną o egzotycznej urodzie. Nie zwracał jednak na nią żadnej uwagi; cała poświęcona była Hermionie i Draco. Na moment spojrzenia dziewczyny i rudowłosego Gryfona skrzyżowały się.
- Ale pocałować mnie nie chcesz – mruknęła Hermiona przekornym tonem.
- Zobaczymy, Granger – rzekł Draco wymijająco, uśmiechając się przy tym.
Och, gdyby wiedział, ile narządów wewnętrznych Hermiony skręciło się na te słowa…
Chyba jednak wie, pomyślała Hermiona, widząc zadowolenie malujące się na twarzy Draco. Widocznie zdawał sobie sprawę, jaki efekt wywoła słowem „zobaczymy".
Koniec próby dobiegł zadziwiająco szybko. Hermiona, opuszczając Wielką Salę, miała minę co najmniej rozanieloną.
Tym razem więcej Draco:
Zachęcam oczywiście do komentowania!
Czy tylko ja uważam, że to ich słanie liścików było maksymalnie urocze?
