Nika2107, dziękuję za wyłapanie błędu; czasami zastanawiam się czy aby na pewno byłam przytomna, pisząc to:) A co do Snape'a to powiem szczerze, że toczyłam walkę ze sobą, zastanawiając się czy nasz profesorek wolałby tango czy pasodoble. Ale tango do łepetyny przyszło pierwsze, a przecież kto pierwszy ten lepszy:)
Rozamunda, mam jakąś chorą satysfakcję, że Neville spowodował owe spekulacje:D Ale spokojnie, w tym rozdziale przekonasz się, jak blisko prawdy byłaś (jeju, jak to serialowo brzmi hehe) A, zapomniałam wspomnieć wcześniej, więc robię to teraz - Twój wierszyk w komentarzu był po prostu rozbrajający:D *bije brawa i szczerzy się niewyobrażalnie*
AliceSz, biedna Hermiona - nikt nie chce, żeby wróciła;D A co do Draco to starałam się pozostawić go w jak największym stopniu ślizgońskim i malfoyowatym, na tyle na ile było to oczywiście możliwe;)
saphira849, Draco to w końcu Draco. Chociaż... ;D Aj, co ja będę gadać, III rozdział sam wszystko rozstrzygnie;D
LadyB96, jakoś ostatnio naszła mnie wizja Snape'a z zaczesanymi do tyłu włosami, nagą klatą i czerwoną różą w zębiskach;D No i jakąś bezbronną uczennicą w ramionach... Moje uwielbienie dla Severusa zdecydowanie przekracza granicę bezpieczeństwa;D
xredds, bardzo spodobało mi się określenie bezmózga:D jakoś tak idealnie pasuje mi do Hermiony pytającej Draco, czy aby nie jest on jej chłopakiem:D A rozdział ostatni, no niestety. Chociaż pewnie kiedyś znowu coś tam nabazgrolę o tej dwójce;) No i oczywiście bardzo się cieszę, że moje opowiadanie skłania do nagabywania heh:D
Meerevel, McGonagall chyba też nie żałowała, że odpuściła tym razem Ronowi;D
Filigranka, muszę Cię zasmucić, im dalej w las tym więcej romantyzmu i cukierkowatości:) Ale mam nadzieję, że nie przegięłam i nie wyszło kiczowato. Chociaż wcale bym się nie zdziwiła, parę dni temu zabrałam się za pewne romansidło i jak na razie główna bohaterka jedynie rumieni się gorzej niż Ronald Weasley, także mogło mi się coś udzielić:)
deframbuesa, sama po opublikowaniu II rozdziału stwierdziłam, że jednak Malfoy mimo swojej malfoyowatości, która się jednak uchowała w jakimś stopniu, jest za miły! No, może nie za miły, ale jakiś taki nie- "jesteś szlamą, brzydzę się tobą, nie dotykaj mnie, mój ojciec się o tym dowie" :) Zwalmy to na karb tego, że to inna Hermiona:) Może Draco zachowywał się tak w stosunku do Starej Hermiony, bo mu imponowała? miała lepsze oceny i była bystra? Może wkurzał go fakt, że gdzieś w głębi podziwiał Granger? A tu proszę, postawiona zostaje mu Gryfonka na pozór tępa i niezadzierająca nosa - jego powód do niechęci znika? Oczywiście to tylko spekulacje, ale kto wie, może tak to właśnie było;p Heh, moja wyobraźnia poleciała za daleko:D
Dziękuję oczywiście wszystkim, którzy zechcieli przeczytać ten tekst:)
Heh, rozdział wyszedł trochę dłuższy niż miał, ale mam nadzieję, że Wam to nie przeszkadza;p
- TO JUŻ JUTRO!
- Au! Nie krzycz mi do ucha!
- Nie do ciebie mówię!
- ALE DO MOJEGO UCHA!
Rodzeństwo Weasley jak zwykle sprzeczało się, wywołując u Harry'ego uśmiech i irytację jednocześnie.
Ginny była bardzo podekscytowana zbliżającym się balem, a cóż, na Rona ten temat działał raczej jak płachta na byka.
- Harry, mógłbyś podać mi serwetkę?
Chłopak, nie oglądając się nawet na Hermionę, z uśmiechem na ustach sięgnął po serwetki. Czynność odbyła się oczywiście przy akompaniamencie wrzasków Rona i Ginny.
Hermiona podziękowała i zabrała się na powrót za jedzenie. Harry przyjrzał się jej.
Minęło sporo czasu odkąd straciła pamięć i już zdążył przyzwyczaić się do Nowej Hermiony. W gruncie rzeczy, ta „nowa" nie odbiegała szczególnie od „starej". Główną różnicą między nimi było uwielbienie Malfoya. Reszta raczej pozostała taka sama.
Co prawda Nowa Hermiona trochę lżej traktowała z początku naukę. Szybko jednak pokochała książki i testy. W bibliotece - zupełnie jak za dawnych czasów - spędzała całe popołudnia.
Nowa również szybko przyzwyczaiła się do Rona i Harry'ego, których obecnie uznawała za swoich najlepszych przyjaciół. Ginny także bardzo lubiła, ale dziewczyna zdawała się Hermionie trochę męcząca z tą swoją niespożytą energią.
Zarzuciła też quidditcha, twierdząc, że chociaż świetnie lata na miotle to nie wiąże z grą przyszłości i woli poświęcić czas wolny na naukę.
Harry uśmiechnął się szerzej. Ulżyło mu, że Hermiona przypomina dawną siebie. Tylko trochę ładniejszą – podpowiadał głosik w jego głowie. Nie mógł się z nim nie zgodzić, dziewczyna wyglądała świetnie; szopa zniknęła z głowy bezpowrotnie.
- Dzisiaj poczta – przypomniał Harry. – Ron, twoja mama przyśle zeszłoroczną szatę, prawda?
Ron zaczerwienił się po koniuszki uszu i mruknął coś niezrozumiałego pod nosem. Ginny posłała Harry'emu aprobujące spojrzenie.
- Czyżbyście zawarli sojusz przeciwko Ronowi? – Hermiona nie mogła powstrzymać uśmiechu. Nie tylko dlatego, że bawił ją wiecznie bulwersujący się Ron. Cieszyła się ze szczęścia Ginny, na którą ostatnimi czasy Harry zaczął zwracać większą uwagę. Cho zapowiedziała mu, że nie pójdzie z nim na bal przez wzgląd na szacunek do nieżyjącego Cedrika i Harry pozostał bez partnerki. Dean, widząc „to coś" między dwójką przyjaciół, wyznał Ginny, że w gruncie rzeczy wcale nie miał ochoty iść na ten cały bal. Gdyby ktoś spojrzał na tę sytuację z boku, pewnie zdziwiłby się niemało, że Gryfonka w odpowiedzi na „wystawienie do wiatru" tylko rzuciła się chłopakowi na szyję z wielkim wyszczerzem na twarzy.
- Może – odpowiedział Harry, puściwszy oko do rudowłosej dziewczyny.
Hermiona westchnęła radośnie. Nie mogła się już doczekać, aż zobaczy tę dwójkę razem na balu.
Dobrego humoru nie popsuła jej nawet paczka, która, lądując w płatkach dziewczyny, całą ją ochlapała.
- Oho, poczta przyszła – mruknęła Hermiona, ścierając z twarzy mleko. Nie na wiele się to zdało, bowiem po chwili na włosach i nosie Gryfonki zagościł serek waniliowy Rona.
Wystarczyło jęknięcie, by wydedukowała, co przysłano jej koledze. Pewnie tę przesławną szatę, o której tyle się mówi.
- Będziesz ślicznie wyglądał, braciszku. A ty, co dostałaś?
Hermiona nie odpowiedziała. Zamiast tego dokładnie obejrzała paczkę. Na jej wierzchu pochyłym pismem widniało nazwisko „Granger".
Czując rosnące podniecenie, zabrała się za zdzieranie papieru. Z każdym szarpnięciem ukazywała się coraz większa cześć prostokątnego, kartonowego białego pudełka.
W chwili, w której dłoń Hermiony spoczęła na pokrywie, ktoś zaczął wwiercać się spojrzeniem w jej plecy. Nie musiała się nawet odwracać, by wywnioskować kto. Nie ruszywszy się z miejsca, uniosła rękę i pomachała Draco. Przez chwilę walczyła z pokusą przekręcenia się i uwiecznienia w jakikolwiek sposób jego miny. Ciekawe zresztą jaka by była. Zaskoczona? A może rozbawiona? Wszystko jedno, z każdą mu do twarzy i każdą chętnie by uwieczniła.
Otworzyła pudełko i odchyliła tkaninę, którą wyściełane zostało wnętrze.
- Na Merlina! – wymsknęło się z ust dziewczyny.
W środku pudełka spoczywała para eleganckich srebrzystych balerinek. Prostych, bez żadnych zbędnych dodatków, ale naprawdę przepięknych!
- Jaki kolor – westchnęła Ginny z podziwem. – Trafił w dziesiątkę!
Faktycznie, kolor idealny – pomyślała Hermiona. Srebrzysty. Ale nie jakiś kiczowaty, nie raził w oczy, nie zwracał na siebie zbytniej uwagi. W dodatku idealnie komponujący się z jej sukienką. Hermiona mogłaby nawet stwierdzić, że jest identyczny, jak pasa zwężającego jej sukienkę w talii.
Wspominałam mu co prawda o srebrnym pasie, ale…
Hermiona spojrzała na Ginny wyczekująco.
- Nie patrz tak na mnie! Uparł się, żeby mu pokazać tę kieckę...
- Ginny!
- No nie gniewaj się! Chciał mieć pewność, że buty będą pasować!
- Ginny, jak mogłaś? – wtrącił się Ron. – Bratałaś się z Malfoyem!
Latorośl Weasleyów przewróciła oczami.
- Przesadzasz. Poza tym, to dla dobra Hermiony.
- Coś ten Malfoy za bardzo się przejmuje – mruknął Ron zrezygnowanym tonem. Do końca się jeszcze nie pogodził z tym, że temat Malfoya poruszany jest niemal codziennie. No i nadal nie był zachwycony, że Hermiona wybiera się na bal z tą fretką.
Ciemnowłosa Gryfonka pokręciła głową i uśmiechnęła się do siebie. Mogła spodziewać się tego po Draco pragnącym wiecznie mieć wszystko pod kontrolą.
Odwróciła się i ich spojrzała mu prosto w oczy. Tak, musiał też wiecznie obserwować jej reakcje.
- Są wspaniałe – powiedziała, nie wydobywając z siebie żadnego dźwięku. Musiał zrozumieć wszystko z ruchu jej warg, bo zauważyła, jak po jego twarzy przemyka wyraz zadowolenia. Przewróciła oczami, kiedy jak gdyby nigdy nic na powrót zajął się jedzeniem.
I tak wszyscy wiedzą, że mnie lubisz! – chciała mu wykrzyczeć. Oczywiście, zaprzeczyłby. Powiedziałby, że ledwo ją toleruje i to tylko i wyłącznie, by zezłościć Rona. Ale i tak Hermiona wiedziała swoje. Najlepszym na to dowodem było zaprzestanie zwracania się do niej per „szlamo". Oczywiście, nie mówił do niej po imieniu; na takie rzeczy za wcześnie. Poza tym, przyzwyczaiła się do „Granger" na końcu każdej wypowiedzi Draco. A żeby nie było, miała ku temu wiele okazji.
Głównie na próbach, bo jakby inaczej. Od tej dziewiętnastego listopada miejsce miały jeszcze trzy. Za każdym razem olśniewali innych swoją płynnością ruchów.
Podczas walca zazwyczaj na początku nie odzywali się do siebie. Dopiero po pierwszej „rundce" dawali sobie spokój z niezwykłą dokładnością wszystkich kroków oraz obrotów i zaczynali… cóż, rozmawiać. Nie były to może rozmowy na poziomie przyjaciół, ale i tak Hermiona po każdej pogawędce z Malfoyem czuła się jak w niebie. Co, że zazwyczaj podśmiewali się z Rona, który nie spuszczał z nich wzroku? Ważne, że w ogóle i że razem!
- Na Salazara, ten twój kochaś nigdy nie przestanie molestować mnie wzrokiem, Granger.
- Mój kochaś? To ciebie molestuje, więc może…
- Nawet nie kończ, Granger. Już wystarczy, że co poniektórzy zarzucają mi romans z Potterem.
- SŁUCHAM?!
- Zapomnij, Granger, zapomnij…
Hermiona każdą chwilę, kiedy Malfoy sobie żartował, wspominała z uśmiechem nie do opisania. Chociaż można powiedzieć, że wspominała tak każdą chwilę spędzoną w jego towarzystwie. Na szczęście, im częściej z nim rozmawiała, tym łatwiej przychodziło jej zachowywanie się po ludzku. Teraz, kiedy przypominała sobie, jak podczas posiłku w Wielkiej Sali zapytała go, czy aby nie jest jej chłopakiem, od razu miała ochotę ukryć twarz w dłoniach.
- … Aurorzy powinni się tym zająć, nie możemy pozwolić tym wielkoludom dewastować wiosek.
- Przecież wiesz, że Aurorzy mają teraz na głowie ważniejsze rzeczy.
- A ja myślałem, ze troszczysz się o wioskowych głupków, Granger.
- Nie mów tak. Przecież nie powiedziałam, żebyśmy ich zostawili. Jestem zdania, że…
Właściwie cieszyło ją, że może pogadać z Draco i na normalniejsze tematy (inne niż Ronald Weasley). Oczywiście w głowie co wieczór inaczej wyobrażała sobie ich walca. Liczyła, że w końcu Malfoy powróci do tematu, który zakończyli na „zobaczymy".
- Hermiono! – krzyknęła Ginny do ucha Gryfonki. – Odpłynęłaś.
- Wybaczcie – powiedziała tamta, lekko się rumieniąc i uśmiechając przepraszająco.
Ginny westchnęła, jednak nie była zła.
- Pytałam się, co planujesz na dzisiejszy wieczór. Jakieś pseudo Spa?
Hermiona zaśmiała się, widząc przerażone miny Rona i Harry'ego. Pokręciła przecząco głową.
- Pójdę raczej do biblioteki i może poszukam czegoś na włosy. Koniec z ombre.
- Lavender znowu się mądrzyła. – To nie było pytanie, jednak Hermiona i tak potwierdziła. Ponoć ombre wyszło z mody. Zresztą i tak ostatnio sama stwierdziła, że chyba się jej znudziły blond końcówki.
- Chwała, że odwołali nam dzisiaj zajęcia – powiedział Harry, otrzymując od razu aprobatę dla swoich słów w postaci energicznych kiwnięć głowami.
- Ginny będzie mogła się wystroić – rzekł Ron. – Au! Za co to?!
- Za mówienie z pełnymi ustami. – Ginny uśmiechnęła się kąśliwie.
Hermiona, przekroczywszy próg szkolnej biblioteki, poczuła się jak w domu. To miejsce w ciągu niecałych dwóch miesięcy stało się jej tak dobrze znane. Te wielokrotnie odsuwane przez nią krzesła z ciemnego drewna. Te półki bo brzegi wypełnione przeróżnymi książkami. Ten zapach starych tomów. I ta cisza przerywana jedynie szelestem przerzucanych kartek. Innymi słowy – raj.
Odłożyła torbę na najbliższy stolik i ruszyła przed siebie, lawirując między rzędami półek.
- … Zaklęcia Pani Domu… Czar młodości… - czytała tytuły, wodząc palcem wskazującym po grzbietach książek.
- Zmarszczki ci się porobiły, Granger?
Hermiona podskoczyła, prawie wpadając na jedną z półek. Przeszkodziła jej w tym silna ręka, która przytrzymała ją mocno za ramię. Kiedy dziewczyna już ochłonęła, ucisk zelżał i Draco zabrał dłoń. Nie odsunął się jednak zbytnio i Hermiona odniosła wrażenie, że znajdują się niebezpiecznie blisko siebie; niemalże jak podczas walca.
- Przestraszyłeś mnie! – zarzuciła mu natychmiast, rumieniąc się.
- I vice versa. Prawie zabiłaś mnie łokciem, Granger. – Usta wykrzywione miał w zwyczajowym uśmieszku, który przestawiał coś pomiędzy rozbawieniem, pogardą, ironią, irytacją i zalotnością. Tak, kwintesencję Draco Malfoya stanowił jego uśmiech.
- Nikt normalny nie zachodzi ludzi od tyłu – mruknęła.
- Miałem kazać Goyle'owi wyśpiewać wieść o mym przybyciu? – zapytał sarkastycznie.
- Do biblioteki szczególnie. Pani Pince wyrzuciłaby cię natychmiast. – Hermiona, przypomniawszy sobie o trochę strasznej bibliotekarce, natychmiast ściszyła głos. – W ogóle, co ty tu robisz?
Jedna z brwi Draco powędrowała wysoko.
- Myślisz, że nie umiem czytać, Granger?
- Nie, nie to miałam na…
- Spokojnie, Granger. Żartowałem.
Hermiona odetchnęła i spojrzała na niego przepraszająco. Jeszcze trochę jej zajmie, zanim przestanie zachowywać się jak idiotka w jego towarzystwie. Nic nie mogła na to poradzić, ale przy Draco traciła opanowanie i plotła często bez sensu. No i – przede wszystkim – rumieniła się nie gorzej niż Ron.
- Nie patrz na mnie, jakbym był jakimś wybrykiem natury.
Jak? – chciała zapytać. Jak mam na ciebie nie patrzeć inaczej niż na wszystkich, kiedy wyglądasz jak wyglądasz i jesteś jaki jesteś?
- Przepraszam – powiedziała tylko.
- I przestań mnie za wszystko przepraszać; kiedyś nigdy tego nie robiłaś.
Hermiona uśmiechnęła się, spoglądając w te szaroniebieskie oczy. Same iskry, które w nich widziała, powodowały motyle w brzuchu. Uczucie śmieszne i w zasadzie nie wiadomo czy przyjemne, czy nie.
Uwadze Hermiony nie umknęło, że przez twarz Draco przemknął jakiś cień.
Chłopak przybliżył się trochę i uniósł dłoń do twarzy Hermiony. Założył za ucho dziewczyny niesforny kosmyk włosów. Miała wrażenie, że jej serce bije za wszystkie czasy.
- Tamta szopa też była całkiem ciekawa, Granger – powiedział, powodując rozszerzenie oczu Hermiony i rozchylenie ust ze zdziwienia.
Ich ciała i twarze dzieliły zaledwie centymetry. Hermiona kierowana przeczuciem przymknęła oczy i minimalnie wydęła wargi.
Nie mogła uwierzyć w to, co się dzieje. Draco Malfoy właśnie miał ją pocałować!
Ale pocałunek nie nadszedł. Hermiona uniosła powieki. Draco stał przed nią nadal w tej samej odległości i przyglądał się jej uważnie. Nadal usta rozciągnięte miał w uśmiechu, jednak ten nie obejmował szaroniebieskich oczu.
- W co ty się pakujesz, Granger? – zapytał cicho. Hermiona zmarszczyła brwi ze złością.
- Dobrze wiem, w co się pakuję.
- Nie wiesz, Granger. Nie chcesz tego.
- Pozwól, że to ja zdecyduję.
Draco uśmiechnął się szerzej i pokręcił głową.
- Głupia. – Ku zaskoczeniu Hermiony, chłopak zmierzwił jej grzywkę i uśmiechając się, sięgnął po jedną z książek na półce. – Tylko wyglądaj ładnie, Granger. – Wcisnął tomik w dłonie Hermiony i odszedł, pozostawiając dziewczynę osłupiałą.
Dopiero po kilku minutach zerknęła na tytuł książki. Piękna Czarownica.
- Tego szukałam – mruknęła do siebie słabym głosem, w którym jednak nie było smutku. Nie była obojętna Draco, zdecydowanie nie.
- Dumbledore podobno nie próżnował.
- Ponoć nawet Snape pomagał – rzekł Harry. Ginny spojrzała na niego z udawaną grozą.
- Oho, zaraz wylecą skądś nietoperze, uważaj.
- Nie ma mowy – powiedział Harry ze śmiechem. – Nic nam nie zepsuje tego wieczoru. – Ujął dłoń Ginny w swoją. Dziewczyna wygląda cudownie w intensywnie zielonej sukience do kolan – Dumbledore postanowił iść z duchem czasu i zezwolił na odsłonięte nogi – i włosami splecionymi we francuski warkocz.
- Ron! – krzyknęła Ginny, widząc brata. – Gdzie twoja szata?!
Rudzielec spojrzał na nią wilkiem i już miał odpowiedzieć kąśliwie, ale z wrażenia odjęło mu mowę.
Ku nim zmierzała Hermiona, która wyglądała wręcz zniewalająco. Na ten wieczór zrezygnowała prawie z makijażu – a użyła jedynie tak zwanego „dyskretnego". Włosy odzyskały swój pierwotny kolor, czyli – jak powiedziała Hermiona – koniec z blond końcówkami! Oprócz tego, dziewczyna zrobiła sobie loki. Nie wyglądały jednak jak te niegdyś; nie jak szopa nie do opanowania. No i spięła je wysoko, co nasuwało wspomnienia z zeszłego roku.
Na sobie miała granatową sukienkę bez ramion, zwężaną w talii za pomocą dość grubego srebrzystego pasa idealnie dobranego kolorem do butów; granatowy materiał kończył się tuż przed kolanami.
- Wyglądasz nieziemsko! – krzyknęła Ginny.
- Hermiono, wow.
Ginny posłała swojemu bratu spojrzenie pod tytułem: „Ty też mógłbyś coś powiedzieć, matole".
Jak na rozkaz, Ron wydukał coś niezrozumiałego pod nosem. Hermiona nie słyszała co, ale i tak się uśmiechnęła. Wnioskując po czerwonej minie kolegi, musiała wyglądać dość dobrze.
Harry wpatrywał się w Hermionę z aprobatą. Wyglądała świetnie. I tak… bardziej hermionowato. Nie jak Stara Hermiona ale też nie do końca jak Nowa. I właśnie chyba takie wyśrodkowanie pasowało mu najbardziej.
- Proszę się ustawić! Zaraz wchodzimy! – głos McGonagall przebił się przez ogólną wrzawę. Znajdowali się przy wejściu do Wielkiej Sali i – tak jak ćwiczyli – mieli zaraz elegancko wejść do środka, gdzie czekało już całe grono pedagogiczne, a nawet Pani Norris.
Hermiona pomachała tylko przyjaciołom i rozdzielili się, by stanąć w wyznaczonych miejscach.
Dziewczyna rozejrzała się z niepokojem. Za chwilę wszystko miało się zacząć, a po Draco ani śladu. Przygryzła wargę. Chyba jej nie wystawi, prawda?
- Wchodzimy za trzy… dwa… - McGonagall wyglądała na podenerwowaną.
Hermionie pociły się dłonie. Nie, nie wystawiłby mnie…
- … jeden…
- Co jest, Granger?
- Wchodzimy! – ryknęła McGonagall.
Hermiona obejrzała się z zaskoczeniem i ulgą na Draco, w chwili, gdy drzwi do Wielkiej Sali stanęły otworem.
- Nie mogłeś przyjść na czas? – szepnęła zanim ruszyli. Zdążyła jeszcze ogarnąć go wzrokiem. Miał na sobie czarną wyjściową szatę. Na tle białej koszuli odznaczał się granatowy krawat – co było dość niezwykłe, większość chłopców przystroiła się w muchy. Natomiast w butonierce – od kiedy szaty wyjściowe mają butonierki? – tkwiła srebrzysta róża.
Draco Malfoy wyglądał zniewalająco.
Hermiona nie miała jednak czasu na zachwyty - rozpoczęła się część oficjalna. Trzymając Draco za rękę, okrążyli zapierającą dech w piersiach salę. Naprawdę, Dumbledore nie próżnował. Ale na podziwianie pomieszczenia też nie miała czasu.
W kulminacyjnym momencie, kiedy muzyka zmieniła rytm, wszyscy uczniowie stanęli w wyznaczonych miejscach. Już w tamtej chwili Hermiona nie miała pojęcia, jakim cudem udało jej się wykonać wszystkie kroki poprawnie.
Nie galopuj się tak, powiedziała sobie. Jeszcze walc.
Pary wykonywały wszystkie ruchy nadzwyczaj synchronicznie. Najpierw partnerzy odwrócili się do siebie przodem i utworzyli ramę.
Hermiona zdążyła jeszcze dostrzec iskierki w szaroniebieskich oczach. W ułamku sekundy zilustrowała też twarz Draco. Arystokratyczne rysy i ten niebezpiecznie czający się uśmieszek. Tylko tym razem był taki trochę… weselszy? Gryfonka utonęła. Z chwilą, kiedy rozpoczęli taniec, całkowicie zapomniała o całym świecie. Jeszcze długo potem nie mogła zrozumieć, jakim cudem nie pomyliła kroków.
Kiedy zakończyło się wirowanie na parkiecie, partnerzy odsunęli się równo od siebie; następnie chłopcy się pokłonili, a dziewczęta dygnęły. Tylko Draco trochę dłużej niż było to potrzebne trzymał dłoń Hermiony.
Nastąpiły gromkie oklaski. Kiedy już ucichły, Dumbledore wstał.
- Moi drodzy…
- Niezła kiecka, Granger.
Hermiona obróciła głowę ku Draco.
- Niezły krawat.
Aż miło było popatrzeć, jak jego blade usta rozciągają się w uśmiechu.
- A jak tam buty? Nie zniszczyłaś, mam nadzieję.
- Nadzieja matką głupich – szepnęła do niego kąśliwie.
- Szybko się uczysz – powiedział z udawaną dumą.
- Mam wrednego nauczyciela.
- Chciałaś powiedzieć: „dobrego".
Prychnęła cicho, nie mogąc jednak przestać szczerzyć się jak nienormalna.
- Podobnie zareagowałem, gdy zobaczyłem Longbottoma.
Hermiona zmarszczyła brwi.
- Nie powinieneś, nie jego wina, że nie znalazł pary…
- Właśnie, że znalazł. Spójrz w lewo.
Hermiona z zaciekawieniem i podejrzliwością spojrzała w wyznaczonym kierunku. Niemal się zakrztusiła.
- Płuc nie wypluj.
- Co to ma znaczyć? – zapytała, siląc się na poważną minę.
- Jak to co, Granger? Nie widzisz?
- Aż za dobrze…
Hermiona jeszcze raz zerknęła w lewo. Jakieś dwa rzędy dalej stał dumnie wyprostowany Neville w ciemnozielonej szacie wyjściowej, a obok niego cała w skowronkach profesor Sprout.
- Oni razem nie tańczyli – wydusiła Hermiona.
- Nie bądź niemądra, Granger – powiedział z udawanym niesmakiem Draco. Widać, ze doskonale się bawił. – Oczywiście, że tańczyli. Naprawdę nie widziałaś, jak Sprout falowała zieloną suknią w różowe groszki?
Hermiona przyjrzała się nauczycielce. Faktycznie miała na sobie zieloną suknię z małym dekoltem i długimi rękawami. No i oczywiście – w różowe groszki.
- Nie wierzę – mruknęła Hermiona słabo.
- A jednak, Granger. Niemożliwe staje się możliwe.
- Masz na myśli nas? – zapytała zanim zdążyła ugryźć się w język.
Kątem oka widziała, jak Draco patrzy na nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
Zaczerwieniona Hermiona zrugała się w myślach za gadanie głupot i powróciła do przemowy dyrektora. No i zaraz zbeształa się ponownie; wykazała się kompletnym brakiem szacunku – mogłaby chociaż do połowy posłuchać…
- … a teraz zapraszam na część nieoficjalną. – Hermionie zdało się, że Dumbledore uśmiechnął się do niej w jakiś szczególny sposób i zarumieniła się jeszcze bardziej. – Dobrej zabawy.
Uczniowie zaczęli się rozchodzić. Niektórzy – jak Ron – z wyraźną ulgą.
W tym czasie Dumbledore pstryknął parę razy palcami. Wokół sali raz po raz pojawiały się krzesła, stoliki oraz poczęstunek. Na koniec dyrektor dwa razy klasnął w dłonie i popłynęła muzyka.
Uczniowie (i profesor Sprout) podzielili się. Część od razu usiadła przy stolikach, część zaczęła energicznie tańczyć, a część stanęła gdzieś z boku, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Stopniowo jednak rósł tłum na parkiecie.
Hermiona przez chwilę rozdarta była pomiędzy pociągnięciem Draco ze sobą na parkiet, a dotrzymaniem towarzystwa Ronowi, który zdążył nałożyć sobie dwie nóżki kurczaka. Dziewczyna westchnęła wybrała opcję numer trzy - usiadła samotnie przy pustym stoliku.
Z radością obserwowała Ginny i Harry'ego, którzy wesoło podrygiwali koło siebie na parkiecie.
- Oglądasz wyczyny Sprout?
Na krzesło obok opadł nikt inny tylko Draco Malfoy.
Hermiona z lekkim przestrachem zaczęła szukać wzrokiem profesor Sprout. Znalazła ją dość szybko; nie dało się zauważyć jej i Neville'a.
- Przynajmniej dobrze się bawią – powiedziała.
- A ty nie?
Spojrzała na Draco z lekkim uśmiechem.
- Dobrze się bawię.
Ślizgon przyjrzał się jej uważnie i już nic nie dodał. Przez chwilę siedzieli, każde zatopione we własnych myślach.
- Hermiono.
Dziewczyna podniosła wzrok. Nawet nie zauważyła, kiedy obok niej znalazł się Ron.
- Tańczysz? – zapytał i niezgrabnie wyciągnął dłoń w jej stronę.
Hermiona spojrzała na Draco i na powrót na Rona. Skinęła głową. Wspólnie z rudzielcem ruszyła na parkiet.
Z początku czuła zażenowanie. Próbowała się ruszać w jakiejś imitacji tańca, ale w ogóle jej to nie szło. Ron, widzą to, złapał ją za ręce i zaczął nią kierować.
- Rozluźnij się! – krzyknął.
Spróbowała i całkiem jej to wyszło. W końcu bez skrępowania wirowała to tu, to tam. Obracała się razem z Ronem i śmiała bez przerwy.
Ośmielona złapała Rona mocniej za dłonie i zaczęli obracać. Zupełnie jak dzieci.
Kręcili się długo i z każdą chwilą coraz szybciej. Nawet na moment nie przestawali się śmiać.
Aż przedobrzyli.
Ron - znany zresztą ze swojej fajtłapowatości - zachwiał się i puścił jedną dłoń Hermiony. Pół obrotu później i drugiej nie trzymał.
Ron klapnął tyłkiem na posadzkę. Hermiona upadła bokiem na podłogę i potoczyła się po niej kawałek.
Większość uczniów nie zauważyło, że cokolwiek się stało.
- Hermiono. – Ron już się podnosił. – Hermiono, nic ci nie jest? – Nachylił się nad dziewczyną.
- Z drogi! – Ron odwrócił się, słysząc tyle złości w tak dobrze znanym i znienawidzonym głosie.
- Spadaj, Mal...
- Zamknij się – uciął tamten. Już pochylał się nad Hermioną. Podniósł ją do pozycji siedzącej. Dziewczyna jęknęła i pomasowała się po głowie.
- Czy wszystko z nią w porządku? – zainteresował się jakiś czwartoklasista, ale wystarczyło jedno spojrzenie Malfoya, żeby ten zajął się czym innym.
- Malfoy? – Ron był blady jak kreda.
- Jest cała – powiedział krótko Draco i pomógł Hermionie wstać. Posadził ją przy jednym ze stolików. – Poczekaj tu, zaraz zawołam Pomfrey...
Dłoń zacisnęła się na jego ramieniu.
- Nie trzeba. Nic mi nie jest
Draco spojrzał na nią z powątpiewaniem.
- Jesteś głupia, Granger – powiedział i ruszył po Pomfrey.
Pielęgniarka wraz z Hermioną udały się do Skrzydła Szpitalnego, gdzie dziewczyna została dokładnie przebadana. Draco im nie towarzyszył.
- Byłaś w szoku, ale poza tym wszystko w porządku. – Pomfrey pocieszająco poklepała Hermionę po ramieniu. – A teraz wracaj do Wielkiej Sali, niech nie ominie cię zabawa.
Hermiona posłusznie wróciła do sali, w której pobrzmiewała głośna muzyka. Usiadła przy jednym ze stolików. Natychmiast dosiadł się do niej Ron.
- Na Merlina, Hermiono! Nic ci nie jest?! Ale ja jestem głupi! Przepraszam, to moja wina, nie powinienem...
- Nic mi nie jest. – Spróbowała się uśmiechnąć. – W dodatku przyznałeś, że jesteś głupi. Czego więcej mogłabym chcieć?
Teraz już oboje się uśmiechali. Jeszcze nie do końca szczerze, ale to zawsze jakiś początek.
- Przepraszam, tak się cieszyłaś na ten bal, a przeze mnie...
- Dokładnie, Weasley. Przez ciebie przegapiła prawie połowę zabawy, siedząc u Pomfrey. Brawa.
Hermiona spojrzała z zaskoczeniem na Draco. Ten zdawał się być naprawdę wściekły.
- Wszystko w porządku – powiedziała głośno i wyraźnie. Naprawdę czuła się lepiej i w końcu było to słychać.
- Skoro tak twierdzisz, Granger.
Draco, nie pytając nikogo o zdanie oczywiście, przysiadł się do stolika. Przez kilka minut siedzieli, nie odzywając się do siebie.
A potem w sali rozbrzmiała wolniejsza muzyka. Większość osób poczęło schodzić z parkietu.
Hermiona z rozczuleniem przyglądała się Ginny i Harry'emu.
Tak zajęła się kontemplowaniem tej uroczej dwójki, że – zanim zdała sobie sprawę – Draco stanął przed nią z szarmancko wyciągniętą ręką.
Odczekał dziesięć sekund, podczas których Hermiona wpatrywała się w jego dłoń, następnie zwyczajnie pociągnął ją za ramię. Kiedy już stanęła o własnych siłach, oddalił się w stronę parkietu. Nie zapominając oczywiście posłać jej wymownego spojrzenia. Obejrzawszy się tylko raz na Rona, ruszyła za Ślizgonem.
Odnalazła go na samym środku sali, bo gdzieżby indziej?
Przez chwilę jedynie wpatrywali się w siebie. Draco westchnął, kręcąc głowa.
W dwóch krokach znalazł się przy Hermionie i objął ją jedną ręką w pasie. Drugą odnalazł jej dłoń.
Zaczęli tańczyć. Wolniej niż walca i zupełnie inaczej; tym razem wszystkie kroki i obroty były spontaniczne. Co – o dziwo – nie odejmowało im na płynności.
- Pamiętasz może pierwszą próbę, Granger? – zapytał Draco. Z tak niewielkiej odległości nie miała problemów ze zrozumieniem jego słów. Poza tym muzyka się zmieniła; można było porozmawiać bez przeszkód.
Draco patrzył na nią intensywnie szaroniebieskimi oczami. Usta wygięte miał w uśmiechu.
- Zaproponowałaś mi coś wtedy, żeby wnerwić Weasleya.
Jego wargi znalazły się bardzo blisko jej.
- Zdecydowałem się – szepnął.
Miękkie wargi Draco znalazły się na tych Hermiony. Pocałował ją z delikatnością, o jaką sam siebie nigdy nie podejrzewał.
Kiedy odsunął się od dziewczyny, nie wiedział, co myśleć. Nie takiej reakcji z jej strony się spodziewał i bardzo mu się to nie podobało.
- Wszystko w porządku? – zapytał.
Hermiona spojrzała na niego z zaskoczeniem wymieszanym z oburzeniem.
- Malfoy, co to...
- Malfoy? Po raz pierwszy od bardzo dawna zwróciłaś się do mnie po nazwisku, Granger. – Draco przeklął Weasleya w duchu. Wiedział, na co się zanosi. Jego pierdolone szczęście.
- Ja… - Hermiona wyglądała na przerażoną.
- Powróciła stara Granger – powiedział gorzko Draco, uśmiechając się ironicznie. – A było nawet zabawnie.
Zacisnął pięści. Wystarczył bodziec w postaci tańczącego Weasleya i puff! Stara Granger! Radujmy się, cholera.
Hermiona obserwowała, jak Malfoy odwraca się do niej plecami i odchodzi. Zanim ruszyła się z miejsca, piosenka się skończyła i na parkiet powrócił tabun ludzi.
Miała wrażenie, że coś dzieje się za szybko.
- Wygląda na to, że z panną Granger lepiej.
Minął prawie miesiąc od balu bożonarodzeniowego. Hermiona zaraz po nim powróciła do domu na ferie świąteczne. Nie były to jej najlepiej spędzone dni wolne. Miała za dużo na głowie. Za dużo myśli.
- A jak ze wspomnieniami z okresu, kiedy była pani, że tak powiem, nieobecna?
Hermiona spojrzała na dyrektora z dość nieciekawą miną.
- Mam przebłyski.
- No tak, tak, oczywiście. Gdyby wszystko przyszło do pani od razu, pewnie musielibyśmy odwiedzić Świętego Munga. – Tylko Dumbledore'a rozbawiła ta wzmianka. – W każdym razie na pewno pamięta pani wszystko sprzed wypadku.
- Tak, profesorze.
- Dobrze. Panno Granger, chciałbym jednak, żeby się pani nie zamykała się na wspomnienia. To była pani, bez wspomnień, ale pani. Im szybciej przypomni sobie pani, co robiła i jaka była, tym łatwiej przyjdzie powrót do normalności.
- To nie byłam ja, profesorze. Zachowywałam się...
- To była pani – powiedział Dumbledore z mocą. – Pani, ale nie patrząca przez żaden pryzmat.
- Co ma pan na myśli, profesorze? – wtrącił się Harry.
Znajdowali się w gabinecie Dyrektora. Dumbledore, Hermiona, Harry, Ron i Ginny.
- Panna Granger po uderzeniu tłuczkiem straciła pamięć. A to oznacza, że wszystko widziała na nowo. Na przykład, czysto hipotetycznie mówiąc oczywiście, kiedy pana poznała na pierwszym roku, panie Potter, pannie Granger mogła spodobać się pana blizna. Jednakże, po kilku latach, blizna na pana twarzy wyglądała inaczej. Sama blizna się nie zmieniła, ale pan. Dlatego też całość mogła wyglądać inaczej i po uderzeniu tłuczkiem panna Granger nie pamiętała już tego, że blizna kiedyś jej się podobała. Teraz mogła na nią spojrzeć na nowo i zobaczyć, że nie wygląda najpiękniej. Przepraszam, tutaj wszystko jest mówione tylko hipotetycznie, a nie mogłem znaleźć lepszego przykładu. – Dumbledore wzruszył ramionami i sięgnął do kieszeni szaty po pudełeczko dropsów.
- Dlatego wsiadła na miotłę – powiedział Harry głośno. – Nie pamiętała, że na pierwszym roku nie szło jej na lekcji latania, więc nie miała awersji do tego.
- Dokładnie tak, panie Potter.
- Ale jak wytłumaczyć to, że nagle potrafiła latać? – zapytał Ron, za co został spiorunowany wzrokiem przez Hermionę.
Dumbledore wzruszył ramionami.
- Najpewniej umiejętności magiczne i fizyczne panny Granger wzrosły od czasu pierwszej lekcji latania, dlatego też łatwiej przyswoiła sobie tę umiejętność.
- Czyli twierdzi pan, panie profesorze, że Hermiona potrafi latać na miotle?!
- Ronaldzie!
- Panie Weasley, twierdzę, że panna Granger zwyczajnie od długiego czasu nawet nie przymierzała się do miotły. Jej możliwości wzrosły i powinna spróbować po roku czy dwóch ponownie przekonać się do latania. Zrobiła to dopiero, gdy jej awersja znikła, czyli po uderzeniu. Wtedy okazało się, że możliwości posiada. Wystarczyło tylko przełamać opór umysłu i przyzwyczajenia.
- A to, że zaczęła się inaczej czesać?!
Dumbledore westchnął.
- Panie Weasley, wszystko będziemy tak analizować? Panna Granger była przyzwyczajona do swojego wyglądu, więc jej nie przeszkadzał. Natomiast po uderzeniu zapomniała, że zawsze miała mały problem z włosami – Uśmiechnął się przepraszająco do Hermiony. – i widziała w lustrze nie siebie, a dziewczynę z wyjątkowo bujną czupryną. Poza tym, mogła mieć tym razem motywację. – Uśmiechnął się znacząco.
Hermiona zarumieniła się, Ginny zachichotała, a Ron zazgrzytał zębami.
- Powiem jeszcze tylko, panno Granger, żeby pani nie żałowała tych dni. Oczywiście cieszymy się, że taniec z panem Weasleyem – Ron poczerwieniał. – przywrócił pani pamięć, ale ten czas, który pani z nami spędziła na nowo, że tak powiem, też jest pani pamięcią, pani wspomnieniami.
Hermiona kiwnęła głową.
Draco przeklął pod nosem. Był pewien, że nikt przed nim nie wypożyczy Siedmiu Eliksirów. A jednak. Książka znikła.
- Szczęście – warknął i zaczął przeglądać inne pozycje. Przejechał palcem wskazującym po kilku tomikach.
- Czy nie ma tu nic przydatnego? – wściekle rzucił pytanie w przestrzeń.
- Parę książek o sposobach na zmarszczki się znajdzie.
Draco obrócił się zaskoczony.
Przed nim stała Hermiona. Wyglądała trochę inaczej. Włosy ponownie stanowiły nieład, ale za to miała delikatny makijaż.
- Nie patrz się na mnie, jakbym była jakimś wybrykiem natury.
Wyraz twarzy Hermiony stanowił zagadkę. Próbowała się uśmiechać, ale kiepsko jej to wychodziło.
- Powiedziałbym „przepraszam", ale to nie w moim stylu. Widzę, że coś tam jednak pamiętasz.
- Mam przebłyski.
Draco kiwnął głową, nie wiedząc za bardzo, co powiedzieć.
- Jakieś szczególne?
Hermiona zawahała się.
- Niekoniecznie. Raz jesteś to ty posyłający mi liścik, a za innym razem Neville tańczący z profesor Sprout.
Draco parsknął śmiechem.
- Tak, to akurat niezapomniany widok.
Hermiona spojrzała gdzieś w bok. W ogóle starała się nie patrzeć w oczy Malfoya.
- Szukasz jakiejś konkretnej książki?
- Siedem Eliksirów. – Hermiona kiwnęła głową, słysząc tytuł. – Znasz?
- Czytałam w zeszłym roku – potwierdziła.
- Jakaś cholera już wypożyczyła. – Draco wzruszył ramionami.
- Szkoda. Miałam nadzieję, że tak efektownie ją wyciągnę znikąd. – Uśmiechnęła się, widząc zaskoczenie malujące się na twarzy chłopaka. – Przyznaję, to było dobre, Malfoy.
- A czego się po mnie spodziewałaś, Granger? – Również i na jego twarzy zagościło coś w rodzaju uśmiechu, a raczej uśmieszku.
- Wtedy, szczerze mówiąc, że mnie pocałujesz.
Znowu go zaskoczyła.
- Na balu nie byłaś...
- A jak miałam zareagować?! – Rozejrzała się i przypomniawszy sobie gdzie są, ściszyła głos. – Zrozum, nie pamiętałam nic z okresu, kiedy my…
Draco uniósł jedną brew oczekująco.
- Kiedy się przyjaźniliśmy.
Chłopak parsknął.
- Lepszego określenia nie mogłaś wymyślić.
Spojrzała na niego groźnie.
- Lubiłam cię, Malfoy.
- Nawet bardzo mnie lubiłaś, Granger. – Przez chwilę mierzyli się spojrzeniami. – Ale to była Nowa Granger.
Pokręcił głową i już miał minąć dziewczynę, ale zatrzymały go jej słowa.
- Dumbledore twierdzi, że Nowa i Stara są jedną.
- A ty co sądzisz?
Po raz pierwszy spojrzała mu prosto w szaroniebieskie oczy na dłużej i całkowicie otwarcie. Zobaczył, jak niemal zbiera jej się na płacz.
- Ty nie chcesz tak sądzić, co, Granger? – stanął bliżej niej. – Ale – głupia – nie potrafisz.
Hermiona przymknęła oczy i poczuła, jak delikatna dłoń odgarnia niesforny kosmyk z jej twarzy.
Draco nachylił się ku dziewczynie. Pocałował i objął rękoma w pasie. Hermiona zarzuciła mu ręce na szyję i przylgnęła do Malfoya całą powierzchnią ciała.
Ten pocałunek nie miał nic z delikatności pierwszego. Był zachłanny i porywczy.
Odsunęli się od siebie dopiero, gdy zabrakło obojgu powietrza. Odsunęli się jednak niewiele; nadal stali objęci.
- Nie wiesz w co się pakujesz, Malfoy.
- Pozwól, że ja o tym zdecyduję, Granger – rzekł Draco i ponownie wpił się w usta dziewczyny.
KONIEC!
No i tak oto ja, rzygająca happy endami, zakończyłam tego ff niczym innym tylko właśnie happy endem:)
Nadal jestem cała w skowronkach - niczym tańcząca z Nevillem Sprout - że tak pozytywnie zostały ocenione moje wypociny:)
Dziękuję wszystkim, którzy dotrwali jakoś do końca!
