AU/Enjoy or not /

W ciemnym pokoju motelowym trwała przenikliwa cisza. Dziesięcioletni chłopiec drzemał na fotelu. Niewinność odbierał mu fakt, że w dłoniach trzymał pistolet. Był gotowy w każdej chwili wybudzić się z płytkiego snu i bronić swojego młodszego brata. Zawsze musiał być gotowy. Zło nie potrzebowało snu, w przeciwieństwie do niego i Sama. Zerwał się bezszelestnie, by nie obudzić swojego malutkiego braciszka, który wydawał się taki kruchy gdy spał cicho pochrapując. Dean usłyszał dziwny dźwięk, który mógł oznaczać że znalazło ich coś. Mógł to być demon albo jakiś stwór. Tylko, że żaden z wymienionych przez niego w myślach cholerstw nie oznajmiał swojej obecności szumem skrzydeł. Winchester pchnął drzwi i wszedł do drugiego pomieszczenia. Kuchnia w tanim motelu wręcz krzyczała o pomstę do nieba. Wszędzie walały się resztki jedzenia, tapeta odchodziła od ściany a krzesła wyglądały niezbyt zachęcająco. Pośrodku tego całego syfu stał ciemnowłosy chł oko mógł być w wieku Deana.
-Kim jesteś?-spytał blondyn, mierząc bronią w nieznajomego.
-Castiel.- odpowiedział po prostu obcy, uśmiechając się niepewnie. Dean mimowolnie opuścił rękę z pistoletem. Niebieskooki nie sprawiał wrażenie niebezpiecznego. Zagubionego owszem, ale nie kogoś kto sprawia zagrożenie. Winchester po paru tygodniach odkrył, że tylko on widzi chłopaka. Prowadził z nim rozmowy, poznawał go. Ciemnowłosy zawsze ostrzegał Deana przed zagrożeniem. A potem...zniknął...zostawił Deana samego. Zielonooki zdążył zapomnieć o swoim towarzyszu. Wpadł w rutynę życia łowcy, dbał o Sama, próbował pogodzić się z wszechobecną śmiercią...Potem Sammy umarł. UMARŁ. Porzucił Deana, zostawił go bez niczego. Blondyn znalazł się na rozdrożu. Otrzymał rok. Rok spokojnego oh, ironia. życia w zamian za wskrzeszenie Sama. Zgodził się. Może dlatego, ze był egoistą, może dlatego że tak kochał brata? Może, może...
Dokładnie rok później rozszarpały go ogary piekielne, zaciągając do Piekła jego duszę. Wśród płomieni palących jego skórę dostrzegł cień z czarnymi, rozłożonymi skrzydłami.
-Wróciłeś?- wyszeptał, przez zdarte od krzyku gardło. Cień zbliżył się. Teraz widział jego rysy. Uniósł jeden kącik w uśmiechu.
-Witaj z powrotem Cas.-dodał, czując dotyk anioła na swoim ramieniu. Potem obudził się znowu żywy, daleko od potworności Piekła.