2. Niektóre rany nigdy się nie zabliźniają.
Znajdowali się w niewielkiej kafejce, wciśniętej pomiędzy butik Madame Malkin i aptekę.
Wnętrze było przytulne, utrzymane w pastelowych kolorach; ściany pokrywała brzoskwiniowa tapeta, a krzesła i stoliki pomalowano kremową farbą. W pomieszczeniu unosił się duszący zapach cynamonowego kadzidełka.
- Harry, wszystko w porządku? Jesteś dzisiaj wyjątkowo cichy. - Hermiona upiła łyk cappuccino, wbijając w niego bystre spojrzenie. - Coś się stało?
Pokręcił przecząco głową, wpatrując się w swoje dłonie.
- Umiejętność kłamania jak z nut straciłeś wieki temu, kochany. Teraz kompletnie ci to nie wychodzi – parsknęła śmiechem, ujmując jego rękę w swoje dłonie. - Powiesz co się stało, czy będę musiała rozwiązać ci język butelką Ognistej Whisky?
- Spotkałem dzisiaj Seamusa. Wiesz, że ożenił się z Lavender? - Przez jego twarz przemknął cień zawodu. Podniósł wzrok, obserwując, jak uśmiech Hermiony najpierw poszerza się nieznacznie, a potem znika pod wpływem jego opowieści.
- To ich wybór, Harry. Powinniśmy go zaakceptować. - Niezdarnie poklepała go po ramieniu, uśmiechając się. Robiła wszystko, żeby go pocieszyć, ale nie potrafiła ukryć smutku, który czaił się w jej spojrzeniu.
- Hermiono, oboje wiemy, że niektórych rzeczy nie można zaakceptować. Czy nie widzisz co się dzieje? Nie widzisz, że my, że cały nasz świat... - nie potrafił znaleźć odpowiednich słów, ale Hermiona zrozumiała. Pokiwała głową i przez moment znów widział w niej dziewczynę sprzed kilku lat – silną, pewną siebie, szczęśliwą. - Co się z nami stało?
Przez chwilę siedzieli w milczeniu, każde zatopione we własnych myślach.
- Co u...Co u Rona, Hermiono? - Wykrztusił w końcu, a coś ukłuło go w serce na samo wspomnienie przyjaciela. Od czasu jego rozwodu z Ginny, nie zamienili ze sobą ani słowa. Ron za bardzo kochał siostrę, by przyjaźnić się z kimś, kto przysporzył jej cierpień.
- Tęskni za tobą, chociaż nie potrafi się do tego przyznać. Zapomina, że znam go lepiej niż on sam.
Uśmiechnął się blado, czując na sobie palące spojrzenie Hermiony. On też tęsknił za Ronem, tak samo mocno jak brakowało mu Ginny. Ale stracił ich oboje, na własne życzenie.
- Wszystko się ułoży, obiecuję – powiedziała nagle, jakby odczytując jego myśli.
I chociaż bardzo tego chciał, nie potrafił jej uwierzyć.
Ron i Ginny siedzieli przy ogromnym, drewnianym stole, obserwując błyskawiczne ruchy swojej matki. Pani Weasley krzątała się po kuchni niebywale szybko i z gracją, jakiej żadne z jej dzieci nigdy nie posiadło. Sprawnymi ruchami nakrywała do stołu, ustawiając po środku ogromne półmiski i tace z jedzeniem.
- Weasleyowie, kolacja! Fred, George, ruszcie się! - Krzyknęła w końcu, układając ręce na biodrach i uderzając stopą o podłogę w zniecierpliwionym geście oczekiwania.
Fred pojawił się w kuchni pierwszy, niezgrabnie wdrapując na krzesło i uderzając pulchną piąstką w talerz. George wskoczył tuż za nim, asekurując malca i podsuwając mu pod pupę ogromną poduszkę.
- Tak chyba lepiej, co szkrabie?
Chwilę później do pomieszczenia weszły Hermiona i Angelina, zajmując miejsca obok mężów i zabierając się do nakładania porcji. Pan Weasley zjawił się jako ostatni, ostrożnie zamykając za sobą kuchenne drzwi. W pokoju zapanowała cisza, przerywana jedynie brzękiem sztućców i talerzy.
Kiedy skończyli, Fred zerwał się z krzesła i pobiegł w kierunku zabawek, rozrzuconych na przeciwległym końcu pomieszczenia. W pewnej chwili potknął się o coś i przewrócił, zrzucając z szafki zdjęcia. Kuchnia wypełniła się rozdzierającym szlochem malca.
- Coś ty narobił! - Krzyk pani Weasley potoczył się po kuchni, wprawiając w osłupienie całą rodzinę. Chłopczyk zakołysał się, żałośnie przygryzając wargi i zanosząc jeszcze głośniejszym płaczem.
Kobieta błyskawicznie dopadła do komódki, podnosząc z podłogi potłuczoną fotografię. Przycisnęła ją do piersi, delikatnie gładząc opuszkami palców złotą ramkę, a potem chlipnęła cicho i cofnęła się nieznacznie, jeszcze raz spoglądając na wygrawerowany pod zdjęciem napis.
Fred Weasley
1 Kwietnia 1978 - 2 Maja 1998
Bo niektóre rany nigdy się nie zabliźniają.
Victoria Sanchez przeskoczyła przez żółtą taśmę, machnęła odznaką przed oczami nadzorującego funkcjonariusza i ruszyła w stronę brzegu rzeki, mnąc w ustach przekleństwo. Zdecydowanym krokiem minęła grupę mugolskich policjantów, puszczając mimo uszu ich idiotyczne zaczepki i po chwili znalazła się tuż przy wodzie. Ciało zdążyło już zostać wyciągnięte na ląd i przykryte, ale na twarzach funkcjonariuszy wciąż widziała niesmak i obrzydzenie.
- Co mamy?
Koroner Samuel Smith, postawny Murzyn po pięćdziesiątce wstał z kolan i spojrzał jej prosto w oczy. Czasami miała wrażenie, że na całym wydziale jest jedynym godnym zaufania pracownikiem.
- Robota profesjonalisty. Działał brutalnie, ale przemyślanie. Cholera, widziałem w życiu naprawdę dużo, ale to... - Wzdrygnął się mimowolnie, wskazując ręką na ciało. - Z resztą, sama zobacz.
Stanęła przy zwłokach, oddychając głęboko.
- Sanchez, jeszcze jedno. - Odwróciła się w stronę lekarza, wbijając w niego pytające spojrzenie. Koroner wahał się przez chwilę, jakby ważąc w ustach odpowiednie słowa. - To jedna z waszych, mała. To czarownica.
Przymknęła oczy, a potem uklęknęła powoli i jednym, wprawnym ruchem ściągnęła prześcieradło. Zobaczyła wykrzywioną w koszmarnym grymasie twarz młodej kobiety, na oko trzydziestoletniej. Dziewczyna była całkowicie naga, ręce i nogi miała związane grubym sznurem. Ciało, napuchnięte od wody, straciło swoją naturalną barwę i stało się szare i gąbczaste. Nie to było jednak najgorsze – cały tułów, od szyi do podbrzusza, pokryty był głębokimi, długimi ranami, zadanymi najpewniej nożem myśliwskim. W ranach zagnieździły się białe larwy, tylko potęgując odurzający odór śmierci i gnijącego mięsa.
Błyskawicznie podniosła się z klęczek i odwróciła wzrok, tłumiąc mdłości. Wszystko wirowało jej przed oczami, nogi odmawiały posłuszeństwa. Odetchnęła głęboko i po chwili zmusiła się do ponownego spojrzenia na zwłoki.
I wtedy zrozumiała. Rany, które do tej pory uważała za bezcelowy, barbarzyński akt, okazały się być literami, układającymi się w mrożące krew w żyłach hasło.
iudicium aquae
Próba wody.
