rozdział 1 - Kuszenie

Następnego dnia obudził go hałas. Zdaje się, że Lambo znowu się kłóci z Gokuderą.

Usiadł na łóżku i przeciągną się jednocześnie ziewając, gdy nagle poczuł coś ocierającego się o jego nogę. Wzdrygnął się i odskoczył od łóżka.

Mukuro uśmiechnął się.

- Miły poranek, nieprawdaż... Tsunayoshi?

- Mukuro Rokudo... Co ty tutaj robisz? - na policzkach poczuł pulsujące gorąco. Strażnik Mgły był w samych bokserkach (od autorki: chcę to zobaczyć *_*).

- Przyszedłem dokończyć... - wstał i zbliżył się do Tsuny.

- Do... - przełknął ślinę. Miał na myśli... TO! - Ja... Muszę iść! - odwrócił się w stronę drzwi, jednak Mukuro był szybszy. Zagrodził mu drogę ręką.

- Nie puszczę cię... Kufufu...- zachichotał, po czym władczym gestem pchną bossa na lóżko. - Chcę ci udowodnić, że takie rzeczy są przyjemniejsze niż mogłoby się wydawać... - Niczym czarny kot uziemił swoimi dłońmi ręce Vongli, i klęcząc na kolanach na miękkiej pościeli, wpił się w jego usta.

- Ah... Mm... - ciche westchnienie z ust Tsuny spowodowało uśmiech na twarzy Strażnika.

- Będę twoim pierwszym... - powiedział prawie niesłyszalnym szeptem.

Umysł Sawady był zbyt przymglony by mógł racjonalnie myśleć.

Pierwszym...?

!

Mówił o TYM! Nie! Zdecydowanie nie mógł do tego dopuścić! Nie będzie jego zabawką!

- Muku...ro... Prze... - w przerwach pomiędzy pocałunkami starał się przerwać tę farsę, jednak jego ciało było zbyt słabe fizycznie. - Prze...stań... - dłoń bruneta ześlizgnęła się na zapięcie spodni. Już po chwili trzymał jego męskość, delikatnie poruszając ręką w górę i w dół.

- Przyjemne, prawda...? - policzki szefa zrobiły się zupełnie czerwone. Nie panował nad swoimi emocjami. Ręka Mukuro dawała mu wiele rozkoszy.

- Ah... Prze... - Po jego policzku pociekła pojedyncza łza. Mukuro jednak nie przerywał.

- Będziesz mój... - lekko ugryzł płatek jego ucha.

Spodnie Tsuny spady z łóżka; bokserki leżały gdzieś w kącie. - Odwróć się. - polecił brunet.

- C...co...? - Nie wierzył w to! On naprawdę...? - Nie ma mowy...! - Mukuro złapał za jego przyrodzenie i lekko ścisnął. - Co ty...! Nie możesz...!

- Odwróć się. - powtórzył a jego prawe oko połyskiwało niebezpiecznie. - Muszę cię przygotować. - Jego ręka zacisnęła się jeszcze mocniej. Boss syknął.

- Przestań... Mukuro... - Zakrył swoją twarz dłońmi. - Nie każ mi tego z tobą robić. Błagam...

Strażnik spojrzał na niego i westchnął. Oparł się na ręce tak, że jego twarz była kilka centymetrów nad twarzą bossa. Drugą dłonią wciąż gładził penisa Vongoli.

Oddech Tsuny stawał się stale szybszy.

- Wyglądasz tak ponętnie, gdy leżysz przede mną nagi. - szepnął mu do ucha - znowu przekładamy na inny termin? Kufufu - zamyślił się; jego ręka poruszała się coraz szybciej a oddech blondyna brzmiał coraz głośniej. Ciche westchnienia rozbrzmiewały w pokoju. - Jednak dam ci przedsmak tego ci zrobimy wieczorem. - Prawe oko Mukuro zawirowało mu przed oczami. Czy chciał mu pokazać... Iluzję?

Nagle Strażnik brutalnie złapał Tsunę za ramiona i obrócił do siebie tyłem, tak, że jego twarz była wbita w poduszki a kolana były ugięte i opierały się o pościel. Poza... Kobiety czekającej na swojego mężczyznę.

Nie, nie, nie!

Jednak nie mógł się ruszyć. Iluzje Mukuro były niezawodne. A po tylu latach nawet silniejsze.

Poczuł ciepły język. Starał się nie krzyknąć, jednak nie mógł się powstrzymać.

- Nie musisz się powstrzymywać. Pokój jest otoczony barierą. Nikt nic nie usłyszy, ani tu nie wejdzie... - odparł Mukuro po czym kontynuował. Dłońmi natomiast masował przyrodzenie Tsuny.

- Ah... ha... - dyszenie Tsuny rozbrzmiewało w całym pokoju, choć wydawało mu się tak rozległe jak ocean. Ufał jednak swojemu Strażnikowi w kwestii bariery. - Ja... już... nie mogę... - nagle poczuł jak Mukuro wsuwa do jego wnętrza palec. Krzyk głośniejszy niż inne wydobył się z jego płuc. - Ah!

- Już dochodzisz, Tsunayoshi...? Ale ja dopiero zaczynam... - bez ostrzeżenia wsunął drugi palec.

Tym razem krzyk stłumił poduszką. Wsuwając i wysuwając palce, Mukuro sprawiał mu przyjemność jakiej nie mogłaby dać mu żadna inna kobieta.

Tak myślał. W końcu, nie dane było mu spotkać jeszcze tej jedynej. Miał co prawda nadzieje, że mogłaby to być Kyouko, ale teraz, gdy przestał jej pożądać... Czy pozostał ktoś, kto mógłby mu pomóc rozładować jego seksualne napięcie?

Sekundy dzieliły go od upragnionego uczucia ekstazy. Jeżeli Mukuro nie przestanie...

Dwa palce wciąż w niego wchodziły i się wysuwały. Nie wiedział czemu, ale... To było cholernie przyjemne!

- Ja zaraz... Ah! Mocniej... Mocniej, Mukuro! - krzyczał jak opętany. Zdawał się zapomnieć iż była to tylko iluzja, którą jego Strażnik stworzył by pokazać mu, co go czeka...

Wszystko jeszcze przed nim...

I w tym momencie Tsunayoshi osiągnął szczyt ziemskich rozkoszy. Na dowód tego lepka substancja okryła jego uda oraz rękę Mukuro.

Brunet wysunął palce i lekko klepną Sawadę w pośladek.

Szef odwrócił się. Mukuro stał w kącie pokoju jak gdyby nic się nie stało. A tak przecież było. Nic nie zrobił. I chociaż lepkość pomiędzy jego nogami była prawdziwa... To dłonie Mukuro były suche.

- Spotkamy się wieczorem. Przyjdę do ciebie, Tsunayoshi... - niewiadomo skąd Mukuro pojawił się koło niego i cmoknął w policzek. - Nie oddaj się nikomu innemu do tego czasu! - dodał niby mimochodem, ale jednak zachowując przy tym poważny ton.

- Nie oddać się? - Na policzkach Vongoli pojawił się rumieniec, jak zawsze gdy tylko Strażnik Mgły go dotykał. - Nie jestem dziwką, Mukuro.

- Jednak tak słodko jęczałeś, gdy moje palce się w ciebie wbijały... Kufufu...

Boss się zbulwersował.

- Nie jęczałem!

- Oby nikt cię nie usłyszał... - uśmiechnął się po czym otworzył drzwi pokoju.

- Przecież nałożyłeś barierę!

- Barierę? Oya, oya... Tsunayoshi... Gdybym to zrobił, nikt by o nas nie wiedział, a jest mi to wybitnie nie na rękę.

Tsuna opadł na łóżko.

- Chcesz powiedzieć, że nie było żadnej bariery...?

- Kufufu... - Strażnik zniknął za drzwiami. - Do zobaczenia.

/

Poczuliście ten dreszcz? :D Już chcę dalszy ciąg a jeszcze nie wiem, o czym będzie xD