Gdyby ktoś powiedział mu, że coś takiego się stanie, nie uwierzyłby. Teraz także nie chciał w to wierzyć. bo niby dlaczego?
Mukuro - TEN Mukuro - chciał go przelecieć. Nie miał co do tego żadnych wątpliwości. Jednak Tsuna nie zamierzał rozstawać się ze swoim dziewictwem!
Wziął głęboki oddech i usiadł na łóżku. Brak bariery? Hmmm, to bardzo ciekawe. Oznaczało to, że większość ludzi w bazie Vongoli to słyszała?
Zapowiadał się piękny dzień. Zwłaszcza, ze za niecałe 20 minut czekała na niego kolacja z wszystkimi strażnikami oraz całą rodziną.
Gdy schodził po schodach (po ówczesnym przebraniu się), napotkał na drodze Gokuderę. Strażnik unikał jego wzroku. Oznaczało to tylko jedno... Wszystko słyszał. Nie byłoby to tak bardzo żenujące, gdyby nie fakt, ze po drodze spotkali także Nanę - matkę Tsunayoshiego.
- Tsu-kun, zdawało mi się, że... słyszałam jakieś dziwne dźwięki z twojego pokoju...
Boss poczuł jak palą go policzki a Gokudera nieznacznie odchrząknął i odwrócił wzrok.
- To musiało być z innego pokoju... - odpowiedział nie patrząc jej w oczy.
To musiał być zły sen... Koszmar!
Przysiągł sobie w duchu, ze zruga za tę całą sytuację Mukuro, gdy tylko się z nim spotka.
Jednak... Strażnik Mgły nie pojawił się na kolacji. Wszyscy byli jakoś dziwnie niemrawi. Unikali jego wzroku oraz bali się zacząć rozmowę.
Mukuro zasłużył na ponowne zesłanie do więzienia!
Jeżeli od teraz właśnie tak mają wyglądać ich stosunki to może warto rozpatrzyć wyjazd z Włoch?
Nim się obejrzał w kuchni pozostali tylko strażnicy. Oczywiście jedynym nieobecnym był Mukuro. Lambo wciąż pałaszował spaghetti.
- Miło, że zostaliście. - Reborn przerwał milczenie. Mimo uśmiechu wydawał się emanować żądzą mordu. - mam ważną informację dla was wszystkich. Otóż... Zbliża się ceremonia dziedziczenia... Już niedługo Tsuna skończy 21 lat i będzie mógł zostać prawowitym Bossem dziesiątej generacji Vongoli.
Gokudera spojrzał na Sawadę, jednak nie wydobyło się z jego ust żadne "dziesiąty". Czyżby oznaczało to, że nie ma zamiaru dalej za nim podążać i, że zawiódł się na nim?
- Nie ma Mukuro Rokudo - stwierdził Lambo w przerwie między żuciem.
Nikt tego nie miał zamiaru skomentować, wiec Reborn ciągnął dalej.
- 14 Października... Do tego dnia oczekuje, byście wszyscy załatwili swoje sprawy. Możecie pojechać do Japonii, jeżeli taka wasza wola...
Sawadę powoli zaczęło to przerażać. Znowu cala ta gadka o dziedziczeniu... Ile razy ma powtarzać, że nie ma zamiaru być dziesiątym! To przechodzi ludzkie pojecie! Uczucie rozbicia potęgował fakt, iż 14-ty zbliżał się zdecydowanie za szybko.
Wstał i pewnym krokiem wyszedł z pomieszczenia. Nie obchodziło go to, co sobie pomyślą o nim inni. Pragnął być sam...
Gdyby jeszcze nie to uczucie, że Mukuro pojawił się za jego plecami, byłoby idealnie.
Odwrócił się i odskoczył gwałtownie w tył.
- Czego tu szukasz, Mukuro? - zapytał podejrzliwe. - Mam nadzieje, że nie ma to nic wspólnego ze mną.
- Kufufu... Ależ ma, drogi Tsunayoshi... - Pchnął go w stronę kabin i zamknął za sobą drzwi. - Musisz zrozumieć, że nie mogę znieść, gdy ci wszyscy ludzie tak lubieżnie na ciebie patrzą...
- Lubież... - Boss wybałuszył oczy po czym wybuchnął śmiechem - Chyba coś ci się pomyliło. Jedyną osoba, która chce mi coś zrobić, a także patrzy na mnie jak na swój prowiant, jesteś ty. - Lekko się już uspokoił po czym ciągnął poważniejszym tonem. - Myślę, że powinieneś mnie stąd wypuścić.
- Nie uważam, że muszę. - położył rękę na swoim biodrze i oparł się o ścianę wyłożoną kafelkami.
- Mukuro, przestań już... Ta gra nie jest zabawna. Jeżeli tak bardzo potrzebujesz wyładować swoje napięcie seksualne... Nie możesz załatwić tego na przykład z Chrome? - cofnął się o krok, gdy Strażnik Mgły zbliżył się nieco.
- Tsunayoshi... Jesteś taki słodki kiedy się złościsz...
Był zdecydowanie za blisko. Był także zdecydowanie za wysoki a także zbyt silny. Gdyby ktoś wszedł... Co by się stało...?
Przed oczami stanęła mu wcześniejsza sytuacja. Poczuł jak jego oddech lekko przyspiesza. Mukuro był coraz bliżej. Lekko wygiął swoją głowę w tył i spojrzał w sufit szukając jakiejkolwiek drogi ucieczki od niefortunnych myśli. Oczywiste było, że jej nie znajdzie. Poczuł dłoń strażnika na swoim rozporku. By twardy i doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
Brutalnie wepchnięty do kabiny, stal tyłem do swojego oprawcy. Dłonie Mukuro powędrowały na jego biodra i zaczęły delikatnie podnosić jego koszulkę do góry.
- Przes... - zaczął się opierać, jednak, gdy poczuł wargi oraz język na swoim obojczyku, znieruchomiał.
Jego koszulka upadla na ziemie. Stal teraz obrócony przodem do Mukuro, którego uzdolnione palce, zgrabnie rozpinały mu pasek oraz rozporek. Wkrótce i spodnie wylądowały na chłodnej posadzce.
W samych bokserkach, nie wyglądał jak przyszły boss mafii, tylko jak zwykle dziecko. Nawet Lambo pomimo swoich 15 lat wyglądał na starszego od niego!
- Obróć się - dotarło do niego polecenie.
- Nie...! - przyćmiony pożądaniem, wciąż się opierał - nie chce tego... nie potrzebuje tego... zostaw... - dłoń Mukuro wsunęła się pod bokserki Sawady po czym ciasno oplotła jego męskość. - Ah! Nie! Mukuro!
- Tsunayoshi... Obróć się...
- Dziesiąty? Jesteś tutaj? - Głos Gokudery wchodzącego do łazienki wcale nie przyniósł mu takiej ulgi jaką powinien. Jednak to była jedyna szansa na ucieczkę. Spojrzał na Mukuro, który lekko rozluźnił swoją dłoń.
- Gokudera? - zapytał słabo Tsuna, siląc się jednak na zdziwiony ton głosu. - Co się stało?
- Ah! Tu jesteś dziesiąty! - usłyszał szybkie kroki i był pewien ze jego Strażnik Burzy stoi dokładnie metr od niego, oddzielony jedynie drzwiami. - Szukaliśmy cię wszędzie. Reborn ma bardzo ważną wiadomość, którą pragnie nam przekazać wszystkim jutro. Kazał mi cię znaleźć i...
Głośne sapnięcie z ust bossa zniweczyło cały plan ukrywania faktu bycia podnieconym.
- Dziesiąty...?
- Nic mi nie jest... tylko...
- Rozumiem! - wyraźnie ożywiony Gokudera postanowił przejść do sedna sprawy. - kazał mi poinformować cię także, że dziś o 23 w sali konferencyjnej odbędzie się małe przyjęcie z okazji powrotu Dino. Obecność obowiązkowa. - Po czym już opuszczał łazienkę. - Nie przeszkadzaj sobie, dziesiąty! Do zobaczenia!
I wyszedł. Po prostu wyszedł! Myśląc, że się masturbowałem!
- Tsunayoshi... - ręce Mukuro coraz bardziej pocierały jego twardą od jakiegoś czasu męskość. Jednak nie miał zamiaru tego robić! Nie tutaj! Nie z nim...?
- Nie tutaj... - wysapał.
Zamierzał dodać także dalszy ciąg zdania jednak nie pozwolił mu na to iluzjonista.
- Zabiorę cię do twojego pokoju... Będziemy mogli być w końcu sami...
Poczuł jak Mukuro podnosi go i okrywa swoim płaszczem. Nie zabrał jego ubrań ani nie przejmował się pobrudzeniem swoich.
Stwierdził, że rzuci na niego iluzję niewidzialności, po czym przełożył go sobie przez ramię i ruszył w kierunku sypialni bossa.
/
Jako, że to koniec 2-go rozdziału, pozwolę sobie na krótką przemowę xD
Ten ff no nie tylko 6927! :D xD
W następnym odcinku!: Kto zabierze dziewictwo!
Może komentarzyk?:D
