Rozdział 9 – Odpowiedź

- On nie wystąpi.

Jack Wronkov rzucił to stwierdzenie, leżąc na kanapie w salonie dziadków. Na gigantycznym telewizorze plazmowym wyświetlała się transmisja z Rostelecomu.

- A więc nie zobaczymy go? – jęknęła rozwalona w fotelu Colette – Och, tak chciałam go zobaczyć! Był wczoraj taki słodki…

- Słodki?! – syknęła siedząca naprzeciwko Tina – Oszalałaś?! Tylko spójrz, co zrobił z Jackuczką!

Gwoli ścisłości – futbolista nie leżał na kanapie, dlatego że nie miał niczego lepszego do roboty. Leżał na kanapie, ponieważ był cały w bandażach i nie mógł się ruszyć. Rostelecomu też nie oglądał z własnej woli.

- Ugh… dlaczego nie możemy zmienić kanału? – mruknął, chociaż doskonale znał odpowiedź.

- Ponieważ doprowadziłeś się do takiego stanu, a ja nie mogę być w Łużnikach razem z Alexeiem! – zagrzmiał damski głos.

Cała trójka wnucząt zadrżała ze strachu. Drzwi do kuchni otworzyły się z łoskotem i do salonu wmaszerowała babuszka Katerina. Wielkie muskularne łydy, dumnie wypięty biust i ramiona twarde jak kłody. Siwe loki upięte w ciasny kok, brylantowe ozdoby na nadgarstkach i pomalowane na czerwono paznokcie. Katya Wronkova stanęła nad kontuzjowanym potomkiem z dłońmi na biodrach i szeroko rozstawionymi nogami.

- Pozbawiłeś mnie przyjemności oglądania zawodów na arenie, a teraz chcesz zmieniać kanał, gówniarzu?! – brzmiała jak generał zwracający się do kwestionującego rozkazy żołnierza.

- N-n-nie! – Jack odpowiedział głosem małej myszki – Zmieniać kanał? A-a-ale babciu, kto mówi o zmienianiu kanału?

- Masz szczęście, że wyglądasz, jak wyglądasz! Gdybyś miał chociaż jedno nieobandażowane miejsce, przygrzmociłabym w nie laską!

- No już, babciu nie denerwuj się. – Colette próbowała uspokoić Katerinę – Pooglądajmy sobie spokojnie zawody. Wśród tych łyżwiarzy jest tylu ładnych chłopców!

- Ładnych chłopców! – pełnym obrzydzenia tonem powtórzyła babuszka – Nie oceniają ich za zgrabne pośladki. Masz tak pustą głowę, dziewucho, że gdyby wrzucić ci do mózgu choćby jeden neuron, echo ciągnęłoby się przez tydzień! Nie złoiłam skóry tobie i Kristinie, tylko dlatego że potrzebuję kogoś do pomocy w zajmowaniu się waszym skretyniałym kuzynem! Ale uważajcie, bo jeśli zaczniecie rzucać jakieś durne komentarze i będziecie mi przeszkadzać w oglądaniu Rostelecomu, mogę zmienić zdanie!

Wnuczęta inteligentnie postanowiły milczeć. Starsza pani Wronkova opadła na jedyny wolny fotel. Z policzkiem opartym na palcu wskazującym, skierowała bystry wzrok na rozgrzewających się łyżwiarzy.

- Oho. – mruknęła – Widzę, że Nikiforov modnie spóźniony!

- On nie wystąpi. – szepnął Jack.

- Coś ty powiedział, gówniarzu?

Obandażowany młodzieniec westchnął. Świadomość, że nie spotka go już nic gorszego od łomotu ze strony Nikiforova i kiboli nieznacznie redukował strach przed babuszką. Nieznacznie.

- Sądzę, że on nie wystapi. – powtórzył wcześniejsze stwierdzenie.

- A dlaczegóż to?

- Wiem z wiarygodnego źródła, że ma kaca.

Tina i Colette posłały mu ostrzegawcze spojrzenie. Gdyby dziadkowie dowiedzieli się, od kogo i w jakich okolicznościach amerykański wnuk dostał po mordzie… ugh! Jack nawet nie chciał o tym myśleć. Całe szczęście nie planował mówić prawdy.

- Tak pisało na Facebooku. No wie babcia, to taka strona…

- Za kogo ty mnie masz, szczeniaku?! – gniewnie przerwała mu Katerina – Sądzisz, że jestem jakąś zacofaną staruchą? Też mam Facebooka. Podobnie jak Alexei. Codziennie aktualizujemy statusy i nic nie wiemy o tajemniczym kacu Nikiforova. Chcesz się do czegoś przyznać, Jackuczka?

Po fioletowym od licznych siniaków czole spłynęła kropelka potu. Futbolista żałował w tej chwili, że w ogóle się odezwał. Kiedy jednak zaczął zmawiać pacierz, komentator w telewizji odwrócił uwagę babci.

- Znamy już szczegóły rozmowy Feltsmana z sędziami. Viktor Nikiforov ma drobne dolegliwości żołądkowe, dlatego nie weźmie udziału w rozgrzewce. Ale możemy odetchnąć z ulgą, bo wszystko wskazuje na to, że nasz bohater narodowy nie zrezygnował z walki o finał Grand Prix! Co prawda nie wiemy jeszcze, w jakim stanie zobaczymy Nikiforova… ale trener Feltsman zapewnia, że jego wychowanek wyjdzie na lód. Viktor… trzymamy za ciebie kciuki! Wydobrzej szybko!

- Wydobziej sibko! – Katerina przedrzeźniła mężczyznę – Phi! Wygodnie mu, bo jedzie jako ostatni. Nie zdziwiłabym się, gdyby ucinał sobie drzemkę…

Telefon z obudową w diamenty zawibrował. Babuszka otworzyła folder z wiadomościami.

- Alexei przeszukuje toalety. – niedbale odrzuciła komórkę z powrotem na stół – Kretyn.

- Deduszka musi bardzo uważać, bo uznają go za zboczeńca. – nieśmiało rzuciła Colette.

- Wasz dziadek powinien był ożenić się z Feltsmanem, a nie ze mną! – prychnęła żona Alexeia – Nigdy nie rozumiałam jego obsesji na punkcie tego łysiejącego durnia. Mówiłam mu, żeby wycofał się z trenowania, gdy zrobili go Ministrem Sportu. Ale nie! Uparty stary osioł… z babkami może jeszcze coś osiągnie, ale z facetami niczego nie ugra. Zamiast kombinować powinien wreszcie pogodzić się z faktem, że nawet ta ślamazara Popovich ma lepsze wyniki od jego najlepszego solisty. O Nikiforovie już nawet nie wspomnę…

- Nikiforov jest aż tak dobry? – spytała Tina.

- Jest najlepszy. To cudowne dziecko łyżwiarstwa.

- Ale dzisiaj chyba nie wystąpi…

- Pfft! Oczywiście, że wystąpi! Jego trener zdobył olimpijskie srebro, mając trzydzieści dziewięć stopni gorączki. I co? Nikiforov miałby się wycofać z powodu biegunki? To, że ma włosy jak kobieta, jeszcze o niczym nie świadczy. Feltsman wychował go na mężczyznę, a nie zaryczaną paniusię. Szkoda, że nie mogę powiedzieć tego samego o własnym wnuku…

Pod wpływem pogardliwego spojrzenia babci, Jack zaczerwienił się. Gdyby panicznie nie bał się Kateriny i miał sprawne ręce, rzuciłby czymś o ścianę.

Przeklęty Nikiforov! – pomyślał, zaciskając zęby – Mam nadzieję, że zrobisz z siebie na lodzie kompletne pośmiewisko! Obyś wywalił się przy każdym skoku! Wtedy Katsukiemu już zupełnie pęknie serce…

Wyobrażenie sobie roztrzęsionego Japońca załamującego się po porażce ukochanego idola nieznacznie poprawiło futboliście humor.

- Babciu, a rzucił kiedyś ktoś na ciebie klątwę? – nieoczekiwanie spytała Colette.

Jack wzdrygnął się. To tyle jeśli chodziło o lepszy humor.

- Co to w ogóle za pytanie? – prychnęła babuszka – Mówiłam, byście nie przeszkadzali mi w oglądaniu.

- Przepraszam. Po prostu uważamy, że Jackuczka został przeklęty i to dlatego aż tak go poturbowali.

Staruszka uniosła brew.

- Mnie nikt nigdy nie przeklął. – rzuciła, wzruszając ramionami – Ale waszego dziadka i owszem.

- Oooo! – Francuzka wybałuszyła oczy – A kto go przeklął?

- Partnerka Feltsmana z pary sportowej, Tatiana Lubicheva. Jej matka jest cyganką, czy jakoś tak… w każdym bądź razie, kiedy Alexei miał piętnaście lat, regularnie wyzywał rywali. Aż pewnego razu Lubicheva podeszła do nas przed zawodami i powiedziała waszemu dziadkowi, że jeżeli będzie dalej obrażał innych, to jego gałąź nie urośnie już ani o centymetr i że to klątwa i jeśli nie chce, by nazywano go „małym", niech lepiej zrezygnuje z gnębienia rywali z lodu. Rzecz jasna, Alexei zupełnie to zignorował.

- I co? Sprawdziło się?

Katerina prychnęła.

- Skąd mam to wiedzieć?! Nie zaglądałam mu do gaci, gdy miał piętnaście lat! No cóż… obecnie szału tam nie ma, ale jak było kiedyś, nie mam pojęcia. Chociaż słyszałam od kogoś, że klątwy potrafią ciągnąć się latami. Nie żeby Alexeiowi robiło to teraz jakąś różnicę…

Dla futbolisty „brak szału" deduszki nie był zaskoczeniem – już wcześniej słyszał co nieco na ten temat od swojego australijskiego kuzyna. Ale ciągnące się latami klątwy?! To przeraziło go nie na żarty!

- Ej, babuszka… - zaczął, przełykając ślinę – A nie ma sposóbów, by klątwę… tak jakby… no… odkręcić?

- Jeżeli klątwa jest zemstą, to po prostu przeproś osobę, którą obraziłeś. – babuszka odparła znudzonym tonem – Nie dostałbyś takiego łomotu, gdybyś miał czyste sumienie. Założę się o wszystkie moje diamenty, że zasłużyłeś sobie na każdy z paskudnych siniaków na tym twoim durnym łbie!

Jack zastanowił się, czy wszyscy ludzie mieli tak przerażających dziadków.

XXX

- Juraczka… a tobie nie jest niewygodnie? Może dołączysz do nas na kanapie?

- Daj mu spokój, Dima. On zawsze tak siedzi, gdy ogląda telewizję. Juraczka, podać ci pierożki?

- Dziękuję, dziadziu. Może później. Na razie nie jestem głodny.

Dziesięcioletni Jurij Plistetsky siedział przed telewizorem w takiej oto pozycji: pełniutki szpagat w rozkroku, idealny kąt sto osiemdziesiąt stopni, łokcie na podłodze, twarz oparta na dłoniach. Otulone puchowymi skarpetkami stópki co jakiś czas kręciły leniwe kółka.

- Kolia… - Dima jęknął do ucha kolegi – Mnie boli, jak na niego patrzę! Mnie to boli, rozumiesz?!

- Cicho bądź! – szeptem syknął Kolia – Lepiej dziękujmy Bogu, że siedzi w takiej niewinnej pozycji, zamiast na przykład robić pierścionek.

- Pierścionek?! Chryste, co to „pierścionek"?

- Leży na brzuchu i dotyka stopami głowy.

- Jezu!

- Ostatnio zobaczył na Animal Planet, jak jakieś zwierzątko zarzuca sobie nogi na szyję i zrobił to samo. Powiedział, że z ciekawości.

- O matko! Jak możesz mu na to pozwalać?!

- Zmywał naczynia i zawołał do mnie z kuchni, że jest za ciemno i czy mógłbym zapalić światło. Odkrzyknąłem, że nie chce mi się wstawać z kanapy. No to sam sobie zapalił. Piętą. Kontakt jest wyżej niż jego głowa.

- Ech…

- No wiem, wiem… straszne. Ale będzie mi tego brakować.

Uśmiech Nikolaja Plisetskyego był mieszaniną smutku i radości. Jego przyjaciel, Dymitr pokiwał ze zrozumieniem głową. Dobrze znał te uczucia. Też miał wnuka.

- Nie ma go. – nieoczekiwanie rzucił chłopiec.

- Kogo nie ma, Juraczka? – spytał Kolia.

- Viktora.

- Ach… tego… rosyjskiego asa, tak? – przypomniał sobie Dima.

- Nie było go na rozgrzewce. – ponurym tonem wyjaśnił Jurij – Mówią, że źle się czuje. Ciekawe, czy rzeczywiście ma biegunkę?

- No cóż… za miesiąc sam będziesz mógł go o to spytać! – zaśmiał się starszy pan Plisetsky – W końcu będziecie trenować pod tym samym trenerem.

Dziesięciolatek podniósł się, podszedł do kanapy i wdrapał się dziadkowi na kolana. Wyczuwając trudną rozmowę, Dymitr przeprosił i poszedł do kuchni zrobić więcej herbaty. Dziadek i jego wnuczek zostali sami.

- Dziadziu… ja nie chcę do Petersburga. – Jurij zarzucił opiekunowi rączki na szyję i wtulił główkę w szeroką pierś.

- Chcesz, chcesz. – Kolia dziarsko poklepał chłopca plecach – Chcesz, Juraczka i dobrze o tym wiesz. A kto skakał wczoraj prawie pod sam sufit, gdy mu powiedziałem, że został wybrany?

- Cieszę się, że jadę, ale… ale… ciebie tam nie będzie! Nie możesz pojechać ze mną, dziadziu?

- Och, Jura, Jura… ja nie będę żył wiecznie, wiesz? A pamiętasz ten film o lwach, który wczoraj oglądaliśmy?

- Pamiętam.

- No to teraz będziesz miał swoje własne stado, tak jak w filmie. Pamiętasz, jakie lewki były szczęśliwe w swoim stadzie? Teraz ty też będziesz miał stado…

- Nie chcę stada!

Jasnowłosa głowa zadarła się do góry. W zielonych oczach Jury krył się dobrze znany Kolii bunt.

- Nie chcę stada! – chłopiec powtórzył głosem pełnym dziecięcej zawziętości – Stado to nie rodzina! Wolę ciebie od jakiegoś głupiego stada!

- Nowe stado zawsze na początku wydaje się głupie. – cierpliwie tłumaczył mu dziadek – Ale to jest naprawdę dobre stado, Juraczka. Wiem, bo bardzo długo rozmawiałem z panem Feltsmanem.

Na dźwięk nazwiska trenera, Jurij wzdrygnął się.

- Trener Feltsman to nic tylko się drze! – burknął, odwracając wzrok – I każe mi robić takie proste rzeczy! Na obozie wciąż mówił mi, że mam skakać podwójnego aksla zamiast potrójnego… jakbym był jakimś bobaskiem! Nie chcę wciąż powtarzać tego samego. Chcę się uczyć nowych rzeczy.

- Och, Juraczka, Juraczka! – Kolia mocniej przytulił wnuczka – Dobrze ci tam będzie, wiesz? Gdybym nie uważał, że będzie ci tam dobrze, nie oddawałbym cię.

- Nie chcę jechać. To niesprawiedliwe! Dlaczego inni chłopcy mogą mieć i rodziców i dziadków i trenować w Petersburgu? Też chcę wszystko naraz!

- Ech, wnusiu… chłopców, którzy mają aż takie szczęście, jest o wiele mniej niż myślisz. Wiesz, co powiedział mi Feltsman? Viktor Nikiforov był jeszcze młodszy od ciebie, gdy wyprowadził się od rodziców i zaczął trenować. Miał osiem lat, wiesz?

To przykuło zainteresownie zadziornego blondynka.

- Powaga? – spytał, patrząc na na dziadka wielgachnymi zielonymi oczami.

- Powaga, powaga. – starszy pan potwierdził, delikatnie czochrając wnuczkowi włosy – Kiedy Feltsman opowiadał mi o Viktorze… sposób, w jaki mi o tym mówił, sprawił, że pozbyłem się wszelkich wątpliwości. Wiem, że Feltsman dobrze się tobą zajmie, Juraczka.

- Hę? Co to niby ma znaczyć?

- To znaczy… że czasami między ludźmi, którzy nie są ze sobą spokrewnieni, rodzą się więzi silniejsze od więzów krwi. Pewnego dnia ty też to zrozumiesz, mój Jura.

Chłopczyk przekrzywił głowę.

- Jakie więzi są silniejsze od więzów krwi?

XXX

- P-panie Feltsman? W-wygląda pan, jakby potrzebował pan inhalatora.

Ilia i Wlad z przerażeniem obserwowali krążącego tam i z powrotem po korytarzu pracodawcę.

- Gdzie on jest? Gdzie on jest?! – Yakov od kilkunastu minut powtarzał to samo zdanie – Trzech łyżwiarzy już pojechało… trzech! A jego nie ma!

- Panie Feltsman, proszę! Niech już pan nie gryzie tego kapelusza! Popsuje pan sobie protezę…

- Lepiej nie próbuj mnie uspokajać, Malinovsky!

- W-włosów niech lepiej też pan nie szarpie! Będzie pan zupełnie łysy…

- MORDA! Shevchenko, zadzwoń do niego jeszcze raz!

Drżącą dłonią fizjoterapeuta wyjął komórkę i wykręcił numer Viktora. Feltsman również sięgnął po telefon.

Będę na czas. Kryj mnie. – setny raz przeczytał wiadomość od wychowanka - Będę na czas. Kryj mnie.

No dobrze, kurwa, okej, ale kiedy niby było to całe „na czas"? Minutę przed wyjściem na lód?! Noż, do diaska, czy ten baran chciał, by Yakov tutaj zszedł?!

Nie było dobrze… kurwa mać, nie było ani trochę dobrze! A jakby spóźnienie Viktora nie było wystarczającym powodem do zmartwień, to występy kolejnych łyżwiarzy tylko pogorszyły sprawę.

Zanim zawodnicy z drugiej grupy rozpoczęli przejazdy, legendarny rosyjski trener postanowił złamać własną zasadę i za namową Ilii spróbował bycia optymistą („Wdech i wydech, panie Feltsman! Pozytywne myśli, panie Feltsman! Myślimy pozytywnie!"). Żeby nie było – próbował.

Vitya zaraz tu będzie. – powiedział sobie – Może jego rywale pojadą słabo i nie będzie musiał aż tak się wysilać? Spokojnie, jest jeszcze Francja. Tutaj wystarczy mu czwarte miejsce. Upokarzające to jak cholera, ale co zrobić. Wystarczy, że będzie czwarty! Okej, głowa go boli, ale powinien dać radę. Jeśli tamci pojadą słabo, będzie miał łatwiej.

Kurwa, jak na złość – jak dotąd wszyscy pierdoleni łyżwiarze z drugiej grupy trzasnęli najlepsze wyniki w karierze! Tak, proszę państwa. Bóg odwalał właśnie takie numery, gdy Yakov Feltsman starał się być optymistą. Yakov Feltsman już nigdy nie będzie optymistą! Kurwa, nigdy!

A tak na serio – wyniki w Kiss and Cry raczej nie były robotą Boga. O wiele bardziej prawdopodobne było wyjaśnienie, że ci wszyscy goście dowiedzieli się o kiepskim stanie rosyjskiego geniusza i uznali to za zachętę. No bo… druga taka okazja może się już nie powtórzyć, prawda? Trudno o lepsze warunki do zdetronizowania rządzącego króla podwórka. Skoro Viktor był słaby, to pozostające dotychczas poza zasięgiem medale, nagle znalazły się na wyciągnięcie ręki! Przepuszczenie podobnej okazji byłoby grzechem!

Póki co, najlepszy występ dał Guillaume Fontaine. Dzierżący obecnie pozycję lidera Francuz pojechał niemalże na poziomie Nikiforova. Niemalże. Wystarczająco, by zasłużyć na owacje na stojąco. Noż, cholera jasna!

Jeszcze tylko ten gówniarz Crispino, a potem Vitya. – Yakov pomyślał, obgryzując paznokcie – Vitya, którego tu NIE MA!

O Boże, nawet nie będą mieli czasu na związanie tych jego przeklętych włosów! Jezu, nie będą mieli czasu na nic! Chryste, on będzie musiał jechać bez pierdolonej rozgrzewki! Niedobrze, kurwa, niedobrze, niedobrze, NIEDOBRZE!

- Gdzie się podziała twoja Gwiazda Betlejemska, Feltsman? – zaśpiewał czyjś złośliwy głos.

Yakov zacisnął zęby.

Pieprzony skurwiel, akurat teraz musiał się przypałętać!

- Spierdalaj, Wronkov! – burknął do rywala.

Brodaty dupek pozostawał niewzruszony.

- Sędziowie nie będą na nikogo czekać. Właśnie z nimi rozmawiałem. Pomyślałem, że chciałbyś wiedzieć.

- Super. Dzięki za fatygę. A teraz spierdalaj!

Minister Sportu wzruszył ramionami.

- Przejdę się na szczyt trybun, bo ponoć stamtąd ma się najlepszy widok na pusty lód. – na odchodnym poklepał jeszcze Yakova po barku.

Myśl o pustym lodzie przyprawiła opiekuna Viktora o ból żołądka. Gdy tylko Wronkov zniknął za rogiem, Feltsman powrócił do nerwowego krążenia po koryarzu.

A jeśli ten skurwiel miał rację? A jeśli Vitya naprawdę się nie zjawi?!

- To moja wina! – Yakov jęknął, łapiąc się za głowę.

- Proszę, niech pan tak nie mówi. – Ilia próbował położyć mu dłoń na ramieniu, ale nie zdołał, bo pracodawca nawet na moment nie przerywał nerwowego marszu.

- To ja… to ja do tego doprowadziłem! Byłem dla niego za ostry!

- Panie Feltsman, naprawdę…

- Żadne „naprawdę", Shevchenko! Kurwa, jestem najgorszym trenerem na świecie…

- Miał pan prawo się zdenerwować.

- Pewien, że, kurwa, miałem! Ale… och, do diaska! Po co ja go wczoraj straszyłem tym pasem…

- Fakt, trochę pana poniosło.

- Trochę?! Babicheva wszystko nagrała… kurwa, nawet ja omal nie zszedłem na zawał ze strachu, gdy pokazała mi ten filmik. A przecież jestem na nim ja sam! I to ma być, kurwa, logiczne?

- No już dobrze, dobrze… niech pan tak tego wszystkiego nie przeżywa.

- Jak, kurwa, mam nie przeżywać?! Cholera, Kanadyjczyk właśnie dostał wyniki. Jeszcze jeden z najlepszym wynikiem w karierze, noż kurwa jego mać! Crispino właśnie wychodzi na lód… O Boże, zupełnie zawaliłem sprawę, gdy rozmawiałem z Vityą. Źle się do tego zabrałem! Powinienem był dać mu się wygadać! Może wtedy wiedziałbym, o co chodziło z Lilką? Dupa ze mnie nie trener! Sam się zwolnię i napiszę skargę na samego siebie!

- Przesadza pan. Proszę, niech się pan uspoko…

- NIE WAŻ SIĘ! Nawet nie waż się mówić mi, żebym się uspokoił!

Obok Feltsmana pojawił się nieoczekiwanie wysoki mężczyzna z krótkimi włosami.

- Co powiedziałeś sędziom? – spytał.

Yakov zacisnął zęby.

Tylko pierdolonych dziennikarzy tutaj brakowało!

- Mówiłem, że nie udzielam żadnych wywiadów! – wydarł się na faceta – Won mi stąd!

- Ale…

- Powtórzę po raz ostatni: nie mam czasu dla pierdolonych skunksów z mikrofonami! Zjeżdżaj!

Wzdychając, legendarny trener odwrócił się do Wlada i Ilii. Nie wiedzieć czemu, gapili się na coś za plecami pracodawcy. Pewnie na tego natrętnego reportera. Ech, mniejsza o to.

- Zadzwońcie do niego jeszcze raz. – Feltsman rozkazał, wycierając pot z czoła.

Nie drgnęli ani o centymetr.

- No i na co wy, kurwa, czekacie?! – ryknął, wymachując rękami jak szaleniec.

- Może… po prostu ze mną pogadasz? – zza pleców Yakova padło nieśmiałe stwierdzenie – Przecież stoję tuż obok.

Cholera, co za upierdliwiec! Czemu nie chciał się odczepić?!

- Ile. Razy. Jeszcze. Mam. POWTÓRZYĆ?! Nie mam czasu na wywiady! Spadaj, facet!

- Eee… Yakov, to ja.

- Ty, czyli… JEZUS MARIA!

Yakov Feltsman omal nie dostał zawału. Z całą pewnością dostał mentalnego zawału. A Viktor Nikiforov niepewnie pomasował kark. Kark, na którym nie było włosów.

- Rozumiem, że to dla ciebie lekki szok. – stwierdził, śmiejąc się nerwowo.

Lekki? LEKKI?!

Z oczami, w których przerażenie mieszało się z niedowierzaniem, trener uniósł drżące dłonie i zatrzymał je kilka centymetrów od szyi wychowanka.

- Vitya… - wyjąkał piskliwym i pełnym emocji głosem – Vitenka… twoje włosy… twoje piękne włosy…

- Eee…

- Twoje włosy… gdzie one są… gdzie one są…

Sztywnymi ruchami robota Yakov zginał palce, jakby próbował złapać niewidzialne kosmyki.

- Gdzie włosy… gdzie są włosy… - powtarzał z oczami zafiksowanymi na swoim uczniu.

- No… nie ma ich. – Viktor odpowiedział po prostu.

- Jak ty… kiedy ty…

- Ostrzygł mnie taki jeden miły pan na lodowisku. Prawda, że ładnie? Dał mi wcześniej poprzeglądać magazyny żony. Ta fryzura jest teraz bardzo modna. Klasyczna, a zarazem oryginalna, nie uważasz?

Klasyczna, a zarazem orgyninalna? A co to, kurwa, miało do rzeczy?! To nieważne! Co z tego, że jacyś kolesie w jakiśtam magazynach też mieli podgolone karki i opadające na lewe oko grzywki? Liczyło się to, że Vitya… Vitenka nie wyglądał już jak chłopiec, tylko jak facet! Jak dorosły, kurwa, mężczyzna!

Boże… on zawsze był taki przystojny? Znaczy, już jako ośmioletni szczeniak był ładniutki, ale teraz…!

Stojące nieopodal solistki właśnie przyuważyły Viktora i z wrażenia omal nie osunęły się na podłogę. Yakov miał ochotę podbiec do nich i wydrzeć się, by przestały rozbierać wzrokiem jego dziecko! Kurwa, nie miały za grosz wstydu! Sara Crispino otwarcie się śliniła. Zaraz! A czy ta dziewucha nie powinna przypadkiem dopingować brata?

Jakby na potwierdzenie tych słów, zza rogu wyszedł ojciec bliźniaków.

- Chodź, Sarcia! Miki właśnie zaczyna.

To przypomniało Yakovowi o powadze sytuacji. Złapał wychowanka za ramiona.

- Vitya… przez cały ten czas… co ty… gdzie ty…

Viktor zamrugał.

- Eee… przecież ci powiedziałem? Na lodowisku.

- Na lodowisku?

- Zapłaciłem jednemu panu, by pozwolił mi pojeździć. Yakov, nie obraź się… nie chciałem ci tego mówić, ale rano strasznie się przez ciebie stresowałem. Musiałem trochę pojeździć sam. Dokręciłem wszystkie skoki, wiesz?

- Dobra… już mniejsza… już mniejsza o to! Jak głowa?

- Nie boli. Słuchaj, ręce ci drżą…

- Rozgrzewka! O Boże, nie było cię na rozgrzewce… ale rozgrzałeś się, prawda? Chociaż trochę? Błagam, powiedz mi, że się rozgrzałeś!

- Eee… jasne. Rozgrzałem się w autobusie. Yakov, jesteś strasznie blady.

- Autobus? Jechałeś autobusem?

- No wiesz, gdy zakumałem, że będę tutaj na styk, uznałem, że autobus będzie lepszy. W taksówce nie miałbym miejsca na rozgrzewkę. A tak porozciągałem się przy rurze w autobusie. Ludzie dziwnie się na mnie patrzyli…

- Okej… dobra. Okej… rozgrzałeś się… chociaż tyle… masz pod tą bluzą strój?

- Pewnie. Już wcześniej go założyłem…

- O Boże! O kurwa, dzięki Bogu… jakoś to będzie… dzięki Bogu, jakoś to będzie!

- Yakov, wyglądasz, jakbyś potrzebował lekarza.

- Pierdolić lekarza! Cholera… Crispino już zaczął… cholera… łyżwy! O Boże, łyżwy! Na co ty jeszcze czekasz? Zakładaj łyżwy!

Viktor posłusznie usiadł na podłodze i zabrał się za zakładanie łyżew. Feltsman chciał mu zawiązać sznurówki, ale wychowanek złapał go za nadgarstki.

- Yakov, kocham cię, ale tym razem sam je sobie zawiążę, dobra? – srebrnowłosy mężczyzna westchnął, patrząc trenerowi w oczy - Cały czas drżą ci ręce. Jak w takim stanie zawiążesz mi sznurówki, stracę czucie w stopach. Jest dobrze. Spróbuj się trochę uspokoić, okej?

Uspokoić? Na tym etapie, Yakov już nawet nie pamiętał znaczenia tego słowa! Był zestresowany jak cholera i wciąż nie przyjmował do wiadomości nowej fryzury Viktora. Nie wiedział, co ze sobą zrobić, więc po prostu stał nad zawiązującym sznurówki uczniem. W końcu nie wytrzymał. Z miną, jakby dotykał substancji radioaktywnej, zaczął obmacywać głowę wychowanka.

- Boże. – jęknął, gdy przejechał palcami po króciutko zgolonym miejscu pod uszami.

Kącik ust Viktora kpiąco uniósł się do góry.

- Boże… jego włosy… - Yakov powtarzał, nie będąc w stanie zapanować nad emocjami – Jego włosy… o Boże… Ilia, on nie ma włosów…

- Nie przesadzaj. – wetchnął krótko obcięty wychowanek – Trochę ich jeszcze mam.

- Włosy… o Boże… on nie ma włosów… on umarł!

Viktor spojrzał na niego spode łba.

- No dobra. Teraz to już histeryzujesz.

- Jezu… włosy… twoje piękne włosy!

- Już nie „przeklęte kudły" tylko „piękne włosy", co? – srebrnowłosy mężczyzna rzucił, uśmiechając się pod nosem – Szybko nie odrosną, więc lepiej zacznij się przyzwyczajać. Zresztą, nie zamierzam znowu ich zapuszczać.

- To… dobrze?

No dobra, nie chodziło o to, że Yakovowi nie podobała się ta nowa fryzura. Owszem, podobała mu się, ale… tak jakby…

Stanął mu przed oczami obraz Viktora. Młodziutkiego, długowłosego Viktora w koronie z niebieskich kwiatów. Kiedy on dostał ten kretyński wianek? Chyba wygrał wtedy Mistrzostwa Europy, czy jakoś tak. Yakov pamiętał, że jego wychowanek rzucił wtedy różę Giacomettiemu.

Vitya. Długie włosy, słodkie niebieskie oczy, niewinna twarzyczka, szczupłe ciało.

Vitya. Krótkie włosy, poważne niebieskie oczy, twarz mężczyzny, muskularne ciało.

To nie były dwie różne osoby, tylko jeden i ten sam facet. Do Yakova wciąż nie dotarło. Że to byłjego Vitya. Ten sam Vitya, co wczoraj… a jednak tak bardzo inny. Kiedy to się stało? Kiedy on tak bardzo się zmienił? Kiedy Viktor Nikiforov stał się mężczyzną? I jakim cudem Yakov przegapił ten moment?

- Dobrze wyglądasz. – usłyszał głos Wlada.

- Dzięki.

Vitya miał już łyżwy na nogach. Przyciągając kolano do piersi, rozmawiał z menadżerem i fizjoterapeutą.

- Na serio ci ładnie… - Ilia wyglądał na prawie tak poruszonego jak Feltsman – Wiem, że to głupie, ale… mogę dotknąć?

- Pfft! Co to Yakov zapoczątkował jakiś trend? – Viktor zaśmiał się – Trend macania mnie po głowie? Co wy myślicie, że ja schowałem te włosy pod kołnierzem, czy jak?

- Z-zaskoczyłeś nas, okej? – czerwony po same uszy Ukrainiec skrzyżował ramiona – Ty w ogóle widziałeś siebie w lustrze?

- No już, daj spokój. Przecież się wygłupiam. Masz, pomacaj sobie. Widzisz? To moje włosy, nie peruka. Swoją drogą, jak tam sytuacja?

Menadżer zaglądał przez kurtynę na lodowisko.

- Jeszcze nie skończył. – poinformował ich, przełykając ślinę.

Viktor krótko skinał głową.

- Wyjdę w ostatniej chwili. Nie chcę wywoływać niepotrzebnego zamieszania na widowni. Jak mnie zobaczą, pewnie od razu zaczną wrzeszczeć. To mogłoby trochę onieśmielić chłopaka. Poczekam, aż będzie w Kiss and Cry.

Mądrze mówi. – pomyślał Yakov – Zupełnie jak nie on.

Zastanawiał się, co powinien powiedzieć wychowankowi. Czy w ogóle powinien coś powiedzieć? Czy powinien wspomnieć o tych wszystkich życiówkach, które trzasnęli pozostali łyżwiarze?

Cóż… z jednej strony należało to zrobić – Vitya powinien wiedzieć, że poprzeczka była o wiele wyżej niż wczoraj. Dość wysoko, by nie czuć się bezpiecznie nawet z tak dużą przewagą w programie krótkim. Ale z drugiej strony, jeśli Viktor usłyszy o dokonaniach rywali, może odczuć presję. Znaczy się… Vitya był cholernie odporny na presję, praktycznie od zawsze, ale to nie oznaczało, że nigdy się nie denerwował. Czy Yakov powinien mu powiedzieć?

Lepiej nie. – Feltsman zdecydował – Wydaje mi się, że lepiej będzie, jeśli nie będę mu już dawał żadnych wskazówek. Ma taką dziwną minę. Jest maksymalnie skoncentrowany. Wygląda, jakby wszystko sobie poukładał w głowie. Nie chcę tego psuć…

A mimo to… stanie w milczeniu obok Viktora okazało się diabelnie trudne.

Atmosfera była prawie nie do zniesienia. A przynajmniej dla Yakova, Ilii i Wlada, którzy podskakiwali za każdym razem, gdy zza kurtyny rozlegał się ryk publiczności. Natomiast Vitya… Vitya, który teoretycznie powinien być najbardziej zestresowany z nich wszystkich, w ogóle niczym się nie przejmował.

Ale to nie było jego zwykłe „nie przejmowanie się". To nie było „nie przejmowanie się" na zasadzie „jestem lekkoduchem i głupkiem i bałwanem i zaraz jadę program dowolny, ale opowiem wam dowcip". Nie. Feltsman jeszcze nigdy nie widział swojego wychowanka w takim stanie.

Vitya stał obok kurtyny w bluzie reprezentacji Rosji. Pilnował, by mięśnie nie wystygły, przyciągając stopę do pośladków. Robił to bez problemu, chociaż miał na sobie łyżwy. Niebieskie oczy były lekko zmrużone i zamyślone. Jakby Vitya przebywał w swoim własnym światku. Ale w dobrym znaczeniu. Wydawał się bardzo skupiony i poważny. Mężczyzna, który koncentruje się przed bitwą. Mężczyzna, który wie, czego chce.

Patrząc na tego mężczyznę, Yakov doznał nawrotu wcześniejszej nostalgii. Zupełnie tego nie planując, zaczął widzieć w głowie obrazy:

Vitya. Ośmioletni. Mały szczyl biegający po lodzie z powiewającą na wietrze srebrną kitką. Chciał jedynie wkurzać trenera i jeździć na łyżwach.

Vitya. Wesoły nastolatek. Pewnego razu wmaszerował do gabinetu Feltsmana ze szczeniakiem pudla na rękach. Yakov pomyślał wtedy, że spojrzenie Viktora było jeszcze bardziej szczenięce niż spojrzenie nieszczęsnego psa.

Vitya. Jego pierwszy medal w seniorach. Nazywali go cudownym dzieckiem łyżwiarstwa. Mówili, że nic nie stanie mu na przeszkodzie.

Vitya. Osiemnastoletni i pijany. Ojciec złamał mu serce. Yakov masował Viktorowi plecy, gdy Viktor wymiotował. Yakov delikatnie przytrzymywał długie srebrne włosy, bo frotka gdzieś się zapodziała.

Vitya. Krótkie włosy. Dorosły, silny i piękny. Boże. Tyle lat. Jezus Maria… tyle lat…

Yakov Feltsman pękł.

- PIERDOLIĆ TO!

Wlad i Ilia omal nie przewrócili się z wrażenia. Yakov podszedł do Viktora.

- Kurwa, chodź tutaj!

I przytulił go. Złapał go i przytulił. Jedną ręką chwycił szczupłą talię, a drugą ścisnął te króciusieńkie (Jezu, były takie krótkie!) włosy na karku. To nie był jakiś tam delikatny przytulas. To był miażdżący płuca uścisk! Jedyny, właściwy dla tej sytuacji uścisk. Jedyny uścisk, jakim przybrany ojciec mógł obdarzyć przybranego syna przed ważną bitwą.

- Vitya, słuchaj…

Głos Yakova był dziwny. Ni to warczenie, ni to jęczenie, ni to błaganie. Głos człowieka bliskiego obłędu. Oczy Feltsmana też zezowały w przestrzeń, jak u psychopaty.

- Vitya, słuchaj… jak się wypierdolisz, nie padaj na kolana!

- Hm? – Viktor westchnął z zadowoleniem i mocniej przytulił się do trenera.

- Kurwa, słuchaj mnie! Nasza wczorajsza umowa… anuluję ją, kapujesz? Jak się wypierdolisz, to trudno! Nie padaj na kolana!

- Nie wypierdolę się.

- Cholera, ja mówię poważnie! Jak się wypierdolisz, leć na tyłek! Na tyłek, jasne?! Vitya, błagam… ja nie chcę widzieć cię na kolanach na tym lodzie… nie zniosę tego, rozumiesz? Obiecaj mi… obiecaj mi, że jeśli się wypierdolisz, nie upadniesz na kolana!

- Obiecuję, że się nie wypierdolę.

- Kurwa, nie słuchasz mnie!

- Przecież nigdy cię nie słuchałem.

- Kurwa mać… to prawda!

No i świetnie. Tego tylko, kurwa, brakowało! Yakov zaraz się tutaj poryczy. Noż kurwa… to wszystko wina tego srebrnowłosego popaprańca! O! Już widzi, że coś się święci! Stoi sobie tutaj z łbem wtulonym w ramię trenera i chichocze. Kurwa, Yakov to wszystko przeżywa, a ten się śmieje!

Ooooo, nie! Tak NIE BĘDZIE! Nie ma mowy, by Yakov się popłakał! Yakov się nie popłacze! Yakov zaraz zrobi tutaj porządek! Przeklęty gówniarz! A Yakov naiwny zaczął myśleć, że ten pacan wydoroślał w kilka godzin… pfft! Ależ skąd! To nadal kretyn. Zero szacunku dla uczuć trenera… zero! Kurwa, chichrać mu się zachciało!

- No dobra, starczy tego dobrego! – Feltsman warknął – Powiedziałem: wystarczy! Puść mnie wreszcie! Vitya… cholera no… kurwa, niech ktoś go ode mnie odklei! Vitya, do ciężkiej cholery, bo zaraz… I PRZESTAŃ SIĘ, KURWA, ŚMIAĆ!

Wreszcie odsunął od siebie srebrnowłosego głąba. Oczywiście zamiast się uspokoić, smarkacz odchylił głowę do tyłu i zaczął się jeszcze głośniej śmiać.

- Yakov… - Viktor zaczął, wycierając łzę spod oka – Gdyby ktoś mi powiedział, że ty na kilka minut przed programem dowolnym będziesz mnie nazywał Vitenką, głaskał po głowie i przytulał…

- Przytulał?! – Yakov powtórzył gniewnie – PRZYTULAŁ?! No chyba ci do reszty odpierdoliło! Niech ci się nie roi, że cię przytuliłem, gówniarzu! Plecy mnie rozbolały i musiałem się o coś oprzeć. Po prostu byłeś pod ręką.

- Boziu… sposób, w jaki się tego wypierasz jest po prostu zbyt słodki! Gdybyś widział… AŁA! Ajć, ajć, ajć!

- Co, może myślałeś, że jak się ostrzygłeś, to już nie będę ciągnął cię za kudły? Sądzisz, że jesteś taki sprytny, co?

- Szczerze? Szarpania za włosy to będzie mi trochę brakować… czułem się jak żona jaskiniowca.

- Już ja ci, kurwa, dam żonę jaskiniowca! Tylko poczekaj, aż wrócimy do Petersburga…

- Ale może się za bardzo nie rozpędzaj, co? Wygląda na to, że Crispino już skończył. Pokrzyczysz na mnie później. Na razie muszę wygrać złoto. Potem sobie pokrzyczysz, ale teraz mnie puść, okej?

Yakov wsłuchał się w odgłosy za kurtyną. Muzyka rzeczywiście ucichła. Wzdychając, puścił włosy wychowanka.

- Zepsułeś moją idealną fryzurę. – Viktor stwierdził, poprawiając grzywkę.

- Było mnie nie denerwować. – Feltsmam fuknął - Gdybyś…

Srebrnowłosy mężczyzna pochylił się i złożył na policzku opiekuna głośnego całusa.

- Dziękuję, że oparłeś się o mnie, gdy rozbolały cię plecy. – powiedział z dłońmi na ramionach trenera – Dziękuję i… przepraszam. Za wszystko. Nie zasługuję na to, byś tak często mi wybaczał. Dziękuję, że kochasz mnie, chociaż jestem taki dziwny i głupi i trudny. Przepraszam, że okazuję ci miłość tylko tak, jak umiem. Dziękuję. Gdyby nie ty, nie byłoby mnie tutaj.

Nie wydurniał się. Mówił całkowicie szczerze. Niebieskie oczy nadal miały w sobie resztki rozbawienia, ale tym, co w nich dominowało, była powaga. Yakov aż się zaczerwienił. Jeszcze nigdy nie usłyszał pod rząd aż tylu przeprosin i podziękowań. Odwrócił wzrok.

- Przestań już gadać. – mruknął – Umówiliśmy się, że dasz mi odpowiedź swoim programem dowolnym. Przestań już pieprzyć, bo narobisz sobie bałaganu w głowie.

Próbował zgrywać twardziela… że niby wyznanie wychowanka nie sprawiło mu cholernej przyjemności. Ale po minie srebrnowłosego hultaja zorientował się, że zgrywanie twardziela nie wyszło. Yakov znał ten uśmiech. Niebieskooki bałwan całkowicie go rozgryzł.

- Okej. Już się nie odzywam. – Viktor jeszcze raz cmoknął trenera, po czym zniknął za kurtyną.

Feltsman chciał pójść za nim, ale w ostatniej chwili przystanął i zerknął na Ilię i Wlada.

- A wy z czego się tak cieszycie?! – warknął – Niech mi tylko któryś wygada Popovichovi albo Babichevie, że przytu… że plecy mnie rozbolały i oparłem się o Viktora! Piśnijcie chociaż słówko, a możecie pożegnać się z robotą!

Wściekłym krokiem ruszył na lodowisko.

Oczywiście, że się wygadają. Jak nic wygadają się, a potem zwalą wszystko na Viktora! Ech… a Yakov pewnie jeszcze da tym kretynom podwyżki! Należało im się za przytarganie zapijaczonego durnia z knajpy. Jak na to nie patrzeć, dotarł do hotelu żywy i w miarę przyzwoitym stanie (jak na takie ilości alkoholu). Nie każdy dałby radę zapanować nad nim do tego stopnia, by wrócił do miejsca spania w jednym kawałku. Cóż, to prawdopodobnie zasługa Babichevy, ale… ech, niech już im będzie! Niech mają te swoje podwyżki! W końcu im też należy się jakaś rekompensata za te wszystkie nerwy.

A Yakov zrekompensuje sobie to wszystko… zrekompensuje to sobie… no właśnie jak?

Wystarczy mi, że Vitya dobrze pojedzie swój program. – Feltsman uświadomił sobie – Jeśli Vitya pojedzie program, z którego będzie zadowolony… to mi w zupełności wystarczy.

Srebrnowłosy wychowanek stał przy barierce i czekał, aż z tafli znikną wszystkie rzucone dla Crispino pluszaki. Było ich całkiem sporo. Czyżby kolejna życiówka?

- Ocena za program dowolny dla Michele Crispino z Włoch. – padł komunikat.

Życiówka, a jakże. Włoski dzieciak co prawda nie przeskoczył Fontaine'a, ale zapracował sobie na brązowy medal. Albo srebrny – jeżeli rosyjski geniusz nie zepnie tyłka i nie da z siebie wszystkiego.

Yakov nie miał pojęcia, czego się spodziewać. Pierwszy raz patrzył na ulubionego ucznia i nie wiedział, jaki występ za chwilę zobaczy. Vitya powiedział, że przestała go boleć głowa. Powiedział, że ćwiczył na jakimś lodowisku. Że dokręcił wszystkie skoki. Czy to była prawda? A może próba uspokojenia trenera?

Widzowie wreszcie przyuważyli bohatera narodowego Rosji i zaczęli skandować jego imię.

- Vik-tor! – dobiegało ze wszystkich stron – Vik-tor! Vik-tor! Vik-tor!

Nie wiedzieć czemu, Feltsmanowi przypomniały się te wszystkie „Vi-vi", które słyszał wczoraj przez telefon. Wzdrygnął się.

Niemiłe uczucie opuściło go jednak, gdy wychowanek podał mu bluzę i osłony na łyżwy. Niebieskie oczy miały w sobie dziwny błysk. Sam Viktor też był dziwny. Nie zachowywał się tak, jak zwykle. Zamiast pomachać do publiczności, po prostu stał przy barierce i patrzył w bliżej nieokreślony punkt. Wyglądał, jakby kogoś szukał. Kogoś, kogo tu nie było.

Co za głupia myśl. – uznał Yakov – Ale z jakiegoś powodu jestem dziwnie spokojny. Nie bardzo rozumiem, dlaczego, ale… przestałem się martwić.

Odchrząknął.

- Jesteś gotowy, Vitya?

Srebrnowłosy mężczyzna przytaknął. Stał na lodzie z jedną ręką na barierce. Ta ręka skojarzyła się Yakovowi z liną łączącą statek z portem. Czasami, aby odkryć coś niesamowitego, trzeba było wypłynąć na niebezpieczne wody. Viktor wyglądał, jakby to właśnie zamierzał zrobić.

- Jesteś gotowy, by zobaczyć moją odpowiedź? – zapytał, patrząc trenerowi w oczy.

Nie wiem. Nie mam pojęcia. Nie wiedzieć, dlaczego, mam przeczucie, że kiedy pojedziesz ten program, już nigdy nie będziesz taki sam. Boję się twojej odpowiedzi, ale nie mogę się jej doczekać. Wiem też, że nie mogę cię powstrzymać. Nikt nie może.

Feltsman nie powiedział żadnej z tych rzeczy. Po prostu skinął głową.

Viktor wziął głęboki oddech i zamknął oczy.

- Uważnie mnie obserwuj. – wyszeptał po angielsku.

Puścił barierkę i ruszył w stronę środka lodowiska.

Yakov otworzył usta ze zdziwienia. Co to było? I dlaczego po angielsku? Do kogo Vitya to powiedział?! Bo na pewno nie do Yakova! Legendarny trener nie wiedział, skąd to wie… po prostu wiedział. Tajemnicze słowa Viktora nie były skierowane do niego.

Tłum oklaskiwał Nikiforova. A potem nastąpiła krótka cisza. Dziesięć sekund ciszy pomiędzy tłumem, który przestał klaskać i muzyką, która miała zacząć grać. Yakov mógłby podsumować te dziesięć sekund tylko w jeden sposób:

Cisza przed burzą. Zbliżało się coś wielkiego.

Detroit

- Cóż za piękny program Michele Crispino z Włoch! – zachwycał się komentator – To wielka rzadkość, by tak młody zawodnik interpretował utwór w tak dojrzały sposób.

Phichit zerknął na siedzącego obok Japończyka.

O nim też mogliby coś takiego powiedzieć. – pomyślał ponuro – Yuuriego stać na jeszcze piękniejszy przejazd niż tego włoskiego gościa. Nikt nie interpretuje muzyki tak wiernie, jak mój przyjaciel! Ech, gdyby nie ten przeklęty Jack, Yuuri byłby o krok bliżej finału Grand Prix…

Na ekranie wyświetlały się powtórki skoków Michele. W tle leciała muzyka z programu - „What dreams are made of" by Paolo and Isabela. Przepiękna piosenka duetu z rodzinnego kraju Crispino. Szkoda tylko, że była taka ponura… Taj słuchał wcześniej tego samego utworu w wykonaniu Hilary Duff. Lajknął go. Ale włoskiej wersji nie zamierzał lajkować. O, nie!

Yuuri już wcześniej był przygnębiony. A teraz, gdy musiał jeszcze wysłuchać tej tkliwej ballady, którą Michele wybrał sobie do programu… ech, biedny Yuuri. Odkąd łyżwiarze z drugiej grupy rozpoczęli przejazdy, siedział po turecku z miną skrzywdzonego dziecka, tuląc do siebie pluszowego pudla. Jego zaniepokojenie udzieliło się Phichitowi, który też złapał swoją chomiczą maskotkę i zaczął ją nerwowo ściskać.

Taj postanowił, że jeśli kiedyś zasiądzie w zarządzie ISU, zadba, by przed każdą transmisją wyświatlano stosowne ostrzeżenia. Na przykład:

„Uwaga, smutaśny program! Prosimy przygotować paczkę chusteczek!"

Albo:

„Do wszystkich fanów Viktora Nikiforova, a w szczególności tych, co mają w pokoju pięć plakatów i czytają każdy wywiad z rosyjskim księciem: Nikiforov ma problemy z żołądkiem. Nie popełniajcie harakiri, nawet jeśli cierpicie z miłości!"

Phichit pokręcił głową. Nie byłoby problemu, gdyby inni łyżwiarze byli tak odpowiedzialni, jak on iaktualizowali statusy na Facebooku co godzinę! Wówczas wrażliwi Japończycy mogliby z wyprzedzeniem dowiedzieć się o kłopotach idoli od swoich tajskich przyjaciół. No naprawdę! Czy aż tak trudno napisać posta na tablicy:

„Jestem w kiblu. Nie będę na rozgrzewce. Ale program dowolny pojadę, więc się nie martwcie."

Phichit by tak zrobił. Ale Viktor Nikiforov nie był tak odpowiedzialny, jak Phichit. Głupi Viktor! Przez jego nieodpowiedzialność Yuuri był bliski popadnięcia w kolejną depresję…

Dosyć tego dobrego! – postanowił Taj – Jak okaże się, że Viktor dzisiaj nie wystąpi, przestanę lajkować jego zdjęcia na Instagramie! Co on sobie myśli, by odwalać takie numery?! Yuuri jest w nim zakochany po uszy… jeśli coś pójdzie nie tak, może nawet próbować popełnić seppuku! A wtedy będę musiał wyrzucić wszystkie ostre przedmioty z naszego pokoju! A, kurde, nie mogę tego zrobić, by musiałbym wyrzucić klatkę Buddy! Niech to, nie ma innego wyjścia! Viktor po protu MUSI dzisiaj wystąpić i BASTA!

Ktoś w górze najwyraźniej słuchał modłów Phichita.

- Sędziowie wciąż podliczają punkty dla Cripino, ale wszystko wskazuje na to, że… zaraz, co to za krzyki? – komentator przestał mówić, by oglądający też mogli posłuchać.

Kamera cały czas pokazywała siedzącego w Kiss and Cry Michele, ale z głośników dobiegały głosy ludzi z areny:

- Vik-tor! Vik-tor! Vik-tor!

W wystających spod pluszowego pieska brązowych oczach pojawiło się światełko nadziei.

- Yuuri! – Phichit wykrzyknął, łapiąc przyjaciela za ramię – Słyszysz? To Viktor! Jest na lodowisku! Już wszystko w porządku, widzisz?

Yuuri nie odpowiedział, ale z ulgą wypuścił powietrze.

- Hm… z tego auplauzu wnioskuję, że Nikiforov jednak pojedzie program dowolny. – komentator również sprawiał wrażenie uspokojonego – Dla przypomnienia: aktualny Mistrz Europy nie pojawił się na rozgrzewce i wielu spekulowało, że w ogóle dzisiaj nie wystąpi. To by oznaczało dla niego całkowite pozbawienie się szans na finał Grand Prix. Nawet mimo ogromnej przewagi z programu krótkiego. Chociaż trener Feltsman zapewnił sędziów, że jego wychowanek pojawi się na lodzie, do ostatniej chwili mieliśmy wątpliwości. Od wielu ludzi, z którymi przeprowadziliśmy wywiady, w tym od Guillaume'a Fontaine'a i rosyjskiego Ministra Sportu, Alexeia Wronkova, dowiedzieliśmy się, że ulubieniec publiczności nie czuł się zbyt dobrze podczas porannej rozgrzewki, co objawiało się między innymi w popsutych skokach i zawrotach głowy po piruetach. Miejmy nadzieję, że Nikiforov czuje się już lepiej... Nie da się ukryć, że konkurenci nie ułatwili mu zadania! Zastanawiam się, czy odczuwa presję. Aż sam jestem ciekaw, jak dzisiaj pojedzie. No ale… na razie poczekajmy na noty dla Crispino!

W dole ekranu pojawił się charakterystyczny ciemno-niebieski pasek.

- Oho, a oto i one! No proszę… jeszcze jeden najlepszy wynik w karierze!

Zachwycony Michele rzucił się w ramiona siostry. W tym samym czasie ojciec bliźniaków ściskał się z trenerem.

- Podobnie jak pozostali, Crispino dał czadu! – głosem pełnym uznania stwierdził komentator – Ale czy przeskoczył Fontaine'a? Za chwilę powinniśmy zobaczyć ocenę łączną. Oho, już jest i… och, a jednak nie! Francuz pozostaje liderem. No cóż, Michele, wielka szkoda… ale przynajmniej możesz być pewien miejsca na podium! Pytanie tylko, czy staniesz po prawej, czy po lewej stronie. To już zależy tylko od… o, kurde! Co się dzieje?

Sara Crispino powiedziała coś do brata po włosku, po czym wybiegła z Kiss and Cry. Zszokowany Michele natychmiast pognał za nią. Ojciec bliźniaków został sam z trenerem. Obaj siedzieli na ławce z głupimi minami.

- O… okej? – wydukał komentator – Pierwszy raz widzę, by zawodnik tak szybko opuścił strefę Kiss and Cry. Nie mam stuprocentowej pewności, bo nie znam włoskiego, ale wydaje mi się, że panna Crispino… bardzo chce zobaczyć przejazd Viktora? Och, na litość boską! Dajcie wreszcie kamerę na lód!

W studiu spełnili prośbę i w tym momencie Phichit zrozumiał, dlaczego Sara aż tak bardzo chciała obejrzeć przejazd Yuuriowego ulubieńca.

- O cholera! – wyrwało się Tajowi.

Jego pierwsza myśl po zobaczeniu tego, co zobaczył:

Buddo, Ci szczęśliwcy na arenie będą mieli BILIARD lajków na Instagramie!

Viktor Nikiforov krążył wokół środka lodowiska w przepięknym czarnym stroju. Spodnie były obcisłe, ale koszula została uszyta luźno i była ozdobiona mnóstwem krzyształków przypominających gwiazdy. Głęboki dekolt w kształcie litery V udostępniał widok na bardzo seksowny mostek Rosjanina.

Chociaż, rzecz jasna, to nie strój wywoływał największą sensację.

- Ktoś tutaj był u fryzjera! – komentator rzucił rozbawionym tonem.

Viktor miał krótkie włosy. O, kurde! Viktor Nikiforov ściął włosy!

Kiedy to się stało?! – krzyczały myśli Phichita – Kiedy? Kiedy?! Czemu JA nic o tym nie wiem?! Dlaczego na Instagramie nie było żadnych zdjęć?! Dlaczego Facebook mnie nie ostrzegł?! Ludzie, tak nie można! Czuję się taki zdradzony… oszukany… NIEDOINFORMOWANY!

Pewnym pocieszeniem był fakt, że ludzie na arenie wyglądali na równie zszokowanych. Piski fanek Viktora nadal nie ustały. Trwały nieprzerwanie, odkąd Mistrz Europy pojawił się na lodzie. Zaraz… fanki? Fani? O Boże, Yuuri! Phichit zupełnie o nim zapomniał!

Taj zerknął na przyjaciela. Oczy Katsukiego były prawie wielkości okularów. Japończyk siedział nieruchomo jak posąg.

- Eghm… Yuuri, wszystko dobrze? – Phichit zagaił niepewnie.

Zero reakcji.

- Yuuri, żyjesz?

Cisza.

- Yuuri, a ty… jesteś tam jeszcze… w środku?

Nadal nic.

- Powinienem wezwać pogotowie? Yuuri, błagam, przecież wiesz, że nie umiem robić RKO! Jedyny sposób na przywrócenie kogoś do życia, jaki znam, to podstawienie Buddy, by tego kogoś ugryzł… mam tak zrobić? Yuuri, proszę, odpowiedz!

Kamera dała zbliżenie na twarz Viktora. W tym momencie Japończyk się otrząsnął. Brązowe oczy stały się zamglone, okulary zsunęły się na czubek nosa, a różowe usta nieznacznie się rozchyliły. Yuuri wyglądał, jakby był w transie.

- Piękny. – wyszeptał – Piękny i… taki męski.

Raju, pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy, że powiedział to na głos! Jak nic zapomniał o siedzącym tuż obok współlokatorze! Ech, to bycie zakochanym…

Taj nie bardzo wiedział, co powinien zrobić. Było mu trochę głupio, bo czuł się jak widz romansidła, w momencie, gdy miało dojść do sceny pocałunku. Czasami, jeśli film był naprawdę dobry (weźmy takiego „Króla i łyżwiarza"), to przy niektórych scenach, oglądający odczuwał potrzebę zapewnienia bohaterom odrobiny prywatności. A to nawet nie był film, tylko scena z życia! Kolejny epizod z serii „Yuuri zauroczony Viktorem".

Rzecz w tym, że wcześniej obserwowanie stanu Katsukiego przypominało oglądanie bajki dla dzieci. A teraz Japończyk miał minę, jakby kategoria wiekowa dla jego przygód mogła w każdej chwili zmienić się z R15 na R18! Boże… Phichit założyłby się o wszystkie swoje zdjęcia na Instagramie, że gdyby Viktor jakimś cudem wyskoczył z ekranu i oświadczył, jak ten dżin z lampy, że spełni dowolne życzenie Yuuriego, to Yuuri poprosiłby o rozdziewiczenie i zostanie zerżniętym z każdej możliwej strony. Albo i nie.

No dobra… - Taj podrapał się po głowie – W końcu mowa o Yuurim. Trzeba ten scenariusz nieco zmodyfikować.

A zatem… Phichit założyłby się o wszystkie swoje zdjęcia na Instagramie, że gdyby Viktor jakimś cudem wyskoczył z ekranu i oświadczył, jak ten dżin z lampy, że spełni dowolne życzenie Yuuriego, to Yuuri poprosiłby Viktora, żeby go trenował i dopiero po jakimś roku wspólnego trenowania doszłoby do rozdziwiczenia i zerżnięcia. W końcu to Yuuri. Jemu w gaciach grzebał jedynie Budda. Nieszczęsny Japończyk wytrwale bronił wrót rozporka. Nie żeby jego współlokator rozumiał, po co.

Ech, Yuuri… - wzdychając, pomyślał Phichit – Seks na serio dobrze by Ci zrobił. Trochę szkoda, że nie pozwalasz mi z nikim się zeswatać. Kiedy jeszcze twój książę był biegającą z długmi włosami rusałką, mogliśmy mieć nadzieję… ale teraz nie mamy już żadnej! Klucz do twojego pasa cnoty przepadł na zawsze, gdy Viktor postanowił obciąć włosy. Pozostaje tylko modlić się, byście kiedyś spotkali się i wykorzystali ten nieszczęsny klucz.

No cóż, gdy nadejdzie ten moment, Chulanont będzie gotowy. Jego smartfon też.

- Temat Viktora Nikiforova w tym sezonie to „zmiana". – komentator powiedział zamyślonym tonem – Ciekawe, od jak dawna planował ścięcie włosów? Chociaż… gdy wybierał temat, pewnie nie chodziło mu wyłącznie o fryzurę. Przed rozpoczęciem Rostelecomu wielokrotnie mówił, że chciałby pokazać się w zupełnie nowej odsłonie. Rzucił też wieloznaczne stwierdzenie, że chciałby „na nowo zdefiniować siebie jako osobę". Cóż, program krótki pojechał bardzo dobrze, zdobył dużo punktów, ale… wiele osób stwierdziło, że pojechał „jak zwykle". Sam Viktor też nie wydawał się usatysfakcjonowany swoim występem. Zobaczymy, co pokaże nam za chwilę. Utwór to „Untouched" autorstwa Veronicas. Choreografem, jak zawsze, był sam Nikiforov!

Viktor nareszcie zatrzymał się. Phichit zwrócił uwagę na jego nietypową pozycję. Nogi w lekkim rozkroku, ramiona luźno przy ciele i opuszczona głowa. Podczas kolejnego zbliżenia na twarz, okazało się, że Rosjanin zamknął oczy.

Przez dziesięć sekund panowała absolutna cisza.

A potem popłynęły pierwsze nuty „Untouched". Ramię łyżwiarza uniosło się w taki sposób, jakby to dźwięki instrumentu poderwały je do góry. Gdy instrument ucichł, opadło. Instrument ponownie zabrzmiał i uniosło się drugie ramię. Instrument zamilkł, a ramię wróciło na miejsce. Przy obu ruchach Viktor wyglądał, jakby próbował coś chwycić. Szukał tego czegoś, patrząc w górę wzrokiem pełnym tęsknoty i nadziei. Instrumenty zabrzmiały jeszcze dwa razy – ruchy dłoni łyżwiarza przypominały pogoń za uciekającym motylem.

Phichit nie był jakimś wielkim fanem Nikiforova, a mimo to poczuł na karku przyjemny dreszczyk.

To będzie zajebiste. – już teraz to wiedział.

Miał rację.

Zaczęła się właściwa część utworu i w tej samej chwili Viktor ruszył z miejsca. Perkusja wybijała regularny rytm, jednak nie agresywnymi bębnami, ale subtelnym, podobnym do klaskania trzaskiem, który kojarzył się trochę z biciem serca. Ciało łyżwiarza idealnie dopasowało się do tego rytmu. Jakby muzyka była pociągającym za sznurki Bogiem, a Viktor kukiełką. Zero napięcia, ruchy płynne i delikatne - tak to wyglądało. I tak, to było zajebiste!

Phichit słusznie założył, że program będzie rewelacyjny, ale nic nie przygotowało go na to, co zdarzyło się w dwudziestej trzeciej sekundzie. Wtedy łagodność utworu została przerwana przez agresywne wejście gitar akustycznych, a Viktor wykonał pierwszy skok.

- POCZWÓRNY FLIP! – ryknął komentator – O Boże, wylądował go! To było bezbłędne!

O kurwa mać! – Chulanont, który nigdy nie przeklinał, nie był w stanie wymyślić lepszego podsumowania.

Kusiło go, by obrócić głowę i zobaczyć reakcję Yuuriego, ale… ale nie był w stanie! To było po prostu niemożliwe! Nie dało się nie patrzeć na Viktora, gdy jechał taki program!

Publiczność jeszcze nie zdołała pozbierać się po pierwszym w historii (wylądowanym na zawodach) poczwórnym flipie, gdy Nikiforov zapodał kolejną niespodziankę – piruet Biellmann! Wprost idealny do śpiewanego w utworze „I can't lie, lie, lie, lie…".

W poprzednim sezonie przestał go wykonywać. – Phichit przypomniał sobie, gryząc ucho pluszowego chomika – Myślałem, że jest już na to za stary. A tymczasem… Jeżuuuuniuuu! Jakie to piękne! Jego trener jak nic pęka z dumy!

Moskwa

- CZY ON, KURWA, ZWARIOWAŁ?! – Yakov wrzeszczał w myślach, obserwując wygiętego w pełnym szpagacie Viktora podczas piruetu Denise Biellmann – Poczwórny flip, a teraz TO?! Kurwa, mówiłem mu, że jest za stary! Co on sobie myśli, żeby… ale Boziu, jaka śliczna pozycja… nie, nie, zabiję go… no ale, kurwa, ta jego nóżka… nie, cholera, co ja mówię… Jeżuniu, jakie to piękne… nie, zaraz, oberwie za to, ale… Vitenka, och Boże, jak ty ślicznie jedziesz, ja już zapomniałem, że ty tak cudnie umiesz jeździć! Ooooch, mój chłopczyk znowu jedzie całym sobą… o, matko… ja go, kurwa, zabiję… nie ma innej opcji, zabiję go, ale niech mnie diabli, jeśli to nie jest absolutnie zajebiste!

To uczucie – widzieć program, który widziało się tysiące razy na treningach, w taki sposób, jakby widziało się go po raz pierwszy. Niesamowite uczucie!

Wychowanek Feltsmana zawsze miał w sobie „to coś". Dar, talent, magię…jak go zwał, tak go zwał. Jednak dopiero teraz czerpał z tego czegoś pełnymi garściami. A efekt był zniewalający.

„Spragniony dotyku" - tak Viktor postanowił przetłumaczyć tytuł wybranego przez siebie utworu. Ale teraz… tutaj, w Moskwie… dopiero teraz pokazywał, co to dla niego oznaczało. Pokazywał to Yakovowi. Widzom na arenie. Światu.

Muzyka nabierała tempa. Wokalistka śpiewała coraz szybciej. Viktor też poruszał się szybciej. Jego ciało opowiadało zawartą w piosence historię lepiej niż trwający dwie godziny film. Płynął, tańczył, a ręce i nogi zdawały się prosić, wraz ze słowami utworu, by teraz, natychmiast, ten ktoś, osoba, dla której było to wszystko, dał wszystko, co ma, bo Viktor nie chciał już czekać, czekał za długo i sunął po lodzie coraz bardziej niecierpliwie! I, tak jak w utworze, Jezu, ten utwór pasował do Viktora jak ulał, tak jak w utworze, Viktor nie dbał o konsekwencje, nie dbał o opinię innych ludzi, nie dbał o nic, bo jedyny sens miała dla niego ta osoba, osoba, dla której jechał, a wszystko inne było bez sensu!

Yakov nie wiedział nawet, czy ta osoba była wymyślona, czy istniała naprawdę. Jednak wierzył Viktorowi, bo, cholera, styl, w jakim Viktor teraz jechał, nie miał w sobie nic sztucznego. Lodowisko było teatrem, ale raz w życiu Viktor nie jechał programu jak aktor.

Serce na lodzie. Czy raczej – Viktor na lodzie.

„Zatrzymałbym czas tylko po to, by nigdy więcej nie usłyszeć od ciebie pożegnania".

Ostatnie słowo - „pożegnanie" rozniosło się echem, a łyżwiarz rozpoczął najazd do skoku. Wybił się z początkiem refrenu.

Poczwórny toe loop… z potrójnym toe loopem! – myśli Yakova krzyknęły triumfalnie – Właśnie tak! Idealne lądowanie! TAAAK! Dobrze, Vitya, tylko tak dalej!

Zaraz potem przyszedł czas na potrójnego aksla.

Aaaach! Przestał zginać łokieć! Pozbył się cholernych włosów i nie zgina już łokcia po lądowaniu! Jeeezuuu, normalnie chyba zaraz kogoś ucałuję…

Viktor nie dał sobie nawet chwili wytchnienia. Gdy wokalistka krzyknęła „jakoś" w wersie „jakoś nie mogę o Tobie zapomnieć!", skoczył kolejną kombinację. Tą samą, która na Mistrzostwach Świata odebrała mu złoto. Jednak tym razem wylądował. I to czyściutko!

Yakov Feltsman był zszokowany. A nie łatwo było zaszokować kogoś takiego jak on.

Wraz z wyciszeniem piosenki i końcem refrenu, Viktor rozpoczął piruet w pozycji wagi. I, tak jak wcześniej, gdy zdecydował się na Biellmanna… tutaj także nie mógłby lepiej wybrać! Obracająca się w powietrzu wyprostowana noga wyglądała jak wskazówka zegara. Jakby ten czas, który Viktor próbował zatrzymać w poprzedniej zwrotce, był poza jego kontrolą.

„Nie panuję na tym." – zdawało się mówić ciało łyżwiarza – „Znalazłem coś wyjątkowego, ale wciąż nie mogę tego chwycić. To coś jest blisko, ale ucieka mi, tak jak ucieka czas…"

„Spragniony dotyku… spragniony dotyku" - wokalistka śpiewała łagodnie, a melodia zanikała w tle. Dźwięki coraz cichszych instrumentów przywodziły na myśl trzepot skrzydeł odlatującego motyla.

Ten motyl chyba reprezentował to coś, co Viktor próbował złapać, bo gdy muzyka umilkła, Viktor stanął. Wrócił do pozycji bardzo podobnej do tej, od której zaczął.

Publiczność wiwatowała. A to była dopiero pierwsza połowa programu…

Detroit

To przypadek, prawda? – Yuuri myślał, czując się jak człowiek w stanie głębokiej hipnozy – Słowa piosenki… ruchy Viktora… i moje uczucia. Te trzy rzeczy stanowią jedność. Czy to tylko przypadek?

Gdy Rosjanin zakończył piruet w pozycji wagi, nie dostał zawrótów głowy, za to przyprawił o zawroty głowy publikę. Japończyk był przekonany, że pozostali oglądający byli w tej chwili równie oczarowani.

Pytanie tylko - czy odbierali słowa następnej zwrotki w ten sam sposób?

Przecinające powietrze ręce i sunące po lodzie łyżwy mówiły to, co śpiewała wokalistka, czyli „daj mi, daj mi, daj mi całego siebie"!

Jakby Yuuri nie należał już całkowicie do Viktora…

Ale ciało Viktora i Veronicas nadal krzyczeli do niego „nie bój się" i przekonywali, że „odnajdą go za maską samotności".

Piękna sekwencja choreograficzna i równie piękne słowa trafiały prosto do serca japońskiego łyżwiarza, wciągając go coraz głębiej i głębiej, jakby chciały go opętać, bo z jakiego innego powodu mówiłyby mu, by „nie myślał o tym, co dobre, a co złe", ponieważ „liczymy się tylko ty i ja, a reszta nie ma sensu", a pewnego dnia „odnajdziemy się, i trudne pytania znajdą odpowiedzi".

Yuuri nie wiedział, czy piosenka mówiła prawdę, ale wierzył jej, bo Viktor jechał coraz szybciej i wraz z wokalistką przekonywał, że „byli sobie przeznaczni" i niech nawet „świat zacznie się walić", a Viktor i tak będzie przy Yuurim, by „pomóc mu się podnieść" i „nigdy, przenigdy go nie zawiedzie"!

Boże, dlaczego Viktor wybrał własnie ten utwór? Dlaczego jechał ten program w taki sposób?

Jeśli to przypadek, to dlaczego tak się czuję? – rozpaczliwie myślał Katsuki.

Powrócił refren, a wraz z nim gitary akustyczne.

- Poczwórny salchow! – ryknął komentator – Ludzie, czy wy to widzicie?! Ocena techniczna zaraz eksploduje! O Boże, czy ten facet w ogóle jest człowiekiem?

Na pewno nie. Człowiek nie byłby w stanie zrobić z sercem Yuuriego takich rzeczy.

Każdy skok, każdy krok, każda sekunda programu… były jak cegiełki, budujące japońskiego łyżwiarza od nowa. Jakimś cudem, będąc tysiące kilometrów stąd, Viktor Nikiforov odnalazł Yuuriego Katsukiego na dnie wypełnionego smutkiem oceanu i teraz ciągnął go ku powierzchni. Ku światłu.

Po refrenie przyszedł spokój. Wokalistka powtarzała „spragniony dotyku" kilka razy, jak mantrę. A Viktor jechał mondo z idealnie równoległymi stopami i wyrazem twarzy kogoś, kto już niczego się nie boi, bo pozwolił ponieść się prądowi uczuć i ufał temu prądowi i wiedział, że ten prąd doprowadzi go do dobrego miejsca.

Yuuri chciał zrobić to samo – chciał wejść na lód i oddać się uczuciom. Ach… tak bardzo żałował, że nie miał w tej chwili na nogach łyżew!

- A teraz poczwórny toe loop! – wykrzyknął zachwycony komentator – Znikąd!

Wcale nie znikąd. – stwierdził Japończyk – Gitary akustyczne weszły zupełnie nagle, więc Viktor też musiał wykonać skok. Jedzie idealnie do muzyki!

- Och, a zaraz po nim sekwencja kroków! Przepiękna!

Yuuri wolałby, żeby ten facet wreszcie się zamknął. Przyjemniej oglądałoby się wspomnianą sekwencję kroków bez jego okrzyków.

Coś w ruchach Viktora – w coraz większej rozpaczliwości gwałtownie zmieniających kierunek łyżew – sugerowało, że program zbliżał się do końca. Rosjanin tańczył w taki sposób, jakby chciał powstrzymać moment, w którym będzie musiał skończyć występ. Chociaż wiedział, że to niemożliwe. Nieuchronne. Na jego miejscu, Yuuri czułby się tak samo.

Ostatni refren i ostatnie skoki sprawiały wrażenie najbardziej agresywnych z całego programu. A przecież to był już prawie koniec! Viktor musiał być wykończony. Jako łyżwiarz miał wiele wspaniałych atutów, ale wytrzymałość do nich nie należała. Że też wciąż był w stanie poruszać się tak dynamicznie! Nawet kończący program piruet nie zawierał w sobie krzty rozleniwienia – Viktor wykonał go z rękami nad głową, obracając się z zawrotną prędkością, niczym wdzierająca się w drewno śruba. Tnące lód ostrza nie robiły takiego rabanu jak wiertarka, ale słuchając ich, odczuwało się niemały respekt! Dźwięk prawdziwej wirtuozerii!

Po piruecie zostało zaledwie kilkanaście sekund. Yuuri wstrzymał oddech.

Figurą kończącą okazała się Ina Bauer. Idealna! Nogi i ręce rozstawione z gracją łabędzia. Viktor został w tej pozycji do wygaśnięcia ostatnich nut piosenki.

Cisza nie trwała długo.

- Och, żebyście mogli to widzieć! – komentator wykrzyknął głosem pełnym emocji – W Łużnikach mamy istne trzęsienie ziemi! Ludzie wstają z miejsc! Krzyczą tak głośno, że ledwo słyszę sam siebie! Cóż za piękny… wspaniały… zjawiskowy… rewelacyjny występ Mistrza Europy! To był Viktor Nikiforov, proszę państwa… Viktor Nikiforov i program dowolny będący doskonały zwieńczeniem dzisiejszej serii życiówek! Program dowolny, który zdawał się mówić: „Król Lodu jest tylko jeden"! Ktoś inny spojrzałby na wyniki rywali i wyszedł na lód z podkulonym ogonem… ale nie Nikiforov! I za to go kochamy! Zero strachu, zero pokory i zero wątpliwości! Masz jaja, Viktor i nie tylko dlatego że obciąłeś włosy! Ten występ… ludzie, ten występ! Tylko spójrzcie na tę kosmiczną ocenę techniczną! Jeśli ocena za komponenty nie będzie równie wysoka, to nie ma sprawiedliwości na tym świecie! Nie wiem, jak wy, ale ja JUŻ czuję w powietrzu zapach rekordu świata… i Viktor chyba też, bo chociaż nie może złapać oddechu, resztkami sił wymachuje pięścią i… JEZU!

Przy ilości wyrzuconych na lód pluszaków, nic dziwnego, że już przy pierwszym kroku Viktor potknął się o jednego z nich - w stylu skoczka narciarskiego poleciał do przodu i brzuszkiem zarył w taflę. Yuuri omal nie dostał zawału. Jednak sam Nikiforov nie wydawał się szczególnie poruszony swoim upadkiem. Gdy zajarzył, co się stało, zaczął wierzgać nogami i energicznie uderzać pięściami w lód, cały czas głośno się śmiejąc.

- No proszę, zobaczcie, jak mu wesoło! – rozbawionym tonem zauważył facet w studiu – On to wie, kochani! Wie, że świetnie pojechał! Na jego miejscu też bym się cieszył...

Po jakimś czasie, srebrnowłosy mężczyzna podniósł się, ale zamiast skierować się prosto do Kiss and Cry, zaczął krążyć między pluszakami. Wyglądał jak rybak, próbujący wybrać z połowu najładniejszą sztukę. W końcu klasnął w dłonie i podniósł wypchaną pandę. Damska część publiczności zareagowała na tę decyzję zachwyconym piskiem.

Yuuri odchrząknął.

- Cóż… - zaczął, zaplatając kosmyk włosów za ucho – Wygląda na to, że już mu lepiej.

- YUUURI! – Phichit zawył, podskakując na łóżku – Yuuri, tak się cieszę!

Japończyk zamrugał.

- Cieszysz się, bo Viktor tak dobrze pojechał?

- NIE!

Taj zerwał się z łóżka i pobiegł do łazienki. Wrócił z przenośnym lusterkiem. Po chwili Katsuki ujrzał swoje własne, uśmiechnięte odbicie.

- To dlatego się cieszę! – Phichit wyjaśnił, szczerząc zęby – Och, Yuuri… nie uśmiechałeś się w ten sposób od czasu Skate America! Ciągle byłeś taki smutny… a teraz spójrz na siebie! Normalnie aż pójdę i napiszę Viktorowi post dziękczynny na Facebooku!

Na policzkach Yuuriego pojawił się spłoszony rumieniec.

- N-nie musisz tego robić! A w ogóle… a w ogóle to Viktor chyba nawet nie ma konta na Fejsie!

- I co z tego? Post dziękczynny napisać trzeba!

Zanim Katsuki zdążył go powstrzymać, Taj złapał telefon i z wystającym językiem zabrał się za wstukiwanie tekstu. Parę dni temu zdjęli mu gips, więc obie ręce miał sprawne.

- „Odkryłem, że… rewelacyjne występu rosyjskich władców lodu… zwiększają liczbę endorfin… u azjatyckich chłopców"! Klik! No i proszę! Jako pierwszy opublikowałem pościk w wydarzeniu „Będę kibicowała Viktorovi Nikiforovowi podczas Rostelecomu"!

- Phichit…

- No co? Nawet nie napisałem, że chodzi o ciebie.

- Ugh! Tylko ty mogłeś dołączyć do wydarzenia, które założyły fanki Viktora…

- Phi! Nie zamierzam przyjmować do wiadomości tego całego feminizmu w fandomie Nikiforova! Facebook powinien być wolny od takich głupot! Dlaczego tylko laski mają prawo komentować występy twojego Viktora? Powinieneś wreszcie założyć sobie konto i zrobić z tym porządek…

- Nie zamierzam zakładać konta!

- Ech, a ten dalej swoje…

- Cicho bądź! Właśnie pokazują Kiss and Cry.

Kamera pokazała Viktora w momencie, gdy opadł na krzesło obok swojego trenera. Czy raczej – gdy klapnął pośladkami w plastikowe siedzisko, tak jak pijak klapnąłby dupskiem w ławeczkę obok monopolowego. Czekał na wynik z posturą „ulicznego zioma" – szeroko nogi, ostrza łyżew zadarte do góry, ręce luźno oparte na udach. Najwyraźniej poziom wycieńczenia chociaż raz dominował nad potrzebą zachowywania się z klasą.

Zezujący na ekran Feltsman bez słowa podał dyszącemu wychowankowi butelkę wody mineralnej. Zamiast zaspokoić pragnienie, Viktor złapał napój obiema rękami i wylał sobie zawartość na głowę. Sposób, w jaki chwilę później strząsał wodę z włosów, skojarzył się Yuuriemu z ukochanym pudlem, Vicchanem.

Japończyk uśmiechnął się z czułością. Pierwszy raz widział swojego idola w takiej odsłonie – zamknięte oczy, policzki koloru płatków sakury, mokre włosy… delikatnie rozchylone usta…

O kurde! Modląc się, by Phichit niczego nie zauważył, Yuuri zakrył sobie pluszakiem okolice krocza. Co prawda w bokserkach nie działo się (jeszcze) nic zawstydzającego, ale wolał nie ryzykować.

Ten nowy, krótkowłosy Viktor robił z jego sercem bardzo dziwne rzeczy.

- Cóż za nietypowe zachowanie Yakova Feltsmana w Kiss and Cry. – odezwał się komentator – Przepychanki Nikiforova z trenerem można na dzień dzisiejszy uznać za legendarne. Panowie przyzwyczaili nas do tego, że ilekroć czekają na wynik, mają sobie nawzajem bardzo wiele do powiedzienia. A zwłaszcza Feltsman miewa wiele do powiedzenia Nikiforovowi. Dzisiaj jednak jest nienaturalnie cichy. Czyżby szok po wspaniałym występie wychowanka? Viktor też nic nie mówi, ale to akurat nie dziwi, biorąc pod uwagę, ile potu zostawił na lodzie… zmienianie programu w cztero i pół minutowy interwał jest zupełnie nie w jego stylu! Co prawda wiele razy zdarzało mu się spontanicznie zmieniać poszczególne elementy, ale nigdy nie pojechał całości na jednym oddechu. A mam wrażenie, że tym razem tak właśnie było! No cóż… zaraz zobaczymy efekty! Już wiemy, że rekord punktów za samą ocenę techniczą został pobity, ale czy zostanie ustanowiony nowy rekord za sam program dowolny? Hm…to tylko moje skromne przypuszczenia, ale mam przeczucie, że Nikiforov dostanie dość punktów, by pobić rekord w programie dowolnym ORAZ ocenie łącznej. Dwa w jednym? Za chwilę się przekonamy! No dobrze, poczekajmy…

Yuuri i Phichit wstrzymali oddechy. Pojawił się ciemno-niebieski pasek.

- TAK! Mamy rekord świata! Sekundę… wchodzi ocena łączna i… i… JEST! Podwójny! Podwójny rekord świata! Program dowolny i ocena łączna! BRAWO! Coś wspaniałego… coś wspaniałego!

Japończyk przypomniał sobie swoją życiówkę za program krótki podczas Skate America. Jak widać nie tylko on reagował z opóźnionym zapłonem…

Pierwsza sekunda – Viktor i Feltsman siedzieli w bezruchu.

Druga sekunda – Viktor i Felstman zamrugali.

Trzecia sekunda – Oczy Viktora i Feltsmana rozszerzyły się.

Czwarta sekunda – Głowy Viktora i Feltsmana pochyliły się do przodu, jak u pary strusi.

Piąta sekunda – Kiss and Cry eksplodowało! Łyżwiarz i jego trener darli się, jak para wypuszczonych z psychiatryka wariatów, wymachując rękami, z policzkami zaczerwienionymi od dzikiej radości!

Z impetem wskakującej na huśtawkę dziewczynki, oszalały ze szczęścia Viktor wskoczył mentorowi na kolana. Pod Feltsmanem zarwało się krzesło. Kawałek plastiku grzmotnął w podłogę, razem z podtrzymywanym przez siebie pupskiem!

Moskwa

- Jezu! Dima, a pamiętasz, jak ja władowałem ci się na kolana na weselu Kovalskyego i też zarwało się pod nami krzesło? Krąg mi wtedy wyskoczył!

- Ugh… mnie tak samo! Tych dwóch chyba też czeka wizyta u lekarza… no sam zobacz!

Na ekranie telewizora, Nikiforov i Feltsman podnieśli się z podłogi i teraz trzymali się za krzyże. Ich oczy przywodziły na myśl siedzenie w kiblu i kłopoty z załatwieniem „grubszej sprawy". Chociaż dźwięk w Kiss and Cry był wyciszony, bez problemu można było usłyszeć latające w powietrzu „kurwy":

- O kurwa, moje plecy!

- O ja pierdolę, mój kręgosłup!

- Yakov, chyba umieram…

- Kurwa, nie mów mi o umieraniu! Ja cię, kurwa, zabiję!

- O matko, jak boli…

- Shevchenko! Gdzie jest Shevchenko?!

- Nie szukajmy go, jedźmy na ostry dużur…

- Paracetamol! Kurwa, czy ktoś tutaj ma Paracetamol?!

Twarz Kolii poczerwieniała ze złości.

- Co oni sobie, u diabła, wyobrażają?! – starszy pan Plisetsky ryknął, gniewnie wymachując pięścią – Przecież te zawody oglądają dzieci! Juraczka, natychmiast zakryj uszy!

- Ale po co? – siedzący na podłodze chłopczyk uniósł brwi – Przecież i tak będę słuchał tego codziennie w Petersburgu.

Dziadek chciał jeszcze coś dodać, ale zrezygnował, widząc, że wnuczek podnosi się i idzie do swojego pokoju.

- Eee… Jura, a ty dokąd? – spytał Dima.

- Spakować się. – padła krótka odpowiedź.

- Spakować się? – Kolia powtórzył z osłupieniem – Ale… wyjeżdżasz dopiero za miesiąc!

Jasnowłosa głowa wychyliła się zza framugi.

- Muszę się dobrze przygotować. – dziesięciolatek oświadczył z powagą – Poprzeczka jest wyżej niż sądziłem.

Rozległ się dźwięk zamykanych drzwi. Para siwowłosych panów jakiś czas siedziała w milczeniu. W końcu Dima pochylił się nad uchem kolegi.

- Ambitny jest, co? – wyszeptał, przełykając ślinę – Jeszcze godzinę temu wył, że nigdzie nie jedzie.

- Cały Jura. – Kolia uśmiechnął się z czułością – W ułamku sekundy zmienia się z wystraszonego kociąta w walecznego tygrysa.

- Rozdwojenie jaźni?

- Pfft! Żadne tam rozdwojenie jaźni! Po prostu moja krew.

- Oooooj, racja. Twoja krew, Kolia, twoja!

- W jego wieku byłem taki sam. Trzymałem się rodziny, jak kaczka ukochanego stawu. Ale wystarczyło, by jakieś imponujące ptaszysko przeleciało mi nad głową, a byłem gotów rzucić wszystko i ścigać je, choćby na drugi kontynent! I wiesz co myślę, Dima? Sądzę, że ten występ właśnie przeleciał Juraczce nad głową. On teraz łatwo nie odpuści.

Nikiforov i jego trener wreszcie przestali pojękiwać. Z pluszową pandą w jednej ręce i szczątkami krzesła w drugiej, Viktor skierował się do wyjścia. Przed opuszczeniem Kiss and Cry puścił jeszcze oko do widzów i powiedział coś z szerokim uśmiechem.

- Ohoho! – komentator rzucił wesołym tonem – Viktor Nikiforov oświadczył, że odkupi krzesło od organizatorów!

Kolia skinął z aprobatą głową.

- Przynajmniej chłopak potrafi wziąć odpowiedzialność za swoje wygłupy. I to mi się podoba!

- To już drugi taki przypadek w historii rosyjskiego łyżwiarstwa. – poinformował ich po chwli facet w telewizji.

- Drugi? – Dima podrapał się po głowie – O kurczę… ciekawe kiedy był ten pierwszy?

XXX

- Tak, Alexei, oglądam. – Katerina Wronkova przewróciła oczami, z irytacją stukając palcem w obudowę telefonu – Tak, wiem, że Nikiforov pobił rekord świata. No już, przestań się mazać! Jesteś żałosny. Co ty tam mamroczesz? Do jasnej cholery, albo zaczniesz normalnie mówić, albo się rozłączam! No dobrze. Powtórz to. Że co? Doping? Znowu chcesz mu robić testy? Nie bądź idiotą, Alexei! Wiem, jak wyglądają ludzie po dopingu. Nikiforov niczego nie brał. Po Igrzyskach też kazałeś mu robić miliard testów. I co? Wyszedłeś na histeryzującego durnia. Dalej rób podobne głupoty, a wywalą cię z ministerstwa. Po prostu pogódź się z tym, że będziesz musiał oddać Feltsmanowi swoją ukochaną willę. Ostrzegałam cię, żebyś z nim nie zadzierał, więc pretensje możesz mieć tylko do siebie! Co? Aha, ty nadal swoje. No dobrze, niech ci będzie. Tylko nie przychodź potem do mnie w płaczem!

Z cichym stukotem komórka upadła na stolik.

- Kretyn. – babuszka mruknęła do siebie.

- Dziadek chyba nie jest zbyt zadowolony z wyniku zawodów. – nieśmiało stwierdziła Colette.

- C-co to znaczy, że będzie musiał oddać Feltsmanowi willę? – Jack wydukał, mimo bólu podnosząc się do pozycji siedzącej – Ale chyba nie chodzi o dom w Detroit?!

- Oczywiście, że chodzi o tę paskudną ruderę w Detroit! – starsza pani posłała wnukowi znudzone spojrzenie – Lata temu Alexei założył się z Feltsmanem. Chyba o to, czyj solista pierwszy pobije rekord świata. Przegrany miał oddać wygranemu dom. Alexei był bardzo pewny siebie, więc postawił swoją ukochaną haciendę. Ugh, nienawidzę tej amerykańskiej kupy cegieł! Kompletny brak klasy! Przynajmniej tyle dobrego z przegranej twojego dziadka: nie będę musiała już nigdy więcej oglądać tej szkaradnej willi! Mam nadzieję, że tym razem Alexei pójdzie po rozum do głowy i wybuduje dom w jakimś sensowniejszym miejscu. Chociażby na Hawajach.

Nie studiuję na Hawajach! – futbolista pomyślał z oburzeniem – Studiuję w Detroit! Gdzie ja teraz będę urządzał imprezy?!

- Może jednak nie będzie musiał oddawać domu? – odezwał się z nadzieją – Może przyłapie Nikiforova na dopingu?

Kręcąc głową, Katerina parsknęła cicho.

- Zaczynam myśleć, że głupota jest dziedziczna. – stwierdziła.

XXX

- Och, nie! Proszę, nie!

- Vitya… ja cię jeszcze nawet nie dotknąłem.

- Ale przymierzasz się! Zginasz palce w ten charakterystyczny sposób, gdy chcesz mi zrobić bubu!

- Och, daj spokój! Za każdym razem histeryzujesz, a to przecież wcale nie boli…

- Że co?! Niby kogo nie boli?

- Pomyśl o czymś przyjemnym. Pomyśl o tych plakatach u mnie w gabinecie. Jeśli ci stanie, nie będę miał pretensji.

- Tutaj nie ma tych plakatów! Zresztą, one już mnie nie podniecają. Ilia, a może po prostu mnie wymasujesz? Pobiłem rekord świata. Zasłużyłem.

- Zasłużyłeś, ale na nastawienie kręgów. Vitya… no naprawdę. Mówiliśmy ci, że twój kręgosłup źle reaguje na Biellmanna. O wskakiwaniu na krzesła już nawet nie wspomnę.

- To nie moja wina, że Yakov jest gru…

- Jesteś PEWIEN, że chcesz dokończyć to zdanie, Vitenka?!

Leżący na stole zabiegowym Viktor posłał stojącemu z boku Feltsmanowi niewinny uśmieszek.

- Chciałem powiedzieć, że masz gruszkową sylwetkę.

Yakov przewrócił oczami.

- Dość gadania! Shevchenko, nie mamy całego dnia.

Szczupłe dłonie wreszcie spoczęły na szyi Viktora. Ale zamiast od razu przejść do nastawiania, przesunęły się w górę i pogłaskały krótko zgolone włosy.

- Ach! – Ilia westchnął z zachwytem – Nie sądziłem, że doczekam tego wspaniałego dnia! Nie muszę przekopywać się przez kilogramy kudłów, by nastawić mu kręgi szyjne!

Fizjoterapeuta prawie płakał ze wzruszenia. Właściciel… czy raczej eks-właściciel kudłów przewrócił oczami. Spojrzenie Ilii spoważniało.

- No dobrze, Vitya. Puść głowę. No już, wyluzuj trochę, jesteś za sztywny. Spokojnie… luźno… o, tak… właśnie tak…

Na dźwięk wskakujących na miejsce kręgów, Yakov wzdrygnął się. Wiedział, że zabieg nie był jakoś specjalnie bolesny - co najwyżej trochę nieprzyjemny - jednak chrupiący, podobny do strzelania oleju na patelni, odgłos sugerował coś wprost przeciwnego.

Trzeba było najpierw nastawić Viktora, a dopiero potem mnie. – Feltsman pomyślał ze zrezygnowaniem – Napatrzył się na to, co Ilia robił ze mną, posłuchał przeklętego strzykania i teraz wygląda, jakby miał narobić w portki. Ech… no i mamy tryb wyjącej królewny! A myślałem, że tylko Georgi tak potrafi…

- Okej, a teraz zsuń się trochę bardziej na dół. – padło polecenie Shevchenki – Nadal na plecach, ale tym razem z głową na stole. Dobrze. Przyciągnij kolano do klatki piersiowej.

Lewą dłonią Ukrainiec chwycił kolano, a prawą przytrzymał bark.

- No dobrze, Vitya… a teraz wdech! I wyyyydeeeech….

Fizjoterapeuta musiał prawie położyć się na pacjencie, by docisnąć kolano do stołu. Kręgosłup poszkodowanego zreagował na te działania krzykiem protestu. Vitya miał minę skopanego szczeniaczka. Ilia poczochrał mu włosy.

- No już, już.. nie patrz tak na mnie. Grzeczny chłopiec.

- Ale to już koniec, tak? Błagam, powiedz mi, że to już koniec!

- Eee… nastawiania tak. Ale chcę ci jeszcze zrobić akupunkturę.

- Akupunkturę?!

Ktoś załomotał w drzwi. Srebrna głowa poderwała się do góry.

- Proszę! – Viktor krzyknął głosem pełnym ulgi.

Noż do ciężkiej cholery! – Yakov zazgrzytał zębami – Mówiłem cholernym pismakom, że Vitya udzieli wywiadu dopiero za godzinę!

Posłał wychowankowi spojrzenie pod tytułem „nawet cała armia dziennikarzy nie ocali cię przed akupunkturą"! Jednak okazało się, że natrętem, który postanowił zakłócić im spokój, nie był żaden upierdliwy reporter. Do środka wszedł Alexei Wronkov.

- O, Pan Minister! – Vitya cały się rozpromienił – Co pan tu robi?

Minister Sportu otworzył usta, ale srebrnowłosy łyżwiarz nie dał mu dojść do słowa.

- Jeśli chce pan kupić krzesło, to nie ma mowy! – zwycięzca Rostelecomu zacmokał, kiwając palcem wskazującym – Ono jest moje i Yakova! Nie na sprzedaż! To nasze trofeum wojenne!

Kącik ust Yakova kpiąco uniósł się do góry. Popaprana osobowość srebrnowłosego utrapienia miała swoje plusy – wszystkie te plusy były widoczne na zaczerwienionej gębie Wronkova.

- Nie zamierzam kupować żadnego posranego krzesła! – rywal Feltsmana warknął, wymachując pięścią – Tym razem się doigrałeś, Nikiforov! Cokolwiek brałeś, ludzie się dowiedzą! Dopilnuję, by zrobili ci wszystkie testy anty-dopingowe, jakie tylko są!

- Okej! – Vitya zeskoczył ze stołu i jednym płynnym ruchem ściągnął majtki – Niech pan da jakiś słoiczek, do którego mógłbym nasiusiać i zacznijmy od razu!

Minister Sportu spierdzilił z pokoju, aż się zakurzyło! Z korytarza dało się słyszeć krzyki „Nie będzie żadnych testów" oraz „Pierdolony zboczeniec!".

- Ale cienias. – Ilia szepnął pracodawcy do ucha – My tak mamy na co dzień.

Yakov pokiwał głową.

Święte słowa, Shevchenko. – pomyślał, wzdychając – Wronkov to miernota! Ja gołe dupsko Viktora widuję przynajmniej dwa razy w tygodniu.

Viktor stał w bezruchu i gapił się na drzwi.

- Uciekł. – powiedział rozżalonym tonem – Uciekł po trzydziestu sekundach. O kurde. Chyba nowy rekord.

- Masz dzisiaj same rekordy. – Ilia stwierdził, wzdychając – Rekord za program dowolny, rekordowa ilość kręgów do nastawienia, rekordowy czas pozbycia się Pana Ministra… no naprawdę, Dzień Rekordów!

- Pan Minister był już wystarczająco przygnębiony z powodu siódemki Yakova… moja szóstka tylko go dobiła!

- Jaka znowu szóstka? – Feltsman zapytał, unosząc brwi – Co ty bredzisz? I o co chodzi z siódemką?

Srebrnowłosy mężczyzna otworzył usta, jednak trener uniósł dłoń.

- Zmieniłem zdanie. – wycedził Yakov – Nie chcę wiedzieć! To na pewno coś kretyńskiego i zboczonego! Rekord wyrwanych włosów pobiłem już dobrą godzinę temu… jestem o krok od całkowitego wyłysienia, więc bądź tak miły i zachowaj swoje perwersyjne pomysły dla siebie!

Spodziewał się, że Vitya i tak mu powie, ale czekała go niespodzianka. Bezwstydny wychowanek jedynie uśmiechnął się.

- Pewnego dnia, Yakov, - zaczął tajemniczym tonem – gdy będziesz leżał na łożu śmierci i wszyscy już stracą nadzieję, że wyzdrowiejesz, przyjdę do ciebie i powiem ci o siódemce. Gdy usłyszysz o siódemce, doznasz takiej ekstazy, że nic już nie będzie w stanie cię zabić!

- Aż tak mnie to wkurwi? – Feltsman spytał, wzdychając.

- Yakov, Yakov… nie słuchasz mnie! Nie będziesz wkurwiony, będziesz zachwycony!

- No cóż, pan Feltsman jeszcze nie umiera, więc zachowaj tą ściśle tajną informację dla siebie. – wtrącił fizjoterapeuta – Wciągaj majty i wracaj na stół! Igły czekają.

- Ugh… Iliaaaaa, przecież przeprosiłem cię za wczoraj!

- Nie robię tego, bo jestem na ciebie zły. Wiem, że akupunktura jest mało przyjemna, ale…

Już drugi raz rozległ się odgłos pukania.

- Gacie! – Yakov warknął do Viktora.

- A jeśli to Pan Minister wrócił?

- Wtedy znowu je zdejmiesz.

To przekonało srebrnowłosego zbereźnika. Bokserki w pudle zostały ponownie naciągnięte na tyłek. Szkoda, że nie można było powiedzieć tego samego o spodniach. Vitya zdjął je i rzucił na krzesło.

- No co? – spojrzał na trenera z miną niewiniątka – Czeka mnie akupunkturka, tak?

Yakov doskonale wiedział, na co czekał szczwany wychowanek. Na stwierdzenie w stylu:

„Och, już dobrze! Nie będzie akupunktury, ale załóż te przeklęte spodnie!"

Pfft! Niedoczekanie!

Ktokolwiek to jest, przylazł tu na własną odpowiedzialność. – Feltsman pomyślał z lekceważeniem – Mam to gdzieś! Nie zamierzam więcej przejmować się szkodami, które widok Viktora w samych gaciach może wyrządzić cudzej psychice…

- Proszę! – rzucił, mając cichą nadzieję na powrót Wronkova.

Niestety. Przybyszem nie był Minister Sportu, tylko Guillaume Fontaine. Na widok roznegliżowanego rywala, zamrugał.

- Eee… przepraszam. Przeszkadzam?

- Tnaike!

Yakov i Viktor odezwali się równocześnie. Yakov powiedział „tak", a Viktor „nie" – w efekcie wyszło to dziwaczne słowo.

Ze skołowanym wyrazem twarzy srebrny medalista Rostelecomu wodził wzrokiem od Nikiforova do jego trenera. Viktor usiadł na stole zabiegowym. Zakończone tenisówkami gołe nogi beztrosko dyndały w powietrzu.

- Nie przeszkadzasz! – Mistrz Europy oznajmił, szeroko się uśmiechając – O co chodzi?

Głowa Guillauma wciąż tkwiła między drzwiami i framugą.

- To nic ważnego. Jeśli masz zabieg, czy coś, nie chcę przeszkadzać…

- Tu ne me deranges pas. Je t'ai deja dit, non?

„Nie przeszkadzasz. Już to powiedziałem, czyż nie?" – Yakov przetłumaczył w myślach.

Dzięki zamiłowaniu Lilki do Paryża wiele lat temu nauczył się francuskiego. Czasami mu się to przydawało. A czasami wolałby nie rozumieć tego języka. Na przykład, gdy Vitya rozmawiał z Giacomettim…

- Chciałem się tylko pożegnać. – Fontaine taktownie wrócił do angielskiego – Za parę godzin mam samolot do Kanady. Uświadomiłem sobie, że jeszcze ci nie pogratulowałem.

- Och! - Viktor przyłożył sobie dłoń do piersi - Ja tobie też!

Zeskoczył ze stołu i bezceremonialnie wciągnął Francuza do środka.

- Gratuluję! – wyrzucił z siebie głosem pełnym pasji, jednocześnie potrząsając dłonią zszokowanego Fontaine'a – Srebra i życiówki! Łał, naprawdę dałeś dobry występ! Jesteś już w finale, prawda? Niestety nie widziałem twojego przejazdu, bo szykowałem się do własnego. Ale gdy tylko wrócę do Petersburga, natychmiast to nadrobię! Razem z trenerem na spokojnie obejrzymy sobie całe zawody. Prawda, Yakov?

Yakov nie odpowiedział.

Daj mi to na piśmie! – parsknął w myślach – Znając ciebie, zapomnisz o tym, jeszcze zanim wsiądziemy do samolotu! A gdy będę próbował zmusić cię do oglądania, powiesz mi, że nie masz czasu, bo musisz wyprowadzić pudla. Chociaż… może nie?

Może Vitya jednak nie zachowa się tak, jak zwykle?

Trener Nikiforova czuł to jeszcze przed pamiętnym występem, a im dłużej obserwował wychowanka, tym większą zyskiwał pewność – w tym młodziaku coś się zmieniło. I nie chodziło tylko o sam fakt ścięcia włosów.

Vitya pojechał program dowolny całym sobą i w efekcie pobił rekord świata.

Vitya pocałował złoty medal podczas ceremonii (ach, Yakov sam mu to wcześniej zasugerował, ale nie sądził, że Vitya weźmie tę radę do serca, i, ach, widok ulubionego ucznia, okazującego tak wielki szacunek medalowi z teoretycznie-mało-ważnego wydarzenia, wypełnił serce starego trenera ogromną dumą).

Vitya gratulował zdobywcy srebra, a jego entuzjazm był w stu procentach szczery.

Było w tym wszystkim coś, co w ogóle nie pasowało do dawnego Viktora. Tak jakby… dojrzałość, ale nie do końca. Yakov nie wiedział, co to było. Wiedział jedynie, że Vitya odnalazł to coś na kilka godzin przed przybyciem do Łużników. Vitya przemyślał sobie wszystko i doszedł do jakiś wniosków. Do wniosków, które dały mu rekord świata. Pytanie tylko – co to były za wnioski?

Yakov chciał go zapytać, ale nie wiedział, jak, u licha, sformułować pytanie. Nie wspominając już o tym, że od wyjścia z Kiss and Cry ani razu nie był z Viktorem sam. Do diabła! Miał nadzieję, że pogadają po nastawieniu kręgów, ale nie mieli jak, skoro co chwilę ktoś się przypałętywał.

Najpierw Wronkov, a teraz ten przeklęty Fontaine!

No już, spadaj! – Feltsman zmierzył Francuza wściekłym spojrzeniem – Pogratulowaliście sobie, to teraz won!

Ilia najwidoczniej odgadł, co chodziło pracodawcy po głowie.

- … w dodatku ten poczwórny flip! – Guillaume mówił, z dłonią na ramieniu Viktora – To było niesamowite!

- Przepraszam, że wam przerywam, – fizjoterapeuta nieśmiało wtrącił się do rozmowy – ale Vitya ma niedługo spotkanie z prasą, a muszę mu jeszcze zrobić akupunkturę.

- Och, przepraszam! Rozgadałem się. Już sobie idę.

- Pozdrów męża! – Viktor rzucił z szerokiem uśmiechem.

Fontaine również się uśmiechnął.

- Pewnie, pozdrowię! Jeszcze raz gratuluję i… przepraszam.

Mistrze Europy zamrugał.

- Przepraszasz? – ze zdziwioniem przechylił głowę – Ale za co?

Francuz posłał rywalowi skruszone spojrzenie.

- Wtedy, w szatni… po porannej rozgrzewce byłem dla ciebie strasznie chłodny. Pomyślałem, że być może masz kaca. Byłem zły, bo sądziłem, że zlekceważyłeś mnie i resztę chłopaków. Tak, wiem, to głupie i w ogóle… nie powinienem oskarżać cię o coś takiego, ale miałem przeczucie i… ech, okropnie mi teraz wstyd! Potem spotkałem twoją koleżankę z klubu, tą juniorkę, Babichevę. Powiedziała, że zatrułeś się hiszpańskim żarciem. Kiedyś z mężem zjedliśmy za dużo paelli i mieliśmy biegunkę przez kilka dni. Dlatego wiem, jak to jest i… przepraszam.

- N-no co ty, stary! – śmiejąc się nerwowo Viktor pocierał kark – J-ja nawet nie zauważyłem, że inaczej się zachowywałeś i… ehehe… to i tak było nieodpowiedzialne z mojej strony… no wiesz, by jeść takie rzeczy przed zawodami… n-nie masz mnie za co przepraszać!

- Ale chcę! To było szczeniackie z mojej strony… oceniać cię w taki sposób, tylko dlatego że jesteś zdolniejszy od innych. Dzisiejszym występem naprawdę pokazałeś klasę! Mam nadzieję, że we Francji też dasz z siebie wszystko. Liczę na rewanż w finale!

- P-p-pewnie! Jasne, zobaczymy się w finale!

- Cieszę się. Alors… a bientot?

- Yyy… qui, qui, a bientot! Et bon voyage!

Guillaume jeszcze raz się uśmiechnął, a potem opuścił gabinet zabiegowy.

- Kurde. – mruknął czerwony po same uszy Viktor – Okropnie mi teraz głupio.

- Powinno ci być głupio! – krzyknęli chórem Yakov i Ilia.

- Ech… macie rację.

- Pewnie, że, cholera, mamy!

- Kiedy mówił o…

Nie dokończył, bo drzwi otworzyły się i do środka wmaszerowała rudowłosa dziewczynka.

- Nie umiesz pukać, Milka?! – Feltsman ryknął wściekle – Co to ma, do diabła, być?! Wywiesiłem napis „nie przeszkadzać", a ludzie przyłażą tutaj, jak do jakiejś, kurwa, kawiarenki!

- Może akupunktura po prostu nie jest mi przeznaczona? – Viktor zasugerował z nadzieją.

- Obawiam się, że jednak jest. – Babicheva rzuciła ze złośliwym uśmieszkiem – Nie wpadłam na pogaduszki. Chcę tylko zabrać pandę.

- CO?!

Viktor złapał leżącego na biurku pluszaka i zaborczo przytulił go do piersi.

- Nie mogłabyś mi jej zostawić? – spytał błagalnym tonem.

Przywołał swoje najlepsze spojrzenie żebrzącego psa, jednak nastolatka pozostała niewzruszona.

- Mieliśmy umowę, milutki! – oświadczyła, wyciągając rękę – Wszystkie pluszaki z pokazu!

- Ale… ale…

- O, nie! Nie będzie negocjacji. Dawaj pandę!

- Miłeeeeeczkaaaaa….

- Dawaj pandę, bo powiem wszystkim, że Viktor Nikiforov to człowiek bez honoru! Wczoraj ocaliłam ci tyłek! Zamiast marudzić, dotrzymaj słowa. No już! Dawaj pandę!

Dwudziestodwulatek niechętnie oddał pluszaka. Skomlał przy tym jak dziecko, któremu odebrano ukochaną zabawkę. Ale zaraz! „Jak dziecko"? Przecież on był dzieckiem i rzeczywiście zabrano mu ukochaną zabawkę.

- Swoją drogą… dlaczego właśnie panda? – Ilia zapytał po wyjściu Milki.

Viktor wzruszył ramionami.

- Po prostu chciałem coś azjatyckiego.

Oczy fizjoterapeuty rozszerzyły się. Ukrainiec wyglądał, jakby chciał jeszcze o coś zapytać, ale ostatecznie zrezygnował.

- No dobra… zmieniłem ustawienie stołu, żebyś mógł wygodnie usiąść. A teraz zapraszam! Czas na igły.

- Ugh…

- No już, już, nie marudź. A, i załóż koszulkę. Byłoby fatalnie, gdybyś się przeziębił. Będziesz musiał wytrzymać dwadzieścia minut. Chciałem ci nakłuć i ręce i nogi… ale ponieważ jesteś taki biedny i skrzywdzony i obolały, nakłuję ci tylko nogi, żebyś mógł bawić się telefonem. Może tak być?

- Uhu.

- Sześć igieł, Vitya. To jeszcze nie tragedia.

- A może dwie?

- Nie. Sześć.

- A może cztery?

- Vitya… to nie jest licytacja.

- Wiem, że nie jest, ale może jednak… ałaaaaaa!

Yakov przewrócił oczami. Ilia zabrał się za wbijanie igieł.

- Swoje dzieci też tak torturujesz? – Vitya zapytał przy czwartym wbiciu.

- Moje dzieci kradną mi igły i same je sobie wbijają. – Ukrainiec odparł, ze zrezygnowaniem kręcąc głową – Uważają, że to zabawne.

- Raju. Twoje dzieci to banda masochistów.

- Nie masochistów… sadystów. Robią to, bo uwielbiają patrzeć, jak ich matka tłucze mnie wałkiem, wrzeszcząc, że jestem nieodpowiedzialny.

- Heh! Nie wiedziałem, że taki z ciebie pantoflarz! Ja nigdy nie pozwoliłbym… AŁA!

- Nazywanie pantoflarzem gościa, który wbija ci igły, świadczy o totalnym braku instynktu samozachowawczego. Swoją drogą… zobaczymy, co będzie, gdy ty się ożenisz!

- Ach, zabawne, że o tym wspomninasz! Wiesz, że w przeciągu ostatnich kilkunastu godzin moje szanse na ożenek wzrosły o jakieś pięćdziesiąt procent?

Viktor puścił Ilii oko. A Feltsman poczuł napływ paniki.

BOŻE! – pomyślał z przerażeniem - Błagam, tylko nie kolejny toksyczny związek!

Do diabła! Yakov jeszcze nie zdążył się pozbierać po ostatnim toksycznym związku wychowanka, a ten już chce pakować się w następny?! Czy on nie ma za grosz litości? Dla trenera i dla siebie? Znaczy… no dobra, niby minął już rok od nieszczęsnego Oblubieńca Numer Trzy (Yakov nigdy nie pamiętał ich imion), ale to jeszcze nie znaczyło, że… ugh! Kuźwa, związek? Serio? TERAZ?! Teraz, gdy Viktor pobił rekord świata? Teraz, gdy wszystko zdawało się wreszcie zmierzać we właściwym kierunku? Czemu ten pacan to robi? A w ogóle to kiedy on… chwila moment!

„W przeciągu ostatnich kilkunastu godzin"? Czy to znaczy, że…?

- Eee… okej, dobra… tego… to ja pójdę na korytarz i zadzwonię do Olgi! – fizjoterapeuta oświadczył, śmiejąc się nerwowo – Nastawiłem sobie budzik w telefonie, więc przyjdę za dwadzieścia minut. Nie ruszaj nogami, dobrze, Vitya?

- Jasne. – zgodnie z wcześniejszą sugestią, Viktor wziął telefon i teraz otwierał swój profil na Facebooku.

- Niech pan na niego nie krzyczy, panie Feltsman. – (Skąd on wie, że się do tego przymierzałem?! – zdziwił się Yakov) – Bardzo ważne jest, żeby się teraz nie ruszał. Jeśli zacznie pan na niego krzyczeć, jak nic zacznie się wiercić. Możecie rozmawiać, ale spokojnie i bez podnoszenia głosu. Okej?

Łysiejący mężczyzna nie odpowiedział.

- Nie słyszałeś pytania, Papciu? – Viktor zapytał rozbawionym tonem, nie podnosząc wzroku znad komórki.

Kurwa mać, tylko poczekaj, aż Shevchenko powyciąga Ci te igły! Spróbuj jeszcze raz nazwać mnie „Papciem", gówniarzu!

- Zrozumiałem. – Yakov wycedził, wyobrażając sobie, że ciągnie pyskatego wychowanka za włosy.

Trochę szkoda, że je obciął. Chociaż… naprawdę ładnie mu w tej nowej fryzurze.

Ukrainiec wyszedł. Trener i jego uczeń nareszcie zostali sami. Feltsman już od dłuższego czasu wyczekiwał tego momentu, ale teraz czuł się zupełnie skołowany.

Cholera, kiedy szykował się do tej rozmowy, nie wiedział jeszcze, że Vitya w kimś się zadurzył! A teraz wszystko wskazywało na to, że właśnie tak było! A poza tym… czy to możliwe, że ten nowy tajemniczy wybranek miał coś wspólnego z cudownym ozdrowieniem skacowanego łyżwiarza? Czy to za sprawą nowego obiektu westchnień Vitya pobił rekord świata?

Niemożliwe. – zdecydował Yakov – Zarówno podstarzała zdzira, jak i trzej kolesie, z którymi się spotykał, nigdy nie wnieśli do jego występów NICZEGO pozytywnego.

Związki Viktora od zawsze miały tendencję do negatywnego odbijania się na jego karierze. A Feltsman nigdy tego nie rozumiał, bo kiedy on sam zaczął spotykać się z Lilką, zdarzyło się coś wsprost przeciwnego. Poświęcał na treningi mniej czasu, ale – o kurde! – jakimś cudem jeździł znacznie lepiej.

Może to dlatego że Lilia była baleriną i pomagała mu pracować nad sobą? A może po prostu… Yakov spotkał swoją prawdziwą miłość i odnalazł wewnętrzny spokój?

Yakov i Viktor różnili się od siebie. Nie tylko jako łyżwiarze. Również jako zwykli, szukający miłości mężczyźni. W przeciwieństwie do Viktora, Yakov nie próbował szczęścia z różnymi osobami w nadziei, że „jakoś to będzie". Przez całe życie kochał tylko jedną kobietę. A zanim ją spotkał, nie umawiał się z innymi.

W przeciwieństwie do historii Viktora, historia Yakova była bardzo prosta:

Szukał prawdziwej miłości. Znalazł wymarzoną kobietę. Po latach wreszcie ją zdobył. A potem się z nią ożenił. A potem wszystko schrzanił. Ale zanim wszystko schrzanił, był najszczęśliwszym facetem na świecie. Niczego nie żałował. Było warto.

Po cichu życzył wychowankowi tego samego. No, może oprócz rozwodu. I zdecydowanie wolałby, żeby Vitya zabrał się za szukanie męża dopiero PO skończeniu kariery.

A srebrnowłosy zbereźnik – jak nieprawdopodobnie by to nie brzmiało! – najwidoczniej się z tym zgadzał. Przynajmniej do pewnego stopnia. Wbrew temu, co myslała prasa, liczba zarówno związków Nikiforova, jak i jego „jedno-nocnych przygód" była bardzo skromna. Właściwie to… teraz, gdy Yakov o tym pomyślał, to Vitya nie spał z nikim od ponad roku (Wytrzymał tyle czasu bez seksu?! Jak on to, u licha, zrobił?!).

Ciekawe, co skłoniło spragnionego uczuć młokosa do tak długiej abstynencji? Znając życie, winę ponosił nieszczęsny Oblubieniec Numer Trzy. Albo jeszcze prędzej… ten kryzys, o którym Vitya próbował opowiedzieć trenerowi.

Cóż, cokolwiek to było, teraz nie miało już znaczenia. Wszystko wskazywało na to, że okres miłosnej śpiączki już wkrótce dobiegnie końca. Tak jak do Moskwy nadciągała groźna śnieżyca, tak do spokojnego świata Yakova nadciągało widmo Nowego Związku Viktora. Tak, kurwa, z dużej litery! Nowy Związek Viktora czytaj same kłopoty, czytaj dwa miesiące bagna, czytaj pół roku naprawiania skutków dwumiesięcznego bagna, czytaj Viktor wysmarkujący milion paczek chusteczek, czytaj Viktor wyjący w ramię Yakova, pytający, co tym razem zrobił źle i gdzie popełnił błąd, czytaj Yakov tłumaczący, że durny związek od początku był pomyłką, czytaj Yakov rozważający wzięcie urlopu i spędzenie wspomniango urlopu w szpitalu psychiatrycznym.

Czy była jakaś szansa, że tym razem będzie inaczej? Ano, była. Jak na to nie patrzeć, Vitya pobił rekord świata i w ogóle… i zachowywał się jakby bardziej dojrzale i w ogóle… ale czy to wystarczało, by Yakov nabrał ochoty na Nowy Związek Viktora?

Absolutnie. Kurwa. NIE!

Yakov miałby do wyboru Trzecią Wojnę Światową albo Nowy Związek Viktora – Yakov wybrałby wojnę.

Yakov miałby do wyboru Apokalipsę albo Nowy Związek Viktora – Yakov wybrałby Apokalipsę.

Plagi Egipskie zamiast Nowego Związku Viktora. Wszytko byle nie Nowy Związek Viktora. Nie było na świecie rzeczy, która byłaby straszniejsza niż Nowy Związek Viktora!

Trzeba będzie dać temu adonisowi od siedmiu boleści do zrozumienia, że na tym etapie (kariery Viktora i psychiki Yakova) Nowy Związek w żadnym wypadku nie wchodził w rachubę! Ech, Shevchenko zabronił krzyków, więc trzeba będzie zrobić to spokojnie i delikatnie. Ech, ciężkie zadanie. Ale co zrobić? Obowiązek to obowiązek.

Yakov odchrząknął.

- Vitya, słuchaj…

- Yakov, nie wiesz, gdzie w sieci można znaleźć e-booka „Przeminęło z wiatrem"?

Eee… że co?

Dziwne pytanie na moment zbiło Feltsmana z tropu. Vitya był tak zaabsorbowany zawartością komórki, że nawet nie narzekał na igły. Do diabła… co on znowu knuł?!

- Nie czytam e-booków. – Yakov powiedział ostrożnie – Wolę normalne książki. Czytanie na laptopie psuje wzrok.

- Ta… pewnie masz rację.

- Mam „Przeminęło z wiatrem" u siebie w domu. Mogę ci pożyczyć.

- Dzięki, ale ty masz wersję po rosyjsku. Ja potrzebuję angielskiej.

- A zależy ci na tym, bo…?

- Chcę się umówić na randkę z takim jednym łyżwiarzem.

O MATKO BOSKA!

Tylko jedno mogło być gorsze od Nowego Związku Viktora. Tym czymś był Nowy Związek Viktora Z Innym Łyżwiarzem!

Yakov nie miał bladego pojęcia, co nieszczęsne „Przeminęło z wiatrem" miało wspólnego z randką. I, prawdę powiedziawszy, miał to gdzieś.

- NIE ZGADZAM SIĘ! – ryknął – Absolutnie nie pozwalam, żebyś…

Vitya podskoczył i nieznacznie wzdrygnął się z bólu. Yakov natychmiast uświadomił sobie swój błąd.

- Przepraszam. – burknął, czerwieniąc się ze wstydu – Kurwa, przepraszam. Shevchenko powiedział, że mam nie podnosić głosu.

- Pfft! Równie dobrze mógłby zabronić rybie wchodzenia do wody.

Oczy Viktora były ubawione jak diabli… ale nadal pozostawiały wlepione w telefon. Cholera, co on robił na tym przeklętym Facebooku?! Niewiedza doprowadzała Yakova do szału.

- Vitya…

Feltsman dał sobie chwilę na uspokojenie oddechu.

- Vitya… - jeszcze raz zagaił, za wszelką cenę starając się nie pokazać po sobie zdenerwowania – powiedz, czy ty… eghm… może to głupie… pytać cię o to tak z nienacka… ale czy ty… Vitya, czy ty się w kimś zadurzyłeś?

Kącik ust Viktora nieznacznie uniósł się do góry.

- Jak ty mnie dobrze znasz, Papciu.

Jezus Maria! Jest gorzej, niż myślałem! On nawet się tego NIE WYPIERA!

W normalnym wypadku rzuciłby coś w stylu:

„Zadurzyć się? Ależ skąd? To tylko randka! Oj, Yakov, daj spokój… czemu myślisz, że się zadurzyłem?"

Tak było w przypadku poprzednich czterech związków. Vitya jeszcze nigdy nie przyznał się do bycia zadurzonym. Nigdy. Oczywiście Yakov zawsze wiedział, gdy jego wychowanek wodził za kimś wzrokiem, bo, cholera, Yakov wiedział wszystko… ale żeby Viktor sam się przyznał?! Gdy dotychczas przyznawał się dopiero po zerwaniu z kimś?

Działo się tutaj coś dziwnego. Coś bardzo, bardzo, bardzo dziwnego!

Gdyby chodziło o Lilkę… postąpiłbyś tak, jak ja?

Szlag! Dlaczego teraz Yakov przypomniał sobie to durne pytanie?!

Spokojnie… grunt to nie panikować! Yakov musi najpierw dowiedzieć się, o kogo chodzi. Inny łyżwiarz, tak? I Vitya zabujał się w nim kilkanaście godzin przed programem dowolnym? Cholera, kto to mógł być? Boże! Ale chyba nie…?!

- Błagam, powiedz mi, że to nie Giacometti!

Vitya nareszcie raczył podnieść wzrok znad komórki.

- Giacometti? W sensie, że Chris?

A jest jakiś inny Giacometti?! – Yakov miał ochotę wydrzeć się. Niestety Shevchenko zabronił krzyków.

Srebrnowłosy wychowanek cicho parsknął. Feltsman nie wiedział, jak intepretować to parsknięcie. Czy to było parsknięcie pod tytułem „Tak, chodzi o Chrisa" czy „Nie, nie chodzi o Chrisa". Chociaż tak właściwie… czy to w ogóle miało znaczenie? Do diabła, o kogokolwiek by nie chodziło, ten związek był niedopuszczalny! Tu chodziło o zasady! Czy raczej o jedną. O jedną żelazną zasadę!

- Co ja ci mówiłem o sypianiu z innymi łyżwiarzami?! – Yakov syknął, pilnując, by nie przekroczyć dopuszczonego przez fizjoterapeutę poziomu głosu - Nie robi się tego, ponieważ…

- … potem spotkasz ich na zawodach i mógłbyś poczuć się dziwnie. – Viktor przewrócił oczami – Nie spałem z Chrisem. W przyszłości też nie planuję tego zrobić. On mnie nie pociąga. I z całą pewnością nie jestem w nim zakochany. Trakuję go jak uroczego młodszego brata. Coś się tak do niego przyczepił? To taki miły i niewinny chłopak.

- Ta, niewinny chłopak! Ten pomiot szatana ma bloga o tańcu na rurze!

Telefon Viktora zawibrował.

- Oho! O wilku mowa! No czeeeeeść, Christine!

Yakov wzdrygnął się. W takich momentach naprawdę wolałby nie znać francuskiego. Doskonale wiedział, co zaraz usłyszy – ta para zboczuchów jak nic zacznie gadać o czymś niewłaściwym.

- A więc oglądałeś zawody! – Vitya trajkował do telefonu – A, dzięki, dzięki! Co teraz robię? A, nic ciekawego. Siedzę sobie grzecznie i wbija się we mnie coś ostrego… ha! A widzisz! Tu cię mam! Wcale nie chodzi o wibrator! Zaskoczyłem cię, co? Hahaha… o co ty mnie podejrzewasz? Nie widziałeś, jak wskoczyłem trenerowi na na kolana? Mam akupunkturkę, głuptasie…

Bingo! Jeszcze na dobre nie zaczęli rozmowy, a już padło słowo „wibrator". Feltsman rozważał włożenie sobie do uszu zatyczek. Jednak wtedy… wtedy straciłby być może jedyną szansę dowiedzenia się czegoś więcej o potencjalnym Oblubieńcu Numer Cztery. Jeśli Vitya poruszyłby z kimś ten temat, to tylko ze swoim kumplem zboczeńcem.

Yakov nigdy głośno by tego nie przyznał, ale mimo nieustannego strachu, że jego wychowanek pewnego dnia prześpi się z Chrisem, cieszył się z obecności Giacomettiego w życiu Viktora. Szwajcarski łyżwiarz był w tej chwili jedyną osobą – poza Evgenią – którą Nikiforov mógł nazywać przyjacielem. Czy raczej – kimś na kształt przyjaciela. Ale to zawsze coś.

Nie można iść przez życie, zwierzając się jedynie brązowemu pudlowi i trenerowi. Dobrze, że Vitya miał kumpla, któremu mógł się wygadać. Szkoda tylko, że to „gadanie" kręciło się głównie wokół wibratorów, marchewek, ogórków i innych zboczeń.

Yakov musiał wysłuchać koszmarnie długiej dyskusji na temat przewagi robótek ręcznych nad lewatywą, zanim Nikiforov i Giacometti weszli na właściwy temat.

- A tak w ogóle to chciałem cię o coś spytać. – głos Viktora stał się nagle bardziej niepewny, a nawet trochę nieśmiały – Słuchaj, Chris… ty znasz jakiś amerykańskich łyżwiarzy? Chodzi mi o Amerykanów z azjatyckimi korzyniami.

Feltsman wyciągnął telefon i udał, że sprawdza pocztę, a w rzeczywistości nadstawił uszu.

Amerykanin? Z azjatyckimi korzeniami?

- Aha, znasz kilku? O, to super! Mam wielką prośbę. Jak następnym razem któregoś spotkasz, mógłbyś zdobyć dla mnie jego numer? Imię? Eee… to głupie, ale nie znam.

Co?! Vitya nie zna imienia tego kolesia?

- Wiem tylko tyle, że jest utalentowany i bardzo słodki. A, i czytał „Przeminęło z wiatrem".

Ach! Więc DLATEGO pytał mnie o tę książkę!

- Jak spotkasz amerykańskiego łyżwiarza, który przeczytał „Przeminęło z wiatrem", zdobądź dla mnie jego numer! Choćby siłą. Albo szantażem.

Siłą? Szantażem?! Co on myśli, że żyjemy w czasach prehistorycznych? Że zdobędzie tego kolesia jak jaskiniowiec babę? Ech, zupełnie nie jest gotowy na związek…

- Jeszcze jakaś wskazówka? Hm… wiem na pewno, że brał udział w Skate America. Zawalił program dowolny. Oprócz tego nic więcej nie wiem.

Yakov zamrugał. Coraz mniej z tego wszystkiego rozumiał.

- W każdym bądź razie… jeśli znalazłabyś trochę czasu, zrób dla mnie mały rekonesans, okej? – z rozmarzonym wzrokiem, Viktor pogłaskał się po karku – Dzięki. Obiecuję, że jakoś się odwdzięczę. A i jeszcze jedno! Pamiętasz to zdjęcie, na którym byłeś w różowym ręczniczku? Nie, nie, już się nie gniewam! Właściwie to chciałem powiedzieć ci… że miałeś rację. Orgazm na serio bywa bardzo pomocny. Wiem, bo dzisiaj to sprawdziłem.

Komórka wypadła Feltsmanowi z ręki.

Że co?! Vitya dzisiaś z kmś SPAŁ?!

Stukot przykuł uwagę srebrnowłosego Casanovy. Na widok spanikowanej twarzy trenera, Viktor uśmiechnął się złośliwie.

- A, i wiesz co? Nigdy nie zgadniesz! Yakov przegląda Twojego bloga… Yakov! Uwierzysz? Yakov ze wszystkich ludzi! Udaje, że seks w ogóle go nie interesuje, a tymczasem…

Yakov wyrwał wychowankowi telefon.

- Nie czytam żadnego popieprzonego bloga! – warknął do odbiornika – I trzymaj te swoje zboczone łapska z dala od Viktora!

Po tych słowach rozłączył się.

- No wiesz! - Viktor pokręcił głową – Chcesz, żeby wszyscy koledzy się na mnie obrazili? Czemu wyżywasz się na biednym Chrisie?

- Jeśli ktoś tutaj na czymś się wyżywa, to ty na moim zdrowiu psychicznym! – łysiejący mężczyzna wycedził, oskarżycielsko celując w wychowanka palcem – Najpierw pieprzyłeś o azjatyckich pluszakach i szansach na ożenek, a teraz gadałeś z Giacomettim o tym całym… o tym… do diabła! Przestań wreszcie bawić się w cholerne podchody i powiedz mi, w co tym razem się wpakowałeś!

- Eee… z tego co wiem, to jeszcze w nic się nie wpakowałem.

- Ale przymierzasz się, co?

- Eee…

- Niech to szlag, wiedziałem! Masz zakaz rozmawiania z amerykańskimi łyżwiarzami!

- Eee…

- Do azjatów też masz się nie zbliżać! No, może z wyjątkiem Japończyków.

Jeśli wierzyć temu, co powiedział kiedyś Yakovowi kolega, Japońce były nieuznającymi seksu przedmałżeńskiego abstynentami, które nie rozumiały ani słowa po angielsku. Tylko z takim osobnikiem Vitya byłby bezpieczny!

Srebrnowłosy mężczyzna przewrócił oczami.

- Japończycy nie mają solistów.

Owszem mają, głupi ciole. – Yakov wycedził w myślach – A ja nareszcie mam namacalny dowód na to, że jesteś śmierdzącym leniem, któremu nie chce się sprawdzać list startowych. O oglądaniu programów rywali to już nawet nie wspomnę!

Łysiejący trener wzdrygnął się. Przy okazji próbował przypomnieć sobie, co znajomi (nie szpiedzy! Ależ skąd, wcale nie miał szpiegów, którzy by jeździli na każde zawody i sprawdzali, kto zagraża Vitence) donieśli mu na temat stanu łyżwiarstwa w Japonii. Na bank wykluł się tam jeden solista. Jakiś… Kazuki? Kabuki? Cholera, jak on się nazywał?!

Lubiąc być dobrze doinformowanym człowiekiem, Felstman podniósł telefon i otworzył stronę Japońskiej Federacji Łyżwiarskiej. Minęło parę minut, zanim w morzu azjatyckich krzaczków odznalazł to, czego szukał. Informacje o rzeczonym łyżwiarzu również były zapisane pieprzonym japońskim szyfrem. No cóż… ale przynajmniej zdjęcie nie potrzebowało tłumaczenia.

O kurde! Przecież to był ten dzieciak od ślicznej sekwencji kroków! Ten sam, który zepsuł program dowolny podczas Skate America. Zaraz! Czy Vitya nie mówił przypadkiem, że jego kandydat na oblubieńca zawalił tamte zawody? No tak, ale… Viktorowi chodziło o Amerykańca. Ten tutaj był Japończykiem.

Yakov nareszcie przypomniał sobie imię i nazwisko smarkacza – Yuuri Katsuki. Chłopak od Cialdiniego. W środkowiskach trenerskich krążyło na jego temat kilka soczystych ploteczek…

Łyżwiarz zagadka! – mówił facet od bliźniaków Crispino – Program krótki wziął szturmem, ale dowolny spierdzielił! W ogóle tego nie rozumiem… w piątek trzynastego, gdy presja była ogromna, pojechał prawie idealny program. A następnego dnia, gdy praktycznie miał te zawody w ręku, wszystko zaprzepaścił. Ciekawe, co siedziało w tej jego głowie?

Hej, słyszałeś, że Celestino zmienił swojemu wychowankowi program dowolny? – Kanadyjka Leroy szeptała do swojego męża – W samym środku sezonu! To trochę ryzykowna decyzja, nie uważasz? Rozumiem, że chłopak miał w tym programem złe wspomnienia, ale żeby obciążać go uczeniem się zupełnie nowej choreografii?

Ej, a wiecie, co przydarzyło się ostatnio mojemu Chrisowi? – rzucił kiedyś okularnik od Giacomettiego – Założył się z takim jednym juniorem, Chulanontem, o to, że pocałuje pewnego Japończyka. Tajski dzieciak przysięgał, że jego przyjaciel jest jeszcze czystszy niż Maryja Dziewica i całkowicie odporny na wszelkie próby zalotów. Chris oczywiście zaśmiał się i powiedział, że on złamie każdego. I wiecie co? Przegrał! Jeszcze nigdy w życiu nie widziałem Chrisa aż tak ogłupionego! Przystawiał się do tego Japończyka przez całe Skate Canada, a tamten nawet nie zakumał, o co chodzi. Potem okazało się, że to inny łyżwiarz, wychowanek Celestino. Przyjechał z trenerem, by kibicować kolegom z klubu. Kurde, co za dzieciak! Żeby nie dać się mojemu Chrisowi! Niesłychane!

Przypomniawszy sobie ostatnią z plotek, Yakov sapnął z zaskoczeniem. Niech to! Więc istniał ktoś odporny na erotyczne techniki Giacomettiego?! Cholera, niemożliwe!

Feltsman zerknął na zdjęcie dzieciaka. Okulary, zagubione spojrzenie… kurde, a może jednak możliwe?

- Vitya, podjąłem decyzję! – rzucił nieoczekiwanie – Od teraz, na bankietach wolno ci rozmawiać tylko z Japońcami!

Spodziewał się komentarza w stylu „jestem dorosły i będę rozmawiał, z kim mi się podoba". Zamiast tego, uśmiechając się beztrosko, Viktor oznajmił mu:

- Skoro tak stawiasz sprawę, to gdy tylko znajdę jakiegoś obiecującego japońskiego solistę, zrobię ci na złość i się z nim ożenię.

Yakov parsknął cicho.

- A żeń się, kurwa, z kim chcesz! Co mnie to, cholera, obchodzi?

Już widzę, jak próbujesz zaciągnąć to prawiczątko pod ołtarz!

- Ja nie żartuję, Yakov. Ucieknę z pierwszym Japończykiem, który… eeee… który… - Vitya wyraźnie szukał inspiracji – który poprosi mnie, żebym został jego trenerem!

- Jak takiego znajdziesz, to koniecznie ucałuj go przed kamerami. Żeby cały świat mógł się dowiedzieć, komu aż tak odpieprzyło, że chciał ciebie na trenera!

Vitya… trenerem! Ta, jasne. A Yakov zostanie ogłoszony najspokojniejszym człowiekiem w Rosji. Do tego pogodzi się z Lilką. A, i może jeszcze poprosi tego szoguna na obcasach, by ułożył program dowolny dla jakiegoś gówniarza? No jasne, czemu by nie. Ogłośmy konkurs na najmniej prawdopodobny scenariusz!

Viktor obrażalsko nadął usta.

- Śmiej się, ile chcesz! Tylko nie zgrywaj potem obrażonego tatusia i nie ścigaj mnie na lotnisko, gdy postanowię wyjechać z Rosji za moim księciem.

- Ten Twój „książę" wygląda na tak tępego, że pewnie nie zakumałby, o co ci chodzi, nawet gdybyś wbił mu na chatę i przywitał się z nim nago! Ale co mnie to, kurwa, obchodzi? A próbuj sobie, Vitya! Kto ci broni? Powodzenia i krzyżyk na drogę!

- Eee… nie za bardzo kumam, o co ci chodzi, ale dobrze sobie to wszystko zapamiętam. A w ogóle to… co miałeś na myśli mówiąc „wygląda na tak tępego"? Co ty tam potajemnie przeglądasz? Czy mi się wydaje, czy widzę jakieś chińskie znaki? Mogę zobaczyć?

Feltsman w ostatniej chwili odsunął telefon poza zasięg wychowanka. Na szczęście Vitya miał igły w nogach, więc nie mógł się ruszyć.

- Oj, Yakov, no weź! – srebrnowłosy łyżwiarz wymachiwał rączkami jak mały bobas – Znalazłeś mojego azjatę? Och, błagam, pokaż!

- Wara od mojej komórki! Niczego ci nie pokażę! Przestań się wiercić, do cholery! Shevchenko zabronił…

- Ach, jesteś zwyczajnie genialny! Ty to każdego wywęszysz! Och, proszę, powiedz mi coś o nim… ile ma lat? Co lubi? Jest zdjęcie? Z której części Stanów pochodzi?

- Nie pochodzi ze Stanów. To nie Amerykanin.

- Nie… Amerykanin?

Entuzjazm Viktora kompletnie wygasł. Srebrnowłosy mężczyzna zmarkotniał.

- Nie szukałem twojego narzeczonego. – Yakov przewrócił oczam – Po prostu chciałem sprawdzić jednego zawodnika. Gość jest…

- Ale pomożesz mi prawda? – wychowanek wpadł mu w słowo – Pomożesz mi znaleźć mojego księcia? Och, Yakov, proszę…

- WYKLUCZONE! Nie przyłożę ręki do twoich durnych amorów! Zresztą… jeśli przespałeś się z tym chłopakiem i nie miałeś nawet dość przyzwoitości, by zapytać go o imię, to nie zasługujesz, by dowiedzieć się, kim on jest.

- Nie spałem z nim.

To nieco zbiło Feltsmana z tropu. Łysiejący trener zamrugał.

- Nie spaliście ze sobą? – powtórzył zdezorientowanym tonem – Giacomettiemu powiedziałeś co innego!

- Hę? Kiedy niby powiedziałem Chrisowi coś takiego?

- Mówiłeś coś o… orgaźmie i… że kilka godzin temu…

- Ach!

Vitya zaczerwienił się.

- Nie spaliśmy ze sobą. – wyszeptał, uśmiechając się jak księżniczka wspominająca noc z księciem – Można powiedzieć, że spotkaliśmy się we śnie. Chociaż nasze ciała pozostawały daleko od siebie, nasze serca kochały się ze sobą.

Kurwa, teraz to zaczyna pieprzyć jak Georgi! – Yakov pomyślał, przyciskając sobie dłoń do czoła – Po tym durnym maratonie Disneya zupełnie poprzestawiało mu się we łbie!

- A tak na serio… - Mistrz Europy dodał nieco ciszej i poważniej – Ja i ten chłopak nie spotkaliśmy się, ale mamy wspólnego znajomego. Dupka z knajpy.

Ostatnie słowa zostały wypowiedziane pełnym nienawiści lodowatym tonem. Feltsman wreszcie dodał dwa do dwóch.

- Zaraz! Chcesz powiedzieć, że… masz na myśli…

- Mam na myśli mojego fana. Chłopaka, który przeze mnie zawalił swój program dowolny. Chłopaka, przez którego ja… nawaliłem się i pobiłem człowieka. Chociaż w zasadzie nie powinienem tak mówić. To nie jego wina. Tak jak powiedziałeś, nie prosił mnie, żebym kogoś pobił. Miałeś wtedy rację, Yakov…

Oczy sędziwego trenera rozszerzyły się.

- Przepraszam. – srebrnowłosy mężczyzna rzucił to słówko zupełnie niespodziewanie. Jednak to nie ono wprawiło Feltsmana w osłupienie. Zrobił to ton – ton pełen zagubienia i goryczy. To nie był ton, z jakim Vitya przepraszał trenera przed swoim programem dowolnym.

- Przepraszam. – zwycięzca Rostelecomu powtórzył, smętnie opuszczając głowę.

- Za co mnie przepraszasz, Vitya? – Yakov spytał łagodnie.

Przecież wybaczyłem Ci już kilka godzin temu. Wiesz o tym, prawda?

Dłonie Mistrza Europy wbiły się w materac, którym obity był stół zabiegowy.

- Nie żałuję tego, że go pobiłem. – Viktor wyznał, przygryzając wargę – Nie żałuję tego. Ani trochę. Nie jest mi ani trochę wstyd. Ale wiem… zwłaszcza po rozmowie z Guillaumem… i oczywiście po rozmowie z tobą… wiem, że powinno mi być wstyd! Wiem, że powinienem żałować, ale nie żałuję.

- Vitya…

- Tak, wiem! To wszystko, co mi powiedziałeś… wtedy, gdy rozmawialiśmy u mnie w pokoju… wiem, że miałeś rację. We wszystkim. Wiem to, ale… podobnie jak wiem, że nie powinienem teraz pchać się w żaden związek… wiem to wszystko, ale…

- Vitya…

- Przepraszam! Naprawdę przepraszam… wiem, że powinienem być mądrzejszy. Że powinienem traktować tego chłopaka jak rywala. Że to inny łyżwiarz i powinienem przede wszystkim go szanować.

- Vitya…

- Nigdy przespałem się z innym łyżwiarzem! Nigdy nawet nie brałem tego pod uwagę. Ale teraz… właściwie to ja… nie chcę go odszukać po to, żeby się z nim przespać. Tak naprawdę to… nie wiem, co zrobię, kiedy wreszcie go znajdę. Jeśli go znajdę. Chciałbym z nim porozmawiać, dowiedzieć się, jaki jest… ale tak naprawdę nie jestem pewien, czy powinienem to zrobić. Wiem, co zaraz powiesz. Że to głupie i szalone i że nawet go nie znam i że nic o nim nie wiem, ale… chociaż ja też wiem, że to głupie, nie mogę się powstrzymać… chociaż boję się i nie chcę, by znowu ktoś mnie zranił, nie mogę się powstrzymać… nie mogę się powstrzymać, by myśleć… że fajnie by było spotkać kogoś, przy kim mógłbym być sobą.

Wyrzucił to z siebie z zatrważającą prędkością, nie dopuszczając trenera do słowa, rozpaczliwie starając się wytłumaczyć swoje uczucia, ewidentnie przekonany, że Yakov go za to wszystko skrytykuje.

Jednak Yakov wcale nie zamierzał krytykować wychowanka. Tak naprawdę to chciał mu powiedzieć, żeby się nie martwił – że to naturalnie. To naturalne pragnąć obecności drugiej osoby. Obecności kogoś wyjątkowego. I… to naturalne nienawidzić skurwysyna, który ośmelił się skrzywdzić tę wyjątkową osobę.

Gdyby chodziło o Lilkę… postąpiłbyś tak, jak ja?

Owszem. Nawet teraz, grubo dwadzieścia lat po rozwodzie, Yakov bez wahania wpierdoliłby każdemu, kto ośmieliłby się powiedzieć jedno złe słowo na Lilkę (nie żeby się do tego przyznał). Mógł też zrozumieć, dlaczego Vitya stracił wczoraj panowanie nad sobą. Znaczy… nie powinien stawiać na szali swojej kariery (jak na to nie patrzeć, mógł najpierw pojechać program dowolny, a dopiero potem znaleźć skurwiela, upić się z nim i mu wpierdolić), ale z drugiej strony odpokutował już za wszystkie swoje grzechy (z nawiązką: czytaj sprzączka od pasa i zawartość telefonu Babichevy) i zdaniem Yakova nie było za co przepraszać. Kara wymierzona, kariera uratowana, dziękujemy, sprawa zamknięta.

Cóż… Vitya nie musiał za nic przepraszać, ale mimo wszystko dobrze zrobił, wyrzucając z siebie te wszystkie chaotyczne wyjaśnienia. Dzięki temu Yakov nareszcie zrozumiał. Zrozumiał, jak to się stało, że jego wychowanek pobił dzisiaj rekord świata.

Viktor obiecał wcześniej trenerowi, że da mu odpowiedź swoim programem dowolnym. Ale, koniec końców, fantastyczny program dowolny był tylko połową odpowiedzi. Dopiero teraz – wysłuchawszy tego wszystkiego – Yakov w pełni zrozumiał odpowiedź swojego ucznia. Odpowiedź na pytanie: „jakim chcesz być łyżwiarzem i czego naprawdę chcesz?" Zrozumienie wypełniło serce starszego mężczyzny dumą i… współczuciem.

To, czego chciał Viktor, było piękne. Piękne, szczere i przemyślane. Ale i trudne. Cholernie trudne.

- Ej, Yakov?

Feltsman posłał wychowankowi pytające spojrzenie.

- Yakov, co jest najważniejsze w miłości? – Viktor spytał, wpatrując się w swoje nogi.

Łysiejący trener złapał się za głowę.

No i masz! Zachciało mu się trudnych tematów…

Na samą myśl o tej rozmowie Yakov był wykończony. Na samą myśl!

- Czemu nagle o to pytasz? – spytał poirytowanym tonem - Nie nadaję się do udzielania tego typu rad! Może o tym zapomniałeś, ale rozwiodłem się. Jeśli już, to powinieneś zadać to pytanie swoim rodzicom.

Uświadomił sobie, co powiedział dopiero, gdy zobaczył minę Viktora.

O ja pierdolę! No to pojechałem…

- Okej, przepraszam. – burknął, ściskając czubek nosa - Nie powinienem o nich wspominać. Twoja matka powiedziała mi niedawno, że szykują się z twoim ojcem do dwudziestej piątej rocznicy małżeństwa. Pewnie dlatego o nich pomyślałem. Dwadzieścia pięć lat to sporo.

Srebrnowłosy mężczyzna jakiś czas milczał.

- Ty byłeś z Lilką równie długo. – stwierdził, instensywnie wpatrując się w trenera.

Yakov westchnął.

- Właśnie. „Byłem". W czasie przeszłym. Byliśmy razem, ale się rozwiedliśmy.

- Może moi rodzice też się rozwiodą?

Czyżby na to liczył? – Feltsman zastanowił się z niepokojem.

- Nie, Vitya. – powiedział ostrożnie - Oni się nie rozwiodą.

- Skąd możesz to wiedzieć?

- Bo twoja matka wybaczyła twojemu ojcu, że przestał odzywać się do jedynego syna. To chyba najgorsze przewinienie, jakie można komuś wybaczyć. No, może poza morderstwem. W każdym bądź razie… jeżeli twoja matka wybaczyła twojemu ojcu coś takiego, to prawdopodobnie spędzi z nim resztę życia.

Viktor zaczerwienił się. Widać nie spodziewał się takiego stwierdzenia. Otrząsnął się dopiero po jakiś dwudziestu sekundach.

- Mogła mieć każdego. – mruknął, odwracając wzrok - Nigdy nie zrozumiem, dlaczego wybrała właśnie jego!

- Ona jego? – Yakov parsknął, zanim zdołał się powstrzymać - Pfft! Bardziej szokujący jest dla mnie fakt, że on wybrał ją.

Syn Anastazji Nikiforovej potraktował to stwierdzenie jako osobistą zniewagę. Posłał trenerowi wściekłe spojrzenie. Feltsman jednak pozostawał niezłomny.

Nie chciałem rozmawiać o jego rodzicach. – pomyślał, wzdychając – Ale co zrobić… Skoro powiedziało się A, to trzeba powiedzieć i B.

- Nie patrz na mnie, jak na zdrajcę, Vitya. – mruknął zmęczonym tonem - Stoję po twojej stronie. To nigdy się nie zmieni. Po prostu uważam, że bycie okropnym ojcem nie oznacza automatycznie, że ktoś jest okropnym mężem. Nie lubię Saszy. Gdybyśmy stanęli naprzeciwko siebie, prawdopodobnie dałbym mu w pysk. Ale mimo wszystko szanuję go, bo wytrzymał tyle czasu z taką kobietą, jak twoja matka.

- To, co mówisz, nie ma sensu! – kłócił się Viktor - To on jest uparty i gburowaty. A mama… owszem, bywa trochę przytłaczająca, ale ma tyle wspaniałych cech! Jest taka kreatywna i wesoła! Już nie wspomnę o tym, że zjawiskowo piękna! Nie rozumiem, jak możesz mówić, że to jej w tym związku się poszczęściło.

- Nie rozumiesz tego, bo jesteś bardzo podobny do swojej matki, Vitya. Przejąłeś po Anastazji więcej cech niż po Saszy i z tego powodu patrzysz na ten związek z jej perspektywy. Twoja matka ma dokładnie te same wady, co ty. Dlatego podziwiam twojego ojca za to, że ją wybrał.

I znowu to samo! Yakov zrozumiał, że palnął coś głupiego, dopiero gdy już było po fakcie! Twarz Viktora w ekspresowym tempie zmieniła się z wojowniczej na markotną. Siedzący na stole zabiegowym mężczyzna zwiesił głowę. Srebne włosy całkowicie zasłoniły oczy.

Twoje szanse na zostanie wybranym są dosyć marne, a jeśli już ktoś cię wybierze, będziesz dla tego kogoś wrzodem na dupie." – Feltsman miał ochotę sprać samego siebie pasem – Kuźwa, właśnie to dałem mu do zrozumienia!

Mrucząc pod nosem przekleństwa, łysięjący mężczyzna złapał krzesło i przeciągnął je przez pół pokoju, by móc usiąść przy wychowanku. Z bliska Vitya wydawał się jeszcze bardziej smutny. Przycupnąwszy na plastikowym siedzisku, Yakov oparł przedramiona na kolanach.

- Źle to zabrzmiało. – odezwał się, jak najłagodniej umiał - Nie próbuję powiedzieć, że tylko wariat by ciebie wybrał. Próbuję odpowiedzieć na pytanie, które mi zadałeś.

Viktor uśmiechnął się krzywo.

- Co nie zmienia faktu, że tylko wariat by mnie wybrał.

- A masz coś przeciwko wariatom?

W niebieskich oczach pojawił się przebłysk zaciekawienia. Srebrnowłosy mężczyzna podniósł głowę i spojrzał na trenera.

Feltsman zastanowił się chwilę. Nie chciał jeszcze bardziej przygnębić Viktora, ale też nie chciał go zbyć byle wyjaśnieniem. Rzucenie kłamstwa w stylu „uszczęśliwiłbyś każdego" nie było żadnym rozwiązaniem. No cóż, zdaniem Yakova nie dało się nie kochać Viktora, no ale Yakov traktował Viktora jak syna i nie był w tej sprawie obiektywny. A poza tym… Viktor nie pytał Yakova o ojcowski typ miłości. Pytał o ten drugi… znacznie trudniejszy do zdefiniowania typ.

Tak szczerze, Yakov nie był pewien, czy jest w stanie udzielić odpowiedzi na zadane pytanie. Ale musiał spróbować.

- Jesteś trudnym człowiekiem, Vitya. – zaczął, drapiąc się po łysinie - Ale nie dlatego że jesteś zły. Przede wszystkim jesteś wyjątkowy. Ludzie wyjątkowi bardzo rzadko są spokojni i normalni. Najczęściej są trudni, tak jak ty. Są trudni, ponieważ wszystkiego chcą bardziej i mocniej. Bardziej żyć. Mocniej kochać. Normalnym ludziom ciężko jest za tym wszystkim nadążyć. Nie jest to niemożliwe, ale jest bardzo, bardzo trudne. Dlatego ludzie tacy jak ty najczęściej wiążą się z wariatami. Z wariatami, czyli z bardzo odważnymi ludźmi. Z ludźmi, którzy nie boją się życia z kimś, kto się od nich różni. Twój ojciec jest właśnie takim człowiekiem, Vitya. Moim zdaniem fatalny z niego ojciec… ale to nie zmienia faktu, że jest odważny. Bardzo różni się od twojej matki, ale znalazł w sobie dość odwagi, by się w niej zakochać.

- Sądzisz, że to jest najważniejsze w miłości? Odwaga?

- Nie. Sądzę, że najważniejsza jest cierpliwość.

- Cierpliwość?

- Tak, Vitya, cierpliwość. Czyli ta cecha, której najbardziej ci brakuje.

Jakby na potwierdzenie tych słów, nie mający cierpliwości do akupunktury i traktujący dwadzieścia minut jak wieczność, Jego Zniecierpliwiona Wysokość Viktor Nikiforov zaczął niecierpliwie szurać nogami po stole.

- Sam już nie wiem, czy chcesz mi dokuczyć, czy chodzi ci o coś innego. – z pretensją spojrzał na trenera.

- Nie dokuczam ci. Odpowiadam na twoje pytanie. Nie jesteś jedynym, któremu brakuje cierpliwości. Cała masa ludzi ma ten problem. Gdyby w miłości chodziło tylko o znalezienie drugiej połowy, to prawdopodobnie nie byłoby rozwodów.

Viktor miał minę dziecka, które właśne usłyszało od rodzica, że po śmierci jednak nie pójdzie do nieba. A przynajmniej nie było na to stuprocentowej gwarancji.

No niestety, Vitenka. – Yakov miał ochotę powiedzieć – W miłości nie ma czegoś takiego jak raj. Jest tylko raj z domieszką piekiełka. Albo piekiełko z domieszką raju. Zależy, z kim się ożenisz…

- A nie chodzi o to? – odezwał się srebrnowłosy wychowanek - W sensie… o znalezienie drugiej połowy?

- Owszem, chodzi. Ale to nie wszystko. Byłeś ostatnio na tym durnowatym maratonie Disneya… powiedz, Vitya, czy którakolwiek z bajek, którą widziałeś, opowiadała o tym, co działo się z księciem i księżniczką PO ślubie?

- Eee… nie jestem aż takim znawcą Disneya, jak Georgi… wydaje mi się, że jest taka bajka, ale nie jestem pewien…

- Na litość boską! To NIE jest podchwytliwe pytanie! Po prostu odpowiedz, do cholery!

- No więc… nie. Nie widziałem takiej bajki.

- Okej. Jak myślisz, dlaczego?

- Eee… nie wiem? – Viktor posłał trenerowi przepraszające spojrzenie - Ale podejrzewam, że ty wiesz, ponieważ byłeś żonaty…?

- Owszem, byłem żonaty. – Feltsman przyznał, wzdychając - I powiem ci, dlaczego żadna bajka nie pokazuje bachorom tego, co dzieje się PO ślubie. Ponieważ to jest, cholera, trudne! Małżeństwo jest trudne! Bycie z kimś jest trudne, bo to wymaga cierpliwości. Że ty kogoś pokochasz i ktoś pokocha ciebie to tylko połowa sukcesu. Miłości nie ocenia się po liczbie prezentów, którymi obsypujesz ukochaną osobę… miłość ocenia się po ilości czasu, jaką jesteś w stanie poświęcić, by spróbować tę osobę zrozumieć. Zwróć uwagę, że użyłem słowa „spróbować". Cholerna prawda jest taka, że nigdy do końca nie zrozumiesz drugiej osoby! Możesz kogoś bardzo dobrze znać, a wciąż dziwić się, widząc, że ten ktoś zachowuje się taki, a nie inny sposób. Ale próbujesz to zrozumieć, bo ci zależy. Czasami, próbując zrozumieć osobę, którą kochasz, popełnisz jakiś błąd… wtedy musisz przeprosić. Czasami osoba, którą kochasz, pomyli się, próbując zrozumieć ciebie… wtedy musisz wybaczyć. Ale cały sęk nie polega na tym, by przeprosić dla zasady i wybaczyć dla zasady. Bycie z kimś polega na tym, żeby dać sobie czas i zrobić coś nie pod wpływem chwili, ale dlatego że naprawdę tego chcesz. Dlatego uważam, że jeszcze nie dojrzałeś do tego, by z kimś być. Uważam, że nie jesteś gotowy.

Jeszcze rok temu, Viktor zareagowałby na to stwierdzenie przewróceniem oczami. Teraz jednak zapytał spokojnie:

- Bo jestem niecierpliwy?

- Niecierpliwy i zachłanny, Vitya. Nienawidzisz czekania na efekty. Nienawidzisz zastanawiania się. W łyżwiarstwie to dobre cechy. Dzięki tym cechom rozwinąłeś się szybciej niż inni. Ale sam dobrze wiesz, że twój dar ma efekty uboczne. Czasami chcesz czegoś tak bardzo, że po drodze zapominasz zastanowić się, po co właściwie chcesz to zrobić. Nie wiedziałeś, po co wychodzisz na lód… czyż nie?

Krótkie przytaknięcie.

- Ale teraz już wiesz… prawda?

- Tak. – w głosie Viktora nie było wahania - Tak, wiem.

Feltsman pozwolił sobie na trwający pół-sekundy uśmiech.

- Cieszę się.

- Ale nadal jestem niecierpliwy? – wychowanek w dalszym ciągu drążył temat - Zbyt niecierpliwy?

- Owszem.

- Czy ja… mogę coś z tym zrobić? Sam powiedziałeś, że jestem inny niż wszyscy. A jeśli już zawsze będę taki niecierpliwy? A jeśli stracę przez to miłość życia?

Już któryś z kolei raz, Yakov poczuł się zaszokowany. Nie podejrzewałby Viktora o takie zmartwienia. No cóż… ale na to przynajmniej miał gotową odpowiedź:

- Jeśli ktoś będzie miłością twojego życia, to nie rzuci cię, tylko dlatego że jesteś niecierpliwy. Miłość życia poznaje się po tym, że nie łatwo ją do siebie zrazić. A jeśli chodzi o to, co możesz zrobić… no cóż, moim zdaniem zawsze będziesz niecierpliwy. Dojrzejesz do bycia z drugą osobą, nie dlatego że przestaniesz być niecierpliwy, ale dlatego że nauczysz się nad tym panować. I… od czasu do czasu za to przepraszać.

- Od czasu do czasu?

Tym razem uśmiech Feltsmana twał aż dwie sekundy.

- Poprawka. Codziennie. W twoim przypadku codziennie!

Viktor również się uśmiechnął.

- Twierdzisz, że jeszcze nie jestem gotowy. Gdy wreszcie będę gotowy… po czym to poznam?

- Po tym, że powie ci o tym twój stary trener. Chyba, że do tego czasu zejdę na zawał.

W tym momencie smutek na dobre opuścił twarz łyżwiarza. Srebrnowłosy mężczyzna głośno się zaśmiał.

Może się chichrać, ale powiedziałem mu to śmiertelnie poważnie! – łysiejący trener parsknął w myślach.

Odczuł nagłą potrzebę złapania upierdliwiego smarkacza za włosy - co było jednoznacznym dowodem na to, że powaga rozmowy zaczyna rozpływać się w nicość.

Ten pajac jak nic zaraz wyjedzie z jakimś durnym tekstem!

- Yakov, mogę ci zadać śmieszne pytanie?

A nie mówiłem?

- Jak wygląda śmieszne pytanie?

- Pozwól mi je sobie zadać, a się dowiesz.

Yakov zerknął na zegarek. Do upłynięcia magicznych dwudziestu minut nie zostało dużo czasu.

- No dobra, pytaj. Niech stracę.

- Kiedy wcześniej umawiałem się z ludźmi… - srebrnowłosy mężczyzna zawahał się, zanim dokończył zdanie - wiedziałeś, że to nie wypali, jeszcze zanim z kimś zerwałem, prawda?

- To już było to pytanie?

- Eee… nie, to było pytanie retoryczne. Wiem, że ty wiedziałeś, że byłem w związku, chociaż obaj udawaliśmy, że ty nie wiesz i wiem, że ty wiedziałeś, dlaczego to nie miało sensu, chociaż ja nie wiedziałem.

- Kurwa, tyle razy użyłeś słowa „wiedzieć", że się w tym wszystkim pogubiłem! Po prostu zadaj mi cholerne pytanie!

- Skąd wiedziałeś, że żaden tych związków nie wypali?

- Bo byłeś nieszczęśliwy.

Dla Yakova było to oczywiste. Jednak dla Viktora, jak widać, nie. Łyżwiarz był autentycznie zdziwiony odpowiedzią trenera.

- P-po czym to poznałeś? – spytał niepewnie.

- Cholera, nie umiem ci tego wytłumaczyć! Wiedziałem i tyle! Kiedy oglądasz czyjąś gębę prawie codziennie przez kilkanaście lat, umiesz poznać podobne rzeczy!

- Yakov, a czy…

- No co?

- Myślisz, że gdybym był z kimś szczęśliwy… umiałbyś to rozpoznać?

Feltsman uniósł brwi.

O co mu chodzi?

- Prawdopodobnie tak. – odpowiedział ostrożnie - A co?

- Chcę, żebyś coś dla mnie przechował.