Chciałabym najpierw zaznaczyć, że wiem, czym jest hakama. To SPODNIE noszone przez mistrzów Judo. Jednak w tej histrorii hakama to cały strój Shinigami, bo na moje on jest po prostu jednoczęściowy. Betowała, jak zwykle, kharcia.
Rozdział 2
Toushirou patrzył spokojnie na swój mały zespół, z którym za chwilę miał wyruszyć do Rukongai. W jego skład oprócz niego i Matsumoto wchodziły trzy osoby, w tym Eiki Rei. Dziewczyna była prawdziwym wulkanem energii. Rangiku zdążyła mu powiedzieć, że zastała ją z jednym z największych dzikusów jedenastego oddziału, Madarame Ikkaku, trenującą sztuki walki. A on widział ją zaledwie pół godziny później, gotową do drogi, nawet trochę niecierpliwą. Zdradzały ją tylko oczy, koloru nieba przed burzą, których wyraz wystarczył za cały język ciała. Młoda oficer bała się powrotu do Rukongai. Jej kapitan pamiętał, że Ukitake mówił mu gdzie ją znalazł, ale nie sądził, że dziewczyna może być tak przerażona. Jej mentor chyba też nie wiedział – gdyby tak było, nie podsuwałby mu pomysłu zabrania Eiki na tą misję. Hitsugaya widział jednak, że dziewczyna chce iść i na coś się przydać. Po jego wargach przemknął uśmieszek zadowolenia. Postanowił, że jeżeli nadarzy się im okazja w trakcie wykonywania zadania, osobiście z nią porozmawia.
- Chciałbym wprowadzić was w obecną sytuację – powiedział donośnym głosem, by uciszyć dwóch pozostałych Shinigami, którzy głośno rozmawiali. Reakcja była natychmiastowa: Rei podeszła do nich i coś im szepnęła. Zamilkli jak zaczarowani. Toushirou spojrzał na dziewczynę z zainteresowaniem. – Dziękuję, Eiki-san. Wczoraj dowiedzieliśmy się, że z jednej z dzielnic Rukongai zniknęło ponad trzysta dusz. Nie wiemy ani gdzie są, ani co się z nimi stało. Faktem jest natomiast, że oddziały specjalne, do których zadań należy wyszukiwanie reiatsu, nie mogły ich odnaleźć. Nasza misja to zbadanie całej dzielnicy. Generał Yamamoto Genryuusai oczekuje szczegółowego raportu.
Odpowiedziały mu cztery poważne spojrzenia.
- Jesteśmy gotowi do wymarszu, kapitanie – powiedziała Matsumoto, patrząc na trójkę Shinigami. – Wszyscy możemy bez problemu podróżować w shuunpo, więc transport mamy załatwiony.
- Eiki-san… - zaczął Toushirou, ale Rangiku przerwała mu.
- Rei-san doskonale posługuje się shuunpo.
- Shuunpo, Kidou, Kendo… Kim jest ta dziewczyna? – wymamrotał Hitsugaya.
- Zwykłą Shinigami, kapitanie – młoda oficer nagle znalazła się przy nim. – Domyślam się, że to Juushirou zawdzięczam udział w tej misji.
Chłopak spojrzał na nią ze zdumieniem. Nawet Matsumoto nie mówił, kto polecił mu zabrać dziewczynę na tą misję.
- Naprawdę zawdzięczasz, Eiki-san? – zapytał wyczekująco. – Bo mi się wydaje, że nie chciałabyś się znaleźć w Rukongai.
- Mów do mnie Rei, kapitanie – powiedziała wesoło. Po chwili jednak zmarszczyła czoło. – Wstępując do Gotei 13 musiałam się z tym liczyć, ale nie sądziłam, że nastąpi tak szybko. Juushirou uprzedzał mnie, że jeśli zostanę oficerem, to muszę się przygotować na to jak najszybciej.
- Mówisz o kapitanie Ukitake? – zapytał, bardziej dla formalności. – Nie powinnaś się tak do niego zwracać.
Roześmiała się. Toushirou już dawno nie słyszał tak dźwięcznego śmiechu… Chyba, że przez przypadek spotkał pijaną Matsumoto.
- Czy wymagasz tego, jako mój kapitan? – odpowiedziała pytaniem. – Bo on i Shunsui powiedzieli, że mam się do nich zwracać po imieniu.
- Kyouraku Shunsui? – w głosie chłopaka pojawiła się rezygnacja, co Rei uznała za jeszcze śmieszniejsze. Nastąpił kolejny wybuch śmiechu. Tym razem również Matsumoto się uśmiechnęła.
Zatrzymali się nagle. Najpierw Hitsugaya, potem pozostała czwórka. Rozglądali się zdziwieni. Nie dotarli jeszcze do dzielnicy, którą mieli zbadać, dzieliły ich od niej jakieś trzy inne rejony Rukongai.
- Co się tu dzieje? – zapytała porucznik, patrząc na białowłosego Shinigami, którego oczy sypały skry. – Gdzie są wszystkie dusze?
- Matsumoto, ty zostaniesz tutaj z tymi dwoma – powiedział, układając w myślach plan działania. – Przeszukajcie każdy dom, każde możliwe schronienie i przeczeszcie las kilka metrów w głąb. Ja i Eiki… Rei-san sprawdzimy prawdopodobne źródło tego zjawiska. Jak już wszystko tu załatwicie, posuwajcie się powoli w naszą stronę. Podejrzewam, że obszar między strefami naszych działań jest równie pusty. Eiki, idziemy.
Rei skinęła głową Matsumoto i ruszyła za swoim przełożonym.
Miał rację. Trzy dzielnice, które minęli w shuunpo były puste. Dziewczyna nie mogła wyczuć nawet pojedynczego reiatsu. Wydawało się jej, że coś zauważyła i pociągnęła Toushirou za rękaw, ale ten pokiwał przecząco głową. W końcu dotarli do miejsca, gdzie, jak podejrzewali, wszystko się zaczęło.
Nigdy w życiu nie widzieli takiej pustki. Ludzi z innych dzielnic Rukongai nie przeraziło to zniknięcie tak bardzo, jakby się mogło wydawać. Lub byli tak zdesperowani, że nie zważali na swoje bezpieczeństwo. Wszystko było zniszczone, stragany i małe sklepiki okradzione. Szyby domów były powybijane, przez co ulice wyglądały, jak pokryte kryształowym pyłem.
- Przeszukujemy obszar osobno, kapitanie? – zapytała Rei, starając się patrzeć tylko na Shirou, który obecnie wydał się najprzyjemniejszym obiektem do obserwacji. On widocznie uważał tak samo, bo nie odrywał od niej wzroku.
- Nie – odpowiedział krótko. – Nie będziemy się rozdzielać, bo nie wiemy, jakiego rodzaju siła tu działa. Nie chcę stracić członka zespołu na jego pierwszej misji.
Hitsugaya rozejrzał się po okolicy. Podszedł do jednego z opuszczonych budynków. Rei natychmiast poszła za nim, oglądając się na boki. Wydawało się jej, że coś jest nie tak, ale nie potrafiła tego konkretnie zlokalizować. Musiała polegać wyłącznie na swoim instynkcie i refleksie, co jej się bardzo nie podobało, podczas gdy jej przełożony, nawet jeżeli coś zauważył, nie dał po sobie tego poznać.
- Wiele nie znajdziemy – powiedział po chwili oglądania zdewastowanego pomieszczenia. – Zbyt wielu zniszczeń dokonano już po zniknięciu dusz.
- Rabusie? – zapytała, nie patrząc na niego. – Kapitanie!
Zawołała go, stojąc nad plamą barwy krwi. Natychmiast zjawił się u jej boku, jego prawa dłoń spoczywała na rękojeści Zanpakutou.
- Czyli też to zauważyłeś! – prychnęła z oburzeniem.
- Niby co? – Toushirou był tak zajęty oglądaniem kałuży na podłodze, że nie zwrócił uwagi na to, że dziewczyna nie zaadresowała go kapitanem.
- Że coś jest nie tak – powiedziała, coraz bardziej wściekła. Czuła, jak jej wybuchowy temperament zaczyna brać nad nią górę, więc odsunęła się od chłopaka, by się uspokoić. Podeszła do okna i starała się sobie przypomnieć, czego uczył ją Juushirou. Powoli wdychała powietrze nosem, wydychała je ustami. Po kilku cyklach poczuła, że napięcie się zmniejszyło. Nagle poczuła za sobą czyjąś obecność, więc odwróciła się gwałtownie, trzymając rękę blisko swojego Zanpakutou.
- To była technika medytacji Ukitake – stwierdził. – Po co jej używałaś?
Rei zdążyła ugryźć się mocno w język, więc ostre słowa, które najchętniej wykrzyczałaby mu w twarz nigdy nie ujrzały światła dziennego. Postanowiła podać mu inną odpowiedź, również, z pewnego punktu widzenia, prawdziwą.
- Wyczułam czyjąś obecność. I nie jest to porucznik Matsumoto – zastrzegła, widząc, że dowódca chce coś powiedzieć. – Dlatego spróbowałam się na niej skoncentrować.
Hitsugaya posłał jej przeciągłe spojrzenie, które ukazywało jego dezaprobatę dla kiepskiego wytłumaczenia, ale młoda Shinigami była niewzruszona i bez najmniejszego problemu patrzyła mu w oczy.
- Chodź – ruszył w stronę drzwi, lecz Eiki była szybsza. Rzuciła się na swojego kapitana i tylko dzięki jej impetowi oboje uniknęli pojedynczej strzały, która przeleciała przez otwarte drzwi.
Toushirou zauważył niebezpieczeństwo sekundę za późno, ale widząc, co robi jego podwładna, postarał się, by nie ucierpiała za bardzo. Przyjął zderzenie z ziemią na swoje plecy, a ciężar dziewczyny na siebie. Niestety, nie wyliczył tego za dobrze. Zahaczył bokiem o kant twardego łóżka. W pokoju rozległ się trzask łamanej kości. Syknął z bólu.
- Czy ci odbiło? – wrzasnęła, wstając jak najszybciej. Wyciągnęła rękę, by pomóc Toushirou i podciągnęła go do siebie. – Mogłeś sobie coś zrobić. A ja byłam przygotowana na uderzenie.
- Byłabyś łaskawa się uciszyć? – zapytał spokojnie, podchodząc ostrożnie do okna. Na szczęście, Rei nie usłyszała charakterystycznego chrupnięcia. A on postanowił, że nie pokaże, ile go kosztowało ochranianie jej.
Pytanie odniosło pozytywny skutek: dziewczyna natychmiast zamilkła i podeszła do okna z drugiej strony. Spojrzała kapitanowi w oczy, on zaś skinął głową. Powoli wyszli przed dom. Rei rozejrzała się niespokojnie, ale nic tam nie było. Rozluźniła napięte mięśnie.
- Zniknęło – powiedział Shirou nie dając szansy się odezwać swojej partnerce. – Cokolwiek to było, już go tu nie ma.
- Chyba ktokolwiek – zakpiła Rei. – „Coś" nie byłoby w stanie złapać łuku, z którego wystrzelono tę strzałę.
- Masz rację – zgodził się. – Proponuję wrócić do Matsumoto, bo podejrzewam, że nasz tajemniczy przeciwnik teraz zabierze się za ich grupę.
Rei skinęła głową z powagą. Rozumiała, że tamta drużyna może nie mieć tyle szczęścia. Ona sama ledwo zauważyła strzałę mknącą prosto w Toushirou. Jej ciało zareagowało odruchowo i w duchu dziękowała Juushirou za mordercze treningi mające wzmocnić jej refleks. Była tylko zła na chłopaka, że uchronił ją od upadku na ziemię. Sam się przez to zranił i możliwe, że nie był w stanie walczyć na swoim poziomie.
Skarciła się ostro w duchu. Nie powinna była się martwić o zdolności bojowe swojego kapitana tylko o zdrowie swojego towarzysza. Nie zauważyła nawet, że młody Shinigami się jej przygląda, czekając aż się ruszy. W końcu otrząsnęła się z ponurych myśli. Uśmiechnęła się do chłopaka i dała znak, że jest gotowa na shuunpo. Oboje równocześnie zaczęli się poruszać w bardzo szybkim tempie, ale Rei widziała, że Hitsugaya się męczy. Obrażenia musiały być dla niego bardziej dotkliwe, niż to pokazywał. Pamiętała, że syknął z bólu, gdy na niego upadła, poza tym wydawało się jej, że słyszała chrupnięcie, jakie wydaje z siebie złamana kość. Przyspieszyła i w mgnieniu oka znalazła się przy swoim dowódcy. Złapała go lekko za ramię i zarzuciła je sobie na szyję. Spokojnie spojrzała w jego zdziwione oczy, ale nie puściła. Gdy zaś Shirou zrozumiał, że dziewczyna stara się mu pomóc, zwolnił tempa i pozwolił się pociągnąć, na co Rei odpowiedziała słabym uśmiechem.
Z resztą drużyny spotkali się prawie w połowie drogi. Gdy kobieta zobaczyła, że Hitsugaya podpiera się na ramieniu Eiki, na jej twarzy zagościło przerażenie. Podbiegła do nich z pytającym spojrzeniem, jednak zanim początkująca oficer miała szansę wyjaśnić, co się stało, chłopak ją uprzedził.
- Matsumoto, nie dramatyzuj, nie panikuj i nie upijaj się – potrząsnął ostrzegawczo głową. – Przewróciłem się w jednym z domów i dość mocno poturbowałem.
Jednocześnie klęknął i wyrysował na piaszczystej ziemi jedno kanji.
Niebezpieczeństwo.
Rei już od jakiegoś czasu doskonale wyczuwała obcą aurę. Było to coś bardzo podobnego do reiatsu Shinigami, ale miało w sobie element czegoś nieprzyjemnego. Dziewczynie nasuwało się słowo „złego". Toushirou wyczuł dokładnie to samo. Skinął na swoje podwładne, by uklękły obok niego pod pretekstem udzielenia mu pomocy. Obie pochyliły się napisanymi przez kapitana znakami. Młodsza zakrztusiła się, a starsza zbladła, gdy dotarło do nich znaczenie ideogramów.
Shinigami, Hollow.
Pomysł wydawał się niedorzeczny, ale Rei czuła, że to może być prawda. Słyszała kiedyś jakieś plotki o wydarzeniach sprzed stu lat, kiedy w Gotei 13 nastąpiło wielkie przetasowanie. Podobno poprzedni dowódcy stali się ofiarami eksperymentu, który przekształcił ich w Hollowy. Do tej pory brała to za opowiastki dla niegrzecznych dzieci lub przypowieść ludową, ale teraz musiała zweryfikować poglądy.
Skinęła głową kapitanowi i porucznikowi. Matsumoto również wydawała się pogodzona z sytuacją. Pomogła Shirou podnieść się z klęczek i próbowała go podeprzeć, jak wcześniej zrobiła to Rei, ale różnica wzrostu okazała się być za duża. Dziewiąta oficer wzniosła oczy do nieba, by tak wyrazić, jak komiczne się jej to wydaje. I wtedy zobaczyła podejrzaną sylwetkę. Uśmiech zniknął z jej ust, gdy szybkim krokiem podeszła do kapitana i podparła go własnym ciałem.
- Musimy iść – wyszeptała, nie patrząc na niego. – On tu jest. Widziałam jego cień.
Toushirou przytaknął, również starając się nie spoglądać na Shinigami, która uratowała mu tego dnia życie. Zanotował sobie w pamięci, żeby podziękować Ukitake za sugestię zabrania dziewczyny ze sobą.
- Nie powinniśmy używać shuunpo – powiedziała po chwili. Chłopak zerknął na nią, potem skinął głową, po raz pierwszy widząc troskę w jej oczach.
Starała się iść szybko, ale poruszając się normalnym sposobem musiała dostosować tempo do kapitana. Oboje wiedzieli, że shuunpo byłoby łatwiejsze dla obojga, ale dla niego bardzo niebezpieczne. Ból Shirou wskazywał na złamaną kość, a szybkie przemieszczanie się jeszcze by zwiększyło szkodę.
Atak nastąpił niespodziewanie. Zbliżali się już do zamieszkałej dzielnicy Rukongai. Obaj Shinigami, którzy nie mieli rang oficera opuścili swoje gardy. Agresor natychmiast wykorzystał okazję. Rei zdążyła zauważyć srebrny błysk, gdy miecz obcego zanurzył się na moment w piersi jednego z nich. Drugiego trafił promień przypominający Cero, jakim posługiwały się Menosy.
- Matsumoto – Hitsugaya przywołał swoją podwładną. – Idź przodem. Sprowadź oddział medyczny.
- Ale… – porucznik od razu zaprotestowała.
- Bez nich sobie nie poradzimy – twardo powiedział kapitan, rzucając jej spojrzenie nieznoszące sprzeciwu.
- Rangiku-san… – Rei opuściła chłopaka na kolana. Jęknął z bólu. – Powiadom kapitana Ukitake. Niech przyśle też kogoś od siebie z ekipą medyczną.
Kobieta skinęła głową. W następnym momencie już jej nie było. Dwojgu Shinigami pozostało tylko uczucie ogromnego niebezpieczeństwa i martwe ciała członków dziesiątej dywizji.
- Nie wyciągaj swojego Zanpakutou, Shirou – powiedziała Rei, nie odwracając się do zwierzchnika. Nieświadomie zwróciła się do niego znienawidzonym przezwiskiem, na co on tylko zacisnął zęby. – I tak nie będziesz w stanie go użyć, a mi może przeszkadzać.
Toushirou zauważył logikę w jej słowach. Zdjął rękę z miecza. Nadal jednak się rozglądał, będąc świadomym swojej bezsilności. Nawet gdyby coś zauważył, nie zdążyłby jej powiadomić, a ona zareagować. Eiki po raz pierwszy w swoim życiu jako Shinigami była napięta jak struna, do granic możliwości. Wszystkie zmysły nagle się wyostrzyły, krew w jej żyłach krążyła szybciej, wzmagając refleks. Miała misję, którą zamierzała wypełnić i nie planowała w jej trakcie stracić swojego dowódcy.
- Mogę cię o coś zapytać? – białowłosy wyszeptał pytanie tak cicho, że dziewczyna nie była pewna, czy sobie tego nie wyobraziła.
- Tak.
- Dlaczego zdecydowałaś się na dziesiąty skład?
Rei przez chwilę milczała, jakby próbowała ubrać swoje myśli w pasujące do sytuacji słowa. W końcu wzruszyła ramionami.
- Bo jesteś jednym z niewielu kapitanów, którym ufa Juushirou. Powiedział, że mogę wybierać między czterema dywizjami. Szóstą kapitana Kuchiki, ósmą Shunsui, twoją dziesiątą lub jego trzynastą. Natychmiast odrzuciłam ósmą i trzynastą. Jestem zbyt blisko z tamtymi dowódcami, więc nie czułabym się dobrze w ich składach. Został kapitan Kuchiki i ty. Obaj macie renomę geniuszy, świetnie walczycie, jesteście inteligentni i Juushirou wam ufa. Ale kapitan Kuchiki jest trochę za… –próbowała znaleźć odpowiednie słowo.
- Sztywny? – podpowiedział Shirou, walcząc z bólem.
- Tak – uśmiechnęła się z ulgą. – Skąd…?
Nie zdążyła dokończyć pytania. Czas oczekiwania na atak skończył się, a oni wcale tego nie zauważyli. W kilka sekund, które wydawały się dla młodej oficer wiecznością, pojedynek się skończył.
Obcy zaskoczył Toushirou od tyłu, czyli w miejscu, które typowała Rei. Jednak tuż po chwili, przemieścił się na jego drugą stronę, którą Eiki opuściła. Dziewczyna potrzebowała ułamka sekundy, by spostrzec swój błąd i tylko dzięki opanowaniu Kendo udało się jej powstrzymać miecz mężczyzny przed przecięciem Shirou na dwie części. Trzymała swój Zanpakutou obiema rękoma i patrzyła z przerażeniem w twarz przeciwnika, która do połowy pokryta była kościstą maską Hollowa. Agresor miał na sobie hakamę Shinigami. Złośliwie się uśmiechał, unosząc drugą rękę, by zadać dziewczynie śmiertelny cios w odsłoniętą głowę. Jednak ona nie dała się zaskoczyć po raz kolejny. Zrobiła to, co Matsumoto widziała już kilkakrotnie w trakcie jej sparingów z Ikkaku. Przytrzymała Zanpakutou jedną ręką, zaś drugą wyciągnęła przed siebie i wskazała palcem na ciało obcego.
- Hadou, numer 52 – wypowiedziała początkowe słowa zaklęcia. Ręka mężczyzny zaczęła opadać. Rei wiedziała, że nie zdąży przed nią umknąć, ale musiała go zniszczyć, zanim on zabije ją. – Złota Strzała.
Z palców dziewczyny powoli wypłynął pojedynczy złoty promień, który trafił przeciwnika w klatkę piersiową. Eiki tymczasem przygotowała się na cios, który miał na nią spaść. Przymknęła powieki, przygotowując się na ból. Gdy ten nie nadszedł, a nacisk na jej miecz zmniejszył się, odważyła się otworzyć oczy.
Nad nią stał jej zwierzchnik, z uwolnionym Bankai Hyorinmaru. Widziała, że tylko dzięki skrzydłom swojego Zanpakutou chłopak utrzymuje się na nogach. Jednak moc miecza szybko się wyczerpała i białowłosy Shinigami upadł na kolana.
- Shirou, dzięki – wyszeptała do niego. – Ale nie mdlej mi tutaj. Shirou… Shirou!
W ostatnim słowie pobrzmiewała wściekłość i Hitsugaya chyba musiał ją wyczuć, bo spojrzał na nią dość przytomnym wzrokiem.
- Zaraz tu będzie ekipa medyczna – mówiła, starając się utrzymać go w tym stanie. Plotła, co jej ślina na język przyniosła. – Uratowałeś mi życie, Shirou. Nie wiem, jak ci się za to odwdzięczę.
- Chyba jesteśmy kwita – powiedział z trudem. – Ty uratowałaś mi życie w tamtym domku. I nie mów do mnie Shirou, tylko kapitan Hitsugaya.
- Będziesz się teraz kłócił o takie rzeczy? – zapytała z rozpaczą. – Ale skoro dzięki temu jesteś przytomny, Shirou, chętnie się z tobą o to pokłócę. Chciałabym, żebyś ty mnie nazywał Rei.
- A ty będziesz mnie nazywała kapitanem Hitsugayą – odparował przez zaciśnięte zęby, a Rei nie wiedziała, jak to interpretować. Nie wiedziała, czy był zły, czy z trudem znosił ból.
- Założymy się? – starała się zadrwić, ale nie do końca jej to wyszło. – Będę cię nazywać Shirou dopóki nie wyzdrowiejesz.
- Dostaniesz ode mnie naganę… – głos chłopaka słabł.
Rei położyła jego głowę na swoich kolanach i trwała w bezruchu. Podejrzewała, że Shinigami może mieć złamaną kość miednicy, może dolny odcinek kręgosłupa. Ale jeśli od siły jej uderzenia złamało się żebro i przebiło płuco, dziewczyna nie mogła pozwolić mu zasnąć.
- O naganie pomyślisz, jak wyzdrowiejesz – wyszeptała. – Shirou… Shirou, nie wolno ci zemdleć! Shirou!
Dalsze wołanie zostało zagłuszone przez przybycie kilkunastu osób. Z Matsumoto przybyła kapitan Unohana wraz ze swoim zespołem reanimacyjnym oraz kapitan Tousen.
- Rangiku-san, o co chodzi? – zapytała Rei, patrząc z zaciekawieniem na niewidomego dowódcę. – Miałaś poprosić o kogoś z oddziału kapitana Ukitake.
- Sam generał Yamamoto wydał rozkaz kapitanowi Tousenowi – odpowiedziała Matsumoto. – Podobno kapitan Hitsugaya kiedyś prosił o coś, co dotyczyło ciebie i Tousena, i teraz jest okazja, żeby to sprawdzić.
Obie Shinigami wymieniły zdziwione spojrzenia. Po chwili ich uwagę przykuła kapitan Unohana. Przeprowadziła ona polowe badanie Toushirou.
- Z waszym kapitanem będzie wszystko dobrze – uspokoiła podwładne rannego. – Młody Hitsugaya ma złamaną miednicę i obite żebra. Żaden organ wewnętrzny nie został uszkodzony.
Po policzkach czarnowłosej dziewczyny spłynęły łzy. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, jak napięta była przez cały czas. Odwróciła się od kobiet i wpadła na kapitana Tousena. Niewidomy mężczyzna delikatnie otarł jej łzy z policzków.
- Nie musisz się smucić, Eiki Rei – powiedział, a jego łagodny głos był balsamem dla spiętych nerwów dziewczyny. – Ale przed nami jeszcze jedno zadanie.
Rei spojrzała na ciemnoskórego kapitana ze zdziwieniem. Nie podejrzewała, że jest jeszcze coś, co mają zrobić. Po chwili zrozumiała, że Tousen nie odczyta niewerbalnego pytania, więc zadała je na głos.
- Musimy zagwarantować, choć częściowe, bezpieczeństwo mieszkańcom Rukongai. A jeszcze dzisiaj kapitan Hitsugaya prosił mnie o przetestowanie twoich zdolności Kidou, Eiki Rei – dłoń mężczyzny spoczęła lekko na jej ramieniu. – Postawimy tu mur, którego nikt nie będzie mógł sforsować. Oddzielimy zamieszkane dzielnice od tych tutaj i wszystkiego, co się w nich znajduje.
Rei w końcu przypomniała sobie, dlaczego nazwisko dowódcy wydało się jej takie znajome. Już w Akademii słyszała o geniuszu magii demonów, który nie wstąpił do Korpusu Kidou, lecz do Gotei 13, Tousenie Kaname. To musiał być on.
- Rozumiem, kapitanie – skinęła głową. Chociaż zmęczenie dawało o sobie znać, wiedziała, że do obowiązków Shinigami należy zapewnienie bezpieczeństwa duszom, które same nie mogą się bronić.
Tousen złapał dziewczynę pod rękę i zaczął poruszać się w shuunpo. W mgnieniu oka znaleźli się na skraju ostatniej dzielnicy. Rei, która nigdy wcześniej nie podróżowała tak szybko, zrozumiała, jak duża jest przepaść miedzy nią i kapitanami, jeśli chodzi o moc.
- Eiki Rei, masz szansę, żeby pokazać, że zasługujesz na tytuł mistrzyni Kidou, jak przyjaciółka twojego kapitana, porucznik Hinamori.
Nie jestem geniuszem ani mistrzynią, zamiarzała zaprotestować dziewczyna, ale nie potrafiła się na to zdobyć. Jeszcze kilka godzin temu Shirou wstawił się za nią na spotkaniu kapitanów Gotei 13. Teraz, po wspólnych doświadczeniach, tym bardziej nie chciała go zawieść.
- Co mam zrobić?
- Ustaw możliwie najsilniejszą barierę wokół tego miejsca – powiedział. – Ty wybierzesz rodzaj, konkretne zaklęcie. Ja cię wspomogę, gdy nie będziesz miała już siły go dokończyć.
- Rozumiem, kapitanie.
Wystarczyła jej krótka chwila na zastanowienie. Znała własne możliwości i wiedziała, że sama nie da rady tego zrobić, ale skoro Tousen zaoferował wsparcie swoją mocą… Mogła zaryzykować magią z wyższego poziomu.
Ustawiła się przodem do dotkniętej nieszczęściem dzielnicy. Złożyła ręce tak, by jej kciuki i palce wskazujące utworzyły trójkąt na wysokości szyi. Powolnym ruchem odsunęła złączone dłonie od swojego ciała, wypowiadając zaklęcie:
- Bakudou, numer 68 – Rei zauważyła, że Tousen uniósł brwi, gdy usłyszał, który poziom wybrała dziewczyna. – Gwiazda Salomona.
Przed nią pojawiło się osiem kamiennych filarów ustawionych na okręgu. Po kolei każdy z nich łączył się promieniem energetycznym z kolejnym, tworząc ośmioramienną gwiazdę, która wytworzyła stabilną, nieprzepuszczalną barierę. Rei skierowała całą swoją moc na rozszerzenie ściany tak, by objęła cały zaznaczony teren.
W pewnym momencie poczuła nagły przypływ mocy, który zawdzięczała ręce kapitana Tousena na swoim ramieniu. Po kilku minutach zaklęcie zostało ukończone. Rei westchnęła ze zmęczenia i osunęła się na kolana. Nie starczyło jej sił by się ruszyć, miała wrażenie, jakby ktoś zatkał jej uszy watą. Dopiero, gdy poczuła wiatr we włosach, zorientowała się, że niewidomy kapitan trzyma ją i poruszają się bardzo szybkim shuunpo. Mężczyzna natychmiast wyczuł, że się ocknęła.
- Za chwilę będziemy w kwaterze głównej dziesiątej dywizji. Kapitan Hitsugaya musi na noc zostać u kapitan Unohany, ale jest już przytomny – powiedział, a dziewczyna zastanawiała się, skąd on tyle wie.
Zostawił ją z dwoma służącymi Shinigami, którzy od dłuższego czasu na nich czekali i zmartwioną Matsumoto. Ułożył ją na noszach i odwrócił się, gdy nagle o czymś sobie przypomniał. Nachylił się nad młodą oficer.
- Poradziłabyś sobie sama z tą blokadą, Eiki Rei. Mogłaś bez problemu wykorzystać wyższy stopień Bakudou – powiedział. Następnie zwrócił się do rudowłosej kobiety. – Porucznik Matsumoto, proszę przekaż kapitanowi Hitsugayi, że Eiki Rei zdała test. Bez wątpienia jest mistrzynią Kidou.
Uśmiechnął się do zdumionej Rangiku, która przenosiła wzrok z odchodzącego kapitana na śpiącą na noszach dziewiątą oficer w swojej dywizji.
O zabitym przez Rei i Shirou mężczyźnie wszyscy zapomnieli. A przynajmniej tak się zdawało…
