Betowała kharcia.
Btw, coś o czym zapomniałam: postaci z Bleacha nie są moje, tylko je wypożyczam. Natomiast Eiki Rei jest zdecydowanie moja, co nie szkodzi, żeby pojawiała się w innych fanfickach. Tylko proszę nie zapominać o kanoniczności ;P
Rozdział 3
Toushirou siedział zamyślony za ogromnym biurkiem w swoim gabinecie. Wystarczyły mu dwa dni w kwaterze głównej kapitan Unohany, żeby jego kości się zrosły, a ciało zregenerowało. I mimo że nadal lekko go kłuły podczas poruszania się, nie miał już najmniejszych problemów z trybem shuunpo. Teraz jednak siedział zapatrzony w tańczące na przeciwległej ścianie plamy światła. Matsumoto chwilę wcześniej odebrała od niego wszystkie dokumenty dywizji, na których wypełnienie poświęcił te dwa dni odpoczynku.
- Kapitanie – rudowłosa porucznik wetknęła głowę przez drzwi. – Czy mam jeszcze coś dla ciebie zrobić?
- Poproś do mnie dziewiątą oficer Eiki – powiedział, nadal zamyślony, nie zwracając uwagi na przeciągłe spojrzenie kobiety. – Potem możesz iść, nie będziesz mi dzisiaj potrzebna.
Matsumoto skinęła głową i wyszła z gabinetu, zaś młody kapitan wrócił myślami do wydarzeń z Rukongai. Nie zauważył, gdy ta hybryda Shinigami i Hollowa pojawiła się tuż przy nich, ale ruch Eiki był perfekcyjny. Shirou widział jednak, że dziewczynie brakuje doświadczenia w walce. On sam, w momencie, gdy ujrzał obcego, przejrzał jego taktykę. Dlatego jego niekłamany podziw wzbudziło kolejne posunięcie dziewiątej oficer: cofnęła się i korzystając z Kendo zablokowała od tyłu uderzenie miecza. Potem użyła Kidou, ale nie dość szybko. Chłopak widział, że jego podwładna może zginąć od ciosu, którego nie będzie w stanie zablokować. Jego ciało zareagowało samo, a adrenalina na moment stłumiła ból i dała mu szybkość, jakiej potrzebował. Bez namysłu uwolnił drugie stadium swojego Zanpakutou i razem z Rei zabił mężczyznę.
Potrząsnął głową i dopiero wtedy zauważył, że Eiki stoi przed jego biurkiem, przyglądając mu się z zainteresowaniem. Shirou uśmiechnął się do niej i wskazał krzesło naprzeciw swojego.
- Był u mnie kapitan Tousen – zaczął, nareszcie skupiony. – Opowiedział mi, czego dokonałaś w Rukongai. Gratuluję, od teraz jesteś specjalistą do spraw Kidou w naszym oddziale.
- Dziękuję – odpowiedziała, nie patrząc mu w oczy. Minęły już dwa dni, a ona nie została jeszcze ukarana za niesubordynację i zastanawiała się, kiedy chłopak ten temat poruszy.
Toushirou jeszcze przez moment siedział bez ruchu, po czym wstał i obszedł biurko. Oparł się plecami o wysunięty blat i spojrzał dziewczynie prosto w oczy. Rei zmieszała się. Do tej pory tak osobisty kontakt miała tylko z Juushirou i Shunsui. Zaczerwieniła się lekko, gdy położył swoją dłoń na jej ramieniu.
- W Rukongai dwukrotnie uratowałaś mi życie, Eiki-san.
- Ty też uratowałeś mi tam życie, Shirou – wyrwało się jej, zanim zdążyła pomyśleć.
Hitsugaya rzucił jej dziwne spojrzenie.
- Skoro już poruszyłaś tą sprawę… Twoja niesubordynacja była wtedy usprawiedliwiona. Starałaś się nie dopuścić do tego, bym zemdlał. Ale kolejnych oznak braku należytego szacunku nie będę tolerował. Masz zwracać się do mnie „kapitanie Hitsugaya".
Rei musiała odetchnąć, żeby się uspokoić. Jej nerwy były napięte jak postronki, do czego doprowadziła je chłodna przemowa chłopaka. Juushirou ostrzegał ją, że kapitanowie szóstej i dziesiątej dywizji są bardzo wymagający pod względem dyscypliny, przeciw której ona buntowała się już na pierwszym roku w Akademii. Ale Byakuya przynajmniej wszystko ignorował, jak większość wysoko urodzonych, natomiast Toushirou… Irytujący pedantyzm przeważał.
Jednak wiedziała też, że Shunsui ostrzegł młodego kapitana przed jej wybuchowym temperamentem. Po chwili poddała się i pozwoliła słowom popłynąć.
- Widzę, Shirou, że jesteś strasznie wdzięczny za uratowanie ci życia – głos miała chłodny, a w jej oczach chłopak widział błyskawice gniewu. Uśmiechnął się w duchu, gdy zaakcentowała jego imię. – I mam zamiar nazywać cię tak, jak mi się to podoba.
Odwróciła się, a jej włosy powiewały za nią, kojarząc się chłopakowi z haori kapitanów Gotei 13. Nagle przypomniał sobie widok, jak wrył mu się w pamięć lata temu. To było jeszcze za czasów Rukongai. Jego dzielnicę odwiedził kapitan i porucznik. Włosy dowódcy powiewały za nim jak długa, jasna szata. Mężczyzny nie kojarzył, ale porucznik…
- Zaczekaj, Rei – zawołał za nią, gdy była już w drzwiach. – Mam dla ciebie zadanie, bo odesłałem już Matsumoto. Chcę, żebyś znalazła jakiegoś oficera z piątej dywizji, nawet porucznik Hinamori czy samego dowódcę. Przekaż wiadomość, że muszę jak najszybciej widzieć kapitana Aizena.
- Jasne, Shirou – z jej głosu powoli znikał lód.
Kapitan roześmiał się cicho, gdy drzwi już się zamknęły. Podszedł do okna, otworzył je i wyjrzał na zewnątrz. Po chwili zauważył wybiegającą z kwatery głównej czarnowłosą Shinigami.
- Kapitan Hitsugaya, nie Shirou – krzyknął do niej, w jego słowach nadal pobrzmiewało rozbawienie.
Rei, słysząc przełożonego, odwróciła się i pomachała mu. Chwilę później już jej nie było, zaś chłopak usłyszał stanowcze pukanie do drzwi.
- Proszę – powiedział dość głośno, powoli zamykając okno. Na dworze zapadał zmrok i przez szyby wślizgiwały się ostatnie promienie słońca. Zapalił lampę stojącą samotnie na parapecie.
Nie usłyszał, by drzwi się otwierały, ale wyczuł w gabinecie obecność dwóch osób. Nie spieszył się z odwracaniem, gdyż w ciągu lat bycia kapitanem przywykł do takich odwiedzin. Tylko siły specjalne Gotei 13 wchodziły w ten sposób. Plotka głosiła, że sama Shihouin Yoruichi nauczyła ich tej sztuczki zanim zniknęła. W końcu spojrzał na swoich gości. Spodziewał się zwykłych oficerów z drugiego składu. Uniósł brwi w uprzejmym zdziwieniu.
- Kapitan Soifon, porucznik Omaeda – skinął głową na powitanie.
Kobieta stała przed wielkim biurkiem, opierając na nim swoje dłonie. W jej oczach młody Shinigami zauważył wzburzenie. Rzuciła mu kartkę z dwoma słowami i maleńkim symbolem. Jej zastępca stał pod ścianą, chrupiąc coś, ale uważnie obserwował dwóch kapitanów.
- Co to jest? – zapytał spokojnie, nie czytając treści.
- Drobna pomoc od zdrajczyni – syknęła, powoli tracąc nad sobą panowanie.
Omaeda drgnął, ale nie ruszył się spod ściany. Toushirou wskazał Soifon krzesło, a gdy kobieta zajęła miejsce, on również osunął się na fotel. Rzucił okiem na kartkę. Widniało na niej imię i nazwisko, które już kiedyś słyszał oraz mały obrazek siedzącego kota. Chłopak nie wiedział jednak, co wspomniany mężczyzna ma wspólnego ze sprawą, ani nie rozumiał znaczenia symbolu.
- Urahara Kisuke – powiedział. – Były zwierzchnik dwunastej dywizji, założyciel departamentu technologicznego. Nie rozumiem, o co ci chodzi, Soifon.
Kapitan drugiego składu drgnęła i pochyliła się lekko, prezentując bojowe nastawienie.
- Wiesz, dlaczego Urahara został wypędzony ze Społeczeństwa Dusz? Dlaczego ponad sto lat temu trzeba było zastąpić jedną trzecią dowództwa Gotei 13?
- Słyszałem plotki, że kapitanowie i porucznicy czterech składów stali się ofiarami eksperymentu, a kapitan Urahara i kapitan Shihouin zniknęli – przypomniał sobie. – Ale nie ma żadnych potwierdzających to dokumentów, to tylko opowieść przekazywana ustnie, jak bajka na dobranoc dla niegrzecznych dzieci.
- Nie – wrzasnęła. Omaeda ponownie drgnął, ale tym razem przygotował się do opuszczenia posterunku pod ścianą. – Ciebie wtedy nie było w Seireitei, Hitsugaya. Nic nie wiesz!
- Więc mi to wytłumacz – Shirou starał się być cierpliwy, ale nie sądził, że Soifon wniesie coś nowego do sprawy.
- Urahara był geniuszem, ale jednocześnie był szalony…
- To mocne niedopowiedzenie – wymruczał Omaeda. Kobieta rzuciła mu mordercze spojrzenie. Mężczyzna nieco się zmieszał i zajął ponownie jedzeniem.
- Kiedyś był moim kolegą z drugiej dywizji, trzecim oficerem. Gdy kapitan dwunastego składu została awansowana do królewskiej gwardii, Yoruichi wytypowała Uraharę do objęcia stanowiska po niej. A on natychmiast uwolnił jednego z najgorszych kryminalistów Seireitei i założył wraz z nim departament technologiczny – przerwała na moment, żeby złapać oddech. Toushirou widział, że jest na skraju wybuchu. – Nie wiem nic o ich nieetycznych eksperymentach z wyjątkiem tego jednego. W Seireitei zauważono, że znikają dusze. Najpierw zwykli ludzie, potem Shinigami…
Białowłosy kapitan wzmógł czujność. Soifon zbliżyła się do meritum sprawy i zaczynało się robić interesująco.
- Do poprowadzenia śledztwa wyznaczony został dziewiąty skład. Gdy jasne było, że całkiem znikli z radarów reiatsu, generał wysłał za nimi trzech innych kapitanów. Dodatkowo poszli porucznik z ósmego składu i zastępca dowódcy Korpusu Kidou. Znaleziono ich następnego dnia w kwaterze głównej dwunastej dywizji zmienionych częściowo w Hollowy. Urahara i zwierzchnik Korpusu Kidou też tam byli, więc natychmiast wytoczono im proces i skazano. A potem wszyscy nagle zniknęli. Krąży plotka, że ktoś zabrał ich prosto z Biura 46. To mogła być tylko jedna osoba.
Soifon zamilkła i zacisnęła zęby. Toushirou spojrzał na Omaedę. Mężczyzna podszedł do nich.
- Kapitan mówi o zdrajczyni – wymamrotał. – O Shihouin Yoruichi. To ona podesłała nam nazwisko Urahary, które powinniśmy skojarzyć ze sprawą.
Hitsugaya zamyślił się. Widział związki między obiema sprawami. Ale skoro sprawca został ukarany… I co wspólnego miał z tą sprawą człowiek, o którym niedawno myślał?
- Soifon – zwrócił się do kobiety, która powoli się uspokajała. – Czy z tą sprawą związany był może kapitan o długich blond włosach i grzywce jak od linijki? Wydaje mi się, że były trochę dłuższe niż do połowy pleców…
- Tak – odezwała się zdziwiona kapitan drugiego oddziału. – To był…
- Kapitan Hirako – odezwał się przyjemny męski głos. Wszystkie głowy szybko odwróciły się w stronę drzwi. W progu stał miły szatyn w okularach. – Były zwierzchnik piątego składu, mój poprzedni dowódca. Hitsugaya-san, masz znakomitą drużynę. Oficer Eiki bez problemu do mnie dotarła.
- Bardzo szybko, jak widzę – mruknął pod nosem Shirou. – Nie spodziewałem się ciebie tak szybko, kapitanie Aizen. Usiądź proszę i opowiedz coś o kapitanie Hirako.
Mężczyzna zastosował się do propozycji chłopaka. Zza szkieł spoglądały na niego ciepłe, nieco naiwne oczy.
- Był jednym z najsilniejszych kapitanów w Gotei 13 w tamtych czasach. Jedynie Kuchiki Ginrei, dziadek Kuchiki Byakuyi, był lepszy. Hirako-san lubił Uraharę, ale najlepszy kontakt miał z jego porucznik, Hiyori – nagle w jego głosie zagościł smutek. – Mam wrażenie, że nigdy mi nie ufał, ale kapitan Hirako generalnie należał do osób skrytych i podejrzliwych. Najbardziej uderzyło mnie to, że to ja zostałem oskarżony przez Uraharę, ale zarzuty oddalono dzięki kapitanowi Kyouraku.
- A sam zostałeś kapitanem – dopowiedziała cicho Soifon.
Mężczyźni spojrzeli na nią z pytaniem w oczach, ale kobieta już nic nie powiedziała. Shirou zachęcił rozmówcę do kontynuowania.
- Ale to już wszystko, kapitanie Hitsugaya – Aizen rozłożył przepraszająco ręce. – Jedyne, co wiem, to fakt, że kapitan Ichimaru, wtedy jeden z oficerów piątej dywizji, nie miał pewnego alibi, ale to można wytłumaczyć. W końcu wszystko działo się w środku nocy.
Toushirou skinął głową.
- Uważacie, że Urahara może mieć coś wspólnego z tymi zniknięciami w Rukongai?
- Sto lat temu wszystko zaczęło się właśnie tam – powiedział dowódca piątej drużyny. Soifon przytaknęła.
Shirou ponownie pokiwał powoli głową. Widać było, że podjął jakąś decyzję.
- Tutaj już do niczego nie dojdziemy. Jedyną możliwością kontynuowania tego tropu jest porozmawianie z Uraharą – powiedział, sprawiając, że pozostali kapitanowie spojrzeli na niego zdziwieni. – Wybieram się na Ziemię. Macie zamiar mi towarzyszyć?
Aizen natychmiast skinął głową, czego Toushirou oczekiwał. Miał jednak nadzieję, że Soifon zostanie w Seireitei, ta jednak odesłała swojego porucznika do kwatery głównej. Wszyscy jednocześnie się podnieśli.
- Chciałbym zabrać jeszcze jedną osobę – powiedział chłopak. – Niestety, oficer Eiki nie ma już w pobliżu. Zaangażowała się w to śledztwo i zamierzałem dać jej szansę dokończenia go.
- Może ja ją zastąpię? – zza okna dał się słyszeć kolejny męski głos, tym razem lekki i beztroski.
Młody Shinigami odwrócił się i zobaczył stojącego na parapecie kapitana ósmej dywizji. Uśmiechnęli się do siebie.
- Wiedziałem, że tam jesteś, Kyouraku – powiedział rozbawiony. – Zawsze lubiłeś podsłuchiwać.
- A ja ci mówiłem, że Rei-chan ma wybuchowy charakter – zripostował mężczyzna. – Domyślałem się, że dojdzie do przesłuchania Urahary, dlatego mamy już zezwolenie na wypad na Ziemię. Kisuke będzie nas oczekiwał z przygotowanymi wcześniej gigai.
Toushirou skinął głową z zadowoleniem. Miał zamiar zabrać ze sobą jednego z trzech kapitanów, którzy służyli w czasach Urahary. Jednym z nich był właśnie Kyouraku. Skoro Izanami nie mogła wrócić z zaświatów, to Izanagi poszedł do niej, pomyślał chłopak, wychodząc z gabinetu za pozostałymi kapitanami.
* * *
Hitsugaya spokojnie podążał za czarnym motylem, który miał zaprowadzić go na Ziemię. Czuł się trochę nieswojo w towarzystwie pozostałej trojki, milczącej tak samo, jak on. Rozmyślał również nad znienawidzonym sztucznym ciałem, którego wizja noszenia majaczyła w najbliższej przyszłości. Tak, prawda – reputacja Urahary w Karakurze mogła ucierpieć, gdyby ktoś go zobaczył, odpowiadającego na niezbadane pytania i rozmawiającego z powietrzem na środku ulicy. Brama Sekai otworzyła się nagle i czwórka kapitanów znalazła się na miejscu. Rozglądali się, patrząc na gwiaździste niebo i płynącą obok rzekę. Uwagę białowłosego kapitana przykuł ruch po jego prawej stronie. Instynktownie złapał rękojeść swojego Zanpakutou.
- Ty musisz być kapitanem Hitsugaya – chłopak usłyszał zawadiacki i mocno ironiczny głos dochodzący od mężczyzny, który skrywał swoją twarz pod biało-zielonym kapeluszem. – Nie musisz celować we mnie swoim Zanpakutou. W końcu chciałeś ze mną rozmawiać.
- Urahara Kisuke? – Toushirou postanowił jeszcze się upewnić, czy rzeczywiście rozmawia z człowiekiem, który sto lat temu został wygnany z Gotei 13.
- Tak. Witam w pięknym mieście Karakura – pokiwał lekceważąco ręką w stronę odległych świateł miasta. – Kapitanie Kyouraku, czy kapitanowie Ukitake i Unohana nadal pełnią te stanowiska?
- Tak, skąd wiedziałeś? – mężczyzna jako jedyny czuł się swobodnie w towarzystwie banity. Nawet lekko się uśmiechał.
- Mam swoje źródła – uśmiech Urahary stał się nieco tajemniczy. Przeniósł wzrok na pozostałych przybyszów i mina mu zrzedła. – Soifon, nie spodziewałem się ujrzeć ciebie na Ziemi. Podobnie jak ciebie, Aizen. Jak widzę, oboje awansowaliście.
Gdyby wzrok mógł zabijać, Urahara padłby martwy od spojrzenia kobiety. Zaś kapitan piątego składu wyglądał na odrobinę zaniepokojonego, chociaż próbował się uśmiechnąć do ich gospodarza.
- Karakura, mówisz? – zapytał Hitsugaya, który spoglądał na całą trójkę i miał szczerze dość napiętej atmosfery. – Czy to nie miasto, do którego została wysłana młoda Kuchiki?
- Kuchiki Rukia –twarz Urahary ponownie się rozjaśniła. – Miałem przyjemność spotkać tą młodą Shinigami. Całkiem władcza dziewczyna. A jaka głośna…
Mężczyzna zachichotał złośliwie, ale nieco sztucznie. Odwrócił się i pokiwał ręką na czwórkę kapitanów, by ci poszli za nim. Toushirou wzruszył ramionami, patrząc na Kyouraku, który wydawał się być lekko zaniepokojony zachowaniem Kisuke. Jako pierwszy ruszył za postacią, która powoli znikała w ciemnościach otaczających rzekę. Po chwili pozostali niechętnie powlekli się za młodym, białowłosym Shinigami, który jako jedyny okazał zdecydowanie i zaangażowanie w sprawę. Urahara zaprowadził ich do małego, obskurnego sklepiku, gdzie wskazał cztery gigai dla przybyszów. Toushirou najpierw uważnie obserwował pozostałych w trakcie wchodzenia w ciała, po czym sam, z westchnieniem męczennika, też to uczynił.
- Coś się stało, kapitanie Hitsugaya? – usłyszał cichy dziewczęcy głosik.
Shirou rozejrzał się i zauważył, że zza drzwi przygląda mu się dziewczynka, na oko dwunastoletnia. Najpierw zwrócił uwagę na jej ogromne oczy, patrzące nawet bardziej naiwnie niż Aizena. Dopiero po chwili dotarło do niego, że widziała go już od momentu przybycia.
- Kim jesteś? – zapytał z zainteresowaniem.
- Ururu – odpowiedziała i znikła w głębi sklepu.
- Ururu i Jinta to dwoje dzieci, które tu pracują – wyjaśnił głęboki głos dobiegający zza pleców Shirou. – Oboje odznaczają się ogromnym reiatsu i pomagają nam bronić miasto.
Kapitan okręcił się wokół własnej osi. Za nim stał wysoki, potężny mężczyzna, trzymający ręce na głowach czarnowłosej dziewczynki, która przed chwilą mu umknęła i rudowłosego chłopca, jej rówieśnika, jak podejrzewał. Spojrzał na nich pytająco.
- Tsukabishi Tessai – dorosły przedstawił się, a nazwisko spowodowało, że w głowie Shirou zapaliła się czerwona lampka. – Odszedłem z Seireitei razem z Kisuke.
Tsukabishi… Poprzedni dowódca Korpusu Kidou. Teraz chłopak wiedział, dlaczego jest taki zestresowany w jego obecności. Był to człowiek, który opanował wiele zakazanych technik Kidou i mógł bez inkantacji rzucać zaklęcia Hadou i Bakudou najwyższych stopni.
- Tessai – glos Urahary poniósł się po całym sklepie. – Przyprowadź do nas kapitana Hitsugayę.
Mężczyzna skinął głową na Toushirou, który poszedł zamyślony za nim. Zaprowadził młodego Shinigami do małego pokoju, w którym wokół okrągłego stolika było sześć miejsc. Gdy tylko się tam znaleźli, ich gospodarz wygonił dzieci.
Kyouraku spojrzał podejrzliwie na Tessaia, ale nic nie zrobił. Aizen i Soifon starali się zachowywać obojętnie w obecności zdrajców Społeczeństwa Dusz. Hitsugaya tylko obserwował ich reakcje. W końcu zdecydował się przerwać milczenie, bo cała sytuacja działała mu na nerwy.
- Wiesz, co się dzieje w Społeczeństwie Dusz, Urahara?
- Tak – padła natychmiastowa odpowiedź.
- Skąd?
- Mam swoje źródła po drugiej stronie.
Shirou odchylił się lekko, oceniając ile prawdy jest w słowach mężczyzny. Wtedy poczuł dotyk miękkiego futra i koci ogon lekko musnął jego policzek. Chłopak spokojnie obserwował jak ciemny kot krąży po pokoju, aby w końcu położyć się na kolanach Soifon. Urahara wydał z siebie przeciągłe westchnienie, w którym uważny obserwator wyczułby ból. I winę.
- Czy to ty stoisz za porwaniami dusz, tak jak ostatnim razem?
Po raz pierwszy tego wieczoru Kisuke był całkowicie poważny. Jego oczy nadal skrywał cień kapelusza, ale z warg zniknął ironiczny uśmieszek. Również Tessai posmutniał. Tylko Kyouraku zauważył, że obaj zacisnęli pięści, aż zbielały im kostki.
- Nie – przesłuchiwany starał się być cierpliwy i uprzejmy, ale wszyscy widzieli, że jest wzburzony. Kot podniósł głowę i ostrym jak sztylet wzrokiem wpatrywał się w mężczyznę. – I ostatnim razem też nie ja za tym stałem.
- A kto? – szybko zapytał Aizen. – Bo jeśli się nie mylę, oskarżyłeś o to mnie, Urahara. Na szczęście, kapitan Kyouraku mnie widział tej feralnej nocy.
- Aizen…
- Kapitanie Aizen, Urahara – Toushirou rzadko słyszał, by głos kapitana piątej dywizji brzmiał tak lodowato. – Ty już nie jesteś kapitanem, a ja nie jestem porucznikiem.
- Tak, to ci się udało, Sousuke – do rozmowy włączył się Tsukabishi. – Z powodu tego incydentu doszło do wymiany wielu kapitanów…
- Tessai – wystarczyło pojedyncze słowo właściciela sklepu, by mężczyzna umilkł. – Wybaczcie mu jego niewyparzony język. Faktem jest, że nie wiemy, kto stoi za waszymi porwaniami.
- Powiedz mi jeszcze tylko jedno, później cię zostawimy, Kisuke – zwrócił się do niego Kyouraku. – Co się stało z tą ósemką, na której przeprowadzono eksperyment?
- I z Shihouin Yoruichi? – dodała Soifon, głaszcząc lśniącą sierść kota, który nagle podniósł głowę.
- Ta ósemka żyje na Ziemi i wszyscy dobrze się mają – odpowiedział ostro mężczyzna, na co Kyouraku drgnął. Jego nastawienie złagodniało, gdy spojrzał na kapitan drugiego składu. – A Yoruichi sama ci o tym powie. W odpowiednim czasie.
Goście spojrzeli po sobie. Aizen podniósł się z klęczek.
- Chyba nic więcej tutaj nie uzyskamy – westchnął i wyszedł do przedsionka, by pozbyć się gigai.
- Wierzę, że nie jesteś w to zamieszany – powiedział Shirou. Dowódca ósmej dywizji pokiwał głową na zgodę. – Tym razem.
Wychodząc, kiwnął przyjaźnie ręką małej czarnowłosej postaci na dachu sklepu. Odpowiedź dostał po dłuższej chwili. W tej chwili stracili jedyny możliwy trop. Hitsugaya miał nadzieję, że Rei znajdzie coś lepszego, bo doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że dziewczyna nie odpuści sobie udziału w śledztwie.
Tymczasem w sklepie kot przybrał postać nagiej kobiety o ciemnej karnacji i długich, fioletowych włosach. Jej oczy błyszczały w charakterystyczny sposób, gdy Tessai podawał jej jakieś okrycie.
- Uważasz, że to znowu jego sprawa? – zapytała swojego byłego podwładnego.
- Tak – mężczyzna był zamyślony i zapatrzony w gwiazdy. – Szykuje się coś bardzo złego, Yoruichi, czuję to. A on jest w to zamieszany. I młody kapitan Hitsugaya też.
Oboje westchnęli zgodnie. Ale Urahara podejrzewał, że to może być początek końca ich wygnania z Społeczeństwa Dusz. Lub początek końca samego Społeczeństwa Dusz. Wiedział, że musi się skontaktować z Vaizardami.
- Ururu – zawołał.
Po chwili dziewczynka pojawiła się u jego boku i spojrzała na swojego pracodawcę z oddaniem, które czasami go irytowało. Klęknął obok niej, tak, by popatrzeć jej prosto w oczy.
- Chcę żebyś zaniosła wiadomość Shinjiemu, Ururu – powiedział łagodnie. – Nadchodzi czas, kiedy musimy się trzymać razem. Powiedz mu, żeby się przygotowali. Idź, Ururu.
Wysłanniczka szybko zniknęła w ciemnościach nocy. A Urahara zastanawiał się, czy podjął dobrą decyzję stawiając Vaizardów w stan gotowości bojowej. Teraz jednak nie dałoby się tego odwrócić. Miał szczerą nadzieję, że kapitan Hitsugaya znajdzie sposób zdemaskowania zdrajcy i wyleczenia Seireitei z raka, który go powoli toczył.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ten tekst o Izanami i Izanagi to taki ładny odpowiednik góry i Mahometa. Kharcia znalazła i wytknęła mi przy okazji, że jak ludzie żyjący w feudalnej Japonii mają wiedzieć cokolwiek o mitologii arabskiej. Ma rację :D Dzięki.
