Wiem, wiem: późno ;] Ale ferie miałam i jakoś tak rzadko się z moją betą widziałam. Oto prezentuję rozdział 4... Betowała, jak zwykle, Kharcia ;]

Rozdział 4

Gniew Rei na Shirou szybko ostygł, bo oboje doskonale wiedzieli, jak będą wyglądać ich relacje. Ona nigdy się nie zmieni, on też. Ona będzie go nazywać „Shirou", on zaś wiecznie będzie jej przypominał, że poprawny sposób zwracania się do przełożonego zawiera w sobie jego rangę i nazwisko. Dziewczyna śmiała się pod nosem, gdy tak mknęła przez Seireitei do kwatery głównej piątej dywizji. Miała nadzieję, że znajdzie kapitana Aizena bez trafienia na jego porucznik, bo osobiście nie potrafiła znieść przyjaciółki swojego dowódcy. Zdanie Rei o Hinamori było znane tylko jej najbliższym przyjaciołom, czyli Juushirou i Shunsui, którzy również je podzielali. Według młodej Shinigami, wice-kapitan piątego składu była płaczliwą, słabą dziewczynką, wpatrzoną w swojego kapitana jak w obrazek i nie dostrzegającą jego wad. Do tego przyjaźniła się z Kirą Izuru, ślepo lojalnym porucznikiem Ichimaru Gina, najbardziej podejrzanego zwierzchnika oddziału w całym Gotei 13.

Tym razem jednak szczęście jej nie dopisało. Już w przedsionku natknęła się na zastępczynię Aizena. Ukłoniła się jej, by uniknąć skarg składanych Shirou.

- Dziewiąta oficer Eiki, prawda? – Rei zawsze była zirytowana nawet samą barwą głosu Hinamori, która, mimo że starsza od niej, mówiła jak dziecko. Nie rozumiała, jakim cudem jej kapitan może się przyjaźnić z kimś takim.

- Porucznik Hinamori, przychodzę z prośbą od kapitana Hitsugayi – wyrzuciła z siebie słowa w tempie shuunpo, gdyż chciała jak najszybciej stamtąd odejść. – Sh… Mój dowódca chce jak najszybciej się zobaczyć z kapitanem Aizenem, a nie może opuścić w tym momencie kwatery głównej, gdyż, jak sądzę, spodziewa się wizyty oddziału kapitan Soifon.

- A skąd tak młoda Shinigami jak ty, Eiki Rei, może wiedzieć, czy jej kapitan spodziewa się takiej wizyty? – głos Aizena zaskoczył ją, ale przynajmniej nie podskoczyła, jak Hinamori. – Wybaczcie, drogie panie, nie chciałem was przestraszyć.

Rei patrzyła ja dziewczyna gnie się nisko w ukłonie, godnym królewskiego dworzanina z XVIII-wiecznej Europy. Patrzyła z wyższością na tą scenę, ciesząc się, że jest na tyle silna, żeby samodzielnie wybrać kapitana i otwarcie się z nim nie zgadzać. Szybko potrząsnęła głową, by pozbyć się tych myśli, gdy mężczyzna spojrzał na nią z uśmiechem błąkającym się w kącikach ust.

- Młody Hitsugaya chce się ze mną widzieć, mówisz? – zapytał Rei. Ta tylko skinęła twierdząco głową. – Rozumiem.

Zamyślił się na chwilę, patrząc w ciemniejące nad Seireitei niebo, na tle którego ostro odcinało się Soukyoku, wzgórze egzekucji Shinigami. Rei wydawało się, że zobaczyła w jego wzroku tęsknotę, ale uznała, że musiało jej się to przywidzieć. Jaki kapitan mógłby z niecierpliwością czekać na czyjąś śmierć?

- Nie musisz ze mną iść, Eiki Rei – powiedział, zwracając się do niej zupełnie jak Tousen. – Hinamori-kun…

Dziewczyna oddaliła się czym prędzej, by nie wysłuchiwać jęków zachwytu Hinamori nad nowym zadaniem. Porucznik zachowywała się jak piesek, który chętnie spełni zachciankę swojego pana, albo jak małpka żebrząca o banana. Ponieważ nie zaplanowała sobie na wieczór żadnych poważniejszych zajęć, postanowiła odwiedzić swojego przyjaciela i mentora. Skierowała swoje kroki do kwatery głównej trzynastej dywizji. Z uwagi na ciepłą, przyjemną noc nie poruszała się shuunpo, lecz szła, zachwycając się czystym powietrzem Seireitei i nieomal beztroską atmosferą miejsca. Prawie zapomniała o czyhającym na zewnątrz niebezpieczeństwie.

Można powiedzieć, że Rei wychowała się w kwaterze głównej trzynastego składu. Było to miejsce, do którego wracała po zajęciach w Akademii Shinigami, gdzie się bawiła i zdobywała pierwsze doświadczenie w walce na długie miecze. Miejsce, gdzie otrzymała swoją Zanpakutou i nauczyła się z nią rozmawiać, gdzie poznała jej imię. Wreszcie, miejsce, gdzie odzyskała spokój po kilkunastu ciężkich latach w Rukongai. Rei nieświadomie dotknęła szerokiej, czarnej tasiemki, którą zawsze nosiła na szyi. Podobnie było z czarnymi rękawiczkami, których nigdy nie zdejmowała. Oba stały się jej znakiem rozpoznawczym, podobnie jak niesamowicie długie włosy, które prawie zamiatały ziemię. Wszystko to było znakiem jej przeżyć w dzielnicach biedy, które dzięki pomocy Ukitake i Kyouraku przekształciła w coś pozytywnego.

Jej ręka zsunęła się z szyi na talię, gdzie do pasa przytroczona była pochwa z Zanpakutou. Katana nazywała się Kaze no Kitai, Nadzieja Wiatru. Rei w ciągu lat spędzonych w Akademii poznała swój miecz i uwolniła Shikai, pierwszą formę, która była podobna do odpieczętowanych Haineko Matsumoto czy Senbonzakury Byakuyi. Ostrze rozpadało się na tysiące małych, prawie niewidocznych, wirujących w powietrzu kryształów. Starała się nie korzystać za często ze szczególnych właściwości Zabójcy Dusz, im mniej osób wiedziało, na czym polega sztuczka, tym lepiej dla niej. Dlatego w Rukongai nie wyzwoliła swojego Shikai, które natychmiast by ich ocaliło. Miała nadzieję, że Kidou wystarczy – tego nauczył ją Juushirou. Lekko schyliła się, by dosięgnąć kostek. Przy każdej z nich miała małą pochewkę z ostrym sztyletem, jej pierwszą bronią. Była to jedyna pamiątka z Rukongai do zatrzymania której Ukitake nie musiał jej przekonywać. Z nimi związane były czarne rękawiczki.

Przez bramę kwatery głównej przeszła bez problemu. Czuła się jak u siebie, mimo że była członkiem innego oddziału. Byli jak rodzina, co nie zdarzyło się praktycznie od czasu odejścia Yoruichi. Już w przedsionku powitali ją Kiyone i Sentarou, dwoje Shinigami, pełniący obowiązki trzeciego oficera w dywizji. Po tym, co się stało z Shibą Kaienem Juushirou nie chciał ryzykować z przekonywaniem kolejnego dobrego wojownika do objęcia stanowiska, które jego były porucznik wcześniej określał jako przeklęte. I chyba nie chciał sprawiać bólu Rukii, której na zmarłym najbardziej zależało.

- Cześć, Rei-chan – wołała już z daleka Kiyone, machając ręką i przepychając się z „rywalem", by szybciej dobiec do gościa.

- Cześć, Rei-chan – powiedział uradowany Sentarou, który szybciej się przy niej znalazł. – Kapitan Ukitake jest u siebie i nie jest zajęty.

- Ja miałam to powiedzieć – wrzasnęła dziewczyna. Po chwili, z uśmiechem zwróciła się do młodej brunetki. – Jest w prywatnych pokojach na tyłach budynku. Mówił, że spodziewał się ciebie.

- Podać ci coś? – zaproponował mężczyzna, widząc, że nie wygra z koleżanką z pracy w wyjaśnianiu, gdzie jest kapitan.

- Nie, dzięki, Sen-chan – odpowiedziała lekko. Pobiegła przed siebie, zostawiając kłócących się oficerów, a będąc dostatecznie daleko od nich, włożyła sobie dwa palce do ust i gwizdnęła przeciągle. Był to umówiony sygnał dla przyjaciela, który wyszedł po nią na hol.

Gdy Rei zobaczyła swojego mentora, zdrętwiała z przerażenia. Kapitan Ukitake poruszał się powoli, przytrzymując się ścian, był bledszy niż zwykle, a jego oczy wyglądały jak dwa gorejące kamienie osadzone w tej masce, która powinna być twarzą. Podbiegła do niego, klnąc pod nosem. Wślizgnęła się mu pod ramię, przyjmując na siebie cały jego ciężar.

- Kiyone, Sentarou! – wrzasnęła ile sił w płucach.

- Nie krzycz tak – upomniał ją cicho kapitan. – Nie chcę ogłuchnąć, Rei.

- Czy ty widzisz, w jakim stanie się znajdujesz? – wyszeptała mu groźnie do ucha, wsłuchując się z tupot dwóch par nóg. Po chwili zza rogu wyłonili się oficerowie, którzy nagle stanęli jak wryci.

- Kapitanie! – krzyknęła blondynka. – Sentarou, pomóż Rei-chan, bo zaraz upadnie. Kapitan Ukitake jest bardzo wychudzony, ale taka drobniutka panienka nie da sobie sama rady. Ja pobiegnę przygotować sypialnię.

Nie czekając na odpowiedź, kobieta pobiegła przed siebie. Shinigami podszedł do kapitana od drugiej strony i zarzucił sobie na plecy jego drugie ramię. Rei bezgłośnie odetchnęła z ulgą. Nie była słaba, ale ciężar dorosłego, sporo od niej wyższego mężczyzny był nie do wytrzymania na dłuższą metę.

- Słyszałem, co powiedziałaś, Kiyone – powiedział Ukitake tak cicho, że tylko Eiki go usłyszała i parsknęła śmiechem. – Pożałujesz.

Sypialnia Juushirou była najładniejszym pomieszczeniem w całej kwaterze głównej. Urządzona skromnie, ale nie spartańsko, bardzo czysta, ale tego wymagało zdrowie mężczyzny, względnie jego brak, zależnie, jak na to patrzeć. Rei wyszła na moment, gdy oficerowie przebierali kapitana. Nie mogła patrzeć na wychudzone ciało jednego z najlepszych Shinigami w Seireitei, człowieka, którego uważała za ojca.

Odważyła się wejść dopiero kilka minut po wyjściu Kiyone i Sentarou. Ukitake leżał na łóżku, w pozycji półsiedzącej, podparty o stosy poduszek. Trzecia oficer musiała wmusić w niego końską dawkę leków, bo wyglądał nieco lepiej, ale to i tak nie zdjęło ciężaru z serca dziewczyny.

- Co się z tobą stało, Juushirou? – zapytała bez wstępów. W tej chwili nie pamiętała, po co tu przyszła. Jej myśli zaprzątnęła kwestia zdrowia mentora. – Może poślę kogoś po Shunsui?

- Nie ma go w Seireitei – odpowiedział. Jego głos powoli wracał do normy. – Podobno młody Toushirou zabrał go na Ziemię. Razem z Aizenem i Soifon.

- Shirou jest na Ziemi? – zapytała, patrząc zdumiona na Ukitake. – Jeszcze godzinę temu z nim rozmawiałam.

- Nazywasz go Shirou? – brwi mężczyzny uniosły się w zdumieniu. – Chwilę przed twoim przyjściem wyszła Ise-san. Przyniosła wiadomość, że Kyouraku znowu podsłuchiwał twojego kapitana i przyłączył się do grupy śledczej. Tego podsłuchiwania nauczyła go jedna z poprzedniczek Ise-san, Lisa.

- Czy Nanao mówiła, po co wybierają się na Ziemię?

Mężczyzna zastanowił się przez moment nad odpowiedzią. Nie chciał wprowadzać jej w jeden z najczarniejszych okresów, przez które przeszło Seireitei, ale widział, że chyba musi to zrobić. Zresztą, może to pomoże dziewczynie w wyciągnięciu jakichś wniosków? Wiedział, że chciała się sprawdzić jako nowy nabytek drużyny Toushirou. Lepiej od niej zdawał sobie sprawę, dlaczego zdecydowała się na dziesiątą dywizję, zamiast na szóstą. Uśmiechnął się do czekającej na odpowiedź rozmówczyni. Jak zwykle, siedziała u jego prawego boku, na łóżku. Jej czarna hakama, niezłagodzona bielą kapitańskiego haori, ostro odcinała się od jasnej pościeli. Czarne włosy, dłuższe od tych, które sto lat temu widział u Hirako, tylko pogłębiały wrażenie. Zaś rękawiczki doskonale maskowały jej ręce, dając jej jeszcze jedną przewagę. Tylko tasiemka na szyi… Ukitake wiedział, że nie powinna jej zdejmować. Pociągnęłoby to za sobą zbyt dużo pytań.

- Juushirou – ponagliła go. – Zadałam ci pytanie.

- Wybacz, zamyśliłem się – przeprosił. Rei w tym momencie pomyślała, że był to zawsze najbardziej miły i kulturalny kapitan. Tylko Aizen mógł się z nim równać. I może Tousen, ale jego nie znała na tyle dobrze, aby to stwierdzić. – Musieli przesłuchać Uraharę Kisuke. Kojarzysz może to nazwisko?

Spojrzał na nią uważnie. Już nauczył się odczytywać wszystkie zmiany w mimice jej twarzy, które dla wielu były niezauważalne. Znała to nazwisko, tyle mógł powiedzieć.

- Dziwne, że o nim wspominasz, ale to znaczy, że ja i Shirou myślimy podobnie – popukała się palcem po podbródku. – Z tego powodu do ciebie dzisiaj przyszłam.

- Z powodu Urahary? – zapytał z niedowierzaniem, poprawiając lekko poduszki. Natychmiast jej uczynne ręce pomogły mu się podciągnąć.

- Nie, głuptasie – Rei była jedyną osobą, która mogła w ten sposób zwracać się do niego lub kapitana Kyouraku bez strachu. – Ale ten temat jest z nim związany. Bo to Urahara Kisuke był kapitanem dwunastej dywizji przed Kurotsuchim?

Zaczekała, aż Ukitake kiwnął głową, zgadzając się z jej słowami. Obserwował ją ze spokojem, czekając na bombę, którą miała w zwyczaju zrzucać w połowie rozmowy.

- Chciałabym, żebyś mi opowiedział o tym, jak zniknęli tamci kapitanowie i porucznicy. Muszę się dowiedzieć, co stało się w Seireitei sto lat temu.

Bomba została rzucona i siła jej uderzenia wbiła Juushirou w poduszki. Nie podejrzewał, że cokolwiek już wiedziała, a ona doskonale określiła czas i stopnie osób, które znikły. Po jej ustach błąkał się uśmiech, jakby wiedziała, lub przynajmniej domyślała się, jaką burzę wywołała w umyśle przyjaciela. Czekała cierpliwie i bez ruchu aż mężczyzna zacznie opowiadać. A Ukitake musiał przyznać, że był to bardzo rzadki widok. Odchrząknął.

- To był bardzo dobry pomysł, że Hitsugaya włączył cię do grupy dochodzeniowej. I równie dobrze się stało, że nie wyruszyłaś na Ziemię, kochana – mężczyzna często się tak do niej zwracał, ale tylko w sytuacjach, gdy byli sami, lub z Shunsui. – Nie czułbym się najlepiej, wiedząc, że spotykasz się z przestępcą. Sto dziesięć lat temu ówczesna kapitan dwunastego oddziału została awansowana. Wybrano ją, by zasiliła szeregi królewskiej gwardii, czyli zerowej dywizji. Wtedy Shihouin Yoruichi, kapitan drugiej drużyny i oddziałów specjalnych Gotei 13 zaproponowała przeegzaminowanie swojego trzeciego oficera, Urahary, w teście kapitańskim. W ciągu tygodnia Urahara stał się dowódcą składu. Miał ogromne problemy ze swoją porucznik, Sarugaki Hiyori, ale w ciągu paru lat dziewczyna go zaakceptowała. Na samym początku Urahara postanowił uwolnić z więzienia obecnego kapitana Kurotsuchi, z którym chciał stworzyć departament technologii. Dopiął swego. Przez dziesięć lat departament działał bez zarzutu, gdy nagle zaczęły znikać dusze. Najpierw zwykłych ludzi, potem Shinigami. Na miejsce zbrodni został wysłany oddział kapitana Mugurumy, dziewiąty skład. Nie wracali przez dłuższy czas, a my nie otrzymaliśmy żadnego raportu. Wtedy generał Yamamoto postanowił podzielić obowiązki między kapitanów Gotei 13, ale Urahara nie dostał żadnego zadania. I muszę wspomnieć, że szalał z rozpaczy, bo wysłał Hiyori by sprawdziła, co się tam dzieje. Generał posłał w sumie czterech kapitanów i troje poruczników, oprócz Hiyori. Kapitan Aikawa z siódmego składu, kapitan Hirako z piątego, kapitan Muguruma i porucznik Kuna z dziewiątego, kapitan Otoribashi z trzeciego, porucznik Yadomaru z ósmego i wice-kapitan Korpusu Kidou, Ushouda. Żadne z nich nigdy do nas nie wróciło. Wszystkich znaleziono w kwaterze głównej dwunastej dywizji razem z kapitanem Uraharą i dowódcą Korpusu Kidou, Tsukabishi Tessaim. Wymienieni przeze mnie przed chwilą mieli na twarzach maski Hollowów, byli nieprzytomni. Biuro 46 wydało wyrok: Urahara i Tsukabishi zostali skazani, jeden na banicję, drugi na więzienie, zaś przemienionych trzeba było unicestwić. Ale ktoś zabrał ze Społeczeństwa Dusz wszystkich: osiem ofiar Urahary, samego winnego i Tsukabishiego. W tym samym czasie zaginęła również Shihouin Yoruichi, co uznano za dowód jej współpracy z przestępcami. Z tego, co wiem, Urahara i Tsukabishi jeszcze żyją i mają się nieźle. Yoruichi zniknęła, jakby zapadła się pod ziemię. A co do tej ósemki… Nikt nic o nich nie wie. Ale nie sądzę, żeby żyli. Wydaje mi się, że gdyby była szansa, aby ich uratować, Biuro 46 by ją wykorzystało.

Rei zauważyła, że przy ostatnich słowach Juushirou popadał w coraz głębsze zamyślenie, a jego słowa przesycił sentyment.

- Straciłeś tam kogoś ważnego, prawda? – zapytała cicho, chcąc potwierdzić swoje obserwacje.

- Wszystkim nam brakuje kapitana Hirako, Shinjiego – przez moment jego twarz rozjaśnił szeroki uśmiech. – Łamał wszystkie stereotypy. Kazał wszystkim mówić do siebie po imieniu, był niewiarygodnie złośliwy. Nosił długie włosy, chociaż z twoimi nie mogły się równać, kochana. I był bardzo potężny. Ale…

- Ale to nie o nim powinieneś mówić, Juushirou – dokończyła. – Kogo ci tak brakuje?

- Ja i Kyouraku straciliśmy tam przyjaciółkę, jego zastępczynię. Yadomaru Lisa… Shunsui sam zaproponował jej udział w tej akcji. Potem obwiniał się o jej stratę. Do dzisiaj to robi. Lisa opiekowała się trochę Ise-san, gdy Nanao była dzieckiem. Dobrze ją wyuczyła, dzięki czemu teraz dziewczyna jest porucznikiem ósmej dywizji.

- Czy sądzisz, że mogłabym poszperać w bibliotece?

- Oczywiście – odpowiedział zdumiony nagłym pytaniem. Zastanawiał się, co się dzieje w głowie jego podopiecznej. – Chcesz jakieś specjalne pozwolenie?

- Przydałoby się – uśmiechnęła się beztrosko.

- To podaj mi papier i pióro.

Rei podskoczyła entuzjastycznie, jak nastolatka, na którą wyglądała. Szybko przyklękła przy sekretarzyku Ukitake i wyciągnęła stamtąd to, o co prosił. W międzyczasie jej włosy rozsypały się po podłodze, tworząc skomplikowane wzory. Chwilę później była przy nim, szczerząc zęby z radości i podniecenia wywołanego kontynuacją poszukiwań. Miał tylko nadzieję, że nie wpakuje się przez to w kłopoty. Skończył pisać i na spodzie strony złożył swój podpis. Podał papier swojej protegowanej, ale chwilę go jeszcze przytrzymał.

- Obiecaj, że do biblioteki pójdziesz rano – w jego oczach Eiki dojrzała rozkaz, którego nie mogła zignorować. – Teraz poprosisz Kiyone, by przygotowała ci jakieś łóżko, w którym się wyśpisz.

- Wolałabym wrócić do swojego pokoju w kwaterze dziesiątego składu… – próbowała zaprotestować, ale Ukitake, choć słaby, uciszył ją stanowczym ruchem dłoni.

- A ja chcę mieć cię na oku. Wiem, że jeżeli wypuszczę cię teraz, ty od razu wybierzesz się do biblioteki – dziewczyna spuściła głowę, słysząc te, jakże prawdziwe, słowa. – Powiedz Kiyone, żeby obudziła cię najwcześniej o godzinie dziewiątej rano.

- Ale…

- Nie chcę słyszeć słowa sprzeciwu, Rei.

Brunetka skinęła posłusznie głową. Uśmiechnęła się do Juushirou i dotknęła lekko jego dłoni, po czym szybko wyszła z pomieszczenia. Mężczyzna słyszał jeszcze, jak wołała jego trzecią oficer.

Ukitake zamyślił się. Kiedyś, na samym początku szkolenia, Eiki zareagowałaby na takie polecenie ripostą, prawdopodobnie dość celną i nie posłuchałaby. Ale te kilkanaście lat, które spędzili razem na lekcjach medytacji i posługiwania się bronią utemperowały ją. Zmieniły ją z samotnego, paranoicznego wilka w piękną, pełną wdzięku dziewczynę. Niestety, blizn, które zostawiło po sobie Rukongai nie dało się usunąć. Można było je jedynie ukryć.

* * *

Od razu po przebudzeniu, Rei wiedziała, że cały dzień spędzi w ogromnej bibliotece, która mieściła wszystkie zapisy Społeczeństwa Dusz zebrane na przestrzeni wieków. Ona jednak chciała się cofnąć w przeszłość jedynie o sto lat, co nie było trudne, zaś notka od Juushirou dała jej dostęp do wszystkich informacji, także tych, które były zastrzeżone tylko dla Shinigami w stopniu kapitana. Zakopaną w notatkach znalazł ją Kyouraku. Przez moment obserwował tę skupioną, skrupulatną dziewczynę przy pracy. Wspominał moment, kiedy ją poznał. Była wtedy jeszcze nieoszlifowanym diamentem, jak ją określił ich wspólny przyjaciel. Dzika, niezdyscyplinowana, buntująca się przeciwko wszystkiemu, przeciwko czemu dało się buntować. A Ukitake dokonał cudu i zmienił tę diablicę w świetnie wyszkoloną Shinigami. Oszlifował diament, który znalazł przez przypadek w najgorszej kopalni świata. I ten klejnot siedział teraz w przyciemnionej bibliotece, między stosami papierów. Długie włosy związała i owinęła wokół głowy jak turban, co zazwyczaj robiła tylko w trakcie walki. Ale rozumiał, jak mogą one przeszkadzać przy pracy z archiwami. W końcu podszedł do niej i położył jej rękę na ramieniu. Podskoczyła, jak oparzona. Spojrzała spod przymkniętych powiek na mężczyznę.

- Shunsui – wypluła jego imię. – Mogłam się spodziewać, że jeżeli komuś Juushirou powie, gdzie jestem, będziesz to ty.

- Rei-chan, jak miło mnie witasz – Kyouraku zupełnie nie przejął się jej słowami. Oboje wiedzieli, że kryje się pod nimi ogromna zażyłość i sympatia. – Mogę ci jakoś pomóc?

- Tak – odwróciła się do niego z prawdziwym zainteresowaniem w oczach. – Powiedz mi jak poszło przesłuchanie Urahary.

- Ukitake ci powiedział? – poczekał aż dziewczyna skinie głową. – Tak myślałem. Bo z Hitsugayą się jeszcze nie widziałaś… Tak w ogóle, poszedłem z nimi w twoim zastępstwie, bo twój kapitan chciał ciebie zabrać, ale nie było cię w kwaterze.

- Zrobiłam sobie spacer od kwatery piątego składu do trzynastego – odpowiedziała spokojnie. – Juushirou powiedział, że się cieszy, że nie poszłam z wami.

- Powiedział, dlaczego?

- Powiedział mi wczoraj dużo rzeczy – Rei zamyśliła się. – Opowiedział mi historię sprzed stu lat. Opowiedział mi o Uraharze, o Hirako i o… Lisie.

Zawahała się, zanim wspomniała o przyjaciółce obu mężczyzn. Ale ku jej zdziwieniu, Shunsui uśmiechnął się szeroko. Złapał ją mocno za rękę i nachylił się nad nią.

- Coś ci powiem, bo wiem, że potrafisz dochować tajemnicy – powiedział konspiracyjnym szeptem. – Urahara powiedział nam, że cała ósemka przemienionych żyje gdzieś na Ziemi.

- Wiedziałam! – krzyknęła. Zanurkowała między jakieś papiery i wyciągnęła spomiędzy nich małą karteczkę. – Muszę iść!

Będąc już przy wyjściu z pomieszczenia odwróciła się jeszcze, żeby pomachać przyjacielowi, gdy się jej coś przypomniało.

- I nie mów o niczym Shirou. Mam zamiar sama do czegoś dojść.

Po czym wybiegła, tryskająca znowu energią. Kyouraku podrapał się zamyślony po głowie, z której zsunął się kapelusz. Spojrzał na półki pełne książek, jakby miał nadzieję, że znajdzie tam odpowiedź na pytanie, które właśnie mu się nasunęło:

- Którego Shirou ona miała na myśli? Juushirou czy Toushirou?

Zaśmiał się do siebie i odpowiedziało mu puste echo. Powoli skierował się ku drzwiom pomieszczenia, postanawiając, że żadnemu nic nie powie o tym, co wyrabia Rei.

* * *

Gdyby kapitan Kyouraku wiedział, gdzie Eiki się wybrała, bardzo możliwe, że zaalarmowałby przynajmniej jednego z Shirou. Dziewczyna pomknęła w trybie shuunpo do siedziby dwunastej dywizji, do departamentu technologicznego. Wśród papierów dotyczących eksperymentów z czymś, co nazywało się Hougyoku znalazła częstotliwość reiatsu, która charakteryzowała zhollowowane Shinigami. Musiała zobaczyć się z Nemu, którą uważała za jedną ze swoich przyjaciółek, chociaż bardzo dziwną pod różnymi względami. Miała nadzieję, że informacje, które znalazła zainteresują jej ojca, kapitana Kurotsuchi na tyle, żeby dać jej chociaż jednego członka drużyny do pomocy. Z impetem wpadła do siedziby departamentu technologicznego, gdzie została zatrzymana przez specjalnie to tego wyszkolonych strażników.

- Podaj swoje dane i problem, z jakim przybywasz – Rei zawsze uważała, że ta formułka brzmi zbyt komputerowo nawet jak na wydział naukowy Gotei 13, ale powoli przyzwyczajała się do niej.

- Eiki Rei, dziewiąta oficer w dziesiątym składzie – wyrecytowała coś, z czego w ostatnim czasie była dumna. – Muszę się zobaczyć z Kurotsuchi Nemu.

- Porucznik Kurotsuchi znajduje się w północnym skrzydle budynku – oznajmił drugi wartownik, patrząc uważnie na zaplecione wokół głowy dziewczyny długie włosy. – Idź za zielonymi znacznikami. Pani porucznik już cię oczekuje, dziewiąta oficer Eiki.

Rei skinęła przyjaźnie głową i ruszyła wzdłuż powoli znikających i pojawiających się ponownie zielonych linii. Po chwili znikła z oczu strażnikom. Szła wijącymi się korytarzami, jednocześnie odwijając turban z włosów. Zauważyła zdumione spojrzenie jednego z mężczyzn przy bramie i natychmiast zrozumiała, na co patrzył. Zupełnie zapomniała, że podczas pracy w bibliotece musiała związać długie pasma, by nie przeszkadzały jej podczas poszukiwań. Gdy opuściła ostatnią warstwę, odetchnęła z ulgą. Taką fryzurę uwielbiała nosić.

Eiki wpadła jak burza do laboratorium, w którym przebywała Nemu i zatrzymała się, jak wryta. Przy stole laboratoryjnym siedział kapitan Tousen, który trzymał głowę w dziwnym urządzeniu, przez które porucznik dwunastego oddziału patrzyła w jego niewidome oczy.

- Cześć, Nemu – wyjąkała. Oboje odwrócili się do dziewczyny, która nagle przypomniała sobie, że znajduje się w obecności kapitana. – Kapitanie Tousen, porucznik Kurotsuchi…

- Eiki Rei, nie musisz być zakłopotana – głos ciemnoskórego mężczyzny był lekko przytłumiony, gdy Nemu zdejmowała z jego głowy urządzenie. – Porucznik Kurotsuchi, kiedy będę mógł się spodziewać wyników?

- Jeszcze dzisiaj – kobieta spojrzała na czarnowłosą dziewczynę. – Możliwe, że nawet Rei je ci przyniesie, kapitanie Tousen.

Mężczyzna skinął głową i uśmiechnął się w kierunku młodej oficer. Bez najmniejszego wahania skierował się ku drzwiom pomieszczenia i wyszedł, skręcając w stronę, z której przyszła Rei.

- Nie wiedziałam, że będę ci przeszkadzać, Nemu – powiedziała, nadal zmieszana. – Nie spodziewałam się tu spotkać kapitana. Myślałam, że nimi zajmuje się twój ojciec.

- Zwykle tak – odpowiedziała kobieta, krzątając się za stołem. – Ale on nie ma cierpliwości do kapitana Tousena, który przy każdej okazji nazywa go kryminalistą. Oprócz niego, wszyscy w Gotei 13 pogodzili się z tym, że kiedyś jego poprzednik, kapitan Urahara, wyciągnął go z więzienia tylko z powodu geniuszu ojca…

Rei nie mogła uwierzyć. Już kolejna osoba w ciągu kilku ostatnich dni z własnej woli powiedziała coś o Uraharze Kisuke, podczas gdy wcześniej nigdy tego imienia nie słyszała. Po chwili dotarło do niej, że Nemu mówi dalej:

- Nie będzie ci przeszkadzało, jeśli w trakcie naszej rozmowy będę analizować dane z badania? – Rei pokiwała przecząco głową. – A co cię do mnie sprowadza?

Brunetka trzymała już w dłoniach karteczkę z wypisanymi liczbami.

- To jest pewna częstotliwość reiatsu, którą znalazłam przypadkowo, prowadząc śledztwo razem z kapitanem Hitsugayą. I zastanawiałam się, czy jest możliwość, żeby po tej częstotliwości odnaleźć kogoś na Ziemi?

Nemu wyciągnęła rękę po karteczkę i spojrzała na liczby. Zmarszczyła brwi i zamyśliła się na moment.

- Jesteś pewna, że to dobre liczby? – zapytała powątpiewająco. – To nie jest typowe reiatsu Shinigami. Ma za wysokie wartości. Bardziej przypomina…

Kobieta urwała, wpatrując się podejrzliwie w Rei.

- Gdzie to znalazłaś?

- Nemu, co to jest Hougyoku? – Eiki postanowiła iść za ciosem. Widziała, że już wytrąciła przyjaciółkę z równowagi.

Porucznik Kurotsuchi westchnęła. Położyła ręce na stoliku, przy którym siedziały i pochyliła się w stronę dziewczyny.

- Nie wiem, skąd znasz tą nazwę i gdzie zdobyłaś tą częstotliwość, ale nie powinnaś mieć do nich dostępu – wyszeptała. – To są zastrzeżone dane kapitańskie.

- Mówiłam ci, że wchodzę w skład grupy dochodzeniowej kapitana Hitsugayi – w głosie dziewczyny zaczynała przeważać niecierpliwość. – Miałam pozwolenie na piśmie. Odpowiesz mi na pytania, czy mam oficjalnymi kanałami dotrzeć do kapitana Kurotsuchi?

Rei widziała już, że Nemu się poddała. Podeszła do drzwi laboratorium i dokładnie je zamknęła. Wbiła też kilka liczb w panel znajdujący się przy framudze.

- Częstotliwość, którą masz zapisaną, lokalizuje ósemkę ludzi, nazywanych przez nas Vaizardami, zamaskowaną armią – zaczęła kobieta. – To czterech byłych kapitanów i czterech byłych poruczników Gotei 13. A Hougyoku to substancja stworzona przez Uraharę Kisuke, która spowodowała przemianę tamtych Shinigami.

- Czemu nikt nie wie o tych Vaizardach? – zapytała zaszokowana Rei po usłyszeniu krótkiej, ale jakże szczegółowej odpowiedzi. – Czemu ta sprawa nie wypłynęła na wierzch teraz, gdy z Rukongai znikają dusze?

- O Vaizardach wie tylko mój ojciec i ja. Teraz również ty – dopowiedziała po chwili i westchnęła. – Biuro 46 wydało na nich wyrok śmierci i lepiej, żeby nikt nie wiedział, że oni nadal żyją.

- Czworo innych kapitanów wie – powiedziała Rei, przypominając sobie, co chwilę wcześniej w bibliotece mówił jej mężczyzna. Widząc zdumione spojrzenie przyjaciółki, wyjaśniła. – Wczoraj kapitanowie Hitsugaya, Aizen, Soifon i Kyouraku byli na Ziemi, by przesłuchać Uraharę Kisuke. Shunsui powiedział mi dzisiaj, że Urahara poinformował ich, że cała ósemka żyje.

Nemu odetchnęła z ulgą.

- Ale nie powiedział im, że oni rozporządzają ogromną mocą – w jej głosie Rei również słyszała ogromną ulgę. – Proces, któremu zostali poddani dał im niewyobrażalną potęgę. Stali się Vaizardami, którzy mogą w każdej chwili założyć maskę Hollowa.

- I jest ich tylko ósemka? – upewniła się Rei. Gdy Nemu skinęła głową, dziewczynie wpadł do głowy pewien pomysł. – Czy masz gdzieś ich zdjęcia?

Porucznik Kurotsuchi podeszła do jednej z szafek, gdzie trzymała tajne akta i wyciągnęła z niej jedną teczkę. Podała przyjaciółce osiem fotografii. Rei uważnie je obejrzała, a z każdym kolejnym jej przerażenie rosło.

- To nie oni – wyszeptała. – To żadne z nich.

- O co chodzi?

- W Rukongai zostaliśmy zaatakowani przez Shinigami, który miał na połowie twarzy maskę – powiedziała. – Prawie zabił mnie i Shirou.

- To nie mógł być Vaizard – stwierdziła natychmiast porucznik dwunastej dywizji. – Oni mają maski na całych twarzach. A co się stało z tą waszą… hybrydą?

- Zabiliśmy go – odpowiedziała Rei, myślami będąc jeszcze raz przy tamtej misji.

- Więc gdzie jest ciało?

Obie Shinigami spojrzały na siebie zdziwione. Do tej pory nikt nie pytał o ciało obcego. Ale teraz Eiki zaczęła się zastanawiać, co się z nim stało. Po chwili potrząsnęła głową.

- Powiem kapitanowi Hitsugayi, czego się dowiedziałam – powiedziała po chwili rzeczowym tonem. – Nemu… Możesz zlokalizować dla mnie tą ósemkę?

Kobieta spojrzała na swoją młodą przyjaciółkę. Ich znajomość zaczęła się dziwnie. Wpadły na siebie w Akademii, gdzie ona była służbowo, z rozkazu swojego ojca. Miała znaleźć obiecujących absolwentów, którzy nadawaliby się do departamentu technologicznego. Zamiast nich, znalazła Rei, zbuntowaną, inteligentną Shinigami, która miała marzenie: służyć pod kapitanem Hitsugayą. Nigdy jej nie zwerbowała do dwunastej dywizji, dzięki czemu zaprzyjaźniły się. Nemu podeszła do pulpitu i wywołała radar reiatsu. Szybko wpisała dane, żeby zrobić to zanim się rozmyśli. Komputer odpowiedział od razu, pokazując zaskakującą informację. Kobieta odwróciła się do oczekującej brunetki.

- Wszyscy Vaizardzi znajdują się w jednym mieście, w Karakurze – powiedziała zdumiona. – Co tu się dzieje?

Eiki była już w drzwiach, gdy Nemu podeszła do niej ze zwitkiem papieru.

- Zanieś, proszę, wyniki badań kapitanowi Tousenowi – dodała z trudem. – I, Rei… Dowiedz się, co się tu dzieje. Znikające dusze w Rukongai, Vaizardzi w jednym mieście, w którym mieszkają też Urahara i Tsukabishi. Do tego ta nieznana hybryda. Porozmawiam z ojcem, ale nic nie obiecuję. I musimy znaleźć ciało, Rei… Musimy znaleźć ciało.

Dziewczyna tylko pokiwała głową i wybiegła z laboratorium, zaś zaniepokojona Nemu wyszła, by zobaczyć się z kapitanem Kurotsuchi.