Hmmm... Mam nadzieję, że wiecie, co to jest garota? To taka broń utworzona z bardzo mocno napiętej linki lub drutu. U mnie jest trochę zmodyfikowana, ale to nie wpłynie na nic ;]
Beta to, jak zwykle, dzieło Kharci, popełnione na nudnych godzinach biologii, względnie chemii ;]
Miłego czytania.
Edit: właśnie się dowiedziałam, że akurat ta beta została "popełniona" późno w nocy, w domu. Powodem innych jest zazwyczaj szkoła. Moja pomyłka :P
Rozdział 5
- Kapitanie, dziewiąta oficer Eiki do ciebie – Matsumoto, jak zwykle, wetknęła głowę przez lekko otwarte drzwi. – I mówi, że to nie może czekać.
Toushirou spojrzał na swoją porucznik znad wypełnianych dokumentów dywizji i szybko skinął głową. Jego myśli nadal krążyły wokół rozmowy, którą w nocy odbył z Uraharą i komentarza Kyouraku tuż po niej. Kapitanowi ósmej dywizji wydawało się, że banita był spięty i przerażony. Teraz patrzył, jak jego nowa Shinigami wślizguje się do gabinetu i podchodzi do biurka. Widział, że jest wzburzona.
- Co się stało, Eiki-san? – zapytał bez żadnych wstępów.
- Mogę usiąść? – odpowiedziała niegrzecznym pytaniem. – W drodze tutaj z kwatery głównej dwunastej dywizji musiałam jeszcze zaliczyć gabinet kapitana Tousena. I mówiłam ci, że masz mnie nazywać Rei.
Chłopak po raz pierwszy tego dnia się uśmiechnął i wskazał dziewczynie miejsce naprzeciwko swojego. Nie skomentował tego, że pominęła jego rangę, gdyż widział, że jest chwilowo zbyt zaaferowana.
- Powiesz mi, co się stało? – Hitsugaya powtórzył pytanie. – I co ty robiłaś w kwaterach dwunastej i dziewiątej drużyny?
- Po kolei, Shirou. Po kolei – Rei wzięła głęboki oddech, przy okazji patrząc wyczekująco w oczy kapitana. Zdziwiła się, że jej nie poprawił. – Wczoraj Juushirou opowiedział mi historię Urahary.
- Więc ty też do niego doszłaś? – wymamrotał chłopak. Eiki w odpowiedzi wyszczerzyła zęby.
- Dał mi też pozwolenie na przeszukanie biblioteki na kapitańskim poziomie – ciągnęła dalej, zwróciwszy uwagę na to, że przy jej ostatnich słowach Shirou zmarszczył brwi, ale nie przejęła się tym. – Znalazłam tam częstotliwość reiatsu charakterystyczną dla kogoś pomiędzy Shinigami i Hollowem oraz informacje o substancji zwanej Hougyoku.
Hougyoku… To było coś nowego dla Hitsugayi. Wyprostował się na krześle, uważnie słuchając tego, co ma do powiedzenia Rei.
- W bibliotece znalazł mnie Shunsui, który podał mi kolejny fragment układanki. Podobno w nocy Urahara mówił wam o ośmiorgu zaginionych przed stu laty wysokich oficerach Gotei 13, którzy teraz żyją na Ziemi – przy tych słowach lekko się zawahała, ale kontynuowała. – Gdy to usłyszałam, poszłam zobaczyć się z Nemu… porucznik Kurotsuchi. Chciałam, żeby znalazła mi ich wszystkich, przy okazji dowiedziałam się od niej kilku rzeczy. Cała ósemka Vaizardów, jak ich nazywa departament technologiczny, żyje w mieście Karakura i rozporządza mocą większą od Shinigami czy Hollowa. Widziałam ich zdjęcia. Ta hybryda, która nas zaatakowała nie była jednym z nich. Nie została stworzona przez Hougyoku. Ale mi się wydaje, że oni mogą nam coś powiedzieć. Dlatego proszę o pozwolenie na wypad na Ziemię. I Nemu mówiła jeszcze, że ciało hybrydy nigdy nie trafiło do departamentu technologicznego. Trzeba je znaleźć, może wtedy dostaniemy więcej danych.
Toushirou kilka razy próbował jej przerwać, ale mu się to nie udało. W końcu postanowił zaczekać, aż Rei opanuje słowotok i zapytać o wszystko jeszcze raz. Przez chwilę siedzieli w milczeniu, po czym westchnął.
- A czemu odwiedziłaś Tousena? – zapytał, by dać jej skończyć.
- Bo Nemu prosiła, żebym zaniosła mu wyniki jego badań – odpowiedziała, zdziwiona tym, że chłopak pyta.
- A teraz po kolei odpowiedz mi na moje pytania – zaczął. – Co to jest Hougyoku?
- Wynalazek Urahary Kisuke. To właśnie Hougyoku stworzyło Vaizardów. A z tego, co się domyśliłam, to ono uratowało ofiary tego strasznego eksperymentu. Więc Urahara został skazany bezpodstawnie – wykrzyknęła.
- Wczoraj zapewnił mnie, że nie jest winny i mu uwierzyłem – odpowiedział zamyślony Hitsugaya. – Więc trzymaj się tematu, Rei. Powiedz mi, kim są Vaizardzi i jak ich rozpoznać.
- Byli kapitanowie Gotei 13: Aikawa, Hirako, Muguruma i Otoribashi oraz troje poruczników i zastępca Korpusu Kidou: Mashiro, Sarugaki, Yadomaru i Ushouda. To Shinigami, których Biuro 46 skazało na śmierć za połączenie z Hollowami, ale wychodzi na to, że oni zostali w to wrobieni, nie przemienili się z własnej woli. Mogą w każdej chwili użyć zakazanych mocy. I, co jest najważniejsze, Vaizardzi mają pełne maski! Dlatego ten, co nas zaatakował, nie mógł do nich należeć.
Rei była wyraźnie podekscytowana swoim odkryciem. A kapitan, mimo że pełen podziwu dla zdolności swojej podwładnej, nie mógł na razie tego okazać.
- Teraz mi wytłumacz, o co chodzi z zaginionym ciałem.
- Nemu powiedziała, że ciało tej hybrydy, którą zabiliśmy, nigdy nie trafiło do departamentu technologicznego.
- Mogła się nim zająć kapitan Unohana – podpowiedział Shirou.
- To prawda – Eiki położyła sobie palec na usta i w spokoju próbowała się nad tym zastanowić. – Hej, Rangiku-san!
Toushirou zdrętwiał. Matsumoto wsunęła się do gabinetu, w jej oczach błyszczało rozbawienie, gdy spojrzała na siedzącą przy biurku dwójkę.
- Możesz zapytać kapitan Unohanę, czy trafiła do niej jakaś dziwna hybryda Shinigami i Hollowa? – zapytała, uśmiechając się do swojej przełożonej.
- Jasne, Rei-san – odpowiedziała, patrząc jednocześnie na swojego kapitana, który zrezygnowany pokiwał głową.
- Dzięki.
Po wyjściu rudowłosej porucznik, dziewczyna odwróciła się ponownie do chłopaka, który opierał łokcie na blacie i trzymał głowę schowaną między dłońmi.
- Nie ma na ciebie mocnych, co Rei? – zapytał, czym spowodował, że dziewczyna wybuchła głośnym śmiechem. Toushirou dziwił się, skąd ona bierze na to energię w takiej sytuacji.
- Nie – odpowiedziała, nadal się śmiejąc.
Hitsugaya wstał i podszedł do okna. Spoglądając na jasno oświetlony plac przed kwaterą główną dziesiątego składu, myślał o tym, co mu powiedziała jego oficer. Była bardzo szybka, podejrzewał, że wszystkie pozwolenia dostała od Ukitake w czasie, gdy on marnował czas na Ziemi. Szczerze mówiąc, cieszył się, że jej ze sobą nie zabrał. Była bardziej użyteczna w Seireitei niż w świecie żywych, jednak teraz sytuacje mogły się odwrócić. Wiedział, że wysłanie jej na spotkanie z Vaizardami mogło być niebezpieczne, ale dziewczyna powinna sobie poradzić ze swoją znajomością Kidou. Pokiwał głową i odwrócił się do oczekującej na odpowiedź brunetki.
- Jak tylko nadarzy się okazja do wypadu na Ziemię, który nie będzie się rzucał w oczy, idziesz – powiedział. – Nie mogę sobie pozwolić na wysłanie cię tylko z tym zadaniem, bo Urahara wczoraj starał się dać nam do zrozumienia, że Gotei 13 ma w swoich szeregach zdrajcę, ale nie wiem, na jakim stopniu. Chociaż jest ktoś, kogo chętnie bym podejrzewał…
Toushirou zacisnął zęby. Ichimaru, pomyślał gorzko. Jak tylko będę miał okazję, dopadnę cię. Nie pozwolę ci skrzywdzić Matsumoto.
Jakby na zawołanie porucznik wpadła do gabinetu bez pukania. Hitsugaya spojrzał na nią, unosząc brwi. Oczy Rei zabłysły ostrzegawczo.
- Kapitanie, przybył motyl Piekła od generała Yamamoto – wydyszała. – Chce widzieć wszystkich kapitanów i poruczników. Natychmiast.
Rei momentalnie zerwała się z miejsca, ale usadziło ją z powrotem spojrzenie chłopaka. Przeszedł obok niej, powiewając swoim haori. Eiki zapatrzyła się na przewieszony przez jego ramię Zanpakutou, Hyorinmaru. Będąc już przy drzwiach, odwrócił lekko głowę w stronę dziewczyny.
- Zaczekaj na mnie. Chcę jeszcze z tobą porozmawiać, a podejrzewam, że spotkanie nie potrwa długo – po chwili przypomniało mu się jeszcze coś. Uśmiechnął się lekko. – I nie nazywaj mnie Shirou. Jestem kapitan Hitsugaya.
Pożegnał go głośny śmiech dziewczyny.
* * *
Toushirou jak skamieniały wpatrywał się w przerażenie na twarzy Kuchiki Byakuyi. Pierwszy raz widział kapitana szóstego składu wytrąconego z równowagi. Jego porucznik, Abarai Renji, miał zaciśnięte pięści i głęboko oddychał. Ukitake był załamany. Aizen trzymał dłoń na ramieniu Hinamori. A Ichimaru się cieszył, jak zwykle. Nawet dyrektor departamentu technologicznego wydawał się zainteresowany, ale to w końcu on przyniósł im tę wiadomość.
- Czy możesz to powtórzyć, Kurotsuchi? – wyjąkał Byakuya.
- Radar reiatsu zgubił ślad Kuchiki Rukii, za to w mieście Karakura pojawiła się nowa, wyjątkowo silna sygnatura – powiedział obojętnym tonem, lekko przeciągając sylaby.
- Czy jest możliwe, że ktoś ukradł jej moce Shinigami? – zapytał Ukitake. – Czy zwykły człowiek jest do tego zdolny?
- Musiałby mieć bardzo silne reiatsu, na tyle silne, by ją zobaczyć – myślał głośno Mayuri. – I ona musiałaby przez przypadek przebić swoim Zanpakutou jego serce… Ale tak, to jest możliwe.
- Musimy ją odnaleźć – wyrwało się Renjiemu. Zwierzchnik zgromił go spojrzeniem.
- Poruczniku Abarai z szóstego składu – ostrzegł go Yamamoto. – Doskonale o tym wiemy. Jako opiekun wszystkich Shinigami w Gotei 13 nie pozwolę zwykłemu człowiekowi, jakkolwiek silny by nie był, zabrać mocy jednej z nas.
- Chciałbym złożyć oficjalną prośbę, by nadzorować poszukiwania – powiedział kamiennym głosem Kuchiki. – Ze względu na powiązania rodzinne.
- Udzielam pozwolenia – generał pokiwał głową. – Zbierz zespół. Kuchiki Rukia miała patrolować miasto Karakura…
W tym momencie kilku kapitanów wymieniło zdziwione spojrzenia. Ostatnio wiele wydarzeń było związanych z tym miastem. Hitsugaya jednak wpatrywał się w Kurotsuchi Nemu. Dziewczyna lekko się zmieszała, ale nie spuściła wzroku. Gdy wydawało się jej, że nikt nie patrzy, skinęła lekko głową dowódcy dziesiątego składu. Toushirou odetchnął. Najprawdopodobniej wiedział najwięcej z obecnych na sali, choć starał się obserwować Ichimaru. O dziwo, jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Po chwili chłopak podszedł do Ukitake i Kyouraku.
- Rozmawiałem dzisiaj z Rei – powiedział od niechcenia. – Sądzę, że będzie chciała wybrać się na Ziemię i dołączyć do poszukiwać Kuchiki Rukii.
Obaj kapitanowie zrozumieli, że Hitsugaya nie chce przy innych mówić o naprawdę poważnych sprawach. Skinęli głowami w odpowiedzi na poważne spojrzenie młodego Shinigami.
- Chciałbym prosić, żeby któryś z was zaproponował jej udział – dodał. – Ja, w natłoku wydarzeń, mogę zapomnieć porozmawiać z kapitanem Kuchiki.
- Wydaje mi się, że mógłbym to zrobić – odpowiedział Ukitake. – Ale uważam, że Rei powinna najpierw porozmawiać z Abarai-kunem.
- Przekażę jej to – Shirou nie spuszczał wzroku z Nemu, która stała za swoim ojcem i sprawdzała coś w terminarzu. Mayuri rozmawiał właśnie z Aizenem. Nagle spojrzała krótko na obu, potem zaś przez ułamek sekundy jej spojrzenie skrzyżowało się z wzrokiem młodego kapitana. Hitsugaya nagle zaczął się spieszyć. Specjalnie podniósł głos. – Ja muszę wracać. Zostawiłem Eiki-san bez opieki w moim gabinecie. Z jej temperamentem, wolałbym mieć na nią oko.
- Mówiłem ci, że możesz mieć kłopoty z Rei-chan, Hitsugaya-kun – odparł lekko rozbawiony Kyouraku.
Toushirou uśmiechnął się do niego krzywo. Kiwnął na Matsumoto, która oderwała się od rozmowy z Kirą. Chłopakowi nie podobała się przyjaźń obojga poruczników, bo wiedział, że Kira mówił o wszystkim swojemu ukochanemu kapitanowi, Ichimaru. W duchu jednak był częściowo zadowolony. Nadarzyła się okazja, by wysłać Rei na Ziemię. Musiała jednak dobrze się ustawić, a do tego potrzebny był jej kontakt z Abaraim. Hitsugaya przyspieszył w shuunpo. Chciał jak najszybciej przekazać swojej oficer wiadomość. Zostawił Matsumoto daleko w tyle, a sam wbiegł do gabinetu, budząc zdziwienie, a po chwili przerażenie Eiki. Dziewczyna podeszła do niego, gdy wyhamował przy samym oknie i przez moment patrzył przez nie na powoli zachodzące słońce. Okna kapitańskiego gabinetu w kwaterze głównej dziesiątej dywizji wychodziły dokładnie na wzgórze Soukyoku. Rei położyła mu dłoń na ramieniu, co sprawiło, że Toushirou drgnął i spojrzał na nią. Zdziwiła się, bo kapitan uśmiechał się. Był niecierpliwy, widziała to.
- Co się stało?
- Być może masz swoją szansę, Rei – powiedział cicho, ale stanowczo. – Kuchiki Rukia znikła z radarów reiatsu i Byakuya zbiera drużynę do poszukiwań. A zaginiona patrolowała…
- Miasto Karakura – dokończyła dziewczyna. Powoli na jej usta zaczynał wpływać uśmiech. – Ale ja sama…
- Nie, nie możesz się zgłosić – zgodził się Toushirou. – Ponieważ jesteś związana z grupą dochodzeniową. Z tego powodu ja też nie mogę cię zgłosić. Zrobi to Ukitake, ale ty musisz porozmawiać z porucznikiem Abarai.
- Z Renjim? – zapytała zdziwiona. – Dlaczego?
- Z nim też jesteś po imieniu? – upewnił się, powoli przyzwyczajając się do braku dyscypliny swojej podwładnej. Nie czekając na odpowiedź, kontynuował. – Musisz mieć możliwość oddalenia się od grupy na dłuższy czas, niezauważona. On może dać ci tę możliwość. Teraz możesz odejść.
Dziewczyna skinęła głową. Hitsugaya odprowadził ją wzrokiem do drzwi, a potem obserwował wybiegającą z kwatery głównej.
- Jest zdolna, prawda? – zapytała Matsumoto, która wsunęła się bezszelestnie do gabinetu. Toushirou nawet nie odwrócił się. Pokiwał tylko twierdząco głową. – Więc dlaczego tak bacznie ją obserwujesz, kapitanie?
- Bo jest nieprzewidywalna – odparł po chwili. – Jednak wątpię, żeby była zamieszana w znikanie dusz lub tę aferę sprzed stu lat. Ale jest w niej coś…
- Tajemniczego? – podpowiedziała porucznik.
- To też, ale mi chodziło o coś innego – Shirou odwrócił się od okna, gdzie ostatnie promienie słońca schowały się za wzgórzem egzekucyjnym. – Niebezpiecznego. Ale ufam Ukitake i jego osądowi. A Rei jest jego protegowaną.
Rangiku pokiwała głową.
- Czy będę jeszcze potrzebna? – zapytała po chwili.
- Nie, Matsumoto. Możesz iść.
Kobieta od razu wykonała polecenie. Toushirou pogładził z sentymentem rękojeść Hyorinmaru i doszedł do wniosku, że od bardzo dawna nie ćwiczył ze swoim Zanpakutou. Postanowił poświęcić wieczór swojemu partnerowi. Powoli wyszedł z kwatery głównej i skierował się na arenę treningową dziesiątego składu. Niebo powoli rozświetlało się gwiazdami i nisko wiszącym księżycem.
Wchodząc na teren areny, wiedział, że ktoś tam jest. Jego zmysły, przyzwyczajone do wykrywania ukrytego reiatsu, wychwyciły dobre maskowanie. Chłopak postanowił przyjrzeć się, kto z jego podwładnych ćwiczy po godzinach i potrafi się maskować, nie będąc w stopniu co najmniej porucznika. Stanął w cieniu rzucanym przez jeden z balkonów, z których walki najczęściej oglądali kapitanowie. Starał się dojrzeć coś w ciemnościach nocy. Na arenie znajdowała się jedna osoba. Nie miała na sobie hakamy Shinigami, ale Hitsugaya od razu poznał, kto trenuje. Długie włosy, okrywające postać od stóp do głów mogły należeć tylko do jednej osoby.
Rei.
Wyglądała inaczej. Miała na sobie przylegający do ciała strój, którego częścią były także sięgające ramion, czarne rękawiczki. Za każdym razem, gdy się obracała, długie pasma wirowały wokół niej, nie przeszkadzając. W jej dłoniach lśniły dwa krótkie, ostre jak brzytwa sztylety. Shirou uniósł brwi, gdy zauważył, że pochwa z jej Zanpakutou leży obok złożonej hakamy. Wszystkie jej ruchy były dopracowane, chociaż do perfekcji jeszcze nie doszła. Potrafiła jednak każde nieostrożne posunięcie wykorzystać z dobrym skutkiem. Posuwała się po całej arenie lekkim krokiem, czasami wpadając nieświadomie w tryb shuunpo, ale również wtedy wprawne oczy Hitsugayi nadążały za nią. Nie wiedział, jak długo ją obserwował, ale z czasem jej ruchy uległy zmianie. Ze świadomego stylu walki, charakterystycznego dla Shinigami, przeszła w chaotyczny, ale równie skuteczny styl Rukongai. Rei wyglądała, jakby stawiała czoła demonom własnej przeszłości.
Właśnie ponownie się okręciła, gdy obok ucha chłopaka świsnęło i nagle zniknęła mu z pola widzenia. Ułamek sekundy później białowłosy poczuł chłód metalu na swojej szyi, zaś koniuszek drugiego sztyletu trzymała przy jego plecach, na wysokości serca. Jego policzek musnęły długie włosy. Jego ucho owionął jej oddech, gdy wyszeptała kilka słów. W jej tonie czaiła się groźba.
- Kim jesteś i dlaczego mnie szpiegujesz?
- Rei, to ja – powiedział, z pozornym spokojem w głosie. – Możesz zabrać te sztylety, zanim coś mi zrobisz?
Oba znikły tak szybko, jak się pojawiły. Poczuł, że dziewczyna się cofnęła.
- Shirou – powiedziała głucho. – Co ty tu robisz?
- Miałem zamiar poćwiczyć z moim Hyorinmaru, ale zauważyłem, że arena jest już zajęta – wyjaśnił, nie wiedząc, czemu się tłumaczy. – Powiedz mi, co to było.
Rei spuściła wzrok i zaczerwieniła się. Nic nie mówiąc, przeszła obok niego i skierowała się do miejsca, gdzie zostawiła swoje rzeczy. Powodowany ciekawością poszedł za nią. Nie odzywał się, gdy zakładała hakamę na strój i przypinała pas z mieczem. Ale przynajmniej wyjaśniło się, dlaczego zawsze ma na sobie czarne rękawiczki.
- Usiądźmy – zaproponowała. Toushirou po raz pierwszy widział ją tak wyciszoną i spokojną. – Juushirou nie mówił ci, w jakich warunkach mnie znalazł?
Hitsugaya tylko pokiwał przecząco głową. Przygotowywał się psychicznie do wysłuchania historii swojej najnowszej podopiecznej. Odłożył Hyorinmaru i oparł się wygodnie o kamienny murek.
- Gdy trafiłam do Rukongai, zostałam zaatakowana przez dwójkę mężczyzn – zaczęła. Jej oczy wpatrzone były w punkt, którego spojrzenie chłopaka nie potrafiło dosięgnąć. Wróciła do swojej przeszłości. – Wymknęłam się im, zabierając ze sobą pamiątkę. Dwa sztylety, które zabrałam jednemu z nich, po tym jak przypadkowo go zabiłam. Ukryłam się w lesie. Tam znalazł mnie mężczyzna, który powiedział, że nauczy mnie walczyć krótką bronią, ale postawił warunek. Chciał, żebym czasami dla niego walczyła, w pokazowych walkach.
Białowłosy kapitan zacisnął zęby. Doskonale wiedział, czym są pokazowe walki. Pojedynki na śmierć i życie, w których obstawia się kogoś i wygrywa duże pieniądze. I Rei, tuż po trafieniu do Społeczeństwa Dusz została zwerbowana przez jednego z trenerów. Dziewczyna uśmiechnęła się smutno, obserwując reakcję Shirou. Odetchnęła i kontynuowała, nie dając po sobie poznać, jak trudny był dla niej powrót do tych wspomnień.
- Właśnie tam otrzymałam to nazwisko. Eiki, bo miałam wrodzony talent. Ten mężczyzna trenował mnie przez kilka lat, a ja zwyciężałam dla niego w turniejach. Pamiętam pierwszego człowieka, którego celowo zabiłam – jej oczy przez moment wypełniły się łzami, ale po chwili się opanowała. – Nie chciałam tego, ale wtedy podszedł do mnie mój trener i powiedział, że mnie zabije, jeśli ja nie wykończę przeciwnika. I podcięłam mu gardło. Potem uciekłam. Poznałam całe Rukongai, jego wszystkie zakamarki, wszystkie tajne przejścia i uliczki. Z ukrycia obserwowałam kapitanów Gotei 13 z cichą nadzieją, żeby któryś mnie stamtąd zabrał. Trener znalazł mnie po kilku tygodniach, wychudzoną i ledwo żywą, ale nadal zdolną do walki. Od tamtej pory nie próbowałam uciekać.
Przerwała na moment, by się pozbierać. Gdy zauważyła, że Hitsugaya chce coś wtrącić, podniosła dłoń.
- Pozwól mi skończyć – wychrypiała. – Któregoś dnia kazał mi walczyć z kobietą. To była dla mnie nowość, bo zawsze walczyłam z mężczyznami. Raz nawet zdarzyło mi się walczyć z Madarame Ikkaku, to było jeszcze zanim oboje znaleźliśmy się w Seireitei. W końcu oboje nie byliśmy zdolni do walki i uznano, że zremisowaliśmy. Ale ta kobieta… Była dla mnie nikim, mogłam ją roznieść w pył w kilku ruchach, jednym sztyletem. I nie potrafiłam. Ona mnie błagała wzrokiem o szybką śmierć, a ja nie potrafiłam jej zabić. Schowałam sztylet do pochewki przy bucie. To okazało się być błędem.
Eiki podniosła dłonie do czarnej tasiemki, którą zawsze nosiła na szyi i odwiązała ją. Oczom Toushirou ukazała się czerwona blizna naokoło karku. Wciągnął głośno powietrze i spojrzał na nią z przerażeniem.
- Mój trener miał przy sobie zmodyfikowaną garotę. Długą metalową linkę, którą natychmiast owinął wokół mojej szyi, stopniowo ją zaciskając – już tylko szeptała. Nie była w stanie mówić normalnie. – Zapytał mnie, czy dokończę robotę. Odparłam, że nie. Zacisnął drut mocniej i powtórzył pytanie. Ja znowu odpowiedziałam, że nie. Wtedy poczułam krew. Nie mogłam oddychać. I usłyszałam najpiękniejsze słowa w moim życiu. Hadou, numer 33. Zemdlałam. Ocknęłam się w Seireitei, a przy moim łóżku siedział Juushirou, który od tamtej pory nieustannie mnie trenuje. Ale nie było mu łatwo. Byłam złośliwa, ale wtedy mówił, że zachowuję się jak Hirako. Buntowałam się, a on mi mówił, że jestem jak Byakuya. Zawsze znajdował porównanie, a ja go za to nienawidziłam. Z biegiem lat zaczęłam doceniać jego cierpliwość i oddanie. On mnie wychował na człowieka.
Umilkła, zapatrzona w dal. Nie chciała patrzeć na reakcję Toushirou. Przyznała się mu do wszystkich złych uczynków, jakie w życiu popełniła – do mordowania niewinnych. Zacisnęła dłonie. Wiedziała, że nie zasługiwała na służenie w oddziałach Gotei 13, a już na pewno nie powinna być oficerem. Wtedy poczuła dłoń Shirou na swoim ramieniu i została przyciągnięta przez chłopaka. Przycisnął jej głowę do siebie, a drugą ręką objął plecy.
- Płacz – wyszeptał jej prosto do ucha. – To normalna reakcja. Płacz.
Czując ciepło ciała swojego kapitana, które ogrzewało ją w chłodną noc i słysząc miarowe bicie jego serca, Rei zrzuciła ze swoich ramion ciężar doświadczeń i rozpłakała się. Ale nie pozwoliła sobie długo rozpaczać. Była Shinigami, a to zobowiązywało. Musiała być silna. Próbowała się podnieść, ale Toushirou mocno ją trzymał. Po chwili usłyszała jego głos.
- Przyszedłem tu potrenować. Chciałabyś mi może asystować, czy jesteś zbyt zmęczona?
Uśmiechnęła się pod nosem i próbowała pokiwać twierdząco głową. Dopiero wtedy pozwolił jej wstać. Rei wyciągnęła ręce do swojego dowódcy i pociągnęła go. Wyjęła z pochwy swój Zanpakutou i stanęła naprzeciw niego.
Gdy ich miecze zderzyły się po raz pierwszy, uśmiechnęła się i wypowiedziała dwa słowa.
- Dziękuję, Shirou.
Nie poprawił jej.
* * *
- Renji! Renji, zaczekaj na mnie!
Następnego dnia Rei wstała dość późno i nie miała wiele czasu dla siebie przed rozpoczęciem służby. Dlatego natychmiast po przebudzeniu skierowała swoje kroki do kwatery głównej szóstej dywizji. Zamierzała postąpić dokładnie tak, jak powiedział jej Shirou. Gdy tylko weszła do budynku, zauważyła swoje nazwisko na liście osób wyruszających na Ziemię w poszukiwaniu Rukii, a obok nazwisko Ukitake, jako kapitana rekomendującego. Chwilę później jej oczom ukazał się Renji. Usłyszawszy wołanie, mężczyzna odwrócił się. Nie spał w nocy zbyt długo, bo jego myśli zajmowała tylko przyjaciółka z dzieciństwa, więc nie był w najlepszym nastroju.
- Czego chcesz, Eiki? – zapytał opryskliwie, czym dziewczyna zupełnie się nie przejęła.
- Wiesz może, jak będzie wyglądał podział na grupy na Ziemi? – zapytała, przechodząc od razu do rzeczy, bo nie chciała się spóźnić do własnej kwatery.
- Wiem, bo ja jestem za to odpowiedzialny – powiedział, wznawiając marsz. Rei od razu go dogoniła. – Czego jeszcze chcesz?
- Czy będą grupy jednoosobowe?
- Tak, ale ty w takiej nie będziesz.
Eiki chwyciła go za rękę i szarpnęła. Zatrzymali się na środku korytarza i zaczęli mierzyć się gniewnymi spojrzeniami.
- Muszę być sama, Renji – powiedziała dobitnie.
- Dlaczego?
- To nie twój interes – syknęła. – Mam swoje rozkazy.
- Ja też mam rozkazy, Eiki.
Abarai próbował się ruszyć, ale dziewczyna nadal mocno go trzymała. Dodatkowo poczuł nieznaczny dotyk ostrego metalu na swoim odsłoniętym nadgarstku.
- Mogę to podciągnąć pod atak na starszego stopniem oficera, Rei – powiedział z błyskiem w oku, pierwszy raz tego dnia zwracając się do niej po imieniu.
- Ale tego nie zrobisz – jej rysy twarzy złagodniały. – Renji, od kiedy jestem w grupie dochodzeniowej mam prawo zażądać wszystkiego od każdego, ale nie chcę tego wykorzystywać. Wiesz, że w moim interesie leży dobro Społeczeństwa. Więc ułóż tak grafik, żebym była sama.
Czerwonowłosy porucznik spojrzał na niską brunetkę. Jej włosy były przerzucone przez ramiona, dlatego wyglądała, jakby miała na sobie haori. W jej oczach widział zdecydowanie. Poruszył lekko dłonią i poczuł, że sztylet znika z jego nadgarstka.
- Będziesz sama – ustąpił w końcu. – Ale będę miał na ciebie oko, Rei. Jesteś jeszcze niedoświadczona.
Dziewczyna zaklęła.
- Nie chcę mieć na głowie Byakuyi – powiedziała ostro. – A ty pewnie będziesz przy nim. Więc lepiej nie kłopocz sobie mną głowy. Wiem, co muszę zrobić. A w znikaniu jestem dobra.
Renji westchnął. Wiedział, że to prawda, bo czasami widział ją w Rukongai, już jako porucznik kapitana Kuchiki. Zawsze potrafiła mu zniknąć z oczu, jak zaszczute zwierzę.
- Możesz mi obiecać, że będziesz ostrożna?
W oczach dziewczyny rozbłysły ogniki zadowolenia. Kiwnęła twierdząco głową, zadowolona, ze swoich umiejętności kłamcy. Gdyby ktokolwiek wiedział, że ma zamiar spotkać się z ludźmi, których Biuro 46 skazało na śmierć, nie dostałaby w ogóle pozwolenia.
- Wygrałaś. Zmienię grafik – wyglądał jak męczennik, ale uśmiechał się przyjaźnie. Za to właśnie Rei go lubiła.
Puściła jego rękę i odwróciła się, by odejść, gdy niechcący wpadła na kogoś. Potrząsnęła głową i spojrzała na mężczyznę.
- K-kapitan Tousen – wyjąkała. Ostatnio jakoś często na siebie trafiali. – Przepraszam.
Dziewczyna chciała go wyminąć, gdy ten niespodziewanie złapał ją delikatnie za ramię. Rei zamarła w pół kroku.
- Eiki Rei, miałem zamiar dzisiaj cię do siebie poprosić, ale widzę, że nie będzie już takiej potrzeby – powiedział melodyjnym głosem, który tak się jej podobał.
- Czegoś ode mnie potrzebujesz, kapitanie?
Eiki zauważyła, że Renji uważnie się im przygląda. Lekko się zaczerwieniła pod jego spojrzeniem, ale nie spuszczała wzroku z Tousena.
- Zastanawiałem się, czy nie chciałabyś się uczyć wyższych stopni Kidou.
Nie miała pojęcia, jak odpowiedzieć. Nie spodziewała się takiej propozycji od samego kapitana. Również Renji wyglądał jak ogłuszony. Powoli podniosła głowę, by spojrzeć w twarz rozmówcy.
- Ja… bardzo bym chciała, kapitanie Tousen – odpowiedziała. – Ale najpierw muszę mieć zgodę mojego zwierzchnika.
- To całkowicie zrozumiałe, Eiki Rei – ciemnoskóry mężczyzna pokiwał głową. – To dobrze, że przestrzegasz regulaminu.
Eiki pokiwała głową i bezgłośnie odetchnęła, gdy Tousen zabrał swoją dłoń. Bardzo lubiła kapitana dziewiątego składu, ale taki kontakt fizyczny wydawał się jej nie na miejscu. Uśmiechnęła się jeszcze nerwowo do Renjiego i wybiegła z budynku. Pomknęła w tempie shuunpo do kwatery głównej swojej dywizji i wpadła jak burza na korytarz, gdzie mieścił się gabinet Shirou. Jednak drogę zastawiła jej Matsumoto.
- Nie możesz tam teraz wejść – powiedziała poważnie. – Kapitan ma gościa.
- Kogo? – zapytała zaciekawiona.
- Gina – w głosie porucznik Rei słyszała nostalgię.
- Jesteście przyjaciółmi, prawda? – Eiki nie potrafiła sobie wyobrazić, jak ktoś mógł się przyjaźnić z takim typem jak Ichimaru, ale nie komentowała tego.
Rangiku skinęła głową. Po chwili zaduma znikła z jej twarzy i spojrzała na podwładną. Uśmiechnęła się ciepło.
- Jak Gin wyjdzie, poślę po ciebie. Tymczasem możesz wracać do swoich obowiązków.
Brunetka skinęła głową i odeszła, by zająć się porządkowaniem raportów dotyczących dochodzenia. Jej uwagę natychmiast przykuła notka od departamentu technologicznego. Podpisana była przez Nemu, a zaadresowana do Shirou. Wzięła ją do ręki i przesunęła wzrokiem po jej treści.
Porucznik Kurotsuchi informowała, że ciało hybrydy nadal nie zostało znalezione. Rei odszukała wiadomość od kapitan Unohany. Ta informowała, że zwłoki nigdy nie trafiły do czwartej dywizji, a ona nie zaprzątała sobie tym głowy, bo myślała, że ma je kapitan Kurotsuchi. Zaczynało się robić nieprzyjemnie. W tym momencie nie istniał żaden dowód na to, że zaatakowała ich hybryda Shinigami i Hollowa. Nie było powodu na prowadzenie dochodzenia w kierunku Urahary i jego Vaizardów. Ale Eiki wiedziała, że te dwie sprawy się wiążą. Zacisnęła pięści i uderzyła w ścianę. Ktoś celowo pozbywał się dowodów.
- Możesz sobie coś zrobić – usłyszała głos dochodzący od strony wejścia.
Toushirou wszedł do jej małego biura i zamknął za sobą drzwi. Podszedł do okna i usiadł na parapecie, przyglądając się dziewczynie.
- Czy wszystkie notki zaadresowane do mnie trafiają na twoje biurko? – zapytał od niechcenia, patrząc na wiadomość od Nemu.
- Tylko te, które dotyczą dochodzenia – odpowiedziała natychmiast z bezczelnym uśmiechem. – Co chciał Ichimaru?
- Powiedział, żebym uważał na swoją nową pupilkę, bo wtyka nos w nie swoje sprawy. A tak przy okazji, gdzie ty wtykałaś swój nos? – dodał, patrząc na nią uważnie.
Rei patrzyła na Toushirou pytającym wzrokiem, po czym w jej oczach zaświtało zrozumienie. Zaklęła pod nosem. Chłopak drgnął, słysząc niecenzuralne słowo w jej ustach.
- Przeglądałam akta sprawy, w której oskarżeni zostali Urahara i Tsukabishi. Oprócz nazwiska Aizena, Urahara wymienił jeszcze dwa: Ichimaru i Tousena. Tylko Ichimaru nie miał alibi. Ale mógł przecież spać, bo wszystko działo się w nocy – powiedziała po chwili zastanowienia. – A mówiąc o Tousenie…
- Wiem, przysłał mi motyla – rzucił Hitsugaya. – Chce cię uczyć Kidou.
Popatrzył na nią pytająco.
- Chciałabym się uczyć, ale teraz nie mam do tego głowy – Rei spuściła wzrok. – Czeka mnie misja na Ziemi, a potem dalsza część dochodzenia. Czy możesz to rozważyć, jak rozwiążemy sprawę?
Chłopak uśmiechnął się, gdy powiedziała „rozwiążemy". Skinął jej głową i skierował do drzwi. Przed wyjściem się jeszcze zatrzymał, przypominając sobie o pytaniu, które go do niej sprowadziło.
- Kiedy wyruszasz na Ziemię?
- W nocy – odpowiedziała.
- W takim razie powodzenia.
Gdy Rei podniosła głowę znad papierów, które przyciągnęły jej uwagę, Shirou już nie było w pokoju.
