Wiem, późno. Ale to nie moja wina, że moja beta (i ja przy okazji) jest w klasie maturalnej i nie ma teraz na nic czasu. Ale o nic się nie martwcie, ja już zabrałam się za pisanie następnej części Alternatywy. Betowała kharcia, miłego czytania.
Rozdział 6
Przed bramą Senkai zebrała się mała grupa Shinigami. Wszyscy utworzyli okrąg wokół kapitana Kuchiki i porucznika Abarai. Rei stała naprzeciwko Byakuyi i ze współczuciem wpatrywała się w jego twarz, która od dwóch dni przypominała kamienną maskę. Musiała przyznać, że Renji sprawnie i szybko zorganizował oddziałek. W jego skład wchodzili członkowie różnych dywizji. Dziewczyna widziała kilka osób od Juushirou i kilka od Shunsui. Był nawet ktoś od kapitana Aizena. Prawdopodobnie porucznik Hinamori wyprosiła ich udział.
Rei skrzywiła się, gdy pomyślała o dziewuszce, naprawdę jej nie znosiła. Szybko jednak otrząsnęła się z natrętnych myśli i skupiła na słowach Renjiego, który wyjaśniał organizację pracy na Ziemi.
- … W terenie będą pracować także pojedyncze osoby, mające na celu koordynację pozostałych grup – powiedział, patrząc prosto na nią. – Wyznaczone do tego zostały trzecia oficer Kotetsu ze składu kapitana Ukitake i dziewiąta oficer Eiki ze składu kapitana Hitsugayi.
Rei odetchnęła z ulgą. Zastanawiała się, czy Renji nie zrobi jej głupiego dowcipu, z jakich kiedyś słynął, ale widziała, że służba pod kapitanem Kuchiki go utemperowała. Patrzyła ze spokojem, jak Byakuya otwierał bramę Senkai. Jeszcze raz sprawdziła, czy ma wszystko: Zanpakutou przy pasie, sztylety przy butach, zaś w kieszeniach hakamy osiem zdjęć przedstawiających Vaizardów. Wiedziała, że musi ich znaleźć w trakcie tej jednej misji, a nie wiedziała ile potrwa odszukanie Rukii. Powoli przeszła przez portal i po krótkim pobycie w świecie między światami znalazła się na Ziemi.
Shinigami znowu zgromadzili się wokół kapitana Kuchiki. Na jego krótkie skinięcie wszyscy się rozeszli, błyskawicznie wchodząc w tryb shuunpo. Rei zdołała jeszcze kiwnąć głową Renjiemu i już jej nie było. Zastanawiała się, gdzie rozpocząć poszukiwania. Przez całą noc włóczyła się po ulicach miasta, by z nadejściem poranka zostać porwaną przez tłumy młodych ludzi spieszących się do szkoły. Bez problemu weszła do budynku i odszukała sekretariat. Miała nadzieję znaleźć tam chociaż jedno nazwisko z jej listy.
Niestety, nie znalazła nic. Najbardziej jednak się zdziwiła, gdy jeden z uczniów, wysoki chłopiec o czarnych włosach i zaciętej minie rzucił jej dziwne spojrzenie zza prostokątnych okularów. Już chciała go o coś zapytać, gdy zniknął jej w tłumie. On mnie widział, jestem tego pewna, pomyślała, wychodząc ze szkoły. Była tak zamyślona, że nie zwróciła uwagi na małą, czarnowłosą dziewczynkę, która od dłuższego czasu szła obok niej. Rei zdrętwiała, gdy ta przemówiła.
- Czy jesteś może Shinigami ze składu kapitana Hitsugayi albo kapitana Kyouraku? – zapytała uprzejmie, nie patrząc na rozmówczynię, ale, jak gdyby nigdy nic, przed siebie.
- Tak – odpowiedziała Eiki przez zaciśnięte gardło. – Jestem Eiki Rei, dziewiąta oficer w dziesiątej dywizji. A ty kim jesteś?
- To nieważne – twarz dziecka rozjaśnił uśmiech ulgi. – Urahara-san chce się z tobą widzieć. Jak najszybciej.
- Prowadź do niego – powiedziała Rei. Nagle wszystko stało się trochę łatwiejsze.
Dziewczynka zaprowadziła ją do małego, obskurnego sklepiku, starannie ukrytego przed wzrokiem ludzi. Na schodach siedział ciemnoszary kot, który zmierzył wchodzącą Shinigami ostrym jak brzytwa spojrzeniem. Po plecach dziewczyny przeszły dreszcze. Odwróciła się do swojej przewodniczki, ale ta znikła już w głębi sklepu. Zza niedomkniętych drzwi wyszedł po chwili jasnowłosy mężczyzna w średnim wieku, chowający oczy w cieniu kapelusza w zielone i białe pasy.
- Witaj, Eiki-san – powiedział spokojnie, w jego głosie Rei słyszała nutkę rozbawienia. – Cieszę się, że Ururu tak szybko znalazła kogoś, kogo potrzebowałem.
- Ty jesteś Urahara Kisuke? – upewniła się, choć widziała jego zdjęcie w laboratorium Nemu. – W takim razie też jesteś kimś, kogo potrzebuję.
Mężczyzna wybuchnął gromkim śmiechem. Uspokoił się dopiero, gdy kot przeszedł obok jego nóg i machnął mocno ogonem. Rei mogłaby przysiąc, że przeprosił zwierzę za swój wybuch.
- Byłem pewien, że ktoś będzie na tyle sprytny, że dojdzie do Vaizardów – uśmiechnął się. – Kto ci powiedział, że żyją? Kyouraku czy Hitsugaya?
- Shunsui, chociaż jestem z dziesiątego składu – dziewczyna instynktownie wiedziała, że Uraharze mogła do pewnego stopnia zaufać, byle nie dać się wmanewrować w jego działania.
- Shunsui… – Urahara zacmokał z niedowierzaniem. – Wielu jest kapitanów, do których zwracasz się po imieniu, dziewiąta oficer Eiki?
Rei uśmiechnęła się, po czym tknięta nagłym przeczuciem szybko złapała za rękojeść swojego Zanpakutou i odwróciła się w kierunku drzwi do sklepu. Stał w nich młody mężczyzna o krótkich blond włosach i rudy chłopczyk.
- Ciężko go było znaleźć, Urahara-san – wydyszał mały i usiadł na podłodze.
- Dziękuję ci, Jinta – gospodarz uśmiechnął się do chłopca i skinął głową przybyszowi. – A tobie dziękuję, że przyszedłeś.
- Nie ma sprawy, Kisuke – odparł blondyn, przyglądając się jednocześnie Rei. – Kto to jest?
- Nie przedstawiłem was sobie? – zapytał lekko przeciągając sylaby, co zaczynało powoli irytować dziewczynę. – To jest Eiki Rei, dziewiąta oficer w dziesiątym składzie. Eiki-san, to jest…
- Wiem, kto to jest – przerwała mu zafascynowana brunetka. – Hirako Shinji. Były kapitan piątego składu. Obecnie Vaizard.
Wspomniany mężczyzna uniósł brwi i posłał jej zdziwione spojrzenie. Potem odwrócił się do Urahary.
- Kisuke, rozumiem, że kapitanom nic nie powiedziałeś, ale skąd ona tyle wie?
- Może sama ci to wyjaśni? – zaproponował spytany. – Moja rola się skończyła.
- Nie tak prędko – zaprotestowała Eiki. – Co się stało z Kuchiki Rukią, Urahara?
Blondyn uniósł głowę tak, by mogła spojrzeć w jego oczy. Wyczytała w nich oczywiste kłamstwo, lecz jednocześnie nie widziała szans na wyciągnięcie z tego człowieka jakichkolwiek informacji.
- Kuchiki Rukia? Kto to?
Rei prychnęła oburzona. Okręciła się gwałtownie, a lekki wietrzyk wywołany przez jej włosy wzburzył kurz z podłogi. Patrząc na tuman pyłu, Urahara odwrócił się w stronę zaplecza sklepu i zawołał dzieci.
- Nic tu po nas, Rei – powiedział zmęczonym tonem Hirako. – Chodźmy się przejść.
Wyszli razem z budynku i spacerując powoli ulicami miasta, doszli nad rzekę, gdzie w spokoju usiedli. Eiki wyczuwała bardzo silne wibracje od mężczyzny i domyślała się, że to maskowanie olbrzymiego reiatsu tak na nią działa.
- Co chcesz wiedzieć? – zapytał, patrząc na płynącą wodę.
- Czy to Urahara was stworzył? – wypaliła, nie zastanawiając się wiele.
Hirako rzucił jej krótkie, rozbawione spojrzenie.
- Kisuke nas uratował – sprostował. – Gdyby nie jego wynalazek…
- Hougyoku?
- Ile ty tak naprawdę wiesz? – mężczyzna w końcu na nią spojrzał uważnie. Rei musiała przyznać rację Juushirou. Blondyn naprawdę miał złośliwy wyraz twarzy, ale w przeciwieństwie do Ichimaru, wydawał się godny zaufania.
- Prawie nic – odpowiedziała, zgodnie z prawdą. – Miałam nadzieję, że powiesz mi więcej.
- O czym? – zapytał, znając już odpowiedź.
- Co się stało sto lat temu?
Hirako westchnął ciężko.
- Powstali Vaizardzi. Nic innego nie mogę ci powiedzieć, Rei. Takie mamy zasady.
- Do diabła z zasadami – wrzasnęła. – Z Rukongai znikają ludzie! Mnie i Shirou zaatakowała hybryda Shinigami i Hollowa, a ciało zniknęło w tajemniczych okolicznościach. Nikt w Seireitei nic nie wie! Wszystko może się powtórzyć, znowu mogą zginąć niewinni. Lub zostać oskarżeni.
Gdy skończyła mówić, spojrzała z niedowierzaniem na rozmówcę, który odrzucił głowę do tyłu i zaczął się śmiać.
- Jesteś może protegowaną Ukitake? Bo mówisz tak, jak on.
W kącikach oczu blondyna pojawiły się łzy, które otarł jednym palcem. Rei uniosła brwi ze zdziwienia. Zanim zaczęła ponownie mówić, zaczekała, aż Hirako przestanie się śmiać, ale były Shinigami nie dał jej dojść do słowa.
- Nie mogę ci powiedzieć, kto za tym stał, bo sam nie jestem pewny, kogo widziałem. To było tak dawno… Wiem jedno, powinnaś strzec się chłopaka o nazwisku Ichimaru – mężczyzna spojrzał w niebo. – Chociaż nie sądzę, że go znasz. Był geniuszem, ale niestabilnym emocjonalnie, więc już dawno zapewne został odizolowany od reszty Shinigami.
- Ichimaru? Ichimaru Gin? – zapytała z niedowierzaniem Rei. Postanowiła nie zwracać uwagi na fakt, że po raz kolejny tego dnia została jawnie okłamana.
Blondyn spojrzał na nią zdziwiony.
- Znasz go?
- Ichimaru Gin to kapitan trzeciego składu – wyjaśniła.
Hirako podniósł się gwałtownie i pomógł Eiki wstać. Złapał ją za rękę i pociągnął w bardzo szybkim shuunpo, które wydało się jej nawet szybsze niż kapitana Tousena.
- Gdzie mnie zabierasz? – starała się przekrzyczeć wiatr.
- Do innych – odpowiedział wyraźnie. – Musisz opowiedzieć pozostałym, co się dzieje w Społeczeństwie Dusz.
Rei uśmiechnęła się w duchu i pozwoliła się ciągnąć byłemu kapitanowi piątej dywizji. Urahara przedstawił ją jednemu Vaizardowi, ten miał doprowadzić ją do reszty.
Zatrzymali się gwałtownie przed budynkiem, który na pierwszy rzut oka wyglądał na opuszczony. Dopiero po chwili Eiki zauważyła barierę Bakudou. Musiała być bardzo wysokiego stopnia, żeby się tak dokładnie maskować. Hirako podszedł do niej i położył na niej rękę, nadal mocno trzymając ramię towarzyszki.
Gdy tylko weszli do podniszczonego magazynu, zza rogu wyskoczyła niska dziewczyna. Rei instynktownie się uchyliła, przez co noga atakującej trafiła w ramię Hirako.
- Hiyori! – jęknął blondyn. – Co ty robisz?
- Czemu przyprowadziłeś tu Shinigami, ty idioto? – wrzasnęła. – Teraz będziemy musieli ją zabić.
- Ty musisz być Sarugaki Hiyori – powiedziała z namysłem Rei, patrząc na wykrzywioną wściekłością twarz blondynki. – Jestem Eiki Rei. Przyszłam prosić o pomoc.
- W czym? – zapytała drwiąco. – Jak wywołać Bankai? Poproś Hirako, on chętnie ci pomoże.
- Hiyori! – z głębi pomieszczenia dobiegł męski krzyk. – Nie obrażaj naszego gościa. Panna Shinigami szuka u nas pomocy. A wiesz, że rzadko się to zdarza.
- Kensei, posłuchaj, co ona ma do powiedzenia – wtrącił się Hirako, masując nadal bolące ramię. – Nie uwierzysz, co się działo podczas naszej nieobecności.
Muguruma Kensei, były kapitan dziewiątej dywizji, wyszedł zza rogu i spojrzał na Rei. Kiwnął na nią ręką, wskazując, że ma iść za nim. Dziewczyna natychmiast posłuchała polecenia. Wiedziała, że mógł być niebezpieczny i nie chciała wypróbowywać jego cierpliwości. Srebrnowłosy zaprowadził ją do piwnicy, wielkości hali sportowej czy jaskini. Potem usiadł między młodą dziewczyną o zielonych włosach i drugą, starszą o czarnych włosach. Rozpoznała w nich byłych poruczników, Kunę i Yadomaru. Hirako stanął za Rei i położył jej rękę na ramieniu, zmuszając żeby też zajęła miejsce. Zrobiła to trochę niechętnie, ale postarała się usiąść tak, by mieć jak najszybszy dostęp do sztyletów. Kensei roześmiał się.
- Sztylety, tak? – kilku innych Vaizardów również się uśmiechnęło, widząc zdumienie na twarzy dziewczyny. – Nie wiedziałem, że Shinigami posługują się nimi. Ale nie z nami te numery. Byle noże nie dadzą ci przewagi.
- Nie przybyłam z wami walczyć – powiedziała przez zaciśnięte zęby, czując, że temperament zaczynał brać górę nad cierpliwością. – Szukam pomocy.
- Rei powiedziała mi, że z Rukongai znikają dusze, a ją i jej kapitana zaatakowała hybryda Shinigami z Hollowem. Zastanawia się, czy odpowiedzialne jest za to Hougyoku, zaś ja ostrzegłem ją przed Ichimaru – streścił Hirako, nie przejmując się gniewnymi spojrzeniami Lisy i Kenseia, gdy wspomniał o Ginie. – Zgadnijcie, co mi odpowiedziała.
- Shinji, daj dziewczynie mówić – zgasiła go brunetka w okularach. Rei uśmiechnęła się do niej z wdzięcznością.
- Ichimaru Gin jest kapitanem trzeciego składu – powiedziała, zgodnie z prawdą.
- Słucham? – jeden z mężczyzn zadał spokojnie pytanie, ale nikogo nie zwiódł udawaną obojętnością. Rei wiedziała, kim jest ten Vaizard. Otoribashi Roujuurou, poprzednik wspomnianego dowódcy.
- Rose – Lisa natychmiast przywołała go do porządku, po czym zwróciła się do gościa. – Możesz nam powiedzieć, kim są kapitanowie składów siódmego, piątego i dziewiątego?
- Kapitan Komamura Sajin z siódmego składu, kapitan Aizen Sousuke z piątego i kapitan Tousen Kaname z dziewiątego – odpowiedziała posłusznie.
Wszyscy Vaizardzi zachowali spokój.
- Kto jest twoim przełożonym, Eiki Rei? – zapytał zrezygnowanym tonem Kensei.
- Hitsugaya Toushirou – odpowiedziała, ale po chwili zmitygowała się, że Vaizardzi nie mogli znać tego nazwiska. – Jestem protegowaną Ukitake Juushirou i przyjaźnię się z Kyouraku Shunsui. Jedynym kapitanem oprócz nich, któremu ufam, jest Kuchiki Byakuya.
Vaizardzi pokiwali głowami. Rei widziała, że gdy wymieniła nazwisko Kyouraku, oczy Lisy zwęziły się, a Kensei delikatnie ją objął jednym ramieniem.
- Czyli jesteś godna zaufania – doszedł do wniosku Rose. – Posłuchaj mnie uważnie, dziecko. My nie mówimy o tym, co się działo sto lat temu. Taką złożyliśmy obietnicę, sobie i Uraharze. Ale wiedz jedno. Shinji dobrze zrobił, ostrzegając cię przed Ichimaru. Pamiętaj jednak, że Gin jest tylko pionkiem, choć na tyle silnym, że do walki z nim będziesz potrzebowała Bankai.
- Nie rozumiecie, że chodzi o bezpieczeństwo Społeczeństwa Dusz? – zapytała zrozpaczona, nie widząc już szans na wsparcie lub pomoc z ich strony.
- A co nas ma obchodzić Społeczeństwo Dusz, skoro nałożyło na nas wyrok śmierci? – zapytała Hiyori z szyderstwem w głosie.
Rei musiała przyznać jej rację. Ona najprawdopodobniej też miałaby opory przed udzieleniem pomocy w takiej sytuacji. Wobec tego złapała się drugiej opcji.
- Możecie nauczyć mnie uwalniać Bankai?
Wśród zamaskowanej armii rozległy się stłumione chichoty. W końcu odezwał się Kensei, który wyglądał na przywódcę grupy. Rei jednak już zauważyła, że to tylko pozorna władza, gdyż prawdziwym liderem Vaizardów był Hirako.
- A masz tyle czasu?
Dziewczyna pokręciła przecząco głową.
- Mam czas do znalezienia Kuchiki Rukii – odpowiedziała, tracąc ostatnią nadzieję. Wtedy wstał krępy mężczyzna o różowych włosach.
- Możliwe, że ja coś na to poradzę.
Vaizardzi spoważnieli i spojrzeli wyczekująco na Hirako. Rei nie miała pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi, ale sądziła, że może tam istnieć krztyna sensu. Blondyn przewrócił oczami i wzruszył ramionami. Nie patrząc na Shinigami, złapał ją za ramię i pociągnął na środek piwnicy.
- To jest Hachi – mruknął. – Były zastępca dowódcy Korpusu Kidou.
Wtedy Rei sobie przypomniała. Ushouda Hachigen, mistrz Kidou. Nie wiedziała jednak, co magia demonów mogła pomóc, gdy czasu było za mało.
Hirako zostawił ją na środku małej areny i odszedł kilka kroków. Podniósł rękę i po całym pomieszczeniu poniósł się głos Hachiego.
- Bakudou, numer 81. Złota klatka. Bakudou, numer 69. Pętla czasowa – mężczyzna wykonał dziwny rysunek na piasku i wokół dwojga ludzi na arenie wzniosła się podwójna tarcza.
Teraz Rei już rozumiała, co Hachi miał na myśli. Nie pomyślała o tym wcześniej, bo tego typu zaklęcia były zakazane w Seireitei, ale banici przestrzegali tylko własnych reguł. Odwróciła się, by spojrzeć na blondyna i zachłysnęła własnym oddechem. Przed nią stał Vaizard w swojej prawdziwej formie: Shinigami z pełną maską Hollowa, która u Hirako przypominała faraońską.
- Wyjmij swój Zanpakutou i uwolnij jego pierwszą formę – powiedział zmienionym głosem.
- Będziemy walczyć? – zapytała Rei z niedowierzaniem, jednocześnie chwytając rękojeść swojego miecza.
- Tak się najszybciej nauczysz Bankai – powiedział, uśmiechając się złośliwie pod maską. – I muszę zobaczyć, jak wygląda twój Shikai.
Rei przyjęła pozycję Kendo. Trzymała Zanpakutou w dwóch dłoniach i wpatrywała się przez niego w swojego przeciwnika. Jej reiatsu wybuchło z ogromną siłą.
- Tnij, Kaze no Kitai – wyszeptała.
Miecz rozpadł się i tysiące drobnych kryształów zawirowało wokół dziewczyny. Ona tymczasem zawinęła sobie włosy dookoła głowy. Poczuła, jak kilka igieł wsuwa się w gęste pasma i przytrzymuje mocno skomplikowaną fryzurę.
- Twój Zanpakutou jest typem rozpraszającym? – zapytał zdumiony Hirako, lekko opuszczając gardę. – Daję ci kilka tygodni na opanowanie Bankai.
- Tylko kilka tygodni? – z głosu Rei przebijało niedowierzanie i powątpiewanie. – Inni kapitanowie musieli trenować latami żeby uwolnić finalną formę.
- Nie wszyscy kapitanowie – blondyn parsknął śmiechem. Westchnął, widząc pytające spojrzenie Shinigami. – Urahara opanował Bankai w trzy dni.
Mężczyzna roześmiał się, widząc jej szeroko otwarte oczy. Pokiwał przecząco głową.
- Ty nie przejdziesz przez to, co sobie zgotował Urahara – stwierdził spokojnie. – Nie widziałaś jego Benihime, tylko z nią mógł coś takiego wymyślić. A teraz przejdźmy do nauki. Hachi jest w stanie dać nam najwyżej dwa miesiące. Spokojnie, w świecie za barierą miną może dwa dni. Przygotuj się na spędzenie kilku tygodni ze mną.
Hirako uśmiechnął się z rezygnacją pod maską Hollowa. I zaatakował dziewczynę, wokół której krążyły prawie niewidoczne, kryształowe ostrza.
* * *
Dwa tygodnie później, przynajmniej dla Rei i Shinjiego, dziewczyna zbliżyła się o krok do poznania formy Bankai swojego miecza. Kaze no Kitai ujawniła, jak brzmi jej kolejne imię. Gdy Eiki skończyła medytację, podczas której mogła porozumiewać się ze swoim Zanpakutou, szczęśliwa rzuciła się blondynowi na szyję. Uśmiechnięty złośliwie Hirako okręcił ją wokół siebie, patrząc jak jej włosy podążają za nimi. Już jej poradził, żeby nigdy ich nie spinała, nawet podczas walki. Jej samej nie przeszkadzały, a przeciwnika mogły zdekoncentrować, dlatego były zdecydowanym atutem. Mówiąc to, miał nostalgiczną minę i ze smutkiem dotknął swoich krótko przyciętych włosów.
- Ja się nazywa twój Bankai, Rei? – zapytał, stawiając ją na ziemi.
- Sama bym nigdy na to nie wpadła, Shinji – dziewczyna bardzo szybko nauczyła się zwracać do mężczyzny po imieniu. – Sora no Kitai, Nadzieja Nieba.
Hirako usiadł na piaszczystym podłożu i oparł głowę na kolanach.
- A możesz mi powiedzieć jak wygląda Bankai młodego Byakuyi?
Rei roześmiała się, słysząc, że ktoś nazywa poważnego kapitana Kuchiki młodym Byakuyą. Usiadła obok blondyna i spojrzała w jego złośliwie zmrużone oczy.
- Senbonzakura Kageyoshi to korytarz ogromnych mieczy, które rozpadają się jak Senbonzakura w formie Shikai. Z tym, że ostrzy jest więcej i są szybsze – starała się sobie przypomnieć.
Pamiętała to od czasów pokazu, który zorganizował kapitan Aizen. Wszyscy dowódcy mieli pokazać pozostałym Shinigami formy Shikai i Bankai swojego Zanpakutou. Pomysłodawca uważał, że powinno się to zrobić w celach naukowych, by pomóc pozostałym osiągnąć Bankai. Hirako zamyślił się. Rei nie chciała przeszkadzać mężczyźnie, wobec tego odeszła kawałek i wyciągnęła dwa sztylety, które zaczęła czyścić o swoją hakamę. Dawno z nimi nie trenowała, ale wiedziała, że po powrocie do Seireitei mogła liczyć na pomoc Shirou w powrocie do formy. Wzięła do ręki drugie ostrze, gdy usłyszała głos Shinjiego. Odwróciła się do niego i pomachała mu, by sam do niej przyszedł, wskazując jednocześnie na swoją broń jako powód tej decyzji. Oczami duszy widziała, jak Hirako przewraca oczami i uśmiecha się w typowy dla siebie sposób.
- Jestem prawie pewien, że twój Bankai nie będzie wyglądał tak, jak młodego Byakuyi. Macie inne charaktery, inne style walki – szybko wyjaśnił, po dwóch tygodniach wspólnie spędzonego czasu będąc już przyzwyczajonym do jej pytań.
- Skąd wiesz, jak walczy kapitan Kuchiki? – zapytała z zaciekawieniem, przekrzywiając głowę na jedną stronę.
- Bo jak był jeszcze nastolatkiem ja i Yoruichi pomagaliśmy mu w nauce. Na prośbę jego dziadka, byłego kapitana szóstego składu – Hirako nagle uśmiechnął się jeszcze bardziej złośliwie. – Pamiętam, że Byakuya nigdy nie polubił Yoruichi. Nazywał ją dziką kotką…
- Kotką? – przerwała mu ostro Rei, przypominając sobie zwierzę Urahary, które rozbudziło jej podejrzenia swoim zachowaniem.
Zobaczyła na jego twarzy zmieszanie. Mężczyzna wstał i wyciągnął do swojej uczennicy ręce, które Shinigami ujęła, nadal patrząc mu nieufnie w oczy.
- Mogło mi się coś pomylić – odparł lekceważąco, a Rei po raz kolejny miała wrażenie, że Hirako ją okłamał. – Spróbujmy jeszcze raz wywołać twój Bankai. Tym razem włóż w to więcej wiary niż reiatsu. I wykorzystaj jej imię.
Idąc, przywołał swojego wewnętrznego Hollowa. Gdy maska pokrywała już całą jego twarz, skrzywił się – prawie się wygadał. Był na siebie wściekły i jednocześnie szczerze żałował, że nie mógł nic jej powiedzieć.
* * *
Prawie dwa miesiące później oboje wyszli zza bariery. Wychudzeni, zmęczeni, ale przede wszystkim zadowoleni. Podpierali się na sobie nawzajem, ale szli. Na policzku Hirako widniała długa, cienka szrama, hakama Rei była podarta w kilku miejscach, ale oboje żyli.
Natychmiast podbiegli do nich Lisa i Kensei.
- Odpocznij przez moment, Eiki-san – powiedziała cicho Yadomaru. – Potem będziesz musiała szybko odejść.
- Coś się stało? – mimo, że wyczerpana, Rei nadal pamiętała, że jest w trakcie pełnienia misji i próbowała się podnieść.
- Hiyori przyniosła wiadomość, że cię szukają. Chyba coś się stało w Seireitei.
- Udało wam się? – ponad wrzawą Hirako i Rei usłyszeli głos Kensei.
Oboje uśmiechnęli się do siebie ciepło. Te kilka tygodni sprawiło, że stali się bliskimi przyjaciółmi. Shinji nawet pomógł Rei w treningu ze sztyletami i był zaskoczony jej zdolnościami. To one naprowadziły go w końcu na sposób wywołania Bankai uczennicy.
- Udało się – wydyszał blondyn. – I muszę przyznać, że nie widziałem jeszcze takiego miecza. Ale nie proście o żadną prezentację. Rei jest zbyt zmęczona.
Vaizardzi powoli rozchodzili się, przy dwojgu odpoczywających zostali tylko Kensei i Lisa. Kobieta wyglądała, jakby chciała coś powiedzieć, ale Rei nie pozwoliła jej. Sama już dawno doszła do tego, co była Shinigami mogła od niej chcieć.
- Mam przekazać coś Shunsui? – zapytała łagodnie. Usłyszała parsknięcie od strony Hirako i drgnęła.
- Skąd wiedziałaś? – zapytała, rozszerzając oczy ze zdziwienia. Odpowiedział jej blady, prawdopodobnie ze zmęczenia, uśmiech dziewczyny. – Czy możesz mu powiedzieć, że nie ma się zadręczać? Znam go i wiem, że musiał się obwiniać za to, co się ze mną stało. A ja jestem tu szczęśliwa. To było mi przeznaczone.
Rei skinęła głową i nagle spojrzała na sufit.
- Muszę iść – powiedziała, podnosząc się na nogi. Zachwiała się, ale nie upadła. – Jakiś Shinigami jest w pobliżu. A ja muszę się zameldować u porucznika szóstego składu.
Starając się iść pewnie, podeszła do wysokich schodów. Odwróciła się jeszcze na moment, by pożegnać się z Vaizardami, których w gruncie rzeczy polubiła. Pomachała Shinjiemu i usłyszała jeszcze jego ostatnie słowa, skierowane do Kenseia:
- Mówiłeś coś o tym, że byle jakimi nożykami nie dałaby nam rady? Nie widziałeś, jak ona się tym żelastwem posługuje.
Rei uśmiechnęła się do siebie. Była dumna i zadowolona z tego, że udało się jej uwolnić Bankai, choć wiedziała bardzo dobrze, że nikt nie powinien się o tym dowiedzieć. Chyba, że doszłoby do potyczki z Ichimaru.
Shinji powiedział, że Gin jest tylko pionkiem. Dziewczyna zastanawiała się czyim. Od kogo rozkazy mógł przyjmować Shinigami w randze kapitana? Jedyną odpowiedzią, która przychodziła jej do głowy był inny kapitan, ale żaden z nich nie nadawał się na zdrajcę. Służbistka Soifon, łagodna kapitan Unohana, naiwny Aizen, Byakuya, któremu ufali Ukitake i Kyouraku, tajemniczy Komamura, Shunsui, niewidomy Tousen, Shirou, gwałtowny Zaraki, szalony naukowiec Kurotsuchi i Juushirou. Jedynymi, którzy mogli pasować do schematu byli Komamura i Kurotsuchi, ale była pewna, że Tousen i Urahara nie wybrali sobie źle przyjaciół. A Zaraki Kenpachi nie interesował się polityką w Seireitei, dla niego liczyła się dobra bijatyka. Rei pokiwała głową z rezygnacją. Żaden kapitan nie był tak obłudny jak Ichimaru. Ale w takim razie, kto był jego mistrzem?
- Rei! – znajomy głos przerwał rozmyślania dziewczyny. Rozejrzała się i zobaczyła Kiyone. – Gdzie ty byłaś? I jak ty wyglądasz? Walczyłaś z kimś?
- Nie, Kiyone – odpowiedziała z uśmiechem. – Sprawdzałam najbrudniejsze zakamarki miasta w poszukiwaniu porzuconego gigai. Co się stało?
- Zgłoś się natychmiast do porucznika Abarai. Podobno ma dla ciebie wiadomość.
Rei nagle miała wrażenie, że ktoś przeszedł po jej grobie. Zrobiło jej się zimno, a cała radość i samozadowolenie znikło. Wyjęła z kieszeni hakamy miniaturowy radar reiatsu, w który została wyposażona przez Nemu i zlokalizowała Renjiego. Nie czekając na Kiyone, pognała w shuunpo do miejsca, gdzie czekał na nią czerwonowłosy porucznik.
Shirou, pomyślała. Coś mu się stało, gdy mnie nie było. Rei wyrzucała sobie, że zostawiła swojego kapitana samego, nie zdając sobie sprawy z tego, na jak uzależnionego od siebie go kreowała we własnej wyobraźni. Jednak prawda była taka, że chłopak naprawdę nauczył się jej ufać. Zacisnęła zęby i przyspieszyła do granic możliwości. Wyhamowała ostro tuż przed Renjim, który podskoczył na jej widok. Obrzucił ją przeciągłym spojrzeniem i złapał za ramię, by wyprowadzić ją z pola widzenia zamyślonego Byakuyi.
- W co ty się wpakowałaś? – syknął rozzłoszczony. – Obiecałaś, że to, co chcesz zrobić, nie będzie niebezpieczne.
- Też za tobą tęskniłam, Renji – odpowiedziała, na moment zapominając, że poza barierą minęły zaledwie dwa dni. – Co się stało?
Mężczyzna westchnął. Nie wiedział, co znaczyła ta dziwna uwaga o tęsknocie, ale nauczył się nie interpretować wszystkich tekstów dziewczyny.
- Szukamy cię od wczorajszego wieczora – powiedział, udając obrażonego. – Dostaliśmy motyla Piekła z Seireitei. Kapitan Hitsugaya jest poważnie ranny i znajduje się pod opieką medyczną samej kapitan Unohany.
Rei zdrętwiała. Wiedziała. Wiedziała już w momencie, gdy wyszła z zasięgu czaru Hachiego. Coś się stało Shirou, gdy jej nie było w pobliżu.
- Wracam do Seireitei – powiedziała, podejmując natychmiastową decyzję. – Renji, przykro mi, ale nie przydam się wam już w poszukiwaniach.
Porucznik pokiwał głową.
- Brama Senkai już jest przygotowana. Otworzy się najbliżej kwatery głównej czwartego składu jak to tylko możliwe – mężczyzna spojrzał z troską na swoją przyjaciółkę.
Rei podbiegła do otwierających się wrót prowadzących do Społeczeństwa Dusz. Odwracając się do Renjiego, zauważyła jeszcze skraj białej peleryny i błysk prostokątnych okularów niemal poza zasięgiem wzroku. Zmarszczyła brwi. To Quincy jeszcze istnieją?, pomyślała zdziwiona. Szybko wyrzuciła chłopaka z pamięci i spojrzała na przyjaciela.
- Wydaje mi się, że w sprawie Rukii może coś wiedzieć Urahara Kisuke – powiedziała, powoli przechodząc przez bramę. – Mi powiedział, że jej nie zna, ale widać było, że kłamie.
Renji skinął głową. Patrzył spokojnie, jak Rei wraca do Społeczeństwa Dusz, zadowolony, że bezpiecznie się odnalazła. Nie chciał jej powiedzieć, że Byakuya zauważył, że znikła na dwa dni z radarów reiatsu, aby nie wprowadzać dodatkowego zamętu w jej umyśle.
Tymczasem, gdy tylko Rei wyszła z bramy Senkai w Seireitei, wpadła na czekającą na nią Matsumoto. Rudowłosa porucznik była poważnie zmartwiona. Eiki zauważyła, że kobieta musiała płakać, gdyż miała zaczerwienione oczy.
- Dobrze, że jesteś – powiedziała cicho. Horyzont powoli zaczynało rozjaśniać wschodzące słońce. – Renji przekazał ci wiadomość?
Rei skinęła głową.
- Co się stało?
- Nikt nie wie – Matsumoto nie patrzyła na swoją podwładną, ale zdążyła kątem oka zauważyć podartą hakamę. – Dobrze, że Gin wysłał Kirę na patrol do Rukongai…
- Shirou był w Rukongai? – dziewczyna stanęła na moment jak wryta. – I to Ichimaru jest odpowiedzialny za znalezienie go żywego?
Dwie Shinigami zmierzyły się spojrzeniami. W końcu Rei odpuściła i skierowała się do kwatery głównej czwartego składu. Matsumoto pospieszyła za nią.
