Doszłam do wniosku, że to jest jeden z rozdziałów, który może mieć nadany podtytuł... Otóż brzmi on "Jak kapitan Hitsugaya dał się zajść od tyłu..."
Betowała, chyba już wszyscy wiedzą, kharcia. Dziękujęęęęęęęę :*
Rozdział 7
Białowłosy Shinigami wpatrywał się spokojnie w grupkę opuszczającą Seireitei. Widział, że Rei przez moment była spięta, lecz po chwili rozluźniła się, słysząc dobrą wiadomość. Toushirou nie był pewien, czy zgoda na udział jego podwładnej w tej misji była dobrą decyzją. Chłopak znał jej prawdziwe zamiary i gdzieś w głębi duszy bał się o jej bezpieczeństwo, chociaż sądził, że byli oficerowie Gotei 13 nie skrzywdzą Shinigami szukającej u nich pomocy.
- O co chodzi, Matsumoto? – zapytał, nie odwracając się do swojej porucznik, która bezszelestnie pojawiła się za nim.
- Musisz mnie tego kiedyś nauczyć, kapitanie – kobieta zaśmiała się nerwowo. – Eiki poradzi sobie na Ziemi.
- Pytałem, co się stało, Matsumoto – powtórzył przez zaciśnięte zęby. Jego zastępczyni zaczynała go irytować.
Podeszła bliżej i przekazała mu zaplombowaną karteczkę. Hitsugaya oderwał wzrok od bramy Senkai, przez którą przechodzili już ostatni Shinigami z grupy Byakuyi i spojrzał z zainteresowaniem na notkę.
- Kto to przyniósł?
- Nie wiem, kapitanie – przyznała Matsumoto. – Leżało na twoim biurku. Z uwagi na napis „PILNE", natychmiast cię odszukałam.
Toushirou rozerwał papier i przesunął wzrokiem po treści notki. Zacisnął zęby w tłumionej złości, zbladł i zgniótł karteczkę. Dopiero po chwili opanował się na tyle, żeby się rozluźnić i spojrzeć na swoją podwładną. Skrawek papieru schował do jednej z przepastnych kieszeni swojej hakamy.
- Nie będziesz mi już dzisiaj potrzebna, Matsumoto – powiedział chłodnym tonem.
Rangiku rzuciła swojemu kapitanowi przeciągłe spojrzenie, ale nie drążyła sprawy. Wiedziała, że uparty kapitan Hitsugaya jest odporny na sugestie niczym falochron ze zbrojonego betonu. Skinęła głową na pożegnanie, ale chłopak zdawał się tego nie zauważyć. Skierował wzrok na mur oddzielający Seireitei od Rukongai. Kobieta westchnęła i zniknęła w shuunpo.
Toushirou natychmiast pognał do kwatery głównej dziesiątej dywizji, maskując swoje reiatsu tak, by żaden inny kapitan go nie wyczuł. Księżyc wisiał już wysoko na niebie, co oznaczało, że miał bardzo mało czasu. W drodze zastanawiał się, kto mógł wysłać mu tę wiadomość. Obcy zaatakują wschodnie Rukongai tej nocy. Anonimowy informator podał nawet, które dzielnice zostaną wyczyszczone. Chłopak podejrzewał, że stała za tym kolejna hybryda Shinigami i Hollowa, ale wiadomość mógł podrzucić tylko ktoś z Gotei 13. Oczywistym kandydatem był Ichimaru, ale nie miał dowodów, by go oskarżyć wprost.
Hitsugaya wpadł do swojego gabinetu i chwycił Hyorinmaru, którego nieopatrznie zostawił, gdy szedł odprowadzić Rei. Służba zobaczyła jedynie rozmytą plamę, która mogła być tylko ich kapitanem w ogromnym pośpiechu. Gdy opuścił teren swojej dywizji, zaczął poruszać się w shuunpo. W trakcie skakania po dachach budynków Seireitei minął spacerujących powoli Ichimaru Gina i Kirę Izuru. Mknąc, zaaferowany możliwym rozwiązaniem sprawy, zupełnie nie zwrócił na nich uwagi.
- Widziałeś to, Izuru? – zapytał przeciągle Gin swoim obłudnym głosem. – Przed chwilą przemknął obok nas kapitan dziesiątego składu.
- Ja… nie zauważyłem, kapitanie Ichimaru – odpowiedział zakłopotany porucznik.
- Izuru – Ichimaru wyglądał na zamyślonego. Uśmiechnął się na swój lisi sposób, gdy wpadł na nowy pomysł. – Wyślij za jakiś czas patrol do Rukongai. Sam go poprowadź i obejdźcie szybko wszystkie dzielnice.
- Tak, kapitanie Ichimaru – Kira nie miał pojęcia, dlaczego jego dowódca wydał te dyspozycje, ale lojalność miała pierwszeństwo przed myśleniem.
- A teraz chodźmy dalej, Izuru. Jest taka piękna noc. Mam zamiar rozkoszować się spacerem.
Ichimaru ruszył dalej, na jego twarzy zaś nadal rozciągał się lisi uśmiech.
Tymczasem Shirou był już na skraju Seireitei. Odbił się mocno od ostatniego dachu i przeskoczył nad murem granicznym. Miękko wylądował po drugiej stronie. Zaklął pod nosem, gdyż wschodnie Rukongai było mocno oddalone od miejsca, w którym się wychowywał. Nie znał terenu, a w dodatku była noc.
- Gdzie jesteś, Rei, gdy cię potrzebuję? – wymamrotał do siebie i uśmiechnął zaraz po tym, jak zrozumiał niedorzeczność własnych słów.
Ta krótka chwila jednak podniosła go nieco na duchu. Dopiero wtedy doszedł do wniosku, że powinien był chyba komuś powiedzieć, gdzie się wybierał. Podniecenie otrzymaną informacją musiało przesłonić mu logiczne myślenie. Rozglądał się uważnie i powoli posuwał do przodu, starając się pozostać w cieniu. Prawą dłoń trzymał nad głową, przy rękojeści Hyorinmaru. Mijał ostrożnie dusze mieszkające na tym obszarze, a te, które go przypadkowo zobaczyły, ze strachem usuwały mu się z drogi. Chłopak zaciskał zęby, widząc ich przerażenie wywołane jego Zanpakutou. Podobno Gotei 13 zostało stworzone, by ich bronić… Toushirou postanowił zająć się osobiście sprawą Rukongai, po zakończeniu śledztwa.
Zatrzymał się przed tabliczką, na której widniał numer dzielnicy. Zgadzał się on z podanym przez informatora. Shirou chwycił miecz i powoli wyciągnął go z pochwy. Przekraczając linię graniczną między dzielnicami, starał się wyczuć reiatsu dusz, które powinny ją zamieszkiwać. Z przerażeniem stwierdził brak jakichkolwiek oznak życia. Wszyscy mieszkańcy już zdążyli zniknąć. Chłopak zaklął głośno i wulgarnie. Nie zdążył na czas. Nagle usłyszał za sobą złośliwy śmiech. Jego oczy rozszerzyły się, gdy wyczuł energię istoty znajdującej się za nim. Była identyczna do hybrydy, którą zabił wspólnie ze swoją młodą podwładną.
Rei… Ostatnio w Rukongai to ona pilnowała jego pleców, ale teraz jej nie było. Hitsugaya szybko się okręcił i spojrzał w oczy kolejnej hybrydy. Napastniczka miała długie, jasne włosy i podartą hakamę, z czego wywnioskował, że mogła być kiedyś Shinigami. Jej brodę i szyję przesłaniała koścista maska Hollowa. Również jedno oko miała zakryte. W dłoni trzymała miecz, który przypominał Zanpakutou. Wpatrywała się w młodego kapitana z triumfem w oczach.
- Mój mistrz ucieszy się, gdy przyniosę mu ledwie żywą duszę jednego z dowódców Gotei 13. Zyska nowe zdolności i nowy Zanpakutou – zaśmiała się.
Hitsugaya wpatrywał się w kobietę, gdy ta nie przestawała się śmiać. Powoli skierowała swoje ostrze w jego stronę. Uniosła wyczekująco brwi, co sprawiło, że krew Shirou zagotowała się. W bladych, szmaragdowych oczach, które odzwierciedlały jego ukochaną zimę pojawił się błysk wściekłości. Uniósł miecz, trzymając go tylko w jednej ręce i powiedział dobitnie:
- Króluj na zmarzniętych niebiosach, Hyorinmaru.
Kobieta znowu piskliwie się zaśmiała i lekko ruszyła w jego kierunku. Kapitan czekał na nią ze stoickim spokojem, aż w końcu z impetem opuścił Zanpakutou znad głowy. Lodowa fontanna, przypominająca duchową postać Hyorinmaru, opuściła miecz i pomknęła w stronę agresorki. Jej reiatsu wahało się między typowym dla Shinigami a typowym dla Hollowa, rzadko pozostając na tym samym poziomie. Kobieta umknęła przed strumieniem, który zamrażał wszystko, co napotkał na swej drodze. Ostrza dwojga walczących skrzyżowały się ze szczękiem.
- Jesteś Vaizardem? – zapytał z trudem, próbując odeprzeć natarcie. Nie spodziewał się, że hybryda będzie tak silna.
Kobieta odskoczyła, w jej oczach Shirou zauważył bezbrzeżne zdumienie. Wyglądało na to, że nie spodziewała się usłyszeć od jakiegokolwiek Shinigami tego słowa.
- Nie obrażaj mnie – fuknęła. – Nigdy nie należałam do tych słabeuszy z zamaskowanej armii. Ja jestem Arrancar, przeciwieństwo Vaizarda.
- Przeciwieństwo? – chłopak starał się rozproszyć przeciwniczkę i w tym czasie zawrócić lodowego Hyorinmaru. – W jakim sensie?
- Vaizardzi byli kiedyś Shinigami i dostali moce Hollowów – powiedziała z obrzydzeniem. – Do tej pory nie wierzę, że mistrz zaczął od hollowfikacji słabych Shinigami. My, Arrancar, byliśmy kiedyś bezmózgimi Hollowami. Dzięki mistrzowi zdjęliśmy nasze maski i zyskaliśmy siłę.
Hitsugaya nagle wykonał gwałtowny ruch Zanpakutou i kobieta ledwo uskoczyła przez mknącym Hyorinmaru. Jej twarz wykrzywił grymas.
- Próbuję być miła i w ostatnich chwilach twojego życia wyjaśnić ci sytuację – z jej ust wyrwał się syk. – A ty mi robisz coś takiego. Powstań, Contar.
Kobieta uwolniła swój Zanpakutou i jednocześnie sama się zmieniła. Jej ciało pokryło się białą kością, charakterystyczną dla Hollowów. Toushirou cofnął się o krok i złapał miecz obiema rękami, jak niedawno pokazała mu Rei. Wiedział, że nie ma szans walczyć stylem Kendo, ale wystarczyła mu sama informacja, że katana trzymana oburącz jest silniejsza, niż trzymana w jednej dłoni.
- Przez ciebie prawie musiałam wrócić do postaci Hollowa – poskarżyła się. W jej odsłoniętym oku Hitsugaya widział jednak źle skrywane zadowolenie. – To się dzieje, kiedy Arrancar uwolni Zanpakutou.
Zaatakowała szybciej niż się tego spodziewał, natarcie było też dużo trudniejsze do odparcia. Weszła w dziwny tryb shuunpo. Miecz kobiety z łatwością odrzucił Hyorinmaru i zatopił się w ramieniu przeciwnika. Toushirou krzyknął z bólu i odskoczył. Trzymając Zanpakutou w jednej ręce, drugą przyłożył do głębokiej, krwawiącej rany na lewym barku. Na jego palcach zalśniła w świetle księżyca ciemnoczerwona krew. Chłopak spojrzał na napastniczkę spod przymkniętych powiek. Spomiędzy jego warg wyrwało się pojedyncze słowo.
- Bankai!
Arrancar odskoczyła. Kapitana i jego miecz na moment spowiła mgła, która po chwili znikła jak za dotykiem czarodziejskiej różdżki. Oczom kobiety ukazał się niski, białowłosy chłopak w zakrwawionym haori. Z jego pleców jakby wyrosły potężne, lodowe skrzydła i długi ogon. Za nim, w powietrzu, unosiły się trzy czterolistne, kryształowe kwiaty.
- Daiguren Hyorinmaru!
Ostrza obojga znowu się skrzyżowały, ale tym razem to kobieta została odepchnięta. Upadła na ziemię, patrząc ze zdziwieniem na młodego Shinigami.
- Bankai daje ci aż taką przewagę? – zapytała.
Toushirou nie miał nawet czasu, by się uśmiechnąć z ponurą satysfakcją. Wskazał koniuszkiem Zanpakutou na leżącą Arrancar i wypowiedział słowa rozpoczynające jeden z dwóch najpotężniejszych ataków Hyorinmaru:
- Sennen hyoro! – Tysiącletnie lodowe więzienie.
Wokół przeciwniczki zaczęły pojawiać się lodowe filary, które miały uwięzić kobietę w lodzie. Jednak zanim pojawił się ostatni, z piersi Shirou wyłonił się miecz. Chłopak kaszlnął krwią i odwrócił głowę.
- Rikki, czy ty nie potrafisz o siebie zadbać? – usłyszał lekceważący głos kolejnego Arrancara. Trzymał on rękę na rękojeści przechodzącego przez ciało kapitana Zanpakutou, ale wpatrywał się w kobietę.
Hyorinmaru wypadł z ręki Toushirou. Skrzydła i ogon w jednej chwili się skruszyły i opadły na ziemię. Lodowe filary tworzące się wokół leżącej Arrancar wyparowały. Chłopak osunął się na kolana i poczuł kolejną falę ostrego bólu, kiedy miecz wysuwał się z jego ciała. Tymczasem mężczyzna podszedł do swojej partnerki i pomógł jej wstać. Oboje spojrzeli na umierającego kapitana.
- Zostaw go, Rikki – Arrancar spojrzał na leżącego. – Niech zdechnie w męczarniach. W tej dzielnicy Rukongai nikogo nie ma, nikt mu nie pomoże.
Odeszli, nie poświęcając białowłosemu Shinigami ani jednego spojrzenia.
Shirou odkaszlnął jeszcze więcej krwi. Musiał mieć przebite płuco, na szczęście prawe. Gdyby Arrancar celował w lewą stronę jego ciała, mógłby już nie żyć. W zaistniałej sytuacji była jeszcze nadzieja, chociaż niewielka. Chłopak zaczynał coraz bardziej żałować, że nikogo nie poinformował o swoim wypadzie do Rukongai, a najbardziej żałował, że pozwolił Rei wyruszyć na Ziemię.
- Rei… – wyszeptał ostatkiem sił. – Znajdź odpowiedź.
W tym momencie ból przekroczył próg wytrzymałości Toushirou. Otoczyła go gęsta ciemność, w której znalazł wybawienie od wszechobecnego cierpienia.
* * *
Otworzył oczy, gdy poczuł silny uścisk dłoni na ramieniu. Ktoś nim potrząsał, sprawiając mu jeszcze więcej bólu. Syknął, otępiały i spojrzał w twarz, której się nie spodziewał zobaczyć o tej porze i w tym miejscu.
- Kapitanie Hitsugaya, kapitanie! – krzyczał mężczyzna. Po chwili odwrócił się do dwóch Shinigami stojących za nim i ostro wydał im rozkaz. – Zawiadomcie natychmiast kapitan Unohanę.
- Poruczniku Kira, co ty tu robisz? – wystękał łamanym głosem.
- Kapitan Ichimaru wysłał mnie na patrol Rukongai – wyjaśnił szybko.
- Ichimaru… – powtórzył chłopak i jego świat ponownie pochłonęła ciemność.
- Kapitanie! – Kira z przerażeniem zauważył, że młody kapitan znowu mdleje. – Kapitanie Hitsugaya, zostań ze mną!
Jego nawoływania na nic się nie zdały. Ciało Toushirou zwiotczało. Blondyn jednak spostrzegł, że mimo otępienia i słabości, w momencie, gdy chłopak wspomniał kapitana Ichimaru, w jego głosie słychać było lodowatą wściekłość.
Zwierzchniczka oddziałów medycznych przybyła najprędzej, jak mogła. Wystarczyła chwila na ocenę sytuacji i spojrzenie rzucone w kierunku nieprzytomnego kapitana, by w jej ruchy wkradł się pośpiech. Wyjęła z pochwy swój Zanpakutou i szybkim ruchem uwolniła jego formę Shikai. Po chwili nad nieświadomym niczego ciałem Toushirou pojawiło się ogromne latające zwierzę, przypominające wyglądem płaszczkę, które połknęło rannego kapitana. Unohana odwróciła się do zdumionego Kiry.
- Młody Hitsugaya otrzyma pierwszą pomoc wewnątrz Minazuki – powiedziała charakterystycznym, łagodnym tonem. – Poruczniku Kira, proszę schować Zanpakutou kapitana Hitsugayi i odstawić go natychmiast do kwatery głównej dziesiątego składu. Ja bezzwłocznie rozpocznę operację. Isane…
Do starszej kobiety podbiegła młoda siwowłosa dziewczyna nosząca na ramieniu opaskę porucznika czwartej dywizji. Przyklękła przed nią na jedno kolano i spojrzała swojej przełożonej w oczy.
- Isane, pójdziesz przed nami i przygotujesz pierwszą salę zabiegową – powiedziała do swojej podwładnej. – Ja i Minazuki przybędziemy chwilę po tobie. Spiesz się.
Dziewczyna skinęła głową i zniknęła w szybkim shuunpo. Unohana nagle pojawiła się na grzbiecie płaszczki i wydała jej rozkaz. Zwierzę wzniosło się w powietrze, zostawiając w pustym Rukongai porucznika trzeciego oddziału trzymającego owinięty w zakrwawione haori Zanpakutou kapitana Hitsugayi. Kira powoli skierował się do kwatery głównej dziesiątej dywizji, zastanawiając się, jak powiedzieć Rangiku o tym, że jej dowódca jest w stanie krytycznym w sali zabiegowej kapitan Unohany. Z drugiej strony chciał wiedzieć, jak kapitan Ichimaru przewidział kłopoty w Rukongai. Potrząsnął głową z rezygnacją i ruszył do Seireitei. Próbował nie zwracać uwagi na krwawe ślady na kapitańskim haori.
* * *
- Pani porucznik, ma pani gościa – do biura Matsumoto wszedł młody Shinigami. Był trupio blady, a w jego oczach Rangiku widziała przerażenie.
Natychmiast wstała i wyszła do holu. Najpierw spojrzała w twarz Kiry. Dopiero potem zauważyła, że pokryte krwawymi plamami haori, które trzymał w dłoniach należało do jej przełożonego, zaś owinięty nim był Hyorinmaru.
- Kapitan… - wyszeptała zdrętwiałymi wargami.
- Żyje – odparł Kira. – Ale jest w krytycznym stanie. Kapitan Unohana właśnie przeprowadza operację.
- Co… – Matsumoto nie potrafiła przez moment dokończyć pytania. Chwilę zabrało jej dojście do siebie. – Co się stało, Izuru?
- Znalazłem go już poturbowanego we wschodnim Rukongai – wyjaśnił, patrząc, jak na twarz przyjaciółki wracają kolory. – Ktoś musiał go przeszyć mieczem, inną ranę miał na ramieniu, a w dzielnicy, w której leżał, nie było ani jednego mieszkańca.
- Czyli ktoś znowu zaatakował – stwierdziła kobieta. – A kapitan znalazł się na linii ognia. Ale skąd on…?
Twarz rudowłosej porucznik na moment rozjaśniło zrozumienie, potem zaś zmarszczyła brwi i w jej oczach Kira zobaczył wściekłość.
- Ta notatka – wyszeptała. – On wiedział i nic mi nie powiedział.
Odebrała od przyjaciela Hyorinmaru i wbiegła do gabinetu swojego dowódcy. Położyła miecz na biurku, nie odwijając go z haori. Potem złapała swojego Haineko i jeszcze wewnątrz budynku pomknęła w trybie shuunpo. Ogłupiały Kira jeszcze przez chwilę patrzył za nią, po czym zaczął ją gonić. Równocześnie wpadli do kwatery głównej czwartego składu, gdzie natychmiast zatrzymała ich siwowłosa porucznik.
- Nie wolno ci tam wejść w czasie operacji. To może mu zaszkodzić.
- Ty jeszcze nie wiesz, Kotetsu, jak ja mu zaszkodzę, gdy się obudzi – wysyczała przez zaciśnięte zęby. Dwoje poruczników spojrzało na nią. – Własnoręcznie zamorduję i dam Eiki, żeby poprawiła.
- Rangiku-san, uspokój się – Kira położył rękę na ramieniu przyjaciółki, ale jego dotyk był łagodny.
Kobieta ukryła twarz w dłoniach i pozwoliła podprowadzić się do wygodnych foteli ustawionych w holu kwatery głównej czwartej dywizji. Nie wiedziała, jak długo siedziała bez ruchu, wpatrzona w drzwi sali zabiegowej, ale gdy wreszcie wyszła zza nich kapitan Unohana, księżyc już dawno ustąpił miejsca słońcu, które stało wysoko na niebie. Matsumoto poderwała się gwałtownie i szybko skinęła głową na powitanie starszej kobiety. Nie musiała zadawać pytania, które cały czas widniało w jej oczach.
- Stan kapitana Hitsugayi jest stabilny. Jego życiu nie zagraża już niebezpieczeństwo, choć jeszcze nie odzyskał przytomności – streściła krótko. – Powrót do pełni sprawności trochę mu zajmie, ale w końcu powinien dojść do siebie.
Z ust rudowłosej wyrwał się szloch wdzięczności. Unohana dotknęła dłonią jej czoła.
- Możesz na moment to niego wejść, porucznik Matsumoto – zezwoliła po chwili namysłu. – Ale potem wrócisz do swoich kwater i odpoczniesz. Poruczniku Kira…
Kapitan czwartej dywizji zaczekała, aż Rangiku odejdzie i zwróciła się do młodego blondyna, który przez całą operację dotrzymywał towarzystwa przyjaciółce.
- Ty również powinieneś odpocząć – zaczęła, uśmiechając się lekko. – Ale najpierw powiadomisz dziewiątą oficer Eiki Rei, że jej kapitan został ciężko ranny na skutek prowadzenia dochodzenia.
- Ale Eiki-san jest na Ziemi – zaprotestował słabo.
- W takim razie ściągnij ją do Seireitei – powiedziała kobieta trochę ostrzej niż zamierzała. – Kapitan Hitsugaya powtarzał jej imię w trakcie operacji. Prosił ją, by znalazła odpowiedź, cokolwiek by to miało znaczyć.
Kira zasalutował i udał się do departamentu technologicznego, by skontaktować się z Renjim. Westchnął, zastanawiając się, jak udało mu się wplątać w całą tą sytuację.
