Wiem, że późno... Ale teraz, gdy zaczął się maj, zaczęły się również matury, które ja i moja beta zaliczyć musimy na jakieś 90% każdą. Życzcie nam powodzenia, u dołu strony jeszcze wypowiedź Kharci, która, jak zwykle poświęciła czas na sprawdzenie rozdziału.

Rozdział 9

Rei obudziła się wczesnym rankiem, czując czyjąś rękę we włosach. Zamroczona, podniosła lekko głowę i rozejrzała się, próbując sobie przypomnieć, gdzie się znajduje. Zdecydowanie nie był to jej pokój, pomieszczenie było zbyt jasne i w powietrzu unosił się dziwny, charakterystyczny, szpitalny zapach. Do tego jeszcze ta ręka, która wyrwała ją ze snu… Eiki uniosła się trochę wyżej i jej oczy rozszerzyły się ze zdumienia. Pamięć nagle wróciła, gdy skrzyżowała wzrok ze spojrzeniem przytomnego Shirou. W tym samym momencie jej mięśnie, zdrętwiałe po całej nocy spędzonej w jednej pozycji uznały, że więcej nie wytrzymają i dziewczyna zsunęła się z ławy. Uderzeniu o podłogę towarzyszył głuchy odgłos i jęk bólu.

Toushirou podniósł się na łokciach i spróbował zdjąć ze swojej twarzy maskę tlenową. Po chwili ponownie opadł z westchnieniem, poddając się torturom, które zadawała mu rana. Przyłożył rękę do klatki piersiowej, wyczuwając bandaże. Słyszał także, że jego podwładna z trudem wstaje. Stanęła tuż obok niego i pomogła mu zdjąć z twarzy aparat.

- Dzień dobry – powiedziała, a jej twarz rozjaśnił szczery uśmiech.

- Co ty tu robisz, Rei? – wydukał. Jego spojrzenie było jednak przytomne, jak zawsze.

- Czekam, aż się obudzisz, to chyba jasne – przez moment tylko się w siebie wpatrywali. – Powinnam iść zawiadomić kapitan Unohanę.

Hitsugaya tylko skinął lekko głową, nie wypowiadając ani słowa. Słyszał przed chwilą, jak strasznie brzmiał jego głos. Ból wzmagał się z sekundy na sekundę, lecz nie dziwiło go to. Widok miecza wynurzającego się z jego ciała wrył się mu głęboko w pamięć. Zaczął płytko oddychać, na czoło wystąpił mu zimny pot. Chłopak wiedział, że bez interwencji dowódcy czwartego składu nie mógł długo pozostać przytomny. W końcu jego uszu dobiegł odgłos szybkich kroków kilku osób i kątem oka zobaczył, że do sali wchodzą cztery kobiety.

- Porucznik Matsumoto, Eiki-san, zostańcie za drzwiami – poprosiła Isane, zastawiając im drogę, podczas gdy Unohana podeszła do leżącego kapitana.

- Już raz asystowałam przy zmianie opatrunku – syknęła brunetka. – Nie wyprosisz mnie, porucznik Kotetsu.

Siwowłosa dziewczyna posłała swojej przełożonej zrezygnowane spojrzenie. Starsza Shinigami spojrzała łagodnym wzrokiem na dwie kobiety z dziesiątej dywizji, po czym przeniosła wzrok na cierpiącego chłopaka.

- Kapitanie Hitsugaya, co ty na to?

- Matsumoto, Eiki, wyjdźcie – wyszeptał, nie patrząc na swoje podwładne.

Rei spojrzała z wyzwaniem na Rangiku i zastygła, widząc łzy w oczach porucznik. Matsumoto skinęła szybko głową swojemu dowódcy i wyszła za drzwi. Brunetka, zaskoczona, wychyliła głowę za drzwi i zobaczyła, jak kobieta znika za rogiem. Miała dziwne wrażenie, że w jej dłoniach widziała małą, białą buteleczkę sake. Ona sama nie miała jednak najmniejszego zamiaru wychodzić. Zasunęła dokładnie przeszkloną płytę i spuściła długie rolety. Potem podeszła do łóżka, twardo patrząc na bladego młodzieńca, który nie miał siły nic powiedzieć. Jego oczy ciskały błyskawice, ale nie mógł nic poradzić na upór dziewczyny. Również kapitan Unohana wpatrywała się w nią z wyczekiwaniem. Tymczasem Rei umyła ręce i podwinęła rękawy swojej hakamy. Spojrzała spokojnie na lekarkę, czekając na polecenie. Kobieta uśmiechnęła się do niej.

- Kapitanie Hitsugaya, musisz usiąść – powiedziała, zaś jej głos działał jak balsam na rany. – Eiki-san, przytrzymaj swojego dowódcę w tej pozycji, gdy my będziemy odwijać bandaże.

Rei lekko się zaczerwieniła, co nie uszło uwagi żadnego z obecnych, lecz gdy tylko Shirou się podniósł, złapała go delikatnie, ale stanowczo. Nie chciała dopuścić do ponownego otwarcia się rany przez zbyt mocny uścisk, nie mogła jednak pozwolić mu się wyślizgnąć. Toushirou oparł się o nią zdrowym ramieniem i przerzucił na nią ciężar własnego ciała. Dziewczyna tuż przed oczami miała białe włosy przełożonego, które dzięki promieniom słońca wydawały się srebrne. Pomyślała, że w ciągu ostatnich paru dni jej dłonie często odgarniały jasne kosmyki z jego czoła, niemal przez cały czas zlanego zimnym potem. Rumieniec na jej policzkach pogłębił barwę i Shinigami z wdzięcznością podziękowała wszystkim czuwającym nad nią mocom, że akurat jej kapitan na nią nie patrzył. Sama zaś, lekko się przechylając, mogła spojrzeć na jego odsłonięte plecy. W innych okolicznościach, potrafiłaby w milczeniu podziwiać ich rzeźbę, ale teraz jej uwaga skoncentrowana była na wąskiej, lecz długiej ranie, którą ostrze zostawiło, wślizgując się w ciało. Głośno przełknęła ślinę i delikatnie wzmocniła uścisk rąk. Powoli zaczynała ją opanowywać wściekłość na tego, kto był odpowiedzialny za krzywdę Hitsugayi. I Rei nie miała na myśli kogoś, kto pchnął kapitana mieczem, a zdrajcę Seireitei. Dziewczyna w myślach przysięgła sobie przynajmniej go zranić, jeśli nie będzie jej dane go zabić.

Tymczasem Toushirou starał się nie ruszać. Na swojej klatce piersiowej czuł dotyk delikatnych rąk kapitan Unohany, która, jak dobrze wiedział, traktowała go trochę jak syna lub wnuka, dzięki czemu w ogóle nie odczuwał zażenowania. Tylko oddech Eiki, który co chwilę muskał jego włosy, go irytował. Kazał jej wyjść, a ona, jak zwykle, nie posłuchała. Co więcej, wspomniała coś o tym, że nie pierwszy raz asystuje przy zmianie opatrunku. Gdy zauważył, że starsza kobieta odwinęła już cały bandaż, opuścił lekko wzrok, starając się dostrzec ranę. Wyglądała okropnie, a fakt, że taką samą miał na plecach wcale nie poprawił samopoczucia srebrnowłosego młodzieńca. Wtedy poczuł, że drobne dłonie jego podwładnej zaciskają się mocniej na jego ramionach. Jego ciało instynktownie zareagowało na zwiększony nacisk i chłopak drgnął. Napór natychmiast się zmniejszył, a dwie kobiety z czwartej dywizji rzuciły mu ostrzegawcze spojrzenie.

- Nie ruszaj się, Shirou – powiedziała spokojnie Rei gdzieś ponad jego głową.

Hitsugaya znał się na ludziach, a z nią połączyły go wspólne doświadczenia. Potrafił już powiedzieć, w jakim nastroju znajdowała się dziewczyna. Teraz słyszał, w jej opanowanym na pozór głosie, ukrytą furię. Tylko dzięki ogromnej samokontroli Toushirou zastygł z bezruchu na czas oczyszczania rany przez Unohanę. Kilka razy zdarzyło mu się syknąć z bólu, ale pozostał nieruchomy. Chwilę później poczuł, jak wokół jego półnagiego ciała owija się miękki bandaż. Odsunął się lekko od Rei, co miało oznaczać, że chce się ponownie położyć. Dziewczyna natychmiast delikatnie opuściła go na łóżko. Nadal na niego nie patrzyła.

- Rana goi się całkiem dobrze – stwierdziła kapitan czwartego składu, patrząc z zaciekawieniem na zmieszaną brunetkę. Eiki spojrzała na uzdrowicielkę z niedowierzaniem. – Pojutrze będziemy mogli zdjąć szwy, ale przez dwa tygodnie nie wolno ci się ruszać, kapitanie Hitsugaya.

Przy ostatnich słowach do głosu lekarki wkradły się bardziej stanowcze tony. Również jej spojrzenie stwardniało, co było poparte doświadczeniem w leczeniu upartych idiotów, pragnących przenosić góry i walczyć ze złem i występkiem, przy okazji wykrwawiając się z niezagojonych ran. Retsu wiedziała doskonale, że po pierwszym wyjściu z łóżka nikt doń nie wracał. Idealny przykład ilustrujący stwierdzenie „daj palec – weźmie całą rękę".

- Wszystkie organy wewnętrzne już się zagoiły – kontynuowała po chwili wpatrywania się w chłopaka. – Zostały tylko tkanka mięśniowa i skóra. Jeśli nie będziesz się zbytnio forsował, kapitanie, za te dwa tygodnie będziesz z powrotem w czynnej służbie.

Toushirou skinął głową, nadal nie chcąc mówić. Odprowadził kobietę wzrokiem, a gdy wyszła, zerknął na Rei – wyglądała na spokojną. Bez zmieszania odwzajemniła spojrzenie i usiadła na brzegu łóżka. Kapitan zmarszczył lekko brwi, ale nie zaprotestował. Z kroplówki, zawieszonej w czasie zmiany opatrunku przez Isane, powoli spływał środek znieczulający. Przez chwilę tylko na siebie patrzyli, tak samo, jak tuż po przebudzeniu.

- Raport, Rei – powiedział ochryple i zaklął w myślach. Kiedy będę mógł normalnie mówić?

- Znalazłam Vaizardów – odpowiedziała natychmiast, a pod maską flegmatyczności, Hitsugaya widział niecierpliwość, by jak najszybciej podzielić się zdobytą wiedzą.

- Po kolei – wyszeptał, wpatrując się w nią intensywnie. Właśnie usłyszał jedną z najlepszych wiadomości ostatnich dni.

- Przekonałam Renjiego, żeby pozwolił mi iść samej – widząc pytające spojrzenie dowódcy, westchnęła, bo wiedziała o obowiązku wytłumaczenia „cudu". – Nie uwierzysz mi, jeśli ci powiem, że zgodził się w imię przyjaźni?

W oczach Toushirou pojawiło się rozbawienie. Pokiwał przecząco głową, przygotowując się psychicznie na szok. Rei lekko się zaczerwieniła, bo w końcu zagroziła porucznikowi, ale liczyła na zrozumienie.

- Postraszyłam Renjiego jednym z moich sztyletów – zakomunikowała, speszona. Hitsugaya roześmiał się chrapliwie, po czym jego ciałem wstrząsnął kaszel. Syknął i szybko położył dłoń na ranie. Eiki spojrzała na niego przerażona. – Więcej nie powiem ci nic śmiesznego.

- Kontynuuj – poprosił słabo. Miecz napastnika przebił prawe płuco i, mimo że było już zagojone, nadal szarpał nim ból.

- Przez cały jeden dzień starałam się znaleźć Vaizarda. Miałam zdjęcia wszystkich ośmiu. I całkiem nieoczekiwanie ja sama zostałam odnaleziona. Mała dziewczynka ze sklepu Urahary, Ururu, zapytała, czy jestem z twojego składu. Gdy przytaknęłam, zaprowadziła mnie do swojego pracodawcy. W międzyczasie Jinta, jego drugi protegowany, przyprowadził byłego kapitana piątej dywizji, Hirako Shinjiego. Ten zaś zabrał mnie do Vaizardów, którzy udzielili mi pomocy, ale nie dokładnie takiej, jaką chcieliśmy – urwała na moment, dla zaczerpnięcia oddechu. Zastanawiała się, czy opowiedzieć mu o wszystkim. Zanim podjęła decyzję, słowa same popłynęły z jej ust. – Shirou, z mojego punktu widzenia, nie było mnie w Seireitei przez prawie dwa miesiące.

Toushirou podniósł się gwałtownie i ponownie skrzywił z bólu. Patrzył na Rei z niedowierzaniem. To nie było możliwe. Czas na Ziemi płynął troszeczkę szybciej niż w Seireitei, ale nie było to tak zauważalne w ciągu trzech dni, które tam spędziła.

- Słucham? – wyszeptał nagląco. – Jak to możliwe?

- Vaizardzi nie chcieli mi nic powiedzieć – zaczęła wyjaśniać. – Hirako zdążył ostrzec mnie przed Ichimaru, ale nie wytłumaczył mi, o co chodziło. Wtedy Hiyori z drwiną powiedziała, że jeśli chcę, mogą mnie nauczyć uwalniać Bankai. Tego się złapałam: zostać z nimi trochę dłużej, może coś się komuś wypsnie. Ale miałam najwyżej parę dni, do czasu odnalezienia Rukii. Wobec tego Ushouda Hachigen, były zastępca dowódcy Korpusu Kidou rzucił podwójne, zakazane Kidou: zapętlił czas wewnątrz tarczy, odgrodził mnie i Shinjiego od reszty. My spędziliśmy dwa miesiące na walce, zaś na Ziemi minęły dwa dni.

- Nauczył cię?

- Uwalniać Bankai?

Białowłosy Shinigami skinął z powagą głową. Nadal lekko podpierał się na łokciach, co zaczynało mu powoli przeszkadzać, ale musiał patrzeć w jej ciemne, niebieskie oczy. Rozejrzała się, także w poszukiwaniu ukrytego reiatsu. W końcu potaknęła z uśmiechem pełnym dumy.

- Shinji w dwa miesiące nauczył mnie tego, co Juushirou próbował przez lata – stwierdziła. – Ale Vaizardzi mają swoje metody.

- To naprawdę szybko – zamyślił się chłopak. – Możliwe, że najszybciej z osób, o których słyszałem. Kapitanowie Gotei 13 potrzebują lat na opanowanie Bankai.

- Czyli ja wiem więcej – uśmiechnęła się z przekorą. – Znamy oboje kogoś, kto uwolnił Bankai po trzech dniach morderczego treningu. Ale Hirako powiedział, że nie pozwoli mi przez to przejść.

- Kto? – głos Toushirou powoli wracał do normy. Wydawał się również stopniowo zapominać o rwaniu w piersi. W jego oczach zabłysło zainteresowanie.

- Urahara Kisuke – odpowiedziała beztrosko. – Chociaż nigdy nie widziałam jego Benihime. Tak się nazywa jego Zanpakutou.

Hitsugaya pokiwał głową, trawiąc przekazane informacje. Lekkim gestem dłoni zachęcił swoją Shinigami do kontynuowania.

- Po opuszczeniu tarczy dowiedziałam się, że jestem poszukiwana. Renji miał dla mnie jakąś wiadomość z Seireitei. Przed odejściem dowiedziałam się, że musimy uważać na Ichimaru, ale on jest tylko pionkiem kogoś, o kim Vaizardzi nie mówią. Najwyraźniej jest to ktoś, kto ich stworzył. Po spotkaniu Renjiego dowiedziałam się, że jesteś umierający. Bez wahania powróciłam do Społeczeństwa Dusz. Nie miałam już nic do roboty na Ziemi – skończyła i wpatrzyła się gniewnie w swojego dowódcę. – A teraz mi opowiedz, jak się wpakowałeś w to bagno.

Srebrnowłosy młodzieniec rzucił jej ironiczne spojrzenie. Blady błękit jego oczu spotkał się z ciemnym szafirem jej. Chłopak spokojnie opadł na miękkie poduszki i westchnął. Chciał się trochę z nią podroczyć, ale wiedział, że czas był w tym wypadku bezcenny, a ona musiała poznać wszystkie szczegóły.

- Dusze zniknęły z kilku dzielnic we wschodnim Rukongai – zaczął. – Ktoś mnie o tym uprzedził. Anonimową notkę przekazała mi Matsumoto tej nocy, kiedy ty zaczynałaś misję na Ziemi. Byłem tak zaaferowany, że nie powiedziałem nikomu, gdzie się wybieram. Myślałem, że jeszcze zdążę, że uratuję niewinne dusze przed strasznym losem…

Urwał, a Rei nagle olśniło.

- Wiesz, co się z nimi dzieje, prawda?

- Po kolei – usadził ją w miejscu. – Gdy dotarłem do wskazanej dzielnicy, nikogo tam nie było. A raczej nie było tam tych, którzy powinni być. Ja natomiast, zupełnie nieprzygotowany, zostałem zaatakowany przez kobietę, również hybrydę Shinigami i Hollowa. Powiedziała, że jej mistrz ucieszy się, jeśli ona przyprowadzi mu ledwo żywego kapitana. Określiła siebie jako Arrancar, przeciwieństwo Vaizarda.

Rei zamyśliła się… Skoro Vaizard był zhollowowanym Shinigami, tym, który założył maskę, to Arrancar musiał być tym, który tę maskę zdjął. Musiał być Hollowem, któremu dano moce Shinigami. Sama perspektywa takiego działania napełniła Eiki przerażeniem.

- Widzę, że zrozumiałaś, kim są Arrancar – podsumował Toushirou, widząc jej minę. – Była wzburzona, kiedy wspomniałem o Vaizardach. Nazwała ich, ogólnie rzecz biorąc, słabym ścierwem. Zaczęliśmy walczyć. W końcu zostałem zmuszony do uwolnienia Bankai. Prawie ją miałem, ale wtedy jej partner zaszedł mnie od tyłu. Widziałem, jak ostrze wynurza się ze mnie. Zauważyłem jeszcze, jak odchodzą, mamrocząc coś o swoim mistrzu, ale nie słyszałem, co. Potem zobaczyłem porucznika Kirę i jestem tym poważnie zmartwiony. Podobno Ichimaru go przysłał, ale skąd ten lis wiedział, gdzie będę i w jakim stanie? Nie wiem…

- Wiedziałam, że musiało ich być dwoje – powiedziała po chwili kontemplacji. – Arrancar, mówisz? Ci, którzy zdjęli maski… I Kira zamieszany w to wszystko…

Dziewczyna uderzyła się w czoło. W natłoku informacji o Vaizardach i Arrancar zapomniała przekazać swojemu kapitanowi wiadomość o wyroku Biura 46 w sprawie Rukii. Otworzyła usta, ale Hitsugaya pokiwał ostrożnie głową i wskazał parapet. Rei wstała bezgłośnie i skradając się, podeszła do otwartego na oścież okna. W jej dłoni błyskawicznie znalazł się sztylet wyciągnięty z buta. Szybkim ruchem wyjrzała na zewnątrz i stanęła oko w oko z przestraszonym Kyouraku.

- Shunsui! – wrzasnęła, rozzłoszczona. – Mogłam cię zabić! I co ty tu w ogóle robisz? Podsłuchujesz, jak zwykle?

- Rei-chan, jak zwykle uważna – na jego twarzy odmalowała się ulga. – Starych nawyków niełatwo się pozbyć.

- Bardzo stary ten nawyk – prychnęła, nadal wściekła. – Lisa cię go nauczyła, więc nie ma nawet stu lat. Po co tu przyszedłeś?

- Zobaczyć, jak się miewa kapitan Hitsugaya – wykręcił się szybko.

Rei i Toushirou posłali sobie spojrzenia pełne dezaprobaty dla mało twórczej wymówki.

- A nie mogłeś wejść drzwiami, Kyouraku? – zapytał srebrnowłosy Shinigami.

Kapitan ósmej dywizji uśmiechnął się rozbrajająco i w tym samym momencie stojąca przy oknie Eiki zauważyła zakłopotaną porucznik Ise wbiegającą na teren szpitala. Wychyliła się niebezpiecznie i pomachała kobiecie.

- Nanao-san, Shunsui jest w pokoju kapitana Hitsugayi – zawołała, po czym odwróciła się do przyjaciela i uśmiechnęła złośliwie. – Uciekałeś przed Nanao?

- Nie wiem, jak sobie radzisz z tą diablicą, Hitsugaya-kun – westchnął mężczyzna, po czym skierował się do oszklonych drzwi, za którymi już czekała rozzłoszczona kobieta. – Wracaj szybko do zdrowia, kapitanie.

Shirou lekko pomachał ręką do Kyouraku i zwrócił się ponownie do Rei.

- Lisa?

- Jego była porucznik, obecnie Vaizard – wytłumaczyła, zmęczona ciągłym użeraniem się z mężczyzną, któremu na pozór brakowało dyscypliny. – Szpiegowała wszystkich, włącznie z tajnymi spotkaniami kapitańskimi. Po jej zniknięciu przejął nawyk.

- Dobrze, to teraz powiedz mi to, co chciałaś, zanim Kyouraku nam przerwał.

Rei spojrzała na Toushirou z bólem w oczach. Chłopak zauważył, że zmieniały one odcień w zależności od nastroju dziewczyny. Gdy była szczęśliwa i pełna energii rozjaśniały się, zaś gdy była zła lub smutna, ciemniały. Teraz przyjęły jeden z najciemniejszych tonów, jakie widział.

- Byakuya i Renji przyprowadzili Rukię. Okazało się, że jakiś śmiertelnik odebrał jej moce Shinigami. Generał przyznał, że to nie była do końca jej wina, ale wiesz dobrze, że decyzja w tej sprawie należała do Biura 46. Matsumoto i Juushirou zabrali mnie na spotkanie dowództwa Gotei 13, miałam ze sobą Hyorinmaru, by chociaż twoja obecność nam tam towarzyszyła. Gdy porucznik Sasakibe odczytał wyrok śmierci dla Rukii, Byakuya rzucił się z Senbonzakurą na Juushirou. Ja byłam na to przygotowana i przystawiłam mu twój Zanpakutou do szyi. Renji z kolei położył mi Zabimaru na karku. Musiał jednak odstąpić, czując mój sztylet we… wrażliwym miejscu – dziewczyna zaczerwieniła się, ale jej twarz rozjaśnił przelotny uśmiech. – Obaj musieli ustąpić pod naciskiem Hyorinmaru. Ale on chyba nie był zadowolony, że posługuje się nim ktoś obcy. Odmroził mi rękę. Do łokcia.

Rei musiała urwać, bo Toushirou zaczął się śmiać, krztusząc się i pokasłując.

- Chcesz mi powiedzieć, że gdy byłem nieprzytomny, ty wzięłaś Hyorinmaru, weszłaś z nim do kapitańskiej sali obrad i jeszcze zagroziłaś nim Kuchiki Byakuyi? – z oczu chłopaka popłynęły łzy. – A Hyorinmaru cię nie zabił? Stary druhu, robisz się miękki.

Ostatnie słowa skierował do swojego Zanpakutou, który leżał na ławie w pobliżu łóżka Hitsugayi. Oczy Eiki rozszerzyły się, gdy słuchała swojego przełożonego.

- Nie wiedziałaś, że Hyorinmaru może cię zabić, gdy zaczniesz się nim posługiwać? – zapytał zdziwiony, że jej wcześniej nie uprzedził. – Musiałaś naprawdę mu zaimponować, że tylko odmroził ci rękę, Rei.

- Wiesz, położyłam go na szyi jednego z najsilniejszych kapitanów – uśmiechnęła się zawadiacko w kierunku miecza. – Chyba mu się spodobało. I dostałam naganę.

- Tego się spodziewałem – powiedział prosto Shirou. – Zagroziłaś Shinigami wyższemu stopniem i twojemu sojusznikowi.

- Nie za to – Rei roześmiała się głośno, choć krótko. – Za zwracanie się do Byakuyi po imieniu.

Srebrnowłosy kapitan jęknął z rezygnacją. On już pogodził się z tym, że dziewczyna używała znienawidzonego przezwiska, ale fakt, że zwracała się do innych kapitanów po imieniu w obecności generała Yamamoto był deprymujący.

- Przez ciebie wyjdę na kogoś, kto nie potrafi zapanować nad własnym oddziałem.

- Szyscy wiedzą, sze panujesz nad oddziałem, kapitanie – od drzwi dał się słyszeć znajomy kobiecy głos.

Rei i Shirou odwrócili się jednocześnie w tamtą stronę i zobaczyli Matsumoto, z lekko zaczerwienionymi oczami i nosem. W tym momencie oboje pomyśleli to samo. Eiki podniosła się z łóżka, na którym siedziała i podeszła do swojej porucznik. Ujęła ją pod ramię i podprowadziła do krzesła, które stało dość daleko od twarzy Hitsugayi.

- Matsumoto, czy ty piłaś? – zapytał obojętnie chłopak.

Rangiku spłoniła się i spuściła wzrok. Jej drżące dłonie powiedziały im więcej niż słowa. Toushirou skinął głową swojej oficer, która natychmiast przyniosła rudowłosej kobiecie szklankę zimnej wody.

- Tylko trooooszedżkę – wymamrotała. – Szeby módz spojrzeć w oczy kapitanowi, którego zawiodłam.

Chłopak spojrzał zaskoczony na kobietę, a potem skrzyżował wzrok z Rei. Matsumoto najwidoczniej obwiniała się o to, co mu się przydarzyło. Eiki położyła jej dłoń na ramieniu i szepnęła coś do ucha. Rangiku uśmiechnęła się z wdzięcznością.

- Miałam saaamiar obedrzeć cię szywcem ze skóry, kapitanie – powiedziała, z lekkim pijackim akcentem. – Ale Rei-san mnie powstrzymała. I chyba miała rację. Wyglądasz tak strasznie, sze nie wiem, dży chciałabym widzieć cię w jeszcze gorszym stanie.

Kobieta pociągnęła nosem, a w jej oczach zabłysły łzy. Hitsugaya siedział zaskoczony. Pijana Matsumoto zazwyczaj miała cudowny humor. Tak cudowny, że musiał przez nią uciekać kapitańskim shuunpo. A teraz zupełnie nie przypominała siebie.

Z kolei Rei postanowiła wykorzystać okazję.

- Matsumoto-san, opowiedz mi o poruczniku Kirze – poprosiła przymilnym tonem.

Jej dowódca spiorunował ją wzrokiem, ale nie zaprotestował przeciw prośbie. Wręcz przeciwnie, gdy porucznik na niego spojrzała, skinął przyzwalająco głową. Rangiku jeszcze raz pociągnęła nosem i zaczęła mówić.

- Isuru jest silnym Shinigami, w pszedziwieństwie do tego, co o nim mówią – zaczęła dość agresywnym tonem. – Jest jednak ślepo oddany Ginowi, co uważa za swoją zaletę. Podąży wszędzie za swoim kapitanem. Jego Zanpakutou to Wabisuke. Jednak mimo naszej pszyjaźni, nigdy nie powiedział mi, jakie są jego właściwości. Wątpię jednak, żeby już osiągnął Bankai.

- Matsumoto… - Shirou zawahał się przed zadaniem pytania, które go nurtowało od jakiegoś czasu. – Czy gdyby Ichimaru Gin zdradził Gotei 13, Kira poszedłby za nim?

- Gin by nie zdradził Seireitei – zaprotestowała ostro.

- Hipotetycznie, Matsumoto-san, czysto hipotetycznie – załagodziła sytuację Rei.

- Raczej tag. Isuru jest zbyt naiwny – powiedziała po chwili namysłu.

- A odwrotnie? – nagle Rei wpadł do głowy pomysł. – Czy kapitan Ichimaru wspomógłby porucznika Kirę, gdyby ten zdradził?

Toushirou spojrzał badawczo na Rei. Taki pomysł nie przyszedł mu do głowy. Kiedyś, jeszcze w Rukongai, usłyszał, że najlepszym szpiegiem i najgorszym zdrajcą jest ten, który najmniej pasuje do profilu psychologicznego zdrajcy. Kira Izuru doskonale pasował do tego modelu. Czyżby to on był mistrzem? Człowiekiem, o którym mówili Vaizardzi? Czy to Kira pociągał za sznurki? Obojgu wydało się to dość nieprawdopodobne, ale nie mogli wykluczać żadnej opcji. Winny, dopóki nie zostanie oczyszczony z zarzutów, przynajmniej w ich oczach.

Matsumoto przez chwilę rozmyślała nad tą kwestią. Jej zamroczony alkoholem umysł pracował na zwolnionych obrotach, ale w końcu doszła do siebie na tyle, by udzielić odpowiedzi.

- Nie sądzę, żeby Gin pomógł Isuru – powiedziała, lekko się chwiejąc.

- Rei, przynieś miskę – ostrzegł brunetkę Toushirou. Rangiku tymczasem zzieleniała na twarzy. – Typowe objawy zatrucia alkoholowego, Matsumoto.

Eiki w ostatnim momencie podstawiła miednicę pod twarz przełożonej. Słuchając odgłosów zwracania zawartości żołądka, Rei i Shirou patrzyli na siebie. Oboje nie wiedzieli, co myśleć. Czy rzeczywiście Kira Izuru mógł być taki inteligentny i przebiegły, by zwieść całe Seireitei? Kiedyś ktoś musiał to zrobić. Czy historia miała się powtórzyć?

Rei wyszła na korytarz zawołać kogoś do pomocy Matsumoto. Gdy wróciła do swojego kapitana, oboje siedzieli w milczeniu do końca czasu odwiedzin.

___________________________________________________________________________________________________________________________
Notka od bety:
Beta ogromnie przeprasza za swoją pożałowania godną ślamazarność. Niestety, tak się składa, że żadna GUM-a (Gdański Uniwersytet Medyczny, przyp. red.) nie bierze pod uwagę osiągnięć w poprawianiu cudzej prozy, a jedynie wyniki przekleństwa zwanego maturą. Pozdrawiam, machając przekształconymi parapodiami, pragnąc pić płyn, który nie spowoduje roztworzenia galaretowatego osadu wodoretlenku miedzi (II). Niech moc - praca przez czas - będzie z wami.