Trochę późno, ale w końcu mamy wakacje... Moja beta opiernicza się tak samo, jak ja ;]
Miłego czytania...
Rozdział 13
- Porucznik Hinamori, kapitan Hitsugaya prosił żebym zapytała, czy niczego nie potrzebujesz – Rei była wściekła na Shirou, za to, że wysłał ją do dziewczyny, ale nie mogła odmówić, bo to nie był rozkaz. Chłopak poprosił.
- Potrzebuję swojego Zanpakutou i tego drania, który zabił mojego kapitana – syknęła, a łzy ponownie zabłysły w jej oczach.
Młoda porucznik siedziała na krześle pośrodku ogromnej celi, zaś przez niewielkie, wysoko położone okienko wpadało światło słoneczne. Eiki stała po drugiej stronie krat i wpatrywała się współczująco w Shinigami, która kilka godzin wcześniej straciła dowódcę. Sama nie potrafiła sobie wyobrazić, co zrobiłaby z osobnikiem, który odważyłby się chociażby drasnąć Shirou. Rozszarpałaby go na strzępy, przypiekając na wolnym ogniu lub pobawiłaby się w akupunkturzystkę-amatorkę, na koniec pozostawiając oczy i narządy „rozrywkowe". Odruchowo zacisnęła pięści. Musiała opanowywać takie brutalne myśli, bo mogły jej kiedyś zaszkodzić.
- Hinamori-san, dopóki kapitan Hitsugaya nie znajdzie mordercy, nie zostaniesz uwolniona – wyjaśniła cierpliwie, wiedząc, że na miejscu więźniarki już dawno by uciekła. – Wiesz równie dobrze jak ja, że jest w stanie rozwiązać tą sprawę.
- Wiem – dziewczyna opuściła głowę, pochlipując pod nosem. – Podziękuj mu za to.
Eiki skinęła głową, sięgając do swojej kieszeni po zapieczętowaną kartkę papieru. Matsumoto znalazła ją w gabinecie Aizena, jako jedyna leżała na jego lśniącym biurku. Toushirou doszedł na tej podstawie do wniosku, że kapitan piątej dywizji wiedział o planowanym zamachu. Doprowadziło go to do takiej wściekłości, że Rei musiała go uderzyć, żeby się uspokoił. Potem powiedział, żeby oddać list jego adresatce, czyli Hinamori, co brunetka właśnie robiła. Wsunęła papier do celi.
- Co to jest? – wyszeptała porucznik.
- List, zostawiony przez kapitana Aizena – odpowiedziała zapytana. – Jest zaadresowany do ciebie.
- Dziękuję, Rei-san – w słowach Hinamori młoda Shinigami wyczuła ogromną wdzięczność i radość. – Wybacz, że kiedyś tak na ciebie naskoczyłam.
- Nie musisz przepraszać, Hinamori-san – Eiki powoli zaczęła się wycofywać.
Gdy znalazła się poza zasięgiem wzroku dziewczyny, osunęła się po ścianie na podłogę. Westchnęła głęboko. Morderca Aizena wiedział, gdzie mierzyć. Zranił Hinamori do szpiku kości, a przez to ucierpiał Toushirou. Rei musiała pogratulować mu sprytu. Wszystkie poszlaki wskazywały na Ichimaru: jego skład znalazł umierającego Hitsugayę w Rukongai, mężczyzna szczerze nienawidził Aizena, nie zareagował na Ryoka we właściwy sposób, jako pierwszy pojawił się na miejscu zbrodni i chciał zabić Hinamori.
Po chwili podniosła się i powlokła zobaczyć z Renjim. Miała nadzieję, że od niego usłyszy coś interesującego. Tam właśnie znalazł ją Shirou.
- Rei! – zawołał ją po imieniu. Obróciła się równocześnie z Renjim, który uniósł w zdumieniu brew. – Jesteś mi potrzebna.
- Wrócę później, Renji – powiedziała przyjacielowi i wyszła z celi. Podbiegła do swojego dowódcy. – Co się stało?
- Mogłabyś czasami przeglądać pocztę, Rei – skarcił ją. – Dzisiaj rano przyszło to.
Chłopak pomachał jej przed oczami kartką z pieczęcią dwunastej dywizji.
- A ponieważ wszystko związane ze śledztwem jest kierowane do ciebie, to ja dowiaduję się o tym za późno.
- Powiesz mi, co się stało? – zapytała, zrezygnowana. – Czy mam zgadywać?
- To notka z departamentu technologicznego – Hitsugaya zignorował jej pomruk, że przecież widzi. – Kurotsuchi Nemu informuje, że dzisiaj rano z kolejnych dzielnic Rukongai zniknęły dusze. Wiesz, co to oznacza?
Rei przez moment zastanawiała się, dlaczego ta informacja jest tak ważna. Po chwili dotarło do niej, czego świadkiem była rano.
- Kira nie jest za to odpowiedzialny – wyszeptała. Po chwili jednak jej czoło zmarszczyło się. – Ichimaru też tam był.
- Wiem o tym, Rei – Toushirou wydawał się być zniecierpliwiony. – Pomyśl.
Dziewczyna już miała na końcu języka ciętą replikę dotyczącą jej i myślenia, ale zamarła, gdy zrozumiała, o co chodzi jej przełożonemu.
- Vaizardzi mówili, że…
- Ichimaru jest tylko pionkiem – dokończył chłopak. – A my się zastanawialiśmy, czy to nie Kira jest jego mistrzem. A ponieważ ten przez cały ranek był w Seireitei…
- My musimy tylko sprawdzić, kto opuszczał miasto – oczy Eiki zaświeciły. Nie pierwszy raz zdarzyło się im dokańczać sobie nawzajem zdania. Juushirou uznał, że to bardzo podobne to tego, co on sam musiał przeżywać przy Shunsui. – Jesteśmy genialni.
- Nie tak szybko, Rei – powstrzymał ją. – Ja już to sprawdziłem. I nic nie znalazłem. Albo nikt nie opuszczał Seireitei, albo mamy na głowie bardzo sprytnego i wysoko postawionego Shinigami.
Rei zaklęła brzydko, za co Toushirou trzepnął ją po ramieniu.
- Uspokój się – fuknął. – Jak na razie tylko dowiedliśmy, że to nie Kira. Nie mamy nic na Ichimaru.
- Winny dopóki nie udowodnimy niewinności – zacytowała ich niepisaną regułę. – A my właśnie uniewinniliśmy Kirę Izuru, Shirou. Przynajmniej w naszych oczach.
- Wiem – srebrnowłosy Shinigami wpatrywał się w wzniesienie Soukyoku. – Szkoda, że w ten sam sposób nie możemy uniewinnić Kuchiki.
Rei pokiwała głową. Ona również spojrzała na szczyt egzekucyjny, gdzie niedługo miała zostać stracona niewinna dusza. Na jej ramieniu usiadł motyl i jej oczy napełniły się przerażeniem. Zaczęła biec w stronę wyjścia.
- Rei! – krzyknął za nią Toushirou. – Co się stało?
- Shunsui zaczął walczyć z Ryoka – odkrzyknęła przez ramię i zniknęła w shuunpo. Hitsugaya przeklął wszystkich znanych sobie bogów i ich świty, na co Renji podniósł w celi głowę i spojrzał zdziwiony na dowódcę dziesiątej dywizji. Po chwili kapitan pognał za podwładną.
* * *
Shunsui stał naprzeciw chłopca o bardzo ciemnej karnacji, patrzącego na niego z wyczekiwaniem. Ryoka wiedział, że ma do czynienia z Shinigami w randze kapitana, to było zauważalne. A Kyouraku nie starał się pohamować swojego olbrzymiego reiatsu. Pozwolił, by spadło na chłopaka, dając mu czas na wycofanie się. Nie spodziewał się jednak, że intruz po prostu zacznie biec w jego stronę. Mężczyzna nie miał zamiaru robić mu krzywdy, ale został dosłownie zmuszony do wyciągnięcia Zanpakutou. Wiedział, że Nanao stoi niedaleko, by w razie czego wesprzeć go, ale jej pomoc była całkowicie zbędna. Miecz Shinigami ciął tylko raz.
Celnie.
Krew trysnęła z ciała młodego Ryoka, gdy osuwał się na ziemię. W ostatniej chwili złapała go młoda brunetka. Jej długie włosy zawirowały, gdy odskakiwała na bezpieczną odległość od Kyouraku i Nanao. Tuż za nią pojawił się białowłosy Hitsugaya, zaś od drugiej strony przybyli Ukitake z ciemnoszarym kotem na ramieniu. Zdezorientowana Nanao skakała wzrokiem od jednego do drugiego.
- Kyouraku, ustaliliśmy coś – krzyknęła z daleka Rei. – Nie atakujemy Ryoka.
Porucznik Ise uniosła brwi w zdumieniu. Kot zmienił się w nagą kobietę, na co Shirou odwrócił wzrok. Lekko się zaczerwienił, słysząc gardłowy śmiech Yoruichi i Eiki.
- Już możesz się odwrócić, kapitanie Hitsugaya – powiedziała kobieta. Miała na sobie różową szatę Shunsui, która, prawdę mówiąc, jej pasowała. – Ja go zabiorę.
- Idź, Yoruichi – powiedział Juushirou, kiwając głową, ale jego wzrok nie opuszczał postaci przyjaciela. – Kyouraku, Rei coś do ciebie powiedziała.
- Nanao-chan – mężczyzna przywołał swoją podwładną. – Sprawdź, czy nie ma cię w kwaterze głównej.
- Ale…
- Nanao!
Kobieta pierwszy raz usłyszała, żeby jej dowódca zwracał się do niej tak ostro. Dochodząc do wniosku, że sprawa musi być poważna, odwróciła się i zniknęła w shuunpo. Tymczasem była kapitan drugiego składu podeszła do rannego chłopaka.
- Sado… – szepnęła. – Zabieram cię w bezpieczne miejsce.
- Yoruichi-chan – zaczął Kyouraku. W odpowiedzi zmierzyły go cztery ostre spojrzenia. Uniósł dłonie w poddańczym geście. – Najbezpieczniejszy byłby w areszcie ósmej dywizji. Oprócz mnie i Nanao nikt nie ma tam wstępu.
- Nie – zaprotestowała ostro Rei.
- Rei-san, to może być dobry pomysł – ostrożnie zaoponowała Shihouin. – Nikt go tam nie będzie szukał.
- Rei – Shirou położył dłoń na jej ramieniu. – Niech Kyouraku się nim zajmie. Wydaje mi się, że Ukitake i Shihouin przybyli tu nie bez powodu.
- Młody Hitsugaya ma rację – przyznała kobieta-kot. – Shiba Ganju dotarł do Celi Pokuty. W jego stronę kieruje się mały Byakuya.
- A gdzie jest Kurosaki? – zapytał Toushirou w myślach przeklinając Yoruichi za zwracanie się do niego słowem „młody". – Podobno to on towarzyszył Shibie.
- Prawdopodobnie niedługo tam przybędzie – odpowiedział Ukitake. – Shunsui, zabierz tego chłopca. My jak najszybciej musimy znaleźć się przy Białej Wieży.
Cztery osoby popatrzyły na siebie i równocześnie popędziły w stronę królującego nad Seireitei budynku – symbolu popełnionego przestępstwa. Yoruichi, nie na darmo nosząca tytuł bogini shuunpo, musiała zwolnić w pewnym momencie i zaczekać na pozostałych. Jednak ich tempo także nie było najgorsze, wobec czego znaleźli się stosunkowo szybko na moście oddzielającym Wieżę od pozostałych budynków.
Wpatrywali się jak skamieniali w rozgrywającą się przed ich oczami scenę. Uwolniona Senbonzakura Byakuyi zadała mnóstwo ran młodemu Ganju, który powoli osunął się na ziemię. Ukitake stanowczym krokiem podszedł do młodszego kapitana i złapał za nadgarstek.
- Nie posuwasz się za daleko, kapitanie Kuchiki? – zapytał z łagodnym uśmiechem.
- Kapitan Ukitake – obserwatorów dobiegł zdumiony szept ze strony celi. Spojrzeli w tamtą stronę i zobaczyli klęczącą Rukię, wpatrującą się w nich z rezygnacją.
- Cześć, Kuchiki – mężczyzna starał się zabrzmieć radośnie, choć sprawiało mu to ogromną trudność. – Trochę schudłaś, wiesz?
- Co ty robisz, Ukitake? – zabrzmiał chłodny, obojętny głos Byakuyi.
- Ja powinienem zapytać – wtrącił się Toushirou, równie lodowatym głosem. – Uwolniłeś Zanpakutou w świętym miejscu. To najwyższa obraza.
- Ogłoszono stan wojenny, a zakaz uwalniania Zanpakutou zniesiono – wytłumaczył spokojnie mężczyzna.
- Byakuya, jak możesz? – wrzasnęła Rei, znowu się zapominając i zwracając do niego po imieniu. – Przecież to zwykły Ryoka! A ty używasz Shikai Senbonzakury.
Nagle przygwoździło ją do ziemi ogromne reiatsu. Rukia, Hanatarou i Ukitake również przyklękli. Toushirou i Byakuyi udało się wytrwać na nogach. Yoruichi gdzieś zniknęła.
- Co to za…? – Eiki nie zdążyła dokończyć pytania.
Wysoki, pomarańczowowłosy chłopak pojawił się znikąd przy Rukii, minął ją i podszedł do młodego oficera z czwartej dywizji. Wyszeptał do niego parę słów i dopiero wtedy odwrócił się do swojej skazanej na śmierć przyjaciółki. Jego głos był na tyle mocny, by dotrzeć do stojących najdalej Eiki i Hitsugayi:
- Cześć, Rukia. Przybyłem cię uratować.
- Zabroniłam ci – w oczach dziewczyny widać było łzy. – Ty idioto! Zabroniłam ci przychodzić! Nie widzisz?
Wskazała dłonią na stojących najbliżej kapitanów Kuchiki i Ukitake. Dalej za nimi stało dwoje Shinigami z dziesiątego składu, ale Rukia nie mogła wiedzieć, że troje z nich ma zamiar jej pomóc. Ichigo położył swój Zanpakutou na ramieniu i odstąpił krok od dziewczyny.
- Czyli żebym mógł cię stąd wyrwać, muszę go pokonać? – wskazał głową Byakuyę. – Robi się.
- Ichigo…
- Co!? – wrzasnął. – Znowu powiesz mi, że mam uciekać? Że mam cię zostawić na pewną śmierć? Nie zawrócisz mnie, bo nie wiesz, jak trudne było samo dotarcie do ciebie. Zaszedłem tak daleko, więc nie wrócę bez ciebie, Rukia.
Niska Shinigami patrzyła na niego łagodnie.
- Nigdy się nie zmienisz, prawda?
- Nie bój się o mnie – powiedział, nagle zmieniając ton na spokojny. – Gdy ciebie nie było, nauczyłem się kilku rzeczy,
Tymczasem Juushirou starał się powstrzymać zawziętego Byakuyę od zniszczenia chłopaka. Ten jednak nie reagował ani na logiczne wywody mężczyzny, ani na krzyki długowłosej brunetki stojącej obok swojego dowódcy, który nawet nie kwapił się, by ją powstrzymać.
- Skończmy to – Kuchiki skierował swoje słowa do stojącego naprzeciw Ryoka.
Nagły wybuch dwóch potężnych reiatsu uderzył w obserwatorów. Shirou starał się przytrzymać znokautowaną Rei, która nagle wrzasnęła coś do niego. Spojrzał pytająco i dziewczyna zrozumiała, że musi powtórzyć pytanie.
- Gdzie jest Yoruichi?
Chłopak rozejrzał się. Rzeczywiście, kobieta zniknęła. Kolejna fala siły duchowej nie pozwoliła mu zagłębiać się w tą sprawę, bo musiał się skupić na utrzymaniu siebie i swojej oficer w stanie przydatności do walki. Nagle Kuchiki zniknął.
- Nie! – wrzasnęła Rei, wiedząc jak niebezpieczne jest uderzenie shuunpo Byakuyi.
Wtedy, ku jej wielkiemu zdziwieniu, Ichigo odwrócił się i zablokował uderzenie Senbonzakury swoim mieczem. Oczy przełożonego szóstej dywizji rozszerzyły się, brunet był wyraźnie zszokowany. Chłopak uśmiechnął się bezczelnie.
- Widziałem każdy twój krok, Kuchiki Byakuya.
- W takim razie – mężczyzna nie wahał się ani chwili. Ustawił Zanpakutou w pozycji odpieczętowania. Rukia i Rei rozszerzyły oczy w przerażeniu. Ich krzyki zostały zagłuszone spokojnym tonem kapitana. – Pokażę ci prawdziwą moc Senbonzakury. Rozprosz się…
Byakuya nie zdążył dokończyć polecenia, gdy cały Zanpakutou został owinięty bandażem przytrzymywanym przez kobietę, która nagle pojawiła się na moście. Z ust Rei i Shirou wyrwały się westchnienia ulgi.
- To ty! – w głosie bruneta brzmiało oskarżenie. – Shihouin Yoruichi!
Rukia otworzyła usta ze zdumienia. Hanatarou z niedowierzaniem wpatrywał się w piękną, ciemnoskórą kobietę, która patrzyła twardo w oczy Byakuyi.
- Mały Byakuya – odpowiedziała lekko. – Dawno się nie widzieliśmy. Jakieś… sto lat?
- Yoruichi-san, ja muszę go pokonać – wtrącił się Ichigo. Kobieta spojrzała na niego jak na wariata.
- Pokonać go? – powtórzyła drwiąco. – Sam? Jesteś większym idiotą, niż sądziłam.
- Co…? – chłopak spojrzał na nią pytająco. Z ust Rei wyrwał się śmiech.
Wtedy kobieta-kot odwróciła się w okamgnieniu i uderzyła chłopaka w brzuch. Odkaszlnął krwią, wpatrując się w nią z otępieniem.
- Ukitake – skinęła głową staremu znajomemu i złapała chłopaka wpół.
- To jakiś narkotyk – powiedział Juushirou półgębkiem do Rei i Toushirou. – Sparaliżowała go, by go uratować.
Oboje pokiwali głowami. Już się domyślili, co takiego zrobiła Shihouin. Ta jeszcze odwróciła się do Byakuyi.
- Jeszcze się spotkacie, przysięgam. Za trzy dni.
Potem zniknęła ze świstem w najszybszym shuunpo, jakie widziała Eiki. Albo jakiego nie widziała, bo jej wzrok nie nadążał nad kobietą.
- Jej nie dogonisz, kapitanie Kuchiki – powiedział Ukitake, odchodząc razem z Shirou i Rei. – Nie bez powodu zwali ją boginią shuunpo.
Mężczyzna zaklął pod nosem i oddalił się jeszcze szybciej. Wtedy Eiki szybko zawróciła i złapała upadającą Rukię.
- Zemdlała, gdy napór reiatsu Byakuyi zniknął – domyślił się Juushirou. – Nie dziwię się. Ale dlaczego Rei nie zemdlała?
- Bo jej pragnienie niesienia pomocy innym jest większe od zachcianek jej ciała – zadrwił Toushirou, choć w głębi ducha podziwiał wytrzymałość dziewczyny.
- Sentarou, Kiyone – zawołał, wywołując zdziwienie srebrnowłosego młodzieńca. – Wyjdźcie i pomóżcie Rei zanieść Rukię do celi. Zrobimy wszystko, by ją wydostać, ale legalnymi metodami.
Ostatnie słowa mężczyzny były skierowane do młodego Hanatarou, który nadal patrzył jak oniemiały na skończony już dramat. Po chwili jedyne, co mógł obserwować, to odchodząca trójka Shinigami. Dwóch mężczyzn miało na sobie kapitańskie uniformy, a za dziewczyną między nimi, włosy powiewały jak czarne haori…
* * *
Toushirou, Rei i Rangiku spotkali się w kwaterze głównej dziesiątego składu, gdzie mieli przeanalizować raport z sekcji zwłok kapitana Aizena. Unohana twierdziła, że zauważyła kilka niezgodności w porównaniu z ostatnimi wynikami badań mężczyzny, ale potrzebowała trochę czasu na ich interpretację. Jako przyczynę śmierci podała rany zadane Zanpakutou w najczulsze punkty ciała Shinigami. Jednak oni, pochyleni nad spisanym równym pismem Isane sprawozdaniem, nie potrafili dostrzec w nim nic dziwnego.
Eiki westchnęła głęboko i odchyliła się na krześle, przeczesując palcami długie włosy. Zamknęła oczy, starając się przypomnieć sobie zawsze miłego i uprzejmego dowódcę piątego oddziału. Wtedy budynkiem zatrzęsło, a krzesło, na którym opierała się brunetka, złamało się i Rei wylądowała z hukiem na podłodze.
- Co to było? – Matsumoto poderwała się w parapetu, który okupowała. – Brzmiało jak wybuch.
Przez drzwi wleciał Motyl Piekła. Trzeba było przyznać, że Seireitei miało doskonałą sieć informacyjną. Owad usiadł na wyciągniętej ręce rudowłosej porucznik i szybko przekazał jej wiadomość.
- Kapitan Kurotsuchi nawiązał walkę z dwojgiem Ryoka…
- Inoue i Ishida – krzyknęła Eiki i błyskawicznie opuściła pomieszczenie. Toushirou westchnął i podszedł do drzwi.
- Na nią trzeba naprawdę uważać – powiedział ze zmęczeniem, ale jego oczy pozostały wyostrzone i poważne. – Zostań, Matsumoto. Ktoś musi koordynować nasze działania z kwatery.
Kobieta skinęła głową, mając nadzieję, że przełożony dogoni dziewczynę zanim wpakuje się w potyczkę z szefem departamentu technologicznego, który miał od stu lat opinię szaleńca.
Rei skierowała się do źródła słyszanej eksplozji w najszybszym shuunpo, na jakie było ją stać. Wiedziała, że nie zajmie wiele czasu, by Shirou ją dogonił, ale musiała spróbować dostać się do dwojga Ryoka, którzy nie mieli najmniejszych szans w walce z ojcem Nemu. Nagle poczuła na nadgarstku silny uścisk dłoni, który wyrwał ją z biegu i stanęła oko w oko z wściekłym przełożonym
- Co ty sobie wyobrażasz, oficer Eiki? – zwrócił się do niej rangą. Dziewczyna zamrugała zdziwiona. – Chcesz wpaść w sam środek walki, której nie masz siły przerwać?
- Mam Bankai – odgryzła się. – I nie pozwolę temu szaleńcowi zrobić krzywdy tym dwojgu.
- Mówisz o Quincy? – zapytał Toushirou, jego złość powoli malała. Nagle po jego plecach przeszły dreszcze. – Kurotsuchi uwolnił Shikai. Idziemy!
Rei spojrzała zdziwiona na swojego kapitana. Dziwnie się zachowywał, najpierw na nią wrzeszcząc, a potem ciągnąc ją w stronę, w którą zmierzała. Rozumiała jednak, tak jak on, że Ryoka nie są dla nich zagrożeniem, które trzeba unicestwić, a zasłoną dymną dla zdrajcy. Bez oporów pomknęła za białowłosym młodzieńcem.
Zatrzymali się w dobrej odległości, by obserwować to, co dzieje się między walczącymi, ale nie zostać wykrytymi. Dowódca departamentu technologicznego trzymał w dłoni odpieczętowany Ashizogi Jizou, Quincy mierzył do niego z ogromnego łuku, zaś Nemu leżała na ziemi z raną zadaną Zanpakutou.
- Kurotsuchi zranił własną córkę? – zapytał wstrząśnięty chłopak. Rei pokiwała głową, bez słowa skanując scenę. W pewnym momencie ostro drgnęła. – Co się stało?
- Nigdzie nie widzę Inoue – powiedziała cicho. – Możesz sam obserwować, co tu się dzieje? Ja muszę ją znaleźć, bo ona jest najsłabsza z wszystkich Ryoka.
Toushirou skinął głową i poczuł silny powiew wiatru, gdy jego podwładna zniknęła w pośpiechu. On sam skupił się na walce Shinigami i Quincy, dwojga odwiecznych wrogów. Ale jak to było możliwe, że ten Ryoka pomagał w uwolnieniu innej Shinigami? Tego Hitsugaya nie mógł w pełni zrozumieć. Postanowił na razie nie ingerować w rozwój wypadków.
Patrzył bez słów, tylko zaciskając mocno pięści, jak Kurotsuchi mówi młodemu Quincy o eksperymentach przeprowadzanych na jego rasie, o stworzeniu Nemu, która wyglądała na ledwo żywą. W końcu o dziadku Ishidy. Shirou poczuł, jak reiatsu chłopca rośnie i przezwycięża on siłę paraliżującą Ashizogi Jizou. Zdrętwiał, gdy usłyszał słowa, których nigdy w życiu nie chciał usłyszeć.
- Na honor Quincy – zaczął urywanym głosem przysięgę, którą każdy Shinigami doskonale znał i której powinien się wystrzegać. – Przysięgam, że cię zabiję. Ransoutengai!
Oczy dwóch kapitanów rozszerzyły się ze zdumienia. Toushirou, co prawda, nigdy nie był zainteresowany rasą tego śmiertelnika, ale wiedział o nich wystarczająco dużo z lekcji w Akademii, żeby zrozumieć technikę, którą właśnie się posłużył. Dodatkowo chłopak złamał bransoletę Quincych, co oznaczało chwilowy przypływ mocy, kosztem jej utraty. Srebrnowłosy młodzieniec zastygł, gdy zrozumiał, że chłopiec może pokonać Mayuriego. Jedyne, co sprawiło, że po zaciśniętych wargach Hitsugayi przemknął zadowolony uśmieszek, to zdziwienie kapitana dwunastego składu, który najwyraźniej po raz pierwszy widział coś takiego. W następnej chwili chłopak wiedział, że musi się wtrącić, by wszyscy na polu walki przeżyli.
- Bankai! – dobitnie powiedział Kurotsuchi. – Złoty Ashizogi Jizou. To twój koniec, mały.
Shirou doskonale to wiedział. Dlatego jego Zanpakutou natychmiast znalazł się w jego dłoniach.
- Króluj na zmarzniętych niebiosach, Hyorinmaru – wyszeptał do miecza. – Bankai! Daiguren Hyorinmaru!
Srebrnowłosy Shinigami zauważył zdziwione spojrzenie Nemu, gdy wyczuła obce reiatsu, ale nie dała tego po sobie poznać. Spojrzała dokładnie w jego stronę i musiała zauważyć niską postać z dwoma potężnymi skrzydłami na tle jasnego jeszcze nieba. Wiedział, że Rei zobaczy z daleka sylwetkę odpieczętowanego Zanpakutou Kurotsuchiego, ale miał nadzieję, że zaufa mu w tej sprawie. Nie ruszył się, póki nie uznał, że to konieczne. Jednak, gdy zobaczył, że Quincy szykuje się, by posłać jedną strzałę, uznał, że to jego szansa. Mógł ukryć w niej ogromne reiatsu swojego miecza i uratować chłopca.
Zaatakowali równocześnie i dlatego plan Shirou powiódł się. Strzała sama w sobie miała ogromną siłę, a wzmocniona energią duchową Hyorinmaru przepołowiła ogromną postać Bankai Ashizogi Jizou i zraniła mężczyznę. Nemu jęknęła ze zdziwienia. Jednak nie mogło się to równać okrzykowi Ishidy, gdy Mayuri wbił sobie miecz w szyję i zmienił w ciecz. W tym momencie, Hitsugaya schował zapieczętowany Zanpakutou do pochwy na plecach i odwrócił się, by odejść. Wiedział, że mężczyzna tak postąpi, bowiem zdarzyło się to nie po raz pierwszy. Kątem oka dostrzegł ciche podziękowanie Nemu. Zniknął w shuunpo. Wiedział, że Quincy sobie dalej poradzi.
* * *
- Nigdzie nie mogłam jej znaleźć – Rei uderzyła otwartą dłonią o biurko w gabinecie Toushirou. – Jakby zapadła się pod ziemię. A gdy zobaczyłam Złotego Ashizogi Jizou…
- Uspokój się, Rei – westchnął Shirou. Zaczynał się przyzwyczajać do mówienia jej, by się pohamowała. – Zająłem się Mayurim.
- Wiem – w końcu się uśmiechnęła. – Dzięki.
Z korytarza dobiegło ich głuche uderzenie. Po chwili do biura weszła Matsumoto, wyglądająca na zmęczoną. Eiki i Hitsugaya przygotowali się na usłyszenie nowych, złych wiadomości.
- Quincy Ishida Uryuu pokonał kapitana Kurotsuchi Mayuriego, ale został poważnie zraniony przez kapitana Tousena Kaname – powiedziała. – Obecnie przebywa w areszcie czwartego składu razem z Shibą Ganju i Yasutorą Sado. Porucznicy Hinamori Momo i Abarai Renji uciekli z cel. Kapitan Ichimaru Gin wypuścił porucznika Kirę Izuru.
Przy przekazywaniu ostatniej wiadomości w oczach kobiety pojawił się ból. Jednak to nie te informacje wstrząsnęły dwojgiem siedzących.
- Kyouraku przekazał tego Ryoka czwartej dywizji? – wrzasnęła Rei. – Mówiłam, żeby Yoruichi go zabrała!
- Hinamori uciekła? – w przeciwieństwie do dziewczyny, Toushirou mówił bardzo cicho. – To znaczy, że list od Aizena musiał wskazać zabójcę.
Trójka Shinigami popatrzyła na siebie.
- Ichimaru – jednocześnie wykrzyknęli Toushirou i Eiki. Matsumoto zacisnęła zęby, ale nic nie powiedziała. Sama zaczynała dostrzegać, że Gin nie był tak idealny, jakim go kiedyś widziała. – Musimy powstrzymać Hinamori, Rei.
Dziewczyna skinęła głową i ruszyła razem ze swoim przełożonym do wyjścia, szybko znikając Rangiku z oczu. Po chwili kobieta podeszła do drzwi, delikatnie je zamknęła i ruszyła za nimi.
