Betowała kharcia. Przepraszam, że tak długo trwało zamieszczenie nowego rozdziału, ale obecnie nie mam neta. Z rozdziałem 16 będą prawdopodobnie podobne problemy. Btw, dostałam się na biotechnologię na UMK :D

Rozdział 15

Dwoje poruczników dotarło do dzielnicy Rukongai, z której jako ostatniej zniknęły dusze. Oboje starali się wczuć w otaczające ich wibracje, ale nie mogli znaleźć w nich nic dziwnego oprócz nieobecności mieszkańców.

- Matsumoto, mówiłaś, że Rei zapieczętowała tamten teren, który sprawdziliście z kapitanem Hitsugayą? – zapytał skupiony Renji.

- Tak – odpowiedziała, równie napięta, jak on. – Ona i Tousen. Jeśli tam znajdowała się Garganta, już dawno została zamknięta.

Zastępca Byakuyi pokiwał głową. Tego właśnie się domyślał. Jego zmysły wyczuwały otwarte przejście do Hueco Mundo, ale nie mogły go zlokalizować. Przypomniał sobie raport młodego Hitsugayi, który opisywał parę agresorów. Kobieta miała na imię Rikki, a towarzyszył jej mężczyzna, którego imienia dowódca dziesiątej dywizji nigdy nie poznał. Należało uważać na nich oboje, bo gdzie pojawiło się jedno, szybko zjawiało się i drugie.

- Nie sądzisz, że powinniśmy się rozdzielić? – zapytał towarzyszkę.

- Kapitan radził, żeby pozostać razem – Rangiku podkreśliła słowo „razem". – Ostatnio, gdy był sam, prawie zginął, dlatego teraz jest mądry po szkodzie i wysłał nas we dwójkę. Nawet, jak był w terenie z Rei, wrócił mocno poturbowany.

- I wysłał nas? – zwątpienie zabarwiło głos mężczyzny. – Dwoje poruczników?

- Widocznie pomyślał, że sobie poradzimy.

Renji ledwo słyszalnie wymamrotał jakąś uwagę dotyczącą myślenia kapitana Hitsugayi, za co Rangiku mocno uderzyła go w ramię. Jęknął z bólu i zaczął masować sobie siniaka.

- Zacznijmy od wschodniej części i posuwajmy się w stronę Seireitei – zaproponowała kobieta, rozglądając się po opustoszałym obszarze. – Sądzę, że tak najszybciej sobie ze wszystkim poradzimy, a w trakcie podróży na sam koniec dzielnicy, pobieżnie się rozejrzymy.

Mężczyzna o jaskrawo czerwonych włosach skinął głową, patrząc w błękitne oczy Matsumoto. Nagle przyszło mu do głowy, że wszyscy oficerowie dziesiątego składu mają ten sam kolor tęczówek. Kapitan Hitsugaya bardzo blade, Eiki niezwykle ciemne, ale mimo to niebieskie. Westchnął, przepędzając z głowy niepotrzebne myśli. Musiał się skoncentrować na zadaniu, którego nie przydzielił mu nawet jego kapitan. Ta myśl wprawiała go w zmieszanie. Zaklął pod nosem, gdy zobaczył, że Rangiku szykuje się do shuunpo. Pospieszył za nią.

Starał się rozglądać jak najuważniej, ale tempo, jakie narzuciła kobieta, nie pozwalało mu na to. Pod nosem przeklinał kapitana Hitsugayę za to, że posłał ich razem. Rozumiał, posiadanie wspólnego przyjaciela mogło dawać jakieś złudne wyobrażenie o stosunkach między nimi, ale prawda była taka, że nie mieli ze sobą zbyt wiele wspólnego. Kilka razy zdarzyło się im wspólnie trenować, ale również ze względu na Kirę i Hinamori.

- Renji – zawołała rudowłosa porucznik, natychmiast przykuwając uwagę mężczyzny.

Wskazała głową ruch tuż przed nimi. Gwałtownie wyhamowali na jednym z dachów i trzymając dłonie na rękojeściach Zanpakutou podeszli do krawędzi. W dole zobaczyli kobietę, której twarz częściowo zakrywała maska Hollowa. Poganiała skręconym z witek batem skatowane dusze, które czym prędzej wchodziły w ziejącą czernią dziurę.

- Garganta – wyszeptał Abarai, skanując uważnie okolicę. – Jeśli to jest Rikki, którą spotkał kapitan Hitsugaya, to gdzie jest jej partner?

- Za wami, wy ścierwa – zza pleców dwojga Shinigami dobiegł ochrypły głos, na dźwięk którego oboje zdrętwieli. Kobieta roześmiała się, patrząc na postaci na dachu, zaś spieszące do Garganty dusze zmieniły się w żądne pożywienia Menos Grande. – Pan będzie zadowolony, że wyeliminujemy kolejnych dwoje.

- Lis także – odkrzyknęła Rikki, na co Rangiku skrzywiła się boleśnie. Domyślała się, że określenie to dotyczyło Ichimaru. Wyciągnęła miecz z pochwy i rzuciła krótkie spojrzenie Renjiemu.

– On jest twój.

Skoczyła na dół, kierując ostrze na kobietę, która jednym ruchem ręki zablokowała uderzenie Matsumoto.

- Warknij, Haineko – na komendę swojej pani, Zanpakutou rozpadł się na miliony drobin prochu, który ranił nie gorzej od Senbonzakury.

- Powstań, Contar – zawołała Arrancar, śmiejąc się dziko i nacierając na Shinigami. – Menos, Cero!

Rangiku w ostatniej chwili odskoczyła z trasy jaskrawoczerwonego pocisku. Haineko zawirował w powietrzu i ponowił atak na kobietę w pełniejszej formie Hollowa. Siła ataku jej Zanpakutou była jednak za słaba, by zranić istotę utrzymującą Resureccion. Rikki podeszła do Matsumoto i uderzyła ją w twarz wierzchem dłoni. Rudowłosa kobieta okręciła się wokół własnej osi i upadła na piaszczyste podłoże. Wtedy napastniczka zauważyła na jej ramieniu insygnia dziesiątej dywizji.

- Jesteś porucznikiem tego małego kapitana? – zadrwiła, rozpoznając symbol. – Tego, którego wykończył Ariel?

- Nie nazywaj kapitana Hitsugayi małym, ty szmato – w Matsumoto powoli rozpalał się gniew. Niepostrzeżenie nabrała w rękę garść piachu. – I dla twojej informacji, on żyje. Twój facet wcale nie odwalił dobrej roboty.

Powoli się podniosła i rzuciła zawartością dłoni w oczy przeciwniczki. Ta, myśląc, że nadal ma do czynienia z Haineko, zaatakowała wirujący piasek, a tymczasem Rangiku przypuściła ofensywę od drugiej strony. Ostry jak brzytwa Zanpakutou ciął hierro Arrancar, sprawiając, że kobieta zaczęła krzyczeć wysokim tonem. Shinigami podeszła do leżącej hybrydy i złapała za włosy, przyciągając zakrwawioną twarz do swojej. Jej oczy były zimne jak Hyorinmaru w formie Bankai.

- Kim jest lis?

- Chciałabyś wiedzieć, prawda, Matsumoto Rangiku? – porucznik wpatrywała się zdziwiona w kobietę, która skądś znała jej imię. – Menos, Cero!

- Matsumoto! – głos Renjiego nie dobiegał z daleka, ale rudowłosa widziała wokół siebie sześć Menos Grande. Nie znała osoby, która w tej chwili mogła ją uratować od ich śmiertelnych ataków.

* * *

- Zatem zostaliśmy sami, Abarai Renji – powiedział lekko mężczyzna, z drwiną wypowiadając nazwisko Shinigami. – Niech kobiety powalczą same, lubię je oglądać.

Renji zacisnął dłonie na rękojeści miecza. Ten Arrancar znał jego imię, co znaczyło, że hybrydy w Rukongai zostały przygotowane do walki. Przez moment przemknęło mu przez myśl, że może kapitan Hitsugaya nie był godny zaufania, jak twierdziła Hinamori, ale na jaw wyszła już zdrada Ichimaru. A ci dwaj białowłosi dowódcy nienawidzili się z wzajemnością.

- Skoro znasz moje imię, może podasz mi swoje – czerwonowłosy porucznik szóstego składu starał się przedłużyć rozmowę, by obserwować, potyczkę między Matsumoto i żeńską Arrancar.

- Ariel – odpowiedział przeciwnik, wpatrując się krytycznie w młodego mężczyznę. – Więcej nie musisz wiedzieć, Shinigami. Rośnij, Hacha!

Ogromny miecz, który Ariel zdjął z pleców zmienił się w podobnych rozmiarów topór. Zamachnął się i został zatrzymany przez olbrzymiego smoka, który chronił Renjiego swoim ciałem.

- Bankai – powiedział dobitnie. – Hihio Zabimaru.

Oczy Arrancar rozszerzyły się z zdziwienia. Jego informator nie mógł poinformować obojga o czymś, o czym sam nie wiedział. Mężczyzna uśmiechnął się z wyższością i skierował Zanpakutou na hybrydę. Zaatakowany odskoczył, powoli na jego prawie całkowicie zakrytej twarzy zaczęło malować się przerażenie.

- Kiedy ty…?

- Osiągnąłem Bankai? – dokończył Abarai z triumfem. – Wystarczająco dawno, by cię nim pokonać.

Wtedy obaj to zauważyli. Matsumoto rzuciła ciało nieżywej już Rikki na ziemię, a ją otoczyło sześć gotowych do odpalenia Cero Menosów. Obaj mężczyźni popędzili w stronę partnerek, mimo że wiedzieli, że nie zdołają pomóc kobietom. Arrancar była martwa od ataku Haineko, zaś Rangiku ze spokojem oczekiwała na cios Gillianów. Wszyscy wiedzieli, że to koniec. Renji dopadł do kobiety w momencie, gdy promień już opuścił gardła Hollowów. Objął ją mocno i zamknął oczy, czekając na śmierć, gdy usłyszał słowa, które miał słyszeć jeszcze wiele razy w ciągu swojego życia.

- Bankai. Senbonzakura Kageyoshi. Senkei.

Wokół nich uformowała się kopuła stworzona przez setki jaskraworóżowych mieczy, które odbiły wszystkie Cero, unicestwiając Gilliany. Rangiku i Renji podskoczyli, wiedząc, do kogo należy ten atak. Tuż za nimi stał obojętny Kuchiki Byakuya, który spokojnie chwycił jeden z nich i podszedł do Ariela.

- Żegnaj, Arrancar – powiedział niedbale i przeszył go mieczem. Mężczyzna zakrztusił się krwią.

- Nie wiesz, co robisz, Kuchiki Byakuya – jeśli kapitan poczuł jakiekolwiek zdumienie wywołane wiedzą Arrancar, nie okazał tego. – My wracamy do życia w Hueco Mundo. Ślepiec przyjmie nas z otwartymi ramionami.

Ostatnie słowa Ariela były już tylko przytłumionym westchnieniem, ale zdołał przekazać całą wiadomość. Oczy Byakuyi pociemniały z gniewu, gdy odwoływał swój Zanpakutou. Skinął dłonią na dwoje poruczników.

- Porucznik Matsumoto, zostań tu i poczekaj przy Gargancie – powiedział charakterystycznym, urzędowym tonem. – Niedługo przybędą tutaj posiłki przysłane przez kapitana Hitsugayę. Abarai, idziesz ze mną. Do egzekucji pozostało tylko 7 godzin. Chcę, żebyś się tam pojawił.

Jego zastępca zacisnął zęby i potaknął. Odwrócił się do rudowłosej kobiety i skinął głową na pożegnanie. Po chwili obaj mężczyźni zniknęli. Matsumoto została sama, chociaż chwilę później poczuła trzy nowe reiatsu, które pojawiły się znikąd. Jedno należało do Eiki, ale reszty nie rozpoznawała. Po chwili zrozumiała, dlaczego.

Ku stojącej na straży przejścia do Hueco Mundo Rangiku zbliżała się nietypowa grupa Shinigami. Jedną z nich rzeczywiście była Rei, ale pozostałą dwójkę kojarzyła tylko ze zdjęć. Urahara Kisuke i Shihouin Yoruichi.