Oddaję wam do rąk własnych rozdział siedemnasty... Jak się ładnie zrymowało. Jeszcze tylko osiemnasty i epilog. I historia SSArc zostanie zakończona. A zatem: miłej zabawy :D
Betowała niezastąpiona Kharcia. Bez niej ten fick wyglądałby strasznie...
Rozdział 17
- Matsumoto-san! – krzyknęła Eiki, dobiegając do stojącej na straży kobiety. – Zostawiam tę dwójkę z tobą. Urahara zamknie Gargantę, a Yoruichi pomoże mu się wydostać ze Społeczeństwa Dusz. Ja muszę iść.
- Rei! – zawołała za nią przełożona. – Dokąd?
- Shirou ma kłopoty – wyjaśniła i pognała w shuunpo w stronę Seireitei.
Wyczuła jego ogromne reiatsu w momencie, gdy przekroczyła granicę miasta. Zatrzymała się skonfundowana, gdyż wcale nie dochodziło z kwater Biura Centralnego 46. Pulsowało zmieszane z trzema innymi energiami, co oznaczało, że chłopak wdał się w walkę. Zmieniła kierunek i wznowiła bieg.
Ostro wyhamowała, gdy zauważyła, co dzieje się na dachach dwóch budynków. Shirou i Kenpachi walczyli wspólnie przeciwko Tousenowi i Komamurze. Srebrnowłosy kapitan trzymał w rękach Daiguren Hyorinmaru i krzyżował go z Zanpakutou dowódcy siódmego składu. Kenpachi wydał równą walkę ślepcowi. Rei chciała zawołać najmłodszego z walczących, ale wiedziała, że moment nieuwagi mógł równać się jego śmierci. Ze smutkiem spojrzała na Tousena, o którym już wiedziała wszystko, co musiała.
Nagle jej rozmyślania przerwał donośny huk dochodzący od strony Soukyoku. Dziewczyna skoncentrowała się na nim i wyczuła fale reiatsu dwojga najwyższych oficerów szóstego składu. Renji walczy z Byakuyą? W końcu zrozumiał, co musi zrobić, uśmiechnęła się w duchu, mając nadzieję, że Abarai zwycięży wiecznie ignorującego wszystko dowódcę. Jednak ten wybuch nie miał żadnego wpływu na obserwowaną przez nią scenę. Wręcz przeciwnie, walka wrzała. Uwagę Rei przyciągnął nagle ciemnoskóry ślepiec.
- Nie – szepnęła do siebie.
Rozpoznała ruch, którym mężczyzna uwalniał Bankai. Jednocześnie poczuła, że reiatsu Renjiego zniknęło, a na Soukyoku rozpoczyna się ceremonia egzekucyjna.
- Juushirou, Shunsui, zróbcie coś – prosiła, z rozpaczą obserwując pojedynek Shirou i Sajina, przerwany nagłym hukiem, kiedy rozpadła się iluzja Tousena. Eiki uśmiechnęła się ponuro. – Brawo, Kenpachi.
Komamura natychmiast oderwał się od swojej walki z Hitsugayą i zasłonił rannego przyjaciela własnym ciałem, blokując swoim Zanpakutou atak Zarakiego. Jednocześnie srebrnowłosy chłopak zauważył przyglądającą się im z daleka podwładną. Zacisnął zęby, gdyż miał nadzieję, że dziewczyna nie zdąży. W ułamku sekundy znalazł się obok niej i złapał za nadgarstek. Jego Bankai dodał mu prędkości, dzięki czemu szybko znaleźli się poza polem walki.
- Wykonałaś zadanie? – zapytał chłodno, nie pieczętując miecza.
- Tak – odpowiedziała ironicznie. – Urahara jest w Rukongai razem z Yoruichi i Matsumoto. A ja widzę, że zdążyłam na przedstawienie w Biurze 46.
Toushirou coś wymamrotał, ale kiwnął na nią dłonią i skierował się do kwater zajmowanych przez najwyższą władzę Seireitei, przez ludzi, którzy skazali na śmierć Kuchiki Rukię, którzy skazali na śmierć Kusakę…
- Rozmawiałam z Shinjim – zawołała, wiedząc, że musi powiedzieć mu, kto za tym wszystkim stoi. – Chyba wiem, co tu się dzieje.
- Rei! – przerwał jej i zahamował, wpatrując się w wzgórze. – Zaczęło się. Musimy się pospieszyć. Powiedz mi, co wiesz, ale w skrócie.
- To najprawdopodobniej Aizen! – wrzasnęła, gdy pociągnął ją w swoim kapitańskim shuunpo, dodatkowo wzmocnionym uwolnieniem Bankai.
- Co, Aizen? – spojrzał zdziwiony w oczy partnerki.
- Jest mózgiem tej operacji – wyjaśniła. – Wiesz, na czym polega moc Kyouka Suigetsu? Na hipnozie!
- To… – wyjąkał. – To jest możliwe. Ale jego śmierć…
- Unohana mówiła, że coś jest nie tak – emocje zaczynały brać nad nią górę. – A jeśli ciało, które dostała do autopsji nie było jego?
Hitsugaya zacisnął zęby i pociągnął ją tak szybko, że zaczęła krzyczeć z bólu. Po chwili jednak uspokoił się i wrócił do swojego poprzedniego tempa. Dziewczyna kilka razy odetchnęła głęboko, by złagodzić ból, po czym znowu go zawołała. Kątem oka nadal wpatrywała się w wzgórze królujące nad miastem.
- Shirou!
- Co? – odwarknął.
- Soukyoku został uwolniony – wykrzyczała z rozpaczą malującą się na twarzy.
- A gdzie są Ukitake i Kyouraku? – zawołał. Na to pytanie nie znała odpowiedzi. – Gdzie jest Kurosaki?
Kilka sekund później całym Seireitei wstrząsnął wybuch o ogromnej sile, zaś wzgórze egzekucyjne pokryło się dymem. Rei i Shirou jednocześnie westchnęli z ulgą.
- Zdążyli. Ukitake dostał się do tarczy rodu Shihouin – oznajmiła.
Na wzgórzu zrobiło się wielkie zamieszanie i po chwili zostały na nim tylko dwie osoby walczące na poziomie kapitańskim. Byakuya i… Kurosaki? I wtedy Rei zaczęła krzyczeć, aż Toushirou musiał przystanąć. On tylko zbladł i złapał się za brzuch, zginając wpół. Oboje popatrzyli na siebie przerażeni do granic możliwości.
- Generał Yamamoto uwolnił Shikai – wyszeptał chłopak.
- Juushirou! – jęknęła brunetka. Przezwyciężyła słabość i wstała.
- Gdzie się wybierasz? – syknął. Jego spojrzenie było ostre jak jej sztylet. – Samo przebywanie w okolicy Yamamoto Genryuusai cię zabije. Lepiej przydaj mi się na coś i pomóż z Biurem 46, bo jeśli masz rację, to spotkamy tam świętej pamięci Aizena.
Zbliżali się już do komnat zajmowanych przez najwyższych Shinigami Społeczeństwa Dusz, nadal starając się wytrzymywać ogromny napór reiatsu generała, gdy Toushirou zwolnił do normalnego biegu. Puścił rękę dziewczyny i powoli otworzył drzwi wiodące do miejsca, którego przyrzekł nigdy więcej nie oglądać od środka. Obiecał to Kusace… Ale sytuacja tego wymagała. Zajrzał do środka i zdrętwiał. Rei zakrztusiła się.
- Co tu się stało? – wyszeptała, patrząc z przerażeniem na zakrwawioną posadzkę i poprzebijane mieczem ciała członków Biura 46.
- Oni wszyscy… – grobowym głosem odpowiedział Shirou. Zapieczętował swój Zanpakutou. – Zostali wycięci w pień. Spóźniliśmy się, Rei. Spóźniliśmy się!
Biuro Centralne 46 to najwyższa instancja w Społeczeństwie Dusz. Nawet generał Yamamoto Genryuusai nie mógł się sprzeciwić jej rozkazom. Sześciu sędziów i czterdziestu mędrców z całego Seireitei miało władzę nad Gotei 13, oddziałami specjalnymi pod kontrolą Soifon i Korpusem Kidou. A teraz wszyscy byli martwi. Święte miejsce, które zajmowali zmieniło się w krwawą kostnicę.
Nagły hałas przykuł uwagę dwojga Shinigami. Hitsugaya podszedł do najbliższych zwłok i dotknął krwi.
- Jest czarna i zakrzepła – powiedział obojętnie. – Muszą być martwi od dwóch dni, co najmniej. Ale kiedy dokładnie ich zabito?
Tylko jego zmrużone oczy zdradzały przygnębienie i wściekłość. Od momentu ogłoszenia stanu wojennego, cały teren zajmowany przez członków Biura został odizolowany od reszty miasta. Dodatkowo musieliśmy przedzierać się przez wszystkie zabezpieczenia ustawione przez Gotei 13, pomyślał, obchodząc wszystkich zmarłych. W takim razie musieli zostać zabici przed izolacją. A to oznacza, że wszystkie ostatnie rozkazy…
- Były fałszywe – warknął, zaciskając pięści.
- Rozkazy? – zapytała Rei, podążając za nim i rozglądając się na boki. Widziała, że jej dowódca jest pogrążony w myślach i uznała, że musi bronić jego odsłonięte plecy. A teraz okazało się, że ich myśli podążały podobnym torem. Chłopak skinął głową. – Domyśliłam się.
Ale kto byłby na tyle sprytny, by zabić wszystkich i całą sprawę tak zatuszować? Ichimaru? Srebrnowłosy Shinigami doszedł do najwyższych sędziów, sprawdzając po kolei, czy mają wyczuwalne tętno, jednak nie spodziewał się znaleźć nikogo żywego. Na pewno. Ale nie sądzę, żeby zrobił to sam. Musiał mieć pomoc. Czyżby Rei miała rację i Aizen rzeczywiście…
- Tak myślałem, że cię tu znajdę, kapitanie Hitsugaya – rozległ się nowy głos. On i jego partnerka poderwali ostro głowy. W głosie słychać było ogromny żal.
- Kira! – krzyknęła Rei, dobywając sztyletów. Shirou miał szeroko rozwarte oczy.
- To niemożliwe – wyszeptał. – Eiki, za nim!
Dziewczyna tylko przytaknęła głową i ruszyła razem ze swoim dowódcą w pościg. Ona również nie wierzyła, że mężczyzna był za to odpowiedzialny, bo w końcu udowodnili jego niewinność. Dopiero po chwili po jej plecach przeszły dreszcze. Razem z Shirou dowiedli, że Kira nie jest mistrzem, nie wykluczyli go jako wspólnika. Zacisnęła zęby i przyspieszyła.
- Kira, zatrzymaj się – wołał do niego kapitan dziesiątej dywizji. – Odpowiedz na nasze pytania! Czy to ty zabiłeś członków Biura 46?
- Nie – odpowiedział blondyn, nadal będąc kilka metrów przed nim. – Przybyłem zaledwie chwilę przed tobą, kapitanie Hitsugaya i zostałem bez problemu wpuszczony do środka.
- Przez kogo? – krzyknęła z daleka Rei.
- Najwyraźniej przez Biuro 46.
- Cholera! Czy to jest twój pomysł na żart, Kira? – Eiki widziała, że Toushirou jest już mocno wytrącony z równowagi.
- Kapitanie, a czy ty dobrze w tym momencie robisz? – zapytał porucznik, powodując, że ten zwolnił. – Zamiast gonić mnie, nie powinieneś bronić Hinamori-kun?
Oczy chłopaka rozszerzyły się.
- O czym ty mówisz? Hinamori jest nadal…
- Nie. Już jej nie ma w szpitalu – odpowiedział uciekinier. – Kapitanie, twoja podwładna postawiła wokół jej sali wysokiej klasy tarczę, dlatego oboje uznaliście, że jest bezpieczna. Jednak tą barierę bardzo łatwo przełamać od wewnątrz, a Hinamori-kun jest mistrzynią magii demonów. Otoczyła się bąblem, który maskował jej reiatsu i opuściła szpital.
Mężczyzna odwrócił lekko głowę, by spojrzeć na dwoje zaskoczonych Shinigami z dziesiątej dywizji.
- Nie zauważyłeś, kapitanie, że cały czas podążała za tobą?
- Rei – zawołał, w jego głosie brzmiała furia. – Mogę ci to zostawić?
- Idź, Shirou.
Minęli się w shuunpo i dziewczyna straciła z oczu swojego przełożonego. Teraz został jej tylko Kira do unieszkodliwienia i mogła popędzić za przyjacielem. Wtedy blondyn zatrzymał się, patrząc wyczekująco na Eiki.
- Skończyłeś uciekać, Kira? – zawołała, zupełnie opuszczając rangę mężczyzny.
- Moim zadaniem jest zatrzymać cię tutaj – odpowiedział, powoli wyciągając swój Zanpakutou. – Chociaż spodziewałem się Matsumoto.
- Porucznik Matsumoto jest zajęta – Rei specjalnie zaakcentowała słowo „porucznik". Pochyliła się, by schować sztylety i również dobyła miecza. – Kto dał ci to zadanie? Ichimaru Gin?
- Nie muszę ci odpowiadać.
- Musisz – stwierdziła stanowczo, przyjmując pozycję bojową. – Zmieniłeś się, Kira. Nie wiem, co Ichimaru ci zrobił, ale…
- Nie rozumiesz. Nie muszę odpowiadać komuś, kto za chwilę zginie.
On również ustawił ostrze w pozycji ataku. Oczy Rei rozszerzyły się. Do tej pory nie walczyła z trzeźwym Shinigami w stopniu porucznika, a chociaż miała za sobą treningi z trzecim oficerem innej dywizji, nie sądziła, że się bardzo przydadzą. Wiedziała, że Kira, mimo pozorów, jakie stwarzał, był bardzo silnym wojownikiem.
- Unieś głowę, Wabisuke – powiedział do miecza. Natychmiast zmienił on kształt na zakrzywiony, prostokątny hak.
* * *
Jak mogłem się nie domyślić? Hitsugaya mknął w najszybszym shuunpo, na jakie go było stać w przeciwnym kierunku niż Kira i Rei. Musiał znaleźć swoją starą przyjaciółkę. Przecież ona mnie obwinia za śmierć jej ukochanego dowódcy. To normalne, że mnie śledziła… Chociaż nie sądziłem, że tak szybko dojdzie do siebie. To było tylko życzenie do dobrych mocy. Ale taka właśnie jest Hinamori. Podążyłaby za mną wszędzie, nawet jeśli nie mogłaby się ruszać, jeśli miałoby to pomóc Aizenowi. Powinienem był to zrozumieć. Powinienem był…
- Hinamori! – krzyknął z rozpaczą, widząc, że do komnat Biura ma jeszcze spory kawałek drogi.
* * *
- Eiki-san, podejrzewam, że wiesz, na czym polega zdolność mojego Wabisuke – powiedział spokojnie Kira, przyglądając się swojemu ostrzu.
- To, że wiem, jak on wygląda – odgryzła się, przygotowując do odpieczętowania Kaze no Kitai. – Nie znaczy, że wiem, jaką mocą rozporządza. Chyba nikomu o tym nie mówiłeś.
- Mówiłem – zaprotestował cicho. – Hinamori i Abarai zawsze wiedzieli. Ale nie przejmuj się tym. Zaraz ty się tego dowiesz.
Wabisuke uderzył tuż obok zdumionej Rei, która nie zauważyła nawet, jak blondyn ruszył się z miejsca. Jego prędkość bardzo przypominała kapitańską. Zaniechała uwolnienia Shikai i sparowała kolejne uderzenie. Miecze obojga skrzyżowały się jeszcze kilka razy, gdy nagle Kira odsunął się.
- Ile razy przyjęłaś uderzenie mojego Zanpakutou? – zapytał. Rei zaczynała się domyślać, jaka jest moc Wabisuke. Kaze no Kitai upadła z hukiem na dach budynku, na którym się znajdowali. – Każde uderzenie podwaja ciężar dotkniętego przedmiotu. Twoje ostrze zderzyło się z moim siedem razy, więc teraz waży prawie czterysta kilogramów. Nie uniesiesz go.
- A po co miałabym ją unosić? – zapytała z bezczelnym uśmieszkiem. Kira uniósł brwi. – Wiesz, na czym polega moc mojego Shikai? Tnij, Kaze no Kitai.
Wokół obojga zaczęły fruwać ledwo widoczne kryształowe ostrza, na które rozpadł się jej Zanpakutou. Na twarzy blondyna odmalowało się przerażenie i niedowierzanie.
* * *
Toushirou wbiegł do głównej komnaty Biura 46, miejsca, gdzie kiedyś został osądzony jego najlepszy przyjaciel i stanął jak wryty. Z drzwi na szczycie wynurzyły się dwie postacie. Jedną z nich był Ichimaru, drugą zaś…
- Aizen! – krzyknął z furią w głosie. – A więc Rei miała rację!
- Gin, powinieneś był się zająć tą małą zabawką Hitsugayi – mruknął za siebie oficjalnie martwy dowódca piątego składu. Potem z uśmiechem zwrócił się do przybyłego. – Witaj, kapitanie Hitsugaya.
- Aizen, to naprawdę ty? – mimo tego, że chłopak wcześniej usłyszał tę informację, nadal był głęboko zaskoczony, że mężczyzna jest wspólnikiem Ichimaru.
- Oczywiście. Wszystko, co tu widzisz jest bardzo realne – odpowiedział, ponownie odwracając się do Gina. – Hitsugaya-kun wrócił tu szybciej, niż się tego spodziewałem i w dużo lepszym stanie.
- Proszę o wybaczenie – w lisim uśmiechu jasnowłosego zdrajcy zagościła nutka strachu. – Widocznie przeceniłem zdolności Izuru.
- O czym wy mówicie? – wyjąkał młody Shinigami, patrząc to na jednego, to na drugiego. Jego dłoń zbliżyła się do rękojeści miecza.
- Tylko analizujemy naszą strategię – odrzekł lekko szatyn. – Nie sądzisz, że najlepszą jest rozproszenie sił wroga na jak największym terenie?
- Powiedziałeś „sił wroga"? – Toushirou zdrętwiał. – Gdzie jest Hinamori?
- No właśnie… gdzie? – oczy mężczyzny, skryte za okularami, błysnęły złowrogo.
- Ty draniu – syknął chłopak. Przebiegł między zdrajcami i znalazł się w pokoju, który przed chwilą obaj opuścili. Spojrzał pod nogi i zastygł w bezruchu z oczami napełnionymi przerażeniem. Na podłodze leżała przebita mieczem dziewczyna. Spod jej ciała zaczęła się wylewać ciemna krew. – Hinamori!
- Jak się nieszczęśliwie złożyło – zacmokał Aizen. – Znalazłeś ją. Wybacz mi, nie chciałem cię szokować. Miałem zamiar gdzieś ją ukryć przed twoim przybyciem.
- Aizen, Ichimaru – zaczął lodowatym głosem, dorównując temperaturą swojemu Zanpakutou. – Od kiedy jesteście wspólnikami?
- Od samego początku.
- Od momentu sfingowania własnej śmierci? – sprecyzował Shirou.
- Bardzo wolno kojarzysz fakty – mężczyzna wydawał się być lekko rozczarowany. – Od samego początku znaczy, że od momentu, kiedy zostałem kapitanem, Gin był mi zawsze posłuszny.
- Od samego początku? – powtórzył, nadal nie odwracając się. – Wiesz, co zrobiłeś Hinamori? Wiesz, co zrobiłeś mi i innym Shinigami? Zdradziłeś nas wszystkich! Zwodziłeś nas!
Ostatnie zdanie wykrzyczał, odwracając się do obu z dzikim spojrzeniem swoich zimnych, szmaragdowych oczu.
- Zwodzenie was nie było moim zamiarem – przyznał. – Po prostu nikt z was nie potrafił zobaczyć mojej prawdziwej twarzy.
- Nie mogliśmy…? – Hitsugaya cofnął się o krok, przypominając sobie, co Rei mówiła mu o Kyouka Suigetsu. – Musiałeś wiedzieć o tym, że Hinamori cię uwielbiała. Z tego powodu wstąpiła do Gotei 13! Żeby ci się na coś przydać!
- Wiem – Aizen uśmiechnął się z triumfem. – Nikogo łatwiej nie kontrolować, niż osobę będącą twoim przeciwieństwem. Powinieneś sam się tego nauczyć. Podziw jest relacją najdalszą od zrozumienia.
Hitsugaya chwycił Zanpakutou i wyciągnął go szybkim ruchem ręki. Wśród ogłuszającego huku i dymu, Aizen i Ichimaru wychwycili jedno słowo.
- Bankai! – gdy mgła się rozwiała, zobaczyli lodowe skrzydła i ogon przytwierdzone do ciała młodego dowódcy. – Daiguren Hyorinmaru! Aizen, mam zamiar cię zabić.
- Nie używaj tak mocnych słów – odpowiedział mężczyzna. – Wypadasz przy nich słabo.
Chłopak ruszył na przeciwnika z szaleństwem w oku i uniesionym Zanpakutou. Kątem oka zauważył, że do komnaty wbiegła Rei i coś do niego krzyczy, ale nie usłyszał, co. Chwilę potem, zszokowany, wpatrywał się w krew, która trysnęła z jego ciała po uderzeniu miecza Aizena. Jak on mnie dosięgnął?
Skrzydła roztrzaskały się w drobny mak, który prędko wyparował. Rei zaczęła zbiegać ze schodów.
- Niemożliwe – wyszeptał, wpatrując się w pustą przestrzeń. Przeciwnicy tylko się uśmiechnęli.
- Chociaż to nie jest ta pora roku – rozmarzył się mistrz. – Miło jest popatrzeć na śnieg. Gin, idziemy.
- Nie tak prędko – warknęła Rei, dopadając prawie nieprzytomnego dowódcę. – Mówiłam ci, że Kyouka Suigetsu to Zanpakutou posługujący się hipnozą.
- Eiki Rei, wiedziałem, że możesz sprawić mi kłopoty – mężczyzna odwrócił się od niej i zaczął iść w stronę wyjścia. – Gin zajmij się nią.
- Tnij, Kaze no Kitai – powiedziała spokojnie, nie zwracając uwagi na polecenie. Gdy drobne ostrza zaczęły krążyć wokół niej, wyciągnęła prawą rękę w górę i pozwoliła, by skupiły się w jej pobliżu. – Bankai!
Aizen momentalnie się odwrócił, a Ichimaru zastygł, wyciągając Zanpakutou. Tymczasem igiełki rozproszonej Kaze no Kitai zaczęły łączyć się z reiatsu dziewczyny i jej ciałem. Hirako miał rację, mówiąc, że ostateczna forma jej miecza będzie wyglądała inaczej niż Senbonzakura Kageyoshi Byakuyi. Włosy wszystkich obecnych stanęły dęba od nagromadzenia ładunków elektrycznych w powietrzu. Mężczyźni rozszerzyli oczy ze zdumienia. Przedłużenie ręki Eiki stanowiła teraz skondensowana energia, która przyjęła postać ostrza. Na całej powierzchni jej ciała tańczyły błyskawice. Włosy powiewały za nią w nieistniejącym wietrze.
- Sora no Kitai – dokończyła przemianę. Jej czarna hakama zniknęła pod wpływem wysokiego napięcia i teraz ubrana była jedynie w swój czarny kostium, w którym zazwyczaj trenowała walkę sztyletami. – Jesteś mój, Ichimaru!
Białowłosy mężczyzna nie zdążył odpieczętować swojego Zanpakutou, gdy dziewczyna zaatakowała. Musiał przeciwstawić nagie ostrze przeciwko Bankai przeciwniczki, który dodatkowo był drugim znanym elektrycznym Zanpakutou w całym Seireitei. Shinsou bardzo szybko się poddał i Sora no Kitai zetknęła się z ciałem kapitana trzeciej dywizji. Wrzasnął z bólu, czując przepływający przez kończyny prąd o wysokim natężeniu, jednak nie na tyle wysokim, by spowodować zatrzymanie akcji serca. Miecz Eiki wbił się w prawy bok mężczyzny.
- Imponujące, dziewiąta oficer – Aizen zaklaskał w dłonie. – Ale teraz zostaw mojego podwładnego.
Podszedł do niej bez strachu i uderzył grzbietem dłoni w twarz. Siarczysty policzek był na tyle potężny, że odrzucił ją na kilka metrów od zwijającego się z bólu Ichimaru.
- Wiem wszystko – zawołała za odchodzącymi, próbując się podnieść. – Wiem o Tousenie!
- Kto ci powiedział? – żaden z nich się nie odwrócił, ale Rei usłyszała pytanie.
- Twój poprzedni dowódca, Aizen! – wyszeptała z triumfem. – Ten, którego zamieniłeś w Vaizarda. Hirako Shinji.
Gdy znikali, Eiki słyszała tylko cichnący śmiech. Upadła na kolana przy słabnącym dowódcy i odwróciła go na plecy. Teraz role się odwróciły. To ona delikatnie odgarniała materiał jego hakamy, by ocenić jak groźna jest rana. Zachłysnęła się, gdy ujrzała, że miecz Aizena ciął przez całą szerokość ciała Shirou. Podbiegła do Hinamori i sprawdziła również jej stan, po czym zaklęła głośno i brzydko. Z jej oczu spływały łzy, bo wiedziała, w jak poważnym stanie są oboje. Słysząc kroki, natychmiast się odwróciła, nadal trzymając w dłoni rękojeść katany.
- Nie płacz, dziewiąta oficer Eiki – powiedziała łagodnie kapitan Unohana. – Jak rozumiem, doszłyśmy do tego samego wniosku?
- Zinterpretowałyśmy wyniki autopsji Aizena – wyjaśniła zmartwiona Kotetsu. – To nie był kapitan piątej dywizji.
- Kapitan Unohana… – z ust brunetki wyrwał się jęk ulgi. – Możesz im pomóc?
- Tak sądzę – kobieta już przyglądała się obojgu rannym. – Eiki-san, idź za zdrajcami. Isane, bądź tak dobra i przekaż pozostałym Shinigami, żeby przestali walczyć ze sobą i zebrali się na Soukyoku, gdzie, jak podejrzewam, kierują się Aizen i Ichimaru.
- Pani kapitan… – Rei zawahała się, ale wiedziała, że będą potrzebować pomocy. – Proszę wezwać do walki także Ryoka. Oni nam pomogą.
Gdy opuszczała pomieszczenie, kobieta wyjmowała i uwalniała swój Zanpakutou, Minazuki, zaś Kotetsu wypowiadała zaklęcie. Bakudou, numer 77, Tenteikuura. Uśmiechnęła się ponuro i pomknęła na wzgórze egzekucyjne.
