Epilog
Hitsugaya Toushirou przygotowywał się na spotkanie kapitanów, gdy zauważył, że w korytarzu, przed salą konferencyjną, stoi porucznik Kira Izuru. Już dowiedział się, jak Rei sobie z nim poradziła, ale nikt oficjalnie nie postawił mu zarzutów. Ichimaru manipulował nim, podobnie jak Aizen kierował Hinamori. Z obojętnym wyrazem twarzy przeszedł obok mężczyzny i wszedł do sali, którą obecnie okupowała Matsumoto i jej nieodłączna butelka sake. Na szczęście, kobieta piła trochę mniej od czasu incydentu z Eiki.
- Co za idiota… – westchnęła Rangiku, nie zauważając, że jej dowódca wszedł i przygląda się jej od tyłu.
- Kto? – zapytał chłodno i w odpowiedzi otrzymał pisk wystraszonej panienki.
- Przestraszyłeś mnie, kapitanie – powiedziała, udając obrażoną. – Prawie biust mi wyskoczył z hakamy.
- Jakby to było w ogóle możliwe – zadrwił. – Masz gościa.
Oboje odwrócili się w stronę drzwi, gdzie stał zgarbiony młody mężczyzna. Jego oczy nadal błyszczały wstydem.
- Matsumoto-san, ja… – zawahał się, jakby nie miał, co powiedzieć. Kobieta uśmiechnęła się i wstała.
- Chodźmy coś zjeść.
Toushirou westchnął. On nie mógł sobie pozwolić na taki odpoczynek, bo zaraz czekało go spotkanie z pozostałymi dowódcami. Najdziwniejsze było to, że miał przyprowadzić ze sobą Rei, generał Yamamoto osobiście sobie tego zażyczył.
Dziewczyna już na niego czekała, opierając się o ścianę przy jego gabinecie. Na jego widok zaczerwieniła się lekko, ale szybko jej przeszło. Jednak nie dość szybko, by nie zdążył tego zauważyć. Kiwnął na nią dłonią i skierował się w stronę wyjścia. Mieli jeszcze trochę czasu, więc chłopak postanowił, że przejdą się ulicami częściowo zniszczonego miasta. Minął dopiero tydzień, a prace renowacyjne już się zaczęły.
- Jak się czuje porucznik Hinamori? – zapytała cicho.
- Nadal jest nieprzytomna – odpowiedział. – Została dużo poważniej zraniona niż ja i jej powrót do zdrowia zajmie dużo więcej czasu. Ale kapitan Unohana daje jej duże szanse na wyzdrowienie. Gorzej z jej psychiką…
- To silna dziewczyna – wydusiła z siebie Rei z grymasem, który mógł uchodzić za uśmiech.
- Nie lubisz jej – Shirou krzywo na nią popatrzył. Gdy zobaczył, że próbuje zacząć się tłumaczyć, podniósł dłoń. – Nie każę ci lubić wszystkich moich przyjaciół, Rei.
- I dobrze – wymamrotała.
Znowu między nimi zapadła cisza. Szli, obserwując domy powoli odbudowywane przez Shinigami ze wszystkich składów. Oni sami również pomagali, gdy tylko mieli czas. Teraz jednak, pod koniec pracowitego dnia, czekał ich jeszcze jeden obowiązek do wypełnienia.
- Wiesz, dlaczego generał zażyczył sobie mojej obecności?
- Nie – odpowiedział, koncentrując się na drodze pełnej gruzów. Sam chciałbym wiedzieć, pomyślał.
- To może wiesz, czy Biuro 46 zostanie ponownie powołane? – w jej głos zaczynała się wkradać złość. Zatrzymał się.
- Rei, ja nic nie wiem – odpowiedział spokojnie. – Przez cały czas byłem w szpitalu i dowiadywałem się wszystkiego tylko od ciebie i Matsumoto. Wiem to, co ty.
Eiki w końcu zrozumiała, że chłopak nie tyle próbuje być opryskliwy, ale że ona stała się trochę przewrażliwiona na jego punkcie. Zwiesiła lekko głowę, szybko odzyskując rezon, gdyż nie chciała, by cokolwiek zauważył.
Jakby coś mogło umknąć bystrym oczom młodego Shinigami. Od tygodnia widział, że coś się stało z jego podwładną, ale nie wiedział, co. I zastanawiał się, czy chce wiedzieć. W końcu doszedł do wniosku, że gdy będzie chciała, sama mu powie. Na tej zasadzie opierała się każda przyjaźń, w jaką kiedykolwiek był zaangażowany.
Weszli do kwatery głównej pierwszego składu jako jedni z pierwszych. Zachodzące słońce oświetlało od tyłu ich sylwetki, gdy przechodzili przez ogromne wrota wiodące do sali obrad. Chłopak skierował się na swoje zwyczajowe miejsce, zaś Rei, po krótkim wahaniu, podążyła za nim i stanęła obok. Potem obserwowała wchodzących i z zaskoczeniem stwierdziła, że wszyscy oczekiwali jej obecności.
Gdy z pomieszczenia obok wyszedł generał, jak zwykle przyklęknęła na jedno kolano. Toushirou spojrzał na nią z zainteresowaniem, po czym złapał ją pod ramię i podniósł.
- Nie klękaj na spotkaniu kapitańskim – wyszeptał. Skinęła głową.
- Zacznijmy od sprawy, dla której ściągnęliśmy tutaj dziewiątą oficer Eiki Rei – zaczął, patrząc z ciekawością na dziewczynę. – Pewnie sama się nad tym zastanawia.
Rei wysunęła się z szeregu i ponownie przyklękła.
- Twoja kandydatura została wysunięta przez kapitanów Ukitake, Kyouraku, Unohanę i Kuchiki do objęcia stanowiska kapitana piątego składu – powiedział prosto z mostu. Shirou i Rei zdrętwieli. – Kapitanowie Soifon, Komamura, Zaraki i Kurotsuchi nie zgłaszają przeciwwskazań. Pokazałaś nam stanowczość działań i zaprezentowałaś Bankai w komnacie Biura 46. Czy kapitan Hitsugaya zgłasza sprzeciw?
Ogłuszony Toushirou pokiwał przecząco głową. Oczy Eiki rozszerzyły się. Widocznie była to nowość również dla niego. Zastanowiła się przez moment, po czym wstała i podeszła do chłopaka.
- Proszę o wybaczenie, ale odrzucam nominację – powiedziała czystym głosem. – Z dwóch powodów. Przede wszystkim chyba wszyscy wiedzą, że nie darzę porucznik Hinamori sympatią, więc nie potrafiłabym się odnaleźć w piątej dywizji. Zaś po drugie… Mój dowódca bardzo często pakuje się w kłopoty i powinien mieć kogoś, kto zawsze osłoni jego plecy. Nie mogę go zostawić na pastwę Matsumoto. Dlatego rezygnuję, ale dziękuję kapitanom za zgłoszenie mnie na to stanowisko. Chociaż po Byakuyi bym się tego nie spodziewała…
Rei specjalnie nazwała go jego pierwszym imieniem w obecności generała. Uśmiechnęła się bezczelnie i pobiegła lekko w stronę wielkich wrót, które natychmiast otworzyły się, by wypuścić ją z zebrania. Zachodzące słońce oświetliło jej sylwetkę, rozpraszając się na włosach. Gdy Shirou obserwował ją w tym momencie, tuż po usłyszeniu jej deklaracji, serce mu drgnęło. Szybko spojrzał na generała.
Starzec miał zdumioną minę. Spojrzał po swoich podwładnych, którzy ukrywali uśmieszki.
- Czy te jej włosy nie przypominają wam…
- Kapitańskiego haori? – dokończyli wszyscy zgromadzeni i zaczęli się śmiać. Kiwali głowami i patrzyli na siebie, zadowoleni.
Generał miał wiele powodów do radości. W końcu wyleczono Seireitei z raka, który go powoli toczył, znaleziono silne osobowości na Ziemi i ustabilizowano kwestię Urahary, Shihouin i Vaizardów. W końcu wiedzieli, przeciwko komu walczą.
Historia dopiero zaczęła się toczyć…
Koniec części I
Ciąg dalszy w: „Alternatywa 2: Bounto Arc"
Od autorki:
W ten sposób wprowadzenie do przygody dobiegło końca… Co nie znaczy, oczywiście, że „Alternatywa" nie będzie kontynuowana. Wręcz przeciwnie, „Bounto Arc" i dwa one-shoty na podstawie „Memories of Nobody" i „DiamondDust Rebellion" są gotowe, a ja pracuję nad „Arrancar Arc". Mam nadzieję, że pisząc od nowa historię Bleacha, poprawię swój warsztat pisarski i moja beta nie będzie dostawała zawału serca po przeczytaniu rozdziału…
Co do samej historii… Polubiłam Rei :D
Niedawno przyjrzałam się jej charakterowi i muszę przyznać, że ta OC różni się znacznie ode mnie… Ja przestrzegam regulaminu, nie mam do czynienia z władzami i nie jestem tak wybuchowa. Wierzę też, że Shirou polubi Rei :D
W tej historii podoba mi się kilka rzeczy. Przede wszystkim to, że Ichigo, chociaż zasłużony i ważny dla fabuły mangi, nie pojawia się w każdym krytycznym momencie (Here I come to save the day… And I look fabulous… Peanut & Jeff Dunnham)… Po drugie: ja naprawdę lubię Shirou, Ukitake i Kyouraku. I tak, to prawda, nie znoszę Hinamori…
Jeszcze jedna refleksja: dziękuję Kharci i Turquise PL za aktywną pomoc w tworzeniu tego ficka. Otóż Kharcia, oprócz bety, komentowała ze mną wszystkie głupoty, jakie zdarzyło mi się popełniać i ratowała mnie przed błędami merytorycznymi. Zaś Turquise podsunęła mi genialny pomysł, który mogę wykorzystać dopiero w „Arrancar Arc". I tak dziękuję obu :*
Komentujcie, drodzy czytelnicy, wasze komentarze są ważne.
Do usłyszenia po drugiej części.
Sissel Snape
Rant bety:
Wcześniej poprawiałam tylko koszmarki Sissel (te one-shoty), ale niewiasta wstawiła wersje oryginalne. Nie wiem, czy się jakoś rozwinęłam, choć po 120 stronach tekstu w Wordzie można by tego oczekiwać. Było to dla mnie całkiem przyjemne zajęcie, nawet biorąc pod uwagę, że Blicza traktuję trochę jak telenowelę i czytam go głównie po to, żeby być na bieżąco z fandomem. Nawet yaoiców nie czytuję.
Serdecznie dziękuję jedynej komentującej, Turquise, za zainteresowanie, które motywowało mnie do sięgania po kolejne rozdziały (całość była napisana już kilka miesięcy temu, to ja się obijałam). No cóż, część pierwsza się skończyła, ale czekają w kolejce następne, więc gdyby ktoś chciał się jakoś wypowiedzieć na temat tego wynalazku, będę czekać z niecierpliwością wcale nie mniejszą niż sama autorka.
Pozdrawiam czytelników, polecam się na przyszłość (tak, reklamę sobie robię, a co!).
Kharcia
