Rozdział 312: Coraz zimniej
Twoje rękawiczki są dość zużyte. - MH
Greg spojrzał zaskoczony na wiadomość, marszcząc brwi na ten komunikat, po czym zerknął na rękawiczki, które miał na sobie. Okej, w porządku, były stare. Miał je… cóż, prawdopodobnie zbyt wiele lat. Po prostu nigdy tak naprawdę o tym nie myślał. Wyciągał je tylko wtedy, gdy na zewnątrz było zbyt zimno, aby nosić je na miejscu zbrodni, więc przez większość czasu były poza widokiem. Poza tym, chociaż były trochę postrzępione i miały kilka małych dziur, nadal spełniały swoje zadanie.
Greg nienawidził kupować jakiejkolwiek odzieży. Zawsze tak było. Jeśli więc mógł odłożyć kupno nowych rękawiczek na kolejny sezon lub dwa, właśnie to zamierzał zrobić. Schował z powrotem komórkę do kieszeni i spojrzał na jedną z pobliskich kamer ulicznych. Wzruszył ramionami, po czym odwrócił się i z powrotem do ciała denata.
Kilka minut później jego komórka ponownie zabrzęczała.
Greg westchnął, ponownie wyciągając urządzenie.
Nie masz również szalika. - MH
Parsknął i potrząsnął głową, po czym po raz kolejny spojrzał na kamerę. Posłał jej zdezorientowany uśmiech, po czym ściągnął jedną rękawiczkę, by odpowiedzieć.
Musisz być znudzony, jeśli nie masz nic lepszego do roboty niż obserwowanie i krytykowanie mojego ubioru. - GL
To nie jest próba krytyki, Gregory. Martwię się jedynie możliwością zachorowania się, na co właśnie się narażasz. - MH
Chociaż może przyznam się do lekkiej nudy. Premier lubi przynudzać. - MH
Greg roześmiał się, uśmiechając się szeroko i prawdopodobnie narażając się na dziwnie spojrzenia funkcjonariuszy pracujących na miejscu zbrodni. Czekał, aż Sally skończy słuchać jednego ze wstępnych raportów, zanim spojrzy na ciało. Podniósł wzrok i zobaczył, jak z kimś rozmawia, zapisując coś w zeszycie, który bez wątpienia mu później pokaże.
Ignorowanie premiera, żeby szpiegować swojego chłopaka? To nie przystoi ci, Myc. - GL
Szpiegowanie to za ostre słowo, Gregory. - MH
Greg znów się roześmiał, podnosząc wzrok, gdy Sally w końcu podeszła. Schował komórkę do kieszeni, odwrócił się do niej i zabrał się do pracy. Kiedy przeglądali dowody, ponownie usłyszał dźwięk przychodzącej wiadomości, ale na razie musiał ją zignorować. Zaistniałe fakty sprawiły, że sprawa stała się nieco bardziej chaotyczna, niż początkowo się wydawało, szybko wiążąc to morderstwo z serią zabójstw, z którymi mieli do czynienia od około miesiąca. To było cholernie wyczerpujące.
Później tego samego dnia, kiedy opuszczał miejsce zdarzenia, zerknął na wiadomość, którą otrzymał wcześniej.
Chociaż zainwestuj w lepszą odzież zimową. - MH
OoO
Minęły kolejne dwa tygodnie, sprawa stała się bardziej skomplikowana i zagmatwana, a w Londynie zrobiło się zimniej. Sprawiło to, że zatęsknił za Sherlockiem. Bóg tylko wie, że detektyw byłby w stanie znaleźć to, czego najwyraźniej brakowało mu w tej serii morderstw, ale… na cóż, nie żył, więc Greg musiał sobie z tym poradzić.
Wracał do Yardu po tym, jak został zmuszony do stania na zewnątrz przez trzy godziny bez żadnej przerwy. W tym momencie czuł się jak sopel lodu. Natychmiast skierował się prosto do dzbanka ze świeżo zaparzoną kawą, stojącego na małym stoliku pod ścianą. Dzięki niebiosom za małe cuda.
Zdjął swoje postrzępione rękawiczki, uparcie ignorując fakt, że po mniej więcej godzinie nie zrobiły zbyt wiele, by powstrzymać drętwienie jego palców. Wsunął je do kieszeni płaszcza i przygotował sobie kawę, poświęcając smak na rzecz potrzebnego ciepła. Naprawdę musieli zainwestować w lepszą kawiarkę.
Pociągając nosem, potarł go wierzchem wolnej dłoni, ignorując to, że zrobiło się na tyle zimno, że groziło mu, że zacznie z niego ciec. Udał się do swojego biura, zadowalając się spędzeniem reszty dnia na rozgrzewaniu się i załatwianiu formalności. Byłoby to lepsze niż powrót na zewnątrz do tego zimna.
Kiedy wszedł do środka i lekko zamknął drzwi do biura, Greg zauważył pudełko leżące na środku jego biurka. Spojrzał na nie z ciekawością, oblizując spierzchnięte wargi, kiedy wszedł w głąb pokoju, podchodząc do swojego krzesła, przyglądając się uważnie pakunkowi. Było to całkiem zwyczajne pudełko, bez kokardki, nic poza małą kartką przyklejoną na górze. Odstawił kawę i sięgnął po wiadomość, żeby ją przeczytał.
Skromny upominek.
Odwrócił kartkę, zaciskając usta, szukając czegokolwiek innego. To było jednak wszystko. Charakter pisma był elegancki; rozpoznał go… Odkładając wiadomość, usiadł na krześle, po czym zdjął paczkę z biurka. Jego oczy otworzyły się szerzej w zdziwieniu, gdy ujrzał zawartość. W środku był ciemnozielony, prawie szary szalik w czarne kwadraty. Był z grubego materiału, co tylko zostało potwierdzone, gdy go dotknął. Był cholernie niesamowity.
Wyciągnął go, zaczynając rozkładać, tylko po to, by odkryć parę czarnych, skórzanych rękawiczek leżących na środku. Gapił się jeszcze bardziej, zauważając również ich delikatną podszewkę w ich środku. Wystarczyło mu kilka chwil wpatrywania się w te akcesoria, żeby złożyć to wszystko w całość. Kręcąc głową, uśmiechnął się delikatnie, wyciągając komórkę.
Wiesz, że nie musiałeś. - GL
Spojrzał ponownie na ubrania, czekając na odpowiedź. Były genialne. Naprawdę nie zdobyłby lepszych, nawet gdyby próbował.
Jestem tego świadomy, ale pozwoliłem sobie je kupić, ponieważ zdecydowałeś się, że sam tego nie zrobisz. Mam nadzieję, że przypadną ci do gustu. - MH
Greg westchnął, a jego uśmiech stał się jeszcze większy. Przymierzył rękawiczki i owinął szalik wokół szyi, testując nowe dodatki. Był zdumiony, jak szybko rękawiczki zdawały się usuwać ostatnie resztki chłodu, które odczuwał w dłoniach, a szalik nie był ani ciężki ani nie swędził go wokół szyi. Były cholernie bliskie ideału. Zdjął wszystko i odchylił się na krześle, jeszcze przez chwilę podziwiając prezenty.
Są idealne. - GL
