Rozdział 6 (Dla Ciebie moje Serce)
Kotetsu Shirai unosił się gdzieś na falach poza granicami czasu. Delikatne olbrzymy kołysały go łagodnie, okazując więcej troski niż jego dawno nie widziani rodzice okazywali kiedykolwiek. Było mu przyjemnie ciepło.
"Prawie jak w tej cholernej czarnej haori..."
Myśl pojawiła się i zniknęła. Rozluźniony i spokojny mężczyzna czuł się jak małe dziecko w ramionach matki. Prawie tak jak wtedy, gdy po raz pierwszy w życiu poznał z bliska kobietę.
-Obudź się, Kotetsu. Ale już.
To głos najukochańszy, tej najważniejszej osoby.
"Tylko czemu, na Kami, jest taki surowy i oschły? Czy ona choć raz nie może być..."
-Obudź się Kotetsu. Już czas.
Gdzieś daleko olbrzym będący Kotetsu Shiraiem westchnął ciężko, a jego oddech miał moc huraganu powalającego drzewa. Posłuszny jak pies zaczął zbliżać się do źródła Głosu.
W końcu otworzył oczy.
-Dużo lepiej. A teraz zamiast zadawać niepotrzebne pytania rozejrzyj się i sam dojdź do wniosku gdzie jesteś i dlaczego się tu znalazłeś. Nie musisz się śpieszyć.
Przebudzony Shinigami na dźwięk Głosu podniósł się odruchowo do pozycji półleżącej i rozejrzał dookoła. Nie widać było by przed chwilą obudził się z głębokiego snu. Krótkie, ostrzyżone na sterczącego jeża włosy barwy płomienia pozwalały mu uniknąć "fryzury dnia poprzedniego", a intensywnie zielone oczy, zacięte i złe, patrzyły uważnie i trzeźwo. Patrząc na jego włosy i dłonie można mu było dać jakieś 20 lat, ale spojrzenie na cerę poddawało ten wynik pod wątpliwość. Skóra na twarzy Kotetsu była pobrużdżona i lekko rozluźniona na wystających kościach policzkowych nadając mu wygląd 30-35 latka. Niemniej, proporcjonalnie zbudowany, gibki i zwinny mężczyzna robił wrażenie człowieka czynu. Zwłaszcza w samych slipkach.
Rozejrzawszy się posłusznie dookoła Kotetsu zanotował w myślach najważniejsze szczegóły otoczenia. Komnata 9x9 stóp pozbawiona jakichkolwiek sprzętów, z wyjątkiem cuchnącej odchodami dziury w ścianie służącej najwidoczniej za latrynę. Oprócz tego było tu jednak zdumiewająco czysto. Podłoga, ściany i sufit z nieobrobionego kamienia lśniły własnym delikatnym blaskiem ukazując brak szczurów, grzyba i kurzu.
Z niejakim zainteresowaniem mężczyzna zmonitorował stan własnego organizmu i stwierdził, że czuje się zdumiewająco dobrze. Żadnego bólu, żadnych sensacji i niewielkie osłabienie były wszystkim co poczuł.
Shinigami zakończył oględziny i zwrócił wzrok na drobną niewysoką kobietę z rozpuszczonymi czarnymi włosami w prostym cywilnym ubraniu. Usiadł prosto na piętach skupiając całą swą uwagę na stalowoszarych oczach podobnie usadowionej zwierzchniczki.
-Wygląda na to, że znalazłem się w królestwie z bajki, marzeniu recydywisty i największym powodzie do dumy Drugiej Dywizji. W Norze. Robaczej Norze. A jestem tu ponieważ...i tu będę strzelał...uznano, że po raz drugi w krótkim odstępie czasu złamałem zasady i naraziłem Społeczność Dusz na niebezpieczeństwo. Uwalniając niebezpieczne reiatsu w miejscu publicznym. Czy może Pani to zdementować, Soi Fon-taichou?
-Niestety nie, Shirai-kun. Dodam tylko, że jesteś tu także dla swojego bezpieczeństwa i korzyści. Dojdziemy do tego jeśli porozmawiasz ze mną szczerze. A ponieważ nie lubię zbyt wiele mówić pozwolę ci samemu dojść do podstawowych wniosków. Czy możesz zacząć dochodzić?
Kotetsu starannie ukrył uśmiech. Wiedział dobrze, że taichou nie znosiła gdy ktoś wpadał w tak podstawowe pułapki jak seksizm. A brak spostrzegawczości i opanowania u podwładnych zwykła boleśnie karać.
"Heh, dla Pani zawsze, taichou. Ale, do diabła starego, od kiedy to ja jestem dla Pani Shirai-kun?"
-Posłuszny Waszej woli, Soi Fon-taichou. Jeśli Pani pozwoli odtworzę wydarzenia od chwili mojego pojedynku z Ichimonem Noriaki. Ale jednego nie odgadnę i dlatego proszę o informację. Ile czasu minęło od do?
-Dokładnie 17 dni, Shirai-kun. Jest 28 kwietnia.
-28 kwietnia, to by znaczyło, że już niedługo w świecie śmiertelnych skończy się Hanami...
-Nie znoszę gdy moi współpracownicy okazują sentymentalizm. Przejdź do rzeczy Shirai-kun, bardzo proszę. Czy zrozumiałeś jak bardzo? - wąskie wargi dowódcy Sił Specjalnych wykrzywił nieprzyjemny uśmiech.
-Tak jest, natychmiast, Dowódco. Niech pomyślę...
"Niech to piorun strzeli, taichou się uśmiechnęła! Jeszcze jeden taki grymas i będzie musiała zaciągnąć kredyt w banku emocjonalnym na następny miesiąc. Jeszcze dwa i Yoruichi-sama będzie zła na swoją pszczółkę za brak emocjonalnych reakcji przez kolejne dwa..."
-To będą przypuszczenia, ale mocne, oparte na podstawowej znajomości charakterów osób zaangażowanych w moje sprawy w ostatnich trzech miesiącach. Zacznę jednak od spraw znanych nam obojgu dla uporządkowania myśli. Po kolei, zaczyna się od mojego nieszczęsnego wyskoku alkoholowego gdzieś tak na początku lutego. Biję po pijanemu jakiegoś oficera naszej Dywizji i dostaję manto od jego kolegów. Pani wzywa mnie na rozmowę i na dzień dobry poprawia...
-Zgadza się. Szczęka zrosła ci się prawidłowo jak widzę.
-Nie narzekam, taichou. Unohana-taichou to cudotwórczyni jeśli chodzi o sprawy medyczne. Przejdźmy dalej. Gdy budzę się w naszym szpitalu dostaję wiadomość opatrzoną Pani pieczęcią. Dokładnie, jest to skierowanie na ponowne szkolenie do Akademii. Mogę o coś spytać? Dlaczego do Akademii, a nie do naszej Kompanii Karnej? Aż tak Panią zawiodłem?
-Dowiesz się jeśli wyciągniesz prawidłowe wnioski z rozproszonych przesłanek. Dalej, proszę.
-Tak więc najpierw instruktorzy przydzielają mnie na dodatkowe szkolenia z etyki zawodowej i podstawowych technik medycznych, a potem do słynnej Czwartej Dywizji. Na dwa tygodnie przed pierwszym spotkaniem z moim nemezis, dokładnie 22 marca, poznaję nowych kolegów i zostaję przydzielony do ekipy Hanatarou Yamady.
-Przez pierwsze dwa tygodnie jest spokojnie i jakoś tak swojsko wśród hałd śmieci, ale potem trafiam do chlewa nr 11 i poznaję przydupasa tego rzeźnika Kenpachiego. Jego ulubionego prosiaka, Noriakiego Ichimona.
-Hahaha. – taichou zaśmiała się grzecznie - Jeszcze jedna taka emocjonalna wycieczka i zaciągniesz kredyt na usługi Czwartej Dywizji. Do rzeczy, ostatni raz mówię.
-Tak jest, przepraszam. Dochodzi do bójki na placu ćwiczebnym nr 2 i w rezultacie Madarame-san wkręca mnie w pojedynek z Ichi-kunem zgodnie z oczekiwaniami swoich żołnierzy. A ja zgodnie z oczekiwaniami moich kolegów zjawiam się tam ponownie po tygodniu gotów do obrony wyższych wartości, honoru i rabatek na kwiaty Unohany-taichou...
-To silniejsze od ciebie, prawda? - Soi Fon usiłowała się nie uśmiechnąć, ale kiepsko jej to wychodziło. - Więc ci pomogę, Kotetsu-młodszy. Tym bardziej, że twoje poczucie humoru maskuje chyba kiepską pamięć. Czy twoja kuzynka nadal dąsa się na ciebie za nazwanie jej suką?
-Nie wiem, naprawdę. Po pierwsze, nie rozumiem kobiet, mam co do tego coraz silniejsze przekonanie. Po drugie, prawie jej nie widziałem od tego czasu i mogę tylko zgadywać. Tak, dąsa się, taichou.
-Więc zostawmy sprawy rodzinne oraz wycieczki osobiste i skupmy się na profesjonalnej ocenie twojego zachowania w gabinecie fukutaichou Czwartej. Jakieś wnioski?
Kotetsu zawahał się lekko. Gdy wreszcie odpowiedział jego głos był doskonale poprawny.
-Złamałem tam zbyt wiele zasad by się z tego wytłumaczyć, Soi Fon-taichou. Nie śmiem Pani przepraszać za swój brak opanowania. Proszę jedynie przyjąć moje zapewnienie, że to się już nie powtórzy, nigdy.
-No to teraz pozostaje mi tylko wrzucić cię do wspólnej części Robaczej Nory z kilkoma innymi więźniami, których z pewnością zainteresuje twoja cera i figura. Choć myślałam, że da się tego uniknąć. - cały zabawowy nastrój w jednej chwili zniknął jak zdmuchnięty, Soi Fon spojrzała na podwładnego z trudem tłumiąc furię. -Na Kami! Dlaczego użyłeś swych ukrytych pokładów reiatsu podczas walki z tym durniem Ichimonem!? Nie mogłeś zwyczajnie skręcić mu karku? Albo zwyczajnie poczekać, aż spadnie zaklęcie, które trzymało go przy życiu mimo odniesionych ran? Co z tobą, durniu!? Musiałeś tak się odkryć!?
-Przepraszam taichou, ale co zmienia mój brak profesjonalizmu podczas starcia z Ichi-kunem? Zabiłem go, prawda?
-Tak. Ale twoja głupota żyje i ma się dobrze. Walkę w chlewie nr 11 obserwował Mayuri-taichou i tak się składa, że od tygodnia muszę się z nim żreć odmawiając jego "prośbom" o dokładne zbadanie twego ciała i ducha. Chcesz skończyć przywiązany do stołu operacyjnego w gabinecie tego sadysty?
-Nie, oczywiście, że nie. - głos Kotetsu był teraz ledwie słyszalny.
-A czego chcesz?
-Chcę...dalej żyć i nadal Pani służyć. Czy mogę w związku z tym przejść do wniosków?
-Tak.
-Sądzę, że po moim wybryku z reiatsu Ichiego-kuna pochowano z wszelkimi honorami. A Pani zaczęła bój z Unohaną-taichou o sprowadzenie mnie do kwater naszej Dywizji, bój z Mayurim-taichou o prawo własności do mojego ciała i ducha i z sotaichou o niewszczynanie awantury z powodu mojej głupoty. Sądzę, że nie miała Pani wielkich problemów z Kapitan Unohaną, więcej, myślę że oddała mnie z ulgą pozbywając się niebezpiecznego elementu grożącemu morale jej Dywizji. Niebezpiecznie wysokiemu morale, jak sądzę. Uważam też, że zawarła Pani układ z Kapitan Unohaną i sotaichou, z każdym oddzielnie. Sotaichou dał się złapać na lep obietnicy rozwiązania problemu Kapitan Unohany w sposób bezkrwawy, a ona...cóż...myślę, że ona po prostu pomogła Pani dla własnej korzyści.
-Wyjaśnij to.
-Hipoteza: Na początku oddała mnie Pani Kapitan Unohanie by nakłonić Kapitana Zarakiego do obejrzenia mojej walki z jednym z jego oficerów. Ten cały pojedynek mógł być wyreżyserowany w tym sensie, że Ichimon wiedział co ma robić gdy po raz pierwszy pojawiliśmy się z Yamadą w chlewie nr 11. Ze słów uronionych przez niego podczas walki wnioskuję, że wiedział komu służę. Wspomniał coś o zrzynaniu z wizerunku jednego, lub raczej jednej z taichou. Widziałem jego twarz i zdecydowanie za dobrze się przy tym bawił.
-A cały ten plan nie mógł się odbyć bez wiedzy i akceptacji Kapitan Unohany i Porucznik Kotetsu. Ta druga ustalała przecież mój harmonogram służby na kwiecień i łatwo jej było wysłać mnie gdzie trzeba o właściwej porze.
-To tyle jeśli chodzi o mnie, Unohanę-taichou i Yammamoto-sotaichou. Co do Mayuriego-taichou...nie wiem, czego on chce poza moim ciałem i duchem. Może po prostu jest ciekawski? A może do tego stopnia próbuje już zrzynać z wizerunku swego byłego Kapitana, Urahary Kisuke, że pogubił się w swoich coraz to nowych naukowych pasjach? Wie Pani, on bardzo lubi swój wizerunek szalonego naukowca...
-Dziękuję, Shirai-kun, całkiem ładnie odrobiłeś swoją lekcję. Ponieważ muszę cię za to jakoś nagrodzić wyjaśnię ci po prostu dokładnie czego od ciebie oczekuję w najbliższych dniach oraz w dalszej przyszłości.
-Robię to ponieważ nie sposób traktować cię dłużej jak zwykłego pionka, musisz pójść wyżej by być przydatnym. Po kolei...czy ty słuchasz?
-Przepraszam, taichou, wygląda Pani dzisiaj tak odmiennie od swego standardowego wizerunku, że nie mogę się powstrzymać przed patrzeniem.
-Jak widzę pewne części owej odmienności darzysz większym zainteresowaniem niż inne. Widzisz coś nietypowego między moimi udami, Kotetsu-san?
Shirai okazał kontrolowane zmieszanie.
-Nie, Soi Fon-taichou. Pani jest dla nas, żołnierzy Drugiej Dywizji, jak matka. Gdzieżbym śmiał...
-Aha. Przypomnij mi, żebym cię porządnie trzasnęła zanim wyjdę. Po kolei jednak, po kolei. Wysłałam cię do Dywizji Unohany-taichou rozmyślnie, to się zgadza. Zgadza się też większość pozostałych twoich przypuszczeń, zwłaszcza dotyczących układów z Retsu-chan i Generałem.
-Zależało mi na tym, żeby wkręcić cię do Dywizji Zarakiego i ten cel został już prawdopodobnie osiągnięty. W ciągu najbliższych dwóch tygodni powinieneś dostać rozkaz przeniesienia do chlewa i podjąć służbę jako nowy siódmy oficer. W ten sposób znajdziesz się całkiem blisko tego rzeźnika, Zarakiego. Wiesz co to oznacza? Pomyśl, Kotetsu-san.
-Mmmm, Zaraki-taichou poczuje się zmuszony pokazać parę razy w moim towarzystwie. Ten psychopatyczny paranoik musi okazać ludzką twarz i formalnie zaakceptować nowego oficera. Podobnie jak reszta kadry oficerskiej.
-I tu pojawia się problem. -Soi Fon podjęła wątek gdy stało się jasne, że mężczyzna czeka na jej reakcję. - Ponieważ chcę żeby Zaraki-taichou, w ciągu najdalej miesiąca, poznał smak nawozu pod kwiatkami Retsu-chan...co cię tak bawi, Shirai-kun?
-Heh, zawsze Pani uczyła, że szacunek do zmarłych to w naszym zawodzie podstawowa sprawa, ale co tam. Już wiem dlaczego ta misja jest niewykonalna. Dwa powody: sentyment co najmniej połowy 11-tej Dywizji do Ichiego-kuna i ciągła śmiertelna paranoja Kenpachiego. On nie przeżył tak długo dlatego, że zjednuje sobie ludzi uśmiechem. Od tego jest Yachiru...
-Uczyłam cię też, że nie ma misji łatwych i bardzo łatwych, tylko niemożliwe i niewykonalne. Ty masz wypełnić je wszystkie. Wiesz dlaczego ty, Shirai-kun?
-Cóż, sądzę że ja jestem najlepszym z Pani agentów, ale mogę się mylić.
-Mylisz się. Są lepsi, ale do tej konkretnej misji ty się nadasz jak nikt inny. Bo jesteś aroganckim, indywidualistą, którego bezczelność znacznie przewyższa odwagę, a ludzi zjednujesz sobie swoją niewyparzoną gębą. Szczerze myślę, że każdy z moich agentów otrzymawszy rozkaz posprzątania kanałów pod chlewem nr 11 dałby się wytrzaskać Ichimonowi po pysku, bo taichou kazała się dobrze zachowywać. Ale nie ty. Rozumiesz?
-Ekhem...tak jest.
-Więc po kolei. Co do Rzeźnika to masz słuszność, ale on naprawdę nie będzie miał wyjścia i odsłoni się przed tobą. DLACZEGO?
-Bo inaczej jego ludzie pomyśleli by, że jest słaby. Że śmierdzi tchórzem i co najgorsze, nie potrafi schlać się z nowym oficerem jak na mężczyznę przystało.
-Dobrze, dalej. Czy wiesz dlaczego dostałeś taki termin, a nie inny?
-Teraz tak. Każdy kolejny dzień w koszarach 11-tej to dla mnie śmiertelne zagrożenie. Dosłownie, nie skończy się na kocówie. Po wszystkim zbóje Zarakiego powieszą mnie na flakach, jak nie pierwszej to którejś tam nocy...tak jest, już mówię. Miesiąc to jest wariant optymistyczny, ja to powinienem zrobić jak najszybciej. Także dlatego by nie przegapić chwili kiedy pijany Rzeźnik odsłoni gardło pochylając się po butelkę sake.
-No i już. Reszty nie muszę i nie chcę ci mówić, Kotetsu-san. Jesteś zawodowcem i sam zdecydujesz kiedy, gdzie i jak. Ale pamiętaj by nikt cię z tym nie powiązał.
-I Pani również. Co to za gra, Soi Fon-taichou? Przepraszam, ale nie mogę się powstrzymać od pytania.
Kobieta, zamiast od razu odpowiedzieć, wstała zwinnie zmuszając Shiraia do powtórzenia jej ruchu.
-Skrzynki kontaktowe po staremu. To już wszystko co musisz wiedzieć o zadaniu. Zostawiam cię teraz z informacją, że spędzisz tu jeszcze dwa dni. Potem zostaniesz wypuszczony i skierujesz się prosto do koszar 4-tej Dywizji gdzie przez kolejne 12 dni będziesz odgrywał posłusznego zamiatacza kanałów. Posłusznego i pokornego do granic, jasne?
-Jak słońce, Soi Fon-taichou.
-Potem, jeśli wszystko pójdzie dobrze przeniesiesz się do Dywizji Zarakiego. Nic nie rób by to uprawdopodobnić, ja zajmę się sfinalizowaniem tej części zadania. Aha, zapomniałabym, kryptonim operacji to "Smutek", zapamiętaj.
-Oczywiście, taichou.
-Coś jeszcze, Kotetsu-san?
-Hmmm, chyba nie...
-Aha...
Cios w szczękę rzucił Shiraia na kamienną ścianę. Nim doszedł do siebie kant dłoni Soi Fon zetknął się z jego obojczykiem z wystarczającą siłą by obezwładnić. Padł na kolana rozdzierany bólem.
-Ten pierwszy cios był za bezczelność i ciekawość niegodną zawodowca, co ci obiecałam podczas naszej rozmowy. Ten drugi za to, że postanowiłeś zapomnieć o właściwym dystansie między nami i spojrzałeś gdzie nie trzeba. A ten...
Kopnięcie pod żebra wypchnęło mu resztkę powietrza z płuc. Zawył z bólu by zwinąć się w wymiotnym odruchu.
-...ten jest za to, że wbrew rozkazowi chciałeś zapomnieć o poddaniu się karze za bezczelność, ciekawość i sprośne myśli odnośnie swej taichou, choć kazałam ci przypomnieć. I wystarczy, posiłek dostaniesz jak wszyscy za trzy godziny, następny jutro. I uruchom to swoje słynne reiatsu by naprawić obrażenia wewnętrzne, masz być sprawny za dwa dni, jasne?
-...jak...słońce...Tai...chou.
-I jeszcze nie wybiłam ci z głowy woli oporu, Shirai-kun? Może żołnierze Kenpachiego zdołają tego dokonać, pilnuj się by nie skończyć jako ich zabawka.
-...tak...jest.
-I nie nawal. Bo zatęsknisz za Kenpachim przywiązany do stołu operacyjnego. Może wtedy zrozumiesz dlaczego Nemu Kurotsuchi jest zawsze na usługi Mayuriego-taichou. Do zobaczenia.
Cichy skrzyp i charakterystyczne uczucie towarzyszące zamykaniu czułych na reiatsu drzwi celi. Został sam.
Nareszcie.
-Chyba wiem, za co cię tak kocham, Soi Fon-taichou. - mężczyzna kaszlnął krwią zmieniając pozycję na wygodniejszą. -Chyba już wiem. Ale ty też się pilnuj i nie przekrocz pewnych granic...między nami...bo nawet Kami cię nie uchroni przed losem mojej zabawki. A wtedy przekonasz się czym jest ból i upokorzenie... - Kotetsu zamilkł wstrząsany stłumionym kaszlem. Gdzieś w kompleksie zwanym Robaczym Gniazdem rozległy się wysokie pełne bólu krzyki. Więzień zarechotał. - Przekonasz się...
