Rozdział 8 (Pocałuj i zapomnij)

Kurosaki Ichigo, Kapitan 5-tej Dywizji, ma znakomity humor, nie ma to jak ostry trening Zanjutsu z żołnierzami własnej Dywizji. Zwłaszcza z takimi żołnierzami, którzy nie podlizują się swemu Kapitanowi i dają z siebie wszystko byle skopać mu tyłek. Pozytywnie nastawiony do całego świata Ichigo otwiera drzwi do gabinetu swej fukutaichou by przekonać się, że jego dobry humor to już tylko wspomnienie.

-Hinamori-kun!

-Kurosaki-taichou!

-Yumichika...

-Kurosaki...

-Ekhm...

-Tak.

-Co – tak?

-Teraz jest ten moment, kiedy powinieneś przeprosić i wyjść, Ichigo-san.

Ton głosu Yumichiki Ayasegawy zawiera w sobie delikatne ostrzeżenie, którego trudno nie dostrzec, a co dopiero zignorować. Mimo to, młody taichou 5-tej Dywizji, przez dobrą chwilę nie jest w stanie zareagować w jakikolwiek sposób. Przeszkadza mu w tym widok Momo-chan, jej ciała nie kryje żadna, najdrobniejsza nawet szmatka. Krągłości Hinamori, jeszcze bardziej dziewczęce niż kobiece, zmuszają Ichigo do nieuchronnych porównań z Rukią i Yoruichi. To wystarczy, by mieszanka pożądania i wstydu wyzwoliła gorące rumieńce na twarzy młodego kapitana. Za plecami Ichigo trzaskają drzwi.

„Wszystko byłoby w porządku gdybym nie traktował Hinamori-kun jak młodszej siostry. Niech to szlag! To tak jakbym podglądał Karin albo Yuzu! Zaraz...stop! Przecież nie podglądałem! Czy oni...czy Momo i Yumichika musieli to robić w jej gabinecie? A jej sypialnia to co? Przecież nie wchodziłbym nieproszony do jej sypialni, prawda?"

W tej chwili Ichigo wcale nie jest tego taki pewien. W rozpaczliwej próbie odzyskania kontroli nad swymi emocjami młody Kapitan 5-tej Dywizji ucieka na świeże powietrze, ignorując saluty swoich podwładnych, ścigany ich zaskoczonymi spojrzeniami, niezdolny do ukrycia swego zażenowania.

Jego paniczna ucieczka kończy się dopiero w okalającym koszary 5-tej Dywizji eleganckim, zadbanym parku, pozostałości po poprzednim taichou. Konkretnie, nad ukrytym między drzewami i zaroślami, oczkiem wodnym. A konkretniej w objęciach ciemnozielonej wody. Lodowato zimnej wody.

Kwadrans później Ichigo, już spokojniejszy i ubrany w kapitańską haori, przysiada na brzegu by ostatecznie odzyskać spokój i dystans. W końcu to nic trudnego, prawda?

Niezupełnie.

-Ichigo-san.

-Heh, Yumichika, ty też przyszedłeś się wykąpać? Nie krępuj się.

Oczy Kurosakiego przez chwilę taksują oficera 11-tej Dywizji. Słynny uśmiech Ayasegawy wydaje się być nieco sztuczny, ale jego sposób poruszania się nadal zwiastuje zagrożenie najwyższej klasy dla każdego kto potrafi przejrzeć jego wizerunek.

„Ostrożnie, chłopie. To jest 1-sza liga wśród wojowników. Nieprzypadkowo Ayasegawa jest ulubieńcem Kenpachiego. Tylko spokojnie i ostrożnie."

Świeżo zdemaskowany kochanek Momo Hinamori siada przy boku Kurosakiego-taichou. I przez dłuższa chwilę zdaje się nie interesować niczym poza leniwą obserwacją otoczenia oraz pogwizdywaniem jakiejś lekkiej i niefrasobliwej melodyjki.

„Więc to tak? Powinienem się wyluzować i zapomnieć o sprawie? Takiego!"

-Dobrze się bawiłeś?

-Mmmm, wybornie. Szczegóły?

-Odwal się, teme.

-Bardzo dobrze, Kurosaki-kun. Umówmy się więc, że ty nie pytasz o intymne sprawy moje i Momo-chan, a ja o twoje i Rukii-san. Tak będzie najbezpieczniej, nie uważasz?

-Ta.

-...

-No dobra, przepraszam, Ayasegawa-san. Nie za przypadkowe najście, tylko za moje późniejsze zachowanie. Tylko powiedz mi...

-Tak, Kurosaki-san?

-Lubisz ją chociaż?

-Czy lubię? Moja mała Momo-chan jest taaaaka słodziutka. Mniam.

-Nie wygłupiaj się, dobrze? Ja ją lubię i nie chcę widzieć jak płacze przez jakiegoś idiotę co to myśli tylko o jednym. Wyczuwasz mnie?

-Czy ty oczekujesz ode mnie jakichś deklaracji, Kurosaki-san? Zabawna sprawa. Kompleks starszego brata?

-Zabiję...

-No już, już. Zostaw w spokoju Zangetsu. I zrozum jedno. Ja nie oczekuję od Momo nic ponad to czego mężczyzna oczekuje od kobiety. I zwyczajnie nie jestem w stanie ci niczego obiecać. Po prostu nie wiem jak się rozwinie nasz związek. Wyczuwasz mnie?

-Chyba.

-No i dobrze. Przy okazji, jak się miewa Rukia-san?

-Dobrze, dzięki. To już trzeci miesiąc naszego pożycia i przyznam, że warto było się starać. Wiesz co, Yumichika? Ja naprawdę nie rozumiem twojego taichou...

-W kwestii?

-Upodobań. Bez urazy, ty wiesz do jakich wniosków doszliśmy ostatnio z Kotetsu?

-Naszym Kotetsu? 7-mym oficerem 11-tej Dywizji?

-Tak. Lubisz koszarowe plotki?

-To raczej domena Madarame. Ale cóż, słucham z uwagą.

-Słuchaj więc, najwyżej mu je sprzedasz. To było tak...

XXX

Kurosaki Ichigo ma znakomity humor. Jego ostatnie spotkanie z Kenpachim, nadal poprawia mu samopoczucie, choć od tego czasu minął już okrągły tydzień. Pogwizdując jakąś lekką i niefrasobliwą melodyjkę Kapitan 5-tej Dywizji spaceruje korytarzami koszar 11-tej mijając obojętnie, obrzucających go groźnymi spojrzeniami, Shinigami Zarakiego.

Plotka to potężna broń. Raz jeszcze gratulując sobie zaproszenia Hinamori na ostatnie spotkanie z zazdrosnym starym sknerą, Ichigo skręca w kierunku kwater oficerskich w poszukiwaniu pewnego konkretnego oficera.

Nagły chwyt za lewe przedramię nie zaskakuje Kapitana 5-tej Dywizji. Poddając się sile przeciwnika Kurosaki wykonuje płynny zwrot w lewo, prawa dłoń uwalnia Zangetsu z owijających go bandaży. W następnym ułamku sekundy ostrze Ichigo dotyka już delikatnie pulsującej tętnicy szyjnej przeciwnika.

Przez kilka uderzeń serca napastnik i niedoszła ofiara mierzą się spojrzeniami ponad łączącą ich klingą, nie ruszając ani jednym mięśniem. Nagły wybuch śmiechu ze strony tego pierwszego przywraca im zdolność ruchu.

-Następnym razem będę szybszy. Obiecuję, Kurosaki-san. Wszystko w porządku?

Siódmy oficer 11-tej Dywizji, Kotetsu Shirai, uśmiecha się szczerze. Ichigo kręci w odpowiedzi głową z lekkim niedowierzaniem, ale już w następnej chwili odpowiada wyzywającym uśmiechem. Zangetsu powraca na swoje miejsce za jego plecami.

Shirai nieco ostentacyjnie ściera pot z czoła. Mimo to, jego uśmiech nadal jest szczery, jakby oficer 11-tej spotkał dawno niewidzianego przyjaciela. Spojrzenie Kurosakiego na krótką chwilę zaostrza się, ale w twarzy i postawie Kotetsu nadal brak jakichkolwiek oznak fałszu.

-Ruszasz się jak pająk, koleś, jak zawodowy morderca. Uważaj z takimi gestami bo nie wybaczyłbym sobie gdybyś zginął od mego zanpakutoh. – niespodziewanie twarz Ichigo ponownie rozjaśnia uśmiech, młody Kapitan wyciąga dłoń w kierunku Shiraia – Cześć.

-No, cześć – Kotetsu mocno i pewnie ściska dłoń rozmówcy – Co u ciebie, Kurosaki-san?

-Heh, w porządku, praca, wakacje, praca, wakacje i tak w kółko. Ty też masz 5-cio godzinny dzień pracy, Kotetsu-san?

-Jak cholera, starsi oficerowie ganiają mnie tak, że latam jak piekielny motyl. Mało mam czasu na sprawy osobiste, że tak powiem.

-To wiem i właśnie dlatego chciałem się spotkać z tobą tutaj, w koszarach twojej Dywizji. Znajdziesz trochę czasu dla mnie?

-Czy znajdę? Dla bohatera, który wspólnie z Hanatarou uratował Seireitei przed Aizenem mogę poświęcić czas. A nawet sporo czasu. Czego ci trzeba?

-Wiesz, widziałem twoją walkę, nasłuchałem plotek o twoim poczuciu humoru i pomyślałem, że warto byłoby cię poznać. Żeby nie było, nie jestem taki jak twój taichou...

-Że niby jaki?

-Heh, powiem tak...jak cię wezwie do swego gabinetu to stań plecami do ściany. I bądź czujny, ok?

Lekkie zaskoczenie na twarzy Kotetsu przekształca się, pod wpływem kpiącego spojrzenia Kurosakiego, w pełne zrozumienia rozbawienie. Przez bardzo krótką chwilę, obaj mężczyźni, patrzą sobie w oczy, by po chwili parsknąć śmiechem.

-Dzięki, Kurosaki-san. W życiu bym nie pomyślał...moment...pogrzeb Noriakiego. No tak. To raczej oczywiste.

-Heh, dosyć...

-Shirai-kun!

Mała Yachiru, zwana przez doświadczonych żołnierzy 11-tej Dywizji, Małą Śmiercią, tradycyjnie wyrasta gdzie jej nie posiali, czyli pomiędzy dwójką mężczyzn konspiracyjnie nachylonych ku sobie. Shirai i Ichigo natychmiast gaszą uśmiechy odsuwając się od siebie o regulaminowy krok. Mimo to, lekko zakłopotany Kotetsu zwraca się do dziewczynki z niewymuszoną sympatią.

-Cześć, Yachiru-dono. Czy Kapitan chce czegoś ode mnie?

-Tak! Chce cię widzieć, Shirai-kun!

-Zaraz będę. Poczekasz chwilę, Yachiru-dono? Chciałem jeszcze chwilę pogadać z Kurosakim-taichou.

-Pójdziemy razem! Nie śpieszy się nam!

-Miło, dziękuję. Kurosaki-taichou, przepraszam za ten nieregulaminowy luz, ale Yachiru-fukutaichou i ja jesteśmy starymi przyjaciółmi.

-Daj spokój, chłopie. Nie ma nic złego w tym, że ją lubisz. I mów mi po imieniu, dobra?

-Jasne. Powiedz, Ichigo-san, czy twoje siostry są takie jak Yachiru?

-Raczej nie. Nikt nie jest taki jak Yachiru, wiesz.

-Pewnie! Ken-chan mówi, że Yachiru jest wyjątkowa!

Wysoki, roześmiany głos małej splata się z ciepłym śmiechem Shiraia. Rudowłosy Shinigami przygładza różową czuprynę dziewczynki.

-Kapitan zna się na ludziach lepiej niż myślałem.

-Tak! Jest najlepszy!

-To się zgadza. –lekko rozbawiony Ichigo kiwa potakująco głową - Wiesz co, Shirai? Odwiedź nas w Karakurze. Obiecuję, że mój słynny ojciec cię nie stratuje. No i poznałbyś moje siostry. Co ty na to?

Wahanie Kotetsu trwa nie dłużej niż dwa uderzenia serca by przerodzić się w szczery uśmiech. Młody Shinigami pochyla głowę w lekkim ukłonie.

-Dziękuję, poproszę Kapitana o urlop i jak się uda to wpadnę. Jakoś się zgramy, Ichigo-san.

-No to na razie. Trzymajcie się oboje.

-Na razie, Ichigo-san.

-Pa pa, Ichi!

XXX

-Co się tak gapisz, młody? Ptak mi na haori nasrał?

Stojący przed kapitańskim biurkiem w postawie regulaminowego baczność Kotetsu prostuje się jeszcze bardziej.

-Nie, Kapitanie. Właśnie rozmawiałem z Kurosakim-taichou i tak się zastanawiam...

-Kurosakim? Czego od ciebie chciał ten szczyl?

Trzymająca cygaro lewa dłoń Kenpachiego drgnęła wyraźnie. Kotetsu opuścił na chwilę głowę by ukryć uśmiech. Gdy po chwili znów spojrzał w oczy swego Kapitana zachowywał się już całkowicie poprawnie.

-Kapitan 5-tej zaprosił mnie do siebie, do Karakury. Chciałbym Pana prosić o jeden dzień przepustki, jeśli to nie kłopot.

-Przepustka? Ocipiałeś, młody? Ty tu pracujesz tydzień!

-Proszę tylko o jeden dzień. Obiecuję, że po powrocie przyłożę się do pracy jak do ćwiczeń Hakudy. Wszystko będzie zrobione na wczoraj, Zaraki-taichou.

-Heh, zależy ci.

-To fajny facet, taichou.

Przez chwilę Kenpachi przygląda się podwładnemu zza zasłony dymu. Wreszcie powoli kiwa głową.

-No dobra.

-Dziękuję, Kenpachi Zaraki-taichou.

Głęboki ukłon Kotetsu wyraźnie irytuje Kapitana 11-tej Dywizji. Zaraki wypluwa niedopalone cygaro, jego wskazujący palec mierzy prosto w twarz rudzielca. Głos Kenpachiego brzmi jak warczenie.

-Tylko nie kłaniaj się i nie podlizuj. Nie wiem jak to jest w 4-tej Dywizji, ale moi oficerowie to nie mięczaki. Tu jest miejsce tylko dla prawdziwych mężczyzn. Jasne?

-Tak jest!

-I tak trzymaj. Aha, Kotetsu, mam dla ciebie dobre wieści. Dzisiaj przyszły twoje papiery z biura 4-tej Dywizji. Przenosisz się ze wspólnej sali do kwater oficerskich.

-Dziękuję, Zaraki-taichou.

-Odmaszerować.

Zmiana planów.

Kotetsu jeszcze raz zerknął w notkę wydobytą przed chwilą ze skrzynki kontaktowej. By z delikatnym niedowierzaniem przeanalizować treść wiadomości odsuwającej Kapitana Zarakiego poza zasięg śmierci, tudzież sprawiedliwości dziejowej.

Zgniótł kartkę niszcząc ją delikatnym podmuchem ognistego Kidoh. Niedowierzanie jednak pozostało.

"Czy ta kobieta...szlag...czy Kapitan Soi Fon przemyślała starannie ten zwrot w swojej śmierciobójczej polityce? Wierzyć się nie chce. Przecież donosiłem ostatnio, że Zaraki jest już w moim zasięgu. Szlag, to poważnie utrudnia...

Jakiś młody wojownik przeszedł obok. Jego ciemne oczy w ułamku sekundy przewierciły duszę Shiraia na wylot. Rudowłosy Shinigami natychmiast wziął się w karby odpowiadając spokojnym spojrzeniem.

"Z drugiej strony mogę jeszcze wykorzystać ten ruch na swoją korzyść. To nie takie trudne. Wystarczy skontaktować się z kim trzeba..."

Wspomnienie niedawnej rozmowy z Kurosakim Ichigo powróciło jak wyrzut sumienia. Kotetsu zwilżył wargi.

"Do tego każą mi przygotować się na przeniesienie w szeregi 12-tej Dywizji. Szlag, jak tak dalej pójdzie to zostanę okrzyknięty globtroterem Społeczności Dusz wrzechczasów. Ech, przesada...

Czas brać się do pracy. Ale najpierw trzeba wszystko starannie przemyśleć. Po kolei..."