Rozdział 9 (Targowisko)
Kotetsu Shirai nie pragnie w tej chwili niczego ponad spokój i relaks. To pierwsze ma mu zapewnić naturalna niewymuszona samotność, to drugie, pół literka sake w żołądku. Samotność miał zamiar znaleźć w pewnej mało popularnej mordowni w dzielnicy Zaraki, to drugie osiągać stopniowo wraz z przemijaniem kolejnych godzin. Proste, prawda?
Niezupełnie.
-Przeszkadzam ci, Kotetsu?
-Gdzie tam, Ohmaeda-sama. Milusio, że Pan do mnie dołączył. Interesy czy przyjemność?
-Pół na pół. Widzisz go już?
-Ta.
-To pij szybko swoją sake bo zaraz skończy się przyjemność, a zaczną interesy. Wiesz co masz robić?
-Ta jest. Milczeć i słuchać. Nie przeszkadzać Panu w interesach. Wyglądać na tak posłusznego i przydatnego jak to możliwe. Zapomniałem o czymś?
-Tak. Zapamiętaj, że nie masz do czynienia z naszą taichou. Ona może mieć do ciebie słabość i puszczać płazem wygłupy. To nie dotyczy Mayuriego-taichou. Jeden błąd i nie jesteś już Shinigami tylko mięsem na stole operacyjnym. Zapamiętasz?
-Heh, Kami wybacza, Mayuri nigdy.
-I tak trzymaj...Kurotsuchi Mayuri-taichou! Witam Pana. Mam nadzieję...
-Twoje złudzenia co do mojej wspaniałomyślności niewiele mnie obchodzą, Ohmaeda. Zajmuje mnie za to twoja bezczelność. Zaprosiłeś Kapitana 12-tej Dywizji do dzielnicy Zaraki na poważną rozmowę o interesach. Dobrze ci z tym, głupcze?
Lekko piskliwy, acz nie pozbawiony siły przekonywania głos Mayuriego tnie jak zatruty sztylet. Porucznik 2-giej Dywizji rozważnie opuszcza wzrok. Ciszę przerywa lekko znudzony głos Shiraia.
-Heh, Pan pożyczy mojemu fukutaichou termometr, Mayuri-taichou. Pewnie chowa Pan taki w którejś kieszeni...
-Morda, Kotetsu-kun. Jeszcze jedno słowo, a sprzedam cię Mayuriemu-taichou jako dawcę organów.
Zimny, beznamiętny głos Porucznika Drugiej Dywizji skutecznie dyscyplinuje podwładnego. Kotetsu chyli głowę w ukłonie.
-Tak jest, panie Poruczniku. Przepraszam Panów.
-Hmmmm, czyżbym wyczuwał sarkazm?
Opuszczona głowa młodego Shinigami skutecznie kryje uśmiech.
-Skądże, Ohmaeda-fukutaichou! Pan Porucznik jest dla nas, żołnierzy Drugiej Dywizji, jak ojciec! Gdzieżbym śmiał...
-Aha, przypomnij mi żebym cię porządnie walnął zanim wyjdę, Kotetsu-kun. W porządku, Mayuri- taichou?
-Tak, Ohmaeda. Wiem już z kim mam do czynienia, a to podstawa udanej współpracy. Przejdźmy więc do interesów.
-Oczywiście. Zanim jednak zaczniemy proszę przyjąć moje przeprosiny w związku z miejscem spotkania. Widzi Pan, taichou, ten lokal należy do jednego z oficerów Drugiej. Stali bywalcy pracują dla nas i szybko wyłapują wszelki podejrzany element. Tu po prostu jest bezpiecznie, nawet jeśli mało estetycznie.
-Zostaw to, Ohmaeda. Zależy mi na twoim podwładnym, a nie na wrażeniach estetycznych.
-Dziękuję. Dalej więc. Przede wszystkim, jestem dumny i szczęśliwy, że kapitan słynnej 12-tej Dywizji pofatygował się do dzielnicy Zaraki by porozmawiać o kimś tak mało znaczącym jak mój bezczelny podwładny. Mam nadzieję, że potencjalne przeniesienie Kotetsu Shiraia z 11-tej do 12-tej Dywizji przyniesie korzyść także Drugiej Dywizji, z której to wywodzi się Kotetsu Shirai. Tak, Kotetsu?
-Hmmm, ja również dziękuję, Mayuri-sama. Jestem dumny, że postanowił Pan honorować moje związki z Drugą Dywizją i szczęśliwy, że jeszcze mnie Pan życia nie pozbawił. Dziękuję za wsparcie, Ohmaeda-fukutaichou i zapewniam, że będę się godnie zachowywał jak przystało na byłego żołnierza Drugiej i potencjalnego 12-tej Dywizji.
Oczy Kurostuchiego wędrowały po ścianach boksu jakby Kapitan 12-tej nie był do końca świadomy uprzejmych wypowiedzi rozmówców.
-Nieźle, Ohmaeda-san, Kotetsu-san. Wasze słowa to zaiste godny sposób na przeprosiny za zaproszenie mnie do tej wiernej podróbki chlewa numer 11. Postaram się zachować godnie i nie przekreślić waszych wysiłków niegodnym zachowaniem. Choć to zaiste trudne wyzwanie. W zamian proszę o dyskrecję i bardziej konkretne wypowiedzi.
-Oczywiście, Mayuri-taichou. Ja zaś z kolei proszę o zapamiętanie, że to Pan się do mnie zgłosił w sprawie mego podwładnego. Więc proszę nie traktować mnie jak niegodnego swej uwagi petenta. Dobrze?
-Tak, Ohmaeda-fukutaichou. Co nie zmienia faktu, że proszę o dyskrecję. W związku z tym proponowałbym aby obiekt naszych rozmów przenieść chwilowo w inne miejsce, na przykład świeże powietrze. Niech się chłopak przewietrzy, a my w tym czasie...
-...Porozmawiamy szczerze. Świetnie Pana rozumiem. Kotetsu, sprawdź warty, które rozstawiłem na zewnątrz. W razie czego nie szczędź im jobów.
-Tak jest. Już mnie nie ma.
Chwila przerwy w słownym pojedynku. Porucznik Drugiej i Kapitan 12-tej Dywizji mierzą się wzrokiem próbując znaleźć jakąś szczelinę w pancerzu rozmówcy.
-Tak poważnie, Ohmaeda, co chciałeś osiągnać zapraszając mnie tutaj?
-Dyskrecję? Nie jestem pewien o co Panu chodzi, Mayuri-taichou.
-Przestań bredzić. Dyskrecja tutaj? W dzielnicy Zaraki? Połowa twoich stałych bywalców pracuje dodatkowo dla innych taichou. Na przykład dla tego oficerów tego rzeźnika Kenpachiego.
-Oni są raczej kiepscy w tego typu zabawach, Mayuri-taichou. Mam na myśli wywiad i kontrwywiad. Nie ma się co martwić. Poważnie, chciałem mieć spokój, a ta mordownia leży w granicach imperium rodziny Shihoin...tak?
-To mi przypomina o Yoruichi-san. Co tam u niespełnionej miłości Pańskiej taichou? Nadal stara się węszyć dla Kisuke Urahary? Udając jednocześnie, że przykłada wagę wyłącznie do zabaw i gier w jego towarzystwie?
-Nie jestem pewien. Yoruichi-san nie lubi mi się zwierzać. Wróćmy do interesów, dobrze? Ile jest Pan w stanie poświęcić by dostać Kotetsu w swoje ręce?
-To zależy. Głównie od tego co masz na myśli mówiąc „dostać w swoje ręce".
-Hmmm, Pan jak sądzę chciałby rozlożyć mojego podwładnego na stole operacyjnym i zabrać się do niego na swój niepowtarzalny sposób. Nic z tych rzeczy, Mayuri-taichou.
-Skąd ta troska, Ohmaeda-fukutaichou?
-Z obawy o morale naszych żołnierzy. Kto słuchałby rozkazów oficera, który oddaje swoich Shinigami na tortury i śmierć. Nie ta etyka zawodowa, Panie Kapitanie. Mówiąc „w swoje ręce" mam na myśli normalną służbę. Bez zabaw w doktora.
-Jaka szkoda, dla nauki rzecz jasna. Zdajesz sobie sprawę, Ohmaeda, jakim interesującym przypadkiem jest twój podwładny? Nie spotkałem drugiego Shinigami, poniżej poziomu Porucznika, który dysponowałby tak nietypowym reiatsu.
-Wiem, wiem. My w Drugiej też mamy specjalistów od takich jak on nietypowych przypadków. I w związku z tym, na starcie, proponuję Panu dostęp do pełnej dokumentacji na temat Kotetsu Shiraia. Poczynając od czasów Akademii, aż po ostatnie wypadki. Może być?
-Na początek wystarczy. Chwilowo zaspokoi to mój głód wiedzy. Jeśli zaś chodzi o codzienne obowiązki mojego nowego podwładnego...
Kurotsuchi znacząco zawiesił głos. Ohmaeda odpowiedział lekkim ukłonem.
-Pozostawiam to w Pańskiej gestii, Mayuri-taichou.
-Dobrze.
Kotetsu ostrożnie wciągnął w płuca letnie powietrze. W delektowaniu się jego smakiem przeszkadzał mu charakterystyczny dla 80-tej dzielnicy odór śmieci, fekaliów i gnijących resztek jedzenia. Młody Shinigami wzruszył ramionami.
„Nie mój cyrk, nie moje małpy. Rusz się, chłopie, do pracy marsz"
Na pierwszym posterunku czuwał wysoki, żylasty mężczyzna w prostym cywilnym ubraniu. Palony papieros roztaczał wokół niego aureolę dymu.
-Cze, Ryuki-senpai. Jak tam warta?
-Nieźle, nie zaskoczyłeś mnie, Kotetsu-kun. Fukutaichou wciąż rozmawia z Mayurim-taichou?
-Ta. I jak znam życie i naszego szefa to już niedługo zostanę zredukowany do roli mięsa. Pocieszające, nie?
-Tak. Ale nie pękaj, młody. Weź pomyśl, kto by szedł za oficerem, który oddaje podwładnego na pewną śmierć? Przeżyjesz.
-Dzięki, Ryuki-senpai. Już mi lepiej. Idę do pozostałych, na razie.
-Na razie, młody.
Kolejny posterunek, kolejna rozmowa. I tak jeszcze dwukrotnie. Młody Shinigami z pewnym żalem odnotował, że nie ma kogo opieprzyć za lekceważenie obowiązków. Cóż, w Drugiej Dywizji było miejsce tylko dla jednego lewusa. Jego, rzecz jasna. Średnio pokrzepiony tą myślą Kotetsu odwrócił się ponownie w stronę knajpy zaalarmowany znajomym reiatsu.
-Ohmaeda-fukutaichou, jak poszło? Jak sprawy?
-Tak dobrze, że nawet nie walnę cię za pyskowanie w trakcie mojej rozmowy z twoim nowym taichou. Udanej współpracy, chłopie.
-Witam na mojej służbie, Kotetsu-san.
-Dziękuję, Mayuri-taichou. Także Panu, Ohmaeda-fukutaichou. Dobrze się współpracowało.
-Nawzajem. Do zobaczenia, Kotetsu-kun.
Masywny porucznik Drugiej odchodzi w swoją stronę. Czterech dyskretnych ochroniarzy opuszcza swe posterunki przyklejając się do Ohmaedy jak rozszczepiony cień. Chwilę później wspomniana piątka jest już tylko wspomnieniem. Zaś chwilę plus chwilę później Mayuri-taichou i jego nowy oficer zwracają się w swoją stronę by uważnie spojrzeć sobie w oczy.
-Posłuchaj mnie teraz uważnie, Kotetsu-san. W związku z twoim przeniesieniem trzeba jeszcze dokonać pewnych formalności w biurach twojej poprzedniej i obecnej Dywizji. Związanych, między innymi, z zakwaterowaniem. Ale to drobiazg. Ważne jest natomiast byś zrozumiał gdzie się znalazłeś i z kim przyjdzie ci pracować. Wytłumaczy ci to Nemu-fukutaichou. Mocno wierzę, że nie trzeba będzie powtarzać dwa razy tego samego.
-Tak jest, Mayuri-taichou.
-A jeśli trzeba będzie powtarzać to bądź pewien, że znajdę ci jakąś dodatkową pracę, która usprawni twą pamięć. Przyda ci się taki trening umysłowy po okresie spędzonym w koszarach Zarakiego.
-Tak jest. Dziękuję, Mayuri-taichou.
-Drobiazg. I nie zmarnuj swej szansy, Panie szósty oficerze. Dzień zaczynamy o godzinie 5 rano. Nie spóźnij się. Jasne?
-Jasne jak słońce, Mayuri-taichou.
-Dobrze. Odmaszerować.
Odchodzę więc z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Mam przydział i mogę rozpocząć kolejną fazę operacji „Smutek", która bliższa jest końca niż początku. Oby tak dalej.
A teraz czas na relaks.
