Rozdział 11 (Tańczący z szerszeniami)

Wczesny poranek, a to oznacza, że czas na trening. Moja ulubiona sensei, Soi Fon-taichou, prowadzi dzisiaj ćwiczenia Hakudy na głównym dziedzińcu koszar Drugiej Dywizji. Niestety, nie ma co liczyć, że mnie oszczędzi. Perfekcjonistka i służbistka z tej mojej taichou. Będą joby. Znowu.

-Czas minął, właź na pole walki, Kotetsu.

-Jeszcze moment, Soi Fon-taichou.

-Stoisz tam z zamkniętymi oczami od pół minuty. Jak do tego momentu się nie skoncentrowałeś to nie nadajesz się na wojownika. Co, wrogowi też powiesz, "jeszcze moment"?

-Zaraz, taichou. Uciekła mi koleżanka Wena, próbuję w zastępstwie złapać jej braciszka, Natchnienie, ale to szybki smark...

-Hahaha. Nie jesteś tu po to, żeby łapać natchnienie. Nie wygłaszasz mowy pogrzebowej nad trumną Noriakiego Ichimona. Na pole, już.

-Raczej nad urną...

-Nie pyskuj, ostatni raz mówię. NA POLE WALKI!

-Uważaj, taichou, wchodzę.

-Uważam.

-Wszedłem.

-No brawo, jeszcze dwa ruchy i dojdziesz. Do mnie. I do miejsca gdzie Aizen mówi dobranoc...

-Zanim tępym zanpakutoh rozwala czaszkę. Znam ten dowcip, taichou. Ja w ogóle nie wiem czy chcę dzisiaj z Panią ćwiczyć, przepraszam, nie czuję się najlepiej.

-Nie wiesz...to ja ci dam motywację.

ŁUP!

-Szlag...

-Wypluj ten ząb i przestań się wydurniać, żołnierzu. Czemu ja ci na to pozwalam?

-Tfu! Bo jestem Pani ulubieńcem?

-Tak. Przypominasz mi klowna, którego nie miałam. Nawet twój komplet...gdzie ty masz górę od shikashusho?

-W praniu. Niech Pani spojrzy jak nabrałem mięśni od tej walki z prosiakiem Zarakiego.

-Raczej od uczciwego treningu w koszarach jego Dywizji, lewusie. Do pracy, użyj Shunpo.

-Ta jest.

-Jeśli to było twoje najlepsze Shunpo to nie jest tak źle. Nawet musiałam zareagować.

-Miło słyszeć. Szkoda, że tego nie widzę...jak Pani na mnie reaguje...

ŁUP!

-Tfu! Eee? Czemu mi Pani zęba nie wybiła?

-Właśnie zaciągnąłeś kredyt. Następnym razem jak będziesz robił z treningu farsę wybiję ci od razu dwa. Dotarło?

-Tak jest, taichou.

-(westchnienie) Zaczynajmy wreszcie ten trening bo stygniesz, Kotetsu. Pozycja!

-HAI!

-Nieźle, czyżbym słyszała śladowy zapał? To znowu twój cień, mistrzu Kidoh?

-Nie, mistrzyni. Ale teraz to ja jestem Sprite, a Pani pragnienie...

-Nie zrozumiałam ani słowa z tego ziemskiego bełkotu. Pracuj, albo stracisz resztki motywacji.

Trzy szybkie starcia na Hakudo. Dwa remisy, trzecie w trakcie.

-Ruszaj się, ruszaj! Co z tobą? Za szybka dla ciebie...

-Przepraszam, taichou. Ja naprawdę...

-Tfu! Nieźle, Kotetsu, nieźle. Pozycja! Następne starcie!

Bardzo krótka i jednostronna walka na Shunpo. Jedna z dwóch rozmazanych smug zderza się z drugą, odbija jak od ściany i upada bezwładnie.

-Nic ci nie jest, Kotetsu? Żyjesz?

-Tfu! Gdyby się Pani nie uśmiechała mówiąc to byłoby idealnie.

-Hmmm, chyba masz dosyć na dzisiaj tego treningu ze mną, zresztą czas minął, następny! A ty Kotetsu do sali numer trzy biegusiem marsz! Zasuwaj, żołnierzu! Jak się spóźnisz to Ohmaeda cię zabije! I zdejmij wreszcie tą opaskę z oczu!

XXX

Wiszę pod sufitem, głową w dół, palce u rąk dzieli od podłogi jakieś pięć stóp. Czemu?

Nie wiem. Zapytajcie moich instruktorów. Według nich te ćwiczenia znakomicie usprawniają kontrolę ciała podczas walki. Według nich bujając się na lince uczysz się zwalczać bezwładność ciała. Według nich zbierane podczas tych ćwiczeń joby kształtują charakter.

Według mnie robienie za worek treningowy dla dwóch...a jeśli oficer prowadzący ma zły humor...dla trzech sukinsynów to godne podsumowanie całego mojego życia. Szlag.

Ale trzeba dbać o swój wizerunek, prawda?

-Buju, buju...

-Ty, Kotetsu, będziesz sobie jaja robił nawet w piekle.

-Nie wykluczam, fukutaichou. Ale Pan tego nie zobaczy. Taki pijak, obżartuch i kiepski oficer to pójdzie prosto do nieba dla grzecznych dziewczynek...

-I kogo tam spotkam? Twoją cholerną kuzyneczkę, durniu! Pozdrowię ją od ciebie. Wy dwaj! Brać te kije i zaczynać trening!

-To się nazywa bokken, poruczniku.

-BUAHAHAHA! Brawka.

-Nauczyłeś się od Kotetsu żartować, Maki? Do roboty, dostarcz mu potu, a nie rozrywki! No, ruszcie dupy!

-Buju, buju...

ŁUP! ŁUP!

Dwaj mężczyźni z trudem podnoszą się z ziemi. Ich bokkeny leżą na ziemi w pewnej odległości od swych właścicieli.

-Na Kaiguna...

-Szlag...

-Jeszcze raz! Ty sobie myślisz Kotetsu, że ćwiczenia na lince to zabawa? Myślisz, że jak coś tam umiesz to wolno ci odpuszczać? Jak następnym razem wstrzymasz rękę by im poważnej krzywdy nie zrobić to sam cię załatwię! A wtedy będziesz się wstydził uśmiechnąć do taichou!

-Przepraszam, poruczniku. Zrozumiałem swoje błędy, ale niestety nie mogę klęknąć więc niech Pan podejdzie to Pana w dupę pocałuję, na zgodę...

ŁUP!

-Lepiej? Maki, ocuć go! I do roboty!

-Morda, Kotetsu, bo wszyscy polecimy. Jesteś gotowy, chłopie?

-Ty z nim nie konwersuj, Maki! Ty go porządnie lej!

ŁUP! ŁUP!

-Tfu! Tfu! Dzięki, chłopaki.

-Dla ciebie wszystko, młody.

-Lepiej nie umiecie? Daj tego kija to wam pokażę jak się bije. Z drogi, Maki.

-Oho. Sam słynny Ohmaeda na mnie idzie. Szkoda, że nie mam opaski na oczach. Wzruszenie ścisnęło mnie za gardło...

-Za gardło to ja cię zaraz ścisnę, wypierdku Yoruichi.

ŁUP! ŁUP! ŁUP!

-I wystarczy. Tak to robi elita Drugiej Dywizji.

-Poruczniku, Kotetsu znowu stracił przytomność.

-Widzę, Maki, widzę. Zdejmijcie go z liny, niech spada na ziemię. Czemu ty tak słabo docisnąłeś ten węzeł na jego kostce?

-Widziałem po Panu, że młody dzisiaj oberwie konkretnie wpieprz. Po co mu niepotrzebny ból zadawać...

-Zaraz cię wyślę do Czwartej, żebyś sadził kwiatki Unohanie-taichou, ty...pacyfisto.

-Ile pogardy w twoim głosie...*cough*...Ohmaeda. Miej szacunek do moich byłych kolegów.

-Morda, kmiocie! Doszedłeś do siebie to zbieraj dupę w troki i na basen! Już jesteś spóźniony! Następny, linka na kostkę i do góóóry pod sufit!

XXX

Zajęcia z kontroli reiatsu, tym razem na basenie. Oficerem prowadzącym jest rudowłosy Hiashi-sensei, znany ze swego opanowania i rzadkiej u oficerów Drugiej, pobłażliwości. Dziwnym zbiegiem okoliczności mnie też dotyczy ta jego słynna pobłażliwość.

Spróbujemy?

-Na dzisiejszych zajęciach nauczycie się lepiej kontrolować reiatsu podczas chodzenia po wodzie. Przygotujcie się, proszę. Skumulujcie reiatsu w stopach i wydawajcie równomiernie...

-I wtedy mówię Ibie-fukutaichou z Siódmej, że już nie dam rady. Że to koniec. Że już nie obalę następnego browca. A on do mnie: "Spoko Kotetsu, nie takie rzeczy się obalało..."

-Kotetsu-kun.

-Tak, instruktorze? Pan nas podsłuchuje?

Przez grupę ćwiczebną numer 8 przebiegła fala śmiechu.

-...

-Młody, uspokój się.

-Doigrasz się, smarku! Szacunek do zwierzchnika straciłeś? Przeproś instruktora za tą bezczelność!

ŁUP!

-Przepraszam za Kotetsu-kuna, instruktorze. Melduję posłusznie, że jesteśmy gotowi do pracy!

-Hai! (cichy szept z poziomu podłogi) Dzięki, stary.

-(cichy szept) Nie ma za co, młody. Ale nie przesadzaj. Gdzie ty masz szacunek, w dupie?

-Chyba. Chciałem wyjąć, ale poskarżył się, że mu zimno...

-Hehehehe...

-Co powiedziałeś tym razem, Kotetsu-kun?

-Instruktorze! Melduję posłusznie, że opowiedziałem Ryukiemu-senpaiowi żart!

-Dobrze. To teraz pokaż swoją kontrolę reiatsu, Kotetsu-kun. I oby to nie było śmieszne.

Plusk! Plusk! Plusk! Plusk!

-Patrzcie na mnie! Ja nie tonę! A jak pobiegnę?

PLUSK!

-Hehehehehe!

-To było dobre, Kotetsu-kun. Wiesz, czasem myślę, że my z Drugiej Dywizji jesteśmy bardzo dobrymi żołnierzami. Gdyby nie ty bylibyśmy najlepsi.

-Buahahahaha!

-Dziękuję za ten wyraz poparcia, grupo ćwiczebna nr 8. Czyżbym opowiedział dobry żart?

-TAK JEST, INSTRUKTORZE!

-Tfu! Szlag na tą wodę...Tak jest, instruktorze! Ale do moich najlepszych to mu daleko!

-Dziękuję ci Kotetsu-kun za te słowa poparcia. W nagrodę będziesz biegał po wodzie, aż się nauczysz. A jak się nauczysz to będziesz biegał, aż się porzygasz. A jak się porzygasz...to będziesz biegał dalej.

-I to wszystko jednego dnia. Lubi mnie Pan chociaż, instruktorze?

-Jak zwierzątko, którego nigdy nie miałem. Grupa do wody, proszę na tą stronę basenu. Mistrz kontroli reiatsu i arcymistrz Kidoh będzie biegał po tej drugiej...Co ty robisz, Kotetsu-kun?

-Eee, zdejmuję mokry strój ćwiczebny? Obnażam się publicznie? A może chwalę się mięśniami nabranymi w Dywizji Zarakiego-taichou? Na uczciwych treningach?

-...

-Taichou tak powiedziała, instruktorze. Podczas dzisiejszego treningu Hakudy. Muszę przyznać, że jestem bardzo dumny z naszej taichou. Ja bym tego nie wymyślił.

-...

-A jakbym był na pańskim miejscu to poszedłbym do taichou i...

-MORDA! DURNIU! TRZYMAJCIE MNIE BO GO ZABIJĘ!

-Instruktorze! Proszę, przecież wie Pan jaki jest Kotetsu-kun...

-Co z Pańskim słynnym opanowaniem, instruktorze?

-Kotetsu, doigrałeś się. Idziemy do fukutaichou. Panie instruktorze, pan zostawi tego błazna. Idziemy, Kotetsu-chan.

-Hai hai, Ryuki-senpai! Na razie, Panowie! Miłego chodzenia po wodzie jak te imitacje Zbawiciela z ziemskich Pism Świętych.

-Nie wracaj tu, Kotetsu, dopóki nie nauczysz się pokory! A pozostali dalej do wody! Co tak patrzycie! Jak mam ochotę to wrzeszczę, taka wasza mać! DO WODY! Kurwica mnie strzeli przez tego idiotę! Po co taichou go tu trzyma!

XXX

Ryuki. Hiroshi. Kenji. Maki-sensei. Kira-chan.

Znamy się od zawsze. To znaczy, od Komisji Rekrutacyjnej. Dla instruktorów jesteśmy grupą ćwiczebną nr 8.

Dla siebie jesteśmy kolegami. Pomagamy sobie, trwamy przy sobie w trudnych chwilach, w trakcie walki stoimy ramię przy ramieniu.

Ale to nie przeszkadza im rąbać mnie solidnie gdy tylko coś spieprzę. Tak jak teraz.

Leżę na cholernej, zalanej wodą podłodze łazienki, pod prysznicem. A oni stoją wokół mnie oceniając czy należy mi się kolejny wpieprz.

-Szlag. To bolało...

-Taaa, to dobrze młody.

-Przez ciebie stary znowu na nas wrzeszczał. I kazał chodzić po wodzie do zmroku.

-Ty sobie myślisz, że jak taichou ma do ciebie słabość do możesz robić co ci się podoba?

-I się ciesz, że dostałeś tylko raz. Kolejny taki numer i grupa podrzuci cię do Hueco Mundo w samych slipkach.

-Nie słyszysz nas?

-Nie słyszy, łajno ma w uszach.

-On nas chyba nie szanuje, dołóżmy mu jeszcze.

-Panie i Panowie, spokojnie. Zrozumcie, że trudno się mówi jak się ma problemy z oddychaniem. I że ja cholernie nie lubię mówić z poziomu podłogi.

-...

-Zostawcie go. Będziesz grzeczny, Kotetsu-kun? Jutro? Możemy na ciebie liczyć? Czy potrzebna będzie powtórka?

-Jasne, że będę grzeczny, Kira-chan...*cough* *cough*...masz dziewczyno ciężkie argumenty. Konkretne rzekłbym...

-Cieszę się, że to rozumiesz, Kotetsu-kun. Zrozum też, że nam to przyjemności nie sprawia...

-Wierzę. A co do tych konkretnych argumentów to popraw stanik, kochanie, bo nie zrąbałem was konkretnie tylko dlatego, że mnie rozpraszały twoje dwie najlepsze przyjaciółki...

ŁUP! ŁUP! ŁUP!

-Dajcie już spokój. Nie mogę oddychać...

-To użyj swojego słynnego reiatsu i się lecz. Najpierw zajmij się głową bo chyba...

-Bueee...

-...masz wstrząs mózgu. Wymioty, krew z nosa, wszystko się zgadza, Panie Yamada-młodszy.

-Hehehehehe.

-Czego się dzisiaj nauczyłeś, Kotetsu-chan?

-Żeby w grupie trzymać gębę na kłódkę, Kira-kun?

-Otóż to. I trzymaj tak dalej to cię polubimy. Bo jesteś całkiem miły. Gdy nie mówisz.

-Pa, Kotetsu. Dojdziesz jakoś spod prysznica do łóżka?

-Ekhem...ta, jasne. Dzięki, Maki-sensei.

-No to dobranoc, Kotetsu-kun.

-Nocka, blondie.

ŁUP!