Rozdział 12 (A może jednak Ona?)
Zawirowanie modnych szat, zapach lekkich perfum, delikatny makijaż, łągodny uśmiech, nienaganna prezencja.
Tylko jedna osoba w Gotei-13 ma taki image.
-Cześć, Kotetsu-san. Jesteś na służbie?
-Tak, Yumi. I od razu mówię, że nie idę na żadne piwo...
-Ja nie o tym, Shirai-kun. Chciałem zapytać jak ci w nowym oddziale? Spadłeś już z łóżka?
-Ta.
-Małomównyś. Wnioskuję, że nie ma się czym chwalić i że ta szopa Ukitake-taichou nie poszła z dymem od twego słynnego reiatsu.
-Toć na strasznego wyszedłbym ciula gdybym nie dał się raz zrąbać kolegom z oddziału. Pięknie się uśmiechasz, Yumi.
-Dziękuję. A jak tam twoje kontakty z oficerami Ukitake?
-Heh, nieźle. Kotsubaki to co prawda totalny zakręt z zadupia, ale mała Kiyone to inna sprawa. Wiesz co, Yumi?
-Hmmm?
-Ona jest słodziutka jak cukiereczek. Może dlatego, że podobnie jak ja ma strasznie niewyparzoną gębę...
XXX
-Kiyone-chan?
-Co, Shirai?
-Jeszcze piwa?
-Dawaj tą butelkę zamiast się głupio pytać! Ja mam dopiero pół literka w żołądku i mogę jeszcze ooooostro balować!
-A nie masz jutro służby z Kotsubakim-fukutaichou? W gabinecie Ukitake-taichou?
-Mam, ale ty mi nie mów o Kotsubakim, Shirai-kun! Ten bałwan ma wdzięk Kenpachiego zmieszany z ilorazem inta chorego na wściekliznę psa! Rozcieczonego kundla, jeśli idzie o ścisłość! Ty wiesz co on mówi o mnie?
-Co, kuzyneczko?
-Że ja jestem bezbronna dziewoja i trzeba mnie strzec przed światem co to na mnie czycha! Ty weź mi powiedz, kuzynku, skąd się tacy biorą?
-Mnożą się. Nie wiem czy Kenpachi i ten wściekły pies, o którym mówiłaś nie mają ze sobą coś wspólnego...
-*gulp* *gulp* uuuh! Jakie dobre! Co mówiłeś, Shirai-kun?
-Że legendarny szermierz Zaraki i jego upodobania to nie nasza sprawa, Kiyone-chan. Ale nie trzeba geniusza na miarę Urahary by zgadnąć, że z twoim współpracownikiem na stołku fukutaichou Pana Jyoushirou jest coś nie teges...
-Dokładnie! Hehehehehe.
-Ty wiesz, kochanie, co on mi ostatnio powiedział? Jak przyszedłem na służbę pierwszy raz to mnie przywitał w te słowy: "Kotetsuuuuu-san! Oto twa szansa by zabłysnąć! Jesteś na służbie u prawdziwej legendy! Pana Jyoushirou Ukiiiiitake!" No, czy to nie jest urocze?
Shirai tak udatnie sparodiował postawę i głos Kotsubakiego, że Kiyone parsknęła piwem by paść na stolik zaśmiewając się do łez.
-O rany! Kotsubaki, ty bezmózgi baranie...
-Przynajmniej owieczek nie molestuje jak to podobno robi Pan Kenpachi...
-Nie szepcz do siebie, Shirai-kun, bo się naprawdę wkurzę! Chyba byś nie chciał rozzłościć swojej nowej fukutaichou, co? Co powiedziałeś?
-Że przynajmniej zwierzątka polne i leśne są przy twoim kompanie bezpieczne, Kiyone-chan. W przeciwieństwie do niektórych znanych mi oficerów Gotei-13. A tak na marginesie, Kotsubaki NAPRAWDĘ JEST BARANEM! Dość głośno jak dla ciebie, kochanie?
Przypadkowi goście pewnej piwiarni na świeżym powietrzu w Rokungai, która po raz drugi w krótkim odstępie czasu miała wątpliwy zaszczyt gościć pijanych żołnierzy po służbie, zamarła na chwilę. Po chwili jednak stali bywalcy bezbłędnie rozpoznali Kotetsu Shiraia i jego kuzynkę Kotetsu Kiyone w stanie piwnego natchnienia. I zajęli się swoimi sprawami.
Kiyone spojrzała na Shiraia, po raz pierwszy w trakcie tego wieczora, trzeźwo i uważnie. Jakby oceniała zarumienionego mężczyznę pod innym kątem niż zawodowy. A potem zabawnie zmarszczyła w uśmiechu nosek po czym przeczesała dłonią swoje krótkie, kasztanowate włosy.
-No wiesz, Shirai...Kotsubaki naprawdę jest baranem. Ale Pan Ukitake to chyba fascynujący mężczyzna, prawda?
-O ile umiem to oceniać, Kiyone-chan. W przeciwieństwie do niektórych znanych mi oficerów...
-Cześć, Kotetsu. Relaksik z dziewczyną po pracy?
-O. Dzień dobry, Madarame-san. Co tu robisz, chłopie?
-Heh, nic wielkiego, stary kumplu. Tak sobie siedzę, piję i słucham. A słuch to mam niezły, podobno.
-W sam raz na żołnierza Drugiej Dywizji, Madarame-san! Czy mówiłem ci kiedyś,że to właśnie był powód, dla którego przyjęto mnie do Drugiej w wieku 11-tu lat?
-Nieeee. Ale pewnie zaraz opowiesz, moczymordo. Mogę się przysiąść, Kotetsu-fukutaichou?
-Pewnie, Ikkaku, siad płaski na tym krzesełku! I bierz piwo razem z dobrą radą. Ty mnie nazwij jeszcze raz po służbie moim stopniem to ci profesjonalnie skręcę wora!
-Heh? Co?
-Kotetsu, morda. Pani Kiyone mi nie grozi, chyba. To taka tradycja żołnierska, rozumiesz, długouchy plebsie?
-Hehehehe...
-Moment, moi drodzy. Ja wbrew pozorom nie jestem, aż tak nachlany jak myślicie i nie tak niewinny by nie wiedzieć co ty kadzisz, Kiyone-chan. Mam cię przytłumić moim słynnym reiatsu?
-Jasne, kmiocie! Ty mnie tłum bo ja zaraz z tego piwnego rauszu wyskoczę z ciuchów i zatańczę na stole!
Stali bywalcy obejrzeli się ponownie. Płeć brzydsza z wysiłkiem zajęła się ponownie swoimi sprawami. Płeć groźniejsza skrzywiła się z niesmakiem i zajęła się „tumaczeniem" mężczyznom kto tu ma ostatnie słowo przy stoliku pijanych Shinigami.
-Niezłe ciasteczko z tej twojej kuzynki, Shirai. Chyba naprawdę jesteście spokrewnieni. Ciekawe aparaty z was obu.
-Dzięki, Ikkaku. Papieroska, kolego?
-Dzięki, Kiyone-chan.
-A dla mnie?
-Masz i nie płacz, Shirai-kun. Tylko byś nas tylko naciągał na żarcie, alkohol i skręty. Z czego ty żyjesz, co?
-Z własnego ciała, droga Kiyone. Do którego mam taki nic nie znaczący dodatek w postaci umysłu. A teraz wybaczcie na chwilę bo muszę coś załatwić.
-Co, młody?
-Właśnie, co, kuzynku? Strasznie poważnie zabrzmiało.
-Chyba coś zauważyłem. Muszę w związku z tym objąć najlepszego przyjaciela, którego mam nadzieję przedstawić ci po kolacji, Kiyone-chan.
-Kogo?
-Właśnie, kogo, młody?
-Zaraz wrócę. A ty, Ikkaku, łysy arystokrato, się nie interesuj. Bo ciebie już tu nie będzie jak się Kiyone pozna z moim najlepszym przyjacielem.
-Aaaaa...hehehehehehe...
-Jakim przyjacielem, hę? Shirai-kun.
-Powiedziałem, po kolacji. Moment.
Madarame bujał się na krzesełku z tłumionego śmiechu. Zaciekawiona Kiyone zerknęła na odchodzącego od stolika podwładnego. I po raz drugi tego wieczoru plunęła ze śmiechu piwem. A potem padła na stolik wstrząsana chichotem. Z policzkami tak czerwonymi jak włosy Kotetsu-młodszego.
Shirai z godnością otworzył drzwi od toalety na świeżym powietrzu. I wślizgnął się do środka zamykając drzwi z pijacką gracją.
XXX
-To co, opowiedzieć wam jak dostałem się do Drugiej?
-Opowiadaj, czas jeszcze szybciej zleci, młody.
-Pfff, pewnie pomógł ci w tym twój urok osobisty, baranie.
-Też. Ale weźcie słuchajcie bo to jest rzadka jak uśmiech Soi Fon-taichou okazja zajrzenia za kulisy tej naszej zbieraniny zabójców, szpicli, ochroniarzy i ostrzy do wynajęcia. Krótko mówiąc trzy pierwsze funkcje to wszystko mówią o mojej etyce zawodowej.
-Nieźle, Kotetsu. A Zaraki-taichou?
Pytanie było co najmniej nieprecyzyjne więc młodszy z mężczyzn nakazał sobie natychmiastową czujność.
-Hmmm, można na to odpowiedzieć na trzy sposoby. Po pierwsze, moja etyka to mu kalafiorem zwisa. Po drugie, to on jest tu ostrzem numer jeden, Ikkaku, nikt i nic, nawet Yammamoto mu tego nie odbierze. A po trzecie, to weź się określ bo ja jestem kurwa zbyt podpity by cię ciągnąć za język. O co ci chodzi, chłopie?
-O tą twoją etykę. Bo mówisz o tych funkcjach w Drugiej, a nie przydzielasz się do żadnej. Kim jesteś w Drugiej, młody? I co cię tak naprawdę przygnało do naszego taichou?
Pytanie było poważne, ale młody Shinigami odpowiedział śmiechem.
-O w mordę, Ikkaku! Ty rób za śledczego w Drugiej bo o nich zapomniałem! A jak ci się znudzi to idź do behawioralnej bo taka arystokratyczna krew i int to chyba się sprawdzą przy analizie profili psychologicznych, hehehehehe!
-Pfffff!
-Dzięki wam obojgu za poparcie. No to, żeby zmienić temat na wygodniejszy dla ciebie, gaduło, to opowiedz o tej słynnej rekrutacji do Drugiej. Ja stawiam piwo.
-Mam rozpuścić jęzor jak dziadowski bicz?
-Czemu nie, młody? Bo to chyba biczem cię tam zagnali, co?
-Hehehe, mniej więcej Madarame, jesteś łebski gość. Słuchajcie, to było tak...
-Właź, szczylu! I na krześle, siad!
-Maki, spokojnie. Po co ma się szczyl denerwować bardziej niż musi. On już ma pory pełne strachu.
-Hai, Ohmaeda-sama! - oficer wbił rekinie spojrzenie w potencjalnego rekruta - Siadaj.
-Dzięki, proszę Pana. Mogę dostać trochę wody?
-Jak ci brakuje płynów to naszczaj do kubka i wypij! Szczylu! I nie trać naszego czasu! Bo tu jest Komisja Rekrutacyjna Drugiej Dywizji, KRDD, zapamiętaj!
-Młodszy oficer, Maki, chciał ci przez to powiedzieć, że na zewnątrz czeka jeszcze ośmiu takich jak ty. Szczylu. Więc nie marnuj naszego czasu bo jesteśmy zajęci.
-Dlaczego mnie tak nazywacie?
-Znaczy jak? Szczylu? Wytłumacz, Maki.
-HAI! Każdy dzieciak, który skończył Akademię i przyszedł dzisiaj tutaj to szczyl bo jeszcze nie wiemy czy będzie przydatny dla naszej Dywizji i taichou. Jak awansujesz na rekruta to zostaniesz Gówniarzem.
-Heh...
-Morda, szczylu, teraz ja tłumaczę! Ja, twój potencjalny sensei, Maki-sensei, kapujesz? Co, nie podoba się ten zaszczytny tytuł, Potencjalny Gówniarzu? Pociesz się tym, że po roku szkolenia będziesz już Panem Gówno.
-Pan gówno. Taki wyczes, że nie mogę się doczekać...
ŁUP!
-Chyba doszczekać, szczeniaku! Dalej. Po dwóch latach będziesz uczniem, potem to nawet Panem Uczniem, a po kolejnym roku ty i Ja będziemy mogli iść razem na piwo! Kapujesz?
-Chyba tak, Maki-sensei, i mam już plany na przyszłość. Ale co teraz?
-Teraz dostaniesz rzadką jak uśmiech Soi Fon-taichou szansę na kwalifikację! Szczylu! Rozbieraj się i na wagę!
-No dobra. Ale żaden z Was,Panowie nie jest chyba...
ŁUP! ŁUP!
-To ode mnie, a to od Ohmaedy-sama, chuderlawy szczylu! Na wagę, już!
-...
-Ile tego jest, Maki?
-Niespełna 40 kilogramów kości, Ohmaeda-sama. I trochę pryszczy na tyłku.
-Czyli dodatkowe dwa kilogramy. Dopisz mu to, Maki, bo nie dostanie KOP-a.
-Heh?
-Kryteria Obiektywnej Przydatności! Pryszczaty szczylu. Ubieraj się i na krzesełku, siad.
-Tak jest, Panie Oficerze!
-Już lepiej, synku. Maki, nie jedź tak po nim, bo nie lubię jak ktoś robi pod siebie na Komisji. To niemęskie. I niegodne potencjalnego żołnierza Drugiej Dywizji. Zapamiętaj, chłopcze. Żołnierz robi wszystko na rozkaz. Jak zostaniesz Gówniarzem to też będziesz.
-Aha. Tak jest. Ohmaeda-sama?
-Co, syneczku?
-JA SIĘ BOJĘ IŚĆ DO WOJSKA!
-A ja to w dupie mam razem z twoją przyszłością jeśli się nie zakwalifikujesz. Chcesz wylądować na ulicy i dawać bogaczom dupy za kawałek chleba, twój wybór.
-ALE CZEMU NIE MOŻECIE POWIEDZIEĆ MOJEMU OJCU...!
-Że starałeś się i zawiodłeś? Syneczku, twój stary właśnie szykuje gruby wojskowy pas jak wrócisz bez papierka. A potem spadówa na ulicę bo drugiej szansy dostania się do Drugiej Dywizji nie ma.
-BUAHAHAHA!
-O, słyszałeś, szczylu? To był uprzejmy śmiech Makiego-senseia, godna reakcja na żart zwierzchnika. Nauczysz się tego czy wolisz dostawać joby?
-Ja się nazywam Kotetsu Shirai, proszę Pana Oficera...
-A mnie to kalafiorem zwisa...heh, jak się skulił na krzesełku. A to co, łzy w oczach? Ojej, płakusiamy sobie, Panie Kotetsu? Weź go poucz, Maki.
Jeden z najtwardszych i najgroźniejszych żołnierzy Drugiej Dywizji, blondwłosy Maki-sensei, zwany Batem na Twą Dupę, bez cienia wahania zaczął trzaskać Shiraia po twarzy otwartą dłonią. Bił nie żałując ręki, aż zastraszony, posiniaczony chłopiec przestał płakać.
-Co ci mówiliśmy o właściwej męskiej postawie?
*Chlip*
-Już lepiej. A teraz słuchaj uważnie Ohamedy-sama, chłopcze.
-Słuchaj, młody. Ja wiem, że twoi rodzice dawali ci wycisk od najmłodszych lat, ale nie pyskuj nam bo my tu wybieramy mięsko do naszej Rzeźni, a nie nowych emo do Szóstej Dywizji. Więc jak nie chcesz przesrać sobie życia to się postaraj. Bo my cię nauczymy fachu, chłopcze. Zdaj się na nas, a będziesz ustawiony w Gotei-13. Maki?
-Ja cię przypilnuję, szczeniaku. Możesz mnie teraz nienawidzić, ale...eeech, Ohmaeda-sama, tej części nie lubię.
-Chyba wiem czemu, Maki. Ten szczyl mało co teraz rozumie. Dostał po pysku to siedzi cichutko, ale patrz na niego. A jak nie widzisz to zajrzyj do papierów z Akademii. To zdolny, pyskaty lewus, a takich nie lubią nasi instruktorzy.
*Gulp*
-A na dodatek zastraszony jak mała dziewczynka. Ty myślisz, szczeniaku, że to ostatni raz. Bat nad Twą Dupą mówi, że nie!
-Przepraszam Panów, ale ja...ja naprawdę nie rozumiem...co ja mam zrobić, żeby nie trafić w ręce zboczeńców z Domu Kuchiki?
-Może ma jednak w sobie trochę ducha, Maki.
-Chyba. Ale to zwykła smarkata arogancja, Ohmaeda-sama, na moje oko ten lewus nie zna swego miejsca. Przyszedł tu bo mu kazał jego stary. I ćwiczył przez ostatnie siedem lat tak samo.
-No to co? Nie warto mu pomóc, Maki?
Chłopak w szlachetnym wieku 11-tu lat przenosił tylko wzrok z groźnego jak rekin Makiego na bezlitosnego Ohmaedę.
-Nie wiem, senpai. Ja taki nie byłem w jego wieku. I Soi Fon-taichou też nie, podobno.
-Nie, na pewno nie. Ale pogadajmy o tym, Maki. A obiekt tych rozmów chwilowo wyprowadź do pozostałych rekrutów. Niech mu się przyjrzą, to im dobrze zrobi.
-Wyłaź, szczylu. I poczekaj na sygnał do wejścia.
XXX
-Nastaw kawy, Maki. Albo nie, ja to zrobię, ty siedź i przeczytaj mi jeszcze raz tego całego Kotetsu.
-Ta jest. To co wiemy ja sobie odpuszczę bo Pan czytał już wcześniej. Ale te ostatnie strony to mnie zajmują. Mniej więcej tak samo jak los tego dzieciaka jak wpadnie w ręce swego starego bez papieru i przydziału.
-Dobrze znamy tego Kotetsu Toshirou?
-To mało powiedziane, szefie. To był jeden z naszych lepszych zabójców. Miał 74 potwierdzone zejścia i to tylko w misjach rangi A. Tego co on upolował w niższych ligach to ja nawet nie liczę.
-Aha. No to ma genotyp, talent i takie tam. A co z psychiką, jak ty go widzisz, Maki?
-Tu nie powinno być problemu. Wbrew naszym dowcipasom ten cały Toushirou wychował swego szczeniaka na podobnego sobie. Ja go pamiętam na jego Komisji, szefie. To było całe 80 lat temu, ale pamiętam.
-A czemu odszedł ze służby?
-Podczas treningu w koszarach jakiś idiota podciął mu ścięgno pod kolanem i stary nie nadawał się już do niczego. Poszedł na rentę.
-I pewnie zrobił się z niego zgorzkniały skurwiel, co Maki?
-Tak jakby, a syna trzymał krótko przy pysku. I gonił do roboty od świtu do nocy. Nie żałując jobów.
-Rozumiesz go, co nie?
-A Pan?
-Jasne. Weź pomyśl, stary, nad naszą Soi Fon-taichou. Ona miała niewiele lepiej. A na Komisji to trafiła na kobietę i też się jej wryło w pamięć. Tak trzeba, ale na szczęście my z dziewczynkami postępujemy ostrożniej. Nie mów tego nikomu Maki, ale ja nie chcę drugiej pszczółki w naszej Dywizji. Wystarczy mi jedna i niepowtarzalna Pani Szerszeń.
-No dobra, nie powiem. Ale powiem, że dzieciak jest wyjątkowy. Pod względem reiatsu.
-W jaki sposób?
-Widzi Pan, posiada ukryte zasoby tak silne, że jeszcze nad nimi nie panuje mimo całego wysiłku włożonego w opanowanie kontroli energii duchowej. I ma rzadki jak słońce w Robaczej Norze talent do naśladowania każdego typu ofensywnego reiatsu. Od agresywnego do eksplodującego. Pełen przekrój.
-Dobra. To dajmy mu szansę. Tylko wiesz co, Maki?
-Tak, wiem, Ohmaeda-sama. Już, moment.
Nagły ruch za drzwiami kompletnie zaskoczył chłopca będącego obiektem tych rozmów z uchem przyciśniętym do drewna. Jego koledzy i koleżanki, do tej pory wymieniający szeptane komentarze nad jego zapuchniętą zapłakaną twarzą, pospuszczali wzrok.
-Do środka, szczylu. Widzę, że doczekać się nie możesz mojego bata. Na krzesło, już.
-Postanowiliśmy dać ci szansę, chłopcze. Jak ją wykorzystasz to twoja sprawa, ale może nawet dotrwasz do drugiego roku szkolenia, kto wie? Powiedz, chcesz zostać żołnierzem, jak twój ojciec?
-Nie, Ohmaeda-sama.
-Hmmm, czemu?
-Bo ja nie chcę być taki jak on, tylko taki jak Pan. Dlatego zostanę żołnierzem Drugiej Dywizji choćby mnie mieli codziennie na treningach tłuc.
-Bo zapeszysz, gówniarzu. Witaj na służbie...pod warunkiem, że masz co trzeba.
-Tak jest, Ohmaeda-sama. 10 ryo na opłatę dla skarbnika i zapasowe ubranie.
-No dobrze. To możesz iść po mundur i takie tam. Witaj w rodzinie Soi Fon-taichou, Kotetsu Shirai.
-Dziękuję Panu. I Panu też Maki-sensei. Ale chciałbym o coś zapytać.
-Masz jedno pytanie. Lepiej się zastanów.
-Co to są te rangi misji? Jakie znowu A?
-Heh, gówniarz głupi nie jest, Ohmaeda-sama.
-Nie, z pewnością nie. Wyjaśnię ci to prosto, Kotetsu Shirai. Mamy 4 rangi misji od D do A. Jest jeszcze S, ale o tym nie myśl.
-...
-Widzę, że myślisz. Po kolei. D to wyprowadzanie psów na spacer, kopanie grządek i takie tam. Czyli misja Do Dupy. C to Cholernie prosta. B, to "Boże, czemu ja"? A zaś...A to pierwsza liga. I nie ma takiej sprytnej nazwy.
-Jest jeszcze S, chłopcze. To jest Liga Mistrzów. Spierniczaj zanim ci ją przydzielą.
-Buahahahaha!
-No, lepiej. A teraz do skarbnika i kwatermistrza, biegiem marsz. Już cię nie ma...Zaproś teraz tą małą Kirę-chan, Maki. Ale najpierw nabij mi fajeczkę.
-Heh, tak jest. Ja też lubię jak Pan robi za wujaszka tych smarkul.
-No nie? Dawaj ją tu, Maki. To jest grzeczne dziecko, pójdzie szybko.
XXX
-Wchodź, kochanie. Pan Ohmaeda chce z tobą mówić. Nic się nie bój, jest w dobrym humorze.
-Tak jest!
*Puf* *Puf*
-Mała Kira-chan to chyba dobre dziecko, co nie Maki?
-Tak jest.
-Chcesz tu służyć, kochanie? Jak twoi rodzice?
-TAK JEST, OHMAEDA-SAMA!
-No widzisz, Maki? Mówiłem, że nie będzie problemu. Masz cuksa, skarbie.
-I idź do skarbnika oraz kwatermistrza, wiesz po co. Może dogonisz tego lewusa Kotetsu. Zapamiętaj sobie malutka, że Maki-sensei powiedział...Jak ci będzie podskakiwał to go porządnie lej. Na treningu, rzecz jasna.
-TAK JEST!
-Grzeczna dziewczynka i jaka ładniutka, istna Soi Fon-taichou gdy tu była po raz pierwszy. Bo wiesz, kochanie...
-TAK JEST! Ta małpa Yoruichi to połączenie chudej kury, żmii i mendy niedożywionej! I nie należy brać z niej przykładu!
-Pięknie, szkoła rodziny Shihoin, pierwsza klasa. Idź już, maleńka. Tylko zamknij drzwi.
XXX
-Co będzie z tymi dzieciakami, Panie Ohmaeda?
-Pytasz jakbyś nie wiedział, Maki. Nie nasza sprawa, kolego profesjonalisto. My tu tylko robimy za maszynkę do mięsa...
XXX
Kiyone bardzo uważnie wysłuchała tej historii, starała się nie okazywać emocji. Ale błyszczące oczy, zaczerwienione policzki drgające w nerwowym tiku i drżące, delikatne usta zdradzały ją.
Madarame nie był taki dyplomatyczny. I podobnie jak większość gości piwiarni oraz zgromadzonych przechodniów ryczał ze śmiechu patrząc na Shiraia, który z zapałem urodzonego błazna odstawiał szopkę jak marzenie.
-Ekhem, Shirai-kun, jeszcze piwa?
-Ufff, ale się zgrzałem...Ty nie wiesz, złotko, jak się można spocić jak się pracuje dla ludzkiej rozrywki. Dzięki, Kiyone-chan. *gulp* *gulp*
-Wiesz Shirai-kun...
-Hehehehehehehe...Dobre, kolego, dobre jak twój sposób na wyzwanie Ichimona. Nawet lepsze, ja za cholerę nie wiedziałem, że w waszej Dywizji są takie aparaty. A ten Maki to mi przypomina Ibę-fukutaichou z Siódmej.
-To jeden z nagroźniejszych facetów jakich spotkałem, Ikkaku. Istny przykład do naśladowania dla rekrutów z Drugiej. Chcesz jeszcze piwa, stary?
-Nie, dzięki. Mam jutro służbę, a nie jestem lewusem. Może dlatego, że mój taichou to jest groźny nie tylko dla owieczek.
-Aha, czyli spadusiasz, ta?
-No. Trzymaj się kumplu i powodzenia w pracy oraz życiu osobistym. Na razie Kiyone.
-Heh, cześć, Madarame.
-...
-Co, Kiyone?
-Wiesz, Shirai...
-Tak?
-Ja nie chcę dziś wracać do siebie do domu.
-No co za problem, odprowadzę cię do mamy. Będziesz cała i zdrowa w jej ramionkach, a ja będę grzecznym chłopcem i nie ruszę swojej kuzynki.
-Kuzynki. Którego stopnia?
-Eeee...5-tego, chyba...Eeee tam, czwarta woda po kisielu, ale zawsze coś.
-Wiesz, Shirai-kun, ja się naprawdę cieszę, że moja i Isane matka to wyszła za mąż za kogoś spoza klanu Shihoin.
-Ja też. Jesteś taka gładziutka, za ładna na to co oni tam robią z ludzi.
-Shirai...
-Tak? *hic*
-Ja rządam, zebyś mi dostarczył dziś w nocy rozrywki, plebejuszu jeden. Ten jeden raz, rozumiesz 6-ty Oficerze?
-Ekhem.
-Wychodzimy.
-Tak, Kiyone-chan.
