OD AUTORA:
Cóż… Znów ja. I kolejny fragment. Ale najpierw pomęczę was trochę. Chyba nie będziecie mieli mi tego za złe? Kilka słów biednego, chorego człowieka.
A tak, aktualnie siedzę i się kuruję. Tylko dlatego ten fragment jest tak wcześnie. Także nie przyzwyczajajcie się zbytnio. Cóż, mam nadzieję, ze będzie szło tak szybko, ale to tylko me próżne błagania. Liceum, jak chodzenie po bagnie, wciąga. I za żadne skarby człowieka oddać nie chce.
Na co jeszcze mogę sobie ponarzekać? Ach, tak. Z przykrością stwierdzam brak komentarzy. Kurczę, przydałyby się! Chociażby „nie chciało mi się czytać, bo za długie" albo „przeczytałem". Tylko tyle. Żebym miał jakikolwiek znak. Ale ja tu tylko jęczę.
A no i jeszcze, tak przy okazji, beta by się przydała. Oj, przydała…
To już koniec. Naprawdę. Miłego czytania! (I oceniania!)
Sklep Urahary, pół godziny później
- No i obładowali mnie tymi gratami i kazali przyjść do ciebie - zakończyła wywód, wskazując na rzucone na jedną kupkę wyposażenie w kącie pokoju i wypiła herbatki - Nie, żebym specjalnie narzekała.
- Tak stęskniłaś się za seksownym sklepikarzem? - widząc jej minę zachichotał i schował twarz za wachlarzem - Tylko mnie nie bij!
- Zasługujesz! - mruknęła, skupiając się na herbatce.
W tym samym momencie podeszła Ururu z ciasteczkami.
- Częstuj się, gościu.
Uniosła brew i bezwstydnie wzięła sobie kilka ciasteczek.
- Dziękuję, Ururu.
Urahara pokręcił głową, odkładając wachlarz.
- Na nią to nie podziała, nie jest taka wrażliwa, jak Renji.
- Albo raczej zachowuje się tak, jak każda księżniczka Szlacheckiego Rodu, jakby wszystko do niej należało - powiedziała Yoruichi, siadając obok niej - Widzę, że plagiatujesz mój strój.
Pokręciła głową.
- Nie, po prostu ostateczna forma bankai jest trochę… Brutalna dla ubrań.
- Rozumiem. A co tam u Byakuyi?
- Nic nowego. Nie potrafi się pozbierać, niby jakoś funkcjonuje, ale… To nie ten sam Byakuya, któremu kradłaś wstążkę.
- Jest taki sam jak miesiąc temu?
Kiwnęła smutno głową.
- O nie, nie pozwolę na to, żeby w moim sklepie ktoś był przygnębiony! Masz ochotę na żelki? Lizaka? Najnowsze cukierki? I czemu jesteś taka blada? - pochylił się nad nią, nie przejmując się zupełnie jej morderczym spojrzeniem - Jesteś zawiana!
- Ociupinkę… - mruknęła.
- Za dużo pijesz, mała - powiedziała Yoruichi.
Wzruszyła ramionami, ale Urahara nie odsunął się nawet o centymetr.
- No czego chcesz? - spytała wreszcie.
- Nie masz ochoty na trochę więcej sake?
- Nie rób ze mnie alkoholika!
- Stwierdzam, że jak będziesz upita, będziesz łatwie…
Rzuciła w niego poduszką.
- Stary pedofil!
Spojrzał na nią zaskoczony.
- Czemu od razu pedofil, jesteś tylko połowę młodsza ode mnie…
- I ty się jeszcze pytasz?
- Jesteś przewrażliwiona.
- A ty zboczony.
- Każdy zdrowy facet ma myśli, patrząc na twój strój.
Zazgrzytała zębami.
- Daj mi tego sake, bo na trzeźwo nie zdzierżę twojego gadania!
- I o to od razu chodziło! Przejdźmy do mojego pokoju…
- Zboczeniec - mruknęła pod nosem, już nie protestując.
Zdjęła haori i złożone położyła na szafce, a na nim Tsuyatsuya Raikou i przeszła za nim do innego pokoju. Usiadła przy stoliku i poczekała, aż Urahara wyciągnie czarki i butelkę. Po chwili usiadł naprzeciw niej i nalał trochę alkoholu do naczyń.
- Żadnych wieści – bardziej stwierdził, niż zapytał.
- Żadnych, ale mam stare rozkazy, jak coś, to wiem co robić.
Pokiwał głową.
- To może z ojcem się już dogadałaś?
- Zostaw ty mojego ojca w spokoju - powiedziała ze złością, pijąc od razu całą czarkę.- Nie denerwuj mnie nawet.
- Mocne masz gardło - mruknął, dolewając jej.
- Lata praktyki z Rangiku.
- Cytrynka?
- Co? - spytała, patrząc na niego.
- Twoje zdrowie, żebyś się wreszcie dogadała ze swoim ojcem!
Skrzywiła się ale wypiła kolejną czarkę. W niedługim czasie upili się. Sake Kisuke było mocniejsze od tego, które pijała z Rangiku i Shuuheiem. Wpółleżała, oparta plecami o klatkę piersiową Urahary i razem z nim śpiewała pijackie piosenki.
- Czekaj… A pamiętasz jak schowałam ci klucze do centralnego laboratorium? - spytała, chichocząc.
Zdzielił ją lekko po głowie.
- Cały tydzień ich szukałem! Przez ciebie badania stały!
- A mogłeś dać mi to, czego chciałam, wtedy by nie było takich historii.
- Nigdy, przenigdy nie dam ci mojego wachlarza!
- Dałbyś spokój… Tęskniłam za tobą, wiesz?
- Widywaliśmy się.
- Daj spokój, nie tak często, jak bym chciała. Zanim poszłam do Akademii było jeszcze dobrze, bo mogłam przychodzić kiedy chciałam, nikt nie kontroluje prywatnych przejść rodzin szlacheckich, ale później… Od misji do misji w świecie żywych.
- Przypominam, że specjalnie dla ciebie skonstruowałem ten pierścionek - powiedział, chwytając jej w prawą dłoń rękę i wskazując na srebrny pierścionek z małym zielonym oczkiem - Poza tym nie zostawiłem cię samej, miałaś Byakuyę, później poznałaś Hisagiego i Rangiku.
- Zostawiłeś mnie samą ze swoją prośbą. Miałam ledwie 70 lat, ledwie sobie z tym radziłam sama.
- Doskonale wiesz, że nikt inny się nie nadawał.
Kiwnęła głową i wtuliła się w jego klatkę piersiową i zamknęła oczy.
- Wiem - zamruczała i prawie natychmiast zasnęła.
Kisuke usnął po chwili, zdając sobie sprawę dopiero teraz, jak bardzo skrzywdził to dziecko. Pozostało im czekać, aż pozostali wrócą na naradę.
Noc, dachy miasta Karakura
- Jejku, jejku – westchnął Bushou w biegu – Wiesz, gdzie w ogóle biegniemy, Rangiku?
- Czuję czyjąś aurę przed nami, więc nie jęcz tak, Bushou – odpowiedział Matsumoto. Biegła tuż za Okanashiim. Przeskoczyli na następny dach, gdy nagle dachówka pod jej stopą obsunęła się i zaczęła spadać. Chwycił jej dłoń i podciągnął do góry.
- Nie rozpraszaj się – powiedział, uśmiechając się. Biegli dalej. Nagle poczuł, że Matsumoto zatrzymuje się i już miał zapytać, o co chodzi, gdy powiedziała:
- To tu! Widzę Chada!
Rzeczywiście, wyczuwał dziwną aurę i zawstydził się lekko, że nie zwrócił na nią wcześniej uwagi. Wybili się mocno w powietrze i wylądowali przed Chadem. Rangiku poklepała go po ramieniu, ze skutkiem jakby uderzała głaz, mówiąc:
- Hej! Długo żeśmy się nie widzieli! Jak tam, Chad?
Okanashii zlustrował trójkę bacznym spojrzeniem. Chad, wielkolud z siłą giganta, dobrze znany w Seireitei. Zniszczył wiele murów, tworząc sobie przejścia na skróty.
Patrząc w prawo od niego, stała mała dziewczynka w białym T-shircie i różowej spódniczce w białe kropki. Długie, czarne włosy spięte były w dwa końskie ogony po obu stronach głowy, a kilka niesfornych loków przesłaniało twarz z dużymi, purpurowymi oczami.
Po lewej stronie od Chada stał chłopak w futrze i masce na twarzy. Ledwo było widać jego zielonkawe oczy, bo zostawił tylko wąską szparę nie dopinając zamykanej na zamek błyskawiczny maski. Przez tą szparę wystawały kosmyki czerwonych włosów. Na plecach miał tarczę.
- Rangiku, dlaczego…? – powiedział zdziwiony Chad. Zresztą wszyscy spoglądali na nią zdziwieni. Bushou lekko się zdenerwował, że nie dostrzegają jego.
- Cieszę się, że trafiłam na ciebie! – kontynuowała swobodnie Rangiku, jakby nie dostrzegając wroga za nią. Z tej odległości Bushou mógł jedynie stwierdzić, że był bardzo stary i siedział na czymś w rodzaju tronu.
- Wygląda na to, ze wszystko naprawdę się pomieszało, czyż nie? – trajkotała dalej Matsumoto, ku jeszcze większemu zdziwieniu dziewczynki, której oczy prawie wychodziły z orbit – Mój kapitan nagle powiedział „Idź do świata żywych"… No, coś takiego, no nie? Więc przyszłam! Jest tu nawet ze mną mój przyjaciel, Kapitan Piątego Oddziału, widzicie, to ten za mną – wskazała za siebie, pokazując Bushou, na którym cała trójka skupiła wzrok – Hej, wiesz, my, Porucznicy i Kapitanowie nie przychodzimy często do świata żywych. Minęło już tyle czasu, że zapomniałam jak tu jest, wiesz? Ale świat żywych jest naprawdę super, racja? Jest tu tyle interesujących rzeczy…
- Rangiku! – Bushou postanowił przerwać jej ten wywód.
- No co, Leniwiec, dawno go nie widziałam – powiedziała z wyrzutem w głosie Matsumoto.
- To jakby nie czas na to – znów przerwał jej Okanashii – Jestem Okanashii Bushou, Kapitan Piątego Oddziału. Kim są ci dwaj za tobą? Wygląda na to, że nas widzą.
- Ururu – przedstawiła się, kłaniając, dziewczynka.
- Nova – powiedział krótko chłopak.
- A ja jestem Matsumoto Rangiku, Porucznik Dziesiątego Oddziału! – dorwała się znów do głosu Matsumoto – Miło mi was poznać!
- To dla mnie wielka przyjemność – powiedział nieśmiało Ururu.
- Miło mi – stwierdził krótko Nova.
- Więc, co wy tu robicie? – zapytała Matsumoto. Bushou ukrył twarz w dłoniach. Było to dość logiczne, ale wygląda, że Rangiku nie dojrzała przeciwnika z tyłu, zaaferowana spotkaniem Chada. Ten westchnął, a Nova pokazał na staruszka z tyłu, mówiąc krótko:
- Bounto.
Bushou spojrzał na niego z zainteresowaniem. Wiec to Bounto. Jakie ma moce?
- Bounto? – musiała się jeszcze dopytać Rangiku. Chad przytaknął.
- Ten stary facet? – zapytała dla pewności.
- Nie ma wątp… - powiedział Nova, ale przerwał mu Bushou:
- Rangiku, widzisz tu kogoś innego? To raczej oczywiste… Jejku, jejku.
Zaplótł ręce z tyłu głowy i czekał na rozwinięcie akcji. Nie czekał długo. Starzec przemówił:
- To prawda, Shinigami.
- Naprawdę? – zapytała z niedowierzaniem Rangiku.
- Rety. Przypuszczam, że powinienem przedstawić ci jakiś dowód – odezwał się znów starzec – Baura, idź! – stuknął laską, trzymaną w rękach, o podłoże. Wszystko zafalowało, a Bushou wyczuł uwolnienie dużej ilości reiatsu.
- To twoja lalka? – zapytał Chad.
- Dokładnie – odpowiedział starzec.
- Co to za żarty? – zapytała Rangiku. Bushou westchnął i szepnął jej do ucha:
- Ile?
- Co ile? – zapytała z udawanym zdziwieniem w głosie Matsumoto.
- Doskonale wiesz, o czym mówię – odpowiedział Bushou – Ile?
Westchnęła. Zmarszczyła brwi, rozmyślając nad czymś i powoli powiedziała:
- Dwie. Albo trzy. Ale to tylko na rozluźnienie! – dodała szybko. Bushou westchnął. Miał już coś powiedzieć, gdy ten dziwny staruszek zapadł się dosłownie pod ziemię.
- Plecami do siebie! – wrzasnął Okanashii, chwytając za rękojeść Zanpakutou, ale nie wyciągając go z pochwy. Błyskawicznie ustawili się tak jak polecił. A przeciwnik… Reiatsu przeciwnika zniknęło!
- Jego reiatsu… Znikło? – zapytała poważnym tonem Matsumoto.
- Ty też go nie wyczuwasz? – odpowiedział pytaniem na pytanie Bushou.
- Nova, potrafisz coś wyczuć? – zapytał Chad. Nova pokręcił głową. Nagle krzyknął:
- Szybko, skaczcie!
Zdążyli w ostatnim momencie. Spod ziemi wyskoczyło dziwne coś, przypominające wieloryba. Bushou stanął w powietrzu, na fali reiatsu, tuż obok Matsumoto. Nim zdążył wykonać jakikolwiek inny ruch, stwór znów zapadł się pod ziemię.
- Co to było? – zapytała lekko przestraszona Rangiku.
- Nie wiem – powiedział poważnie Okanashii. Już się nie uśmiechał. Był skupiony.
- Widzisz to? – zapytał, wskazując na dziwne fale, rozchodzące się jakby po podłożu – Zachowuje się jakby to była woda…
Nagle zobaczył kontur tego stworzenie pod stojącymi na ziemi Chadem, Novą i Ururu. Rangiku też to dojrzała. Jak i oni.
- Wieloryb.
- Rekin.
- Wygląda jak ryba-skorpion – wypowiedział chyba najdłuższe jak dotąd zdanie Nova.
Matsumoto wyciągnęła katanę z pochwy i wrzasnęła, skacząc w kierunku ziemi i cienia dziwnego stworzenia:
- Nie ma znaczenia, jaki to typ ryby!
Wbiła katanę głęboko w ziemię. Nic się jednak nie stało.
- Za tobą! – krzyknął Nova. Matsumoto chciał uciec, jednak jej miecz zaklinował się w ziemi.
- Rangiku! – wrzasnął Bushou, rzucając się jej na ratunek. Nie zdążył. Ryba zdążyła ją połknąć.
- Nie! – wrzasnął przerażony.
Przy Novie pojawiło się dziwna, czarna w środku i zmieniająca na obrzeżach na czerwony kolor, kula z której wypadła wraz z kataną Matsumoto.
- Nova! – powiedział uspokojony Chad. Młodzieniec skinął głową.
- Ał ał ał! – jęknęła Matsumoto, wstając z ziemi i opierając się o Novę – Dzięki!
Ku jej ogromnemu zdziwieniu, ten zapiął swoją maskę na zamek, ukrywając całkowicie twarz. Bushou zachciało się śmiać, biedny chłopak zawstydził się bliskością pięknej pani Porucznik.
- Co z tobą? – powiedział zdumiona Matsumoto – Przecież ci podziękowałam, co nie? Popatrz na mnie! Hej, ty!
W międzyczasie stwór wynurzył się po części. Jedna z płyt jego pancerza odsunęła się, ujawniając staruszka.
- O mały włos, czyż nie? – zapytał.
Bushou odwrócił się w jego stronę, kładąc dłoń na rękojeści miecza. Za nim obróciła się reszta.
- Pozwólcie, że wam przedstawię – powiedział staruszek – To moja lalka, Baura.
- Wezwałeś mnie w bardzo miłą noc – przemówił stwór – Czuję się wspaniale.
- To mówi! – zdziwiła się Matsumoto.
- Lalki maja własną świadomość – powiedział Nova, bijąc rekord długości wypowiedzianego dotychczas zdania.
- Rozumiem – powiedziała Matsumoto.
- Baura manipuluje przestrzenią – kontynuował staruszek – Przez generowanie w przestrzeni specjalnego wymiaru, może pływać gdzie tylko chce.
To pokrywało się z dotychczasowymi wnioskami Okanashiiego. Potrzebował jeszcze kilku danych, ale ocenił już reiatsu Bounto na poziom kapitański.
- Wygląda na to, że tamten chłopak ma podobne umiejętności – mówił dalej starzec – Jednakże jest ogromna różnica naszych mocy – zaśmiał się szaleńczo.
- Zobaczymy – skomentował krótko Nova, już w rozsuniętej masce, denerwując Bounto.
- Smarkaty zarozumialec! – powiedział wkurzony – Pokażę ci różnicę naszych mocy. Baura!
- To my będziemy tymi, którzy pokażą ci różnicę naszych mocy – powiedział cicho Bushou. Rangiku nie wytrzymała i wyciągnęła Zanpakutou, mówiąc:
- Warcz, Haineko!
Jej miecz rozsypał się w proch i podążył z podmuchami powietrza w kierunku starca. Tamten krzyknął:
- Baura!
Zasłonił się z powrotem płytą, a stwór wyciągnął spod ziemi paszczę, otwierając ja szeroko. Miał zamiar połknąć pył.
- Wracaj! – krzyknęła przerażona Rangiku i pył zawrócił, formując się znowu w miecz.
- Jesteś nierozsądna – upomniał ją Bushou.
- Dlaczego? – zapytał zdziwiony Chad.
Z pancerza potwora wyłoniła się głowa starca.
- Decyzja Shinigami była prawidłowa. Jeśli nie odwołałaby tego popiołu, Baura by go połknął. Wtedy straciłaby swojego Zabójcę Dusz – powiedział.
- Wygląda na to, że te usta połączone są z innym wymiarem – dodał wyjaśniając jeszcze bardziej Nova.
- Wtedy mógłbym wreszcie dostać w swe ręce miecz Shinigami – powiedział starzec, z paskudnym uśmieszkiem.
Rangiku wyjęła komunikator, rozmawiając cicho. Bushou usłyszał tylko jedno słowo. Renji. Skinął pytając głową w kierunku Matsumoto.
- Powiedzieli, że wszyscy są zajęci własnymi walkami. Poprosiłam też Społeczność Dusz, by spróbowała zamknąć inne wymiary w tej okolicy. Możemy się nieco rozluźnić! – zreferowała wszystkim rozmowę.
- Rozumiem – powiedział Chad, zanim Bushou zdążył chociaż otworzyć usta. Przemienił rękę i cisnął nią pociskiem reiatsu. Stwór schował się jednak w innym wymiarze i podpłynął pod nich. Odskoczyli.
- Chyba nie dali rady – wrzasnął Bushou w locie.
Baura wyskoczył nad ziemię, Chad ledwo uniknął ataku.
- Hadou no youn – wykrzyknął Bushou, celując palcem dłoni w potwora – Byakurai!
Z jego palca wystrzelił promień biało-niebieskawego światła w kształcie błyskawicy, jednak Baura uniknął ataku. Bushou ponowił atak, celując w cień unoszącego się pod ziemią stwora, bez widocznego skutku. Przerwał i w tym momencie odezwał się Nova:
- Nie ma sensu go atakować, gdy jest w innym wymiarze!
- Zdążyłem zauważyć! – odpowiedział mu Okanashii i w tym momencie Baura wyskoczył spod ziemi, próbując połknąć Matsumoto, która uniknęła ataku i próbowała ciąć potwora. Bezskutecznie. Ten znów schował się pod ziemię.
- Popłynął tędy! – krzyknęła, wskazując cień.
- Wiemy! – odkrzyknął jej Okanashii – Też go widzimy, jakbyś zapomniała!
Stwór znów wystawił głowę. Wykorzystał to Chad, ciskając w jego kierunku pocisk reiatsu. Tamten jednak połknął go bez większego trudu i popędził na Chada. Bushou w ostatniej chwili chwycił wielkoluda, używając shunpo. Wyskoczył z nim w powietrze, a Baura zakręcił i odbił się od ziemi, szybując za nimi.
Wtedy zaatakował Ururu, kopiąc potwora w klatkę piersiową i odrzucając go na sporą odległość. Trzasnął potężnie w ziemię, wzbijając tumany kurzu i pyłu.
- Chodźmy stąd! – krzyknął Bushou do Novy.
- Tędy! – powiedział i pobiegł, wskazując pozostałym drogę.
Zatrzymali się na pobliskim wieżowcu. Baura zniknął. Wygląda na to, że powrócił do tego dziwnego wymiaru.
- Z moich obserwacji wynika – powiedział Bushou – Że ten stwór, Baura, atakuje pływając w innym wymiarze podłoża. Teoretycznie powinniśmy być tutaj bezpieczni.
- Teoretycznie? – zapytała dysząc Matsumoto. Wszyscy zresztą byli zmęczeni ciągłymi unikami.
- Teoretycznie – potwierdził Bushou – Na jego miejscu nie pokazywałbym od razu wszystkich umiejętności.
Spojrzał na nich, oceniając ich zdolności do walki i planując taktykę, a może raczej odrzucając kolejne plany z powodu małej ilości danych.
- Podsumujmy – powiedział – Po pierwsze, atak od frontu zostanie natychmiast pochłonięty – skinął głową na Chada – Po drugie, odniosłem wrażenie, Nova, że potrafisz wyczuć moment ataku – teraz wskazał na młodzieńca w masce – Możesz go śledzić, gdy znajduje się w innym wymiarze?
- Kiedy wynurza się z innego wymiaru, w tym miejscu powstają wahania przestrzeni. Mogę go wyczuć tylko wtedy, gdy się pojawia – odpowiedział Nova.
- Czyli jedyne co możesz zrobić, to unik – ni to zapytała ni stwierdziła Matsumoto. Skinął głową.
Bushou przez chwilę się nad czymś zastanawiał, po czym powiedział:
- Zastanawia mnie, jak on wyczuwa nas, będąc w innym wymiarze.
- Prawdopodobnie używa czegoś w rodzaju sonaru – stwierdził Nova.
- Sonaru? – zapytał zdziwiony Chad.
- Może wyczuć silne wibracje reiatsu w podłożu – wytłumaczył chłopak.
- To by się zgadzało z moją teorią – pokiwał w zrozumieniu głową Okanashii.
- Możemy to jakoś wykorzystać? – zapytała Matsumoto z nadzieją w głosie. Nova pokręcił głową i powiedział:
- To zbyt słabe.
Westchnęła. Spojrzała błagalnie na Bushou i powiedziała:
- Powiedz, że masz jakiś plan…
- Uważajcie! – krzyknęła Ururu. Z ściany wieżowca obok wyskoczył Baura. Jedynie Chad nie zdążył zrobić uniku. Ururu skoczyła i odepchnęła go z linii lotu Lalki Bounto, poświęcając się i dając połknąć.
- URURU! – wrzasnął wielkolud.
Wraz z dziewczynką, potwór połknął część ściany wieżowca.
- Tędy! – krzyknęła Matsumoto, wskazując drogę. Bushou strasznie się to ni podobało, to całe uciekanie, ale musiał dbać o swoich współtowarzyszy, więc pobiegł za nimi. Przebiegli kilka bloków.
- O co w tym chodzi? – zapytała Matsumoto – Czyżby nie chodziło o to jakie wysokie, niskie, jedynie jak obszerne jest miejsce?
- Dokładnie! – dobiegł ich głos staruszka. Zatrzymali się zdziwieni.
- Matsumoto – szepnął jej na ucho Bushou – Na wszelki wypadek miej Haineko w pogotowiu. Zrobisz nam drogę w dół i jakąś dywersję. Dasz radę?
- Oczywiście – prychnęła.
- Na początek, mam już jedno! – powiedział z zadowoleniem w głosie starzec – Młoda dama jest bezpieczna.
Siedział na tronie z zadowoleniem na twarzy. Bushou skręcało na sam jego widok, jednak opanował się.
- Żołądek Baury połączony jest z innym wymiarem – kontynuował swoją wypowiedź starzec – Odpoczywa tam sobie. Jednakże nie przetrwa tam długo.
- Coś ty powiedział? – zapytała, też już wkurzona Rangiku.
- Zazwyczaj Bounto pożerają dusze, a potem je przyswajają – wyjaśnił staruszek – Jednakże, ja i Baura jesteśmy jedynymi, którzy wchłaniają też ludzkie ciała i rozkładają je przed pochłonięciem duszy.
- Ej ty! – nie wytrzymał Chad – Oddaj nam Ururu!
Bounto tylko się zaśmiał. Po chwili umilkł i powiedział maniakalnym wręcz tonem:
- Wy jesteście następni! Jedno po drugim pogrzebię was w żołądku Baury! Pochłonę wasze reiatsu, by stać się jeszcze silniejszym! Idź, Baura!
- Oookiiiej… - wyartykułował stwór i wyłonił się z powierzchnie dachu.
- Teraz, Rangiku! – krzyknął Bushou.
Wyszarpnęła miecz z pochwy, mówiąc:
- Warcz, Haineko!
- Nie ważne, po prostu ją połknij! – wydał rozkaz starzec. Baura skoczył. Jednak Rangiku nie miała na celu atakować. Wycięła w podłożu okrąg, powodując zapadnięcie się sufitu. Bushou wyjął swój miecz i wyskoczył, gdy tylko sufit opadł dotykając ziemi. Wystawił swoją katanę lekko ponad dach, rozcinając brzuch sunącemu Baurze, który nie napotkał żadnej przeszkody. Potem opadł w dół, dołączając do reszty.
- Da się go zranić! – wykrzyknął pośród huku – Dywersja, Rangiku!
- Co wyście zrobili? – krzyknął z przerażeniem starzec, podbiegając do wyciętego otworu.
- Radziłabym spojrzeć, co się dzieje nad twoja głową – powiedziała Rangiku z uśmiechem. Wielki bilboard nad starcem zaczął się niebezpiecznie chwiać.
- Pora na nas – krzyknął Bushou, wybiegając z budynku. Z tyłu usłyszeli huk walących się metalowych prętów. Zatrzymali się dopiero w wąskim zaułku.
- Czy to miejsce na pewno jest bezpieczne? – zapytała Matsumoto.
- Jego zdaje się ograniczać jedynie przestrzeń – powiedział Bushou – Więc teoretycznie…
- Teoretycznie? Już to słyszałam!
- Czuję ogromną energię, gdy przenika do tego innego wymiaru – wtrącił Nova – W rezultacie to fizycznie niemożliwe by otworzył portal w tak wąskim miejscu.
Rangiku spojrzała na przygnębionego wielkoluda. Powiedziała, opierając mu rękę na ramieniu:
- Chad. Nie powiem, żebyś się nie martwił o Ururu, ale to nie twoja wina.
- Moja moc… – powiedział ze smutkiem w głosie Chad - …powinna kogoś chronić. Gdy nad tym myślę… Gdy nad tym myślę, jest bez znaczenia.
- Nie chrzań głupot, wielkoludzie – powiedział cicho Okanashii – Kto jak kto, ale ty nie byłeś bezsilny. Na pewno nie w Seireitei. Kto jak kto… - smutek pojawił się w jego oczach.
- Bushou, nie poddawaj się temu – powiedziała potrząsając nim Rangiku.
- Ach, tak… - wybudził się jakby Okanashii – Potrzebny nam plan! – dodał.
- Em… - zwrócił na siebie uwagę Nova – Wciągnę go do mojego wymiaru.
- Czyli dokładniej? – zapytał zaciekawiony Bushou.
- Ten inny wymiar jest utworzony w jego ciele – wytłumaczył Nova – Jeśli otoczę go moją mocą, powinienem być w stanie go rozproszyć. Wtedy będę mógł wyciągnąć wszystko, co zjadł.
- Dasz radę? – zapytała Matsumoto.
- Tworzenie innych wymiarów powinno być dla nas obu takie same – odpowiedział – Dlatego powinno mi się udać.
- A jeśli się nie uda? – zapytała Rangiku.
- Wtedy go zabiję – powiedział Bushou – To rozproszy tamten wymiar. Już raz go zraniłem.
- Co mam robić? – zapytał Chad.
- Musisz zwabić go na mnie, ale tak by mnie nie widział – wyjaśnił mu Nova.
- Dobrze, będę przynętą – stwierdził wielkolud.
- Zaraz! – wykrzyknęła Matsumoto – Ja będę przynętą. Ty ubezpieczysz moje tyły.
- Postanowione – zakończył fazę planowania Bushou – Idziemy!
Pobiegli w kierunku pobliskiego boiska. Tuż przed nim zatrzymali się, by Nova mógł ukryć się w pobliżu razem z Bushou. Ten ostatni powiedział przed odejściem:
- Uważaj na siebie, Rangiku.
- Za kogo ty mnie masz? – trzepnęła go lekko w tył głowy – Jestem po-ru-czni-kiem! Nic mi nie będzie.
Westchnął. Rangiku wyskoczyła na środek pola, krzycząc:
- Pokaż się, staruszku! Boisz się walki ze mną?
Baura prawie natychmiast się pojawił. Wyskoczył spod ziemi, ale Matsumoto zrobiła unik. Znów zaatakował. Znów unik. W końcu Baura wyskoczył w powietrze, a Rangiku cięła, krzycząc:
- Jest schemat w twoich atakach!
Nie przebiła się przez pancerz. Natomiast Chad zaatakował pociskami reiatsu, wzbijając w powietrze pył i kurz.
- Chad, przestań! Nie będę mogła widzieć, gdzie jest! – krzyknęła zezłoszczona.
Zeskoczyła na ziemię. Pył rzeczywiście utrudnił orientację. Spod ziemi wyskoczyła laska, a Matsumoto przewróciła się na ziemię. Wtedy zaatakował Baura. Bushou wydawało się że Baura połknął Matsumoto, jednak ta zaklinowała jego pysk kataną i pochwą miecza. Baura zaczął się miotać w powietrzu, a Chad wykorzystał chwilę nieuwagi i chwycił go za ogon. Zakręcił młyńca wokół głowy i rzucił nim w powietrze, prosto na Novę. Rangiku w tym czasie bezpiecznie wyskoczyła z pyska rozszalałej bestii, a Nova rozpoczął tworzenie własnego wymiaru.
Starzec krzyczał cos niezrozumiale, opierając się Novie, wiec Chad pomógł mu, uderzając potężnie i siłą wpychając w portal Novy. Ten padł wycieńczony.
- Nova! – krzyknął Chad, podbiegając do niego, lecz on jedynie pokręcił głową i powiedział:
- Wszystko w porządku.
- Dzięki bogu – odetchnął z ulgą wielkolud.
- Nic ci się nie stało? – zapytała z troską Matsumoto, nachylając się nad młodzieńcem.
Bushou też do nich dołączył.
- Co z Ururu? – zapytał Chad
- Zaraz ją wycią… AAA! – jęknął, wyginając się dziwnie – Odsuńcie się! – wychrypiał.
Jego klatkę piersiową rozświetliło czerwone światło i tuż przed nim pojawił się portal.
- Nova! – krzyknął Chad.
Portal rozszerzył się i wypadł z niego Baura. Novę odrzuciło. Leciał w powietrzu, plując krwią. Złapała go Rangiku.
- Trzymaj się! – powiedziała z troską, kładąc go na ziemi. Podbiegli do nich Chad i Bushou.
- Nic ci nie jest? – zapytał chłopaka Okanashii. W tym czasie podszedł do nich starzec.
- Jesteście o sto lat za młodzi, by mnie zapieczętować. Mimo tego, niezła próba. Mam to zakończyć? – zapytał.
- Będziesz walczyć ze mną – powiedział Bushou, wychodząc mu naprzeciw – Nie chcesz wiedzieć, czy dorównasz kapitanowi?
Starzec wybuchł śmiechem.
- Ja nie dorównuję kapitanom – powiedział, śmiejąc się
złowieszczo – Pochłonąłem tyle dusz, że ich przewyższam!
- Przekonajmy się – powiedział kapitan.
- Nie wyjmiesz nawet miecza? – zapytał staruszek – Zresztą, co za różnica… Pokonam cię bez trudu! Idź, Baura!
- Oookiiiej…
Zanurzył się pod ziemię. Bushou bacznym wzrokiem lustrował okolicę. Wreszcie zauważył jego cień. Wyskoczył w powietrze, a za nim wyleciał Baura. Pozwolił mu do siebie dolecieć, po czym chwycił się jego wargi i potężnie kopnął w brzuch. Wyrzucił go wysoko w powietrze, tam, gdzie nie mógł przejść do innego wymiaru.
- Hadou no sanjuuichi – wykrzyknął Bushou – Shakkahou!
Z jego dłoni wystrzeliła czerwona kula. Baura połknął ją bez problemu, jednak i to było w planie Okanashiiego. Użył shunpo i w momencie połknięcia zaklęcia, kopnął jeszcze raz w podbrzusze rybę, kierując ją z ogromną prędkościa na ziemię. Wieloryb spadł, tworząc spory krater i wbijając tumany kurzu.
Bushou posłał za nim jeszcze jedną kulę, gdy nagle z miejsca, w które upadło stworzenie wydobyła się druga kula, niwelując działanie jego własnej. Tuż za nią podążał Baura z rozwartym pyskiem.
Zaskoczyła go. Użył shunpo by odskoczyć. Nagle wieloryb zmienił kierunek lotu i zaatakował stojących na ziemi Chada, Matsumoto i Novę.
- Walczysz ze mną! – wrzasnął Bushou, stając na przedłużeniu linii lotu Baury, z wyciągniętym mieczem. Ciął nadlatującą rybę w wargę, powodując okrzyk bólu i zmianę kierunku lotu. Przeciwnik znów się ukrył.
Bushou zeskoczył na ziemię. Postanowił rozprawić się z nim raz na zawsze, bez zbędnych gierek. Wyciągnął pochwę zza pasa, chwycił jak miecz i powiedział z nutą smutku w głosie:
- Zapłacz żałośnie, Fukai Kanashimi…
Pochwa zmieniła się w drugą katanę. Od stanu poprzedniego dzieliły się wyłącznie dziwnym wycięciem, jakby w kształcie połówki kropli.
W tym momencie spod ziemi wyłonił się Baura. Uniknął połknięcia i ciął powietrze jednym mieczem, wypuszczając falę reiatsu, która przeistoczyła się w wodę.
- Mizu no Kase – powiedział Bushou, a woda opasała błyskawicznie Baurę i utwardziła się, przytwierdzając go do ziemi bez możliwości ruchu.
- Co to? – zapytał przerażony starzec.
- Moje Zanpakutou kontroluje wodę – odpowiedział Okanashii – Tyle wystarczy ci wiedzieć. To koniec.
Użył shunpo by znaleźć się tuż przy wielorybie i kopnął go w brzuch. Siła była tak ogromna, że rozerwała wcześniejszą technikę, a Baura prychnął pyłem. Zaczął kaszleć, wyrzucając z żołądka coraz to kolejne przedmioty, aż wreszcie wypadła z niego Ururu. Bushou chwycił ją w objęcia, po wcześniejszym zapieczętowaniu miecza.
- Mylisz się – krzyknął starzec – To jeszcze nie koniec!
Baura wypluł z siebie pocisk wystrzelony wcześniej przez Chada. Uderzył Okanashiiego w pierś. Wypuścił z rąk Ururu i kaszlnął krwią.
- Kapitanie! – krzyknęła Matsumoto.
- Nic… Mi… Nie… Jest… - wyksztusił między kaszlnięciami Bushou.
Tymczasem starzec znikał już w innym wymiarze. Na odchodnym powiedział:
- Jeszcze się spotkamy, Kapitanie Okanashii…
Zniknął całkowicie. Matsumoto podbiegła do Okanashiiego.
- Bushou, mocno dostałeś? – zapytała z troską w głosie.
- Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz – powiedział, uśmiechając się – Po prostu… Nie spodziewałem się. Wracajmy do Urahary.
Chad wziął na ręce nieprzytomną dziewczynkę i ruszył przed siebie. Nova znaczącym pokręceniem głową dał znak Matsumoto, która paliła się do pomocy, ze da sobie radę sam i poszedł za olbrzymem.
- A może tobie pomóc, Leniwcu? – zwróciła głowę w jego stronę – Pooowiedz że tak!
- Naprawdę, nie trze… - zaczął, ale i tak objęła go w pasie. Wyrwał się i już miał powiedzieć, że nie potrzebuje żadnej pomocy, a tym bardziej takiej, która będzie polegała na molestowaniu go pod przykrywką pomocy, gdy znów kaszlną krwią.
- No i widzisz! Trzeba ci pomóc!
Westchnął. O dziwo, zachowywała się w miarę normalnie. Nienormalnie jak na Rangiku, znaczy się. Bo ta gra ciągnęła się od dawna. Uwielbiała go kusić. Stąd i przydomek. Walnięta ruda erotomanka. Oczywiście, wszystko dla żartu. Był jej najlepszym przyjacielem i vice versa.
Powolnym krokiem doczłapali do sklepu. Urahara Shouten - tak głosił napis nad wejściem. Weszli do środka. Od razu powitał ich wielki, wąsaty facet w okularach.
- W czym mogę pomóc?
- Matsumoto Rangiku, a to jest Okanashii Bushou – przedstawiła ich – Cytrynka tu jest?
- Rozumiem. Szef jeszcze śpi.
- A ta ruda cholera? – warknął Bushou – Miała niby przekazywać informacje.
- Też śpi.
- To ją obudź.
- To niemożliwe.
- Niby czemu?
- Szef nie lubi, gdy go budzić tak wcześnie.
- Co ma piernik do wiatraka? – wściekł się Bushou. Znów kaszlnął krwią. Ale już zdecydowanie mniejszą ilością. Tak głupio dać się zranić… Matsumoto spojrzała na niego troskliwie.
- Musi cię zobaczyć Hanatarou – powiedziała – Jest tutaj? – zwróciła się do pracownika. Ten się rozpromienił.
- Jest, ale… - zniknął na chwilę przy jednym z regałów – To jest wspaniały środek leczniczy! Gwarantuję jego błyskawiczne działanie!
Wyciągnął rękę z pudełkiem jakichś tajemniczo wyglądających pastylek. Bushou zerknął na niego katem oka. Wyglądał na przekonanego o skuteczności prezentowanego specyfiku.
- Tessai! Hanatarou chce… - tu wymienił jakąś skomplikowaną nazwę chłopak z czerwonymi włosami, który odsunął drzwi i w powstałą szparę wcisnął głowę – Leczy tego dzieciaka.
Zniknął, zasuwając drzwi. Bushou spojrzał jeszcze raz na pastylki. Wziął jedną i połknął.
- Mam nadzieję, że rzeczywiście zadziała.
- Tysiąc jenów.
- CO!
- Należy się tysiąc jenów za lekarstwo.
Łypnął okiem na Tessaia.
- Chcę pogadać z Uraharą. NATYCHMIAST!
- Już mówiłem, że szef śpi.
Zazgrzytał zębami, a Rangiku zachichotała. Najwyraźniej świetnie się bawiła. Rzucił jej groźne spojrzenie typu uważaj-bo-może-się-to-źle-dla-ciebie-skończyć. Wziął głęboki oddech.
- A kiedy wstanie? – zapytał spokojnie.
- Kiedy się obudzi.
Zacisnął pięści. Na zewnątrz robiło się już jasno. Nie miał zamiaru stać i czekać. Do sklepu wszedł Yumichika.
- Znalazłem kryjówkę Bounto – oznajmił – Kira i Shuuhei już są na miejscu i pilnują wejścia. Proponowałbym zaatakować, zanim nas wykryją. Kapitanie? – zwrócił się do Bushou.
- Czekajcie – zadecydował po chwili zastanowienia – Rangiku, idź z nim, nie atakujcie, dopóki się nie zjawimy, chyba że zaistnieje taka potrzeba.
Ayasegawa wyjaśnił mu, gdzie znajduje się to miejsce, po czym wraz z Matsumoto zniknęli, używając shunpo. Okanashii założył ręce na piersi i spojrzał na Tessaia. Z góry, bo mimo iż obaj byli podobnego wzrostu, to jednak Shinigami był wyższy.
- Gdzie jest Kiremono? – zapytał.
- Śpi.
- Koniec! – zdenerwował się Bushou i przeszedł obok Tessaia w głąb sklepu. Uchylał wszystkie drzwi, aż w końcu natrafił na te właściwe.
- To tak wygląda, do diabła, twoje przekazywanie informacji? – powiedział głośno do śpiącej w objęciach Urahary Kiremono. Tam się ważą losy całego świata, a oni w najlepsze śpią, po niezłej popijawie, co wywnioskował z leżących wszędzie butelek po sake. Wiedział od Hisagiego, że Kisuke to stary przyjaciel tego rudzielca, ale… Ale aż tak stary?
Urahara Kisuke, dawny Kapitan Dwunastego Oddziału, założyciel Instytutu Rozwoju Technologicznego, musiał uciekać z Seireitei po niesłusznym oskarżeniu. Bushou wyobrażał go sobie nieco inaczej. A tu: słomiane włosy, kapelusik, tradycyjne sandały, nieodłączny wachlarz…
- Nie drzyj się tak… Bushou… - odpowiedziała mu Kiremono i z powrotem opadła na pierś Urahary. „Chyba nie ma zamiaru spać?" – pomyślał i chwyciła go nagle irracjonalna złość. Podszedł do leżącej i potrząsnął nią gniewnie, mówiąc, a właściwie krzycząc:
- Wstawaj w tej chwili!
Urahara spojrzał na niego dziwnie spod kapelusza. Bushou dojrzał dziwny błysk w oku i leciutki uśmieszek, po czym tamten popchnął ją ręką, którą dotychczas obejmował ją w tali, prosto w ramiona Okanashiiego. Lekko zaskoczony, pomógł jej jednak wstać.
- Co wy do cholery robicie, nie jestem zabawką…- potrząsnęła głową Kiremono i spojrzała nieprzytomnie na niego - Tak szybko skończyliście?
- Cytrynko - powiedział zjadliwie Bushou - Jest ranek następnego dnia.
- Jaki cholera ranek – jęknęła Kiremono - I weź tak głośno nie oddychaj…
Rozbroiła go tym i zachichotał. Ona popatrzyła na niego uważniej, jakby rozbudzona tym odgłosem i wykrztusiła ze strachem w głosie:
- Ty krwawisz! Na pewno nic poważniejszego ci nie jest?
Wytarła krew z kącika jego ust i zaczęła podejrzliwie obmacywać mu żebra. Nie wiedzieć czemu, zirytowało go to, więc chwycił ją za ręce i powiedział:
- Uspokój się, nie umrę od tego.
- Aby na pewno? Nie chcę, żeby Rangiku mnie potem włóczyła za szmaty po całym Seireitei, że czegoś nie przyuważyłam…- powiedziała i przyłożyła mu z pięści w klatkę piersiową. Poczuł jak odzywa się uśpiony ból i ze świstem wypuścił powietrze. Zaklął głośno.
- Ty ruda wariatko! – jęknął i odkaszlnął krwią. Pięknie. Dopiero przestał kasłać krwią. Ona jedynie się uśmiechnęła, co jeszcze bardziej go rozwścieczyło i powiedziała:
- Wiedziałam, że nie jesteś taki całkiem zdrowy. Gdzieś tam powinien siedzieć Hanatarou, idź do niego.
- A ty chodź ze mną, dam ci coś, żebyś chociaż trochę otrzeźwiała- powiedział Kisuke, obejmując jej ramiona. Wściekł się jeszcze bardziej. Wyszli, a on zaskoczony totalnym olaniem jego osoby, stał jeszcze przez chwilę. Nie rozumiał, skąd część tej złości, co nakręcało go jeszcze bardziej.
Przeszedł do pomieszczenia, gdzie zebrani byli Inoue, Ichigo, Chad, Rukia, Renji i Hanatarou. Ten ostatni klęczał nad jakimś dzieckiem, ofiarą ataku Bounto. Po chwili dołączyli do zgromadzonych Urahara z Kiremono, wyglądająca na o wiele bardziej przytomną, niż wcześniej. Uklęknęła pomiędzy Rukią i Uraharą, zaraz naprzeciw Bushou. Zlustrował ja spojrzeniem, a ona chyba tego nie dostrzegła.
- Hanatarou, co tu się dzieje? - spytał Ichigo.
Yamada, patrząc na dziecko, zaczął poważnym tonem:
- Ten dzieciak został poważniej ranny niż Keigo. Próbowałem jak mogłem, ale…
- Nie może być! - powiedział Chad.
- Jego dusza szybko słabnie - kontynuował chłopak.
- No nie! - jęknęła Orihime.
- Proszę, użyj mojej duszy- zaoferował się Chad - Nie odniosłem żadnych poważnych obrażeń. Użyj tej samej techniki, której użyłeś, aby ratować Keigo!
- W tym przypadku to nic nie da. Wszystko, co możemy zrobić, to mieć wiarę w jego wolę życia.
Wzrok Renjiego stał się nieobecny. Spuścił głowę.
- To moja wina – powiedział - Jeżeli bym się wtedy bardziej postarał… On… Nie skończyłby w takim stanie!
Ichigo spojrzał na niego współczująco.
- Uspokój się, Renji - powiedziała Rukia.
- Zamknij się! - naskoczył na nią.
- Wygląda na to, że grupa porucznik Matsumoto wyruszyła, aby zmierzyć się z Bounto.
- To prawda - wtrącił Okakanashi - Umówiłem się z nimi, że dołączymy do nich zaraz po krótkiej naradzie, ale znając życie nie powstrzymali się i już pewnie tam weszli.
- Rozumiem co czujesz - dodała Rukia, jakby nie usłyszawszy Bushou, patrząc na Renjiego, który znów spuścił wzrok - Ale, jeżeli się w to prywatnie zaangażujesz, nawet najprostsze rzeczy wydają się być zagmatwane.
- Cholera… - mruknął Abarai.
Kurosaki nie mógł już się powstrzymać, patrząc na zasmuconego Renjiego. Położył mu dłoń na ramieniu, żeby go pocieszyć.
- Jestem pewien, że wyzdrowieje - powiedział cicho - Wszystko jest w porządku.
- Ichigo…
- Kiedy byliśmy w Społeczności Dusz, byłem już jedną nogą w grobie, a Hanatarou mnie uzdrowił - kontynuował Zastępczy Shinigami - Wierzymy w niego. Musimy się skoncentrować na walce. Nie możemy pozwolić Bounto robić to, co im się żywnie podoba!
Renji prychnął i wstał.
- Skoro ty mnie pouczasz, musiałem stać się naprawdę słaby.
- Że co? - rzucił się Ichigo.
Renji odwrócił tylko głowę. Po chwili wszyscy, oprócz Bushou, Remon i Urahary wyszli z pokoju. Zanim Ichigo zdążył wyjść, Urahara ocknął się i powiedział:
- Kurosaki! Masz chwilę?
Chłopak zamknął drzwi i usiadł z powrotem pomiędzy nimi.
- Bounto są potężniejsi niż przypuszczałem.
- Dużo potężniejsi - wtrącił się Bushou, pamiętając poprzednią walkę i upierdliwego staruszka - Będąc Shinigami na poziomie kapitańskim miałem z nimi problem. Fakt, że mamy nałożony limit, ale powinniśmy sobie poradzić z nimi bez problemu.
Kiremono zamyśliła się i zapytała Okanashiiego:
- Myślisz, że powinnam skontaktować się z Mayurim i rozpocząć procedurę ich ściągnięcia?
Pokręcił głową.
- Myślę, że się obędzie.
- Taa, zauważyłem - mruknął Ichigo.
- Możesz ich pokonać bez konieczności użycia Bankai? - kontynuował Kisuke.
- Oczywiście nie mogę użyć jeszcze Bankai, ale… Cóż mogę powiedzieć… Czuję, że jest w zasięgu ręki.
Okanashii uśmiechnął się w duchu. Ta pewność siebie… Aż za duża.
- Zrobię to - dodał po chwili pomarańczowowłosy.
- Na pewno? - spytał Urahara. Spojrzał na zdecydowany wyraz twarzy Kurosakiego i dodał - Rozumiem. Zostawiam to tobie.
Wyszli na zewnątrz, gdzie spotkali się z resztą. Bushou od razu oparł się o ścianę i spoglądnął na czyste, piękne niebo. Przysłuchiwał się toczącej obok rozmowie.
- Kon, ty też idziesz? - spytał Ichigo pluszaka.
- Zamknij się! Wraz z siostrzyczką zamierzam skopać parę tyłków!
Remon zachichotała i położyła Ichigo dłoń na ramieniu.
-Ja, pan Kon, zamierzam iść, aby chronić siostrzyczkę!- kontynuował wypchany zwierzak - Nie lekceważcie mnie!
- Będzie dobry, by zatrzymać kilka kul - powiedziała Rukia. Kon padł twarzą na ziemię. Urahara wbił w niego wzrok.
- Lilin, Cloud, Nova, liczę na was – powiedział.
- Oczywiście! - wykrzyknęła Lilin - Zostaw Ichigo, rudzielcu!
Bushou spojrzał na Ichigo. Wypchana kura, stojąca na ramieniu Kurosakiego, spoglądała złowrogo na Cytrynkę, trzymającą dłon na drugim ramieniu pomarańczowowłosego. Uśmiechnął się z satysfakcją.
- Że co proszę? – zapytała Kiremono.
- Słyszałaś! Odczep się od niego! Ona nie idzie, prawda Urahara?
- Oczywiście, że nie idę! Muszę zdawać na bieżąco raport kapitanowi dowódcy, nie da się tego robić w czasie walki!
- Co nie zmienia faktu, że powinnaś przestać go dotykać!
Bushou znowu się odwrócił i jeszcze szerzej uśmiechnął. Ta ptaszyna, tak śmiesznie podskakująca ze złości strasznie go rozbawiła. Kiremono spojrzała zdumiona na Ichigo.
- Przepraszam, Cytrynko, to bezczelne ptaszysko…
Bez słowa przestała się opierać o jego ramię i otrzepała jego kosode ze złośliwym uśmiechem, a potem wspięła się na palce i szepnęła mu do ucha.
-Te ptaszysko chyba się w tobie zakochało.
Ichigo natychmiast poczerwieniał.
- Zostaw to nam! – krzyknął zapalczywie Cloud, odpowiadając na wcześniejsze zapytanie sklepikarza.
- Żaden problem- dodał Nova.
- Hej, żarłoku!- zawołał .
- Co to? – zapytał Renji. Wygląda na to że coś dostał.
- Onigiri. Zawsze tracisz energię, gdy jesteś głodny, tak? Zjedz to przed walką.
- Panie żarłoku, Jinta sam to zrobił! Od kiedy nigdy nie dawał ci drugiego… - dodała Ururu
- Zamknij się!- krzyknął na nią chłopak - Nie gadaj głupot!
- Dziękuję - powiedział Abarai - Hanatarou…
- Tak?
- Zajmij się tym dzieckiem.
- Zrobię, co w mojej mocy.
- Idziemy? - spytał Ichigo. „Wreszcie" – pomyślał Bushou i kiwnął głową. Odbił się od ściany. Zanim zdążył przejść parę kroków Kiremono w niego paczką z medykamentami. Dostał w głowę. Odwrócił się i spojrzał na nią.
- Chcesz mnie zabić? - wściekł się.
- Wręcz przeciwnie, wypij tamte zielone lekarstwo zaraz, a resztę możesz użyć w czasie walki, jest tam maść zatrzymująca krwawienie i parę wynalazków Kisuke.
Łyknął zielone paskudztwo i ruszył, tym razem na dobre.
- Trzymaj się, Leniwcu! - krzyknęła za nim Remon.
- Ja ci dam Leniwca! – odwrzasnął w biegu.
Dziewczyna zawróciła do wnętrza sklepu. Usłyszała za sobą cichy głos.
- Czy to w porządku, że ich nie ostrzegliśmy? - spytał Tessai.
- ŻE CO? - spytała Kiremono złowróżbnym tonem.
- Czasami zdarzają się i takie bitwy - powiedział Kisuke beznamiętnie.
- Czegoś ty im nie powiedział, do jasnej cholery?
- Później ci powiem.
- KISUKEEE!
- Później.
Przewróciła oczami i weszła za nim do sklepu, zastanawiając się, gdzie będzie mogła rozłożyć terminal komunikacyjny i Centralę Piekielnych Motyli.
Sklep Urahary, chwilę później
- Jesteś pewien, że mogę skorzystać z tego pokoju?- spytała, rozglądając się po przestronnym pomieszczeniu.
- Oczywiście, że tak. Pomóc ci rozstawić sprzęt?
- Jeśli możesz. Ja wezwę kilka Piekielnych Motyli z Seiretei. Mogę otworzyć Senkaimon w twojej piwnicy?
- Tak, czuj się jak u siebie.
- Dziękuję, Kisuke, jesteś niezastąpiony.
Uśmiechnął się lekko.
- Uważaj, bo ci to przypomnę!- krzyknął za nią.
Zachichotała i zeskoczyła na dół. Nie bawiąc się w chodzenie gdziekolwiek dalej, otworzyła przejście. Gdy tylko pojawił się Piekielny Motyl, wzięła go na palec i przesłała mu polecenie sprowadzenia jeszcze sześciu Motyli. Usiadła przy otwartym przejściu i czekała. Po chwili pojawiły się i usiadły na jej ręku. Przydzieliła im poszczególne osoby z grupy uderzeniowej wysłanej do świata żywych, a następnie z jednym z nich wróciła do pokoju, zamykając Senkaimon.
- O… - wykrztusiła, gdy weszła.- Już?
Kisuke roześmiał się.
- A za kogo ty mnie masz, jestem założycielem Instytutu Rozwoju Technologicznego.
- Połącz mnie z Kapitanem Dowódcą, proszę, ja muszę wyjąć z ekwipunku mój komunikator.
Gdy wróciła po dwóch minutach, Urahara rozmawiał z Yamamoto.
- Skąd ty to wiesz, Kisuke? - zapytał Kapitan Dowódca.
- Mam swoje źródło informacji.
Staruszek spojrzał na Remon, ściskającą w dłoni komunikator.
- Wiesz coś o tym, dziecko? - spytał.
Wzruszyła ramionami.
- Nic, a nic! Pomijając fakt, że zupełnie nie wiem, o czym rozmawialiście.
- To skąd wiesz, że nic o tym nie wiesz?
- Bo ja nigdy nic nie wiedziałam o jego ciemnych sprawkach- powiedziała, szturchając byłego kapitana dwunastego Oddziału w brzuch.
- Bo byłaś zaledwie dzieciakiem, zanim musiałem uciekać - mruknął niezrażony.
- Widzisz, Kapitanie Dowódco? On mnie cały czas tak traktuje.
Ktoś za plecami Dziadka Yamamoto odchrząknął i wyszedł na pierwszy plan.
- Toushirou! Co u ciebie?
- To nie jest przyjacielska pogawędka, Kiremono. Zdaj raport.
- Już się robi, panie Dowodzący Akcją.
- Nie kpij sobie ze mnie - powiedział Hitsugaya. W jego głosie było zauważalne zdenerwowanie.
- Jejku, jejku… No więc słuchaj…
W czasie, kiedy ona opowiadała, co jak dotąd się zdarzyło, grupa Bushou dotarła do wylotu jaskini, gdzie kryli się Bounto.
- Cholera – zaklął Bushou, nie zauważając nikogo innego prócz nich – Nie poczekali…
- Piekielne motyle! – Abarai wskazał sześć lecących owadów – To od Cytrynki.
Jeden motyl usiadł na palcu Bushou, drugi u Renjiego, reszta wleciała do jaskini. W tym samym momencie w sklepie Urahary Kiremono skończyła referować minione zdarzenia.
- To na razie wszystko. Teraz sprawdzę, czy Piekielne Motyle do nich dotarły - zakończyła wywód, wyciągając komunikator i przykładając go do ucha - Rangiku?
- Jestem.
Bushou też wpadł na ten pomysł.
- Poczekajmy aż ta ruda cholera sprawdzi łączność – mruknął Okanashii.
- Ruda cholera? – zapytał Kon – Masz na myśli przepiękną boginię z wielką doliną rozkoszy? – głos mu się rozmarzył, A Bushou zaśmiał się cicho.
- Renji? – odezwał się głos z komunikatora.
- Obecny – powiedział słabym głosem Renji i również wybuchł śmiechem, zaraz po wyłączeniu nadawania. Nawet jeśli Kiremono była tym nieco zdziwiona, nie zaprzestała testowania łączności.
- Yumichika?
- Te komunikatory wcale nie są piękne…
Przewróciła oczami.
- Shuuhei?
- Na każde twoje zawołanie, Cytrynko!
- Izuru?
- Na rozkaz, pani kapitan.
W pokoju panowała nieco spięta atmosfera. Wręcz czuło się lodowaty chłód, padający z jego oczu. Toushirou wpływał tak na wszystkich. „Szlag by go z tą sztywnością!" – pomyślała wściekle.
Zupełnie inna atmosfera panowała przed jaskinią. Słowa Kona bardzo ją rozluźniły
- Kon, ty tylko o jednym – Rukia strąciła go z ramienia i przydeptała pyszczkiem do ziemi.
- Leniwiec? – tym razem przemówił komunikator Okanashiiego, a słysząc treść komunikatu, zapanowała ogólna wesołość.
- Bushou! Czy to tak trudno wymówić? – wysyczał wściekle do mikrofonu, po czym wyłączył go – Ruda cholera! Nawet Rangiku nie jest tak męcząca…
- Jesteś wściekły, czyli żyjesz – skwitowała Kiremono, siedząc po turecku na podłodze – Mówcie mi na bieżąco, co się dzieje na polu, mam tutaj bezpośrednie połączenie z Dziadkiem i Białaskiem…
- TOUSHIROU, jeśli już musisz mówić mi po imieniu!
Niezrażona jego wrzaskiem kontynuowała:
- A dobrze by było, gdyby mieli bezpośredni wgląd w to, co się dzieje.
- Przyjęto - usłyszała zgodny chór sześciu głosów.
- Na razie bez odbioru - powiedziała, zaczepiając komunikator w pobliżu twarzy - Wszyscy mają Piekielne Motyle, jesteśmy w kontakcie – te słowa skierowała do Yamamoto.
- To dobrze. Zatem czekamy na pierwsze wieści.
Bushou wciąż był wściekły po ośmieszeniu jego osoby przez Kiremono. W tym stanie lepiej było się do niego nie odzywać. Co niektórzy nie mają jednak instynktu przetrwania…
- Więc powiecie w końcu – powiedział umorusany Kon, gdy wydostał się spod buta Rukii – Kogo miałeś na myśli, Leniwcu?
Wraz z ostatnim słowem ujrzał, że chyba przesadził. Okanashii spojrzał na niego morderczym wzrokiem. Próbował się wycofać, jednak wkurzony Bushou chwycił go za ucho.
- Wyrwiesz mi ucho, wyrwiesz mi ucho! – wrzeszczał pluszak, próbując się oswobodzić.
- Czy ty coś powiedziałeś? – powiedział morderczym tonem Okanashii, spoglądając groźnie na tę kupkę nieszczęścia.
- Przepraszam! – wrzeszczał jak opętany Kon – Wybacz! Wybacz mi i nic mi nie rób!
Okanashii pacnął nim o ziemię, a Kon przyczołgał się do „swojej siostrzyczki" i oparł się o jej nogę.
- Słyszycie te dziwne dźwięki? – zapytał nagle Ichigo.
- Chyba się zaczęło – powiedział Chad.
- Ojej – skomentowała Orihime.
„Wreszcie się zaczyna!" – pomyślał Bushou. Przez kilka następnych chwil nie będzie się musiał przejmować nudą.
Nie to co Kiremono. Szybko znudziło ją zwykłe siedzenie i zaczęła buszować po pokoju, zaglądając w każdy możliwy kąt. Gdy miała otworzyć jeden kufer, Urahara nagle zjawił się przed nią.
- Tego nie dotykaj!
- Ale… - próbowała przejść mu pod ramieniem.
- Nie ma żadnego ale!
- Oj, Kisuke… - spróbowała przemknąć pod drugim ramieniem, ale przytrzymał jej głowę dłonią.
- Powiedziałem nie!
- No co ty tam trzymasz, hentajce?
Zarumienił się.
- Nic ci do tego.
- Oj, pokaż… - zdołała uchylić wieko kufra, ale w tym samym momencie została na tyle silnie odepchnięta, że uderzyła w przeciwległą ścianę. Yamamoto obserwował to wszystko z lekkim uśmiechem, a Hitsugaya ukrył twarz w dłoniach.
- Hej! Mogłeś mnie uszkodzić!
- A ty mogłaś uszkodzić moją reputację, jak mówię nie to nie, zrozum, kobieto!
- Jesteś nudnym dzieciakiem – powiedziała do Toushirou, zauważając jego minę - Masz ledwie 119 lat, a zachowujesz się, jakbyś miał z 1000, bez urazy, Dziadku.
- Nic osobistego, rzeczywiście mając tyle lat, byłem napuszony jak Toushirou.
- Hej! - zdenerwował się Hitsugaya - Wcale nie jestem napuszony.
- Jesteś! Nawet Byakuya potrafi się bawić lepiej niż ty.
Spojrzał na nią zdziwiony, ale nawet nie skomentował informacji, że Kuchiki Byakuya potrafi się bawić.
- Trafiliśmy na wroga - usłyszała w słuchawce głos Rangiku - To chyba Lalka…
- Cytrynko, co tam cię dzieje? - Okanashii wbił się w transmisję.
- Kiremono, czy to tak trudno powiedzieć? - odgryzła się - Poczekaj chwilę - powiedziała do niego i przełączyła się na Rangiku - Jak się zorientujesz jak ona działa wyślij mi informacje, żebym mogła je przekazać Leniwcowi.
- Zrozumiałam, bez odbioru.
Przełączyła się z powrotem na Bushou.
- Rangiku i reszta zostali zaatakowani przez wroga, to chyba Lalka, ale nie są do końca pewni, jak będę miała więcej informacji, to od razu ci przekażę. W ogóle co ty taki niecierpliwy jesteś?
- Hej, ty w przeciwieństwie do mnie nie stoisz na zewnątrz tej jaskini i nie słyszysz jak coś się wali! – odgryzł się. Co za kobieta…
- Nie marudź. Bez odbioru, Leniwcu.
- Ty ruda cholero! W twoim wydaniu jest to tak wkurzające, ze pobiłaś nawet Rangiku – wykrzyknął nieźle wkurzony. Dopiero po chwili zauważył, że wyłączyła się – Jak ja ją dorwę…
- Możemy już iść? – zapytał zniecierpliwiony Ichigo, jakby nie zwracając uwagi na to, że resztę dialog szalenie rozbawił.
- Czemu nie? – ni to stwierdził, ni to zapytał Bushou i uśmiechnął się, zaplatając ręce z tyłu głowy.
Ichigo ruszył do przodu, ale zatrzymał go Renji:
- Zaczekaj.
Zaczął grzebać w wewnętrznej części swojego stroju i wyciągnął onigiri zrobione przez Jintę. Odwinął ją z opakowania i jak gdyby nigdy nic wziął duży kęs. Przełknął i zrobił się cały czerwony, po czym wrzasnął:
- Pali! Aaaa! Pali, pali, pali!
Wyrzucił opakowanie wraz z resztą onigiri w powietrze i zaczął biegać w kółko.
- Zawiera w sobie super mocne przyprawy – Rukia przeczytała opis na opakowaniu.
- I tak już będzie do końca, co? – westchnął Ichigo.
Gdy Renji wreszcie się uspokoił, a raczej kiedy znaczącym walnięciem w głowę uspokoił go Kurosaki, weszli do środka. Ichigo spojrzał na zwisającą mu z ramienia Lilin i zapytał ją:
- I ja tam? Potrafisz wyczuć jakichś Bounto?
- Yyymmm… - zastanowiła się – Nie jestem pewna…
- Wyczuwam obecność ludzi – powiedział Cloud – Ale obawiam się, że w tej jaskini znajduje się coś, co uniemożliwia wyczucie reiatsu. Tak mi się zdaje.
- Rozumiem – stwierdziła krótko Rukia, po czym dodała, mówiąc jakby do siebie – Więc dlatego nie byliśmy w stanie ich znaleźć.
Poszli w głąb tunelu. Po chwili Inoue stwierdziła zmartwionym głosem:
- Mam nadzieję że Rangiku i reszcie nic nie jest.
- Mam złe przeczucia – zaprzeczył Chad.
- Gadacie głupoty – powiedział Bushou, ciągle się uśmiechając – To porucznicy. Nic im nie jest. Nie dadzą się łatwo pokonać.
Przez chwilę towarzyszył im w wędrówce jedynie odgłos kroków, dudniący w korytarzu i powracający echem. Korytarz nagle rozszerzył się.
Znikąd pojawili się wrogowie. Małe, śmieszne, wiszące w powietrzu oczy.
- To są… - pisnęła Orihime
- Ta, te same co wcześniej – potwierdził Chad.
- Więc żeście wyleźli – powiedział z uśmieszkiem na twarzy Ichigo.
- Uciekajmy! – krzyknęła przerażona Lilin.
Pobiegli przed siebie. Bushou spoważniał i wyciągnął komunikator.
- Kiremono, napotkaliśmy wroga – powiedział spokojnie do mikrofonu, będąc w biegu – Masz jakieś wieści od grupy Rangiku?
Słysząc komunikat Okanashiego, przełączyła się na inny kanał.
- Rangiku? Rangiku! Rangiku!
Po drugiej stronie była tylko głucha cisza.
- Yumichika? Ayasegawa?
Cisza.
- Izuru?
Nic.
- Shuuhei? SHUUHEI! SHUUUUHEEEI!
Cichy trzask potwierdził jej przypuszczenia. Wszystkie Piekielne Motyle zostały zniszczone.
Grupa Bushou, w chwile po tym jak skomunikował się z Kiremono, wbiegła do większej sali. Była bardzo wysoka, miała sześć różnych korytarzy i dziwne formacje naskalne, wyglądające jak szczątki budynków.
- Co to za miejsce? – zapytał zdziwiony Ichigo.
- To chyba ruiny – odpowiedziała Rukia – Rozdzielają się na pięć różnych ścieżek.
- Phi! – prychnął Abarai - To jest obrona Bounto, skierowana przeciw intruzom?
Poszli dalej. Wtedy nadeszła odpowiedź od Kitashiro.
- Żadnych wiadomości… Nic…- miała problemy z mówieniem - Obawiam się, że wszystkie Piekielne Motyle zostały zniszczone a oddział rozgromiony. Uważajcie na siebie i odszukajcie ich. Proszę, Bushou…
Przełknął ślinę. Cały spokój uleciał w jednym momencie.
- Zrobię co w mojej mocy, Kiremono. Nie pozwolę zginąć Rangiku, Izuru, Shuuheiowi ani Ayasegawie. Nawet za cenę mojego życia.
Nie odpowiedziała.
- Bez odbioru – powiedział i wyłączył się. W samą porę.
- Kurosaki-kun, czy to? – zapytała z przerażeniem w głosie Inoue.
Unosiły się nad nimi. Całe chmary. Zaatakowały.
- Zawyj, Zabimaru! – krzyknął Renji i przeciął całą chmarę. Ichigo również rzucił się do ataku, razem z Chadem. Bushou krzyknął razem z Rukią:
- Hadou no youn! Byakurai!
Mimo zniszczenia naprawdę ogromu tych dziwadeł, wciąż przybywało nowych. Inoue postawiła tarczę nad Rukią, która została gwałtownie zaatakowana.
- Cholera, jest ich za dużo – powiedział Ichigo.
- Rąbiemy i rąbiemy, a końca nie widać – dodał Renji.
- W takim tempie nic nie zdziałamy! – krzyknęła na nich Rukia – Zaciągnijmy je do ciaśniejszego pomieszczenia i zaatakujmy wszystkie razem!
- Dobry plan! – stwierdził Bushou.
Nagle Inoue zamarła i popatrzyła z przerażeniem za Kuchiki. Dwa cosie oświetliły filar za Rukią, a z powstałego cienia wyłoniła się dziwna pięść.
- Co jest, Inoue? – zapytała Rukia.
- Uważaj! – krzyknęła Orihime.
Rukia odwróciła się, a pięść uderzyła, wybijając ja mocno w powietrze. Renji użył shunpo by ja złapać i razem uderzyli w sufit. Spadli na ziemię i zaatakowało ich stado potworków. Bushou z niesamowitą prędkościa przeciął jedno po drugim.
- Jesteście cali? – zapytał.
- W porządku – odpowiedział Abarai – Rukia?
- Jeszcze żyję – powiedział, otwierając oczy i uśmiechając się.
Bushou usłyszał z tyłu dziwny odgłos. Odwrócił się tylko po to by zobaczyć jak Ichigo zmaga się z ogromnym mieczem, a z tyłu zbliża się do niego piła tarczowa. Już miał się ruszyć, gdy Inoue użyła swej tarczy, by obronić Kurosakiego. Gdy próbowała sama zaatakować, wróg znikł. Ichigo zaatakował miecz, ale ten przekształcił się w macki, które chwyciły go i unieruchomiły, wraz z Inoue. Powoli wciągały ich w cień.
Bushou usłyszał przed sobą dziwny dźwięk. Nie miał czasu by pomóc tym dwojgu, bo jego samego zaatakowały te paskudztwa. Zaczął ciąć je mieczem, a ich i tak nie ubywało.
- Warcz, Haineko! – usłyszał nagle. Uznał że musiał się przesłyszeć i zaczął się cofać w kierunku Kurosakiego, dalej tnąc wrogów. Miał nadzieję że zdąży na czas i nie pozwoli im na śmierć.
- Rangiku! – krzyknęła Rukia z Renji. Rzucił okiem za siebie i mało nie podskoczył z radości. Rangiku żyła i nic jej nie było! Matsumoto zniszczywszy więzy, krępujące Ichigo z Orihime, wzięła się za świecące oczy. W tym czasie miejsce macek zastąpiła olbrzymia ręka. W chwili zniszczenia oczu, ręka zniknęła.
- Lalka wyłania się z cienia, stworzonego przez świecące oczy! – krzyknęła Rangiku – Zniszczcie wszystko co tworzy cień!
Zrozumieli w mgnieniu oka. Zaczęli niszczyć wszelkie stalagmity i głazy, a Ichigo przepędził dziwadła używając Getsugi Tenshou.
Gdy było po wszystkim, podeszli do Matsumoto. Bushou rzucił się na nią i mocno przytulił.
- Jak ja się cieszę ze nic ci nie jest! – wykrzyknął rozradowany.
- Hej, hej, to do ciebie niepodobne – zdziwiła się Rangiku.
- Nawet nie wiesz jak się martwiłem! Powiem to Cytrynce, też się ucieszy!
Wstał i odszedł kawałek. Pozostali również cieszyli się z nadejścia pani Porucznik.
- Hej, Cytrynka, mam dla ciebie świetną wiadomość – powiedział od razu po włączeniu komunikatora – Rangiku żyje i ma się dobrze!
- To dobra informacja – od razu nadeszła odpowiedź. Zaraz, zaraz… To nie była Kiremono.
- Kisuke? Co ty tam robisz – zapytał ze zdziwieniem.
- Cytrynka postanowiła do was dołączyć.
- I ty jej pozwoliłeś? – prawie wrzasnął do mikrofonu – Tu jest zbyt niebezpiecznie!
- Nie miałem wiele do gadania. Jest dorosła, a ja nie miałem zamiaru zatrzymywać jej siłą.
- Jesteś idiotą, Urahara – powiedział wkurzony i rozłączył się. Sam nie wiedział, czemu się o nią martwi. Była kapitanem. Poradzi sobie. Zresztą… Może nie dotrze do momentu, gdy pokonają Bounto?
Podszedł do reszty, słysząc jak Rukia mówi:
- Tak, ale…
- Słyszę was – przemówił nagle jakiś głos – Nazywam się Ugaki. Jestem Bounto. Moja lalka nazywa się Geselle. Dobrze zrobicie, jeśli będziecie o tym pamiętać.
- Draniu! Co zamierzasz zrobić? - krzyknął Ichigo.
- Cóż, po prostu wysłuchaj tego, co chcę ci powiedzieć. Dzięki Bitto, my Bounto zebraliśmy i pochłonęliśmy ogromne ilości ludzkich dusz. To zapewniło nam i naszym lalkom niesamowitą moc.
- Myślisz, że możesz nas powstrzymać, przy pomocy tych śmiesznych robali? – zapytał Reji.
- Bo jeżeli tak ci się wydaje, to jesteś w ogromnym błędzie,
Bounto – powiedziała Kiremono, która dopiero co weszła do jaskini i rozproszyła błyskawice, które wcześniej ją otaczały. To dzięki nim dotarła tutaj tak szybko. Te dziwadła umierały, dotykając bariery. Bushou spojrzał na nią wściekle. Idiotka! Po co tu przychodziła? Miała się zajmować łącznością! Miał tam siedzieć i być całkowicie bezpieczna!
- To kapitan – powiedział cichy głos w jego mózgu – Pamiętaj o tym.
- Jest młoda – odpowiedział, również w myślach.
- Jest starsza od Hitsugayi.
- Ten dzieciak to geniusz.
- Skąd wiesz, że ona nie?
- No właśnie, nie wiem! Mam za mało danych! Wiem tylko, że to coś pokonało czterech poruczników! Pewien mogę być tylko swoich sił. Błędem było przyprowadzać tutaj Rukię, która jeszcze nie wyzdrowiała. Chad na wiele się tu nie przyda, gdy trzeba więcej taktyki, mniej brutalnej siły. Ta dziewczyna, Orihime… Właściwie nie widziałem, żeby jakkolwiek zaatakowała lalkę. Jest świetna do leczenia, ale w wirze walki na niewiele się przydaje. Ichigo świetnie walczy, ale to może być za mało przy takiej ilości przeciwników. Renji jest cenny, bo jego ataki sięgają daleko, a Bankai nie uszkodzi tak mocno skały, jak chociażby mój. Matsumoto jest ranna, wielka szkoda, bo właściwości jej Zanpakutou mogłyby się przydać. W tym stanie jednak wiele nie zdziała. A o tej rudej cholerze nic nie wiem!
Głos milczał.
- I przez to wszystko musze się o nią martwić! O wszystkich! Gdybym był tu sam, po prostu poszedłbym do przodu, aż napotkam wroga. Ale tak?
Wciąż cisza.
- Doskonale wiesz czemu! Nie chcę znów bezsilnie przyglądać się, jak ktoś ginie!
I znów brak odzewu. Na szczęście.
Kiremono rozglądnęła się w poszukiwaniu przeciwnika. Odetchnęła z ulgą, gdy spojrzała na Rangiku. Gdy nie nawiązała z nią łączności, poczuła strach. Pomyślała, że kryje się jak jakiś tchórz, zajmując się głupotami, zamiast walczyć.
- Śmiesznych robali? To niegrzeczne z twojej strony. Wiesz, to nowe lalki, które zrodziły się z życia Yoshino – powiedział Ugaki - Co do ciebie, pani kapitan, to twoi przyjaciele nie będą z tobą bezpieczni. Dajesz światło, światło daje cień.
- To znaczy? – zapytała ze zdziwieniem w głosie.
- Moja lalka, Geselle, wyłania się z cienia. Wracając… Przyswajając skoncentrowany wyciąg z żywych dusz poczyniliśmy postępy w drodze do naszej przyszłej ewolucji. Ale teraz, my Bounto, jesteśmy wypełnieni smutkiem. W końcu jesteśmy ludźmi. Nie jesteśmy żadnymi potworami. Jesteśmy ludźmi. Pomimo tego faktu stale musimy znosić podłe traktowanie ze strony innych ludzi, tylko dlatego, że posiadamy nieco inne umiejętności. Wykluczenie! Prześladowanie! I nie ma sposobu, by zostawić spadkobiercę! Łączna liczba Bounto jest określona, więc wszystko co możemy zrobić, to kurczyć się w tej liczbie. Ten ból… Nie możecie tego zrozumieć!
- Nie kapuję tego! - wtrącił wściekły Renji. Wstał.
- Renji - powiedział zaskoczony Ichigo.
- To nie tak, że nie potrafimy zrozumieć okoliczności! – krzyczał w złości Abarai - Ale nie znaczy to, że możesz kraść ludzkie życia! Nie wybaczę wam.
- Renji… - powtórzył Kurosaki.
- Wygląda na to, że moje słowa do ciebie nie dotarły – kontynuował przemowę Ugaki - Więc to nam nie pomoże. Pozwól mi to wbić w twoją głowę. Czekam w sercu tych jaskiń. Dasz radę dojść tak daleko?
- Nie doceniasz mnie! – wrzasnął nakręcony już Renji. Kipiał wręcz złością.
- Renji! Ja też idę - powiedział Kurosaki, wstając.
- Kurosaki-kun! – krzyknęła Orihime. Kiremono wzniosła cierpiętniczo wzrok ku sufitowi i zazgrzytała zębami, co rozbawiło Bushou. Gdyby nie to, że był na nią wściekły, zapewne nie powstrzymałby chichotu.
- Przepraszam, Inoue - powiedział chłopak - Zajmiesz się ranami Rukii i Rangiku?
- Czekaj! Ja wciąż… - zaczęła Rukia.
- Nie możesz! - wtrąciła się Kiremono.
- Kitashiro-taichou…
- Dalej pójdą tylko w pełni sprawni Shinigami. Ja, Renji, Ichigo i Bushou.
- Hej, zaraz! - wtrącił się Ichigo.
- Nie teraz - warknęła na niego - Chad, ubezpieczaj nasze tyły. Chroń ich na wypadek, gdyby zostali zaatakowani podczas leczenia.
- Dobra - powiedział.
- Rangiku… Wiesz może gdzie… Gdzie jest Shuuhei i Izuru? - zapytała cicho Kiremono.
- Myślę, że gdzieś tam są, ale… Bądźcie ostrożni –powiedziała z troską w głosie - Dołączę do was, gdy tylko uleczę rany.
- Liczymy na ciebie – powiedział Ichigo.
Okanashii podszedł do Kiremono, cały dygocząc ze złości.
- A ja, mam z tobą do pogadania, ty nieodpowiedzialna… Jak możesz myśleć, że pozwolę ci gdzieś iść? - wrzasnął Bushou. Brakowało mu jeszcze, żeby bać się o nią. Wystarczająco dużo strachu najadł się, gdy stracił kontakt z Rangiku. Dałby sobie rękę odciąć, ba, poświęciłby się, żeby mogła przeżyć.
- Możesz się odczepić? Nie wiem, czy zauważyłeś, ale też jestem kapitanem, nie jestem jakąś bezbronną kobietką, która zacznie wrzeszczeć na widok niebezpieczeństwa, albo będzie wołać o pomoc! Powinieneś zdać sobie sprawę, że nasze reiatsu jest przynajmniej na tym samym poziomie - wycedziła przez zaciśnięte zęby. Też była wkurzona, ale Bushou mało to obchodziło. Denerwowało go już samo to, że się o nią jakiś sposób martwił. Przecież była dla niego nikim. No właśnie, nikim.
- Ruszamy! – powiedział Kurosaki. Bushou łypnął jeszcze nieprzychylnie na Kiremono, po czym obrócił się i uśmiechnął się z otuchą do Rangiku.
Gdy już znikali w korytarzu, usłyszeli głos Kona:
- Cz-czekajcie… Oni odeszli? Zaczekajcie!
Biegli wzdłuż korytarza. Odgłosy ich kroków odbijały się echem w korytarzu. Ciszę, jaką zapanowała między nimi, przerwał Ichigo:
- Renji…
- O co chodzi? – zapytał Abarai.
- Wszystko w porządku?
- Hę?
- Ten drań już wcześniej cię prowokował.
- Zastanawiałem się, co chcesz powiedzieć – prychnął Renji – Pleciesz głupoty.
- Ale z tym dzieciakiem i resztą…
- Ze mną wszystko w porządku. Za kogo ty mnie masz?
- Więc w porządku!
Dotarli wreszcie do jakiegoś pomieszczenia. Zniszczyli wszystko, co mogło rzucać cień, zgodnie z radą Rangiku. Renji i Ichigo wyforsowali się trochę do przodu, unikając ciężkiej atmosfery, jaka panowała między dwoma kapitanami.
Nagle pojawiły się świecące oczy. Oświetliły od przodu sylwetki Kurosakiego i Abaraia, a z tak powstałego cienia wyłoniły się dwa miecze. Nim ktokolwiek, ani atakowani, ani kapitanowie zdążyli zareagować, opadły z przerażającą prędkością. Bushou krzyknął cicho. Zginą?
Nagle na trajektorii opadających mieczy pojawili się Kira i Hisagi, blokując je swoimi katanami.
- Nie myśl, że ta sama sztuczka zawsze zadziała! – powiedział głośno Porucznik Dziewiątego Oddziału. Wraz z Kirą odbili miecze i rozcięli paskudztwa rzucające cień. Gdy tylko schowali miecze, Kiremono podbiegła do swojego porucznika i uwiesiła mu się na szyi.
- Izuru!
- Udusisz mnie! – zdołał tylko wykrztusić.
- Przysięgam, że już nigdy przenigdy nie będę tak lekkomyślna, mogłeś zginąć przez własnego kapitana… Historia Kisuke powinna mnie czegoś nauczyć - wymruczała w jego ramię. To samo powiedziała Uraharze, gdy próbował ją zatrzymać. „Ty nie zostawiłeś Hiyori, Kisuke. Nie masz prawa mnie zatrzymywać".
- Shuuhei – powiedział do Hisagiego Bushou – Dobrze cię widzieć żywego.
- Wątpiłeś kiedyś w moją wolę życia? – zapytał go, uśmiechając się.
Kitashiro puściła zmaltretowanego Kirę, który natychmiast wziął głęboki wdech i podeszła do Okanashiiego, odpychając go.
- Shuuhei! – rzuciła się w ramiona Hisagiego – Jaka ja jestem nieodpowiedzialna!
- Przesadzasz, Cytrynko – powiedział Shuuhei.
- Wcale że nie! Rzuciłam mojego porucznika i przyjaciela w wir bitwy! Sama zajęłam się najmniej użytecznym zadaniem!
Tymczasem Bushou podniósł się z ziemi i otrzepał się z pyłu. Warknął wściekle na Kiremono:
- Co to miało do cholery być, ruda wariatko?
- Zamknij się – odpowiedziała równie wściekle – Dałbyś im lepiej moje lekarstwa.
Kira i Hisagi spojrzeli na siebie zdumieni i wzruszyli ramionami. Nie warto było domyślać się, co między nimi zaszło. Bushou tym czasem grzebał w ubraniu i wreszcie wyciągnął lekarstwa. Kiremono wyrwała mu je z ręki i zaczęła leczyć poszkodowanych.
- Izuru, mocno krwawisz! Shuuhei, ty też? – zapytała zmartwiona.
- Nie mogę powiedzieć, że wyszedłem bez szwanku – odpowiedział Hisagi – Nie doceniliśmy tych cholernych Bounto.
- Wiecie coś o Rangiku? – zapytał z nadzieją w głosie Kira – Albo o pięknisiu?
- Spotkaliśmy Matsumoto – wtrącił się do rozmowy Ichigo, który dotychczas stał na uboczu.
- Jest z Rukią, Chadem i Inoue – dodał Renji.
- Uwaga! – krzyknął Bushou, który uważnie obserwował okolicę. Jaskinię zalało światło i z sufitu zaczęły spadać ucięte stalaktyty. Rzucili się do ucieczki. Kilka z tych dziwnych stworzeń oświetliło wbite w ziemię, ucięte kawałki skał. Ichigo znalazł się w pułapce. Od tyłu zaatakowały go włócznie.
- Unieś głowę, Wabisuke! – krzyknął Kira i zaatakował Geselle.
- Idiota - warknęła wściekle.
Nie dość, że była zła na Bushou, to jeszcze musiała obserwować, jak jej porucznik, zamiast poddać się leczeniu, rzuca się na wroga. Wyciągnęła dwa palce w stronę włóczni.
- Hadou no youn. Byakurai!
Biała błyskawica przecięła wszystkie włócznie, jedną po drugiej. Uśmiechnęła się zadowolona, na widok zdziwionej twarzy Kiry.
- Atakuje tylko od tyłu- powiedział, lądując – Co za tchórz.
Nagle za jego plecami z cienia wyłoniła się kula z kolcami. Gdyby był sam, z pewnością by zginął, ale przed atakiem obronił go Shuuhei, blokując ją mieczem. Kiremono, biegnąc za nim, wyskoczyła w powietrze, celując w nią ręką.
- Hadou no sanjuuichi! Shakkahou!
Kula rozpadła się na kawałki w rozbłysku czerwonego światła. Hisagi odkaszlnął, ocierając twarz, na której osadziła się sadza.
- Dzięki! - krzyknął do niej.
- Wracaj, Geselle! - usłyszeli polecenie Ugakiego.
Znów zostali pogrążeni w ciemności.
- Spłaciłem swój dług - powiedział cicho Shuuhei.
- Hisagi! Remon! Kira!- krzyknął Ichigo. Dziewczyna spojrzała na niego przez ramię - Nic wam nie jest?
Bushou spojrzał na coraz mocniej wibrujące podłoże i właśnie otworzył usta, by wyrazić przypuszczenie, że korytarz się zaraz zawali, gdy teoria stała się praktyką. Z sufitu zaczęły spadać ogromne kamienie.
- Idź naprzód, Ichigo! – wrzasnęła Kiremono - Bushou, idź z nimi, ja tu zostanę i pomogę Kirze i Izuru, dołączymy do was jak tylko będziemy mogli!
Kiwnął głową. Nawet ucieszyło go, że miał iść przodem. Nie musiał się przynajmniej martwić o tą rudą cholerę, chociaż przed chwilą dała niezły pokaz. Zaczął biec w kierunku następnego korytarza. Renji ruszył za nim, tylko Ichigo dalej stał w miejscu.
- Ale… - usłyszał jego głos. „Ten chłopak zbyt się o wszystkich martwi" – pomyślał, jakby nie zauważając tego, ze sam czyni podobnie.
- Ta rzecz to prawdopodobnie pies strażniczy tej strefy! Jeśli będziecie za nim podążać, znajdziecie odpowiadającego mu Bounto - krzyknął Hisagi. Bushou wyczuł, że Ichigo dołączył do nich. Biegli dalej korytarzem, zostawiając za sobą huk walących się kamieni. Zastanowił się krótką chwilę, jak poradzą sobie tamci.
A poradzili sobie bardzo zgrabnie.
- Kakuheki Raikou! – krzyknęła Kiremono.
Nad nimi pojawiła się tarcza z błyskawic, zmieniająca każdy kamień, który jej dotknął w pył. Chwilę później było już po wszystkim. Przejście było całkowicie zawalone, ale byli bezpieczni. Opuściła tarczę i z powrotem usadziła ich na ziemi. Zdjęła haori i rozłożyła na nim lekarstwa. Zamyśliła się na chwilę, patrząc na nich.
- Jaka szkoda, że nigdy nie byłam w czwartym Oddziale, jak ty, Izuru… - mruknęła.
- Jeśli chcesz, to ci pomogę- powiedział.
- Nie, siedź. To wynalazki Kisuke, cokolwiek to jest, sądzę, że ma instrukcję obsługi - odpowiedziała, przyglądając się specyfikom. Po chwili uśmiechnęła się szeroko.
- Okej, wiem co powinnam zrobić.
Uklękła naprzeciw Hisagiego i rozdarła mu shitagi i kasode.
- Hej! - powiedział zaskoczony, gdy część jego ubrania wylądowała na ziemi - Co ty kombinujesz?
Przewróciła oczami.
- Nic złego, uwierz mi - zaczęła delikatnie obmacywać jego klatkę piersiową i brzuch.
W pewnym momencie jęknął cicho.
- Tak, jak myślałam - powiedziała cicho - Masz złamane żebra.
Shuuhei oparł się o głaz, zacisnął pięści i starał się nie patrzeć, gdy za pomocą kidou ustawiała odłamki kości na właściwym miejscu i przyspieszała procedurę zrastania się. Po chwili znów poczuł jej delikatne palce, opukujące lekko jego narządy wewnętrzne. Po sprawdzeniu, że wszystko z nimi w porządku, wyjęła maść tamującą krwawienie i naniosła jej trochę na każdą ranę, jaką zobaczyła. Kiedy już obejrzała go z każdej strony i upewniła się, że za jakiś czas będzie gotowy do walki, znów go lekko przytuliła.
- Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby coś wam się stało - szepnęła.
Pogładził ją lekko po włosach.
- Ale wszystko jest w porządku. Nie musisz się aż tak bardzo o nas martwić.
Odsunęła się. Tak bardzo chciała spotkać się z Kisuke, że zaniedbała ich bezpieczeństwo.
- A ty byś się nie martwił, jakby nagle cztery osoby przestały odpowiadać, w tym ja?
- Pewnie bym się martwił - uśmiechnął się - Masz rację, nie powinienem cię pouczać w tym temacie.
- Prawidłowy wniosek - odpowiedziała, odwzajemniając uśmiech.
Odwróciła się do Kiry, który w tym czasie dla bezpieczeństwa własnych ubrań ściągnął już górę stroju Shinigami. Prawie po każdym dotknięciu widziała, jak zaciska zęby z bólu. Prawie wszystkie jego narządy wewnętrzne były mocno opuchnięte, widocznie mocno dostał w brzuch. Przeglądając lekarstwa znalazła ciemnozielony płyn w strzykawkach.
- „Wstrzyknąć w opuchnięte lub krwawiące narządy wewnętrzne, wspomóc działanie leczniczym kidou" - przeczytała cicho.
Wzruszyła ramionami i tworzyła opakowanie. Cztery strzykawki później położyła dłonie na jego brzuchu i skupiła się. Po chwili otoczyła je zielona poświata, wnikająca w jego ciało. Ucieszyła się, gdy jego oddech przestał być przerywany i się uspokoił.
- Dziękuję, Cytrynko - powiedział Kira do swojej kapitan - Wystarczy, musisz oszczędzać reiatsu.
- I tak mam go w nadmiarze - powiedziała, kontynuując leczenie.
Pokręcił głową chwytając ją za nadgarstki i odsuwając lekko.
- Naprawdę wystarczy. Nie musisz mieć wyrzutów sumienia z tego powodu, że jesteśmy ranni.
Wyswobodziła się z jego uścisku i poprawiła włosy.
- No dobrze - przytuliła go - Naprawdę cieszę się, że żyjecie. Czas chyba iść dalej.
Spakowała lekarstwa i założyła haori. Zarzuciła Tsuyatsuya Raikou na plecy i podała paczkę z lekarstwami Kirze.
- Izuru, zostań trochę z tyłu, ja i Hisagi…
Nagle poczuła czyjeś ręce na swoich piersiach.
- Odczep się, Yoruichi - powiedziała i kopnęła ją pod kolano.
- Niezły refleks – zaśmiała się ciemnoskóra księżniczka rodu Shihouin - Kisuke przysłał mnie tu za tobą, wygląda na to, że idziemy dalej, tak?
Remon kiwnęła głową.
- No to ruszajmy.
W trójkę zniknęli w wąskim przejściu między kamieniami, zostawiając rozkojarzonego Izuru.
- Nadłożymy nieco drogi, ale powinniśmy ominąć zawalone korytarze – wyjaśniła już w trybie shunpo Yourichi – Być może nawet damy radę ich dogonić?
- Ciekawe czy znaleźli Ayasegawę… - mruknął pod nosem Shuuhei.
- W przeciwieństwie od Bushou, JA ufam ludziom. Jestem pewna, że nic im nie jest.
- A psik! – kichnął Bushou.
- Ciszej, jesteśmy na terytorium wroga – zganił go Ichigo. Czarnowłosy mało nie zdębiał. Zwrócił mu uwagę ZASTĘPCZY SHINIGAMI! Co za wstyd… Korytarz, którym biegli wreszcie się skończył i dotarli do większej jaskini. Zwolnili tempo, by nieco się rozglądnąć i zorientować w sytuacji. Była ogromna. I, na nieszczęście, cała poprzecinana stalagmitami. Mając jednak w pamięci poprzednie wydarzenia, zrezygnowali z ich niszczenia, by nie dopuścić do kolejnego zawału. Poszli przed siebie, w ciszy. Nagle dojrzeli jakieś leżące ciało.
- Yumichika-san! – krzyknął Abarai, rozpoznając je.
- Bushou, Renji! – ostrzegł Ichigo – Nadchodzą!
- Cholera – wykrzyknął czerwonowłosy.
- Jejku, jejku – westchnął Okanashii – Jakie te paskudztwa są męczące…
Nadleciały całą chmarą i rozświetliły wnętrze jaskini. Cięli w trójkę jak szaleni, ale stworzeń ani ubywało. Ułożyły się za pięcioma stojącymi w okręgu, ogromnymi filarami, tworząc cień na środku. Wyłoniło się z niego dziwaczne stworzenie, całe czarne, poprzecinane jedynie czerwonymi pasami układającymi się w dziwne wzory.
- Yumichika-san! – krzyknął ponownie Abarai. Ciało leżało niedaleko wyłaniającego się potwora.
- Co? – powiedział zdumiony Kurosaki – Jest ogromny…
- I głodny – dodał Bushou, wskazując na ślinę cieknącą z ust potwora. Ten zawył, chwycił nieprzytomnego Yumichikę i zaczął zaciskać na nim dłoń.
- Przestań! – krzyknął Renji. Stwór zatrzymał się na chwilę, po czym cisnął w ścianę Ayasegawą. Bushou chwycił go w locie, przewracając się na ziemię i sunąc po niej kilka metrów. Dobiegli do niego Renji i Ichigo.
- Yumichika-san! – krzyknął raz jeszcze Abarai.
- Tej sytuacji nie można nazwać piękną, co nie? – oprzytomniał Ayasegawa - W oddziale Zarakiego przegrana jest niczym śmierć. Z takim brzemieniem nie mógł bym im spojrzeć w oczy.
- O, on nadal żyje? – przemówił głos – Shinigami to bardzo żywotne stworzenia.
- Draniu, gdzie się chowasz? – wykrzyknął Ichigo – Wyjdź!
Ugaki tylko zaśmiał się szaleńczo.
- Jejku, jejku – westchnął Bushou – Następny potrafiący się jedynie chować Bounto. Jakie to męczące…
- Jeśli lalkarz nie chce wyjść, można go zniechęcić do dalszej walki, niszcząc mu lalkę – powiedział wkurzony Kurosaki.
- Ichigo – wtrącił się Abarai – Pozwolisz mi się tym zająć? Praca zespołowa nie jest zła. Jak mówił Urahara, frontalny atak to głupota – mówił, idąc do przodu, w kierunku lalki – Ale wiesz, w obecnej sytuacji nie za wiele mogę pomóc, ale zastanawiam się, czy nie porzucić obrony – zatrzymał się obok Kurosakiego.
- Co ty tak nagle? – zapytał Ichigo.
- Właśnie sobie przypomniałem. Jeśli masz przegrać, zrób to efektownie. Przegrywasz, gdy giniesz. Jeśli i tak zamierzasz przegrać, zrób to w efektowny sposób.
- Renji… - zdumiał się Kurosaki.
- Nie mogłem ochronić jednego dzieciaka. Wtedy, miałem uczucie, że ktoś nas uratuje. Żeby odciągnąć tego dzieciaka od niebezpieczeństwa. Wygląda na to, że od kiedy przybyłem do świata żywych, zdarzają mi się ciągle jakieś wpadki. Jeśli nie odzyskam teraz ducha walki, nie mam po co wracać do Społeczności Dusz. Poza tym, wciąż są tutaj Bounto. Powinniście oszczędzać swe siły! – tu zwrócił się również do Okanashiiego.
- Renji… - powiedział Ichigo – Ty…
- Pozwól mu iść – wtrącił się Okanashii, mówiąc poważnym tonem. Ichigo skinął głową, jakby w przyzwoleniu. Abarai podbiegł do lalki i krzyknął, wyciągając miecz:
- To ja jestem twoim przeciwnikiem!
- Samotna walka z Geselle to głupota – przemówił Ugaki – Geselle, zmiażdż go!
Stwór ryknął, uniósł ręce w górę, po czym opuścił je, uderzając silnie w ziemię. Renji uskoczył na pobliski głaz. Pozwolił wypłynąć swojemu reiatsu i krzyknął:
- Bankai!
Jego czerwonawe reiatsu pomknęło we wszystkie strony, trzęsąc całą jaskinią. Z sufitu zaczęły spadać głazy. Jego własna energia otoczyła Abarai, ukrywając go przed wzrokiem innych. Po chwili zniknęła, ukazując przemienionego Renjiego. W futrze na ramionach, trzymał w ręku jakby ogon węża, złożonego z licznych segmentów, z czerwonym futerkiem wokół czaszki. Gad ryknął
- Hihiou Zabimaru – powiedział z dumą w głosie Renji.
Geselle rzucił się do ataku. Abarai zaatakował go od góry. Ręce lalki przemieniły się w topory. Zaczął nimi machać, aż w końcu na trajektorii ciosu pojawił niejeden z segmentów broni czerwonowłosego.
- Renji, uważaj! – krzyknął Ichigo.
- Zabimaru! – krzyknął jedynie tamten.
Segment oddzielił się i topór trafił w czerwoną energię, wypełniającą broń wewnątrz.
- Jego stawy są połączone moim reiatsu – wyjaśnił Abarai, rozdzielając wszystkie segmenty – To ja decyduję, czy maja być razem, czy osobno. Tak słaby atak nie może ich rozbić! – krzyknął i ponownie połączył ze sobą stawy. Wąż ryknął.
- To na swój sposób niesamowite – skomentował Ichigo.
- Ale niezbyt piękne, co nie? – dodał Ayasegawa.
- Nie wszystko musi być piękne – wtrącił Bushou – Nasz ty narcyziku.
- Zakończę to jednym ciosem! – krzyknął Renji. Potwór zniknął.
- Wygląda na to, ze walka na twoich zasadach mi nie odpowiada – powiedział Ugaki.
- Zaatakuje od tyłu – powiedział do Ichigo i Ayasegawy Bushou – Odnoszę wrażenie, że Bounto to sami tchórze.
I rzeczywiście. Zza Renjiego wyłoniły się włócznie, których nie zdążył uniknąć. Raniły go w pierś. Bryznęła krew, a Abarai wyleciał w powietrze, wypuszczając miecz, upadł i przetoczył się po ziemi. Z filarów wyłoniły się miecz i topór. Renji uniknął topora, ale miecz rozciął mu rękę i rzucił nim potężnie. Geselle próbował zmiażdżyć go ręką, jednak wciąż nie trafiał toczącego się Shinigami. Ten wreszcie zatrzymał się, uniknął połknięcia przez wynurzającą się z pobliskiego cienia głowę i chwycił miecz. Lalka znów zniknęła. Abarai ciężko dyszał i cały spływał krwią.
- Renji! – krzyknął Ichigo, rzucając mu się na pomoc.
- Zostaw go! – chwycił Kurosakiego Yumichika.
- Co?
- Ludzie z oddziału Zarakiego walczą jeden na jednego – wyjaśnił Ayasegawa.
- On nie jest z Jedenastego Oddziału, czyż nie? – zapytał zdenerwowany Ichigo.
- Ale był jego członkiem – odpowiedział spokojnie Yumichika – Ci, którzy byli członkami Jedenastego Oddziału nie zapomną tego nawet gdy opuszczą oddział.
- Ale nawet jeśli… - spróbował raz jeszcze Ichigo.
- Kurosaki – powiedział Bushou – Myślisz że Renji chce pomocy?
- Ichigo! – wrzasnął ten, jakby na potwierdzenie słów – Mówiłem, zamknij się i uważaj. To będzie punkt zwrotny
- Och – odezwał się Ugaki – Jak zamierzasz to zrobić? Nie masz już żadnego wyboru – zaśmiał się. Nagle przerwał, a po chwili z cienia wyłonił się Geselle.
- Wreszcie wylazło! – ucieszył się Renji. Stwór wrzasnął, a ugaki powiedział:
- Twoja wola walki jest imponująca. Walczysz ze mną, wiedząc że zginiesz. To głupota! Zniszczenie ciebie będzie dla mnie pestką. Bardzo dobrze, jeśli chcesz walczyć, Geselle zetrze twojego węża w proch! To koniec. Naprzód, Geselle!
Stwór ryknął i ruszył do przodu. Renji wykrzyknął:
- Higa Zekkou!
Machnął mieczem i rozłączył segmenty. Ruszyły w kierunku potwora z przerażającą prędkością, zmieniając się w ostrza reiatsu. Przebiły potwora. Ten rozszalał się i zaczął niszczyć wszystko wokół.
- Co się stało, Geselle? – zapytał przerażony Ugaki. Stwór nadal szalał. Nagle ściana za nim rozsypała się w proch, ukazując mały pokoik.
- Tam! – wskazał go Ichigo – To stamtąd kontroluje lalkę!
- Myślisz że ci wybaczę, Kariya? – wrzasnął Ugaki – Wszystko zrobiłem doskonale! A ty… Ty bydlaku!
Potwór ruszył w jego kierunku. Wyciągnął rękę, a przerażony Bounto powiedział:
- Przestań, Geselle. To ja! Nie podchodź tu!
Lalka chwyciła go w dłoń. Rozległy się wrzaski Ugakiego, a po chwili został zmiażdżony. Potwór wybuchł jasnym światłem. Abarai upadł.
- Renji! – krzyknął Kurosaki
- Idź naprzód, zajmiemy się nim – powiedział Bushou.
- A-ale…
- Idź! – wrzasnął, odpychając go mocno. W tym samym momencie sufit nie wytrzymał i zawalił się, oddzielając ich od Zastępczego Shinigami.
- Gdzie Renji! – krzyknął do Ayasegawy.
- Musi być gdzieś tam, po środku!
Omijając spadające głazy, dotarli do nieprzytomnego Abarai i użyli shunpo, uciekając do jakiejś wnęki, która okazała się korytarzem.
Czekali długo, aż wszystko ucichnie. W między czasie Bushou obejrzał Renjiego.
- Skoczę po Inoue – powiedział do Yumichiki. Nie czekając na odpowiedź, użył shunpo by znaleźć się w korytarzu, którym tu przyszli. Spotkał tam wlokącego się Kirę.
- Izuru! – ucieszył się ze spotkania – A gdzie Shuuhei i Kiremono?
- Poszli wcześniej, tuż po tym jak dołączyła do nich Yoruichi. Zostawili mnie z resztą lekarstw i polecieli.
- Przydadzą się nam, Renji jest ranny – powiedział Bushou – Chodź!
- Wciąż ich nie spotkaliśmy… - westchnął Shuuhei.
- Nie jęcz – zganiła go Kiremono. Nagle poczuła ogromny uwolniony ładunek reiatsu. Ichigo?
- Pospieszmy się! - krzyknęła Yoruichi.
Wbiegając do jaskini, zauważyli Chada, Rukię, Inoue, Rangiku, Ichigo, a także Ishidę, który pojawił się znikąd. Co najważniejsze- zauważyli znikających w Senkaimon Bounto.
- Ichigo! Ishida! - krzyknęła Yoruichi.
- Yoruichi… - zdziwił się Ichigo.
- Spóźniliśmy się…
- Kurosaki-kuuuun! - zawyła Inoue.
Remon ledwie powstrzymała się, żeby nie palnąć jej w ten pusty rudy łeb.
- Ishida!- zawołał Chad.
- Co tu się, do diabła, stało? - spytała Rukia.
- Przysporzyłeś nam kłopotów, Ishida - oznajmiła Yoruichi.
- Dlaczego? Dlaczego umyślnie to…? - zaczął Ichigo.
- Kurosaki. Z pewnością odzyskałeś bankai, ale czy bylibyśmy w stanie pokonać go w naszym obecnym stanie?
- Takich rzeczy… Nie wiesz, póki nie spróbujesz.
- Kapitan Kitashiro, o ile się nie mylę, nie może użyć swojego bankai tutaj, żeby nie pogrzebać nas wszystkich pod ziemią - kontynuował.
Skinęła głową.
- Może formę podstawową mogłabym wyzwolić, bez uszkodzenia ścian jaskini, ale nie przeszłabym do pełnego uwolnienia.
- To by było bardzo trudne pokonać go teraz - powiedziała była kapitan drugiego Oddziału - Szczególnie, że wszyscy porucznicy, jak i kapitanowie mają nałożony limit.
- Ja… To jedyny sposób, abym go pokonał! - mówił dalej Uryuu - Mogę się domyślić, co by się stało, gdybyśmy próbowali ich pokonać raz na zawsze, tu i teraz. Ale jeśli udamy się do Soul Society…
- Dlatego powiedziałam, że taki tok myślenia to głupota! - żachnęła się Yoruichi - Nie tylko Quincy i Shinigami stają się silniejsi w Soul Society. Bounto również staną się potężniejsi!
- Co masz na myśli, Yoruichi? - spytał Kurosaki.
- Ma na myśli to, że wszystko w Soul Society jest zrobione z cząsteczek ducha, co pozwoli tym draniom pochłaniać wszystko niczym baterie - wtrąciła się Kiremono.
- Coś ty powiedziała? - zaskoczył się pomarańczowowłosy.
- To jest okropne - mruknęła Rangiku.
- Poza tym, Ishida, wiesz wszystko o tym artefakcie? - spytała Yoruichi.
- Tak. Wysokiej klasy artefakt stabilizujący moc Quincy. To stare narzędzie, które zawsze mogę użyć. Ale, nawet jeśli, potrzebuję mocy!
- To co zrobiłeś może doprowadzić do upadku świata - powiedziała kapitan trzeciego Oddziału.
Ichigo zdzielił Ishidę po głowie.
- Co ty wyprawiasz, Kurosaki? - wrzasnął na niego uderzony.
- Po co tu sterczysz, Ishida? Chodźmy do Soul Society!
- Kurosaki… - mruknął Uryuu.
- Ishida powinien robić to, co uważa za słuszne. Będziemy twoim wsparciem! - odezwała się Inoue.
-Nie kosztem całego świata - odgryzła się Remon.
Dziewczyna zamilkła ze łzami w oczach.
- Świetnie! Nikt tu nie potrafi się do niczego przydać - powiedziała Rukia.
- Przepraszam… - powiedział Uryuu, zamykając oczy.
Yoruichi i Remon westchnęły przeciągle.
- Cóż, nic nam to nie pomoże, skoro zaszli tak daleko - powiedziała Yoruichi - Nie mamy innego wyboru, jak tylko zebrać pozostałych Shinigami i zakończyć tę walkę!
- Gdy się nad tym zastanowić, to może być najlepsze rozwiązanie - dopowiedziała Rangiku.
- W końcu to Soul Society stworzyło Bounto - wzruszyła ramionami Kiremono - Teraz musi ponieść za to konsekwencje, nawet jeżeli pojawią się ranni i martwi, co?
- Heej! – wrzasnął Bushou, widząc u wylotu tunelu zgromadzonych już wszystkich, których wcześniej zostawił po drodze. Wraz z Kirą wlekli lekko podleczonego Abaraia, a z nimi szedł Yumichika.
- Renji! - krzyknęła Rukia.
- Leniwiec!- krzyknęła Matsumoto.
- Nic wam nie jest? - spytał Ichigo.
- Oczywiście! Nie myśl, że wykręciłem kitę! - powiedział Renji, uśmiechając się.
- Co z tymi Bounto? - spytał Izuru.
- Spóźniliśmy się - oznajmiła Yoruichi.
- Wszyscy zawiedliśmy. To nie jest piękny koniec… - zamyślił się Yumichika.
- Cholera… - zaklął Renji.
- Odpłacicie się Kariyi w Soul Socjety - podniosła ich na duchu Shihouin.
- Ale jak? Przecież Chad i ja… - zaczęła Inoue.
- Nie martw się, wciąż mamy Senkaimon Bounto - powiedziała Kireomono, uśmiechając się - Jeżeli ją trochę dopasujemy, wciąż będziemy mogli jej użyć.
- Rozumiem…- kiwnęła głową Orihime.
- Zaczekajcie chwilę…- Rangiku wyjęła z bluzki Duchowy Komunikator i odwróciła się tyłem - Halo, kapitanie? Dobrze mi idzie…
Lilin skoczyła na Ichigo.
- Co, co? - spytał.
- Chwilka, chwilka! Idziemy z tobą! - odwrzasnęła wypchana kura - Nie macie tam żadnych wykrywaczy Bounto, prawda?
- To prawda. Liczymy na was - powiedziała Yoruichi.
- Ja chyba pójdę do domu - powiedział słabym głosem Kon.
- Tak naprawdę mnie to nie obchodzi, ale będziesz w domu całkiem sam- zauważyła Rukia.
- Sam w domu… - pluszowy zwierzak zamyślił się - Nieeee! Siostrzyczko, zabierz mnie ze sobą!
Rangiku odwróciła się do nich z powrotem.
- O jejku. Właśnie rozmawiałam z kapitanem i dostałam pozwolenie na podróż.
- Nie zostawiajcie mnie samego! - wrzeszczał Kon.
- Dobra! Naprzód, do Soul Society! - powiedział Ichigo, odwracając się przodem do Senkaimon.
- Co za napuszony styl- mruknęła Kiremono. Bushou uśmiechnął się w duchu.
- Cooo? - wydarł się nad jej głową Kurosaki. Spojrzała na niego zdziwiona.
- Masz omamy słuchowe?
Westchnął i pierwszy wszedł w Senkaimon, a za nim poszła cała reszta, poza Renjim.
- Ja jeszcze muszę coś załatwić- powiedział zakłopotany, wbijając wzrok w ścianę.
Bushou wzruszył ramionami, a przejście za nimi się zamknęło.
KONIEC FRAGMENTU DRUGIEGO.
